AD z LBJ

Jeszcze nie milkną podsumowania finałów NBA, a mamy wielka bombę w NBA. W wymianie do Los Angeles Lakers przejdzie Anthony Davis:

Anthony Davis <=> Lonzo Ball, Brandon Ingram, Josh Hart i trzy pierwszorundowe picki (w tym pick nr 4 w najbliższym drafcie)

Lakers udało się zatrzymać Kyle Kuzmę, czyli nie oddawać wszystkich młodych zawodników w wymianie, która zmieni układ ligi. Oczywiście, Lakers oddają wiele, ale Pelicans przed najbliższym draftem maja pewność, że zbudują sobie zespól wokół Ziona Williamsona. Ball, Holiday, Ingram, Williamson i Julius Randle – tak będzie wyglądać pierwsza piatka Pelicans, a dodatkowo w wolnej agenturze mogą pozyskać środkowego (DeMarcus Cousins, DeAndre Jordan), który zechce z bliska zobaczyć nowego LeBrona Jamesa. Niewykluczone także, że Pelicans będą handlować swoim pickiem, aby skrócić czas budowy drużyny na playoffy.

Podpisanie we wrześniu umowy Anthony Davisa z agencją Richa Paula, przyjacielem LeBrona Jamesa miało ich połączyć wcześniej. Niestety Magic Johnson zaprzepaścił sezon Jamesa w prime i nie zbudował zespołu na play-offs mając wielkie możliwości – miasto, historie i utalentowanych zawodników w wymianie. Lakers w ramach nagrody pocieszenia otrzymali wysoki pick, który przeważył w ostatecznej wymianie. W grze liczyli się podobno Celtics, ale Danny Ainge po deklaracji Kyrie Irvinga, który odmówił podpisania opcji zawodnika, nie zdecydował się oddać Jaysona Tatuma. To z kolei pokazuje słabość poprzedniego GMa Pelicans Della Dempsa, ktory do końca wierzył w obietnice Ainge`a.

To oczywiście nie koniec zmian, bo Lakers zdecydowanie pójdą w wolnej agenturze po rozgrywającego, choćby Kembe Walkera. Lakers mogą mieć w lecie maksymalnie 32,5 mln $, nieporównywalnie do Hornets, którzy mogą swojemu liderowi zaproponować umowę 221,3$ na 5 lat. Walker podpisując najwyższy kontakt w lidze straciłby szanse na mistrzostwo, zostając w klubie w którym zalewie dwa razy na osiem sezonów grał w play-offs (Davis dwa na siedem sezonów).

Ta wymiana oznacza, że LeBron James po sezonie upokorzeń wraca tam, gdzie jego miejsce. Bo jeśli brakowało nam czegoś w obecnych play-off to jego obecności. Pomoże mu w tym Davis – pierwszy pick drafu 2012, najlepszy debiutant, trzykrotnie nominowany do pierwszej piątki ligi i najlepszych obrońców.

Steph Curry vs LeBron James po raz 13

Dzisiejszej nocy będziemy mieli długo wyczekiwane mecze, które przyciągają przed TV ogromną liczbę kibiców. Show pt. kto zagra z kim, trwa jeszcze przed ogłoszeniem terminarza, potem mamy pierwsze przecieki, chciejstwa (TUTAJ) i ogłoszenie terminarza w sierpniu. Sezon trwa dwa miesiące i w końcu je mamy:

Milwaukee @ New York
Oklahoma City @ Houston
Philadelphia @ Boston
Los Angeles @ Golden State
Portland @ Utah

Głównym daniem jest kolejny pojedynek LeBrona Jamesa z Golden State Warriors. Budowanie wielkich emocji na ten konkretny dzień to specjalność NBA, a LeBron z Currym zagrali w Boże Narodzenie po raz pierwszy w 2015 – wtedy wygrali ówcześni mistrzowie NBA (GSW), w kolejnym sezonie również wygrali mistrzowie tyle, że z Cleveland. W poprzednim sezonie trend mistrzów się utrzymał – wygrali
Warriors , mimo braku Currego (kontuzja kostki), a głównym bohaterem był autor triple-double Draymond Green (12 pkt., 12 zb., 11 as.).

