Jestem dumny, że dożyłem tych czasów – Robert Lewandowski został wybrany Piłkarzem Roku FIFA

Robert Lewandowski, piłkarz fenomenalny, na którego czekaliśmy pokolenia zdystansował Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, czyli ostatnich zdobywców tej nagrody. Powiedzieć, że czekaliśmy latami na taki sukces to nic nie powiedzieć. Nikomu nie marzyło się, że przed Argentyńczykiem i Portugalczykiem wystąpi Polak, bo 13 lat temu, gdy byli pierwszy raz byli na podium, Lewandowski grał w Zniczu Pruszków. W erze geniuszu Argentyńczyka i Portugalczyka (zdobyli łącznie 11 Złotych Pułek), Lewandowski wygrał w plebiscycie, w którym głosują trenerzy, dziennikarze, zawodnicy i kibice.

Nigdy nie mieliśmy najlepszego piłkarza świata, mieliśmy dwukrotnie trzeciego, ale z całym szacunkiem, ani Kazimierz Deyna, ani Zbigniew Boniek nie mieli takiego statusu na świecie. Byli liderami medalistów Mistrzostw Świata 1974 i 1982, ale do rangi absolutnie najlepszych piłkarzy trochę im brakowało. Lewandowski z roku na rok staje się lepszy, to nie są już pojedyncze mecze z Realem czy z Wolfsburgiem. To już nie jest tylko opinia polskich dziennikarzy, że jest najlepszą dziewiątką świata, gdy na świecie mówiono tak o Sergio Aguero, Luisie Suarezie, Edinsonie Cavanim czy Zlatanie Ibrahimoviciu. Świat piłki docenia dokonania Lewandowskiego zarówno na boisku, gablocie i widzi rekordy. Zdobycie Ligi Mistrzów było stemplem do triumfu piłkarza roku, ale przecież rundę jesienną także zakończył jako król strzelców Bundesligi. Bundesligi, która z roku na rok jest silniejsza – w edycji 2020/21 Bayern Monachium był lepszy od Atletico Madryt, Lipsk od Manchesteru United, Borussia Dortmund od Lazio Rzym, a Borussia Monchengladbach od Interu Mediolan. To już nie jest strzelanie Augsburgowi, co często podnoszono przy okazji rekordów króla strzelców. W poprzednim sezonie Ligi Mistrzów także strzelił najwięcej bramek i jest pierwszym piłkarzem od 2008, który to osiągnął i nie gra w Realu i Barcelonie. Poprzednim był.. Cristiano Ronaldo z Manchesteru United.
Lewandowski w wieku 32 lat osiągnął piłkarskie Himalaje, a patrząc na to, jak długowieczni są obecnie piłkarze – kosmici jak się przez lata nazywano Leo Messiego i Cristiano Ronaldo są od niego starsi, 38-letni Ibrahimović prowadzi z Milanem w Serie A, a Luis Suarez ma być brakującym elementem Atletico w mistrzostwie Hiszpanii, czyli zdystansowaniu gigantów. Zbigniew Boniek w jego wieku skończył karierę, a Lewandowski wykręca rekordy w Niemczech i Lidze Mistrzów, gdzie jest trzecim strzelcem w historii, wiadomo za kim. Już nikt nie wspomina o Realu Madryt, tylko zastanawiamy się czy przerósł Bońka będąc najlepszym piłkarzem świata. Zwolennicy Prezesa PZPN zawsze mieli argument o medalu Mistrzostw Świata, ale w Juventusie Turyn, z którym triumfował w Lidze Mistrzów gwiazdą był Michael Platini, a Lewy ma króla strzelców Ligi Mistrzów, zdobył te trofeum i jeszcze najlepszego piłkarza świata.
Niestety w Polsce sukcesy Lewandowskiego tak nam spowszedniały, że wolimy pasjonować się nowymi nazwiskami, choćby młodymi piłkarzami z Championship lub graczem „One season Wonder” w Serie A. Bramka czy dwie Lewandowskiego na nikim nie robi wrażenia, nawet jej brak, bo przecież, zaraz Lewy strzeli. Jego regularność jest kosmiczna. Po sobotnim meczu z Bayernem Leverkusen o lidera rundy jesiennej zmienia się w maszynkę do strzelania goli, trafia najpierw wyrównującego gola, a w doliczonym czasie drugiego, na lidera Bundesligi.
Osiągniecia Lewandowskiego to nie tylko boisko, on zmienił postawę polskich piłkarzym. Pokolenie RL9 pracuje nad talentem, rozwojem, nie spoczywa na laurach, uczy się. Młodzi piłkarze w kadrze są wpatrzeni w Lewandowskiego, który jest dla nich autorytetem, w świecie, w którym nie ma autorytetów. Chcą być jak on, chcą więcej i nie zadawalają się byle czym. Zanim wyjadą znają język, chcą być jak jeden z najlepszych polskich sportowców wszechczasów, który realizuje krok po kroku kolejne cele i stawia kolejne marzenia. To nie był niczym Messi, Neymar czy Kylian Mbappe czysty talent, wszystko zostało wypracowane, wyszarpane, do tego słynna dieta. Gołym okiem wydać, że rok po roku rosną bicepsy, jest szerszy w barkach. Gladiator. Być może dlatego Lewandowski nie ma kontuzji, bo świadomie prowadzi własne ciało. Co ciekawe, piłkarz z podwarszawskiego Leszna nigdy nie zagrał w juniorskich reprezentacjach Polski, nielicząc trzech spotkań w U-21, po których przeszedł do pierwszej reprezentacji gdzie został najlepszym strzelcem w historii.
Lewandowski miał świetnie poprowadzoną karierę – najpierw że Znicza do Lecha Poznań,a nie do słabego klubu, potem do BVB gdzie jedynką był Lucas Barrios, potem wybiera Bayern nad innymi opcjami. Nie Real, nie Manchester United, którego chciał sam Alex Ferguson. Wydawało się, że z Bayernem Monachium trudno mu będzie wygrać Ligę Mistrzów, miał po to iść do Pepa Guardioli. To Cezary Kucharski wytworzył tego piłkarza i właściwie pokierował karierą. To, co wydarzyło się w 2020 – nagrania, otwarty konflikt i sprawa w sądzie, to jedyna rysa na karierze najlepszego piłkarza świata 2020.

