Bogactwo kadry Canarinhos

Zakończony właśnie towarzyski mecz Brazylii z Chorwacją potwierdził, że pięciokrotni mistrzowie świata będą w ścisłym gronie 2-3 faworytów do zwycięstwa mundialu.

Zaczęło się tak:

Alisson – Danilo, João Miranda, Thiago Silva, Marcelo – Willian, Casemiro, Fernandinho,  Paulinho, Philippe Coutinho – Gabriel Jesus

Albo inaczej:

Roma – Manchester City, Inter Mediolan, PSG, Real Madryt – Chelsea, Real Madryt, Manchester City, Barcelona, Barcelona – Manchester City

Imponująca jedenastka zważywszy na to, że nie ma w niej najlepszego brazylijskiego piłkarza Neymara. Na początku marca pisałem (TUTAJ):

w meczu ligowym z Olympique Marsylia, Neymar zszedł z boiska z kontuzjowanym stawem skokowym. Dziś wiemy, że Neymar nie zagra do końca sezonu

To ciekawe, bo Neymar dzisiaj wszedł po przerwie i w 69 minucie otworzył wynik. Do tego momentu, dobrze zorganizowana obrona Chorwacji skutecznie ograniczała grę skrzydłami Marcelo i Williana. Szejkowie z PSG nie lubią tego, podobnie jak kibice PSG. Brazylijczyk ścigający rekordy najlepszych w reprezentacji:

Pele 77 bramek
Ronaldo 64
Romario 56
Neymar 53

musi poprowadzić rodaków do sukcesu w reprezentacji. Przestańmy proszę nazywać złoto olimpijskie 2016 sukcesem, gdyż jest to najdziwniejszy twór FIFA. Grają w nim zawodnicy, którzy nie skończyli 23 lat plus trzech bez limitu wiekowego. Z europy występują tylko cztery drużyny, ale z uwagi na sito eliminacyjne, nie ma powtarzalności uczestnictwa:

2016 Dania, Niemcy, Portugalia, Szwecja
2012 Wielka Brytania, Hiszpania, Szwajcaria, Białoruś
2008 Serbia, Holandia, Belgia, Włochy

Zatem – dziwny limit, dziwne prawo do trzech jokerów oraz brak czołowych reprezentacji. Poza olimpiadą, Neymar zwyciężył jedynie w pucharze konfederacji 2013. W najważniejszych turniejach zawodził:

Mistrzostwa Świata

2014 – czwarte miejsce, 11 turnieju; 4 bramki w turnieju

Copa America

2016 nie zagrał, Brazylia nie wyszła z grupy
2015 czerwona kartka w drugim meczu, skutkująca dyskwalifikacją; ćwierćfinał; 1 bramka
2011 ćwierćfinał; 2 bramki

Kadra Canarinhos to nie tylko Neymar i wspomniani piłkarze. Drugim zawodnikiem, który nie mieści się w jedenastce jest Roberto Firmino, jedno z odkryć tego sezonu i top3 zawodnik Liverpoolu w tym sezonie. 15 bramek i 7 asyst w Premier League oraz 11 bramek w lidze mistrzów nie wystarcza do wyjściowego składu (!). Dzisiaj, podobnie jak Neymar, wszedł w drugiej połowie i strzelił bramkę. Selekcjoner Tite ma dylemat w każdej formacji i trudno np. ocenić, która z formacji jest najsilniejsza. Co może być zaskakujące, wydaje się nią obsada bramki z Alisonem, który fenomenalnie bronił w Romie i czeka na transfer do topowej drużyny – Real Madryt, Liverpool lub PSG (jeśli nie uda się zakontraktować Gigi Buffona). Transfer na pewno będzie rekordowy, który pobije rekord wydanej kwoty na bramkarza, którą ustanowił jego zmiennik Ederson (z Benfici do Manchesteru City za 40 mln €.

Brazylia przez eliminacje przeszła jak burza:

1. Brazylia 41
2. Urugwaj 31
3. Argentyna 28
4. Kolumbia 27

być może dlatego, że oprócz najbardziej utalentowanej kadry od 10 lat, ich selekcjoner Tite to trener pełną gęba. Sukcesy osiągał co prawda jedynie w kraju, ale ten z Corinthians z 2012 jest imponujący. Przełamał on supremację klubów z europy, który zwyciężyły w 11 z ostatnich 12 edycji klubowych mistrzostw świata. Pokonana w finale Chelsea przywiozła do Yokohamy pierwszy skład na czele z Cechem, Lampardem, Torresem, Matą czy Hazardem. Tite nawet z perspektywy lat miał skład przeciętny, a najbardziej znanymi zawodnikami Corinthians byli Paolo Guerrero (dwa sezony w Bayernie Monachium) oraz Paulinhio, czołowy zawodnika obecnej reprezentacji.

