Listopadowy Arsenal Londyn nie zakwalifikuje się nawet do Ligi Europy

Gdy w maju 2018 z klubu odchodził Arsene Wenger jedni płakali, inni liczyli na powrót do topu Europy, do której francuz nie był w stanie mentalnie wrócić. Zakończyła się 22-letnia era, która swój szczyt miała w latach 2004-2006, kiedy Arsenal wygrał nie przegrywając żadnego spotkania w lidze (26 zwycięstw i 12 remisów), Mistrzostwo Anglii a dwa lata później prowadził w finale Ligi Mistrzów do 76 minuty z FC Barceloną. Jedenaście lat później mało kto o tym pamiętał, bo piąte miejsce w sezonie 2016–17 odbierano za policzek dla tak wielkiego klubu. Wielkiego jedynie z nazwy, w praktyce giganta marketingowego a w gabinetach transferowych spasionego kota przekonanego o swojej wielkości w złotej klatce. Gdy z niej wychodził, dostawał w policzek z lewej i prawej, nie tylko na boisku. Odejście w 2012 roku ówczesnego króla strzelców Premier League Robina van Persie z perspektywy czasu było początkiem końca tej drużyny. Owszem, Arsenal miał wiele razy pecha i z niewytłumaczalnych względów nie odpalili Nicolas Pepe (2019), Alexandre Lacazette (2017), Lucas Perez (2016), Lukas Podolski (2012) czy Olivier Giroud (2012). Finalnie liczy się wynik, ale tego nie było, tak samo jak czwartego miejsca, o którym przez laty żartowano z Wengera.

Po wczorajszym meczu z przegranym 1-2 z Wolverhampton Wanderers, klub jest na 14 miejscu i do wymiany jest większość zawodników oraz trener Mikel Arteta. Były defensywny pomocnik The Gunners jest protegowanym Pepa Guardioli i miał być także jego zastępcą w Manchesterze City. Nie okazał się jednak królikiem z kapelusza, tylko trenerem z co najmniej półki niżej – tutaj pasuje analogia do kariery zawodniczej. Arteta jako wychowanej FC Barcelony nigdy w niej nie zadebiutował.

Na papierze Arsenal ma nadal mocne nazwiska, ale określenie „na papierze” nie pojawia się przypadkowo. Być może chodzi o chemię, pomysł lub sprawienie, aby zagrali lepiej w nowym klubie, niż starym. Dla obecnych zawodników klubu Arsenal to marka ich młodości, ale dzisiaj raczej przystanek transferowy do giganta Premier League, żadne top6. jeśli takowe określenie jeszcze funkcjonuje to raczej z Leicester City (obecnie czwarte miejsce, w poprzednim sezonie piąte) niż z Arsenalem.

Po poprzednim sezonie, gdy Arsenal zakończył sezon a ósmym miejscu (najgorszym od 1995, czyli sprzed ery Wengera), kupiono m.in. 32-letniego Williana, 22-letniego stopera Gabriela i 27 letniego defensywnego pomocnika Thomasa Partey (za 50 mln euro). Pozostali zawodnicy nie zagrali w tym sezonie w Premier League. Przy letnich transferach Chelsea (Kai Havertz, Timo Werner, Ben Chilwell, Hakim Ziyech, Edouard Mendy) czy Manchesteru United (Donny van de Beek, Edinson Cavani) wygląda to blado, zwłaszcza, że to z tymi drużynami Arsenal miał toczyć boję o Ligę Mistrzów, a dwa pierwsze miejsce były niejako zarezerwowane dla Liverpoolu i Manchesteru City. W to wszytko wmieszał się Tottenham Jose Mourinho, który jest liderem po 10 kolejkach.

Arsenal czeka ogromna przebudowa, nie da się uzupełniając skład defensywnymi zawodnikami zbudować drużynę na szóstkę w Anglii, nie mówiąc o czwórce. Liga Mistrzów dawno odjechała, a za chwilę także Liga Europy, gdzie Arsenal w ostatnich trzech edycjach przegrywał m.in. z Olympiakosem SFP, BATE Borysów, 1. FC Köln i Ostersunds FK.

