Last dance epizod 1 i 2 – przedłużenie Jacksona, kontrakt Pippena i ten Krauze

Z zaciekawieniem podszedłem do nowej serii ESPN Last dance. Z jednej strony to historia legendarnej drużyny, której nigdy nie byłem fanem. Raczej czekałem aż przegra niż gloryfikowałem Michaela Jordana. Ale wiadomo, sezon nie gra, nic się nie dzieje, dlatego przesunięcie premiery na teraz jest majstersztykiem ESPN i budowaniem zainteresowania w off season. Od początku raziła mnie produkcja przez samego Jordana, którą na początku ukrywano, ale od dawna nic o MJ nie dzieje się bez MJ.

Na pierwszy ogień poszedł znienawidzony przez niego Jerry Krauze. GM Bulls, architekt sześciu tytułów z perspektywy czasu jest oceniany negatywnie. Do tego problemy z przedłużeniem kontraktu Phila Jacksona i umowa Scottiego Pippena zdominowały pierwsze wątki. A sam Krauze był obiektem żartów zawodników. To bezkompromisowy i zakompleksiony mały grubas, który chciał być w centrum wydarzeń. Oprócz prześmiewczej atmosfery otaczała nas aura wszechobecnej gloryfikacji Jordana. Był przypomniany rzut w finałowego meczu NCAA 1982 (i 16 punktów w finale, a James Worthy 28, o czym nie wspomniano) ale nikt nie wspominał, jak wyglądały pozostałe sezony w NCAA:

– 1983 – Elite Eight i porażka z Georgią (26 punktów),
– 1984 – Sweet Sixteen z porażka z Indianą (zaledwie 13 punktów).

A Jordan miał wtedy w składzie m. in. Sama Perkinsa, Brada Daugherty, a w ostatnim sezonie dodatkowo młodego Kenny Smitha. Był także pokazany pierwszy i drugi mecz z serii z Celtics z 1986, ale nikt nie mówił o sweepie 0-3. Last dance reklamowano także stawianiem Jordana w negatywnym świetle, ale nic takiego nie miało miejsca. Były za to ekskluzywne sceny i ujęcia, które robią wrażenie, jak choćby nieistniejący turniej McDonalda.

Pierwszym wątkiem był problem z przedłużeniem kontraktu Phila Jacksona, który nie chciał być w drużynie dowodzonej przez Krauze w okresie przebudowy, która zaraz miała mieć miejsce. Jordan z kolei warunkował dalszy pobyt od decyzji Phila Jacksona. Domek z kart mógł się rozsypać po sezonie 1996/97. Wtedy zainterweniował właściciel Jerry Reinsdorf, a co było dalej wszyscy wiemy – szósty tytuł, ale na tym się skończyło.

W przypadku Pippena, u którego nawet po latach słychać pretensje i żal, w dokumencie było to widać szczególnie po ogłoszeniu przedłużenia kontraktu Jacksona o rok za 5 mln $. Reinsdorf w przypadku umowy Pippena nie interweniował. Skrzydłowy w 1992 podpisał ósmy najwyższy kontrakt w lidze na siedem lat, co z perspektywy czasy było fatalną decyzją, ale nie chciał ryzykować. Wychowany w biednej rodzinie, zagrał ALL-IN, tak jakby zagrał każdy z nas. Kontrakty szły w górę w tempie, którego nikt nie przewidział i z perspektywy czasu jego 18 mln $ za siedem lat jest na poziomie minimalnych zarobków. Pieniądze i ego rozbijają każda drużynę, więc po sezonie Pippen odszedł za wielką kasą w wymianie do Houston (67,2 mln $ za pięć lat, choć ostatecznie większość zapłaciło Portland Trail Blazers). Ale wtedy mieliśmy lokaut i nie tylko w Chicago był problem z wynagrodzeniami via nowa umowa z telewizją.

Dla mnie pierwsze personalne skojarzenie z Jordanem to Pippen, ale ten drugi borykał wtedy z kontuzją i nie zrobił operacji po sezonie 1996/97, tylko czekał na transfer (ewentualnie podwyżkę). Ten się nie wydarzył, choć były możliwości (choćby za Shawna Kempa lub Tracy’ego McGradego – ale o tych ofertach w dokumencie nie wspomniano), w efekcie Jordan pojechał do Paryża na turniej bez swojego Robina.

