Podsumowanie transferów – top6 Premier League 2019

Zastanawiałem się, kto wygrał okienko transferowe w Anglii. Czołowe drużyny chciały przede wszystkim utrzymać kadrę – w końcu zdobyli albo 97/98 punktów, albo grali w finale Ligi Mistrzów. Dla wielu wszystko idzie zgodnie z planem, dlatego spodziewałem się, ze Manchester United i Arsenal, czyli odpowiednio 6 i 5 drużyna poprzedniego sezonu poczyni najlepsze transfery. Z gry automatycznie odpadła Chelsea, choć powrót kilku zawodników z wypożyczenia i transfer zimowy Christiana Pulisicia, który zadebiutuje dopiero teraz, jest jakimś wzmocnieniem.

Analizując okienko, trzeba zweryfikować także straty. Czołowa szóstka dysponuje ogromnym budżetem i niewiele jest klubów w Europie, których stać na transfery bezpośrednio od nich. Takim klubem jest Real Madryt, ale przejście Edena Hazarda nikogo nie dziwi. Owszem to ogromna transakcja, top3 transferów nie tylko względem ceny ale i ważności w lecie 2019. Mowa o zawodniku top10 na świecie, którego ciężko zastąpić. Widzieliśmy to w zeszłym sezonie w.. Realu Madryt, w którym brak zastępstwa Cristiano Ronaldo oznaczał spory spadek. I tak niestety dla fanów The Blues będzie to wyglądać.

Poza Hazardem, z czołowych drużyn poprzedniego sezonu odeszli dobrzy zawodnicy, którzy nie łapali się do w pierwszego składu: Danilo (Manchester CIty -> Juventus), Danny Ings Liverpool -> Southampton, Kieran Tripper Tottenham -> Atletico Madryt). Dużą stratą jest odejście po dwóch latach z Manchesteru United Romelu Lukaku do Interu Mediolan. Lukaku nie spełnił ogromnych oczekiwań, które mieli kibice i szefowie United i można go dołączyć do grona zawodników zdecydowanie lepiej występującego w reprezentacji (81 występów, 48 goli) niż klubie. Od odejścia z Anderlechtu osiem lat temu, grał kolejno w Chelsea (zawiódł), West Brom (dobrze), Evertonie (bardzo dobrze, ostatni sezon 25 goli!) i ManU (zawiódł) i trudno określić, jak odnajdzie się w Interze Mediolan. To jednak strata United, bo traci swojego potencjalnie top2 zawodnika.

Najwiecej działo się w Arsenalu, który wreszcie idzie w dobrym kierunku. Owszem, odejście Laurenta Kościelnego było zaskakujące – kapitan Kanionierów nie dogadał się w kwestii finansowej, co przerodziło się w bunt i rezygnacje z wyjazdu na zgrupowanie do Stanów Zjednoczonych. Do tego darmowe odejście Aarona Ramsey’a do Juventusu, ale o tym wiedzieliśmy od dawna. Ramsey także nie przedłużył kontraktu i jego odejście było (niestety dla Kanonierów) wkalkulowane. Odejście dwóch liderów drużyny Arsene’a Wengera, to nowe otwarcie. Tym bardziej, że w zamian sprowadzono klasowych zawodników: Daniego Ceballosa na środek pomocy, trójkę obrońców za 65 mln euro: Williama Salibę, Kierana Tierney’a i Davida Luiza oraz przede wszystkim prawego napastnika Nicolasa Pepe za 80 mln euro z Lille. Ten ostatni, dołączył dość nieoczekiwanie, bo w grze byli m.in. Bayern Monachium i Napoli kusząc występami w Lidze Mistrzów. Arsenal był wielkim przegranym poprzedniego sezonu – w lidze zajął piąte miejsce (jeden punkt straty), przegrał też w finale Ligi Europy. To, co działami w zeszłym sezonie to duet Pierre Emerick Aubameyang (22 bramki, 5 asyst), Alexandre Lacazette (13 bramek, 10 asyst) mając trzecią ofensywę. Przyjście Pepe, który zanotował w Ligue 1 22 bramki i 11 asyst prawdodpobnie pozwoli wrócić Arsenalowi do Ligi Mistrzów.