Czasy Wengera, Thierrego Henry i Patricka Vieiry długo nie wrócą, chyba, że przyjdzie szejk z walizką pieniędzy. Ściągnięci w lecie defensywni zawodnicy nie rozwiązują podstawowego problemu – bramek. Arsenal strzelił ich w 10 meczach zaledwie 10. ofensywne trio, za które zapłacono 196,75 mln euro zawodzi:

Alexandre Lacazette – 3 bramki w 8 meczach,
Pierre-Emerick Aubameyang – 2 bramki w 10 meczach,
Nicolas Pepe – 1 bramka w 8 meczach.

Miało być jak w Liverpoolu, różnica jest taka, że Roberto Firmino, Mohamed Salah i Sadio Mane rozwinęli się pod okiem Jurgena Kloppa, a z piłkarzy The Gunners jedynie Aubameyang zrobili progres w stosunku do oczekiwań. Pozostali osiedli na laurach.

Mewy rozbiły bank PKO Ekstraklasy. Jakub Moder i Michał Karbownik w Brighton & Hove Albion

Brighton & Hove Albion niedzielnemu piłkarzowi nie mówi absolutnie nic. Trzy lata temu awansowali do Premier League i od tego momentu regularnie walczą o utrzymanie. ich najlepszym zawodnikiem po awansie był Glenn Murray, także piłkarz anonimowy, żadna gwiazda. Mewy nie wskoczyły w przeciwieństwie do innych beniaminków Premier League w wir transferów, co finalnie ich pozytywnie zweryfikowało. Brighton & Hove Albion kupiło Modera i Karbownika. Takie hasło nie grzeje nikogo, poza piłkarskimi geek’ami. Klub anonimowy, w przeciwieństwie do Leeds, Queens Park Rangers czy Nottingham Forest gdzie trafiali polscy zawodnicy, choć oczywiście to niesprawiedliwe, bo wybierali wtedy drugą klasę rozgrywkową.

Lech Poznań otrzymał za swojego zawodnika aż 10,5 mln euro plus 10% od kolejnego transferu, czyli magiczna „dycha” pękła. Jeszcze niedawno wydawało się, że stanie się to za sprawą Michała Karbownika z Legii Warszawa, ale podobno jego słabsza forma zadecydowała o obniżce. Mi się wydaje, że powód jest inny – Lech po awansie do rozgrywek grupowych ligi Europy może sprzedawać, a Legia przy braku awansu musi. Ponadto w Lechu jest kilku zawodników, których oglądają kluby z Europy, a w Legii nie ma za dużego wyboru.

Mewy za Karbownika zapłaciły o połowę mniej, Legia sprzedała go za 5,5 mln euro plus 10% od następnej sprzedaży. Miała być Barcelona, Sevilla, Neapol czy ostatnio Parma. Ten transfer był od początku dziwny, bo agent zawodnika Mariusz Piekarski sprzedawał lewego obrońcę na środek boiska – takie rzeczy tylko w PKO Ekstraklasie.

Przez lata, gdy Chorwaci sprzedawali piłkarzy za ośmiocyfrowe kwoty, my o takich marzyliśmy kasując (nie licząc Adriana Mierzejewskiego) ok 4 mln euro. Za tyle odchodzili najzdolniejsi z ekstraklasy Bartosz Kapustka, Ondrej Duda, Arkadiusz Reca, Sebastian Walukiewicz, Szymon Żurkowski, Dawid Kownacki, Łukasz Teodorczyk nawet Krzysztof Piątek. Wyjątkiem jeszcze rok temu był Jan Bednarek z… Lecha. Młodzi zawodnicy do Anglii wyjadą w lecie, choć Brighton & Hove Albion zagwarantowało sobie możliwość ściągnięcia ich do siebie w trakcie zimowego okna transferowego. To Premier League, inne pieniądze. Jeśli będzie kontuzja, potrzeba rywalizacji, to największe polskie kluby dostaną ekstra kasę, które będą dla Mew.. frytkami.