Polacy udawali, że grają w piłkę, a gdy nie oddajesz strzału przegrywasz z Włochami #ITAPOL

Polska przegrała wyjazdowy mecz z Włochami w szatni. Przegrała brakiem taktyki, co było bardzo wymowne po meczu przy pytaniu Roberta Lewandowskiego przez Jacka Kurowskiego o taktykę:

– Jakie mieliście wskazówki, co robić?
– 8 sekund ciszy…

Taktyki albo nie ma, albo jest ona słaba, a taki piłkarz jak Robert Lewandowski pracujący w przeszłości z Jurgenem Kloppem, Pepem Guardiolą czy Hansim Flickiem umie rozróżnić taktykę od ściemy. Wychodzimy młodymi, których w przerwie selekcjoner Jerzy Brzęczek zmienia, bo trzeba wystawić do gry doświadczonych piłkarzy. Czyli po 45 minutach schodzą Jakub Moder, Kamil Jóźwiak i Sebastian Szymański a wchodzą Piotr Zieliński, Kamil Grosicki i Jacek Góralski. To ewidentny brak pomysłu na grę, zła selekcja, a przecież jeszcze nie napisałem nic o spotkaniu. Selekcjoner zapytany po meczu, stwierdził, że drugi raz także wystawiłby jedenastkę z młodymi. Czyli znowu dokonałby zmian w składzie przegrywającej drużyny.
Jerzy Brzęczek desygnował do gry obronę, która ostatni raz z Macedonią w 2019 grała w takim układzie. Na lewą stronę wrócił Arkadiusz Reca a na prawą Bartosz Bereszyński, który grał wcześniej na lewej. A pewniak w poprzednich meczach prawy Tomasz Kędziora został na ławce. W pomocy słaby w kadrze Grzegorz Krychowiak oraz ostatnie odkrycia Karol Linetty i Jakub Moder. Do tego młode skrzydła Sebastian Szymański i Kamil Jóźwiak, a w ataku kapitan Robert Lewandowski. To nie było ustawienie, które miało atakować. Raczej zagęszczać środek pola i utrzymywać się przy piłce, licząc jednocześnie na wejścia bocznych obrońców. Nic takiego nie miało miejsca, od początku był problem z wyjściem połowy. Polacy po zwycięstwie z Ukrainą po cichu liczyli na zbudowanie z drużyny zwycięstwem z silnym rywalem. Włosi przystąpili do meczu bez połowy podstawowych piłkarzy Leonardo Bonucci, Giorgio Chiellini, Marco Veratti, Federico Chiesa i Ciro Immobile i mieli być dla Brzęczka Niemcami Adama Nawałki czy Portugalczykami Leo Beenhakkera. Potencjał Włochów jest nieporównywalny, a Roberto Mancini zbudował zespół, który może powalczyć o medal na Euro 2020. Jorginho z powodzeniem zastąpił Verattiego i znakomicie regulował tempo gry, a akcje kreował Lorenzo Insigne i Federico Bernardeschi. Ten drugi ogrywał cały mecz słabego Arkadiusza Recę, który występuje w najsłabszej drużynie Serie A Crotone (2 punkty w 7 meczach). Pozostali zawodnicy gospodarzy zagrali swoje, nie popełniali błędów i grali pressingiem. Tyle wystarczyło, aby Polska przez całe spotkanie nie oddała strzału (!). Polacy ratowali się wybiciem piłki na rzut rożny a w dalszej części meczu faulami, wynikającymi z frustracji.