Tottenham bardzo wysoko postawił poprzeczkę w okienku transferowym i pozyskał aż trzech zawodników, którzy wzmocnią (być może już w tym sezonie) jedenastkę: Tanguy Ndombélé (60,00 mln € Olympique Lyon), Ryan Sessegnon (27 mln € FC Fulham), Giovani Lo Celso (16 mln euro za wypożyczenie z Betisu Sevilla). I właśnie w ten sposób powinniśmy oceniać okienko transferowe danego klubu – ilu piłkarzy nowych wzmocni pierwszą jedenastkę minus ubytki z jedenastki. Po roku przerwy, w którym Spurs nie robili transferów, obecne lato wygrali. Podobnie Mistrz Anglii – Manchester City. Szeroki skład, który pozwala na grę, na wielu frontach został istotnie wzmocniony tam, gdzie miał największe braki. Z tymi brakami to oczywiście przenośnia, jeśli w jednym zdaniu zestawiamy „braki kadrowe” i „Manchester City”. 198 punktów w dwóch ostatnich sezonach sprawia, że mamy do czynienia z jedną z najlepszych drużyn w historii Premier League. Pep Guardiola co sezon dokonuje drobnych korekt, a tym razem prawy obrońca Danilo został zamieniony wraz z gotówką do Juventusu za João Cancelo. To nie mogło sie udać, jeśli Danilo w dwóch sezonach poprzedzających grę w Obywatelach, w barwach Realu Madryt zagrał w 41 meczach w La Liga. Z kolei Fabian Delph z chwilą transferu był zagadką i piłkarzem nie tego kalibru, co przełożyło się na 57 spotkań w cztery sezony. Zastępuje go Rodri, którego talent po jednym sezonie w Atletico Madryt eksplodował z 25 mln euro (tyle zapłacili Villareal CF) do 70 mln euro (City). Jeśli do Manchesteru City przychodzi nowy Busquets, może to być najważniejszy transfer w Premier League.

Takich z kolei nie zrobili włodarze Manchesteru United. Apetyty były ogromne: Christian Eriksen (Tottenham), Paulo Dybala (Juventus TUtryn), Bruno Fernandes (Sporting Lizbona), Sergej Milinkovic-Savic (Lazio Rzym) mieli wzmocnić klub po odejściu Paula Pogby, którego chciał Zinedine Zidane (Real Madryt). Oprócz wspomnianego Lukaku odeszli doświadczeni Antonio Valencia oraz Ander Herrera, w dodatku bez kwoty odstępnego. Za tego pierwszego przyszedł z Crystal Palace Aaron Wan-Bissaka (55 mln euro), razem z rekordowym transferem obrońcy Harry Maguire (Leicester City, 87 mln euro). Przyszedł także Daniel James ze Swansea, w której strzelił 4 bramki w Championship. Zaskakujące, że Ed Woodward nie planowal kupienia napastnika, jeśli z klubu cały czas może odejść Pogba. To dwóch najlepszych strzelców poprzedniego sezonu:

13 Paul Pogba
12 Romelu Lukaku
10 Marcus Rashford, Anthony Martial
4 Jesse Lingard 3 Juan Mata

Z kolei transfer Maguire’a to próba załatania dziurawej obrony, która w zeszłym sezonie zajęła 11 miejsce względem straconych bramek. I jeśli do tego wszystkiego liderem ma nadal być niezadowolony Pogba, to nie będzie sezon Czerwonych diabłów. Na koniec ranking top6 względem okienka transferowego:

1. Manchester City
2. Arsenal Londyn
3. Tottenham Londyn
4. Chelsea
5. Manchester United

Dodam, że Jurgen Klopp (Liverpool) po aktywności rok temu (Alisson, Naby Keïta, Fabinho, Xherdan Shaqiri) tym razem nie dokonał żadnego transferu.

Zostaje nam pasjonowanie się walką o europejskie puchary

Rywalizacja o mistrzostwo i udział w lidze mistrzów za nami, ostatnia (z czołowych lig) kończyła Serie A, w której po fascynującej rywalizacji do ligi mistrzów awansowały Atalanta BC oraz Inter Mediolan (TUTAJ). W innych ligach aż tak ciekawie nie było, choć teoretycznie w Bundeslidze do końca nie był znany mistrz i czołowa czwórka. Przed ostatnią kolejką szansę na top4 miał Eintracht, ale poległ na Allianz Arena 5-1 kończąc rozgrywki na siódmym miejscu. Bayer Leverkusen wytrzymał presję ostatniego spotkania zwyciężając również 5-1 Herthę w Berlinie. Dla Aptekarzy to powrót do Ligi Mistrzów po dwóch latach, kiedy w grupie wyprzedzili Tottenham, obecnych finalistów. Jak widać dwa lata to przepaść.

