Śląsk basket #20: popis ataku i obrony Śląska, z Warszawy z tarczą #plkpl

Zapowiedź (TUTAJ).

Zaczęło się nerwowo, bo pierwsze punkty zdobył Maciej Wojciechowski z kontrataku, ale na kolejne punkty z gry Śląska czekaliśmy do trzeciej minuty. Legia w tym czasie trafiła tylko z osobistego. Po akcji 2+1 Devoe Josepha, kolejnego kontrataku Wojciechowskiego  i osobistych Michaela Humphreya było już 9-2. Pod wodzą nowego trenera Vidina, najwięcej skorzystał właśnie Humphrey, który jest nie tylko zawodnikiem pierwszej piątki, ale także egzekutorem akcji w tym za trzy punkty po której Śląsk objął prowadzenie 19-7, a po kolejnej trójce Josepha w pierwsze siedem minut Śląsk uzyskał 15 punktowe prowadzenie. Nowo pozyskany Kahlil Dukes trafił raz za trzy z czerech rzutów, czyli tyle samo co Jakub Musiał w pierwszej próbie za trzy. Więcej minut w rotacji dla Musiała jest zgodne z filozofią Prezesa Michała Lizaka, bo przecież pierwszym zawodnikiem wchodzącym z ławki już w czwartej minucie kwarty był Aleksander Dziewa. Po trójce Musiała było 27-9, ale w dwóch kolejnych akcjach trafił Michalak zmniejszając prowadzenie. Na dwie akcje Michalaka odpowiedział Olivera Vidina, który do krycia desygnował Torina Dorna, który już w pierwszej akcji obronnej wymusił airball legionisty. Następnie mieliśmy kilka błędów z obu stron, ale wrocławianie po pierwszej kwarcie prowadzili 28-17, dzięki ośmiu stratom Legii i aż ośmiu asystom Śląska.

Dorn w pierwszej akcji ofensywnej, przepchnął Michała Michalaka, ale dostał zablokowany przez Milana Milovanovića. W tym pojedynku dwóch jakże innych zawodników, było widać brak doświadczenia parkietowego, zwanego potocznie cwaniactwem. Gdy chwilę później Dziewa został zablokowany przez Nizioła i Dorn ponownie do Milovanovića, Legia po kontraktach zmniejszyła stratę do 31-33, a następnie doprowadziła do remisu. W osiem minut gospodarze odrobili 18 punktów za sprawą Dukesa, Michalaka i Milovanovića. Pierwsze punkty po dłuższym okresie zdobył z alley-upa Dziewa po podaniu Kamila Łączyńskiego. Potem mieliśmy dwie kolejne trójki Michalaka (już miał na koncie 16 punktów) i ponownie na tablicy wyników był remis po 39. Nic dziwnego, że Legia zaczęła gonić, jeśli na tym etapie meczu Milovanović po raz czwarty zablokował zawodnika gości (tym razem Josepha). Na szczęście chwalony ostatnio Humphrey czyścił tablice, dobrze przechodzący z obrony do ataku Danny Gibson trafił z czystej pozycji za trzy, a chwilę później Gibson znalazł Gabińskiego, który także trafił z dystansu. Wynik do przerwy ustalił Milovanović trafiając na 49-41. Śląsk prowadził, ale gdy poślizgnął się Dorn w ostatniej akcji, kibice nie mieli tęgiej miny.

W trzeciej kwarcie Dueks dwoma trojkami otworzył wynik dla Legii i pokazał, że można pozyskać dobrego zawodnika w trakcie sezonu. W debiucie do przerwy miał 5 pkt i 6 as, a po pierwszej minucie drugiej połowy 11 pkt. 6 as. Po kilku minutach walki i punktów kosz za kosz, wrocławianie zaczynają wykorzystywać przewagę w strefie podkoszowej, a dwie kolejne zbiórki w ataku przyniosły cztery punkty wrocławianom i prowadzenie 65-56. Grający bardzo dobre zawody Joseph po kolejnej zbiórce trafił punkty, a oprócz tego świetnie dzielił się piłka i gra najefektywniejsze zawody w tym sezonie (11 pkt., 6 as, 6 zb. +30). Nawet punkty kolejne Michalaka, Pindera i Dukesa (18 pkt., 7 as., 5 zb.) nie zmieniły wyniku, a prowadzenie ok. 10 punktowe utrzymywało się dlatego, że w Legii punktowało tylko trzech zawodników, a na koniec trzeciej kwarty pozostali zawodnicy zdobyli tylko 15 punktów. Dla porównania, w Śląsku nikt nie zdobył 13 punktów.