Pippen miał w swojej karierze epizod w roli lidera, gdy po odejściu Jordana
miał życiowy sezon – zdobywał średnio 22 punkty, 8,7 zbiórki, 5,6 asysty i 2,9 przechwyty, prowadząc Chicago do wyniku 55-27 i przegranej w drugiej rundzie w siedmiu meczach z Knicks. Pippen zajął wtedy trzecie miejsce w wyścigu o MVP za dwójką Hakeem Olajuwon i David Robinson, a w tamtym czasie zarobił 3,075 mln $, czyli mniej niż choćby Sam Bowie i Benoit Benjamin. z kolei w sezonie 1996-97, ze średnimi 20,2 punktów, 6,5 zbiórek i 5,7 asyst i wynikiem Bulls 69-13, zarabiał zaledwie 2,25 miliona $ będąc 128 (!) najlepiej opłacanym graczem ligi i numerem pięć w Chicago, tuż za Lucem Longleyem.

Sam Krauze z perspektywy czasu się broni – pozyskanie Pippena poprzez wymianę z Sonics w noc draftu za Oldena Polynice’a, wybranie w tym samym drafcie z numerem 10 Horace’a Granta plus największy majstersztyk, czyli wymyślenie najpierw w roli asystenta Doug Collinsa, a potem pierwszego trenera Phila Jacksona. Jackson już w drugim sezonie zdobył pierwszy z 11 tytułów (!) mistrzowskich. Do tego wymiana Charlesa Oakleya za środkowego Billa Cartwrighta i Willa Perdue za Dennisa Rodmana. To są pomysły Krauze, bez którego nie byłoby dynastii byków i legendy wiadomo kogo.

Rekordy finałów LeBrona

Lebron James z każdym spotkaniem przesuwa granicę poziomu, na którym może grać koszykarz NBA. W siódmym meczu z Celtics zagrał pełne 48 minut notując 35 punktów, 15 zbiórek i 9 asyst. Osiągnięcie niedostępne dla innych zawodników, ale mówimy przecież o graczu, który ściga legendę Michaela Jordana. Bez Kevina Love, w dwóch ostatnich meczach odwrócił serię z Celtics z 2-3 do 4-3. W mojej ocenie, to osiągnięcie numer dwa w karierze LeBrona Jamesa, oczywiście po odrobieniu 1-3 w finałach 2016.

W pierwszym meczu finału, LeBron James zdobył 51 punktów, 8 zbiórek i 8 asyst. Ostatnim zawodnikiem, który zdobył ponad 50 punktów w finałach był Michael Jordan w meczu numer cztery, serii z Phoenix Suns. Dotychczas rekord LeBrona w finałach wynosił 44 punkty,  w meczu numer jeden, serii z Warriors 2015. Wtedy na parkiecie za partnerów miał Tristana Thompsona, Imana Shumperta, Timofey`a Mozgova i J.R. Smitha + tylko w pierwszym meczu Kyrie Irvinga. Dzisiaj przeciwko czterem All-Starów Warriors (Curry, Thompson, Durant, Green), LeBron gra z Lovem, Thompsonem, Smithem oraz pozyskanymi Georgem Hillem i Jeffem Greenem.

51 punktów w serii finałowej to bardzo dużo. Najlepsi zawodnicy w ostatnich 25 latach nie zbliżali się do takich osiągnięć:

Michael Jordan 55 punktów (1993)
LeBron James 51 (2018)
Allen Iverson 49 (2001)
Shaquille O`Neal 44 (2001)
Dwyane Wade 43 (2006)
Russell Westbrook 43 (2012)
Charles Barkley 42 (1993)
Kyrie Irving 41 (2016)
Kobe Bryant 40 (2009)
Kevin Durant 39 (2017)
Karl Malone 39 (1998)
Stephen Curry 38 (2016)
Paul Pierce 38 (2008)
Klay Thomson 37 (2016)

Zaskakujące, że Kobe Bryant mimo 36 spotkań w finałach zamyka pierwszą dziesiątkę, a także, ze Westbrook ma lepszy rekord od Duranta. W zestawieniu daleko tacy strzelcy jak Curry czy Malone, którzy nie zdobyli nigdy 40 punktów. LeBron zanotował siedem takich spotkań.

Jestem pewien, że LBJ nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, jeśli chodzi o kolejne rekordy. Jeśli (jakimś cudem) Warriors ograniczą jego rzuty, zacznie wykręcać triple-double. W finałach, w ostatnich 25 latach żaden zawodnik nie zrobił tego dwukrotnie. LeBron zanotował dziewięć takich meczów.

