Podsumowanie transferów – top6 Premier League 2019

Zastanawiałem się, kto wygrał okienko transferowe w Anglii. Czołowe drużyny chciały przede wszystkim utrzymać kadrę – w końcu zdobyli albo 97/98 punktów, albo grali w finale Ligi Mistrzów. Dla wielu wszystko idzie zgodnie z planem, dlatego spodziewałem się, ze Manchester United i Arsenal, czyli odpowiednio 6 i 5 drużyna poprzedniego sezonu poczyni najlepsze transfery. Z gry automatycznie odpadła Chelsea, choć powrót kilku zawodników z wypożyczenia i transfer zimowy Christiana Pulisicia, który zadebiutuje dopiero teraz, jest jakimś wzmocnieniem.

Analizując okienko, trzeba zweryfikować także straty. Czołowa szóstka dysponuje ogromnym budżetem i niewiele jest klubów w Europie, których stać na transfery bezpośrednio od nich. Takim klubem jest Real Madryt, ale przejście Edena Hazarda nikogo nie dziwi. Owszem to ogromna transakcja, top3 transferów nie tylko względem ceny ale i ważności w lecie 2019. Mowa o zawodniku top10 na świecie, którego ciężko zastąpić. Widzieliśmy to w zeszłym sezonie w.. Realu Madryt, w którym brak zastępstwa Cristiano Ronaldo oznaczał spory spadek. I tak niestety dla fanów The Blues będzie to wyglądać.

Poza Hazardem, z czołowych drużyn poprzedniego sezonu odeszli dobrzy zawodnicy, którzy nie łapali się do w pierwszego składu: Danilo (Manchester CIty -> Juventus), Danny Ings Liverpool -> Southampton, Kieran Tripper Tottenham -> Atletico Madryt). Dużą stratą jest odejście po dwóch latach z Manchesteru United Romelu Lukaku do Interu Mediolan. Lukaku nie spełnił ogromnych oczekiwań, które mieli kibice i szefowie United i można go dołączyć do grona zawodników zdecydowanie lepiej występującego w reprezentacji (81 występów, 48 goli) niż klubie. Od odejścia z Anderlechtu osiem lat temu, grał kolejno w Chelsea (zawiódł), West Brom (dobrze), Evertonie (bardzo dobrze, ostatni sezon 25 goli!) i ManU (zawiódł) i trudno określić, jak odnajdzie się w Interze Mediolan. To jednak strata United, bo traci swojego potencjalnie top2 zawodnika.

Najwiecej działo się w Arsenalu, który wreszcie idzie w dobrym kierunku. Owszem, odejście Laurenta Kościelnego było zaskakujące – kapitan Kanionierów nie dogadał się w kwestii finansowej, co przerodziło się w bunt i rezygnacje z wyjazdu na zgrupowanie do Stanów Zjednoczonych. Do tego darmowe odejście Aarona Ramsey’a do Juventusu, ale o tym wiedzieliśmy od dawna. Ramsey także nie przedłużył kontraktu i jego odejście było (niestety dla Kanonierów) wkalkulowane. Odejście dwóch liderów drużyny Arsene’a Wengera, to nowe otwarcie. Tym bardziej, że w zamian sprowadzono klasowych zawodników: Daniego Ceballosa na środek pomocy, trójkę obrońców za 65 mln euro: Williama Salibę, Kierana Tierney’a i Davida Luiza oraz przede wszystkim prawego napastnika Nicolasa Pepe za 80 mln euro z Lille. Ten ostatni, dołączył dość nieoczekiwanie, bo w grze byli m.in. Bayern Monachium i Napoli kusząc występami w Lidze Mistrzów. Arsenal był wielkim przegranym poprzedniego sezonu – w lidze zajął piąte miejsce (jeden punkt straty), przegrał też w finale Ligi Europy. To, co działami w zeszłym sezonie to duet Pierre Emerick Aubameyang (22 bramki, 5 asyst), Alexandre Lacazette (13 bramek, 10 asyst) mając trzecią ofensywę. Przyjście Pepe, który zanotował w Ligue 1 22 bramki i 11 asyst prawdodpobnie pozwoli wrócić Arsenalowi do Ligi Mistrzów.

