Z archiwum FIBA – USA vs Portoryko z 2007 roku

Z zaciekawieniem włączyłem mecz, który dzisiaj udostępniła FIBA – USA vs Portoryko z 2007 roku. Półfinał mistrzostw Ameryki z LeBronem Jamesem i Carlosem Arroyo mnie zaciekawił, a gdy przed spotkaniem już na parkiecie zobaczyłem piątkę: Jason Kidd, Kobe Bryant, LeBron James, Carmelo Anthony, Dwight Howard wiedziałem, że to jest to. W czasie panującej epidemii Koronawirusa na YouTube pojawia się wiele cennych, nigdy wcześniej nie opublikowanych materiałów i z uwagi na występ niedawno zmarłej legendy Lakers chciałem zobaczyć, jak to wyglądało.

Kobe w roku 2007 był najlepszy w karierze, osiągnął szczytową formę rzucając m.in. cztery razy z rzędu minimum 50 punktów. To nawet w czasach Jamesa Hardena robi wrażenie. LeBron, Howard i Melo byli młodzi, ale bardzo szybko osiągnęli status gwiazd NBA. Przecież tamten mecz był przed dwoma tytułami Kobe z Gasolem, o którym nawet nie marzył w roli partnera, Melo grał w Nuggets, a Kidd w Nets. Kobe od początku pokazywał niesamowite umiejętności. – panowanie nad ciałem w powietrzu i łatwość mijania 1 na 1 z to go zapamiętamy. LeBron bym zupełnie inny, gdy dostał piłkę na obwodzie i miał wolną pozycje to się zastanowił i dopiero rzucił za trzy w dodatku niecelnie. Z kolei wchodząc na kosz już wtedy jako 22 latek dysponował siłą, dzięki której przepychał rywali. Do tego Jason Kidd rzucający z dystansu i trafiający. Mam wrażenie, że dzisiaj się o tym nie pamięta, raczej spogląda się na niego przez pryzmat mistrzostwa w Dallas i emerytury w Knicks. Już w tamtym meczu miał za sobą 13 sezon w lidze, a owe mistrzostwo zdobył w 16 (!). Natomiast jego przegląd gry, dzielenie się piłką, przypominało mi, jak fascynująco się go oglądało.

Pierwsza zmiana amerykanów i za Dwighta Howarda wchodzi Amare Stoudemire. Dwight złapał głupie faule, ale zaimponował (niestety) nieudaną akcja w obronie, gdzie na kosmicznym poziomie zbijał piłkę po rzucie rywali. Przypomniał mi się konkurs wsadów rok później, kiedy w roli supermena sięgał końca tablicy. Amare wtedy był bestią, najlepszym ofensywnie wysokim w grze przodem do kosza, choć z dzisiejszej pozycji jednowymiarowy bez rzutu z dystansu. W 2007 (w grze za dwa punkty) jego dynamika mówiła nam, że będzie wyjątkowy. Nie był, głównie z powodu kontuzji kolan (najpierw lewe potem prawe), ale podobnie jak Kidda nie pamiętajmy go tylko z Knicks, w których po latach razem z Carmelo grali przez jeden sezon (i Tysonem Chandlerem, o którym poniżej). W pierwszej akcji Amare trafił rzut z odchylenia od tablicy. W kolejnej dynamicznie do linii wszedł na kosz. Taki miał potencjał oprócz kończenia akcji pick and roll.

Nie sprawdzałem składów z tego meczu, sama okładka LeBrona i obecność Bryanta mnie przekonała, ale gdy wszedł w pierwszej kwarcie Chauncey Billups zaniemówiłem. Nie było powtórki z Jordana, gdy blokował Isiaha Thomasa w 1992. Billups i chwilę później Tayshaun Prince byli świeżo po historycznej porażce z LeBronem Jamesem w finale konferencji i jego słynnych 25 punktów z rzędu (29 z 30 ostatnich drużyny). Nie przeszkodziło to powołać ich do składu, co pokazuje, że amerykanie po ostatnich porażkach byli bardzo zmotywowani:

2002 – 6 miejsce, ale po drodze przegrane z Argentyną, z Serbią (ćwierćfinał) i Hiszpanią (o 5 miejsce),
2004 – 3 miejsce, ale po drodze porażki z Portoryko, Litwą i Argentyną (półfinał)
2006 – 3 miejsce, przegrana z Grecją (półfinał)

Portoryko w pierwszej kwarcie dzielnie stawiało opór dzięki duetowi Elías Ayuso i Carlos Arroyo. Jednak dzięki pięciu kolejnym punktom Prince’a (SF o wzroście dzisiejszych centrów) i trójce Kobe Bryanta prowadzenie Amerykanów wynosiło sześć punktów.

Na początku drugiej kwarcie najaktywniejszy był Bryant. Najpierw stracił piłkę w kontrataku 3 na 1, później trafił trójkę, a w kolejnej akcji faulował przy rzucie za trzy Eliasa Ayuso. Kobe nie odpuszczał, wbijał się po penetracji na kosz wiedząc, że będzie faulowany. To z czym Amerykanie sobie nie radzili to penetracje pod kosz niskich Arroyo, Ayuso i młodego José Juan Barea. Przekazywanie po zasłonach kończyło się penetracja pod kosz rywali i punktami lub faulami. W ataku mieli jednak ogromną przewagę fizyczności, a dwa kolejne podania Jamesa do Howarda kończyły się wsadami, które prawie nie urwały obręczy.

