To nie Durant będzie najlepszym dostępnym zawodnikiem

Play-off jak co roku burzą rankingi, układy – jedni wychodzą zwycięsko, inni trafiają w proces przebudowy. Zwykło się mówić, że to czas, kiedy odróżnia się chłopców od mężczyzn, a dobre drużyny od wielkich. Obecne rozgrywki mają kilku bohaterów – Giannisa Antetokounmpo, Damiana Lillarda, Nikolę Jokicia, Kevina Duranta, a ostatnio także Stephena Currego. Wszystkich przebija Kawhi Leonard, największa gwiazda obecnych play-off.To, że tak dobry zawodnik przyszedł do Raptors rok temu to ogromne osiągnięcie Masai Ujiriego. Raptors pozyskali MVP finałów 2014 za swojego najlepszego zawodnika DeMara DeRozana i rozbili znakomicie rozumiejący się (grali wspólnie sześc sezonów) duet Kyle Lowry/Demar DeRozan. Ujiri zagrał va banque, pozyskując potencjalnie najlepszego ‚two-way playera’ ligi, ale przede wszystkim zawodnika, który stracił cały sezon z powodu kontuzji mięśnia czworogłowego oraz konfliktu z klubem. Dla organizacji Spurs ówczesny konflikt był czymś nowym, z dzisiejszej perspektywy stracili wtedy status contendera.Spurs po odejściu na emeryturę Tima Duncana szukają tożsamości, nowego lidera. Dwadzieścia lat temu status ten przejął z marszu (w pierwszym sezonie zagrał w All-Star, w trzecim był MVP) Tim Duncan, który był fundamentem Spurs będących stale w gronie pięciu najlepszych drużyn ligi. Potencjalnie takim zawodnikiem jest Kawhi Leonard, ale ten poczuł się zaniedbany i błędnie diagnozowany, czego efektem było rozegranie jedynie dziewięciu spotkań w minionym sezonie, a pozostały czas stracił na leczenie i rehabilitacje, choć podobno był gotowy do gry. W lecie Leonard trafił do Raptors, którzy po ustanowieniu rekordu zwycięstw (59) w sezonie regularnym, przegrali 0-4 z Cavaliers. Trzęsienie ziemi to odejście trenera Dwayne’a Casey’go (trenera roku) i lidera DeMara DeRozana. W zamian Raptors otrzymali nieprawdopodobny skarb, bowiem w obecnych playoff Kawhi pokazał, że jest najbardziej utalentowanym zawodnikiem w historii organizacji (sorry Vince Carter) – rzuca, broni, jest clutch. Jego fenomenalny buzzer beater nad Joelem Embidem, będzie symbolem play-offs 2019.W konferencji zachodniej, Kevin Durant dominował w seriach z Clippers i Rockets. Niespodziewanie nabawił się kontuzji prawej łydki dwie minuty przed końcem trzeciej kwarty piątego meczu z Rockets. Warriors zwyciężyli, grając bez swojego lidera, w kolejnym spotkaniu eliminując Rockets. Dzisiaj możemy powiedzieć, że zakończona seria to koniec drużyny, która w minionym sezonie wygrała 65 spotkań w sezonie regularnym. Trzy przegrane serie z Warriors w ostatnich czterech sezonach, wielkie kontrakty zawodników, którzy w decydujących meczach nie są w stanie pomoc Jamesowi Hardenowi (Chris Paul 11 punktów w piątym meczu, Eric Gordon dziewięć punktów w szóstym meczu, Clint Capela i P. J. Tucker wspólnie cztery punkty w meczu otwierającym serie) oznaczają konieczność dodania świeżej krwi. Oczywiście, Rockets w sprzyjających okolicznościach dalej są w stanie osiągnąć finał konferencji, ale bez drugiej opcji dla Hardena to będzie maksimum. Tych zmian nie potrzeba w Warriors. Zadziwiające jest to, jak serie z Portland dominuje Steph Curry. A Splash brothers rzucili kolejno łącznie 62, 61 i 55 punktów, do tego wrócił dawny Draymond Green, wspaniałe broniący i zaliczający triple Double w meczu numer trzy (20 pkt., 13 zb., 12 as.). Zadziwiająca jest dysproporcja gry Currego i Greena z Durantem i bez.Licząc piąty nieszczęsny mecz, gdy KD złapał kontuzje, Warriors na tym etapie są 5-0. Dominują przeciwników grą, która kilka lat temu pozwoliła osiągnąć 73 zwycięstwa w sezonie regularnym. Grają swoje, mimo upływu lat oraz utraty role players. Powrót Kevina Duranta jest prognozowany na finał ligi, a w tym czasie nie wytrzymuje ciśnienia w social media, wdając się w wojenki z fanami. Nagle nie tylko Seth Curry uważa, że Warriors bez Duranta są lepszą drużyną. Dwukrotny MVP finałów nie jest im potrzebny? Tak grzmiał Draymond Green, nazywając w listopadzie KD ‚bitch’, dodając, że wygrywali także bez niego. I wygrywają!W lecie będzie kilka interesujących nazwisk na rynku wolnych agentów, ale z uwagi na kontuzje (DeMarcus Cousins), spory zawód (Kyrie Irving), dla Knicks, Nets, Clippers i Lakers liczyć się będą tylko Kawhi Leonard i Kevin Durant. Reszta zawodników na czele z Klayem Thompsonem, Jimmy Butlerem i Kembą Walkerem będzie nagroda pocieszenia. Gdy rok temu Durant dominował finały, zastanawialiśmy się, co wybierze – tytuły czy legacy, bo w jego przypadku dołączenie do Warriors cały czas jest pójściem na skróty. W tym czasie Kawhi (po krótkiej przerwie) wrócił do grona trzech najlepszych zawodników. Jeden i drugi marzą o przejęciu od LeBrona Jamesa tytułu najlepszego, choć wiadomo, że jest jeszcze Giannis Antetokounmpo. Kto zatem powinien trafić do drużyny, która najpóźniej w drugim sezonie ma zagrać w finale konferencji? Bo tacy zawodnicy będą celować tylko w grę o najwyższe cele. Po dzisiejszym zwycięstwie Raptors z Bucks, dającym oddech na 1-2, śmiem twierdzić, że Leonard będzie lepszym wyborem. Gdy odejdzie, Raptors wrócą do roli średniaka z dużymi kontraktami:

Kyle Lowry $33,296,296
Marc Gasol $25,595,700
Serge Ibaka $23,271,604
Norman Powell $10,116,576

Warriors z kolei bez Duranta mają swoją historię, w końcu wygrywali bez niego. Który z nich sprawia, że zespół jest lepszy? Czy to nie tego będą szukać kluby z Los Angeles i Nowego Jorku?

Rekordy trójek w NBA per drużyna

5 stycznia zmierzyli się ze sobą Sacramento Kings oraz Golden State Warriors. Z pozoru mecz jakich wielu, jednak właśnie w tym meczu pobity został rekord trafionych rzutów za trzy. Od kilku lat w NBA króluje atak, zmieniają się proporcje pomiędzy zdobywanymi punktami za 2 i 3, dlatego kolejne rekordy nie powinny nikogo dziwić. We wspomnianym meczu, Kings trafiili 20, a Warriors 21 trójek. Patrząc jednak na najlepsze osiągnięcia drużynowe, 41 trójek jest jak najbardziej do pobicia. Po prostu w odpowiednim czasie muszą się ze sobą spotkać dwie, utalentowane drużyny. Dlaczego do pobicia? bo 19 grudnia 2018 Houston Rockets trafili 26 trójek, co sprawia, że łączna liczba nawet 50 trafień za chwilę nie będzie nikogo dziwić. Poniżej zestawienie rekordów kolejnych drużyn:

26 Houston Rockets
25 Cleveland Cavaliers
24 Golden State Warriors, Denver Nuggets, Brooklyn Nets, Boston Celtics
23 Orlando Magic, Detroit Pistons,
22 Milwaukee Bucks, Los Angeles Clippers, Atlanta Hawks, Dallas Mavericks, Phoenix Suns
21 Portland Trail Blazers, Toronto Raptors, Miami Heat
20 Utah Jazz, Oklahoma City Thunder, New York Knicks, San Antonio Spurs, Charlotte Hornets, Sacramento Kings, Minnesota Timberwolves
19 New Orleans Pelicans, Indiana Pacers, Los Angeles Lakers
18 Chicago Bulls, Washington Wizards, Philadelphia 76ers
16 Memphis Grizzlies

dla przypomnienia, Klay Thompson trafił w październiku 2018 z Chicago 14 trójek.

