Zmarzlik czy Lewandowski sportowcem roku 2019? A może.. Fajdek?

Bartosz Zmarzlik został sportowcem roku 2019 i.. rozpętała się gównoburza. Obozy są dwa:

  1. Przecież Zmarzlik to mistrz świata, a Lewandowski zaledwie mistrz Niemiec.
  2. Lewandowski jest czołowym piłkarzem świata w najpopularniejszej dyscyplinie, a nie w takiej, która interesują się cztery kraje.

Nie jest łatwo porównywać sportowców z zupełnie innej bajki, ba nawet z tej samej jest trudno, przecież od lat mamy dylemat kto w bramce Szczęsny czy Fabiański. Ale dzisiejszy wybór uznaję za nietrafiony. Oczywiście przyjmuję argumentację, że:

  • trzeci raz w historii Polski żużlowiec jest mistrzem świata (wcześniej Szczakiel i Gollob),
  • kibice żużlowi maja większą frekwencje na meczach ligowych (na stadionach i w tv) niż piłkarscy,
  • mistrz to mistrz i doceniamy najlepszych.

Ale wyjdźmy z glinianych domów jak mawiał Leo Beenhakker i nie wstydźmy się tego, co mamy najlepsze. A piłkarza mamy tak wybitnego, że kilka tygodni wcześniej wpychaliśmy go na podium Złotej Piłki. To jest dobry czy nie jest? Parafrazując, czy Messi też przegrałby z żużlowcem?

Robert Lewandowski nigdy nie będzie mistrzem świata, ale nie był nim także Zbigniew Boniek, Włodzimierz Lubański czy Kazimierz Deyna. Czy oni także nie powinni być nigdy piłkarzami roku? Dwaj ostatni triumfowali na olimpiadzie, ale przecież obecny Prezes PZPN był „zaledwie” trzeci w mistrzostwach globu. Nie rozumiem takiej argumentacji, z tego klucza powinniśmy odrzucić Lewandowskiego zupełnie z grona sportowców roku, podobnie jak Mateusza Ponitkę, który poprowadził koszykarzy do historycznego ósmego miejsca na świecie. Jak porównywać ósme miejsce do mistrza świata? Oczywiście nijak, dlatego zwolennicy Bartosza Zmarzlika powinni mieć Lewandowskiego poza najlepszą 20-tką. W pierwszej kolejności mistrzowie świata, potem wicemistrzowie, ewentualnie mistrzowie europy i dalej kolejni medaliści. A na szarym końcu mistrzowie… Niemiec.

Dość absurdalne argumenty jednych i drugich pokazało tzw. polskie piekiełko, gdzie nikomu nie dogodzisz. Wiele komentarzy kibiców odnosiło się także do tego, że to konkurs na najlepszego polskiego sportowca a nie najpopularniejszego. Ja doceniam sukces naszego żużlowca, ale go nie wyciągam na wyżyny polskiego sportu. W niszowym sporcie, gdzie ustawienie i dobór silnika decyduje na równi z umiejętnościami kierowcy, nie możemy szukać tego najlepszego. Po prostu nie.

Na świecie popularnych jest wiele dyscyplin, nie tylko piłka nożna, w których osiągamy sukcesy: koszykówka, siatkówka, lekkoatletyka, tenis, boks, kolarstwo. Ba, nawet MMA to globalna rywalizacja, w której trzy lata temu sukcesy odnosiła Joanna Jędrzejczyk. Mieliśmy wcześniej także Agnieszkę Radwańską, którą podziwiał cały świat, ale u nas w kraju nigdy nie wygrała – takie to polskie. Wygrywali Ci, co walczą w niszowych konkurencjach, które Polak ogląda do kotleta.