Tottenham bardzo wysoko postawił poprzeczkę w okienku transferowym i pozyskał aż trzech zawodników, którzy wzmocnią (być może już w tym sezonie) jedenastkę: Tanguy Ndombélé (60,00 mln € Olympique Lyon), Ryan Sessegnon (27 mln € FC Fulham), Giovani Lo Celso (16 mln euro za wypożyczenie z Betisu Sevilla). I właśnie w ten sposób powinniśmy oceniać okienko transferowe danego klubu – ilu piłkarzy nowych wzmocni pierwszą jedenastkę minus ubytki z jedenastki. Po roku przerwy, w którym Spurs nie robili transferów, obecne lato wygrali. Podobnie Mistrz Anglii – Manchester City. Szeroki skład, który pozwala na grę, na wielu frontach został istotnie wzmocniony tam, gdzie miał największe braki. Z tymi brakami to oczywiście przenośnia, jeśli w jednym zdaniu zestawiamy „braki kadrowe” i „Manchester City”. 198 punktów w dwóch ostatnich sezonach sprawia, że mamy do czynienia z jedną z najlepszych drużyn w historii Premier League. Pep Guardiola co sezon dokonuje drobnych korekt, a tym razem prawy obrońca Danilo został zamieniony wraz z gotówką do Juventusu za João Cancelo. To nie mogło sie udać, jeśli Danilo w dwóch sezonach poprzedzających grę w Obywatelach, w barwach Realu Madryt zagrał w 41 meczach w La Liga. Z kolei Fabian Delph z chwilą transferu był zagadką i piłkarzem nie tego kalibru, co przełożyło się na 57 spotkań w cztery sezony. Zastępuje go Rodri, którego talent po jednym sezonie w Atletico Madryt eksplodował z 25 mln euro (tyle zapłacili Villareal CF) do 70 mln euro (City). Jeśli do Manchesteru City przychodzi nowy Busquets, może to być najważniejszy transfer w Premier League.

Takich z kolei nie zrobili włodarze Manchesteru United. Apetyty były ogromne: Christian Eriksen (Tottenham), Paulo Dybala (Juventus TUtryn), Bruno Fernandes (Sporting Lizbona), Sergej Milinkovic-Savic (Lazio Rzym) mieli wzmocnić klub po odejściu Paula Pogby, którego chciał Zinedine Zidane (Real Madryt). Oprócz wspomnianego Lukaku odeszli doświadczeni Antonio Valencia oraz Ander Herrera, w dodatku bez kwoty odstępnego. Za tego pierwszego przyszedł z Crystal Palace Aaron Wan-Bissaka (55 mln euro), razem z rekordowym transferem obrońcy Harry Maguire (Leicester City, 87 mln euro). Przyszedł także Daniel James ze Swansea, w której strzelił 4 bramki w Championship. Zaskakujące, że Ed Woodward nie planowal kupienia napastnika, jeśli z klubu cały czas może odejść Pogba. To dwóch najlepszych strzelców poprzedniego sezonu:

13 Paul Pogba
12 Romelu Lukaku
10 Marcus Rashford, Anthony Martial
4 Jesse Lingard 3 Juan Mata

Z kolei transfer Maguire’a to próba załatania dziurawej obrony, która w zeszłym sezonie zajęła 11 miejsce względem straconych bramek. I jeśli do tego wszystkiego liderem ma nadal być niezadowolony Pogba, to nie będzie sezon Czerwonych diabłów. Na koniec ranking top6 względem okienka transferowego:

1. Manchester City
2. Arsenal Londyn
3. Tottenham Londyn
4. Chelsea
5. Manchester United

Dodam, że Jurgen Klopp (Liverpool) po aktywności rok temu (Alisson, Naby Keïta, Fabinho, Xherdan Shaqiri) tym razem nie dokonał żadnego transferu.

Brak planu i kontynuacji United

Po początkowej ekscytacji, której szczyt nastąpił w meczu rewanżowym ligi mistrzów PSG – Manchester United, kibice Czerwonych diabłów otrzymali zimny prysznic. A ostatnie trzy mecze:

Barcelona 0-3
Everton 0-4
Manchester City 0-2

to kubeł lodowatej wody. Ole Gunnar Solskjær nie zostanie kolejnym Zinedine Zidane`m i jest kolejnym trenerem tymczasowym w nowożytnej historii United, czyli od odejścia Alexa Fergusona:

David Moyes
Ryan Giggs
Louis van Gaal
José Mourinho
Ole Gunnar Solskjær

paradoksalnie, drugie miejsce José Mourinho w ubiegłym sezonie i wygrana Liga Europy rok wcześniej, z dzisiejszej perspektywy wygląda najlepiej z listy spadkobierców Sir Alexa. 6 marca bieżącego roku, gdy w 93 minucie Marcus Rashford wyrzucał za burtę PSG, Mourinho był najbardziej znienawidzoną postacią United, a dziennikarze wieścili, że Special one na dłużej zagości jako komentator w beIN Sport, a żaden liczący się klub go nie zatrudni. Minęło 51 dni od tamtego meczu i to Solskjær będzie miał problem ze znalezieniem pracy. Nie może być pewien, czy rozpocznie kolejny sezon w roli managera United, bo magia mordercy o twarzy dziecka minęła na dobre. Edward Woodward pośpieszył się z przedłużeniem kontraktu. Dzisiaj można spekulować czy był odpowiedni kandydat. Marzył mu się Zidane, a gdy francuz mu odmówił, postanowił stworzyć sobie swojego Zindane`a. Drugim wyborem miał być Mauricio Pochettino, przymierzany do.. Realu. Woodward nie zaproponował odpowiedniej odprawy za trenera Danielowi Levy, co z perspektywy awansu Tottenhamu do półfinału ligi mistrzów, a być może finału dzisiaj nie będzie możliwe. United na liście najbogatszych klubów świata jest trzeci za Realem i Barceloną, City jest 5, Liverpool 7, a Tottenham 10. Wszystkie te drużyny mają plan i kontynuację i tutaj jest sedno problemów United. Poza kilkoma piłkarzami na świecie, United mogą ściągnąć każdego. Dzisiaj ich największa gwiazda Paul Pogba chce odejść, bo ewentualny brak ligi mistrzów w następnym sezonie, to wypadnięcie ze światowego topu, z teatru marzeń. Właśnie tak nazywany jest stadion, który od 2011 roku marzy. Wtedy to po raz ostatni mieliśmy wielki Manchester (przegrany finał z Barceloną), następne sezony w lidze mistrzów były słabe i nijakie:

2011/12 – odpadniecie w grupie
2012/13 – 1/8
2013/14 – 1/4
2014/15 – brak występów
2015/16 – odpadniecie w grupie
2016/17 – brak występów
2017/18 – 1/8
2018/19 – 1/4

słaby i nijaki to obecnie styl Manchesteru. Efekt nowej miotły po Portugalczyku zadziałał, zawodnicy odetchnęli po braku ciągłego obwiniania, ale daleko im do genów zwycięzców z 1999 czy nawet 2011. Przecież prowadzi ich człowiek, który będąc trenerem Cardiff w 30 meczach przegrał 16 meczów, spadając z hukiem z Premier League. Przecież można było zostawić Mourinhio i dać zawodnikom jasny sygnał – on będzie Was trenował czy tego chcecie czy nie.

manchester-united-salaries-2018-2019.png

Być może oznaczałoby to odejście Pogby i innych, ale czy oni nie odejdą? jak to możliwe, że Romelu Lukaku i Alexis Sanchez w reprezentacyjnej formie mieliby miejsce w każdym topowym klubie, a w formie klubowej z tego sezonu w żadnym? Sukcesy Zidane`a, a wcześniej Guardioli sprawiają, że właściciele i dyrektorzy wolą zatrudnić uznaną gwiazdę dającą poklask w szatni, niż uznanych szkoleniowców z warsztatem. W tym sezonie rynek wypluł Thierrego Henry, za chwilę wypluje Gennaro Gattuso i właśnie Ole Gunnara Solskjaera. W United przyjdzie czas rozliczeń i zmian – być może pojawi się funkcja dyrektora sportowego odpowiedzialnego za transfery. Ale na przykładzie Tottenhamu dobrze wiemy, że one sukcesów nie dają. Liczy się pomysł, warsztat, stabilizacja. United jako najbogatsza drużyna w Premier League także płaci najwięcej piłkarzom w lidze, ale na rynku trenerskim są daleko w tyle za czołową trójką – Jurgen Klopp jest managerem Liverpoolu od 8 października 2015, Guardiola od 1 lipca 2016, a Pochettino od 28 maja 2014. Każdemu z nich można wypominać jakiś brak trofeum, ale to trenerzy z topu, którzy są podstawą sukcesu. Dlatego w Anglii nie mamy big 6, a big 3. Widzimy to w lidze mistrzów, krajowym podwórku i w gabinetach dyrektorów.