Pogromy na MŚ/ME w XXI wieku

Przed losowaniem mistrzostwa świata, wszystkim wychodzi życzeniowość. Chcielibyśmy potencjalnie jak najsłabszych rywali, aby jak najdalej zajść, nie wierząc zbytnio w swoje siły. W XXI wieku na mistrzostwach świata i europy, poza drużynami z topu (Portugalia, Niemcy x3, Chorwacja) graliśmy w grupie z:

USA, Koreą Południową, Ekwadorem, Kostaryką, Austrią, Czechami, Rosją, Grecją, Ukrainą i Irlandią Północną. Wynik?

  • Z topem 1 punkt w 5 meczach = 0,2 punktu / mecz
  • z pozostałymi 15 punktów w 10 meczach = 1,5 punktu / mecz

Jak widać, średnia 1,5 punktu, nie gwarantuje awansu z grupy, a jeśli dodamy do tego drużynę z topu, maksymalnie możemy powalczyć o trzecie miejsce.

Oczywiście zawsze można powiedzieć, że to historia i mamy najlepszą drużynę w XXI wieku. Jasne! dlatego wywalczmy punkty i awans z grupy na boisku, bo licząc tylko na trafienie ogórków, daleko nie zajedziemy. Ekwador, Korea Południowa, Czechy były do ogrania, a te mecze przegraliśmy.

W XXI w. na mistrzostwach świata (9 imprez), mieliśmy tylko 17 meczów z różnicą powyżej 3 bramek (kursywą oznaczyłem mecze w fazie pucharowej):

2016 Belgia – Węgry 4-0
2014 Chorwacja – Kamerun 4-0, Holandia – Hiszpania 5-1, Niemcy – Portugalia 4-0, Niemcy – Brazylia 7-1
2012 Hiszpania – Irlandia 4-0, Hiszpania – Włochy 4-0
2010 Niemcy – Australia 4-0, Portugalia – Korea Północna 7-0, Niemcy – Argentyna 4-0
2008 brak
2006 Argentyna – Serbia i Czarnogóra 6-0, Hiszpania – Ukraina 4-0, Ukraina – Arabia Saudyjska 4-0
2004 brak
2002 Brazylia – Chiny 4-0, Portugalia – Polska 4-0, Niemcy – Arabia- Saudyjska 8-0
2000 Holandia – Jugosławia 6-1

Jak widać, 12 na 17 razy mieliśmy do czynienia z pogromami w fazie grupowej, ale zdarzają się takowe w fazie pucharowej, w tym półfinale (2014) czy finale (2012). Pięciokrotnie wygrywali w ten sposób Niemcy, których tym razem nie trafimy w grupie, natomiast w gronie pokonanych oprócz ogórków, mamy Włochy, Argentynę, Brazylię czy Hiszpanię.

Zatem życzeniowe trafienie w grupie Peru czy Kolumbii, może być strzałem w stopę, patrząc przez pryzmat Ekwadoru z 2006. Być może lepiej wylosować sprawdzonych w boju Szwajcarów czy Anglię.

o Arturze Borucu będę synowi opowiadać

W piątek, ostatni mecz w reprezentacji Polski rozegrał Artur Boruc. I na reprezentacji się skupię, bo Boruc to piłkarz w kadrze absolutnie wybitny. W kilku ostatnich dniach o Borucu napisali wszyscy, wszystko. Ja mogę napisać tylko, czym występy reprezentacyjne były dla mnie.

Należę do pokolenia, którego ojcowie mieli przyjemność i szczęście oklaskiwać Włodzimierza Lubańskiego, Grzegorza Latę, Kazimierza Deynę czy Zbigniewa Bońka. Ja zaczynałem od kadry z Romanem Koseckim i Janem Furtokiem (pamiętny mecz z Polska – Anglia 1993 na czarno-białym telewizorze i wyrównanie pod koniec meczu Iana Wrighta), wielokrotnie przegranej, przez 16 lat marząc o nawiązaniu do sukcesów, które oglądali nasi ojcowie. Pamiętam jak pojawił się Jerzy Engel, dla mnie wtedy odpowiedni człowiek w odpowiednim miejscu, ale była to dla mnie tylko iskierka, w dodatku bardzo pompowana (pamiętne: „jedziemy po złoto”), która szybko zgasła.