Żużel przed telewizorami śledzi średnio 105 tysięcy kibiców. To mało, ale pewnie dlatego, że jest w dwóch płatnych telewizjach. Zapewne też, mnóstwo z tych kibiców wysyła kupony z Przeglądu Sportowego, bo się identyfikują ze swoją dyscypliną. Kibice piłkarscy, Ci najbardziej wyrywni, nie wycinają kuponów z gazet i nie wysyłają smsów na Lewandowskiego. To pewnie część prawdy, ale przecież jeszcze jest mistrz świata w skokach narciarskich Dawid Kubacki, który za chwilę wygra Turniej Czterech Skoczni, a co weekend przyciąga przez tv nieporównywalną z żużlem publikę. Bo to nie jest tak, że żużel jest tak popularny – Polacy kochają głównie piłkę nożną i skoki (notabene też niszową), a za nimi siatkówkę.

Z tylnego siedzenia gównoburze oglądają lekkoatleci, na czele z trzecim w plebiscycie Pawłem Fajdkiem. Nasz mistrz świata, zresztą po raz czwarty z rzędu, także startuje w niszowej dyscyplinie jaką jest rzut młotem, ale jest uznany w gronie lekkoatletów i mam wrażenie, że przeciętny Niemiec czy Francuz prędzej zna Fajdka niż Zmarzlika, o Lewandowskim nie wspominając. Z lekkoatletów należy docenić doskonałą sztafetę kobiecą 4x400m i Marcina Lewandowskiego na 1500m, którzy w popularnych konkurencjach sięgają po medale mistrzostw świata, ściągając się z gigantami z USA (polki) i afryki (Lewy). A 602 cm o tyczce Piotra Liska to osiągnięcie bardziej kosmiczne niż pięć strzelonych bramek Wolfsburgowi..

Dlatego nie jest łatwo porównać różne sporty i ich rezultat, tym bardziej, że w pewnych dyscyplinach są dominatorzy. Zmarzlik takowym nie jest, Fajdek jest, a wyżej od żużlowca oceniam Lewandowskiego i nasze biegaczki. Zmarzlik nie jest indywidualnym mistrzem Polski (był drugi), drużynowym (był siódmy na osiem zespołów) i na dwa turnieje przed końcem cyklu zasiadł na fotelu lidera cyklu. Dominatorem żużla w przeciwieństwie do dawnych mistrzów Jasona Crumpa i Tony Rickardsona nie jest.

Żużel to nie jest rzut beretem, czy wyścig na wielbłądach, ale daleko mu do popularności innych dyscyplin. Oczywiście, to nie jest konkurs popularności, ale żużlowców na świecie jest pewnie 300 i łatwiej jest zostać mistrzem w tej dyscyplinie niż w globalnej. W globalnej sukcesy miał także Wilfredo Leon, trzeci na mistrzostwach Europy i drugi w Pucharze Świata, od kilku lat najlepszy siatkarz świata, a przecież rok temu wygrał inny przedstawiciel tej dyscypliny Bartosz Kurek. Dlatego śladem wyboru z 2016 (Anita Włodarczyk), po przeanalizowaniu wszystkich argumentów za i przeciw, przyznałbym te wyróżnienie Pawłowi Fajdkowi. Cztery z rzędu mistrzostwa świata i mistrzostwo Polski 2019 (wcześniej także). Dominuje w swojej dyscyplinie, co prawda nie globalnej, bo nikt na podwórkach nie rzuca młotem, ale będącej częścią globalnej lekkoatletyki.

Na koniec moja dziesiątka (w nawiasie miejsce w plebiscycie Przeglądu Sportowego):

  1. Paweł Fajdek (3)
  2. Robert Lewandowski (2)
  3. Piotr Lisek (8)
  4. Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Justyna Święty-Ersetic, Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka (4)
  5. Bartosz Zmarzlik (1)
  6. Marcin Lewandowski (9)
  7. Wilfredo Leon (7)
  8. Łukasz Kubot (-)
  9. Dawid Kubacki (5)
  10. Mateusz Ponitka (10)

Zaskakujące jest pomijanie Łukasza Kubota, który w deblu jest numer dwa na świecie. Nie było go w 20-tce nominowanych, ale jeśli Radwańska tylko raz była w trójce (trzecie miejsce w 2015r.), to nie ma co się dziwić. Bo tenis w przeciwieństwie do żużla i skoków narciarskich nie zajmuje polaków.

