Europa odjechała najlepszym klubom z Hiszpanii, a przed nami najsłabsze #ElClasico od lat #FCBREA

El Clasico tuż za zakrętem – to pierwsze starcie najbardziej utytułowanych klubów bez kibiców i niestety nie z tą magia, co kiedyś. Przede wszystkim forma obu drużyn jest daleka od tej, do której Barcelona i Real Madryt przyzwyczaiły przez lata. Obecne drużyny mają liderów za górką i nie do końca wychodzi im przebudowa. Transfery młodych zawodników okazały się nie trafione (Ousmane Dembele, Rodrygo, Luka Jović) i mimo upływu lat nadal Leo Messi, Gerard Pique, Karim Benzema i Sergio Ramos znaczą w szatni najwięcej, z mocno nierówną formą.

Real i Barcelona przypominają mi schyłek wielkiego Milanu Carlo Ancelottiego, gdzie nie wprowadzono w odpowiednim czasie młodych zawodników i upadek był bolesny. Milanu dzisiaj na wielkiej Europejskiej scenie nie ma, a po odejściu Carlito zespół miał jeszcze chwilowy szczyt w pierwszy sezonie Massimiliano Allegriego (mistrzostwo 2010/11) ale potem przestał się liczyć w grze o Ligę Mistrzów, z której zniknął sześć lat temu. Daleki jestem od wieszczenia końca obu klubów, ale historia pokazuje, że po czasie dominacji kluby później cieniują. Na potwierdzenie tego, kluby z Hiszpanii nie są po raz pierwszy od lat stawiane w gronie faworytów Ligi Mistrzów – Premier League uciekła, mamy wielki Bayern absolutnego faworyta, a także hegemonów w swoich krajach PSG j Juventus. Barcelona i Real nie są w stanie grać w takim rytmie i intensywności jak Bayern, Liverpool, nawet Atalanta, momentami City i PSG. Fizyczność, pressing, skrzydła, wejścia z II linii i „wertykalność” futbolu jest dziś trendem i ten trend odjechał klubom z Hiszpanii. W Realu problemem są spasione koty, w Barcelonie zaskakująco słaba kadra. Przez lata El Clascio to to rywalizacja najlepszych piłkarzy i najlepszych trenerów, ze szczytem przy rywalizacji Pepa Guardioli z Jose Mourinho, a przede wszystkim Leo Messiego z Cristiano Ronaldo. Dzisiaj trudno reklamować to starciem Messiego z Benzema, a na plakaty Ansu Fatiego i Viniciusa jeszcze za wcześnie.

Gdy kilka lat temu Barcelona wystawiała trio Messi, Luis Suarez, Neymar, Real prężył się z Cristiano Ronaldo, Benzema, Angel Di Maria i Gareth Bale. Starcie gigantów. Sprowadzone gwiazdy mundialu Antoine Griezmann i Eden Hazard zupełnie się nie sprawdziły, a po ostatniej porażce z Szachtarem Donieck, Zinedine Zidane gra o posadę. Przegrana na inauguracje Ligi Mistrzów z osłabionym z powodu covid19 rywalem (jedynie 13 zawodników z kadry było zdrowych), z którym do przerwy było 0-3, to wstyd dla (do niedawna) najlepszego klubu w Europie. Do tego Messi także jest jedną nogą poza klubem, gdy w pewnym momencie lata wydawało się, że odejdzie do Manchesteru City. Real jest w tabeli trzeci a Barcelona dziesiąta (i jeden mecz mniej) – to już nie ta sama magia co kiedyś i zapowiada się najsłabsze El Clasico od lat.

Copa America – co zapamiętamy?