Dzisiejszej nocy zagra kwartet Curry, Klay Thompson, Kevin Durant i Green, co stawia automatycznie obrońców trofeum w roli faworyta. Doświadczeni mistrzowie zagrają u siebie i niestety jest to błąd NBA, która dla wyrównania szans powinna ten mecz zrobić w Staples Center. Niepewni występu w barwach Lakers są Brandon Ingram, Tyson Chandler i JaVale McGee, ale i z nimi trudno by było wskazać Lakers jako faworyta. Oczy całego koszykarskiego świata zostaną skierowane tradycyjnie na LeBrona Jamesa, który rozegra 13 mecz z Currym w sezonie regularnym (dotychczas bilans 6-6, w play-off 15-7 dla Stepha) oraz… 13 mecz w dniu 25 grudnia. Smaczku tej rywalizacji daje zmiana zasad wyboru składu meczu gwiazd, które na podstawie głosów będą wybierać do swoich drużyn kapitanowie. Curry i James wybierali w zeszłym roku, w tym wybierać będzie tylko jeden z nich i ktoś ze wschodu (Giannis Antetokounmpo lub Kawhi Leonard). Oczywiście, gdzieś w rywalizacji jest też Kevin Durant i może się okazać, że to dwukrotny MVP skradnie wieczór. O Durancie i Lakersach było głośno przed sezonem, jednak podpisał on przedłużenie. Dziś nie jest pewne, czy zostanie w Warriors, ale obecnie więcej się mówi o przejściu do Nowego Jorku niż Los Angeles.

[Prognoza] sezon 2018/19 NBA

WSCHÓD

  1. Boston Celtics (61 zwycięstw) – do Celtics powracają po kontuzjach Gordon Hayward i Kyrie Irving, co oznacza drugi sezon z rzędu, kiedy od tej dwójki zaczynamy przywództwo w drużynie. Różnica jest znaczna – wtedy przegrali 1-4 z Cavaliers praktycznie bez walki. W poprzednim sezonie, LeBron James dwoił się i troił, aby zwyciężyć, (TUTAJ) a dzisiaj nie będzie już przeszkodą. Dodatkowo, tamci Celtics dopiero się tworzyli i zastanawialiśmy się, jak sobie poradzą bez Isaiaha Thomasa, Averego Bradley`a, Jae`a Crowdera, Kellego Olynyka. Obecni, są gotowi wygrać nie tylko konferencję – mają potencjalnie najlepszych (wspólnie z Sixers) młodych zawodników – Jaylena Browna i Jaysona Tatuma, potencjalnie najlepszego trenera (Brad Stevens), jednego z najlepszych obrońców w lidze (druga piątka All Defensive Team dla Ala Horforda) oraz Terrego Roziera, który rzuca 26 punktów w siódmym meczu pierwszej rundy z Milwaukee Bucks. Dzisiaj problemem może być wkomponowanie dwójki Hayward/Irving w utalentowany zespól, zwłaszcza, że ciągle wisi nad nimi wymiana i każdy może zmienić drużynę za np. Anthony Davisa (TUTAJ).
  2. Philadelphia 76ers (57) – jedyna drużyna, która talentem wygrywa z Celtics. W zasadzie te porównania świadczą po pierwsze o sile i potencjale, ale także o układzie sił. To Sixers porównujemy do Celtics, a nie odwrotnie, dlatego póki co prognozuję kolejny progres i miejsce w ścisłej czołówce. Muszą stać się dwie z trzech rzeczy – Ben Simmons będzie elitarnym zawodnikiem na miarę all NBA team lub/i Joel Embiid gra min. 70 spotkań lub/i Markelle Fultz staje się laureatem nagrody zawodnika, który poczynił największe postępy. W końcu mówimy o numer jeden draftu, w którym wybrano Jaysona Tatuma i Donovana Mitchella.
  3. Milwaukee Bucks (53) – wierzę w Giannisa Antetokounmpo, który w każdym kolejnym sezonie poprawiał się w punktach, zbiórkach i skuteczności rzutów z gry. Doprowadził średnie do poziomu 26,9 pkt., 10 zb., i 53%. Dla niektórych to faworyt do MVP sezonu, ale podstaąa tego wyboru jest bilans drużyny. Bucks idą tak w górę, że odejście Jabariego Parkera nie osłabi drużyny, bo da rozwinąć się Khrisowi Middletonowi (w play-off notował w siedmiomeczowej serii z Pacerrs średnio 24,7 pkt.) może nawet do meczu All star. Najważniejsze wzmocnienia to Brook Lopez oraz znakomity trener, Mike Budenholzer.
  4. Toronto Raptors (51) – mały regres w porównaniu do poprzedniego sezonu, ale 60 zwycięstw było wynikiem ponad stan. W lecie pozyskali potencjalnie najlepszego zawodnika konferencji Kawhi Leonarda (TUTAJ) i idą w stronę najlepszej obrony ligi. Zagadką jest zdrowie swojego lidera, ale gdy będzie zdrowy – Raptors idą drogą dawnych mistrzów, którzy zdobywali tytułu bazując na defensywie. W dodatku, Kawhi nie pęka w play-off (#derozan), bo ma na kominku statuetkę MVP finałów.
  5. Indiana Pacers (49) – oni zaskoczyli mnie w zeszłym sezonie najbardziej, będąc trzecia silą w ubiegłorocznym play-off. Dzisiaj każdy spodziewa się kolejnego progresu, czyli awansu do drugiej rundy. Ma im w tym pomoc Victor Oladipo, który stal się dla mnie (pewnie nad wyrost) zawodnikiem z top10 ligi (TUTAJ). Pozyskanie w lecie Tyreke Evansa, zatrzymanie składu i dalszy rozwój Mylesa Turnera – bardzo podoba mi się sposób przebudowy drużyny po odejściu Paula George’a.
  6. Washington Wizards (44) – w 10 historiach, na które czekam (TUTAJ) napisałem:

Washington Wizards rozbijają duet John Wall/Bradley Beal, który był hot na początku, ale dzisiaj nie prowadzi ich donikąd.

7. Miami Heat (41) – rok temu (TUTAJ), napisałem:

Heat na papierze mają fajną, zbilansowaną drużynę, z liderem Goranem Dragiciem, nieobliczalnym Dionem Waitersem, świetnie broniącymi Jamesem Johnsonem, Hassanem Whitesidem i Justise Winslowem. Brakuje im jednak zawodnika formatu All-Star, kogoś kto poprowadzi klub do czegoś więcej niż tylko do najlepszej ósemki słabego wschodu.

8. Detroit Pistons (40) – na papierze wygrali wymianę z Clippers (TUTAJ), jednak nie zrobili oczekiwanego progresu. Tylko jeden awans do play-off (trzy sezony temu) w dziewięć lat to bardzo słaby wynik, dlatego zaskoczeniem było pozyskanie trenera poprzedniego sezonu Dwane`a Casey`a. Głównym problemem będzie najgorzej zbilansowane salary cup, które w połowie zjada duet podkoszowych, gdzie żaden nie jest w top20 ligi:

2018-19 – 57,5 mln € za dwójkę Griffin/Drummond
2019-20 – 61,3 mln € za dwójkę
2020-21 – 65,3 mln € za dwójkę (jeśli Big Penguin podpisze opcje gracza, a podpisze – nikt tyle nie płaci za środkowych (TUTAJ)
2021-22 – 39 mln € tylko za Griffina

Poza ósemką:
9. Charlotte Hornets (39)
10. Chicago Bulls (36)
11. Cleveland Cavaliers (35)
12. Orlando Magic (30)
13. Brooklyn Nets (24)
14. New York Knicks (18)
15. Atlanta Hawks (14)