Czwarta kwarta to niesamowita gra w obronie śląska. Kwarta rozpoczęła się od 12-0 i dwóch przerw na żądanie trenera Tane Spaseva, co przyniosło rekordowa przewagę 85-64. Defensywa wymuszała błędy 24 sekund, a dwie kolejne trójki Gibsona – był to najlepszy moment w sezonie WKS. Pierwsze punkty po pięciu minutach kwarty trafił Michalak (20 pkt., 5 zb., 4 as.). W nagrodę za postawę zespołu Łączyński (7 pkt., 5 zb., 7 as.) i Gibson (11 pkt., 5 as.) dostali wolne, a na ostatnie cztery minuty wszedł Norbert Kulon. Nie zmieniło to obrazu gry, dalej dobra obrona i kolejny run 6-0 dla Śląska. Kulon, Musiał, Żeleźniak, Dziewa i Humphrey -czterech juniorów dostało ostatnie minuty w znakomitym występie wrocławian. w ostatniej kwarcie Śląsk wygrał 25-7!  Warto odnotować takze 26 asyst, dominacje w zbiórkach (41-30) i szkoda tylko, że Torin Dorn nie wrócił po przerwie na parkiet i czekamy na oficjalne doniesienia.

Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 71:98

Śląsk: Aleksander Dziewa 20, Michael Humphrey 12 (1), Mathieu Wojciechowski 12, Devoe Joseph 11 (1), Danny Gibson 11 (3), Michał Gabiński 9 (1), Kamil Łączyński 7 (1), Jakub Musiał 5 (1), Norbert Kulon 5 (1), Torin Dorn 3 (1), Andrew Chrabascz 3, Tomasz Żeleźniak 0.

Najlepszy zawodnik Śląska:

Aleksander Dziewa – 22 pkt., 10/13 z gry, 3 przechwyty.

Relacje z pozostałych spotkań Śląska:

Śląsk basket #19: Śląsk z Legią po prostu musi wygrać – krótka zapowiedź

Śląsk basket #18: Dwie statystyki Danny Gibsona, czyli dajmy szansę Musiałowi

Śląsk basket #17: Gabiński z Dziewą, Chrabascz z Humphreyem czy może small ball z Wojciechowskim w roli silnego skrzydłowego, czyli jak zestawić podkoszowych #plkpl

Śląsk basket #16: Jak Łączka wypada z obecnymi kolegami na parkiecie #plkpl

Śląsk basket #15: statystyki per36, czyli jak zawodnicy wypadają po ćwiartce

Stelmet deklasuje Anwil, czyli domek z kart się rozsypał, Żan Tabak ograł Igora Miličića, a Milovanović i Worten powinni odejść

Hitowy pojedynek Stelmetu z Anwilem rozczarował, choć opisać w jednym zdaniu to, co się stało w hali CRS w Zielonej Gorze się nie da. Anwil zaczął sezon tak mocno, że kibice zastanawiali się, czy nie zmontowano najsilniejszą ekipę w historii, zapominając o wielkim Prokomie. Bo kto pamięta o Prokomie, mamy (TUTAJ):

zawodników wyróżniających się w Eurolidze (Ledo) czy NBA (Wroten), plus przyjście najlepszego polskiego zawodnika ligi – Michała Sokołowskiego oraz wyróżniającego się w Legii Jakuba Karolaka