Zakończony turniej Copa America okazał się porażką. Skandaliczne sędziowanie – o tym mówi się najwięcej. Nie o golach, nowych twarzach czy wielkich pojedynkach. W półfinale Argentyna została skrzywdzona przez sędziego, który nie skorzystał z systemu VAR w dwóch sytuacjach, które bez mogły wpłynąć na końcowy wynik. W meczu o trzecie miejsce, gdy Leo Messi sprowokował Gary Medela lekkim pchnięciem, Medel doskoczył do Messiego chcąc wymierzać sprawiedliwość. W efekcie jeden i drugi zawodnik otrzymał czerwone kartki, choć Argentyńczyk głównie się bronił. Do tego należy dodać nieuznanie trzech bramek Urugwaju w ćwierćfinale z Chile. Chaos.

foto_0000000120190706212157

Turniej Copa America potrzebuje zmian. Dwadzieścia lat temu był to równorzędny rywal Mistrzostw Europy, potem przy rozwoju Ligi Mistrzów, praw telewizyjnych i pojawieniu się olbrzymich pieniędzy, dystans się powiększał. Dzisiaj jest największy w dziejach, turniej interesuje coraz mniejszą liczbę osób i powodem nie jest tylko pora rozgrywania spotkań. Ta jest fatalna, a przecież można szlagier pokazać o godzinie 22.00, jak to było z finałem. Zmiana cyklu turniejowego powoduje, że nie wiemy kiedy rozegrana będzie kolejna edycja:

do 2001 rozgrywana co dwa lata nieparzyste,
dwie edycje co trzy lata (2004, 2007),
dwie edycje co cztery lata (2011, 2015),
po roku (2016),
po trzech latach (2019),
po roku (2020).

W kolejnych edycjach maja być to lata Mistrzostw Europy, ale zobaczymy jak długo.

I wreszcie, zapraszanie słabych drużyn z innych kontynentów oznacza obniżenie poziomu (Japonia i Katar bez zwycięstwa w turnieju), podobnie jak fakt, że każdy awansuje do ćwierćfinału. No prawie każdy, bo jedynie najsłabsze zespoły trzech grup i najsłabsza względem bilansu z trzeciego miejsca nie grają dalej. 8 z 12 tak wygląda wskaźnik uczestników rundy pucharowej do wszystkich uczestników turnieju, a przecież na mistrzostwach starego kontynentu także narzekamy, że każdy awansuje, a mamy wskaźnik 16 z 24. W finale spotkał się gospodarz i faworyt Brazylia oraz Peru, absolutna sensacja turnieju. Finaliści spotkali się ze sobą w rozgrywkach grupowych – Brazylia zwyciężyła 5-0 , co od razu obniżyło rangę finału. Szkoda, że drabinka tak się ułożyła, że największy możliwy hit zobaczyliśmy w półfinale (2-0 z Argentyną), a najlepsze drużyny z drugiej części drabinki, czyli Urugwaj i Kolumbia odpadły po rzutach karnych w ćwierćfinale. Na turniejach mistrzowskich najbardziej porywają nas mecze faworytów i największe indywidualności. Wszystkich zaskoczyła np. wygrana Meksyku z Niemcami na ostatnim mundialu, ale mecz 1/8 Meksyku z Brazylią interesował głównie koneserów. Wyobraźmy sobie, gdyby w tym meczu zagrali Brazylijczycy z Niemcami. Rewanż za 7-1 z poprzedniego mundialu, to potencjalny hit całej drabinki pucharowej. Hitu jednak nie było, podobnie jak we wczorajszym finale Copa America. Mieliśmy rewanż za 5-0 kilka dni wcześniej.

Brazylia z Argentyną Leo Messiego to najlepsze możliwe zestawienie dla turnieju. Względnie Urugwaj – mocna drużyna na czele z Edisonem Cavanim, Lusiem Suarezem. Dalej Chille, z Alexisem Sanchezem, Arturo Vidalem, dwukrotny obrońca tytułu. Niestety w finale otrzymaliśmy rewanżowy pojedynek z Peru, które największą gwiazdę ma w osobie Paolo Guerrero. Problem z tym, że szczyt jego kariery miał miejsce 13 lat temu w Bayernie Monachium. Największe gwiazdy Copa America się starzeją. Wszyscy wyżej wymienieni mają ponad 30 lat, a przecież ponad 30 lat mają jeszcze Sergio Aguero, Ángel Di María czy Falcao.