We Francji wszystko się rozstrzygnęło wcześniej i do stałego mistrza PSG dołączyły Lille i Lyon, choć dla Olympique awans do rozgrywek grupowych będzie zależny od finału Ligi Europy. Zwycięzca otrzymuje bezpośrednią kwalifikacje i być może do Chelsea dołączy Arsenal, który swoje rozgrywki zakończył na piątym miejscu, a wtedy Lyon zagra w eliminacjach. W Premier League do końca trwał wyścig o mistrzostwo, choć z perspektywy czasu – 14 zwycięstw z rzędu drużyny Pepa Guardioli zaczynając od 3 lutego musiało się skończyć na mistrzostwie, mimo 97 punktów Liverpoolu.

W La Liga Barcelona wygrała mistrzostwo Hiszpanii na trzy kolejki przed końcem rozgrywek i zwyciężyła po raz ósmy w ostatnich jedenastu latach. Drugie miejsce zajęło Atletico, a kolejne Real Madryt. Czwarta była Valencia, która zakończyła rozgrywki trzema zwycięstwami. Czyli w Lidze Mistrzów zagrają te same zespoły z Hiszpanii, co w poprzedniej edycji.

Ostatecznie w każdej z pięciu topowych lig obronił tytuł ubiegłoroczny mistrz – Manchester City, FC Barcelona, Juventus Turyn, Bayern Monachium i PSG. Teoretycznie największe szanse na zmianę w przyszłym sezonie mają kluby angielskie i Real Madryt, ale Pep Guardiola masowo wygrywa ligi w których występuje:

2018/19 – 1 miejsce w Premier League
2017/18 – 1 miejsce w Premier League
2016/17 – 3 miejsce w Premier League
2015/16 – 1 miejsce w Bundeslidze
2014/15 – 1 miejsce w Bundeslidze
2013/14 – 1 miejsce w Bundeslidze
2011/12 – 2 miejsce w La Liga
2010/11 – 1 miejsce w La Liga
2009/10 – 1 miejsce w La Liga
2008/09 – 1 miejsce w La Liga

w sumie osiem mistrzostw krajowych w dziesięciu sezonach (pomiędzy FC Barceloną a Bayernem Monachium miał roczną przerwę) i nawet Jurgen Klopp z rekordowym sezonem nie zdołał go pokonać, a należy dodać, że sezon wcześniej Pep zdobył 100 punktów w sezonie. Liverpool pobił największą liczbę punktów wicemistrza w najlepszych ligach, a dotychczas ten wynik należał do Real Madryt, którzy w sezonie 2009/10 zdobyli 96 punktów, a Manuel Pellegrini za brak mistrza zapłacił posadą. W obecnym sezonie Real zdobył zaledwie 68 punktów, czyli tyle ile AC Milan, a mniej niż Arsenal, Lille czy Atalanta BC. Przed Realem wielkie zmiany, zanosi się na spóźnioną rewolucję i wymianę połowy (a może całego) składu.

Niestety trudno będzie przełamać hegemonię najlepszych w swoich ligach, a nam zostaje nam pasjonowanie się walką o europejskie puchary i czekanie na superligę. Przełamanie hegemonii bogatych to jeden z argumentów zwolenników reformy najbogatszych klubów. Reformy, która następuje, ale za sprawą choćby Atalanty tego nie dostrzegamy.

Superliga? trzymam kciuki, ale mam sporo wątpliwości

Bomba od dziennikarzy Der Spiegel – jedenaście klubów w Europie chce utworzyć zamkniętą Superlige:

Real Madryt
FC Barcelona
Manchester United
Bayern Monachium
Juventus Turyn
Chelsea Londyn
Arsenal
PSG
Manchester City
Liverpool
AC Milan