[Prognoza] sezon 2018/19 NBA

WSCHÓD

  1. Boston Celtics (61 zwycięstw) – do Celtics powracają po kontuzjach Gordon Hayward i Kyrie Irving, co oznacza drugi sezon z rzędu, kiedy od tej dwójki zaczynamy przywództwo w drużynie. Różnica jest znaczna – wtedy przegrali 1-4 z Cavaliers praktycznie bez walki. W poprzednim sezonie, LeBron James dwoił się i troił, aby zwyciężyć, (TUTAJ) a dzisiaj nie będzie już przeszkodą. Dodatkowo, tamci Celtics dopiero się tworzyli i zastanawialiśmy się, jak sobie poradzą bez Isaiaha Thomasa, Averego Bradley`a, Jae`a Crowdera, Kellego Olynyka. Obecni, są gotowi wygrać nie tylko konferencję – mają potencjalnie najlepszych (wspólnie z Sixers) młodych zawodników – Jaylena Browna i Jaysona Tatuma, potencjalnie najlepszego trenera (Brad Stevens), jednego z najlepszych obrońców w lidze (druga piątka All Defensive Team dla Ala Horforda) oraz Terrego Roziera, który rzuca 26 punktów w siódmym meczu pierwszej rundy z Milwaukee Bucks. Dzisiaj problemem może być wkomponowanie dwójki Hayward/Irving w utalentowany zespól, zwłaszcza, że ciągle wisi nad nimi wymiana i każdy może zmienić drużynę za np. Anthony Davisa (TUTAJ).
  2. Philadelphia 76ers (57) – jedyna drużyna, która talentem wygrywa z Celtics. W zasadzie te porównania świadczą po pierwsze o sile i potencjale, ale także o układzie sił. To Sixers porównujemy do Celtics, a nie odwrotnie, dlatego póki co prognozuję kolejny progres i miejsce w ścisłej czołówce. Muszą stać się dwie z trzech rzeczy – Ben Simmons będzie elitarnym zawodnikiem na miarę all NBA team lub/i Joel Embiid gra min. 70 spotkań lub/i Markelle Fultz staje się laureatem nagrody zawodnika, który poczynił największe postępy. W końcu mówimy o numer jeden draftu, w którym wybrano Jaysona Tatuma i Donovana Mitchella.
  3. Milwaukee Bucks (53) – wierzę w Giannisa Antetokounmpo, który w każdym kolejnym sezonie poprawiał się w punktach, zbiórkach i skuteczności rzutów z gry. Doprowadził średnie do poziomu 26,9 pkt., 10 zb., i 53%. Dla niektórych to faworyt do MVP sezonu, ale podstaąa tego wyboru jest bilans drużyny. Bucks idą tak w górę, że odejście Jabariego Parkera nie osłabi drużyny, bo da rozwinąć się Khrisowi Middletonowi (w play-off notował w siedmiomeczowej serii z Pacerrs średnio 24,7 pkt.) może nawet do meczu All star. Najważniejsze wzmocnienia to Brook Lopez oraz znakomity trener, Mike Budenholzer.
  4. Toronto Raptors (51) – mały regres w porównaniu do poprzedniego sezonu, ale 60 zwycięstw było wynikiem ponad stan. W lecie pozyskali potencjalnie najlepszego zawodnika konferencji Kawhi Leonarda (TUTAJ) i idą w stronę najlepszej obrony ligi. Zagadką jest zdrowie swojego lidera, ale gdy będzie zdrowy – Raptors idą drogą dawnych mistrzów, którzy zdobywali tytułu bazując na defensywie. W dodatku, Kawhi nie pęka w play-off (#derozan), bo ma na kominku statuetkę MVP finałów.
  5. Indiana Pacers (49) – oni zaskoczyli mnie w zeszłym sezonie najbardziej, będąc trzecia silą w ubiegłorocznym play-off. Dzisiaj każdy spodziewa się kolejnego progresu, czyli awansu do drugiej rundy. Ma im w tym pomoc Victor Oladipo, który stal się dla mnie (pewnie nad wyrost) zawodnikiem z top10 ligi (TUTAJ). Pozyskanie w lecie Tyreke Evansa, zatrzymanie składu i dalszy rozwój Mylesa Turnera – bardzo podoba mi się sposób przebudowy drużyny po odejściu Paula George’a.
  6. Washington Wizards (44) – w 10 historiach, na które czekam (TUTAJ) napisałem:

Washington Wizards rozbijają duet John Wall/Bradley Beal, który był hot na początku, ale dzisiaj nie prowadzi ich donikąd.