ZACHÓD

  1. Golden State Warriors (66 zwycięstw) – kolejny rekordowy sezon mistrzów NBA. Od momentu transferu Kevina Duranta liga stałą się przewidywalna i nie zmieniły tego kontuzje w minionym sezonie. Wzmocnieni DeMarcusem Cousinsem będą nie do zatrzymania.
  2. Houston Rockets (59) – nowe super trio – Chris Paul, James Harden, Carmelo Anthony na papierze wygląda znakomicie, ale dwójka z nich jest na końcu swojej drogi, co pewnie będzie decydujące w meczach play-off. Daryl Morey robi w Houston świetną robotę, w dwa lata zmienił piątkę: Patrick Beverley, James Harden, Trevor Ariza, Clint Capela, Ryan Anderson na Chris Paul, James Harden, Carmelo Anthonym, P.J. Tucker, Clint Capela. Nawet jeśli Melo ma wchodzić z ławki, to wstawmy w jego miejsce Erica Gordona i nadal będzie to top3 pierwszych piątek.
  3. Oklahoma City Thunder (49) – kolejny znakomity GM, Sam Presti zbudował bardzo dobra drużynę, co pokazuje wielką rywalizacje w tej dziedzinie w NBA. W świecie wielkich gwiazd, jeszcze większych pieniędzy i ograniczających posiadanie jednego i drugiego salary cup, o wyniku drużyny decyduje twój GM. Oczywiście, liderem drużyny jest MVP sprzed roku Russell Westbrook, ale posiada on spore wsparcie w do niedawna liderach Pacers (Paul George) czy Atlanty (Dennis Schröder). Okc powinni zapewnić sobie przewagę parkietu w pierwszej rundzie, bo jeśli drugi raz odpadną tak szybko (w pierwszej), skończy się to rewolucją.
  4. San Antonio Spurs (48) – zaskoczony jestem typami fachowców, którzy w nich nie wierzą. W poprzednim sezonie Potrafili na silnym zachodzie awansować do play-off, bez gry swojego lidera (tylko dziewięć spotkań) którego zresztą oddali. W efekcie do drużyny z bilansem 47-35 przyszedł zawodnik z top20 ligi (TUTAJ), co powinno tchnąć nowego ducha w organizację. Spurs oprócz Kawhi leonarda opuścili Danny Green, Tony Parker, Mamy Ginobili, a w nowym sezonie prowadzić będzie ich duet DeMar Derozan/LaMarcus Aldridge, wsparty znakomitym Gregiem Popovichem. Dlatego typuję podobna liczbę zwycięstw jak w sezonie ubiegłym.
  5. Utah Jazz (47) – to największa rewelacja (wspólnie z Pacers) minionego sezonu i trudno prognozować czy wskoczą na poziom wyżej, czy będą dryfować pomiędzy pierwsza a drugą rundą. Dzisiaj trudno jest utrzymać wynik i to powinno być sukcesem Jazz. Prognozuję, że dalszy postęp zrobi Donovan Mitchell, bo rok temu prognozowaniem im tegoroczny play-off (TUTAJ):

Jeśli jednak Rubio zagra w nowym klubie jak pod koniec swojej gry w Minnesocie, a Mitchell okaże się stealem, Jazz wrócą do play-off już za rok.

6. Los Angeles Lakers (46) – najtrudniej wytypować wynik drużyny, która od pięciu sezonów jest poza play-off, a przychodzi do niej najlepszy zawodnik ligi i kilku role players. Może Rajon Rondo, Lance Stephenson czy JaVale McGee szczyt kariery mają za sobą, ale młodzież: Brandon Ingram, Kyle Kuzma czy Lonzo Ball powinni mieć lepszy sezon, a zadba o to Lebron James. Dlatego typuję 11 zwycięstw więcej, a dla porównania, Lebron wracając do Cavaliers w sezonie 2014/2015 poprawił ich wynik o 20 zwycięstw. Połowa z tego jest naprawdę realna, zwłaszcza, że Lakers są w grze w praktycznie każdą wielką gwiazdę np. Anthony Davisa (TUTAJ)

7.Denver Nuggets (45) – TUTAJ

8. Portland Trail Blazers (44) – w 10 historiach, na które czekam (TUTAJ) napisałem:

Portland Trail Blazers rozbijają duet Damian Lillard/CJ McCollum, który był hot na początku, ale dzisiaj nie prowadzi ich donikąd

poza ósemką:
9. New Orleans Pelicans (40)
10. Memphis Grizzlies (38)
11. Dallas Mavericks (37)
12. Minnesota Timberwolves (35)
13. Phoenix Suns (33)
14. Los Angeles Clippers (28)
15. Sacramento Kings (23)

NAGRODY

Ostatnie typowanie poświęcam MVP, najlepszym piątkom sezonu i pozostałym nagrodom.