Drużyny te, jako współwłaściciele mają nie spadać z ligi oraz mają gwarancję występowania w niej przez 40 sezonów (!). Ponadto, kluby chcą zaprosić do ligi na pięć pierwszych sezonów, pięć drużyn: Atletico Madryt, Olympique Marsylia, Inter Mediolan, AS Roma i Borussia Dortmund, a liga w sumie 16 zespołowa ma ruszyć od sezonu 2021. Według jednego z założeń, drużyny mają opuścić swoje rodzime ligi i rozgrywać mecze we wtorki, środy i soboty, a rozgrywki maja trwać 34 tygodnie. Motorem pomysłu jest Bayern Monachium, który przy powodzeniu projektu chce opuścić rodzimą ligę. To byłby wielki cios dla kibiców i tradycji, a w samej Bundeslidze o mistrzostwo rywalizowałby Schalke 04 oraz RB Lipsk. Podobnie sytuacja wyglądałaby w Anglii – Tottenham rywalizuje z Evertonem, Włoszech – Napoli z Lazio oraz Hiszpanii – Valencia z Sevillą.

Projekt na miarę europejskiego NBA ma jasny kierunek – grają najbogatsi i ewentualnie najlepsi, a wszystko odbywałoby się kosztem Champions League, mimo trzykrotnie zwiększonych przychodów w ostatnich dziesięciu latach. Kluby miałyby zarabiać ok. 500 mln euro, a nie jak teraz od UEFA maksymalnie 80 mln. Z tym, że do Champions League trzeba się zakwalifikować, co w ostatnich latach kilku klubom – założycielom, się nie udawało (Manchester United, AC Milan, Liverpool). Gwarantowana gigantyczna kasa przemawia do każdego. Oczywiście, przełożyłoby się to na kontrakty i sumy transferowe za piłkarzy (i docelowo trenerów). Transfer Neymara za 222 mln euro zapłacone przez PSG na nikim nie robiłoby wrażenia.

Reforma Ligi Mistrzów i zapewnienie gwarantowanych czterech miejsc topowym ligom był ukłonem w stronę bogatych, aby rozgrywać więcej klasyków/top meczów, które generują zainteresowanie kibiców i przychody. Najlepsze kluby nie powinny często grać ze słabymi, bo mecze Bayernu z AEK Ateny czy Juventusu z Young Boys nikogo nie interesują. Czy to ma sens? z perspektywy elitarności tak, dzisiaj w Bundeslidze, Serie A i Ligue 1 przed sezonem wiadomo kto wygra, jedynie w Premier League czy La Liga są emocje, choć każde inne rozwiązanie niż triumf Manchesteru City i FC Barcelony byłby niespodzianką.

Sprzeciwić się temu mogą tylko rodzime ligi, które stracą sportowo i wizerunkowo. One wiedza, ze idea Superligi musi się kiedyś ziścić, ale nacisk rodzimych federacji może dać consensus, w postaci startu w nowej lidze oraz krajowej, kosztem np. nikomu nie potrzebnych krajowych pucharów. Najlepsze kluby już dzisiaj mają duże kadry, a po zmianie taki 12 czy 17 zawodnik topowego klubu, miałby pewny plac swojej drużyny co tydzień, choćby w rozgrywkach krajowych, które traktowane byłyby jako obowiązek. Obowiązek wynikający z tradycji, a także z problemów prawnych (np. podpisane kontrakty lig z wielkimi gwiazdami, które przy wyjściu w/w klubów uległyby rozwiązaniu). Składy Juventusu, PSG czy Bayernu są tak mocne, że nawet przy rotacji, zwyciężyłby w rodzimych ligach, grając pierwsze skrzypce w Super League.

Format nowej ligi byłby podobny do koszykarskiej Euroligi – 16 drużyn gra każdy z każdym, w sumie 30 meczów, a następnie faza pucharowa. Podobieństw jest więcej, bo koszykarska Euroliga swój główny produkt utrzymuje niezależnie od FIBA, ze specjalnymi zaproszeniami dla wybranych klubów (założyciele grają stale), ale trwa to na tyle długo, że nikogo nie dziwi kolejny pojedynek Realu z Barceloną.

Piłka nożna wymaga zmian – ogromna ilość meczów o nic, rozdmuchany kalendarz i stawianie autobusów przez drużyny teoretycznie słabsze, zabija widowiska. Pomysł elitarnej ligi da nowy tlen i mimo sporych wątpliwości, trzymam kciuki za ten projekt. Kibice już dzisiaj chętnie płacą za futbol, który stał się świetną rozrywką telewizyjną, a nowe rozgrywki przesunie kolejne granice praw telewizyjnych, które na chwilę obecna sięgnęły sufitu. O tym wiedzą nie tylko w Bayernie.