7. Miami Heat (41) – rok temu (TUTAJ), napisałem:

Heat na papierze mają fajną, zbilansowaną drużynę, z liderem Goranem Dragiciem, nieobliczalnym Dionem Waitersem, świetnie broniącymi Jamesem Johnsonem, Hassanem Whitesidem i Justise Winslowem. Brakuje im jednak zawodnika formatu All-Star, kogoś kto poprowadzi klub do czegoś więcej niż tylko do najlepszej ósemki słabego wschodu.

8. Detroit Pistons (40) – na papierze wygrali wymianę z Clippers (TUTAJ), jednak nie zrobili oczekiwanego progresu. Tylko jeden awans do play-off (trzy sezony temu) w dziewięć lat to bardzo słaby wynik, dlatego zaskoczeniem było pozyskanie trenera poprzedniego sezonu Dwane`a Casey`a. Głównym problemem będzie najgorzej zbilansowane salary cup, które w połowie zjada duet podkoszowych, gdzie żaden nie jest w top20 ligi:

2018-19 – 57,5 mln € za dwójkę Griffin/Drummond
2019-20 – 61,3 mln € za dwójkę
2020-21 – 65,3 mln € za dwójkę (jeśli Big Penguin podpisze opcje gracza, a podpisze – nikt tyle nie płaci za środkowych (TUTAJ)
2021-22 – 39 mln € tylko za Griffina

Poza ósemką:
9. Charlotte Hornets (39)
10. Chicago Bulls (36)
11. Cleveland Cavaliers (35)
12. Orlando Magic (30)
13. Brooklyn Nets (24)
14. New York Knicks (18)
15. Atlanta Hawks (14)

ZACHÓD

  1. Golden State Warriors (66 zwycięstw) – kolejny rekordowy sezon mistrzów NBA. Od momentu transferu Kevina Duranta liga stałą się przewidywalna i nie zmieniły tego kontuzje w minionym sezonie. Wzmocnieni DeMarcusem Cousinsem będą nie do zatrzymania.
  2. Houston Rockets (59) – nowe super trio – Chris Paul, James Harden, Carmelo Anthony na papierze wygląda znakomicie, ale dwójka z nich jest na końcu swojej drogi, co pewnie będzie decydujące w meczach play-off. Daryl Morey robi w Houston świetną robotę, w dwa lata zmienił piątkę: Patrick Beverley, James Harden, Trevor Ariza, Clint Capela, Ryan Anderson na Chris Paul, James Harden, Carmelo Anthonym, P.J. Tucker, Clint Capela. Nawet jeśli Melo ma wchodzić z ławki, to wstawmy w jego miejsce Erica Gordona i nadal będzie to top3 pierwszych piątek.
  3. Oklahoma City Thunder (49) – kolejny znakomity GM, Sam Presti zbudował bardzo dobra drużynę, co pokazuje wielką rywalizacje w tej dziedzinie w NBA. W świecie wielkich gwiazd, jeszcze większych pieniędzy i ograniczających posiadanie jednego i drugiego salary cup, o wyniku drużyny decyduje twój GM. Oczywiście, liderem drużyny jest MVP sprzed roku Russell Westbrook, ale posiada on spore wsparcie w do niedawna liderach Pacers (Paul George) czy Atlanty (Dennis Schröder). Okc powinni zapewnić sobie przewagę parkietu w pierwszej rundzie, bo jeśli drugi raz odpadną tak szybko (w pierwszej), skończy się to rewolucją.
  4. San Antonio Spurs (48) – zaskoczony jestem typami fachowców, którzy w nich nie wierzą. W poprzednim sezonie Potrafili na silnym zachodzie awansować do play-off, bez gry swojego lidera (tylko dziewięć spotkań) którego zresztą oddali. W efekcie do drużyny z bilansem 47-35 przyszedł zawodnik z top20 ligi (TUTAJ), co powinno tchnąć nowego ducha w organizację. Spurs oprócz Kawhi leonarda opuścili Danny Green, Tony Parker, Mamy Ginobili, a w nowym sezonie prowadzić będzie ich duet DeMar Derozan/LaMarcus Aldridge, wsparty znakomitym Gregiem Popovichem. Dlatego typuję podobna liczbę zwycięstw jak w sezonie ubiegłym.
  5. Utah Jazz (47) – to największa rewelacja (wspólnie z Pacers) minionego sezonu i trudno prognozować czy wskoczą na poziom wyżej, czy będą dryfować pomiędzy pierwsza a drugą rundą. Dzisiaj trudno jest utrzymać wynik i to powinno być sukcesem Jazz. Prognozuję, że dalszy postęp zrobi Donovan Mitchell, bo rok temu prognozowaniem im tegoroczny play-off (TUTAJ):

