Z archiwum FIBA – Grecja vs USA z 2006

Mecz Grecji z USA z 2006 roku to klasyczny must see, bo co prawda wynik jest wszystkim znany, ale w turnieju obie drużyny szły jak burza, wygrywając pierwsze siedem spotkań. A ósme pomiędzy sobą rozegrali w półfinale. Grecy wcześniej pokonali m.in. Turcje, Litwę i Francje, a USA – Włochy, Słowenię i Niemcy (wicemistrzów Europy 2005 TUTAJ). Drużyny rozpoczęły spotkanie w następujących piątkach:

Grecja – Dimitris Diamandidis, Nikos Hatzivrettas, Andonis Fotsis, Michalis Kakiouzis, Lazaros Papadopulos
USA – Kirk Hinrich, Joe Johnson, LeBron James, Carmelo Anthony, Elton Brand

Amerykanie nie grali najsilniejszym składem na tych mistrzostwach, po igrzyskach w kadrze więcej nie zagrali Tim Duncan i Allen Iverson, a dopiero za dwa lata mieli w niej zagrać Kobe Bryant i Jason Kidd (ponownie po 2000 roku). Tematu kadry i Kevina Garnetta oraz Tracego McGradego nigdy nie było, podobnie jak Shaqa, który trzy miesiące wcześniej zdobywał tytuł w Miami. Grecja to ówczesny mistrz Europy z gwiazdami Euroligi – MVP Final Four Theo Papaloukas i najlepszy obrońca Euroligi Dimitris Diamandidis. Wcale nie takie ogórki, ale z LeBronem Jamesem czy Dwyane Wadem nie byli faworytami. Dodam, że MVP Mistrzostw Europy 2005 był oczywiście Dirk Nowitzki, a w pierwszej piątce turnieju oprócz uznanych gwiazd Juana Carlosa Navarro i Borisa Diawa byli właśnie Papaloukas i Diamandidis.

Zaczęło się nerwowo od niecelnych rzutów, ale pierwsze punkty zdobył Papadopulos w grze 1 na 1 z Eltonem Brandem. W odpowiedzi przedzierał się pod kosz Carmelo Anthony, ale Papadopulos grał twardo i mimo faulu pokazał, że nie będzie łatwych punktów. Nie będzie także łatwego kozłowania, bo gdy Elton Brand kozłuje to Diamandidis zabiera mu piłkę. Grecy podwajają Carmelo, a Amerykanie umiejętnie rozrzucają i Kirk Heinrich trafia z wolnej pozycji. 5-2 USA. W obronie jednak po zasłonach nie ma przejmowania. Diamandidis w pojedynku z Heinrichem z perspektywy 14 lat po wygląda trochę inaczej. Pierwszy jest legendą Euroligi, drugi nie sprostał oczekiwaniom NBA – szybkości, fizyczności i obronie, a z perspektywy czasu to spotkanie profesora z Hellady z Amerykaninem. Na parkiecie Elton Brand blokuje Papadopulosa, po pierwszej akcji i słabej obronie. Grecy w odpowiedzi przechwytują piłkę Heinrichowi i wsadzają piłkę do kosza. 6-5. Elton Brand po swoim życiowym sezonie w Clippers (24,7 pkt., 10 zb.) skacze na zbiórce z dwoma Grekami i wcale nie widać tej amerykańskiej fizyczności. Raczej brakuje centymetrów, a na ławce siedzą wysocy Fotsis i Schortsanitis. Ten drugi pojawia się na boisku z uwagi na drugi faul w połowie pierwszej kwarty Papadopulosa. za Hinricha wchodzi Chris Paul, najlepszy debiutant NBA. Wytrzymuje wyjście z połowy plecami z Diamandidisem. Schortsanitis 1 na 1 jest faulowany, a dla Branda to także drugi faul. Wchodzi niespełna 21 letni, chudy Dwight Howard, który obsłużony przez LeBrona, dunkuje z wielką siłą. 13-9. Pojawia się także Vassilis Spanoulis w bujnej czuprynie, kolejna legenda Euroligi, który trafia po zasłonię, a CP3 nie nadąża. Dwight nie ma problemu ze zbieraniem przeciwko dwójce podkoszowych Grecji i po zbiórce ponownie wsadza piłkę do kosza, a w kolejnej akcji jest faulowany po zbiórce. Bestia. Grecy nie zastawiają swojej tablicy, zbiera także Wade. Wade zmienia kierunki podczas dwutaktu, zawisa w powietrzu i ogląda się to znakomicie. Chris Paul blokuje zza pleców Spanoulisa. Ten w jednej z akcji Amerykanów staje w swoim stylu (którym czarował na parkietach Euroligi) na ofensywnego Wade’owi. 20 do 14 dla USA.