Reprezentacja nie miała żadnego stylu nie tyle w ofensywie, co w środku boiska, a nawet w obronie. Przy nieuznanym golu przeszkadzał Andrea Belotti, z niezrozumiałych przyczyn Grzegorz Krychowiak objął w pas rywala, po czym padł rzut karny, Jan Bednarek zablokował strzał ręką do bramki i mieliśmy szczęście, bo w Lidze Narodów nie ma VARu. Były też brzydkie faule Jacka Góralskiego, który pomylił dyscypliny i wstyd, że w latach 20-tych, gdy gra się techniczną piłkę my wystawiamy przecinaka z Kazachstanu. Do tego ostatni stracony gol Domenico Berardiego,ktory spokojnie wpadł w pole karne i strzelił gola. Ogólnie Włosi mogli wygrać wyżej, stworzyli więcej okazji do gry, a Polacy zagrali na poziomie koszyka C – nie potrafili wyprowadzić piłki, grać 1/1, wymienić trzech podań. Bajki o awansie i zorganizowaniu finałowego turnieju Ligi Narodów u siebie należy odłożyć do zakończenia kolejnych, nic nieznaczących meczów towarzyskich.
Zaskakujące jest to, jaka panuje sinusoida nastrojów względem tej kadry i selekcjonera. Po Ukrainie chwalony, dzisiaj wiadro pomyj. Nikt nie twierdzi, że mamy lepszą reprezentację, ale gdy nie stwarza się ani jednej akcji przez 90 minut, to trzeba się zastanowić co dalej. Być może piłkarze nie są gotowi umierać na boisku za selekcjonera. Wymowne było też ujęcie po meczu, gdy Gianluigi Donnarumma żartował z Krzysztofem Piątkiem jakby nigdy nic, a Piotr Zieliński stał z boku zły i zrezygnowany. To trzeci obrazek jaki zostanie mi w pamięci po tym meczu. Wywiad z Lewandowskim, brutalny wślizg Góralskiego i świetny humor Piątka. Ten ostatni przynajmniej nie udaje, a może udaje tylko selekcjoner?

Brzęczek triumfuje z Bośnią, naród bije brawo, a Polska liderem grupy

To, co napisałem w temacie to najkrótsze podsumowanie meczu. Remis Włochów z Holandią przy drugim zwycięstwie Polski z najsłabszym zespołem w grupie, dał nam pierwsze miejsce po czterech kolejkach. Selekcjoner zapytany czy jest zadowolony odpowiedział, że jest. A z tym zadowoleniem bywało różnie, bo wcześniej był zadowolony po słabych meczach, a następnie po fali krytyki nie chciał odpowiadać na te pytanie. Trzeba przyznać, że Jerzy Brzęczek trafił z selekcją, szczególnie w pomocy. Polska potrafiła stwarzać sytuację i zamykać rywali w swoim polu karnym. Nie było momentów jak z Włochami (TUTAJ), były długie minuty, wymiany podań w polu karnym (nawet piętkami) i sporo sytuacji.