Jeśli jednak Rubio zagra w nowym klubie jak pod koniec swojej gry w Minnesocie, a Mitchell okaże się stealem, Jazz wrócą do play-off już za rok.

6. Los Angeles Lakers (46) – najtrudniej wytypować wynik drużyny, która od pięciu sezonów jest poza play-off, a przychodzi do niej najlepszy zawodnik ligi i kilku role players. Może Rajon Rondo, Lance Stephenson czy JaVale McGee szczyt kariery mają za sobą, ale młodzież: Brandon Ingram, Kyle Kuzma czy Lonzo Ball powinni mieć lepszy sezon, a zadba o to Lebron James. Dlatego typuję 11 zwycięstw więcej, a dla porównania, Lebron wracając do Cavaliers w sezonie 2014/2015 poprawił ich wynik o 20 zwycięstw. Połowa z tego jest naprawdę realna, zwłaszcza, że Lakers są w grze w praktycznie każdą wielką gwiazdę np. Anthony Davisa (TUTAJ)

7.Denver Nuggets (45) – TUTAJ

8. Portland Trail Blazers (44) – w 10 historiach, na które czekam (TUTAJ) napisałem:

Portland Trail Blazers rozbijają duet Damian Lillard/CJ McCollum, który był hot na początku, ale dzisiaj nie prowadzi ich donikąd

poza ósemką:
9. New Orleans Pelicans (40)
10. Memphis Grizzlies (38)
11. Dallas Mavericks (37)
12. Minnesota Timberwolves (35)
13. Phoenix Suns (33)
14. Los Angeles Clippers (28)
15. Sacramento Kings (23)

NAGRODY

Ostatnie typowanie poświęcam MVP, najlepszym piątkom sezonu i pozostałym nagrodom.

MVP:

  1. LeBron James
  2. Kevin Durant
  3. James Harden

Najlepsze piątki:

  1. Stephen Curry, James Harden, Kevin Durant, LeBron James, Joel Embiid
  2. ‎Russell Westbrook, Victor Oladipo, Kawhi Leonard, Giannis Antetokounmpo, Anthony Davis
  3. Ben Simmons, Damien Lillard, Paul George, LaMarcus Aldridge, Nikola Jokić

Najlepszy debiutant:

  1. Luka Doncic
  2. Jaren Jackson Jr.
  3. Trae Young

Trener roku:

  1. Mike Budenholzer
  2. Brad Stevens
  3. Brett Brown

Obrońca roku:

  1. Joel Embiid
  2. Kawhi Leonard
  3. Rudy Gobert

Najlepszy rezerwowy:

  1. Terry Rozier
  2. Eric Gordon
  3. Lou Williams

Zawodnik, który poczyni największe postępy:

  1. Markelle Fultz
  2. Brandon Ingram
  3. Myles Turner

Przyszłość KD

Jestem ciekaw czy Kevin Durant dołączy w przyszłym sezonie do Filadelfii stworzyć kolejną super drużynę. Teoretycznie w Golden State ma wszystko czego potrzebuje, w praktyce na zachodzie jest coraz większa konkurencja do zdobywania tytułów.

Możliwości Durant ma kilka. Najbardziej prawdopodobne jest pozostanie w Warriors i budowanie kolejnych mistrzostw. Praktyka pokazuje, że nie da się we współczesnym sporcie zadowolić wszystkich samców alfa i w dłuższej perspektywie nie będzie tam tak różowo. Zawodnicy przestaną się podporządkować w imię klubu i sukcesów, bo będą posiadać odpowiednią liczbę pierścieni. Ewentualne kontuzje np. Stepha Currego sprawią, że Warriors stracą przewagę talentu z drużynami pokroju Rockets.