Bomba od Der Spiegel – Superliga? trzymam kciuki, ale mam sporo wątpliwości

Bomba od dziennikarzy Der Spiegel – jedenaście klubów w Europie chce utworzyć zamkniętą Superlige:

Real Madryt
FC Barcelona
Manchester United
Bayern Monachium
Juventus Turyn
Chelsea Londyn
Arsenal
PSG
Manchester City
Liverpool
AC Milan

Drużyny te, jako współwłaściciele mają nie spadać z ligi oraz mają gwarancję występowania w niej przez 40 sezonów (!). Ponadto, kluby chcą zaprosić do ligi na pięć pierwszych sezonów, pięć drużyn: Atletico Madryt, Olympique Marsylia, Inter Mediolan, AS Roma i Borussia Dortmund, a liga w sumie 16 zespołowa ma ruszyć od sezonu 2021. Według jednego z założeń, drużyny mają opuścić swoje rodzime ligi i rozgrywać mecze we wtorki, środy i soboty, a rozgrywki maja trwać 34 tygodnie. Motorem pomysłu jest Bayern Monachium, który przy powodzeniu projektu chce opuścić rodzimą ligę. To byłby wielki cios dla kibiców i tradycji, a w samej Bundeslidze o mistrzostwo rywalizowałby Schalke 04 oraz RB Lipsk. Podobnie sytuacja wyglądałaby w Anglii – Tottenham rywalizuje z Evertonem, Włoszech – Napoli z Lazio oraz Hiszpanii – Valencia z Sevillą.

Projekt na miarę europejskiego NBA ma jasny kierunek – grają najbogatsi i ewentualnie najlepsi, a wszystko odbywałoby się kosztem Champions League, mimo trzykrotnie zwiększonych przychodów w ostatnich dziesięciu latach. Kluby miałyby zarabiać ok. 500 mln euro, a nie jak teraz od UEFA maksymalnie 80 mln. Z tym, że do Champions League trzeba się zakwalifikować, co w ostatnich latach kilku klubom – założycielom, się nie udawało (Manchester United, AC Milan, Liverpool). Gwarantowana gigantyczna kasa przemawia do każdego. Oczywiście, przełożyłoby się to na kontrakty i sumy transferowe za piłkarzy (i docelowo trenerów). Transfer Neymara za 222 mln euro zapłacone przez PSG na nikim nie robiłoby wrażenia.

Reforma Ligi Mistrzów i zapewnienie gwarantowanych czterech miejsc topowym ligom był ukłonem w stronę bogatych, aby rozgrywać więcej klasyków/top meczów, które generują zainteresowanie kibiców i przychody. Najlepsze kluby nie powinny często grać ze słabymi, bo mecze Bayernu z AEK Ateny czy Juventusu z Young Boys nikogo nie interesują. Czy to ma sens? z perspektywy elitarności tak, dzisiaj w Bundeslidze, Serie A i Ligue 1 przed sezonem wiadomo kto wygra, jedynie w Premier League czy La Liga są emocje, choć każde inne rozwiązanie niż triumf Manchesteru City i FC Barcelony byłby niespodzianką.

Sprzeciwić się temu mogą tylko rodzime ligi, które stracą sportowo i wizerunkowo. One wiedza, ze idea Superligi musi się kiedyś ziścić, ale nacisk rodzimych federacji może dać consensus, w postaci startu w nowej lidze oraz krajowej, kosztem np. nikomu nie potrzebnych krajowych pucharów. Najlepsze kluby już dzisiaj mają duże kadry, a po zmianie taki 12 czy 17 zawodnik topowego klubu, miałby pewny plac swojej drużyny co tydzień, choćby w rozgrywkach krajowych, które traktowane byłyby jako obowiązek. Obowiązek wynikający z tradycji, a także z problemów prawnych (np. podpisane kontrakty lig z wielkimi gwiazdami, które przy wyjściu w/w klubów uległyby rozwiązaniu). Składy Juventusu, PSG czy Bayernu są tak mocne, że nawet przy rotacji, zwyciężyłby w rodzimych ligach, grając pierwsze skrzypce w Super League.

Format nowej ligi byłby podobny do koszykarskiej Euroligi – 16 drużyn gra każdy z każdym, w sumie 30 meczów, a następnie faza pucharowa. Podobieństw jest więcej, bo koszykarska Euroliga swój główny produkt utrzymuje niezależnie od FIBA, ze specjalnymi zaproszeniami dla wybranych klubów (założyciele grają stale), ale trwa to na tyle długo, że nikogo nie dziwi kolejny pojedynek Realu z Barceloną.

Piłka nożna wymaga zmian – ogromna ilość meczów o nic, rozdmuchany kalendarz i stawianie autobusów przez drużyny teoretycznie słabsze, zabija widowiska. Pomysł elitarnej ligi da nowy tlen i mimo sporych wątpliwości, trzymam kciuki za ten projekt. Kibice już dzisiaj chętnie płacą za futbol, który stał się świetną rozrywką telewizyjną, a nowe rozgrywki przesunie kolejne granice praw telewizyjnych, które na chwilę obecna sięgnęły sufitu. O tym wiedzą nie tylko w Bayernie.