Timo Werner w Chelsea to skracanie dystansu do najlepszych

Przejście Timo Wernera w Chelsea to transferowy hit. Drugi najlepszy napastnik Bundesligi, z charakterystyki – szybki, silny, bramkostrzelny, grający z powodzeniem na szpicy i z lewej strony. 54 miliony euro za 24 letniego napastnika, który strzelił 25 bramki i dołożył 8 asyst w 30 meczach Bundesligi. Strzelał także w Lidze Mistrzów – 4 bramki i 2 asysty w 8 meczach, a do tego ma 11 bramek w reprezentacji Niemiec. Idzie w górę, a w przeciwieństwie do hitowego transferu z Bundesligi sprzed roku, Luka Jović miał nieudany epizod w Benfice, a po świetnym sezonie (jednym) w Eintrachcie Frankfurt za 60 milionów trafił do Realu Madryt. Dla porównania, Werner w czterech ostatnich sezonach strzelił 75 bramek w 123 meczach.

Wcześniej Chelsea podpisała Hakima Ziyecha z Ajaxu Amsterdam, który kosztował 40 milionów euro. Wychodzi na to, że niespełna 100 milionów pozyskali dwóch ofensywnych zawodników, o których marzyły największe kluby Europy – Real i Liverpool. W dwóch poprzednich okienkach transferowych nie mogli podpisywać nowych graczy, dlatego Roman Abramowicz poszedł na całość. Najpierw rzutem na taśmę pozyskał obecnie 22-letniego Christiana Pulisica, a następnie sięgnął po wychowanków, odmładzając drużynę, w efekcie twarzami z plakatów są 23-letni Tammy Abraham i 21-letni Mason Mount.

Wykorzystanie klauzuli w kontrakcie Niemca, to szybkie skracanie dystansu do Liverpoolu i Manchesteru City. Jeśli pozyskają także Kaia Havertza z Bayeru Leverkusen, a sa takie plotki, w ciągu trzech lat mistrzostwo powinno wrócić na Stanford Bridge. Kluby różnie radzą sobie z odmłodzeniem składów, a także z wprowadzeniem utalentowanych zawodników do sytego zespołu. Właśnie dlatego młodzi The Blues, a nie Tottenham, Arsenal czy Manchester United zaatakują najlepszych.

Cztery mecze – trzy porażki, nie skreślajmy jeszcze Liverpoolu

Zaczęło się od Ligi Mistrzów, gdzie w pierwszym meczu 1/8 finału, już w czwartej minucie po rzucie wolnym i zamieszaniu, piłka spada pod nogi Saula Nigueza, który pokonał Alissona Beckera. Maszyna, która rozwalcowuje rywali w Premier League zawiodła. Mylił się Salah, który jedynie strzelił bramkę z ewidentnego spalonego (oczywiście nie mogła zostać uznana). The Reds bili głową w mur i o ile przed meczem mówiono, że Atletico należy do niewygodnych rywali, to same zwycięstwa i jeden remis w 26 meczach Premier League jasno wskazywał faworyta.

Zresztą kolejny mecz ligowy z West Hamem zakończył się tak, jak wiele innych – Liverpool odrobił stratę i z 1-2 zrobili 3-2. Kosmiczna liczba zwycięstw (26 z 27) i pogoń za Invincibles, czyli Arsenalem z sezonu 2003/04, a w dalszej perspektywie obrona Ligi Mistrzów, której poza Realem 2016-2018 obronił wcześniej Milan w czasach prehistorycznych (1989-1990) – takie były marzenia Jürgena Kloppa.

Jak wiemy, The Reds Invincibles nie zostaną, Watford rozjechał ich aż 3-0! Bohaterem został Senegalczyk Ismaila Sarr, który przed sezonem przyszedł za 30 mln euro z Rennes. Przyćmił swojego rodaka Sadio Mane strzelając dwie bramki i przy trzeciej asystując. Przy pierwszej bramce Doucoure podał do niego w uliczkę na wyprzedzenie, w drugiej wyprzedził Virgila van Dijka, który nie mógł nadążyć. Przy trzeciej bramce Trent Alexander-Arnold popełnił błąd pod swoim polem karnym i do piłki dopadł Sarr, który wycofał ją do Troy’a Deeney’a. Zaskakujące, że bramki padły po błędach obrońców, którzy przez cały sezon uważani byli za najlepszych.