Startuje liga mistrzów – nowe pory, nowe grupy, nowi faworyci

Jutro startuje liga mistrzów, dla wielu najważniejsza impreza piłkarska świata, która swoim rozmachem, a na pewno poziomem przegoniła mistrzostwa świata. Pod koniec sierpnia rozlosowano grupy, mamy nowe, ekscytujące rywalizacje w nowych porach (TUTAJ) i na nowej (starej) stacji – Cyfrowym Polsacie.

Zaczynamy już o 18:55 od meczu Barcelony z PSV Eindhoven, a równolegle zobaczymy powracający na salony Inter (TUTAJ) z Tottenhamem. Na wieczór deser – Liverpool z PSG, czyli mecz największego wygranego z największym przegranym poprzedniej edycji, albo jak kto woli byłych trenerów BVB: Jürgena Kloppa z Thomasem Tuchelem (dotychczas mają bilans 8/3/1; TUTAJ). Dwie ultra ofensywne drużyny zwiastują kanonadę bramek. Zresztą grupa C, w której gra jeszcze Napoli uznano za najatrakcyjniejszą.

W środę kolejna porcja świetnych meczów, półfinalista Roma jedzie do obrońcy trofeum na Estadio Santiago Bernabéu, a Juventus z Cristiano Ronaldo jedzie na Estadio Mestalla na mecz z Valencią, która stale czyni postępy i zapowiada się tutaj też grad goli. W tej grupie jeszcze jest Manchester United, który teoretycznie powinien wyjść z grupy, ale w praktyce, co roku wielka drużyna odpada na tym etapie. Poniżej zestawienie za ostatnie dziesięć lat, które drużyny z top5 lig (Premier League, La Liga, Serie A, Bundesliga i Ligue 1) odpadały na etapie rozgrywek grupowych:

2017/18 – Atletico Madryt, Napoli, Borussia Dortmund, RB Leipzig, Monaco
2016/17 – Tottenham Hotspur, Borussia Mönchengladbach, Olympique Lyon
2015/16 – Manchester United, Sevilla, Valencia, Borussia Mönchengladbach, Bayer Leverkusen, Olympique Lyon
2014/15 – Liverpool, Roma, Athletic Bilbao
2013/14 – Juventus, Napoli, Real Sociedad, Marsylia
2012/13 – Manchester City, Chelsea, Montpellier, Lille
2011/12 – Manchester City, Manchester United, Valencia, Villareal, Lille, Borussia Dortmund
2010/11 – Auxerre, Werder Brema
2009/10 – Juventus Turyn, Wolfsburg, Atletico Madryt, Marsylia
2008/09 – Fiorentina, Bordeaux, Werder Brema, Olympique Lyon

Manchester City oszczędziło losowanie, rywalizują bowiem z Lyonem, Szachtarem i Hoffenheim, co oznacza, że z jednej strony mamy pasjonujące grupy z Barceloną/Tottenhamem/Interem, PSG/Liverpoolem/Napoli, Juventusem/Manchesterem City/Valencią, dwumecz Real/Roma, ale także grupy Manchesteru City, Bayernu Monachium (Ajax/AEK Ateny/Benfica), Atletico (FC Brugge/Borussia Dortmund/Monaco) oraz nikogo nie interesującą grupę D (Porto, Galatasaray, Lokomotiv, Schalke 04). Faworytami wg sts.pl są:

Manchester City 6.00
Juventus 6.75
Barcelona 6.75
PSG 8.00
Real Madryt 8.00
Bayern 10.00
Liverpool 12.00
Atletico Madryt 15.00
Tottenham 20.00
Manchester United 30.00

To spore zaskoczenie, gdyż jeszcze przed losowaniem wyżej od Manchesteru City ceniono Barcelonę oraz Juventus. Najważniejsze dla faworytów to awans z pierwszego miejsca, czyli uniknięcie w 1/8 innego zwycięscy z grupy (oraz drużyny ze swojego kraju). A dalej już same klasyki ligi mistrzów.

Dogonić Pepa Guardiolę

Miniony sezon zakończył się miażdżąca przewagą drużyny Manchesteru City:

1. Manchester City 100 pkt.
2. Manchester United 81 pkt.
3. Tottenham 77 pkt.
4. Liverpool 75 pkt.
5. Chelsea 70 pkt.
6. Arsenal 63 pkt.