Atrakcyjne dla kibiców jest połączenie sił Kevina Duranta z Lebronem Jamesem w jego prime i przywrócenie magii do LA. Durant rywalizowałby na zachodzie z Warriors i Rockets, którzy już w tym roku postawili wysoko poprzeczkę. Mając wokół siebie utalentowana młodzież i najlepszego koszykarza w ostatnich latach, KD skupiałby się na punktach, a przeciwnicy musieliby zmienić definicje gry w obronie, zbierając z rynku najlepszych obrońców nie przeciw guardom, a silnym skrzydłowym.

Czarnym koniem wyścigu może być powrót do Oklahomy. Finansowo musiałby być to sign and trade np. z Paulem Georgem. W praktyce pojednanie i połączenie sił z Russellem Westbrookiem to jedyna droga zostać legendą ligi na miarę top10 w historii. Niestety na ocenę jego kariery mimo tytułów MVP finałów zawsze będzie miało dołączenie do zespołu 73-9, aby zdobyć mistrzostwo. Historia z powrotem niczym Lebron James do Cleveland, to byłoby największe osiągnięcie w karierze.

I na koniec wspomniani Sixers. Na dzisiaj zespół potrzebuje tylko czasu. Ma lidera, dominatora na swojej pozycji (Embid), najbardziej utalentowanego zawodnika młodego pokolenia (Simmons), świetnego obrońcę, który został wybrany do All Defensive Team (Covington) i kilku topowych role playerów (Reddick, Sarić). W kwietniu zastanawiałem się (TUTAJ) czy potrzebują oni wzmocnień typu Lebron James. Myślę, że po tym jak zagrali play-off Celtics, jak mocny na zachód, to potrzebują. Dzisiaj różnica pomiędzy konferencjami jest ogromna i równie dobrze Celtics czy Sixers dostaliby sweepa w finale zamiast Cavaliers. Niezależnie od skali talentu na ławce, a nawet w przyszłości, gdy talent ten rozkwitnie przeciwko masz super drużynę. Dzisiaj mamy właśnie taki czas, kiedy Chris Paul idzie do Jamesa Hardena, a Paul George do Russella Westbrooka. Dlatego Sixers nadal potrzebują super-stara do mistrzostwa. I Durant będzie na szczycie ich listy.

Rekordy finałów LeBrona

Lebron James z każdym spotkaniem przesuwa granicę poziomu, na którym może grać koszykarz NBA. W siódmym meczu z Celtics zagrał pełne 48 minut notując 35 punktów, 15 zbiórek i 9 asyst. Osiągnięcie niedostępne dla innych zawodników, ale mówimy przecież o graczu, który ściga legendę Michaela Jordana. Bez Kevina Love, w dwóch ostatnich meczach odwrócił serię z Celtics z 2-3 do 4-3. W mojej ocenie, to osiągnięcie numer dwa w karierze LeBrona Jamesa, oczywiście po odrobieniu 1-3 w finałach 2016.

W pierwszym meczu finału, LeBron James zdobył 51 punktów, 8 zbiórek i 8 asyst. Ostatnim zawodnikiem, który zdobył ponad 50 punktów w finałach był Michael Jordan w meczu numer cztery, serii z Phoenix Suns. Dotychczas rekord LeBrona w finałach wynosił 44 punkty,  w meczu numer jeden, serii z Warriors 2015. Wtedy na parkiecie za partnerów miał Tristana Thompsona, Imana Shumperta, Timofey`a Mozgova i J.R. Smitha + tylko w pierwszym meczu Kyrie Irvinga. Dzisiaj przeciwko czterem All-Starów Warriors (Curry, Thompson, Durant, Green), LeBron gra z Lovem, Thompsonem, Smithem oraz pozyskanymi Georgem Hillem i Jeffem Greenem.

51 punktów w serii finałowej to bardzo dużo. Najlepsi zawodnicy w ostatnich 25 latach nie zbliżali się do takich osiągnięć:

Michael Jordan 55 punktów (1993)
LeBron James 51 (2018)
Allen Iverson 49 (2001)
Shaquille O`Neal 44 (2001)
Dwyane Wade 43 (2006)
Russell Westbrook 43 (2012)
Charles Barkley 42 (1993)
Kyrie Irving 41 (2016)
Kobe Bryant 40 (2009)
Kevin Durant 39 (2017)
Karl Malone 39 (1998)
Stephen Curry 38 (2016)
Paul Pierce 38 (2008)
Klay Thomson 37 (2016)

Zaskakujące, że Kobe Bryant mimo 36 spotkań w finałach zamyka pierwszą dziesiątkę, a także, ze Westbrook ma lepszy rekord od Duranta. W zestawieniu daleko tacy strzelcy jak Curry czy Malone, którzy nie zdobyli nigdy 40 punktów. LeBron zanotował siedem takich spotkań.