Artur Boruc debiutował w kadrze Pawła Janasa w 2004; do bramki na stałe trafił wskutek najpierw kontuzji i następnie utraty miejsca w składzie Liverpoolu Jerzego Dudka, a następnie po kontrowersyjnych powołaniach (ogłoszonych w stacji Polsat na żywo) stał się numerem jeden.

Wreszcie 2006 rok – mundial w Niemczech, sporo mniejsze oczekiwania wobec kadry niż w 2002 i nieco mniejsze rozczarowanie turniejem, dla mnie było zasługują jednego człowieka. To oczywiście bardzo krzywdzące porównanie, ale to, co wyprawiał w bramce (np. Niemcy strzelili jedyną bramkę dopiero w doliczonym czasie gry) i wielka charyzma sprawiła, że jako kibic pokochałem Boruca po raz pierwszy. Ostateczne wyniki znamy wszyscy, jestem pewien, że bez Artura, stracilibyśmy nie cztery, a co najmniej siedem bramek w trzech meczach. Czyli tyle, co straciła cztery lata wcześniej drużyna Engela.

Pierwszym bramkarzem nie został długo, w kolejnych eliminacjach, pod wodzą Leo Beenhakkera bronili na zmianę Dudek i Wojciech Kowalewski. Tym razem kontuzja tego drugiego sprawiła, że Boruc awansował z kadrą do Mistrzostw Europy 2008 w Austrii i Szwajcarii jako „jedynka”. Tam znowu trzy mecze i znowu stracone cztery bramki. Dla mnie osobiście, występ na tamtym turnieju był najlepszym występem na dużej imprezie polskiego piłkarza w XXI wieku. Arturem zachwycali się wszyscy, bronił fenomenalnie akcje sam na sam, a do historii piłki przeszło określenie Jana Tomaszewskiego:

Reprezentacja Polski to Artur Boruc i 10 koszulek

Turniej w Austrii to absolutny szczyt „Króla Artura”. Po nim, mimo pozostaniu na stanowisku Beenhakkera, szybko na własne życzenie wypadł z kadry. Lata 2008-2010 to najgorszy okres Boruca w kadrze, kreowanego na lidera reprezentacji – najpierw na skutek „afery Lwowskiej”, a następnie kiksów w meczu z Irlandią, sprawiły, że nigdy nie wrócił do kadry z rolą pierwszego bramkarza.

Z Franciszkiem Smudą się nie dogadywał, czego szczytem było wykorzystanie picia wina (dość błahy powód, zwłaszcza, że zawieszony Michał Żewłakow potem do kadry wrócił) w samolocie powrotnym z Tournee, z USA i wyrzucenie z drużyny. Gdy w wywiadach nazywał Smudę „Dyzmą”, widomym było, że u tego selekcjonera nie zagra. Euro 2012 ominęło naszego bohatera i chyba dobrze, bo w mojej ocenie to był najsłabszy występ naszych piłkarzy na turniejach XXI wieku, szczególnie biorąc pod uwagę, że zagrali u siebie.

Kolejny selekcjoner, Waldemar Fornalik w eliminacjach mistrzostw świata 2014 postawił na Artura Boruca, jednak tamte eliminacje zapamiętamy jako bezbarwne i przegrane.

Adam Nawałka był piątym selekcjonerem, u którego zagrał Artur Boruc. Grał głównie w meczach towarzyskich, co akurat mnie bardzo cieszyło, bo pozwoliło mi zobaczyć Artura z bliska. Kadra Nawałki grała we Wrocławiu pięciokrotnie, za każdym razem w bramce z Borucem. Z tych meczów, zapamiętałem przede wszystkim wielkie brawa i skandowanie „Artur Boruc”. Kibice go kochają, bo zawsze występował z wielkim zaangażowaniem i oddaniem. Być może nawet wielbią, z uwagi na ludzką twarz i wiele zakrętów, także tych reprezentacyjnych. Był jednym z nas.

W piątek zakończyła się kariera reprezentacyjna, jednego z najwybitniejszych bramkarzy w historii, na pewno najlepszego za moich czasów. „Króla Artura” który przed pojawieniem się Roberta Lewandowskiego, był jedynym klasowym piłkarzem w europie, ratując nam tyłek na wielkich imprezach. Artura Boruca oklaskiwałem na żywo, i w piątek, we Wrocławskim The Winners Pub, w 44 minucie wszyscy wstaliśmy i biliśmy brawo, dziękując za wszystko. I właśnie o tym będę opowiadać synowi, przeglądając zdjęcia z reprezentacji.