Amerykanie sporo faulowali i protestowali niemal po każdym faulu. Spora różnica w przepisach i brak możliwości dotykania zawodników kończyło się gestami niezrozumienia, które wg najnowszych przepisów byłby technicznym przewinieniem. Portoryko nie trafiało z osobistych, a z ich lepszą skutecznością nie byłoby przewagi dziesięciu punktów. Amerykanie grali z LeBronem i Carmelo na skrzydle, a Mike Krzyzewski nie ustawiał Amare z Howardem razem, podobnie grał jedynym rozgrywającym Kiddem lub Billupsem i Kobe lub Reddem na dwójce. W ostatniej bronionej akcji drugiej kwarty znakomicie wymusili błąd 24 sekund, zamykając i podwajając rozgrywających.

Trzecią otworzył Anthony, który był najaktywniejszy wśród Amerykanów w drugiej kwarcie trafiając z kontry, z dystansu czy z odchylenia 1 na 1. Młody Carmelo był bardzo pazerny na punkty i potrafił ja zdobywać na wiele sposobów, choćby dwoma trójkami na początku drugiej połowy i kolejną minutę później. Potrafił wbijać się na kosz nie do zatrzymania niczym czołg LeBron James, który robił to w wieku 22 lat na niesamowitym bezczelnym poziomie. Wtedy wydawało się, że ta dwójka zdominuje ligę, a nawet trójka, bo Dwyane Wade nie wszedł na boisko, a miał na koncie tytuł MVP finałów 2006. LeBron świeżo doprowadził Cavaliers do finału ligi, a do Melo w trakcie sezonu przyszedł Allen Iverson.

Na boisku wśród największych gwiazd szalał jednak Anthony, kolejna trójka, znakomite dogranie od LBJ, który już wtedy chętnie dzielił się piłką. Gdy w jednej z akcji do linii wchodził Kobe Bryant i trafił z faulem, LeBron był pierwszym, który podnosił z parkietu starszego kolegę. Już wtedy była chemia, która przetrwała do obecnych czasów, gdy w jednym z meczów po pogrzebie, w szatni LeBron miał koszulkę Kobego. Wspominałem o przepisach, w jednej z kolejnych akcji LeBron zrobił naskok z dwutaktem a sędziowie bezwzględnie zagwizdali kroki. jedna z najbardziej charakterystycznych akcji obecnej koszykówki, wg zasad FIBA była niezgodna z przepisami. Wtedy jednak zdziwiony LeBron szukał na telebimach powtórki akcji, która dla NBA była przepisowa.

Amerykanie prowadzili 26 punktami a na zmianę za Jasona Kidda wszedł Chauncey Billups. Na parkiecie nadal byli Kobe, LeBron, Melo i Amare. Żaden drugi skład, Krzyzewski rzucił co ma najlepsze. Dopiero w 27 minucie spotkania za LeBrona wszedł Mike Miller, dzisiaj zapomniany koszykarz, zadaniowiec z Heat LeBrona. W 2007 skończył sezon z najwyższą przeciętną w życiu 18,5 pkt. trafiając 2,9 trójki na mecz. Dzisiaj Harden trafia 4,4 trójki, a w tamtym sezonie najwięcej trafiali trójek w meczu:

1. Ray Allen 3.0,
2. Mike Miller 2.9,
3. Gilbert Arenas 2.8,
4. Raja Bell 2.6,
5. Rashard Lewis 2.5.

Chwilę później Michael Redd zmienił Kobe Bryanta i trafił dwie trójki. Portoryko w trzeciej kwarcie stanęło, nie trafiali prostych rzutów a trudne nie dolatywały do kosza. Pokazywana przez realizatorów skuteczność rzutów za trzy pod koniec trzeciej kwarty wynosiła 59% (13/22) do 30% (6/20). Po chwili na trojkę Arroyo odpowiedział znowu Redd, a chwile później trafił z 8 metrów Miller. Realizator od razu skierował kamerę na klaszczącego Krzyżewskiego a za nim siedzieli asystenci Nate McMillan i Mike D’Antoni. Po osobistych Arroyo, który jako jedyny stanowił zagrożenie penetracją pod kosz, wynik brzmiał 100-70 dla USA.

Krzyzewski wprowadził Derona Williamsa w miejsce Billupsa i już w pierwszej akcji asystował on przy trojce Redda. Na ławce znakomicie bawili się LeBron z Kobe. Redd dołożył kolejną z 9 metrów, a następnie w kontrze podawał za plecami do Amare. Redd wtedy także był w swoim prime będąc piątym strzelcem ligi:

1. Kobe Bryant 31.6 pkt./mecz,
2. Carmelo Anthony 28.9,
3. Gilbert Arenas 28.4,
4. LeBron James 27.3,
5. Michael Redd 26.7.