Przegląd Sportowy dzisiaj i jutro

Jak co sobotę kupiłem dzisiaj Przegląd Sportowy. To niemal tradycja, aby w weekend przyjrzeć się bliżej temu, co się dzieje w sporcie. Zaczęło się dawno, 20-25 lat temu, gdy jako dziecko spędzałem godziny na czytanie gazet bezpośrednio w kiosku. To było okno na świat, coś więcej niż telegazeta, (inny relikt tamtych czasów). Pani kioskarka przymykała oko nawet na to, że potrafiłem pożyczyć gazetę i podać popołudniu przeczytaną od deski do deski. Zapowiedzi, wywiady, newsy uzupełniały telewizję angielski Eurosport, jedna z trzech dostępnych wtedy w Polsce. Drugą był niemiecki DSF, który po latach kojarzy mi się z wrestlingiem i NBA, a Canal+ było wtedy jeszcze bardziej elitarne niż dzisiaj. Jeśli ktoś chciał pogłębić wiedzę, zostawała mu sportowa niedziela w TV i gazeta w kiosku. Inny świat niż dzisiaj, zresztą dodam, że część gazet w tym Przegląd Sportowy ukazywał się we Wrocławiu dzień później i o wynikach z soboty dowiadywałem się we wtorek. Dzisiaj w erze Twittera, dowiaduje się maksymalnie dwie minuty po wydarzeniu. Papier to papier, a po wielu latach prenumerowania tygodnika Piłka Nożna przerzuciłem się na Przegląd Sportowy, chcąc dowiedzieć się więcej o innych dyscyplinach oraz czytać o nich na bieżąco.

Rola prasy w dzisiejszych czasach jest marginalna – internet i wygoda ludzi mocno ograniczyła to medium, zresztą popularne jest ostatnio stwierdzenie, że Polacy nie czytają. Tak do końca nie jest, przecież Remigiusz Mróz potrafi napisać kilka książek rocznie, a nasza noblistka Olga Tokarczuk sprzedała już milion książek tłumaczonych na różne języki. Czytelnik sięgnie nadal po coś do czytania, dzisiaj jest jednak bardziej wymagający i niezadowalający się byle czym. W ostatnich latach, gdy Przeglądem kierowali Michał Pol z Przemysławem Rudzkim widać było pomysł na gazetę i ogólnie ogromne plusy za:

  • skarby kibica najlepszych lig,
  • Magazyn lig zagranicznych,
  • PS Reportaż i PS Historia,
  • felietonistów – Krzysztofa Stanowskiego, Tomasza Ćwiakaly, Dariusza Dziekanowskiego, duet Ofensywni, Mateusza Borka,
  • kreatora newsów kadry Tomasza Włodarczyka,
  • informacje koszykarskie Jakuba Wojczyńskiego i Rafała Tymińskiego.

Nie jestem fanem Ekstraklasy, ale materiały były wysokiej jakości, szczególnie piątkowy Ligowy Weekend i wywiady Izabeli Koprowiak w chwili z… Wiele osób można wymienić, od Macieja Kaliszuka, Michała Zaranka, Macieja Szmigielskiego, po bohaterów YouTube Jakuba Krecidło, Michała Gutkę, Dominika Piechotę i Jarka Kolińskiego. Być może właśnie YouTube z trzema flagowymi programami: Misją Futbol, English Breakfast i La Liga Loca było największym sukcesem poprzednich prowadzonych. Dla nowego pokolenia Przegląd Sportowy nie kojarzył się 98-letnią gazeta, tylko ze znanymi i lubianym youtuberami; znak czasu.