Druga kwartę Amerykanie zaczęli na parkiecie z Cp3, JJ, LBJ, Melo i Howardem. Król zdobył pierwsze punkty i faworyci prowadzą 22-14 najwyżej w meczu. LeBron w dwóch kolejnych akcjach najpierw wpadł na Diamandidisa, a potem faulował Spanoulisa przy trójce. Ten trafia wszystkie rzuty. Po jumperku Carmelo, w kolejnej James wsadza po kontrze z impetem piłkę. Grecja bez wygrywania zbiórek nie ma szans na zwycięstwo. A w tym momencie jest 14-6 w zbiórkach. Carmelo trafia z bliska i kontry, a przy wyniku 30-21 ma 12 punktów. Trafia JJ za trzy z prawej rogu strony. Grecja wszystkie piłki gra przez Papadopulosa, który radzi sobie z Howardem. Przede wszystkim jest większy i znakomicie to wykorzystuje. Dość zabawna jest ofensywna akcja Heinricha, który stoi po lewej w rogu na wolnej pozycji i nie wyrzuca piłki z rąk opadając po wyskoku. Czy naprawdę nie było lepszych rozgrywających w NBA? Może trzeba było wziąć Derona Williamsa wzorem Paula albo Chauncey Billupsa, bo Gilbert Arenas zapewne nie pasował do towarzystwa ze względów charakterologicznych. Chris Paul dostaje bloka przy wsadzeniu piłki od Diamandidisa, a Heinrich kilka sekund później fauluje Spanoulisa przy próbie za trzy. Brakowało tej drużynie generała, dlatego należy docenić rolę Jasona Kidda na igrzyskach w 2008. W Grecji było ich trzech – Diamandidis i Papaloukas dość szybko odrobili prowadzenie i zdobyli licząc z osobistymi Spanoulisa 7-0 wciągu niecałej minuty. Mike Krzyżewski bierze czas. Amerykanie grają indywidualne akcje, ale dalej dominują zbiórkę. Patrząc na wynik nie widać ich słabości, chociaż trójka Diamandidisa z wolnej pozycji zbliża obie drużyny, a po wsadzie Schortsanitis, a po błyskawicznej kontrze od Papaloukasa jest 36-35. Chwilę później na z zespołową akcje Amerykanów odpowiada ponownie trzy akcje z rzędu (!) Schortsanitis obsłużony dwukrotnie przez Spanoulisa i raz przez Papaloukasa. Grecja gra, Amerykanie stoją. Grecja prowadzi 41-38. Papaloukas wchodzi pod kosz w taki sposób, że Chris Bosh się przewraca. To Grecja jest fizyczniejsza w tym meczu, gra twardo i znakomicie dzieli się piłka. W dodatku kilka kolejnych akcji z rzędu kończy punktami. Osobiste Amerykanów zmniejszają przewagę i jest 45-41 dla Grecji. A w samej drugiej kwarcie Grecy wygrali 32-21, dając prawdziwy koncert.

Diamandidis otwiera wynik trzeciej kwarty, a Heinrich znajduje Howarda pod koszem. Amerykanie podwajając Diamandidisa odpuszczają Fotsisa, który trafia trójkę. Mamy największe prowadzenie w meczu 50-43. W odpowiedzi Heinrich trafia trójkę, a Anthony wbija się na kosz na potężnego Schortsanitisa i jest faulowany, ale nie trafia dwóch osobistych. 11 na 19 z linii rzutów wolnych to bardzo słaby wynik. W kolejnej akcji ponownie indywidualnie pod kosz wchodzi Anthony zdobywając punkty. W tamtej ekipie był najlepszy – był za duży dla SF, a za szybki dla PF. Z kolei Schortsanitis trafia piłki dostarczone pod kosz. Baby Shaq blokuje także z faulem LeBrona Jamesa. Ten nie trafia dwóch osobistych. Trzeci muszkieter Wade jest faulowany w kolejnej akcji przez potężnego Greka, który musi usiąść na ławce po trzech faulach. Szkoda, bo rzucił dotychczas 14 punktów i był odpowiedzią na zbiórki amerykanów. Wade trafił dwa razy z linii rzutów wolnych, ale w kolejnej akcji po zasłonie trafia Spanoulis za trzy. Elton Brand nie przejmuje po zasłonie zawodnika, tylko cofa się pod kosz. Chris Paul nie ma szans bronić takich akcji, które Grecy będą trafiać. 59-50. James nie trafia trójki, jest niewidoczny, a w obronie Diamandidis trafia mu sprzed nosa trójkę, chwilę później Kostas Tsartsaris trafia za trzy. 65-51. Grecy trafiają wszystko, ale nadal twardo bronią. Do tego sporo faulują, ale Amerykanie nie trafiają osobistych. Dimos Dikoudis trzy kolejne akcje trafia za dwa, wcześniej Carmelo za trzy i ma już 18 punktów, ale przewaga wynosi 13 punktów. Grecja gra seriami, jak któryś z zawodników trafia, dostaje piłkę także w kolejnej akcji. Dikoudis dostał fantastyczne podanie w jeszcze jednej akcji, ale LeBron James go zablokował. Anthony znowu trafia trójkę. Diamandidis ćwiczy tym razem Chrisa Paula, który zdziwiony odgwizdanym faulem ma szczęście, że wtedy nie panowała moda na memy. Dikoudis ogrywa grą plecami Wade’a jak dziecko. Amerykanom nie idzie po obu stronach parkietu. Starają się tak bardzo, że w jednej z akcji Wade i Shane Battier rzucili nurka po piłkę na parkiet. Grecja rozgrywa długo piłkę, w dodatku trafia 62% z gry. Bardzo dobrym pomysłem jest ustawienie w jednej z akcji Battiera (najlepszego obrońcę) na Spanoulisa, bo w niej został on zablokowany. Ale w ostatniej akcji Spanoulis przebiegł całe boisko w cztery sekundy i trafi buzzer beatera nad Battierem i JJ. 77-65, a w samej trzeciej kwarcie 32-24! Cytując klasyka: sensacja wisi w powietrzu.