Amerykanie byli bardzo podrażnieni porażkami sięgając po swoje największe gwiazdy za wyjątkiem Tima Duncana, Kevina Garnetta i Tracego McGradego. Samo posiadanie w składzie Kobe i LeBrona, czyli liderów Redeem Team jest legendarne, dzisiaj porównywane do duetu Magic Johnson/Michael Jordan z 1992 roku. Wielka była siła tamtej drużyny np. na papierze nie widać, jak wyglądali biegający pierwsi do kontry Redd i Amare, czy trafiający za trzy Miller. A przecież mówimy o graczach rezerwowych, którzy zdominowali ostatnią kwartę. Przewaga w połowie czwartej kwarty w trojkach wzrosła 65 (20/31) do 32 (8/25). To oznacza, że w osiem minut amerykanie trafili 7/9 trojek! Pod koniec meczu wszedł na boisko Tyson Chandler, drugi zbierający ligi (za KG przed Howardem) i to także pokazuje jak mieli mocny skład. Na ławce miała miejsce zabawa w najlepsze, realizator pokazywał żarty i uśmiechy Melo, Billupsa i Kobego. W końcówce trafiali za trzy ponownie Miller i Prince, efektowny wsad zaliczył Chandler, a wynik ustalił rzutem za trzy Rick Apodaca.

USA – Portoryko 135-91 (33–27, 24–15, 43–28, 35–21)

USA: Anthony 27 (6/7 za 3), Redd 23 (7/8 za 3), James 19 (9 as), Bryant 15, Miller 14 (4/6 za 3), Prince 10, Howard 9 (6 zb.), Kidd 8, Stoudemire 7, Chandler 3, Billups, Williams (7 as).

Portoryko: Ayuso 22 (5/9 za 3), Arroyo 21 (5 as), Falcon Melendez 12 (8 zb.), Apodaca 12, Reyes 11 (6 zb.).

Skład Lakers został rozjechany – bez wzmocnień ławki ani rusz

Pierwszy mecz sezonu regularnego pomiędzy Clippers a Lakers to coś więcej niż derby Miasta Aniołów. Coś więcej niż debiuty w nowych drużynach Kawhi Leonarda i Anthony Davisa. To pierwsza weryfikacja tego, co znakomicie zapowiada nowy sezon i być może finały NBA.

Oczywiście sezon jest długi, wiele się może wydarzyć – od kontuzji po zmiany kadrowe. Ale jeśli w pierwszym meczu dominuje Kawhi to wiesz, że ustawianie Clippers na szczycie konferencji zachodniej w różnych zabawach i typach ma sens. Zresztą dlaczego by nie miało, Kawhi dominował w play-off i `tylko’ zmienił klub, nie wydarzyło się nic, co miałoby zmienić jego pozycje najlepszego zawodnika ligi, jak od czerwca zaczęliśmy go nazywać. Lebron James, który od co najmniej 10 lat miał ten tytuł, tym razem był nieco w cieniu Kawhia. Siedem trafionych rzutów z rzędu i 30 punktów vs ostatnie punkty spotkania LeBrona na na 8 min i 51 sekund przed końcem. Mimo klasycznych statystyk dla Króla w okolicach triple double (18/10/8) wiadomo, kto wygrał ten pojedynek. Zresztą nie tylko LeBron zniknął pod koniec – Anthony Davis nie trafił żadnego kosza w czwartej kwarcie. Dlatego statystyki potencjalnie najlepszego duetu w Lidze, czyli dwa punkty w ostatniej kwarcie, a w całym meczu 15/40 z gry i tylko jedna trójka z siedmiu rzutów to za mało. Jednak to nie jest jedyny problem Lakers w tym meczu, a może i całym sezonie.

Problemem numer jeden jest ławka, która potrzebuje wzmocnień – Quinn Cook, Troy Daniels, Kentavious Caldwell-Pope, Jared Dudley i Dwight Howard. Nawet na papierze nie wyglądają dobrze i jest ogromna dysproporcja pomiędzy pierwszym składem a drugim. Na ich nieszczęście, ławka Clippers jest najsilniejsza w Lidze. Werdykt w pierwszym meczu brutalny – aż 60-19 dla Clippers! Zresztą spójrzmy na wykonawców – JaMychal Green, Moe Harkles, Montrezl Harell, Lou Williams; atak, obrona, zbiórek, punkty, trójki. Lakers nawet nie próbują wykorzystywać ofensywie zamienników bo 7 na 21 rzutów to nic. Świetny debiut Dannego Greena – 28 punktów (w tym 7 na 9 za trzy) nie będzie zdarza się co mecz. Diagnoza dotycząca słabej ławki jest jedną – za dużo oddano za Anthony Davisa:

Anthony Davis <=> Lonzo Ball, Brandon Ingram, Josh Hart i trzy pierwszorundowe picki (w tym pick nr 4 w najbliższym drafcie)