MVP:

  1. LeBron James
  2. Kevin Durant
  3. James Harden

Najlepsze piątki:

  1. Stephen Curry, James Harden, Kevin Durant, LeBron James, Joel Embiid
  2. ‎Russell Westbrook, Victor Oladipo, Kawhi Leonard, Giannis Antetokounmpo, Anthony Davis
  3. Ben Simmons, Damien Lillard, Paul George, LaMarcus Aldridge, Nikola Jokić

Najlepszy debiutant:

  1. Luka Doncic
  2. Jaren Jackson Jr.
  3. Trae Young

Trener roku:

  1. Mike Budenholzer
  2. Brad Stevens
  3. Brett Brown

Obrońca roku:

  1. Joel Embiid
  2. Kawhi Leonard
  3. Rudy Gobert

Najlepszy rezerwowy:

  1. Terry Rozier
  2. Eric Gordon
  3. Lou Williams

Zawodnik, który poczyni największe postępy:

  1. Markelle Fultz
  2. Brandon Ingram
  3. Myles Turner

TOP20 ranking zawodników NBA (notowanie 2)

Po połowie roku, czas na nowe zestawienie najlepszych koszykarzy. W czołówce nie ma zmian – mieliśmy dość przewidywalne play-offy i umieszczony wysoko awansem Anthony Davis potwierdził wysokie umiejętności. Nie potwierdził ich Damian Lillard, który odpadł po porażce 0-4, a przecież za sezon regularny został nominowany do pierwszej piątki sezonu. Do dziesiątki wskoczył rewelacyjnymi play-offami Victor Oladipo, który rywalizował niemal na równi z LeBronem Jamesem i odpadając dopiero w siódmym meczu, a wcześniej w meczu numer sześć notując triple-double.

Przypominam, że w rankingu nie liczy się tu i teraz (ranking MVP to inna zabawa), tylko nieco dłuższy okres, natomiast największy problem miałem z zawodnikami, który opuścili sporą część sezonu (Leonard, Irving, Cousins oraz niemieszczący się w 20 John Wall i Kristaps Porzingis).

  1. LeBron James
  2. Kevin Durant
  3. James Harden
  4. Anthony Davis
  5. Stephen Curry (+1)
  6. Kawhi Leonard (-1)
  7. Giannis Aantetokounmpo (+1)
  8. Russell Westbrook (-1)
  9. Joel Embiid
  10. Victor Oladipo (n)
  11. Damian Lillard (+1)
  12. Paul George (-1)
  13. Chris Paul
  14. Jimmy Butler (+1)
  15. Klay Thompson (+1)
  16. Kyrie Irving (-2)
  17. DeMarcus Cousins (-7)
  18. Demar Derozan
  19. Karl-Anthony Towns
  20. LaMarcus Aldridge (n)

Wolna agentura 2019 – o pompowaniu balonika

Rynek wolnych agentów wygląda imponująco (TUTAJ), jednak mam wrażenie, że NBA grzeje nas nieadekwatnie do ewentualnych wydarzeń. Owszem, Kevin Durant, Kawhi Leonard czy Kyrie Irving wyglądają ciekawie, ale praktyka pokazuje, że nigdy wszyscy najważniejsi agenci nie zmieniają swojej przynależności klubowej. Na przestrzeni ostatnich 10 lat, mieliśmy kilka zmian, które wpłynęły na ligę:

2010 LeBron James i Chris Bosh do Heat
2012 Ray Allen do Heat
2014 LeBron James do Cleveland
2016 Kevin Durant do Warriors
2018 LeBron James do Lakers

czyli oprócz jednej zmiany, wszystkie dotyczyły LeBrona Jamesa bezpośrednio lub pośrednio. Obecnie nawet ewentualna wspólna wizja gry Kyrie Irvinga i Jimmy Butlera w Knicks lub Nets nie zmieni znacząco ligi. Jesteśmy rok po połączeniu się talentów w Oklahomie i trio Russell Westbrook/Paul George/Carmelo Anthony już nie ma, za Melo jest Dennis Schröder, ale to nie zmieni układu sił.