Ostatnią kwartę USA zaczęli piątką: Heinrich, Wade, JJ, James i Anthony. Bardzo niski skład ma bazować na szybkości i rzutach z dystansu. Lepiej też bronić po zasłonach Diamandidisa i Spanoulisa. Na trafienie 2+1 Wade’a odpowiada Kakiouzis za trzy. Minuta minęła, wynik bez zmian. Gra USA się zmieniła, więcej podań, więcej dynamiki. Gonią. Grecja gra sprytnie, pod kosz. Kakiouzis pod kosem trafia 2+1, odpowiada Melo trójką. Papaloukas pod kosz, Wade za trzy. Bardzo dobrze grają Amerykanie zdobyli 12 punktów w trzy minuty, ale Grecja gra swoje. Dziwne, że na granie akcji Greków pod kosz, przeciwnicy nie odpowiadają Howardem, który w pierwszej połowie zdobył 10 punktów i 7 zbiórek. Grecja to Grecja, a w kontrze trzech na dwóch, Spanoulis spowolnił grę, dając Papaloukasowi rozegrać powoli akcje. W kolejnym kontrataku akcji Spanoulis był faulowany przez Cp3a a Wade za późno zbijał piłkę z kosza. Spanoulis po turnieju miał dołączyć do Yao Minga w Houston, ale rozegrał w Rockets jedynie 31 meczów wracając do Europy. Chris Paul gubi piłkę od LeBrona i dalej utrzymuje się 11 punktów przewagi. Na ławce dalej siedzi Schortsanitis, który dalej ma trzy faule, ale bardzo by się przydał. Battier pod koszem po raz trzeci blokuje przeciwników, tym razem Tsartsarisa. Wchodzi Schortsanitis, a LeBron bierze grę na siebie i trafia dwie kolejne akcje, ale w obronie (co zrozumiałe) w pierwszej akcji fauluje Baby Shaqa. Krzyżewski dalej gra bez podkoszowego. Wade marnuje wsad, który powinien zakończyć, a Diamandidis nie łapie piłki od Papaloukasa. Nerwy, osiem punktów przewagi, LeBron znowu wchodzi pod kosz i trafia. Podobnie jak Spanoulis mijając Wade’a. Gdy Heinrich trafia trójkę, mamy 2,5 min i pięć punktów, co zapowiada sensacji. Ale, gdy nagle trafia Spanoulis za trzy jest szok. Gdy prawie doszli, nagle dostali cios, wracamy do ośmiu punktów przewagi. Amerykanie stoją na obwodzie wymieniając piłkę, nie ma zasłon, nie ma podkoszowego, nie zbierają. Grecja zbiera nawet w ataku, gra długo, sekundy uciekają. Amerykanie faulują przegrywając sześcioma punktami. Heinrich ponownie trafia z rogu trójkę, reklamując, że Schortsanitis go faulował. Zaraz po wznowieniu znowu szybki faul Heinricha, który musi zejść po piątym przewinieniu. Szkoda, bo to jeden z najlepszych strzelców z dystansu, a w końcówce dwa razy trafił rzut za trzy. James trafia za dwa, po czym sprytnie Amerykanie odcinają wznowienie i jest błąd pięciu sekund. Ale dramaturgia – do końca zostało 27 sekund i jest cztery punkty przewagi. Chwilę później Carmelo nie dorzuca (!) za trzy. Najlepszy zawodnik rzuca air balla. Fotsis zbiera i faulowany trafia osobiste. Trafia za dwa LeBron. Kakiouzis nie myli się z linii rzutów wolnych. LeBron nie trafia trójki, Wade zbiera, Paul nie trafia, Papaloukas wykopuje piłkę. Sensacja. Grecja pokonuje USA.