Kolejna porażkę Liverpool odniósł w FA Cup z Chelsea. Klopp próbuje rotować składem, choć zwykle w pewnym momencie na boisku pojawiają się gwiazdy – Salah, Firmino i Mane. Dobrze dysponowana Chelsea wygrała podobnie jak Wadford 3-0, w najmniej ważnych rozgrywkach, ale sam udział w takim meczu Mane, Fabinho, Robertsona czy van Dijka przez 90 minut, pokazuje, że niemiecki trener nie potrafi odpuścić. Podobnie wyglądały grudniowe mecze z Monterrey i Flamengo (mecz z dogrywką trwał 120 min).

Ogromne obciążenia wielu zawodników przez cały sezon wychodzą w najważniejszym momencie. Oczywiście, Premier League jest już wygrana, bo po porażce z Watfordem przewaga nad Manchesterem City wynosi 22 punkty, a Pep Guardiola już w styczniu mówił, że przegrał rywalizację i musi skupić się na grze w Europie. Niestety w Lidze Mistrzów coraz więcej jest głosów, że to Atletico wygra dwumecz, a dodatkowo dzisiaj gruchnęła wiadomość o kontuzji Alissona, który nie zagra w meczach z Bournemouth i Atletico. Porażka w pierwszym meczu 0-1 w kontekście choćby wyeliminowania rok temu w półfinale Barcelony po przegranej 0-3, nie pozwala mi nie skreślać Liverpoolu. Jeszcze nie teraz.

Dziesiątka najlepszych piłkarzy 2019

Pierwsza dziesiątka plebiscytu „France Football” prezentuje się następująco:

1. Leo Messi (Hiszpania / FC Barcelona)
2. Virgil van Dijk (Holandia / Liverpool FC)
3. Cristiano Ronaldo (Portugalia / Juventus FC)
4. Sadio Mane (Senegal / Liverpool FC)
5. Mohamed Salah (Egipt / Liverpool FC)
6. Kylian Mbappe (Francja / PSG)
7. Alisson Becker (Brazylia / Liverpool FC)
8. Robert Lewandowski (Polska / Bayern Monachium)
9. Bernardo Silva (Portugalia / Manchester City)
10. Riyad Mahrez (Algieria / Manchester City)