Jestem pewien, że LBJ nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, jeśli chodzi o kolejne rekordy. Jeśli (jakimś cudem) Warriors ograniczą jego rzuty, zacznie wykręcać triple-double. W finałach, w ostatnich 25 latach żaden zawodnik nie zrobił tego dwukrotnie. LeBron zanotował dziewięć takich meczów.

 

Steph x-factorem Warriors

Stephen Curry cały sezon boryka się z kontuzją kostki, przez którą opuścił prawie cały grudzień, marzec i pierwszą rundę play-off z San Antonio Spurs. Wrócił na drugi mecz z Pelicans, w którym zanotował 28 punktów. Steph cały czas nie jest w swojej optymalnej formie, ale wiadomo – play-off, seria z Rockets, trzeba zacisnąć zęby i grać.

28 punktów w meczu z Pelicans pokazuje granicę, w której Warriors przechodzą w tym sezonie z zespołu bardzo dobrego na (prawie) niepokonany. Poniżej statystyka meczów z 28 i więcej punktami i zwycięstw Warriors:

Sezon regularny 2017/18, bilans 22-1
Play-off 2017/18, bilans 3-0

oraz

Sezon regularny 2016/17, bilans 25-4 (ale przy min. 29 punktach już 20-2)
Play-off 2016/17, bilans 10-0

Zatem, jeśli Steph Curry odpali swoje rzuty,  będzie to decydujące w serii z Rockets, finale NBA i w kolejnych play-off.

Finały konferencji, czyli czas rewanży

Zakończone półfinały konferencji zakończyły etap zaskakiwań w NBA. Przez cały sezon mieliśmy zmiany w tabeli, grę ponad stan i rozczarowania – zespołowe i indywidualne. Podobnie wyglądała pierwsza runda i odpadnięcie wyżej rozstawionych Portland Trail Blazers oraz Oklahoma City Thunder. Ostatecznie w finale konferencji zarówno wschodu, jak i zachodu spotkają się drużyny, które typowaliśmy do finału przed sezonem – Celtics z Cavaliers oraz Rockets z Warriors.

Pojedynek drużyny z Bostonu z LeBronem Jamesem niestety z uwagi na kontuzję liderów Celtics (Kyrie Irving i Gordon Hayward) nie zapowiada się tak, jakby mógł. Cavaliers po znokautowaniu rozstawionych z jedynką Raptors, idą po swoje, czyli czwarty z rzędu finał ligi. W Bostonie mimo osłabień, są rewelacją play-off, a eksperci typowali ich odpadnięcie zarówno z Bucks jak i Sixers. Celtów prowadzi  nieformalnie najlepszy trener NBA Brad Stevens,  który ma do wyrównania porachunki za poprzednie play-offy, podobnie jak Al Horford, który rekordowo przegrywa z Lebronem Jamesem:

Brad Stevens vs Lebron James 1-8
Al Horford vs Lebron James 1-16

W drugim spotkaniu jest jeszcze ciekawiej:

Chris Paul vs  Stephen Curry 4-3
Chris Paul vs Kevin Durant 2-4
James Harden vs Kevin Durant 2-4
James Harden vs Stephen Curry 2-8

Chris Paul po pamiętnej serii z 2014 w pierwszej rundzie jest z Warriors na plus. Wtedy to, 4-3 górą byli Clippers z CP3 i Griffinem, a Warriors byli dopiero młodym perspektywicznym zespołem, z obecnymi gwiazdami Currym, Thompsonem i Greenem. Po tamtej porażce Warriors wygrali 11 z 12 serii, a tą jedyna były finały 2016 z Lebronem Jamesem. Kosmos.

W obu parach faworytami są ubiegłoroczni finaliści, ale to Celtics i Rockets mają przewagę własnego parkietu. Sezon regularny, czyli etap zaskakiwań się jednak zakończył.