Grecja – USA 101-95 (14-20, 31-21, 32-24, 24-30).

Grecja: Vassilis Spanoulis 22, Mihalis Kakiouzis 15 (6 zb.), Sofoklis Schortsanitis 14, Dimitris Diamantidis 12 (5 as.), Antonis Fotsis 9, Dimos Dikoudis 8, Lazaros Papadopoulos 8, Theo Papaloukas 8 (5 zb., 12 as.), Kostas Tsartsaris 3, Nikos Hatzivrettas 2.

USA: Carmelo Anthony 27, Dwyane Wade 19, LeBron James 17 (5 zb, 5 as.), Kirk Hinrich 12, Dwight Howard 10 (7 zb.), Chris Bosh 3, Joe Johnson 3, Chris Paul 3 (6 zb.), Shane Battier 1, Elton Brand 0,

Z archiwum FIBA – USA vs Portoryko z 2007 roku

Z zaciekawieniem włączyłem mecz, który dzisiaj udostępniła FIBA – USA vs Portoryko z 2007 roku. Półfinał mistrzostw Ameryki z LeBronem Jamesem i Carlosem Arroyo mnie zaciekawił, a gdy przed spotkaniem już na parkiecie zobaczyłem piątkę: Jason Kidd, Kobe Bryant, LeBron James, Carmelo Anthony, Dwight Howard wiedziałem, że to jest to. W czasie panującej epidemii Koronawirusa na YouTube pojawia się wiele cennych, nigdy wcześniej nie opublikowanych materiałów i z uwagi na występ niedawno zmarłej legendy Lakers chciałem zobaczyć, jak to wyglądało.

Kobe w roku 2007 był najlepszy w karierze, osiągnął szczytową formę rzucając m.in. cztery razy z rzędu minimum 50 punktów. To nawet w czasach Jamesa Hardena robi wrażenie. LeBron, Howard i Melo byli młodzi, ale bardzo szybko osiągnęli status gwiazd NBA. Przecież tamten mecz był przed dwoma tytułami Kobe z Gasolem, o którym nawet nie marzył w roli partnera, Melo grał w Nuggets, a Kidd w Nets. Kobe od początku pokazywał niesamowite umiejętności. – panowanie nad ciałem w powietrzu i łatwość mijania 1 na 1 z to go zapamiętamy. LeBron bym zupełnie inny, gdy dostał piłkę na obwodzie i miał wolną pozycje to się zastanowił i dopiero rzucił za trzy w dodatku niecelnie. Z kolei wchodząc na kosz już wtedy jako 22 latek dysponował siłą, dzięki której przepychał rywali. Do tego Jason Kidd rzucający z dystansu i trafiający. Mam wrażenie, że dzisiaj się o tym nie pamięta, raczej spogląda się na niego przez pryzmat mistrzostwa w Dallas i emerytury w Knicks. Już w tamtym meczu miał za sobą 13 sezon w lidze, a owe mistrzostwo zdobył w 16 (!). Natomiast jego przegląd gry, dzielenie się piłką, przypominało mi, jak fascynująco się go oglądało.

Pierwsza zmiana amerykanów i za Dwighta Howarda wchodzi Amare Stoudemire. Dwight złapał głupie faule, ale zaimponował (niestety) nieudaną akcja w obronie, gdzie na kosmicznym poziomie zbijał piłkę po rzucie rywali. Przypomniał mi się konkurs wsadów rok później, kiedy w roli supermena sięgał końca tablicy. Amare wtedy był bestią, najlepszym ofensywnie wysokim w grze przodem do kosza, choć z dzisiejszej pozycji jednowymiarowy bez rzutu z dystansu. W 2007 (w grze za dwa punkty) jego dynamika mówiła nam, że będzie wyjątkowy. Nie był, głównie z powodu kontuzji kolan (najpierw lewe potem prawe), ale podobnie jak Kidda nie pamiętajmy go tylko z Knicks, w których po latach razem z Carmelo grali przez jeden sezon (i Tysonem Chandlerem, o którym poniżej). W pierwszej akcji Amare trafił rzut z odchylenia od tablicy. W kolejnej dynamicznie do linii wszedł na kosz. Taki miał potencjał oprócz kończenia akcji pick and roll.