Brazylia od początku turnieju grała najlepiej – w fazie grupowej zdobyli 7 punktów i z bilansem 8-0 wygrali grupę. Karne z Paragwajem, wygrana 2-0 z Argentyną i finał. Do finału mieli pięć meczów bez straconej bramki, dzięki rewelacyjnej obronie i postawie (być może) najlepszego bramkarza świata Alissona Beckera. Problemem jest wiek defensywy: Dani Alves, (36 lat), Thiago Silva, (34 lata) i Fernandinho (34 lat), ale im wyżej, tym.. młodziej. Czwórka Philippe Coutinho, Everton, Roberto Firmino i Gabriel Jesus zdominowała turniej, nie było widać, że nie ma z nimi kontuzjowanego Neymara. Za nimi wystąpili grający na co dzień w Barcelonie Arthur i Realu Madryt Casemiro, pokazują jak bardzo Brazylia potencjałem odskoczyła od przeciwników, którzy przestali „produkować” gwiazdy.

W decydującym meczu rozpoczął strzelanie po podaniu Gabriela Jesusa najlepszy zawodnik meczu Everton grający na co dzień w Grêmio Porto Alegre, na którego parol zagięli Manchester United i Manchester City. Gdy kolejne bramki były kwestią czasu, wyrównał.. Paulo Gerrero i zakończył rekordową passę Alissona Beckera. Kilka minut później jeszcze przed przerwą gola strzelił Gabriel Jesus, który później wyleciał z boiska za druga żółtą kartkę. W końcówce po rajdzie Evertona Brazylia wywalczyła kontrowersyjny rzut karny, którego na gola zamienił Richarlison i ustalił rezultat na 3-1. W przyszłym roku kolejne mistrzostwa, być może bez Leo Messiego, który skrytykował poziom sędziowania półfinału i meczu o trzecie miejsce. Jeśli tak się stanie, Copa America może dołączyć do mistrzostw innych kontynentów, które interesują garstkę ludzi. Dlatego żadna z telewizji w Polsce nie zakupiła praw do Gold Cup oraz Pucharu Narodów Afryki.

Srebrne pokolenie zaczyna turniej

Każda impreza piłkarska zaczyna się od szlagieru, wtedy wzrasta zainteresowanie, a jeśli przy okazji szlagier okaże się perełką, impreza nabiera tempa i mówią o niej wszyscy. Podczas ostatniego mundialu takim meczem było spotkanie Portugalii z Hiszpanią zakończone wynikiem 3-3 (TUTAJ). Mecz numer cztery jeśli przyjmiemy porządek chronologiczny, sprawił, ze turniej nabrał tempa. Nikogo nie interesowały wcześniejsze zwycięstwa Rosji z Arabią Saudyjską 5-0, Urugwaju z Egiptem 1-0 czy Iranu z Maroko 1-0, liczyły się dramaturgia i

Dzisiaj turniej Copa America zaczynają reprezentacje Argentyny z Kolumbia, czyli dwóch faworytów rozpoczętego wczoraj turnieju. Przy okazji Argentyny pojawia się nazwisko Leo Messiego i jak zawsze, cały piłkarski ślad będzie sprawdzać drogę Argentyny do pierwszego od 1993 (!) mistrzostwa kontynentu. Co ciekawe, w poprzednich pięciu edycjach Argentyna czterokrotnie przegrywała w finale, w tym trzykrotnie po rzutach karnych. Ale o przegranych się nie pamięta.

Tym bardziej, że zwycięstwo Portugalii w Lidze Narodów (TUTAJ), to kolejny argument dla zwolenników talentu Cristiano Ronaldo w dyskusji, który z nadludzi jest lepszy. Leo Messi nic nie wygrał z reprezentacja – głoszą nie tylko zwolennicy piłkarza Juventusu, ale także Brazylijczycy (Pele, Ronaldo) czy nawet rodacy, wspominając boskiego Diego Maradonę. Messi musi wygrać, takie z kolei zdanie słyszymy przed każdymi rozgrywkami od ligowych po reprezentacyjne, bo wygrywać powinni najlepsi. Dzisiaj Messiemu mają ponownie pomóc m.in. Sergio Agüero i Ángel Di María, czyli niespełnione pokolenie. Bo Argentyna mimo wielkich zawodników nie wygrywa wielkich turniejów, dlatego zamiast niespełnionego można nazwać ich srebrnym pokoleniem.