Dzisiaj GMowie drużyn to (w większości) wytrawni stratedzy, więc w pewnym momencie trzeba podejmować decyzje decydujące o losach organizacji. Najlepsi zawodnicy zdobywają mistrzostwo dlatego, aby wykorzystać ostatnie mocne lata LeBrona Jamesa trzeba było zaryzykować. W przeciwnym razie Lakers balansowaliby na granicy play-off. Wiadomo, że sezon 35-47 raczej by się nie powtórzył, bo była kontuzja LBJ, a doszłoby zgranie, lepszy trener, rozwój młodych zawodników, ale brak kluczowego ruchu oznaczałoby stracenie szansy na tytuł mając w składzie drugiego zawodnika w historii ligi, przecież nawet Cleveland potrafili zbudować skład wokół Króla. Dlatego teraz Lakers muszą lobbować po najlepszych zwalnianych zawodników, choćby Andre Iguodalę z Memphis Grizzlies, jak w końcu zostaną ustalone warunki zakończenia współpracy. Muszą także czekać na 15 grudnia, kiedy zawodnicy podpisani w lecie przestaną być chronieni i będą mogli być elementem wymian. Wiadomo, że kontuzjowany jest Kyle Kuzma, nie zagrał Rajon Rondo ale nie będzie to większy upside niż kontuzjowany Paul George. Dlatego do dzieła Panie Rob Pelinka.

AD z LBJ

Jeszcze nie milkną podsumowania finałów NBA, a mamy wielka bombę w NBA. W wymianie do Los Angeles Lakers przejdzie Anthony Davis:

Anthony Davis <=> Lonzo Ball, Brandon Ingram, Josh Hart i trzy pierwszorundowe picki (w tym pick nr 4 w najbliższym drafcie)

Lakers udało się zatrzymać Kyle Kuzmę, czyli nie oddawać wszystkich młodych zawodników w wymianie, która zmieni układ ligi. Oczywiście, Lakers oddają wiele, ale Pelicans przed najbliższym draftem maja pewność, że zbudują sobie zespól wokół Ziona Williamsona. Ball, Holiday, Ingram, Williamson i Julius Randle – tak będzie wyglądać pierwsza piatka Pelicans, a dodatkowo w wolnej agenturze mogą pozyskać środkowego (DeMarcus Cousins, DeAndre Jordan), który zechce z bliska zobaczyć nowego LeBrona Jamesa. Niewykluczone także, że Pelicans będą handlować swoim pickiem, aby skrócić czas budowy drużyny na playoffy.

Podpisanie we wrześniu umowy Anthony Davisa z agencją Richa Paula, przyjacielem LeBrona Jamesa miało ich połączyć wcześniej. Niestety Magic Johnson zaprzepaścił sezon Jamesa w prime i nie zbudował zespołu na play-offs mając wielkie możliwości – miasto, historie i utalentowanych zawodników w wymianie. Lakers w ramach nagrody pocieszenia otrzymali wysoki pick, który przeważył w ostatecznej wymianie. W grze liczyli się podobno Celtics, ale Danny Ainge po deklaracji Kyrie Irvinga, który odmówił podpisania opcji zawodnika, nie zdecydował się oddać Jaysona Tatuma. To z kolei pokazuje słabość poprzedniego GMa Pelicans Della Dempsa, ktory do końca wierzył w obietnice Ainge`a.

To oczywiście nie koniec zmian, bo Lakers zdecydowanie pójdą w wolnej agenturze po rozgrywającego, choćby Kembe Walkera. Lakers mogą mieć w lecie maksymalnie 32,5 mln $, nieporównywalnie do Hornets, którzy mogą swojemu liderowi zaproponować umowę 221,3$ na 5 lat. Walker podpisując najwyższy kontakt w lidze straciłby szanse na mistrzostwo, zostając w klubie w którym zalewie dwa razy na osiem sezonów grał w play-offs (Davis dwa na siedem sezonów).

Ta wymiana oznacza, że LeBron James po sezonie upokorzeń wraca tam, gdzie jego miejsce. Bo jeśli brakowało nam czegoś w obecnych play-off to jego obecności. Pomoże mu w tym Davis – pierwszy pick drafu 2012, najlepszy debiutant, trzykrotnie nominowany do pierwszej piątki ligi i najlepszych obrońców.

Steph Curry vs LeBron James po raz 13

Dzisiejszej nocy będziemy mieli długo wyczekiwane mecze, które przyciągają przed TV ogromną liczbę kibiców. Show pt. kto zagra z kim, trwa jeszcze przed ogłoszeniem terminarza, potem mamy pierwsze przecieki, chciejstwa (TUTAJ) i ogłoszenie terminarza w sierpniu. Sezon trwa dwa miesiące i w końcu je mamy:

Milwaukee @ New York
Oklahoma City @ Houston
Philadelphia @ Boston
Los Angeles @ Golden State
Portland @ Utah

Głównym daniem jest kolejny pojedynek LeBrona Jamesa z Golden State Warriors. Budowanie wielkich emocji na ten konkretny dzień to specjalność NBA, a LeBron z Currym zagrali w Boże Narodzenie po raz pierwszy w 2015 – wtedy wygrali ówcześni mistrzowie NBA (GSW), w kolejnym sezonie również wygrali mistrzowie tyle, że z Cleveland. W poprzednim sezonie trend mistrzów się utrzymał – wygrali
Warriors , mimo braku Currego (kontuzja kostki), a głównym bohaterem był autor triple-double Draymond Green (12 pkt., 12 zb., 11 as.).