Nie sprawdzałem składów z tego meczu, sama okładka LeBrona i obecność Bryanta mnie przekonała, ale gdy wszedł w pierwszej kwarcie Chauncey Billups zaniemówiłem. Nie było powtórki z Jordana, gdy blokował Isiaha Thomasa w 1992. Billups i chwilę później Tayshaun Prince byli świeżo po historycznej porażce z LeBronem Jamesem w finale konferencji i jego słynnych 25 punktów z rzędu (29 z 30 ostatnich drużyny). Nie przeszkodziło to powołać ich do składu, co pokazuje, że amerykanie po ostatnich porażkach byli bardzo zmotywowani:

2002 – 6 miejsce, ale po drodze przegrane z Argentyną, z Serbią (ćwierćfinał) i Hiszpanią (o 5 miejsce),
2004 – 3 miejsce, ale po drodze porażki z Portoryko, Litwą i Argentyną (półfinał)
2006 – 3 miejsce, przegrana z Grecją (półfinał)

Portoryko w pierwszej kwarcie dzielnie stawiało opór dzięki duetowi Elías Ayuso i Carlos Arroyo. Jednak dzięki pięciu kolejnym punktom Prince’a (SF o wzroście dzisiejszych centrów) i trójce Kobe Bryanta prowadzenie Amerykanów wynosiło sześć punktów.

Na początku drugiej kwarcie najaktywniejszy był Bryant. Najpierw stracił piłkę w kontrataku 3 na 1, później trafił trójkę, a w kolejnej akcji faulował przy rzucie za trzy Eliasa Ayuso. Kobe nie odpuszczał, wbijał się po penetracji na kosz wiedząc, że będzie faulowany. To z czym Amerykanie sobie nie radzili to penetracje pod kosz niskich Arroyo, Ayuso i młodego José Juan Barea. Przekazywanie po zasłonach kończyło się penetracja pod kosz rywali i punktami lub faulami. W ataku mieli jednak ogromną przewagę fizyczności, a dwa kolejne podania Jamesa do Howarda kończyły się wsadami, które prawie nie urwały obręczy.

Amerykanie sporo faulowali i protestowali niemal po każdym faulu. Spora różnica w przepisach i brak możliwości dotykania zawodników kończyło się gestami niezrozumienia, które wg najnowszych przepisów byłby technicznym przewinieniem. Portoryko nie trafiało z osobistych, a z ich lepszą skutecznością nie byłoby przewagi dziesięciu punktów. Amerykanie grali z LeBronem i Carmelo na skrzydle, a Mike Krzyzewski nie ustawiał Amare z Howardem razem, podobnie grał jedynym rozgrywającym Kiddem lub Billupsem i Kobe lub Reddem na dwójce. W ostatniej bronionej akcji drugiej kwarty znakomicie wymusili błąd 24 sekund, zamykając i podwajając rozgrywających.

Trzecią otworzył Anthony, który był najaktywniejszy wśród Amerykanów w drugiej kwarcie trafiając z kontry, z dystansu czy z odchylenia 1 na 1. Młody Carmelo był bardzo pazerny na punkty i potrafił ja zdobywać na wiele sposobów, choćby dwoma trójkami na początku drugiej połowy i kolejną minutę później. Potrafił wbijać się na kosz nie do zatrzymania niczym czołg LeBron James, który robił to w wieku 22 lat na niesamowitym bezczelnym poziomie. Wtedy wydawało się, że ta dwójka zdominuje ligę, a nawet trójka, bo Dwyane Wade nie wszedł na boisko, a miał na koncie tytuł MVP finałów 2006. LeBron świeżo doprowadził Cavaliers do finału ligi, a do Melo w trakcie sezonu przyszedł Allen Iverson.

Na boisku wśród największych gwiazd szalał jednak Anthony, kolejna trójka, znakomite dogranie od LBJ, który już wtedy chętnie dzielił się piłką. Gdy w jednej z akcji do linii wchodził Kobe Bryant i trafił z faulem, LeBron był pierwszym, który podnosił z parkietu starszego kolegę. Już wtedy była chemia, która przetrwała do obecnych czasów, gdy w jednym z meczów po pogrzebie, w szatni LeBron miał koszulkę Kobego. Wspominałem o przepisach, w jednej z kolejnych akcji LeBron zrobił naskok z dwutaktem a sędziowie bezwzględnie zagwizdali kroki. jedna z najbardziej charakterystycznych akcji obecnej koszykówki, wg zasad FIBA była niezgodna z przepisami. Wtedy jednak zdziwiony LeBron szukał na telebimach powtórki akcji, która dla NBA była przepisowa.