Bośnia zaatakowała od początku, niczym Włosi. To niestety jest dobry sposób na naszą kadrę i mieliśmy trochę szczecią, bo wszystko zmieniło się w 14 minucie, gdy wychodzący sam na sam z bramkarzem Robert Lewandowski został faulowany. Czerwona kartka, trochę na wyrost (bo równie dobrze można było dać żółtą) ustawiła mecz. I nie ma się co czarować, że było inaczej. A gdy w 33 minucie zszedł z kontuzją drugi najlepszy piłkarz rywali Pjanić, było po zawodach. Wiadomo, można było bić w mur, ale my mamy Lewandowskiego, mamy Grosickiego i młodzież. Nasz kapitan na początku meczu raził nieskutecznością i śmiało można napisać, że zabrał asystę Jackowi Góralskiemu. Przebudził się chwilę później, gdy jak taran wbiegł w pole karne i zagarnął piłkę od Kamila Jóźwiaka. Druga bramka tuż przed przerwą to znakomita asysta Lewego do Linettego. Ten luz, ta technika, kibice we Wrocławiu widzieli najlepsza wersję naszego kapitana, który w ostatnich latach z różnych przyczyn nie występował na stadionie Śląska, a strzelone bramki były pierwsze na Stadionie Miejskim. A gdy po przerwie podwyższył po podaniu Mateusza Klicha, było po meczu. Choć prawdę mówiąc – po meczu było w 57 minucie, gdy zawodnik Bayernu zszedł z boiska, zmieniony przez Arkadiusza Milika. Bez Lewego nie ma grania i ciężko się patrzyło na atak biało czerwonych. Chciałem, aby sędzia skończył ten mecz szybciej, ale jeśli mieliśmy zostać liderem grupy, trzeba było go oglądać do 93 minuty.

Poza Lewandowskim znakomicie zagrał środek pola – Linetty i Klich zaliczyli asystę, a Góralskiego z niej okradziono. Brawo dla Jerzego Brzęczka za to, że nie przywiązuje się do nazwisk tylko wystawia piłkarzy w formie. Każdy z nich zagrał najlepszy mecz w reprezentacji. Czy Grzegorz Krychowiak i Piotr Zieliński pojadą na Euro w roli ekskluzywnych rezerwowych? Do Euro jeszcze dużo czasu, nie przesadzajmy z osądami.

Góralski podobnie jak Kamil Grosicki to zawodnik lepiej grający w kadrze niż w klubie. Walczak. Może nigdy nie pozbyć się latki przecinaka, ale w kilku akcjach imponował wbiegnięciem w pole karne i grą z piłką. Klich bardzo się rozwinął u Marcelo Bielsy i w końcu widzieliśmy, dlaczego w Leeds jest pewniakiem do pierwszego składu. To jego prostopadła piłka dało Lewandowskiemu czysta pozycje przy czerwonej kartce. Mateusz ma decydujące podanie i jest naszą dychą na Euro. Wiemy też, dlaczego Linetty zanim podpisał kontrakt z Torino był w lecie łączony z kilkoma klubami Bundesligi (Hoffenheim, Schalke, Borussia M’Gladbach, Eintracht Frankfurt) i Serie A (Fiorentina, Bologna, Cagliari Calcio). Nie boję się przyznać, że Karol Linetty był najlepszym zawodnikiem meczu.