Średnia sprzedaż Przeglądu w pierwszym półroczu (za Wikipedią) wynosiła 21 tysięcy, mimo wielu zabiegów Naczelnych. Kolejny znak czasu? To na pewno, bo nikt z moich znajomych, chętnie korzystających z mediów społecznościowych nie kupuje gazet (jedynie dwie specjalistyczne o NBA). Książki dla przykładu czyta wielu, bo wybór jest ogromny. Nawet stricte sportowych dzięki m.in. Wydawnictwu SQN ukazuje się kilka w roku – od tłumaczonych zagranicznych biografii, po polskie produkcję, często pisanych przez dziennikarzy sportowych, którzy w nowych czasach muszą być multikanalowi – prowadzić Facebook, Twitter, Instagram, YouTube, czasem pisząc w gazecie lub książki, a także pokazując się w TV lub radiach, często internetowych – wypisz, wymaluj dziennikarz 2019. Gazety niestety się nie zmieniają tak szybko, a jeśli ktoś się nie zgodzi z tym faktem, odsyłam jeszcze raz do początku tego akapitu.

Po wrześniowym trzęsieniu ziemi w Przeglądzie Sportowym – zwolnieniu Pola, Rudzkiego, odejściu felietonistów Stanowskiego, Ćwiąkały, Borka (i późniejszym Włodarczyka), czas na nowe. Projektowi od 2020 ma przewodzić Michał Kołodziejczyk, posiadający znakomite pióro Redaktor naczelny WP SportoweFakty, który zupełnie niesprawiedliwie jest postrzegany jako „Pan od klików”. Dzisiaj takie są wymogi wielkich korporacji, które chcą jakość mierzyć ilością przeczytanych artykułów i klikniętych newsów. Czy to źle? W erze romantycznej sprzed 20 lat nie miało to miejsca, ale niedawny Przegląd Sportowy stawiał na jakość, a wyniki w wielkiej korporacji jaką jest Ringier Axel Springer Polska (właściciel) mierzone nakładem i sprzedażą, leciały na łeb na szyję.

Przed Przeglądem nowe wyzwanie – utrzymać się na rynku w 2020. Nie wiem czy prasy, skoro Marquad Media Polska (notabene poprzedni właściciel PS) zamyka z końcem roku drukowanego Playboya, CKM i Cosmopolitan. Być może Przegląd przeniesie się w całości do internetu, jak wiele innych biznesów. Być może zostaną drukowane wydania specjalne oraz stałe – raz lub dwa w tygodniu, w których stawiać będzie się na treść. Michał Kołodziejczyk nie raz potrafiący iść pod prąd z opiniami (jako jeden z nielicznych osób, wytyka błędy Zbigniewa Bońka), potrafi dostarczyć ją na wysokim poziomie – niedawno otrzymał wyróżnienie w konkursie Gran Press im. Bohdana Tomaszewskiego. Dzisiaj czytelnik nie oczekuję wyników (bo je zna) i zapowiedzi meczów. Ale wysokiej jakości felietony, wywiady „rzeka” – to powinien być kierunek dla PS. W internecie powinni postawić na materiały wideo, dzięki której mają drugą największą liczbę subskrypcji spośród sportowych kanałów, za kanałem „Łączy nas piłka”. I ostatni możliwy kierunek – polski „The Athletic”, czyli płatny serwis z absolutnie najlepszą treścią, który wiele razy na swoim kanale chwalił.. Przemysław Rudzki. Przegląd Sportowy to wielka historyczna marka i ogromne archiwum sportowe. Nieprzypadkowo w audycji Weszło.fm, szef TVP Sport Marek Szkolnikowski wspominał o chęci kupienia gazety przez jego redakcję.

W przyszłym roku Mistrzostwa Europy i Igrzyska Olimpijskie, czyli dwie z trzech największych imprez sportowych. Dla mnie to wystarczający powód, aby kupować gazetę także w nowym wydaniu.