Analizowałem w/w kolejność i poniżej luźne wnioski:
1. Triumf Liverpoolu i postawa w drugiej części roku to wielkie osiągniecie, ale czterech piłkarzy w siódemce, to stanowcza przesada. Nie mam wrażenia, że to najlepsi piłkarze świata, raczej elementy niesamowitej układanki Jurgena Kloppa, w której najważniejszą postacią jest trener The Redds.
2. Triumf Riyada Mahreza w PNA przeszedł niezauważenie, fachowcy przypominają rolę rezerwowego u Pepa Guardioli, ale przecież mowa o kluczowym piłkarzu zwycięzców czarnego kontynentu, nominowanego do jedenastki turnieju. Triumf w Mistrzostwach Europy daje finalnie pewne Top3, dlaczego więc dyskredytujemy PNA? Gdyby finał wygrał Senegal, czy Sadio Mane byłby także traktowany drugorzędnie?
3. Gdyby Tottenham zwyciężył ostatni mecz Ligi Mistrzów – czy Harry Kane byłby drugi, Son piąty i jeśli Lucas strzeliłby gola w finale, tak samo byłby w top 10. Czy w takiej alternatywnie byłby maksymalnie jeden piłkarz z Liverpoolu w „10”? Przecież to „aż” jeden mecz.
4. Mane był najlepszym zawodnikiem Liverpoolu, strzelał ważne bramki (po dwie z Bayernem i Porto) plus finał PNA. Lokomotywa niesamowitego trio, w plebiscytach gdzieś w cieniu Van Dijka, zupełnie nie zasłużenie.
5. Kto był ważniejszy w defensywie Liverpoolu – Van dijk czy Allison? Wydaje mi się, że bramkarz rozwinął się tak bardzo, że jest w Top3 (z Oblakiem i Ter Stagenem), a może nawet najlepszy na świecie. Różnica pomiędzy Liverpoolem Cariusa i Liverpoolem Allisona to wynik decydującego meczu Ligi Mistrzów.
6. Dziwny hype na Van Dijka, który nie miał lepszego roku niż Ramos 2014 i 2016, gdy ten strzelał bramki w finale Ligi Mistrzów albo Varane, gdy zdobywał LM i Mistrzostwo Świata. Holender nie jest (jeszcze) legendarnym obrońcą, to dopiero drugi tak mocny rok i czekamy na duży turniej, czyli prawdziwą weryfikację.
7. Lewandowski w Bundeslidze miażdży: 14 meczów – 16 bramek i 1 asysta, ale Ciro Immobile ma jeszcze lepsze statystyki w Serie A: 15 meczów – 17 bramek i 5 asyst. Nikt jednak nie podnosi we Włoszech casusu Immobile. U nas brak Lewego w top3 był skandalem. A dziennikarze umieszczali go nawet na pierwszym miejscu (!).
8. Brakuje najlepszego piłkarza mistrza Anglii – Raheema Sterlinga. Jest dwójka (Bernardo Silva i Riyad Mahrez) w dziesiątce, ale bez Anglika nie byłoby mistrzostwa zdobytego 98 punktami.
9. Razi również niedocenienie sukcesu Portugalii w Lidze Narodów – przecież Bernardo Silva był architektem tej drużyny, w dodatku wygrał Premier League, a Cristiano Ronaldo hat-trickiem strzelonym w Szwajcarii, doprowadził drużynę do finału. W 1/8 strzelił hat-tricka Atletico samodzielnie odrabiając straty z pierwszego meczu (0-2), w dwumeczu z Ajaxem strzelił po bramce. Portugalczyk był najlepszym piłkarzem Serie A, a mimo tego Polscy dziennikarze umieszczali wyżej Lewego.
10. Liga Narodów jest drugorzędnym turniejem, traktowany niczym PNA. Ciekawe jakbyśmy patrzyli na te rozgrywki gdybyśmy wyszli z grupy do Final Four. Na pewno dziennikarze z Polski używaliby tego jako argumentu.
11. Mbappe ma niesamowitych managerów, jest globalną marką – strzela mniej w Ligue 1, odpada z Ligi Mistrzów a łapie się (niezasłużenie) w szóste. Dalej pamięta się Mistrzostwa Świata ale to nie ten rok.
12. Nikt zagranicą nie ogląda Bundesligi i gdyby nie Robert, Polacy także by jej nie oglądali. Ci, co wspomną o polskiej tradycji Bundesligi odsyłam do Serie A – przez lata nie oglądaliśmy w niej naszego rodaka, a potencjalne starcie Napoli – Milan z Polakami w składzie, ogląda tylu kibiców, co El Clásico.
13. Dusan Tadić był do pewnego momentu najlepszym piłkarzem Ligi Mistrzów, wyrzucał kolejno Real (trzykrotnego zdobywcę) i Juventus (który go kupił). Z Królewskim w rewanżu zanotował bramkę i dwie asysty, a gra w małym (w porównaniu do gigantów) klubie Europy + fenomenalny w dobrej lidze 28 bramek i 14 asyst.
14. Messi – przekreślanie całego sezonu przez rewanżowy półfinał z Liverpoolem jest niesprawiedliwe dla kosmity. Ma 32 lata i regularnie notuje 1,5 punktu w klasyfikacji kanadyjskiej, w fazie pucharowej LM zdobył sześć bramek (po dwie w każdym dwumeczu).
15. Kevin De Bruyne gra niesamowitą piłkę na wyspach – najlepszą w Premier League na jesień. Dlaczego to pomijamy? Bo dziennikarze w podsumowaniu roku oceniają jedynie wiosnę?
16. Im bliżej końca roku, tym bardziej się zastanawiam, kiedy najważniejszym zawodnikiem defensywy Liverpoolu zostanie Trent Alexander-Arnold. Obstawiam już za rok.

Dlatego moim zdaniem tak powinna wyglądać czołowa dziesiątka:

1. Leo Messi (Hiszpania / FC Barcelona)
2. Cristiano Ronaldo (Portugalia / Juventus FC)
3. Sadio Mane (Senegal / Liverpool FC)
4. Raheem Sterling (Anglia / Manchester City)
5. Alisson Becker (Brazylia / Liverpool FC)
6. Virgil van Dijk (Holandia / Liverpool FC)
7. Robert Lewandowski (Polska / Bayern Monachium)
8. Kevin De Bruyne (Belgia / Manchester City)
9. Harry Kane (Anglia / Tottenham Hotspur)
10. Riyad Mahrez (Algieria / Manchester City)