 

Zmory Jordana z początku kariery

Michael Jordan swoją karierę w NBA zaczął bardzo mocno – od nominacji do pierwszej piątki meczu gwiazd, tytułu debiutanta roku, trzeciego strzelca ligi i drugiej piątki sezonu. W play-off czekał na sukcesy, trzykrotnie odpadając na początku w pierwszych rundach, a następnie, trzykrotnie odpadając na różnych etapach z Detroit Pistons. Poniżej droga MJ na szczyt, ale mierzona jedynie występami w play-off.

1 sezon 1984-85

  • pierwsza runda 1-3 z Bucks (średnie w serii: Terry Cummings 29,5 pkt, Sidney Moncrief 26,5 pkt.), w sumie średnia z serii – 29,3 punktów/mecz

2 sezon 1985-86

  • pierwsza runda 0-3 z Celtics (średnie w serii: Larry Bird 28,3 pkt., Kevin McHale 28,3 pkt.) i dwa fantastyczne pierwsze mecze – 49 i 63 punkty, w sumie średnia z serii – 43,5 punktów/mecz

3 sezon 1986-87

  • pierwsza runda 0-3 z Celtics (średnie w serii: Larry Bird, 26 pkt., 10 zb., 9 as.), w sumie średnia z serii – 35,7 punktów/mecz

4 sezon 1987-88

  • pierwsza runda 3-2 z Cavaliers, w sumie średnia z serii – 45,2 punktów/mecz
  • druga runda 1-4 z Pistons, w sumie średnia z serii – 27,4 punktów/mecz

5 sezon 1988-89

  • pierwsza runda 3-2 z Cavaliers, w sumie średnia z serii – 39,8 punktów/mecz
  • druga runda 4-2 z Knicks, w sumie średnia z serii – 35,7 punktów/mecz
  • finał konferencji 2-4 z Pistons, w sumie średnia z serii – 29,7 punktów/mecz

6 sezon 1989-90

  • pierwsza runda 3-1 z Bucks (średnie w serii: Alvin Robertson 23.5 pkt., Ricky Pierce 22,3 pkt.), w sumie średnia z serii – 36,8 punktów/mecz
  • druga runda 4-1 z 76ers (średnie w serii: Charles Barkley 23,8 pkt., 17 zb.), w sumie średnia z serii – 43 punktów/mecz
  • finał konferencji 3-4 z Pistons, w sumie średnia z serii – 32,1 punktów/mecz

7 sezon 1990-91

  • pierwsza runda 3-0 z Knicks, w sumie średnia z serii – 29 punktów/mecz
  • druga runda 4-1 z 76ers (średnie w serii: Charles Barkley 25,6 pkt., 10,2 zb.), w sumie średnia z serii – 33,4 punktów/mecz
  • finał konferencji 4-0 z Pistons, w sumie średnia z serii – 29,8 punktów/mecz
  • finał ligi 4-1 z Lakers, w sumie średnia z serii – 31,2 punktów/mecz, 11.4 as.

Celowo w nawiasach ująłem najlepsze statystyki serii dla przeciwników, bo z nich wynika, że Jordan częściej grał z dobrze zbilansowanymi z zespołami (Pistons, Knicks, Cavaliers). Za wyjątkiem: duetu z Bucks z dwóch okresów, Celtics i Larrego Birda (0-6 w play-off!), a także Charles Barkley z 76ers.

Średnie punktowe w trakcie kolejnych sezonów spadały w dól, co na pewno można tłumaczyć rozwojem umiejętności Scottiego Pippena, ale także większym wskaźnikiem asyst. Jordan miał swoje ulubione zespoły: Cavaliers, Knicks i 76ers, ale dopiero za czwartym razem wygrał z Detroit Pistons.

Pistons byli na początku kariery jego głównym rywalem:

sezon 1987-88 druga runda 1-4, w sumie średnia z serii – 27,4 punktów/mecz
sezon 1988-89 finał konferencji 2-4, w sumie średnia z serii – 29,7 punktów/mecz
sezon 1989-90 finał konferencji 3-4, w sumie średnia z serii – 32,1 punktów/mecz
sezon 1990-91 finał konferencji 4-0, w sumie średnia z serii – 29,8 punktów/mecz

a kluczem do ich sukcesów była znakomicie zbilansowana drużyna:

piątka: Isiah Thomas, Adrian Dantley (potem Mark Aguirre), Bill Laimbeer, Joe Dumars, Rick Mahorn (w pierwszych dwóch sezonach)

ławka: Vinnie Johnson,  John Salley, Dennis Rodman, James Edwards (zastąpił w piątce Mahorna)

która w trzech sezonach z rzędu dochodziła w finału NBA, dwukrotnie zwyciężając. Wygrana z nimi seria w 1991 roku, to prawdopodobnie top3 wyczynów Michaela Jordana.