Po Superpucharze Polski wygranym ze Stalą 95-66 i pierwszej kolejce z Polpharmą 110-72 zastanawialiśmy się, czy Anwil nie skończy sezonu bez porażki. Dzisiaj juz wiemy, ze nie skończy – ponad tydzień temu dwoma punktami we Włocławku wygrał Trefl Sopot, a dzisiaj Stelmet zdeklasował Mistrzów Polski 101-77. Do tego należy dodać przegraną na wyjezdzie z San Pablo Burgos 78-110 (oraz w pierwszej kolejce z niemieckim Rasta Vechta 76-89). Trzy ostatnie mecze to trzy porażki, ale też dwie deklasacje. Anwil nie broni, nie funkcjonuje (w ataku) jako drużyna. Zawodnicy grają indywidualnie, rzucają przez ręce i absolutnie nie stanowią zespołu. To, co zagrało ze Stalą, nie gra dzisiaj. A początkowe zwycięstwa nie scaliły drużyny. W dniu dzisiejszym na parkiet wyszła na papierze piątka: Chris Dowe, Ricky Ledo, Chase Simon, Rolands Freimanis i Milan Milovanović. Ten ostatni ma nawet swój hashtag na twitterze #Milovanovićout, choć po dzisiejszym meczu klub powinien opuścić nie tylko on.

Tak mocna piątka po pięciu minutach gry zdobyła trzy punkty, bez zagrywek, nieudolnie rzucając z daleka. Kwarta skończyła się wynikiem 22-16 dla gospodarzy, ale wprowadzony Wroten jak się okaże przeszedł się obok meczu. W Europie gra dwa poziomy lepiej i jasno widać, że udział w Lidze Mistrzów to jedyny powód dlaczego gra w Polsce. Wroten nie celuje w indywidualne nagrody, nie ma go z drużyną i jeśli miałbym obstawiać, nie dogra do końca sezonu. Z kolei Ledo blokuje rozwój Jakuba Karolaka, który w większej roli w zeszłym sezonie w Legii potrafił zdobyć nawet 32 punktów w ćwierćfinale z Asseco Arką Gdynia. Patrząc w telewizji na kontakt w dzisiejszym meczu trener – drużyna, nie widziałem chemii. Miličić mi zaimponował, bo ciagle starał się wpłynąć na mental swoich zawodników, tym bardziej ze problemem jest obrona i zbiórka . Ewidentnie brakuje takich zawodników jak Josip Sobin. W sezonie przeciętnie najlepiej zbiera Szymon Szewczyk, który zagrał w dwóch meczach w sumie przez 36 minut. Dzisiaj najlepiej zbierał dla gości Ricky Ledo (7 zbiorek), a zbiórki były przegrane 33-40, z tego jedynie pięć zebrano w ataku (!). Dzisiejsza gra Anwilu to także nieudany konkurs rzutów za trzy punkty:

Szymon Szewczyk 0/2
Michalł Sokołowski 0/1
Chris Dowe 0/1
Rolands Freimanis 1/6
Ricky Ledo 1/7
Chase Simon 2/7
Jakub Karolak 3/3

W sumie 7/27, ale łatwo można policzyć, ile by wynosiła, gdyby nie Karolak. W Stelmecie imponował mi sprytem Ivica Radic, twardością Drew Gordon, a najlepsze zawody od dawna rozegrał Przemysław Zamojski (18 pkt. W tym 5/8 za trzy). W pierwszej połowie pomysłowością kończenia akcji czarował Jarosław Zyskowski (do przerwy 12 pkt., 3 zb., 2 as.) nota bene były zawodnik.. Anwilu. a Michał Sokołowski, który przeszedł przed sezonem ze Stelmetu do Anwilu 8 punktów przy +/- na poziomie -27! Žan Tabak ograł w chorwackim pojedynku Igor Miličića, gdyż jego zawodnicy realizowali założenia taktyczne, a kolejni wprowadzani gracze dawali punkty, zbiorki i asysty. I właśnie dzielenie się piłką było tym, co imponowało najbardziej. 32 asysty zespołu to wyrównanie rekordu sezonu.. Anwilu przeciwko Polpharmie.

Dzisiaj przeciwko Anwilowi wystarczy postawić strefę i liczyć na serie rzutową ich liderów, choć akurat wspomniany Wroten nie oddal przez cały mecz rzutu (!). Warto grac z nimi akcje 1/1, bo po niecelnym rzucie, raczej zbierze się piłkę. Ledo to nie Almeyda, a Milovanović to nie Sobin i po czasie widać, że zwycięstwo ze Stalą w takich rozmiarach było najgorsze, co mogło się im wydarzyć. W połowie czwartej kwarty, gdy drugie przewinienie techniczne otrzymał Dowe, nikt nie poszedł go uspokoić, co pokazuje brak jedności w drużynie W miesiąc domek z kart się rozsypał, a rekordowy budżet, Anwil przeznaczy na odprawy.