Amerykanie prowadzili 26 punktami a na zmianę za Jasona Kidda wszedł Chauncey Billups. Na parkiecie nadal byli Kobe, LeBron, Melo i Amare. Żaden drugi skład, Krzyzewski rzucił co ma najlepsze. Dopiero w 27 minucie spotkania za LeBrona wszedł Mike Miller, dzisiaj zapomniany koszykarz, zadaniowiec z Heat LeBrona. W 2007 skończył sezon z najwyższą przeciętną w życiu 18,5 pkt. trafiając 2,9 trójki na mecz. Dzisiaj Harden trafia 4,4 trójki, a w tamtym sezonie najwięcej trafiali trójek w meczu:

1. Ray Allen 3.0,
2. Mike Miller 2.9,
3. Gilbert Arenas 2.8,
4. Raja Bell 2.6,
5. Rashard Lewis 2.5.

Chwilę później Michael Redd zmienił Kobe Bryanta i trafił dwie trójki. Portoryko w trzeciej kwarcie stanęło, nie trafiali prostych rzutów a trudne nie dolatywały do kosza. Pokazywana przez realizatorów skuteczność rzutów za trzy pod koniec trzeciej kwarty wynosiła 59% (13/22) do 30% (6/20). Po chwili na trojkę Arroyo odpowiedział znowu Redd, a chwile później trafił z 8 metrów Miller. Realizator od razu skierował kamerę na klaszczącego Krzyżewskiego a za nim siedzieli asystenci Nate McMillan i Mike D’Antoni. Po osobistych Arroyo, który jako jedyny stanowił zagrożenie penetracją pod kosz, wynik brzmiał 100-70 dla USA.

Krzyzewski wprowadził Derona Williamsa w miejsce Billupsa i już w pierwszej akcji asystował on przy trojce Redda. Na ławce znakomicie bawili się LeBron z Kobe. Redd dołożył kolejną z 9 metrów, a następnie w kontrze podawał za plecami do Amare. Redd wtedy także był w swoim prime będąc piątym strzelcem ligi:

1. Kobe Bryant 31.6 pkt./mecz,
2. Carmelo Anthony 28.9,
3. Gilbert Arenas 28.4,
4. LeBron James 27.3,
5. Michael Redd 26.7.

Amerykanie byli bardzo podrażnieni porażkami sięgając po swoje największe gwiazdy za wyjątkiem Tima Duncana, Kevina Garnetta i Tracego McGradego. Samo posiadanie w składzie Kobe i LeBrona, czyli liderów Redeem Team jest legendarne, dzisiaj porównywane do duetu Magic Johnson/Michael Jordan z 1992 roku. Wielka była siła tamtej drużyny np. na papierze nie widać, jak wyglądali biegający pierwsi do kontry Redd i Amare, czy trafiający za trzy Miller. A przecież mówimy o graczach rezerwowych, którzy zdominowali ostatnią kwartę. Przewaga w połowie czwartej kwarty w trojkach wzrosła 65 (20/31) do 32 (8/25). To oznacza, że w osiem minut amerykanie trafili 7/9 trojek! Pod koniec meczu wszedł na boisko Tyson Chandler, drugi zbierający ligi (za KG przed Howardem) i to także pokazuje jak mieli mocny skład. Na ławce miała miejsce zabawa w najlepsze, realizator pokazywał żarty i uśmiechy Melo, Billupsa i Kobego. W końcówce trafiali za trzy ponownie Miller i Prince, efektowny wsad zaliczył Chandler, a wynik ustalił rzutem za trzy Rick Apodaca.

USA – Portoryko 135-91 (33–27, 24–15, 43–28, 35–21)

USA: Anthony 27 (6/7 za 3), Redd 23 (7/8 za 3), James 19 (9 as), Bryant 15, Miller 14 (4/6 za 3), Prince 10, Howard 9 (6 zb.), Kidd 8, Stoudemire 7, Chandler 3, Billups, Williams (7 as).

Portoryko: Ayuso 22 (5/9 za 3), Arroyo 21 (5 as), Falcon Melendez 12 (8 zb.), Apodaca 12, Reyes 11 (6 zb.).

Skład Lakers został rozjechany – bez wzmocnień ławki ani rusz

Pierwszy mecz sezonu regularnego pomiędzy Clippers a Lakers to coś więcej niż derby Miasta Aniołów. Coś więcej niż debiuty w nowych drużynach Kawhi Leonarda i Anthony Davisa. To pierwsza weryfikacja tego, co znakomicie zapowiada nowy sezon i być może finały NBA.