Skrzydła i boki obrony zagrały poprawnie, walczył Kamil Jóźwiak, który od momentu debiutu we wrześniu z… Bośnią stał się pewniakiem do jedenastki na Euro. Grosickiemu zabrakło błysku, być może to nie jest zawodnik na każdy mecz. Arkadiusz Reca powrócił do jedenastki i fajnie, że graliśmy z lewym obrońcą. Zapamiętałem go z tego, że miał udział przy bramce Linettego (asysta drugiego stopnia). Tomasz Kędziora mnie nie przekonuje, ale nie popełnia wielkich błędów. Pamiętam przez lata na jego pozycji Łukasza Piszczka i ciężko będzie mi zaakceptować obrońcę Dynama Kijów. Nie ten poziom. Wojciech Szczęsny, Kamil Glik i Jan Bednarek zagrali kolejny poprawny mecz razem, a najlepiej z tego grona zagrał zawodnik Southampton F.C.
Aby zrównoważyć ocenę dodam, że przez 80 minut graliśmy z Bośnią i Hercegowiną z przewagą jednego zawodnika. To ogromna przewaga, bo przeciwnikiem była 50-ta drużyna w rankingu FIFA (jesteśmy na miejscu 19-tym), a nie wirtuozi, z której po 30 minutach zszedł najbardziej kreatywny zawodnik. To zgrupowanie nie może zmienić całkowicie hierarchii w kadrze, bo po meczu opowiadano wiele rzeczy. Liga Narodów została przedefiniowana – już nie jest poligonem na testowanie graczy pod eliminacje Mistrzostw Świata i Euro, bo z Włochami i Holandią w listopadzie mamy grać o zwycięstwo w grupie. Ja jestem zadowolony z tego, że zostaniemy w dywizji A na kolejną edycję, niezależnie od wyniku Niemców. Zakończone okienko meczowe było dla selekcjonera Brzęczka najlepsze w ponad dwuletniej kadencji. Nie można mieć za złe wykorzystywanie słabości rywali.

Euforia po remisie z Włochami, ale czy zmieniło się aż tyle?

Remis z Włochami wywołał euforię w narodzie. Jerzy Brzęczek z dnia na dzień stał się reformatorem, który wodę zamienia w wino, a kadrowiczów odkrywa w nowych rolach. Największe brawa za postawienie na Jakuba Modera i Sebastiana Walukiewicza, choć gwoli prawdy było to wymuszone koronawirusem Piotra Zielińskiego i pauzą za kartki Jana Bednarka. Ale to nie ważne, zdobywamy punkty z silnym rywalem, nie tracimy bramki. Mamy momenty.

Dzień po meczu, schodząc na ziemię zastanawiam się czy na pewno mieliśmy momenty. Czy po prostu zaparkowaliśmy autobus na tyle szczelnie, że nie zostawiliśmy za dużo miejsca. Albo mieliśmy wiele szczęścia przy strzale Frederico Chiesy w czwartej minucie. Pomoc była nastawiona na defensywę – Mateusz Klich, wspomniany Moder i Grzegorz Krychowiak to nie są wirtuozi rozegrania, do tego jeden napastnik. Lewandowski był najsłabszy w naszej drużynie,walczył z dwoma rywalami, ale zupełnie sobie z tym nie poradził, nawet nie oddał strzału. A gdy selekcjoner dorzucił Arkadiusz Milika nie zrobiło się nagle dla niego więcej miejsca. Lewy zszedł pod koniec meczu z kontuzją kostki – to niecodzienny widok, gdy kapitan reprezentacji jest zmieniany. To na pewno nie jest znak czasów, ale można się zastanawiać jak to możliwe, że zawodnik wielkiej klasy wraca do skuteczności z ery Waldemara Fornalika, a nie Adama Nawałki, gdy zdobywał gole seriami.

Brzęczek znowu wystawił Bereszyńskiego na lewej stronie i naród to kupił. Bo zero z tyłu. Fabiański za Szczęsnego? Ale zero z tyłu. Gdy z Holandią było jeden z tyłu, zwracaliśmy na to uwagę. Dzisiaj jest euforia. Słuchając ekspertów mam wrażenie, że 5-1 padło z Włochami a nie Finlandią. Niestety na szczelnej obronie i nowych twarzach chwalenie się kończy.

Niewidoczny Lewandowski oznacza praktycznie brak zagrożenia pod bramką rywali, bohater meczu z Finlandią Kamil Grosicki zameldował się dopiero po przerwie, podobnie jak lewy obrońca Michał Karbownik, który grał do przodu. W pomocy brakowało kreatywności. Wybijał się Moder, najlepszy obok Marco Verrattiego zawodnik meczu, ale głównie za defensywę i podejmowane decyzje. Gdy wchodził Grosicki, selekcjoner zdjął lepszego skrzydłowego Sebastiana Szymańskiego, a nie Kamila Jóźwiaka. Gdy schodził Lewandowski, postanowił się bronić za sprawą Karola Linettego. Notabene bardzo dobra zmiana jego i Karbownika, ale to także budzi pytania, czy musimy wystawiać Krychowiaka. Jestem zwolennikiem zmian, zaprzestaniem gry za dokonania i widzę w hierarchii wyżej zawodnika Torino FC.