Rozpoczęte mistrzostwa Ameryki Południowej to topowa impreza, choć przez nas głownie z uwagi na porę spotkań traktowana jako impreza drugiej kategorii. Niezasłużenie, bo oprócz dzisiejszych faworytów turnieju zobaczymy m.in. Brazylię, Urugwaj czy obrońców trofeum – triumfatorów z 2015 i 2016 reprezentacje Chile. Stawkę 10 drużyn uzupełniają Japonia i Katar, co nie powinno dziwić, bo w futbolu wygrywają pieniądze. W poprzednich edycjach najczęstszymi gośćmi były reprezentacje Meksyku (10x), Kostaryka (5x) i USA (4x), a w przyszłym roku władze CONMEBOL zaprosili Australię i USA.

Leo Messi na zapętleniu

Po dobie od zakończenia meczu Barcelona – Liverpool, nie milkną komentarze odnośnie meczu. Barcelona ostatecznie zdeklasowała rywali 3-0, którzy zagrali bardzo dobry mecz, ale nieskuteczny. Tematem numer jeden jest oczywiście Messi, zwłaszcza jego drugi gol z rzutu wolnego każdy kibic piłki nożnej widział na zapętleniu dziesięć razy. Deklasacja to odpowiednie określenie na porażkę Liverpoolu, stawianego przed pojedynkiem jako underdoga, choć glosy ekspertów były podzielone. Nie mieliśmy ‚Rock and rolla’, bo finalista ostatnich rozgrywek i być może przyszły mistrz Anglii nie potrafił powstrzymać Leo Messiego. Już przed meczem reklamowano starcie jako pojedynek najlepszego zawodnika Ligi Mistrzów z najlepszym obrońcą Premier League Virgilem van Dijkiem, a przecież kilka tygodni temu miał to być pojedynek rywali z reklamy Peppsi Max – Messiego i Mo Salaha. Im bliżej do meczu, tym bardziej zmieniała się narracja, który zawodnik czy pojedynek będzie decydujący. Ostatecznie Messi pogrzebał Liverpool, a dziennikarze zapomnieli o peanach dla Jurgena Kloppa, bo zaczęli wypominać mu brak trofeów. Znamienne jak percepcja dziennikarza, eksperta i  kibica się zmienia – jedna akcja lub jeden mecz może zmienić optykę o 180 stopni.

12974852-6984855-Liverpool_keeper_Allison_was_left_helpless_as_Messi_scored_his_6-a-5_1556806449028.jpgPodobnie wygląda rywalizacja nadludzi – Messiego z Cristiano Ronaldo. W ostatnich latach, głownie za sprawą Ligi Mistrzów triumfował w wyścigu CR7, nieco przykrywając fakt, że Argentyńczyk zwyciężył w 8 z 11 ostatnich mistrzów La Liga. Dla kibiców liczy się przede wszystkim Liga Mistrzów, dlatego regularne odpadnięcia Barcelony w ćwierćfinale wykorzystywał Portugalczyk, dorzucając po drodze triumf w Mistrzostwach Europy. Mistrzostwach wygranych, jednak po latach trudno przypomnieć sobie jakiś wybitny mecz Portugalczyka – od biedy mógłby być nim spotkanie z Węgrami (!) zremisowane 3-3 i jego dwie bramki. Jednak po finale, maszyna marketingowa ruszyła na dobre, a Cristiano Ronaldo najlepszy występ zanotował w finale… pełniąc od 25 minuty role (nie)grającego trenera.