Oczywiście sezon jest długi, wiele się może wydarzyć – od kontuzji po zmiany kadrowe. Ale jeśli w pierwszym meczu dominuje Kawhi to wiesz, że ustawianie Clippers na szczycie konferencji zachodniej w różnych zabawach i typach ma sens. Zresztą dlaczego by nie miało, Kawhi dominował w play-off i `tylko’ zmienił klub, nie wydarzyło się nic, co miałoby zmienić jego pozycje najlepszego zawodnika ligi, jak od czerwca zaczęliśmy go nazywać. Lebron James, który od co najmniej 10 lat miał ten tytuł, tym razem był nieco w cieniu Kawhia. Siedem trafionych rzutów z rzędu i 30 punktów vs ostatnie punkty spotkania LeBrona na na 8 min i 51 sekund przed końcem. Mimo klasycznych statystyk dla Króla w okolicach triple double (18/10/8) wiadomo, kto wygrał ten pojedynek. Zresztą nie tylko LeBron zniknął pod koniec – Anthony Davis nie trafił żadnego kosza w czwartej kwarcie. Dlatego statystyki potencjalnie najlepszego duetu w Lidze, czyli dwa punkty w ostatniej kwarcie, a w całym meczu 15/40 z gry i tylko jedna trójka z siedmiu rzutów to za mało. Jednak to nie jest jedyny problem Lakers w tym meczu, a może i całym sezonie.

Problemem numer jeden jest ławka, która potrzebuje wzmocnień – Quinn Cook, Troy Daniels, Kentavious Caldwell-Pope, Jared Dudley i Dwight Howard. Nawet na papierze nie wyglądają dobrze i jest ogromna dysproporcja pomiędzy pierwszym składem a drugim. Na ich nieszczęście, ławka Clippers jest najsilniejsza w Lidze. Werdykt w pierwszym meczu brutalny – aż 60-19 dla Clippers! Zresztą spójrzmy na wykonawców – JaMychal Green, Moe Harkles, Montrezl Harell, Lou Williams; atak, obrona, zbiórek, punkty, trójki. Lakers nawet nie próbują wykorzystywać ofensywie zamienników bo 7 na 21 rzutów to nic. Świetny debiut Dannego Greena – 28 punktów (w tym 7 na 9 za trzy) nie będzie zdarza się co mecz. Diagnoza dotycząca słabej ławki jest jedną – za dużo oddano za Anthony Davisa:

Anthony Davis <=> Lonzo Ball, Brandon Ingram, Josh Hart i trzy pierwszorundowe picki (w tym pick nr 4 w najbliższym drafcie)

Dzisiaj GMowie drużyn to (w większości) wytrawni stratedzy, więc w pewnym momencie trzeba podejmować decyzje decydujące o losach organizacji. Najlepsi zawodnicy zdobywają mistrzostwo dlatego, aby wykorzystać ostatnie mocne lata LeBrona Jamesa trzeba było zaryzykować. W przeciwnym razie Lakers balansowaliby na granicy play-off. Wiadomo, że sezon 35-47 raczej by się nie powtórzył, bo była kontuzja LBJ, a doszłoby zgranie, lepszy trener, rozwój młodych zawodników, ale brak kluczowego ruchu oznaczałoby stracenie szansy na tytuł mając w składzie drugiego zawodnika w historii ligi, przecież nawet Cleveland potrafili zbudować skład wokół Króla. Dlatego teraz Lakers muszą lobbować po najlepszych zwalnianych zawodników, choćby Andre Iguodalę z Memphis Grizzlies, jak w końcu zostaną ustalone warunki zakończenia współpracy. Muszą także czekać na 15 grudnia, kiedy zawodnicy podpisani w lecie przestaną być chronieni i będą mogli być elementem wymian. Wiadomo, że kontuzjowany jest Kyle Kuzma, nie zagrał Rajon Rondo ale nie będzie to większy upside niż kontuzjowany Paul George. Dlatego do dzieła Panie Rob Pelinka.

AD z LBJ

Jeszcze nie milkną podsumowania finałów NBA, a mamy wielka bombę w NBA. W wymianie do Los Angeles Lakers przejdzie Anthony Davis:

Anthony Davis <=> Lonzo Ball, Brandon Ingram, Josh Hart i trzy pierwszorundowe picki (w tym pick nr 4 w najbliższym drafcie)

Lakers udało się zatrzymać Kyle Kuzmę, czyli nie oddawać wszystkich młodych zawodników w wymianie, która zmieni układ ligi. Oczywiście, Lakers oddają wiele, ale Pelicans przed najbliższym draftem maja pewność, że zbudują sobie zespól wokół Ziona Williamsona. Ball, Holiday, Ingram, Williamson i Julius Randle – tak będzie wyglądać pierwsza piatka Pelicans, a dodatkowo w wolnej agenturze mogą pozyskać środkowego (DeMarcus Cousins, DeAndre Jordan), który zechce z bliska zobaczyć nowego LeBrona Jamesa. Niewykluczone także, że Pelicans będą handlować swoim pickiem, aby skrócić czas budowy drużyny na playoffy.