Dzisiejszej nocy zagra kwartet Curry, Klay Thompson, Kevin Durant i Green, co stawia automatycznie obrońców trofeum w roli faworyta. Doświadczeni mistrzowie zagrają u siebie i niestety jest to błąd NBA, która dla wyrównania szans powinna ten mecz zrobić w Staples Center. Niepewni występu w barwach Lakers są Brandon Ingram, Tyson Chandler i JaVale McGee, ale i z nimi trudno by było wskazać Lakers jako faworyta. Oczy całego koszykarskiego świata zostaną skierowane tradycyjnie na LeBrona Jamesa, który rozegra 13 mecz z Currym w sezonie regularnym (dotychczas bilans 6-6, w play-off 15-7 dla Stepha) oraz… 13 mecz w dniu 25 grudnia. Smaczku tej rywalizacji daje zmiana zasad wyboru składu meczu gwiazd, które na podstawie głosów będą wybierać do swoich drużyn kapitanowie. Curry i James wybierali w zeszłym roku, w tym wybierać będzie tylko jeden z nich i ktoś ze wschodu (Giannis Antetokounmpo lub Kawhi Leonard). Oczywiście, gdzieś w rywalizacji jest też Kevin Durant i może się okazać, że to dwukrotny MVP skradnie wieczór. O Durancie i Lakersach było głośno przed sezonem, jednak podpisał on przedłużenie. Dziś nie jest pewne, czy zostanie w Warriors, ale obecnie więcej się mówi o przejściu do Nowego Jorku niż Los Angeles.

[NBA rumor] Beal będzie wyglądał niesamowicie grając w Lakers obok LeBrona

Washington Wizards rozpoczęli sezon od bilansu 1-7 i tak fatalnie nie było u nich od sezonu 2012/13, kiedy przegrali pierwsze dwanaście meczów. Było to jednak dawno temu, świadczy o tym, choćby budżet wynagrodzeń Wizards za tamten sezon:

Emeka Okafor 13,5 mln $
Nene 13 mln $
Trevor Ariza 7,3 mln $
Andray Blatche 7,1 mln $
John Wall 5,9 mln $
Bradley Beal 4,1 mln $

Bradley Beal był wtedy debiutantem, ale jego i Johna Walla prześladowały cały sezon kontuzje i zamiast zgrać duet, opuścili wspólnie 59 spotkania. To po tamtym sezonie zakończonym bilansem 29-53, przyszedł do nich z trzecim numerem Otto Porter i powstał trzon drużyny, która miała powalczyć o tytuły:

2013 Otto Porter, 3 pick
2012 Bradley Beal, 3 pick
2011 Jan Veselny, 6 pick
2010 John Wall, 1 pick

Ostatecznie z rożnych przyczyn nigdy nie walczyła (trzykrotnie półfinał konferencji, ale nigdy nie przegrywali z LeBronem Jamesem, co zwykle jest wymówką innych drużyn), co więcej, fatalny start sezonu (w tym 0-3 u siebie) sprawia, że duet Wall/Beal za chwilę przestanie istnieć. Przed sezonem typowałem z uwagi na skalę talentu Wizards na szóstym miejscu (TUTAJ). Miejsce w play-off jest nadal realne, wcześniej jednak pracę straci Scott Brooks, który nie sprostał oczekiwań Generalnego Managera Ernie Grunfelda. W tym momencie nie sądzę, aby dwójka zawodników, która nigdy za sobą nie przepadała, złapie wspólny język nawet u nowego trenera. To opowieść o dwóch samcach alfa i właśnie nadszedł moment, aby rozbić ten duet. Problemem jest na pewno wynagrodzenie, Grunfeld przeszacował kontrakty najlepszych zawodników sprawiając, że mają szósty największy budżet wynagrodzeń w lidze:

1. Miami 158,3 mln $
2. Oklahoma City 147,3 mln $
3. Golden State 145,8 mln $
4. Toronto 141,2 mln $
5. Houston 134,6 mln $
6. Washington 131,7 mln $

Oczywiście, razi w tym rankingu Miami, ale po pierwsze – wlicza im się kontrakt Chrisa Bosha, a po drugie – Miami ma ósmy bilans na wschodzie, a Wizards piętnasty. Najważniejsze kontrakty Wizz wyglądają następująco:

Otto Porter $26 mln $
Bradley Beal $25,4 mln $
John Wall $19,2 mln $
Ian Mahinmi $16 mln $
Austin Rivers $12,6 mln $
Markieff Morris $8,6 mln $
Jason Smith $5,4 mln $
Dwight Howard $5,3 mln $
Kelly Oubre $3,2 mln $
Tomas Satoransky $3,1 mln $

To dużo za dużo, a dodatkowo od przyszłego sezonu zaczyna obowiązywać tzw. supermax Johna Walla, czyli $169,344 za 4 lata gry. To sprawia, że Wall na ten moment jest niewymienialny, dlatego Grunfeld powinien wymienić Beala. Rozglądając się po lidze, jest kilka drużyn, które chętnie dodadzą swój talent, aby pozyskać All-Stara. Talent, gdyż zawodnicy z ugruntowaną pozycją kosztują, a na zwiększenie wynagrodzeń Grunfeld nie może sobie pozwolić. Podczas ostatniego występu w The Jump (podcast ESPN), Tracy McGrady powiedział, że:

Beal będzie wyglądał niesamowicie grając w Los Angeles Lakers obok LeBrona Jamesa, ponieważ jest dominującym strzelcem.