Układ sił od kilku lat jest jasny, przestańmy mówić o kluczowych zmianach w wolnej agenturze, jeśli cztery ostatnie finały to były rywalizacje LeBrona Jamesa z Golden State Warriors. Nawet pojedynki Celtics z Bryantem na przełomie dziesięciolecia, wcześniej Pistons ze Spurs, albo klasyczne zestawienie Michael Jordan vs Karl Malone to zaledwie dwie serie finałowe.

Rok temu siedmiu zawodników All Star zmieniło klub podczas wolnej agentury lub wymiany:

Paul George (Pacers -> Thunder)
Carmelo Anthony (Knicks -> Thunder)
Isaiah Thomas (Celtics -> Cavaliers)
Kyrie Irving (Cavaliers -> Celtics)
Gordon Hayward (Jazz -> Celtics)
Paul Millsap (Hawks -> Nuggets)
Jimmy Butler (Bulls -> Wolves)
Chris Paul (Clippers -> Rockets)

który z w/w istotnie wpłynął na układ sił? Thunder odpadli ponownie w pierwszej rundzie, nowe gwiazdy Celtics były kontuzjowane, Thomas został oddany dalej (do Lakers), a Nuggets ponownie nie weszli do play-off. Jedynie Wolves awansowali do pierwszej rundy, ale przy rozkwicie talentu Karl-Anthony Townsa, prawdopodobnie taki awans mieliby w ciągu 2 lat bez podpisywania Butlera. Wygląda na to, że jedynie pozyskanie Chrisa Paula przez Rockets na chwile zmieniło układ. Mieliśmy przez moment cień nadziei za sprawą sezonu regularnego i wygranych 65 spotkań, że Warriors mogą przegrać. Ostatecznie wyszło jak zawsze, jedni mówią, że za sprawą kontuzji Chrisa Paula, inni szczęścia (7/44 za trzy w siódmym meczu), a ja powiem przewagą talentu Warriors.

Dlatego nie miejmy złudzeń – za rok niewiele się zmieni, szczególnie patrząc na trendy z obecnego lata, gdzie większość zawodników podpisała przedłużenia (Durant, Paul, George, Capela, Gordon), a oprócz wymienionego LeBrona Jamesa, kluby zmienili tacy zawodnicy jak DeAndre Jordan, DeMarcus Cousins czy Julius Randle. Najczęściej z powodu braku chęci przepłacania środkowych (TUTAJ).

Przyszłość KD

Jestem ciekaw czy Kevin Durant dołączy w przyszłym sezonie do Filadelfii stworzyć kolejną super drużynę. Teoretycznie w Golden State ma wszystko czego potrzebuje, w praktyce na zachodzie jest coraz większa konkurencja do zdobywania tytułów.

Możliwości Durant ma kilka. Najbardziej prawdopodobne jest pozostanie w Warriors i budowanie kolejnych mistrzostw. Praktyka pokazuje, że nie da się we współczesnym sporcie zadowolić wszystkich samców alfa i w dłuższej perspektywie nie będzie tam tak różowo. Zawodnicy przestaną się podporządkować w imię klubu i sukcesów, bo będą posiadać odpowiednią liczbę pierścieni. Ewentualne kontuzje np. Stepha Currego sprawią, że Warriors stracą przewagę talentu z drużynami pokroju Rockets.

Atrakcyjne dla kibiców jest połączenie sił Kevina Duranta z Lebronem Jamesem w jego prime i przywrócenie magii do LA. Durant rywalizowałby na zachodzie z Warriors i Rockets, którzy już w tym roku postawili wysoko poprzeczkę. Mając wokół siebie utalentowana młodzież i najlepszego koszykarza w ostatnich latach, KD skupiałby się na punktach, a przeciwnicy musieliby zmienić definicje gry w obronie, zbierając z rynku najlepszych obrońców nie przeciw guardom, a silnym skrzydłowym.