Dwadzieścia punktów przewagi nad Jose Mourinho oraz trzydzieści na Chelsea Londyn. Do tego najwięcej strzelonych bramek (106) oraz najmniej straconych (27). Deklasacja.

Przeciwnicy mają nad czym się zastanawiać. Brak awansu do ligi mistrzów przyczynił się pośrednio do zmiany trenerów piątej i szóstej drużynie sezonu, ale ani Maurizio Sarri (Chelsea), ani Unai Emery (Arsenal) nie zmienią znacząco układu sił. Ponadto lokalny rywal na razie nie buduje super kadry transferami o co dopominał się kilka dni temu Jose Mourinho. Z kolei Tottenham robi wszystko, aby utrzymać obecny trzon składu – Harry Kane, Dele Alli i Christiana Eriksena. W ten sposób na pewno nie odrobią 20 punktowej straty odzwierciedlającą jakość drużyn.

Mistrzostwo Anglii już przed sezonem można przypisać drużynie Pepa Guardioli – ich jedyny transfer to najlepszy piłkarz sezonu 2014/15 Riyad Mahrez za 67,8 mln euro. Mahrez, Raheem Sterling z Davidem Silvą na prawej stronie oraz Leroy Sane z Kevinem Dr Bruyne na lewej, a Sergio Aguero i Gabriel Jesus w ataku. Nikt w najbliższym czasie nie dogoni Pepa Guardioli.

Wyjątkowe 100 punktów Manchesteru City

Zakończony właśnie sezon w Premier League zakończył się spektakularną liczbą 100 punktów mistrza kraju, a przy okazji zostało  pobite osiągnięcie Chelsea z sezonu 2004/05 dotyczące największej liczby punktów w premier League.

Podsumowałem ostatnie 25 lat, w pięciu najlepszych ligach europy (La Liga, Premier League, Bundesliga, Serie A, Ligue 1), aby wyłonić najlepszą 15. Liderem zestawienia jest Juventus z sezonu 2013/14 , w którym jego piłkarze wygrali 33 z 38 meczów. Tamta drużyna rok później po 12 latach przerwy do finału ligi mistrzów, m.in. w półfinale eliminując Real Madryt:

Gianluigi Buffon – Giorgio Chiellini, Andrea Barzagli, Leonardo Bonucci, Stephan Lichtsteiner – Paul Pogba, Andrea Pirlo, Kwadwo Asamoah, Arturo Vidal (Claudio Marchisio) – Carlos Tevez, Fernando Llorente

Poniżej lista najlepiej punktujących drużyn, przyjąłem zliczanie punktów do 38 kolejek, które występują w czterech z pięciu najlepszych lig (dla Bundesligi, punkty przeliczyłem proporcjonalnie):

102 punktów Juventus Turyn w sezonie 2013/14
101,7 punktów Bayern Monachium 2012/13*
100,6 punktów Bayern Monachium 2013/14*
100 punktów Manchester City 2017/18
100 Real Madryt 2011/12
100 Barcelona 2012/13
99 punktów Barcelona 2009/10
98,3 punktów Bayern Monachium 2015/16*
97 punktów Inter Mediolan 2006/07
96 punktów PSG 2015/16
96 punktów Real Madryt 2009/10
95 punktów Chelsea 2004/05
95 punktów Monaco 2016-17
94 punktów Barcelona 2014/15
93,8 punktów Bayern Monachium 2017/18

Szanse na dołączenie do w/w grona mają w tym sezonie:

  • Juventus posiadający 91 punktów po 36 kolejkach
  • Barcelona posiadająca 90 punkty po 36 kolejkach
  • PSG posiadający 92 punkty po 37 kolejkach

Wyboldowałem najlepsze punktowo sezony Pepa Guardioli. To zaskakujące, że cztery z ośmiu najlepszych wyników osiągnęły jego drużyny, które potrafiły przez cały sezon osiągać wyniki na poziomie min. 2,47 punktów / mecz (zdobycz Bayernu z sezonu 2015/16). W zestawieniu znalazł się jedyny wicemistrz – Real Madryt z sezonu 2009/10, który wtedy przegrał z Barceloną.. Guardioli.