Kiedy mecz jest dobry? / Emocje piłkarskie

Dzisiaj mieliśmy mecz w Premier League Liverpool – Manchester United. Spotkanie uznane za hit głównie z dwóch względów:

  • to najbardziej utytułowane drużyny w Anglii (odpowiednio 18 i 20 mistrzostw)
  • obie drużyny grają bardzo ofensywnie, rozkładając ciężar zdobywanych bramek na kilku piłkarzy

Oczywiście, można do tego dodać osobowość trenerów, gwiazdy w obu drużynach itd., skupiłem się jednak na dwóch najważniejszych. Czy tak zestawione dwie drużyny są gwarancją dobrego meczu?

Aby odpowiedzieć na pytanie, warto postawić najpierw inne – czy warto ekscytować się spotkaniami tylko dlatego, że drużyny mają jakąś tam historię? tak zadane pytanie, w sposób lekko arogancki, jest bardzo ważne w zalewie wielu telewizji, pokazujących w weekend zarówno najlepsze ligi jak angielską, hiszpańską, ale też, nazwę to mniej popularne jak austriacką i czeską. Wybór jest ogromny, a czas na oglądanie emocji (tak nazywam mecze/widowiska piłkarskie) mamy zawsze limitowany.

Temat podnoszę nieprzypadkowo. W owym hitowym meczu mieliśmy:

  • 25 sytuacji bramkowych (19-6)
  • 6 strzałów na bramkę (5-1)
  • 0 bramek

Zatem czy hit był dobrym meczem?

Oprócz suchych statystyk mieliśmy słupki, poprzeczki, ale nie było bramek. Można bardzo łatwo uznać, że napastnicy nie mieli swojego dnia albo bramkarze właśnie mieli dzień życia. Dla mnie jest to rozczarowanie, a przytaczanie ilości sytuacji zasłania fakt, że kibice stracili ponad 90 minut na mecz bez bramek.

Aby mecz uznać za dobry, muszę mieć bramki i emocje. Najlepiej jak najwięcej. Tego oczekuję od spotkań,  jestem fanem ofensywnej piłki i dla mnie naprawdę nie ma znaczenia, że napastnicy obijali konstrukcje bramek. Ważne są przede wszystkim gole.

Zawsze w takim przypadku wyciągam inny mecz Liverpoolu z 21 kwietnia 2009, z Arsenalem zakończony wynikiem 4-4. Datę przyznam sprawdziłem (kto by pamiętał), ale wynik, przebieg spotkania czy 4 bramki Arshavina będę pamiętał do końca życia. Z 0-1 na 2-1, z 2-1 na 2-3. Dwie bramki w doliczonym czasie gry. Tak, to był dobry mecz.

Dobry mecz można oglądać ponownie, wspominać latami. Niestety coraz częściej mieszanka marketingu i defensywy sprawia, że po meczu mamy niesmak, a emocji jest jak na lekarstwo.

Piłka nożna w zakresie emocji nie ewaluuje. Zmienia się taktyka, tempo, pokazywanie meczów, nie zmienia się to, że zamiast 7-10 bramek w 90 minut, mamy piłkarskie hity bez bramek. A przecież gra toczy się na większej intensywności, mamy kilka „dream teamów”, zawodnicy są szybsi, silniejsi, a do tego mamy komputery sprawdzające tempo, siłę strzału, czy gęstość podań.

Czasem myślę, że piłka nożna na najwyższym poziomie widowiskowo się uwstecznia. Z 90 minut , mamy mecze z 40-45 minutami efektywnej gry. Pozostały czas wypełniają gesty, faule, zmiany, wznawianie gry. Przeczytałem kiedyś, że jeden z meczów Atletico z Barceloną trwał 38 minut efektywnej gry. Czyli prawie godzinę kibice oglądali wszystko tylko nie grę w piłkę. Wiadomo, w takiej sytuacji pomógłby przepis o 60 minutach gry, która jest zatrzymywana, ale nie doczekamy się tego, dopóki FIFĘ nie przejmą na najwyższym szczeblu amerykanie.

Problemem takich meczów (hitów) jest dążenie do nie stracenia bramki, być może brak wiary w odrobienie wyniku, jeśli przeciwnicy postawią „autobus”, albo same przepisy. Problemem są niezmieniane (poza małymi wyjątkami) od lat zasady, które nigdy tak naprawdę nie zmieniły średniej bramek z 2-3 na 7-10. A właśnie ilość bramek sprawia, że na koniec kibic określa dany mecz jako dobry, a w dalszej kolejności dramaturgia, piłkarskie tricki, czy parady bramkarskie. Brak bramek oznacza, że kibic piłkarski jest raczony emocjami niewykorzystanych szans.