Czarnym koniem wyścigu może być powrót do Oklahomy. Finansowo musiałby być to sign and trade np. z Paulem Georgem. W praktyce pojednanie i połączenie sił z Russellem Westbrookiem to jedyna droga zostać legendą ligi na miarę top10 w historii. Niestety na ocenę jego kariery mimo tytułów MVP finałów zawsze będzie miało dołączenie do zespołu 73-9, aby zdobyć mistrzostwo. Historia z powrotem niczym Lebron James do Cleveland, to byłoby największe osiągnięcie w karierze.

I na koniec wspomniani Sixers. Na dzisiaj zespół potrzebuje tylko czasu. Ma lidera, dominatora na swojej pozycji (Embid), najbardziej utalentowanego zawodnika młodego pokolenia (Simmons), świetnego obrońcę, który został wybrany do All Defensive Team (Covington) i kilku topowych role playerów (Reddick, Sarić). W kwietniu zastanawiałem się (TUTAJ) czy potrzebują oni wzmocnień typu Lebron James. Myślę, że po tym jak zagrali play-off Celtics, jak mocny na zachód, to potrzebują. Dzisiaj różnica pomiędzy konferencjami jest ogromna i równie dobrze Celtics czy Sixers dostaliby sweepa w finale zamiast Cavaliers. Niezależnie od skali talentu na ławce, a nawet w przyszłości, gdy talent ten rozkwitnie przeciwko masz super drużynę. Dzisiaj mamy właśnie taki czas, kiedy Chris Paul idzie do Jamesa Hardena, a Paul George do Russella Westbrooka. Dlatego Sixers nadal potrzebują super-stara do mistrzostwa. I Durant będzie na szczycie ich listy.

Precyzyjny cel Magica Johnsona

Stephen Smith, analityk ESPN powiedział dzisiaj:

Jeśli Magic Johnson nie ściągnie LeBrona Jamesa i Paula George’a w lecie, będzie to jego porażka.

Dość ciekawe stwierdzenie, bardzo precyzyjne, bo oprócz wymienienia konkretnych zawodników, jasno precyzuje cel Magica. Ma ściągnąć ich obu.

Paul George urodzil się nieopodal Los Angeles, kibicuje Lakers od dawna i wielokrotnie podkreślał, gdzie chce zagrac. Lebron James z kolei chce wejść w wielki rynek, podobno zapisał swojego syna do szkoły w LA i zna się z Magiciem Johnsonem.

Lakers mają wielkie plany na każde kolejne lato, jednak od pięciu lat nie grali w play-off. Ponadto są najbogatszym zespołem ligi, grało w ich barwach pięciu z dziesięciu najlepszych zawodników wszechczasów (Magic, Kareem, Shaq, Kobe, Wilt), jednak od kilku lat są z dala od wielkiej koszykówki. To bolesny cios dla organizacji, której poprzedni rekord grania poza play-off wynosił dwa sezony (!) – w 1975 i 1976.

Lakers nie idzie też wybieranie wysokich picków, co nie poprawiło bilansu drużyny:

2017 wybrano Lonzo Balla (2) vs np. Jayson Tatum (3)
2016 Brandon Ingram (2) vs Jaylen Brown (3)
2015 D’angelo Russell (2) vs Kripstas Porzingis (4)
2014 Julius Randle (7) vs Zach LaVine (13)

Niby dobre wybory, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że choćby Celtics wybierali lepiej.

Mimo wielkich zapowiedzi, nie trafili do Lakers Russell Westbrook (2018) czy Kevin Durant (2016), dlatego przed Magiciem prawdziwy test.

Wymiany dokonane w trakcie trade deadline sprawiły, że LAL mają budżet na dwóch wysokiej klasy zawodników, bez ubytków kadrowych. Wypisz, wymaluj LBJ i PG13. Jeśli przyjdzie jeden z nich, będzie to za mało nie tylko na Warriors, ale także na Rockets czy Jazz. Lebron i Paul George wiele razy wymieniali uprzejmości, jest chemia i talent. George w serii play-off oprócz świetnych trójek, dałby plaster przy kryciu takich zawodników jak Kevin Durant, Kawhi Leonard, Ben Simmons czy Gordon Hayward.

Magic nie ma zatem wyjścia, bo przez kolejny brak Lakers w play-off może stracić głowę.