Patrząc na grę Lakers widać, że brakuje im regularnie punktującego zawodnika z dalszej odległości. W dodatku, Lakers mają kilka młodych talentów, którzy mogliby zainteresować Wizards. Choćby Josh Hart i Brandon Ingram (plus oczywiście Kentavious Caldwell-Pope, czy inny zawodnik wyrównujący wynagrodzenie). 25 letni All-Star za dwóch zawodników, którzy uzupełniliby duet Wall/Porter, ta wymiana ma sens, tym bardziej, że Ingram w dalszym ciągu uchodzi za wielki talent, który na razie nie błyszczy obok LeBrona Jamesa.

Lakers po nieudanym początku sezonu będą musieli zaryzykować wymianę, skoro w lecie im się nie udało, co idzie in minus na konto Magica Johnsona (TUTAJ). Oczywiście, w lecie 2019 będzie kilku wolnych agentów – Kevin Durant, Klay Thompson, Kawhi Leonard i Jimmy Butlera, ale nie jestem przekonany, czy któryś z nich przejdzie do Lakers (TUTAJ). Prędzej zrobi to rozczarowany przegrywaniem Anthony Davis, mający tego samego agenta co LeBron  (TUTAJ). Ingram w nowoczesnej koszykówce ma wiele do nadrobienia (w tym sezonie średnio 0,8 trafionych trójek na mecz oraz 0,8 asysty) i jeśli Magic Johnson będzie mógł zdobyć Beala, zrobi to. John Wall przy takiej wymianie w końcu będzie miał swój zespól, co również wpłynie pozytywnie na Wizards.

[Prognoza] sezon 2018/19 NBA

WSCHÓD

  1. Boston Celtics (61 zwycięstw) – do Celtics powracają po kontuzjach Gordon Hayward i Kyrie Irving, co oznacza drugi sezon z rzędu, kiedy od tej dwójki zaczynamy przywództwo w drużynie. Różnica jest znaczna – wtedy przegrali 1-4 z Cavaliers praktycznie bez walki. W poprzednim sezonie, LeBron James dwoił się i troił, aby zwyciężyć, (TUTAJ) a dzisiaj nie będzie już przeszkodą. Dodatkowo, tamci Celtics dopiero się tworzyli i zastanawialiśmy się, jak sobie poradzą bez Isaiaha Thomasa, Averego Bradley`a, Jae`a Crowdera, Kellego Olynyka. Obecni, są gotowi wygrać nie tylko konferencję – mają potencjalnie najlepszych (wspólnie z Sixers) młodych zawodników – Jaylena Browna i Jaysona Tatuma, potencjalnie najlepszego trenera (Brad Stevens), jednego z najlepszych obrońców w lidze (druga piątka All Defensive Team dla Ala Horforda) oraz Terrego Roziera, który rzuca 26 punktów w siódmym meczu pierwszej rundy z Milwaukee Bucks. Dzisiaj problemem może być wkomponowanie dwójki Hayward/Irving w utalentowany zespól, zwłaszcza, że ciągle wisi nad nimi wymiana i każdy może zmienić drużynę za np. Anthony Davisa (TUTAJ).
  2. Philadelphia 76ers (57) – jedyna drużyna, która talentem wygrywa z Celtics. W zasadzie te porównania świadczą po pierwsze o sile i potencjale, ale także o układzie sił. To Sixers porównujemy do Celtics, a nie odwrotnie, dlatego póki co prognozuję kolejny progres i miejsce w ścisłej czołówce. Muszą stać się dwie z trzech rzeczy – Ben Simmons będzie elitarnym zawodnikiem na miarę all NBA team lub/i Joel Embiid gra min. 70 spotkań lub/i Markelle Fultz staje się laureatem nagrody zawodnika, który poczynił największe postępy. W końcu mówimy o numer jeden draftu, w którym wybrano Jaysona Tatuma i Donovana Mitchella.
  3. Milwaukee Bucks (53) – wierzę w Giannisa Antetokounmpo, który w każdym kolejnym sezonie poprawiał się w punktach, zbiórkach i skuteczności rzutów z gry. Doprowadził średnie do poziomu 26,9 pkt., 10 zb., i 53%. Dla niektórych to faworyt do MVP sezonu, ale podstaąa tego wyboru jest bilans drużyny. Bucks idą tak w górę, że odejście Jabariego Parkera nie osłabi drużyny, bo da rozwinąć się Khrisowi Middletonowi (w play-off notował w siedmiomeczowej serii z Pacerrs średnio 24,7 pkt.) może nawet do meczu All star. Najważniejsze wzmocnienia to Brook Lopez oraz znakomity trener, Mike Budenholzer.
  4. Toronto Raptors (51) – mały regres w porównaniu do poprzedniego sezonu, ale 60 zwycięstw było wynikiem ponad stan. W lecie pozyskali potencjalnie najlepszego zawodnika konferencji Kawhi Leonarda (TUTAJ) i idą w stronę najlepszej obrony ligi. Zagadką jest zdrowie swojego lidera, ale gdy będzie zdrowy – Raptors idą drogą dawnych mistrzów, którzy zdobywali tytułu bazując na defensywie. W dodatku, Kawhi nie pęka w play-off (#derozan), bo ma na kominku statuetkę MVP finałów.
  5. Indiana Pacers (49) – oni zaskoczyli mnie w zeszłym sezonie najbardziej, będąc trzecia silą w ubiegłorocznym play-off. Dzisiaj każdy spodziewa się kolejnego progresu, czyli awansu do drugiej rundy. Ma im w tym pomoc Victor Oladipo, który stal się dla mnie (pewnie nad wyrost) zawodnikiem z top10 ligi (TUTAJ). Pozyskanie w lecie Tyreke Evansa, zatrzymanie składu i dalszy rozwój Mylesa Turnera – bardzo podoba mi się sposób przebudowy drużyny po odejściu Paula George’a.
  6. Washington Wizards (44) – w 10 historiach, na które czekam (TUTAJ) napisałem:

Washington Wizards rozbijają duet John Wall/Bradley Beal, który był hot na początku, ale dzisiaj nie prowadzi ich donikąd.

7. Miami Heat (41) – rok temu (TUTAJ), napisałem:

Heat na papierze mają fajną, zbilansowaną drużynę, z liderem Goranem Dragiciem, nieobliczalnym Dionem Waitersem, świetnie broniącymi Jamesem Johnsonem, Hassanem Whitesidem i Justise Winslowem. Brakuje im jednak zawodnika formatu All-Star, kogoś kto poprowadzi klub do czegoś więcej niż tylko do najlepszej ósemki słabego wschodu.

8. Detroit Pistons (40) – na papierze wygrali wymianę z Clippers (TUTAJ), jednak nie zrobili oczekiwanego progresu. Tylko jeden awans do play-off (trzy sezony temu) w dziewięć lat to bardzo słaby wynik, dlatego zaskoczeniem było pozyskanie trenera poprzedniego sezonu Dwane`a Casey`a. Głównym problemem będzie najgorzej zbilansowane salary cup, które w połowie zjada duet podkoszowych, gdzie żaden nie jest w top20 ligi:

2018-19 – 57,5 mln € za dwójkę Griffin/Drummond
2019-20 – 61,3 mln € za dwójkę
2020-21 – 65,3 mln € za dwójkę (jeśli Big Penguin podpisze opcje gracza, a podpisze – nikt tyle nie płaci za środkowych (TUTAJ)
2021-22 – 39 mln € tylko za Griffina

Poza ósemką:
9. Charlotte Hornets (39)
10. Chicago Bulls (36)
11. Cleveland Cavaliers (35)
12. Orlando Magic (30)
13. Brooklyn Nets (24)
14. New York Knicks (18)
15. Atlanta Hawks (14)

ZACHÓD

  1. Golden State Warriors (66 zwycięstw) – kolejny rekordowy sezon mistrzów NBA. Od momentu transferu Kevina Duranta liga stałą się przewidywalna i nie zmieniły tego kontuzje w minionym sezonie. Wzmocnieni DeMarcusem Cousinsem będą nie do zatrzymania.
  2. Houston Rockets (59) – nowe super trio – Chris Paul, James Harden, Carmelo Anthony na papierze wygląda znakomicie, ale dwójka z nich jest na końcu swojej drogi, co pewnie będzie decydujące w meczach play-off. Daryl Morey robi w Houston świetną robotę, w dwa lata zmienił piątkę: Patrick Beverley, James Harden, Trevor Ariza, Clint Capela, Ryan Anderson na Chris Paul, James Harden, Carmelo Anthonym, P.J. Tucker, Clint Capela. Nawet jeśli Melo ma wchodzić z ławki, to wstawmy w jego miejsce Erica Gordona i nadal będzie to top3 pierwszych piątek.
  3. Oklahoma City Thunder (49) – kolejny znakomity GM, Sam Presti zbudował bardzo dobra drużynę, co pokazuje wielką rywalizacje w tej dziedzinie w NBA. W świecie wielkich gwiazd, jeszcze większych pieniędzy i ograniczających posiadanie jednego i drugiego salary cup, o wyniku drużyny decyduje twój GM. Oczywiście, liderem drużyny jest MVP sprzed roku Russell Westbrook, ale posiada on spore wsparcie w do niedawna liderach Pacers (Paul George) czy Atlanty (Dennis Schröder). Okc powinni zapewnić sobie przewagę parkietu w pierwszej rundzie, bo jeśli drugi raz odpadną tak szybko (w pierwszej), skończy się to rewolucją.
  4. San Antonio Spurs (48) – zaskoczony jestem typami fachowców, którzy w nich nie wierzą. W poprzednim sezonie Potrafili na silnym zachodzie awansować do play-off, bez gry swojego lidera (tylko dziewięć spotkań) którego zresztą oddali. W efekcie do drużyny z bilansem 47-35 przyszedł zawodnik z top20 ligi (TUTAJ), co powinno tchnąć nowego ducha w organizację. Spurs oprócz Kawhi leonarda opuścili Danny Green, Tony Parker, Mamy Ginobili, a w nowym sezonie prowadzić będzie ich duet DeMar Derozan/LaMarcus Aldridge, wsparty znakomitym Gregiem Popovichem. Dlatego typuję podobna liczbę zwycięstw jak w sezonie ubiegłym.
  5. Utah Jazz (47) – to największa rewelacja (wspólnie z Pacers) minionego sezonu i trudno prognozować czy wskoczą na poziom wyżej, czy będą dryfować pomiędzy pierwsza a drugą rundą. Dzisiaj trudno jest utrzymać wynik i to powinno być sukcesem Jazz. Prognozuję, że dalszy postęp zrobi Donovan Mitchell, bo rok temu prognozowaniem im tegoroczny play-off (TUTAJ):