W latach 90-tych nie mieliśmy tak spektakularnych wyników punktowych, pierwszy raz granicę 90 punktów przekroczył Manchester United w sezonie 1999/00. Obecnie, co sezon 90 punktów osiągają Bayern Monachium, PSG (choć rok temu przegrali ze spektakularnie grającym AS Monaco) i Juventus Turyn, a Bundesliga, Serie A, Ligue 1 przypominają ligi jednej prędkości. Co innego w La Lidze, gdzie rywalizacja pomiędzy Barceloną a Realem Madryt przynosi najczęściej obu drużynom wynik ponad 90 punktów. W Premier League, takie osiągnięcia są rzadkością i być może dlatego wynik Manchesteru City jest wyjątkowy.

Liczy się tylko liga mistrzów

Piłka nożna ewoluowała. Ten powtarzany frazes najlepiej widać po celach drużyn na kolejne sezony. Najczęściej przed sezonami mamy zasłonę dymną, czyli po sukcesie w lidze atakujemy ligę mistrzów, a po lidze mistrzów atakujemy ligę. Nikt nie mówi o podwójnej, potrójnej koronie. Czasy, kiedy trzy-cztery trofea coś znaczą skończyły się w 2009, kiedy FC Barcelona wygrała ich sześć w jeden rok (liga, liga mistrzów, puchar króla, superpuchar krajowy, superpuchar europy, klubowe mistrzostwa świata). Jeśli ktoś uważa inaczej – PSG w sezonach 2014/15, 2015/16 wygrało cztery trofea (liga, puchar ligi, puchar ligi francuskiej i superpuchar krajowy) ale czy były to udane dla nich sezony?

Puchar kraju, kiedyś znaczące trofeum, w ostatnich latach w pięciu najsilniejszych ligach wygrywały takie „tuzy” jak Wigan Atletic (2013) czy Guingamp (2014), a jeśli dodamy do tego znane marki, ale nie znaczące tyle, co ich ambicje: Arsenal Londyn (2014, 2015, 2017), Wolfsburg (2015) i Lazio (2013), otrzymamy obraz mało znaczącego trofeum.

Podobno liczy się liga krajowa, o tym mogą z kolei wypowiadać się kibice FC Barcelony, Manchesteru City albo wspomniane PSG. Brak sukcesów w europie w tych klubach skutkowało zmianą trenera, a regularne zwycięstwa w lidze:

  • 7 z ostatnich 10 edycji FC Barcelona
  • 3 z osatnich 7 edycji Manchester City
  • 5 z ostatnich 6 edycji PSG
  • 6 ostatnich edycji Bayern Monachium
  • 6 ostatnich edycji Juventus Turyn (+ za chwilę kolejne)

jeśli nie łączą się z sukcesami w lidze mistrzów, są zapominane. Spośród w/w drużyn, jedynie FC Barcelona Pepa Guardioli (2009), Luisa Enrique (2015) i Bayern Monachium Juppa Heynckesa (2013) łączyła zwycięstwo w lidze z ligą mistrzów.

Co więcej, nawet najlepsze ligi potrafią wygrać przypadkowe drużyny, warto tutaj wymienić Leicester (2016), a także drużyny z Francji: Lille (2011), Montpellier (2013).

W piłce liczy się tylko liga mistrzów, a w niej liczy się tylko zwycięstwo. Dlatego trzy zwycięstwa w ostatnich czterech edycjach Realu liczy się więcej niż seryjne mistrzostwa Włoch czy Francji. Myślę, że kibice Barcelony z zazdrością patrzą na trofea Realu w sezonach 2014, 2016 i 2017, a jeśli na swoją szalę postawią triumfy z 2006, 2009, 2011 i 2015 to zawsze Real może dorzucić swoje z 1998, 2000, 2002, a co dopiero te z ery Puskasa i Di Stefano (sześć kolejnych).

Najbliższe lato oznaczać będzie dla nas kolejny wyścig zbrojeń. Rannych jest kilka drużyn:

  • PSG, które nigdy nie przebrnęło ćwierćfinałów (TUTAJ)
  • Barcelona po blamażu 0-3
  • Atletico Madryt, odpadające w rozgrywkach grupowych (TUTAJ)
  • Manchester United podrażnionych po wyeliminowaniu przez Sevillę
  • Manchester City po blamażu 1-5

a do tego grona pewnie doliczymy przegranych półfinalistów i przegranego finalistę. Czyli lista przegranych będzie większa niż zwycięzców, bo liczy się tylko liga mistrzów.