Za chwilę Bośnia i Hercegowina. Ostatnio z nią wygraliśmy (Tutaj wpis) po golach Grosickiego i Glika – starej gwardii, która wtedy odrobiła jednobramkową stratę. Przed tamtym meczem zastanawialiśmy się czy Zbigniew Boniek powinien zwolnić Brzęczka, dzisiaj nosimy tego drugiego na rękach. Czy naprawdę zmieniło się aż tyle?

Zmarzlik czy Lewandowski sportowcem roku 2019? A może.. Fajdek?

Bartosz Zmarzlik został sportowcem roku 2019 i.. rozpętała się gównoburza. Obozy są dwa:

  1. Przecież Zmarzlik to mistrz świata, a Lewandowski zaledwie mistrz Niemiec.
  2. Lewandowski jest czołowym piłkarzem świata w najpopularniejszej dyscyplinie, a nie w takiej, która interesują się cztery kraje.

Nie jest łatwo porównywać sportowców z zupełnie innej bajki, ba nawet z tej samej jest trudno, przecież od lat mamy dylemat kto w bramce Szczęsny czy Fabiański. Ale dzisiejszy wybór uznaję za nietrafiony. Oczywiście przyjmuję argumentację, że:

  • trzeci raz w historii Polski żużlowiec jest mistrzem świata (wcześniej Szczakiel i Gollob),
  • kibice żużlowi maja większą frekwencje na meczach ligowych (na stadionach i w tv) niż piłkarscy,
  • mistrz to mistrz i doceniamy najlepszych.

Ale wyjdźmy z glinianych domów jak mawiał Leo Beenhakker i nie wstydźmy się tego, co mamy najlepsze. A piłkarza mamy tak wybitnego, że kilka tygodni wcześniej wpychaliśmy go na podium Złotej Piłki. To jest dobry czy nie jest? Parafrazując, czy Messi też przegrałby z żużlowcem?

Robert Lewandowski nigdy nie będzie mistrzem świata, ale nie był nim także Zbigniew Boniek, Włodzimierz Lubański czy Kazimierz Deyna. Czy oni także nie powinni być nigdy piłkarzami roku? Dwaj ostatni triumfowali na olimpiadzie, ale przecież obecny Prezes PZPN był „zaledwie” trzeci w mistrzostwach globu. Nie rozumiem takiej argumentacji, z tego klucza powinniśmy odrzucić Lewandowskiego zupełnie z grona sportowców roku, podobnie jak Mateusza Ponitkę, który poprowadził koszykarzy do historycznego ósmego miejsca na świecie. Jak porównywać ósme miejsce do mistrza świata? Oczywiście nijak, dlatego zwolennicy Bartosza Zmarzlika powinni mieć Lewandowskiego poza najlepszą 20-tką. W pierwszej kolejności mistrzowie świata, potem wicemistrzowie, ewentualnie mistrzowie europy i dalej kolejni medaliści. A na szarym końcu mistrzowie… Niemiec.

Dość absurdalne argumenty jednych i drugich pokazało tzw. polskie piekiełko, gdzie nikomu nie dogodzisz. Wiele komentarzy kibiców odnosiło się także do tego, że to konkurs na najlepszego polskiego sportowca a nie najpopularniejszego. Ja doceniam sukces naszego żużlowca, ale go nie wyciągam na wyżyny polskiego sportu. W niszowym sporcie, gdzie ustawienie i dobór silnika decyduje na równi z umiejętnościami kierowcy, nie możemy szukać tego najlepszego. Po prostu nie.

Na świecie popularnych jest wiele dyscyplin, nie tylko piłka nożna, w których osiągamy sukcesy: koszykówka, siatkówka, lekkoatletyka, tenis, boks, kolarstwo. Ba, nawet MMA to globalna rywalizacja, w której trzy lata temu sukcesy odnosiła Joanna Jędrzejczyk. Mieliśmy wcześniej także Agnieszkę Radwańską, którą podziwiał cały świat, ale u nas w kraju nigdy nie wygrała – takie to polskie. Wygrywali Ci, co walczą w niszowych konkurencjach, które Polak ogląda do kotleta.