Dzisiaj liczy się tu i teraz, Argentyńczyk przejął miano najlepszego piłkarza świata – prowadzi w klasyfikacjach strzelców (La Liga i Liga Mistrzów) i asyst (La Liga, w Lidze Mistrzów jest ósmy), wygrywa La Ligę, za chwile Puchar Hiszpanii i być może Ligę Mistrzów. Jest na ustach całego świata. Do niedawna piąty piłkarz na świecie wrócił na tron, przypomnę klasyfikacje za 2018:

Luka Modrić
Cristiano Ronaldo
Mohamed Salah
Kylian Mbappé
Leo Messi.

Dzisiaj prawdopodobnie mamy trojkę Messi, Cristiano Ronaldo i Mbappé, ale wtedy sugerowano się (podobno) wynikami na mundialu. Przypomnę, miejsca na turnieju wymienionej piątki:

finał
1/8 finału
runda grupowa
zwycięstwo
1/8 finału

Zatem, czy na pewno wyniki były kryterium? Pamiętam, że po ostatecznych wynikach plebiscytu, eksperci doprecyzowywali ocenę zawodników na mistrzostwach. Czyli idąc tym samym kryterium – jeśli w lecie b.r. odbywałaby się kolejna impreza rangi światowej, to także byłaby nadrzędna w stosunku do całego sezonu ligowego? Niestety tak – piękne bramki w lidze mistrzów i ew. w niej triumf byłby niżej oceniony. Przypomnę tutaj to, co wyprawiał rok temu Cristiano Ronaldo:

rozgrywki grupowe, 9 goli
1/8 z PSG, 3 bramki w dwumeczu
1/4 z Juventusem, 3 bramki, w tym ostatnia w doliczonym czasie gry (98 minuta) dająca bezpośredni awans
1/2 i finał, brak bramek

Ostatecznie zdobył w całej edycji 15 bramek i tytuł najlepszego zawodnika, co okazało się mniej istotne niż niespodziewane wicemistrzostwo świata Chorwacji. Do dziś ostateczna piątka za 2018, to jedno z największych zaskoczeń w wielkiej piłce, bo o zwycięstwie nie decydowało zwycięstwo w finale (Mbappe, Grizmann, Varane), La Liga (Messi), Premier League (Salah) tylko wielka niespodzianka, do której doklejano Modrićowi sukces w Lidze Mistrzów (trudno nazywać Real drużyną Luki, w przeciwieństwie do CR7 czy Sergio Ramosa). Jestem fanem talentu Chorwata, przez lata wymieniałem go jako piłkarz najbardziej pasujący do Barcelony, jednak co nadludzie to.. nadludzie.

Po losowaniu ćwierćfinałów mieliśmy mieć w finale gwiezdne wojny z Cristiano Ronaldo i Leo Messim w roli głównej. Krążyły nawet teorie, że losowanie było ustawione, aby najbardziej dokręcić wielką maszynę z kasą. Oczywiście, były tez inne możliwości wielkich finałów:

Pep Guardiola vs FC Barcelona
Real Madryt vs Liverpool
Manchester City vs Liverpool
Manchester City vs Manchester United

ale żaden nie elektryzował, jak pojedynek nadludzi. Być może ostatni w ich wielkiej formie, bo dotychczas odbyło się pięć, ale tylko ten z 2009 zapamiętamy szczególnie:

2008.04.23 FC Barcelona – Manchester United 0-0
2008.04.29 Manchester United – FC Barcelona 1-0; Scholes
2009.05.27 FC Barcelona – Manchester United 2-0; Eto’o, Messi
2011.04.27 Real Madryt – FC Barcelona 0-2; Messi 2
2011.05.03 FC Barcelona – Real Madryt 1-1; Pedro – Marcelo

Cristiano Ronaldo starał się o triumf w tej edycji wyjątkowo, był jedynym strzelającym bramki w fazie pucharowej zawodnikiem Juventusu (hat-trick w rewanżu z Atletico, w którym odrobili dwubramkową stratę w pierwszym meczu i po jednej bramce w ćwierćfinałach) ale to było za mało na Ajax. O dziwo po pierwszych półfinałach, tylko Ajax może zatrzymać Barcelonę. Oczywiście, przed nami rewanże, ale na dzisiaj trudno wyobrazić sobie, aby nie awansowali do finału pogromcy Realu Madryt i Juventusu oraz FC Barcelona. Leo Messi lubi grac z Ajaxem (zresztą, z która drużyną nie lubi):