Podpisanie we wrześniu umowy Anthony Davisa z agencją Richa Paula, przyjacielem LeBrona Jamesa miało ich połączyć wcześniej. Niestety Magic Johnson zaprzepaścił sezon Jamesa w prime i nie zbudował zespołu na play-offs mając wielkie możliwości – miasto, historie i utalentowanych zawodników w wymianie. Lakers w ramach nagrody pocieszenia otrzymali wysoki pick, który przeważył w ostatecznej wymianie. W grze liczyli się podobno Celtics, ale Danny Ainge po deklaracji Kyrie Irvinga, który odmówił podpisania opcji zawodnika, nie zdecydował się oddać Jaysona Tatuma. To z kolei pokazuje słabość poprzedniego GMa Pelicans Della Dempsa, ktory do końca wierzył w obietnice Ainge`a.

To oczywiście nie koniec zmian, bo Lakers zdecydowanie pójdą w wolnej agenturze po rozgrywającego, choćby Kembe Walkera. Lakers mogą mieć w lecie maksymalnie 32,5 mln $, nieporównywalnie do Hornets, którzy mogą swojemu liderowi zaproponować umowę 221,3$ na 5 lat. Walker podpisując najwyższy kontakt w lidze straciłby szanse na mistrzostwo, zostając w klubie w którym zalewie dwa razy na osiem sezonów grał w play-offs (Davis dwa na siedem sezonów).

Ta wymiana oznacza, że LeBron James po sezonie upokorzeń wraca tam, gdzie jego miejsce. Bo jeśli brakowało nam czegoś w obecnych play-off to jego obecności. Pomoże mu w tym Davis – pierwszy pick drafu 2012, najlepszy debiutant, trzykrotnie nominowany do pierwszej piątki ligi i najlepszych obrońców.

Steph Curry vs LeBron James po raz 13

Dzisiejszej nocy będziemy mieli długo wyczekiwane mecze, które przyciągają przed TV ogromną liczbę kibiców. Show pt. kto zagra z kim, trwa jeszcze przed ogłoszeniem terminarza, potem mamy pierwsze przecieki, chciejstwa (TUTAJ) i ogłoszenie terminarza w sierpniu. Sezon trwa dwa miesiące i w końcu je mamy:

Milwaukee @ New York
Oklahoma City @ Houston
Philadelphia @ Boston
Los Angeles @ Golden State
Portland @ Utah

Głównym daniem jest kolejny pojedynek LeBrona Jamesa z Golden State Warriors. Budowanie wielkich emocji na ten konkretny dzień to specjalność NBA, a LeBron z Currym zagrali w Boże Narodzenie po raz pierwszy w 2015 – wtedy wygrali ówcześni mistrzowie NBA (GSW), w kolejnym sezonie również wygrali mistrzowie tyle, że z Cleveland. W poprzednim sezonie trend mistrzów się utrzymał – wygrali
Warriors , mimo braku Currego (kontuzja kostki), a głównym bohaterem był autor triple-double Draymond Green (12 pkt., 12 zb., 11 as.).

Dzisiejszej nocy zagra kwartet Curry, Klay Thompson, Kevin Durant i Green, co stawia automatycznie obrońców trofeum w roli faworyta. Doświadczeni mistrzowie zagrają u siebie i niestety jest to błąd NBA, która dla wyrównania szans powinna ten mecz zrobić w Staples Center. Niepewni występu w barwach Lakers są Brandon Ingram, Tyson Chandler i JaVale McGee, ale i z nimi trudno by było wskazać Lakers jako faworyta. Oczy całego koszykarskiego świata zostaną skierowane tradycyjnie na LeBrona Jamesa, który rozegra 13 mecz z Currym w sezonie regularnym (dotychczas bilans 6-6, w play-off 15-7 dla Stepha) oraz… 13 mecz w dniu 25 grudnia. Smaczku tej rywalizacji daje zmiana zasad wyboru składu meczu gwiazd, które na podstawie głosów będą wybierać do swoich drużyn kapitanowie. Curry i James wybierali w zeszłym roku, w tym wybierać będzie tylko jeden z nich i ktoś ze wschodu (Giannis Antetokounmpo lub Kawhi Leonard). Oczywiście, gdzieś w rywalizacji jest też Kevin Durant i może się okazać, że to dwukrotny MVP skradnie wieczór. O Durancie i Lakersach było głośno przed sezonem, jednak podpisał on przedłużenie. Dziś nie jest pewne, czy zostanie w Warriors, ale obecnie więcej się mówi o przejściu do Nowego Jorku niż Los Angeles.