Żużel przed telewizorami śledzi średnio 105 tysięcy kibiców. To mało, ale pewnie dlatego, że jest w dwóch płatnych telewizjach. Zapewne też, mnóstwo z tych kibiców wysyła kupony z Przeglądu Sportowego, bo się identyfikują ze swoją dyscypliną. Kibice piłkarscy, Ci najbardziej wyrywni, nie wycinają kuponów z gazet i nie wysyłają smsów na Lewandowskiego. To pewnie część prawdy, ale przecież jeszcze jest mistrz świata w skokach narciarskich Dawid Kubacki, który za chwilę wygra Turniej Czterech Skoczni, a co weekend przyciąga przez tv nieporównywalną z żużlem publikę. Bo to nie jest tak, że żużel jest tak popularny – Polacy kochają głównie piłkę nożną i skoki (notabene też niszową), a za nimi siatkówkę.

Z tylnego siedzenia gównoburze oglądają lekkoatleci, na czele z trzecim w plebiscycie Pawłem Fajdkiem. Nasz mistrz świata, zresztą po raz czwarty z rzędu, także startuje w niszowej dyscyplinie jaką jest rzut młotem, ale jest uznany w gronie lekkoatletów i mam wrażenie, że przeciętny Niemiec czy Francuz prędzej zna Fajdka niż Zmarzlika, o Lewandowskim nie wspominając. Z lekkoatletów należy docenić doskonałą sztafetę kobiecą 4x400m i Marcina Lewandowskiego na 1500m, którzy w popularnych konkurencjach sięgają po medale mistrzostw świata, ściągając się z gigantami z USA (polki) i afryki (Lewy). A 602 cm o tyczce Piotra Liska to osiągnięcie bardziej kosmiczne niż pięć strzelonych bramek Wolfsburgowi..

Dlatego nie jest łatwo porównać różne sporty i ich rezultat, tym bardziej, że w pewnych dyscyplinach są dominatorzy. Zmarzlik takowym nie jest, Fajdek jest, a wyżej od żużlowca oceniam Lewandowskiego i nasze biegaczki. Zmarzlik nie jest indywidualnym mistrzem Polski (był drugi), drużynowym (był siódmy na osiem zespołów) i na dwa turnieje przed końcem cyklu zasiadł na fotelu lidera cyklu. Dominatorem żużla w przeciwieństwie do dawnych mistrzów Jasona Crumpa i Tony Rickardsona nie jest.

Żużel to nie jest rzut beretem, czy wyścig na wielbłądach, ale daleko mu do popularności innych dyscyplin. Oczywiście, to nie jest konkurs popularności, ale żużlowców na świecie jest pewnie 300 i łatwiej jest zostać mistrzem w tej dyscyplinie niż w globalnej. W globalnej sukcesy miał także Wilfredo Leon, trzeci na mistrzostwach Europy i drugi w Pucharze Świata, od kilku lat najlepszy siatkarz świata, a przecież rok temu wygrał inny przedstawiciel tej dyscypliny Bartosz Kurek. Dlatego śladem wyboru z 2016 (Anita Włodarczyk), po przeanalizowaniu wszystkich argumentów za i przeciw, przyznałbym te wyróżnienie Pawłowi Fajdkowi. Cztery z rzędu mistrzostwa świata i mistrzostwo Polski 2019 (wcześniej także). Dominuje w swojej dyscyplinie, co prawda nie globalnej, bo nikt na podwórkach nie rzuca młotem, ale będącej częścią globalnej lekkoatletyki.

Na koniec moja dziesiątka (w nawiasie miejsce w plebiscycie Przeglądu Sportowego):

  1. Paweł Fajdek (3)
  2. Robert Lewandowski (2)
  3. Piotr Lisek (8)
  4. Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Justyna Święty-Ersetic, Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka (4)
  5. Bartosz Zmarzlik (1)
  6. Marcin Lewandowski (9)
  7. Wilfredo Leon (7)
  8. Łukasz Kubot (-)
  9. Dawid Kubacki (5)
  10. Mateusz Ponitka (10)

Zaskakujące jest pomijanie Łukasza Kubota, który w deblu jest numer dwa na świecie. Nie było go w 20-tce nominowanych, ale jeśli Radwańska tylko raz była w trójce (trzecie miejsce w 2015r.), to nie ma co się dziwić. Bo tenis w przeciwieństwie do żużla i skoków narciarskich nie zajmuje polaków.