Jeśli jednak Rubio zagra w nowym klubie jak pod koniec swojej gry w Minnesocie, a Mitchell okaże się stealem, Jazz wrócą do play-off już za rok.

6. Los Angeles Lakers (46) – najtrudniej wytypować wynik drużyny, która od pięciu sezonów jest poza play-off, a przychodzi do niej najlepszy zawodnik ligi i kilku role players. Może Rajon Rondo, Lance Stephenson czy JaVale McGee szczyt kariery mają za sobą, ale młodzież: Brandon Ingram, Kyle Kuzma czy Lonzo Ball powinni mieć lepszy sezon, a zadba o to Lebron James. Dlatego typuję 11 zwycięstw więcej, a dla porównania, Lebron wracając do Cavaliers w sezonie 2014/2015 poprawił ich wynik o 20 zwycięstw. Połowa z tego jest naprawdę realna, zwłaszcza, że Lakers są w grze w praktycznie każdą wielką gwiazdę np. Anthony Davisa (TUTAJ)

7.Denver Nuggets (45) – TUTAJ

8. Portland Trail Blazers (44) – w 10 historiach, na które czekam (TUTAJ) napisałem:

Portland Trail Blazers rozbijają duet Damian Lillard/CJ McCollum, który był hot na początku, ale dzisiaj nie prowadzi ich donikąd

poza ósemką:
9. New Orleans Pelicans (40)
10. Memphis Grizzlies (38)
11. Dallas Mavericks (37)
12. Minnesota Timberwolves (35)
13. Phoenix Suns (33)
14. Los Angeles Clippers (28)
15. Sacramento Kings (23)

NAGRODY

Ostatnie typowanie poświęcam MVP, najlepszym piątkom sezonu i pozostałym nagrodom.

MVP:

  1. LeBron James
  2. Kevin Durant
  3. James Harden

Najlepsze piątki:

  1. Stephen Curry, James Harden, Kevin Durant, LeBron James, Joel Embiid
  2. ‎Russell Westbrook, Victor Oladipo, Kawhi Leonard, Giannis Antetokounmpo, Anthony Davis
  3. Ben Simmons, Damien Lillard, Paul George, LaMarcus Aldridge, Nikola Jokić

Najlepszy debiutant:

  1. Luka Doncic
  2. Jaren Jackson Jr.
  3. Trae Young

Trener roku:

  1. Mike Budenholzer
  2. Brad Stevens
  3. Brett Brown

Obrońca roku:

  1. Joel Embiid
  2. Kawhi Leonard
  3. Rudy Gobert

Najlepszy rezerwowy:

  1. Terry Rozier
  2. Eric Gordon
  3. Lou Williams

Zawodnik, który poczyni największe postępy:

  1. Markelle Fultz
  2. Brandon Ingram
  3. Myles Turner

TOP20 ranking zawodników NBA (notowanie 2)

Po połowie roku, czas na nowe zestawienie najlepszych koszykarzy. W czołówce nie ma zmian – mieliśmy dość przewidywalne play-offy i umieszczony wysoko awansem Anthony Davis potwierdził wysokie umiejętności. Nie potwierdził ich Damian Lillard, który odpadł po porażce 0-4, a przecież za sezon regularny został nominowany do pierwszej piątki sezonu. Do dziesiątki wskoczył rewelacyjnymi play-offami Victor Oladipo, który rywalizował niemal na równi z LeBronem Jamesem i odpadając dopiero w siódmym meczu, a wcześniej w meczu numer sześć notując triple-double.

Przypominam, że w rankingu nie liczy się tu i teraz (ranking MVP to inna zabawa), tylko nieco dłuższy okres, natomiast największy problem miałem z zawodnikami, który opuścili sporą część sezonu (Leonard, Irving, Cousins oraz niemieszczący się w 20 John Wall i Kristaps Porzingis).

  1. LeBron James
  2. Kevin Durant
  3. James Harden
  4. Anthony Davis
  5. Stephen Curry (+1)
  6. Kawhi Leonard (-1)
  7. Giannis Aantetokounmpo (+1)
  8. Russell Westbrook (-1)
  9. Joel Embiid
  10. Victor Oladipo (n)
  11. Damian Lillard (+1)
  12. Paul George (-1)
  13. Chris Paul
  14. Jimmy Butler (+1)
  15. Klay Thompson (+1)
  16. Kyrie Irving (-2)
  17. DeMarcus Cousins (-7)
  18. Demar Derozan
  19. Karl-Anthony Towns
  20. LaMarcus Aldridge (n)