O najlepszym piłkarzu „naszej grupy”

Dla przypomnienia, na najbliższym mundialu w grupie H zagrają (wg koszyków): Polska, Kolumbia, Senegal, Japonia. Polscy kibice po wylosowaniu takiej grupy hucznie otwierali szampana, świętując awans przed rozpoczęciem mundialu. Im więcej czasu upływało, tym trudniejsza wydawała się ta grupa (TUTAJ). Zakończenie sezonu w klubowej piłce sprawia, że możemy poszukać największej gwiazdy „naszej grupy”.

Kandydatów jest czterech:

Radamel Falcao (Kolumbia, AS Monaco)
James Rodríguez (Kolumbia, Bayern Monachium)
Robert Lewandowski (Polska, Bayern Monachium)
Sadio Mane (Senegal, FC Liverpool)

Oczywiście, kibice w kapciach nie mają tutaj wątpliwości. Wygrywa „nasz Robert”, „najlepszy napastnik świata” itp. Ostatni sezon nie był jednak najlepszy dla Roberta Lewandowskiego, a zadecydowała o tym przede wszystkich zmiana managera piłkarza (Cezarego Kucharskiego zastąpił Pini Zahavi) oraz brak stempli w decydujących meczach (TUTAJ).

W ligach krajowych wskazani zawodnicy brylowali. Robert Lewandowski ponownie został królem strzelców:

Radamel Falcao – 18 bramek, 4 asysty
James Rodríguez – 7 bramek, 11 asyst
Robert Lewandowski – 29 bramek, 2 asysty
Sadio Mane – 10 bramek, 7 asyst

jednak największych piłkarzy ocenia się po największych meczach i po stemplach, dlatego też jednym meczem byt w Realu zapewnił sobie Karim Benzema (TUTAJ). I im dalej byliśmy w tej edycji ligi mistrzów, klasyfikacja w/w piłkarzy się zmieniała. Ostateczny ich bilans wygląda następująco:

Radamel Falcao:
– faza grupowa: 3 bramki
James Rodríguez:
– faza grupowa: 1 asysta
– 1/8 finału:
– 1/4 finału:
– 1/2 finału: 1 bramka i 1 asysta
Robert Lewandowski:
– faza grupowa: 3 bramki, 1 asysta
– 1/8 finału: 2 bramki, 1 asysta
– 1/4 finału:
– 1/2 finału:
Sadio Mane:
– faza grupowa: 3 bramki, 1 asystta
– 1/8 finału: 3 bramki
– 1/4 finału: 1 bramka
– 1/2 finału: 2 bramki
– finał: 1 bramka

To, w jaki sposób pod koniec sezonu grał Sadio Mane sprawia, że jest dla mnie kandydatem na najlepszego piłkarza (naszej) grupy „H”. Siła, szybkość i forma z końca sezonu sprawia, że już w pierwszym meczu zweryfikujemy, czy najlepszy będzie „nasz Robert”, czy może nazywany przez rówieśników, gdy był dzieckiem Ronaldinho, czyli Sadio Mane.

Po finale LM

Za nami najdziwniejszy finał w historii, w którym po raz trzeci z rzędu, a jednocześnie czwarty w pięciu ostatnich edycjach, zwyciężył Real Madryt. Zwyciężył zasłużenie, jednak nie po golach swoich liderów Tony Kroosa, Luki Modricia czy Cristiano Ronaldo, ale wyszydzanego Karima Benzemy i pierwszego do oddania, Gareth Bale`a.

Zaczęło się planowo – od ataków Liverpoolu, który po drodze do finału pokonał m.in. Manchester City oraz Romę (która wyeliminowała wcześniej Atletico Madryt i FC Barcelonę). Dla przypomnienia, Real miał trudniejszą drabinkę eliminując kolejno PSG, Juventus Turyn i Bayern Monachium. Pierwszą dziwną sytuacją, było zagranie niczym z MMA Sergio Ramosa, który przy upadku trzymał Mohameda Salaha pod pachą i spowodował uraz barku. Salah, najlepszy piłkarz Premier League i pierwszy na liście transferowej Florentino Pereza (sorry Robert Lewandowski) musiał zejść po 30 minutach gry. Chwile potem boisko opuścił kontuzjowany Dani Carvajal i przy obu zachodzi ryzyko opuszczenia mundialu. UEFA ciągle wstrzymuje się z wprowadzeniem VARu, ale zamiast czerwonej kartki za ewidentny faul Ramosa, hiszpański obrońca nie obejrzał nawet żółtej. Do zejścia Salaha, Liverpool oddał dziewięć strzałów (w całym meczu 13).

Po przerwie, pierwszy wielbłąd Lorisa Kariusa dał prowadzenie Realu i kolejną pewność, że Karim Benzema zostanie w klubie (TUTAJ). Chwilę później wyrównanie i gol Sadio Mane, który dał oddech Liverpoolowi, ale wydaje się, że przede wszystkim wpędził w zakłopotanie naszych rodaków przed pierwszym meczem mundialu. Zaczął się mecz. Jednak za chwilę się skończył, bo wprowadzony z ławki Gareth Bale strzelił bramkę – marzenie. Nie wiem w jaki sposób trenują Cristiano Ronaldo i Gareth Bale, ale Walijczyk skopiował uderzenie z poprzedniego finału Portugalczyka i strzelił fenomenalnie z przewrotki.

Pod koniec meczu, po drugiej asyście krytykowanego za nierówną formę Marcelo, potężną bombę Bale`a, Karius wpuszcza do bramki. Nie wiem czy nie był to jeszcze większy błąd, niż przy pierwszym golu – bramkarz Liverpoolu stał dobrze ustawiony, a strzał w środek bramki broni 10 na 10 bramkarzy na poziomie finału ligi mistrzów.

Cristiano Ronaldo w swoim szóstym finale bramki nie zdobył, ale zwyciężył po raz piąty:

2008 zwycięstwo; gol i niewykorzystana jedenastka
2009 porażka
2014 zwycięstwo; gol
2016 zwycięstwo; wykorzystana jedenastka
2017 zwycięstwo; dwa gole
2018 zwycięstwo

dla porównania, bohater Realu zwyciężył po raz czwarty w czwartym występie:

2014 zwycięstwo; gol
2016 zwycięstwo; wykorzystana jedenastka
2017 zwycięstwo;
2018 zwycięstwo; dwa gole

Szkoda kontuzji Egipcjanina, jestem przekonany, że trio Mohamed Salah, Sadio Mané, Roberto Firmino strzeliłoby coś więcej niż jeden gol. Zresztą w/w trio było wymieniane jako rywalizacja z Cristiano Ronaldo, co pokazuje też tabela strzelców tego sezonu:

Cristiano Ronaldo 15 bramek
Mohamed Salah
Sadio Mané
Roberto Firmino po 10 bramek

Dla Liverpoolu, finał LM jest zapowiedzią kolejnych świetnych sezonów. Muszą wzmocnić przede wszystkim obsadę bramkarza, bo Loris Karius sprawił, że mieliśmy dziwny finał. Real wygrał po raz kolejny, a siłę tej drużyny oprócz Cristiano Ronaldo, stanowią m.in. Bale, Benzema czy Marcelo, którzy najlepiej grają w decydujących meczach. Dlatego też bukmacherzy, dzień po finale typują ich do faworyta kolejnej edycji.