2013.09.13 dom, 3 bramki
2014.10.21 dom, 1 bramka i 1 asysta
2014.11.05 wyjazd, 2 bramki

I wielce prawdopodobne, że znowu będziemy oglądać jego bramki na zapętleniu. A na koniec roku, po raz 11 w ostatnich 12 latach zwycięży jeden z nadludzi.

El Clásico nr 177

Jutrzejsze El Clásico będzie wyjątkowe. Zawsze jest, bo spotykają się najlepsze drużyny świata z najlepszymi zawodnikami, zwycięscy pięciu ostatnich edycji ligi mistrzów:

2014 Real Madryt
2015 FC Barcelona
2016 Real Madryt
2017 Real Madryt
2018 Real Madryt

Wylatkowo jednak nie będzie to pojedynek Leo Messiego z Cristiano Ronaldo. Przez lata, kiedy spotykali się naprzeciw sobie najwybitniejsi piłkarze naszych czasów, miałem wrażenie, ze był to pojedynek w pierwszej kolejności tych piłkarzy, a dopiero potem największych klubów świata. Piłkarze, symbole stali się ważniejsi od klubów. Coś, co nie powinno się nigdy wydarzyć, rosło na naszych oczach własnie w takich meczach. Bardzo dużo traci jutrzejsze widowisko, bo z całym szacunkiem dla Luisa Suareza czy Karima Benzemy, to jednak nie są piłkarze tego kalibru. Ale nikt nie jest, co prawda są na świecie nowe gwiazdki, które chciałyby zastąpić albo stracić z tronu te dwójkę (TUTAJ). Po raz ostatni, El Clásico bez Messiego i Ronaldo rozegrano 23 grudnia 2007, a zespoły wystąpiły w poniższych składach:

Barcelona: Victor Valdes – Carles Puyol, Rafael Marquez, Gabriel Milito, Eric Abidal – Yaya Toure, Deco, Xavi – Ronaldinho, Samuel Eto’o i Andres Iniesta

Real: Iker Casillas – Sergio Ramos, Pepe, Fabio Cannavaro, Gabriel Heinze – Wesley Sneijder, Mahamadou Diarra, Julio Baptista – Raul, Robinho, Ruud van Nistelrooy

El Clásico wiele traci na braku największych, ale świat wielkiej piłki nie znosi pustki, skoro cały świat będzie spoglądał jutro na Camp Nou będziemy mieli nowych bohaterów – tych, których znamy (wspomniani Luis Suarez i Benzema) lub nowe postacie (Arthur, Coutinho). Mecz pełen podtekstów, rewanżów za poprzednie pojedynki ma jednak drugi bardzo ważny aspekt – trenerski. Trenerzy Ernesto Valverde i Julen Lopetegui nie maja łatwo, trener Barcelony po ostatnim zwycięstwach z Sevilla i Interem trochę odetchnął, znowu jest liderem La Liga:

1. FC Barcelona 18 pkt.
2. Espanyol 17
3. Deportivo Alaves 17
4. Sevilla 16
5. Atletico Madryt 16
6. Real Valladolid 15
7. Real Madryt 14

z kolei posada trenera Realu wisi na włosku. Prasa bezkompromisowo wskazuje kolejnych trenerów jako następców Lopetegui (Antonio Conte, Santiago Solari, Arsene Wenger, Mauricio Pochettino, Jose Mourinho, Guti, Joachim Low) i ma się to odbyć w poniedziałek. W przypadku zwycięstwa, egzekucja zostanie odłożona do kolejnej wpadki. Trenerzy dotychczas spotkali się w sezonie 2014/15 w lidze mistrzów, wówczas górą był trener Realu, a wtedy FC Porto zwyciężając dwukrotnie Athletic Bilbao.