Legacy LeBrona Jamesa, edycja 2020

Co roku można podsumowywać to, co osiągnął LeBron James na parkietach NBA. Gdy skończył się poprzedni sezon, wypominano wiek zawodnika i brak awansu do play-offs, który zawodnikowi tego formatu nie powinien się zdarzyć. Bo Michael Jordan w jego wieku zdobywał mistrzostwo. Argument o czwartym miejscu Lakers w chwili, gdy złapał kontuzje pachwiny praktycznie nie istniał.. Jamesowi do Jordana brakowało coraz więcej, bo od 2016, gdy zdobył mistrzostwo z Cavaliers ścigał się jedynie z legendą. Pierwsze miejsce w sezonie regularnym na zachodzie także brano z przymrużeniem oka. Bo przecież i tak Lakers przegrają z Clippers playoffs. Do tego wyemitowany w lockdownie dokument Last dance okazał się argumentem tych za Michaelem. Bo w rywalizacji o GOATa (Greatest of all time) nie można być w dwóch obozach.

LeBron zdobył czwarte mistrzostwo w wieku 35 lat, otrzymał czwarty tytuł MVP finałów i to w trzeciej drużynie. Tego nie osiągnął nikt przed nim i nikt tak długo nie utrzymywał się na szczycie. W ostatnich dziesięciu latach tylko raz nie był w finale (pachwina 2019), a licząc także 2007, to był jego dziesiąty finał NBA. Totalną dominację widać także po w średnich w finałach: 29.8 pkt., 11.8 zb., 8.5 as.

Pięć porażek Lakers, które ponieśli w tych play-offs to tyle samo co Milwaukee Bucks, o jedną mniej niż Los Angeles Clippers i dwie od Houston Rockets. Tylko, że tamte drużyny odpadły w półfinałach konferencji i stoją przed wielkim pytaniem co dalej, jeśli chodzi o skład i trenera (Doc Rivers został już zwolniony, a Mike D’Antoni nie przedłużył kontraktu). W Lakers nikogo nie zwalniają, jest znakomita chemia a najlepszy duet zawodników w NBA poszedł w górę w play-offs grając coraz lepiej w każdej z rund. Dzisiaj w tradycyjnej dyskusji o miano najlepszego zawodnika nie są Giannis Antetokounmpo, Kawhi Leonard czy James Harden, jest LeBron James, jak (niemal) co roku po zakończeniu sezonu i wydaje się, że zaraz za nim jest Anthony Davis. Duet idealnie dopasowany, w przeciwieństwie do SF Bucks, SF Clippers i SG Rockets. Atak, obrona, wchodzenie w rolę rozgrywających, punktujących, zbierających, trafiających decydujące rzuty niezależnie czy wejściami ja kosz czy trójkami. W hali The Arena na Florydzie długo po drugim meczu z Denver utrzymywało się echo po krzyku „Kobe”, gdy Davis trafił świetnego buzzer za trzy punkty.

Legacy LeBrona nie ucierpi z powodu tak znakomitego partnera jak Davisa, paradoksalnie raczej wzmocni. Davis wydaje się najlepszym z wielu „giermków” LeBrona, przy całej sympatii do Dwyane`a Wade’a, bo to podkoszowy Lakers będzie w przyszłym sezonie będzie liderem w sezonie regularnym i może nawet pójdzie po MVP. Zaufanie do partnerów to jedno z kluczowych cech wielkich zawodników, oni wiedzą, że nie można wszystkiego zrobić samemu, a legacy Jamesa zapamiętamy także dzięki rzutowi Raya Allena w szóstym meczu finałowym 2013. Do tego grona mógł dołączyć Danny Green, ale nie trafił decydującego rzutu w meczu numer pięć. W ostatnim meczu serii nie było dramatycznie, było dominująco i jednostronnie. Po dwóch kwartach był wynik 64-36 a LeBron miał 11 punktów, 9 zbiorem i 6 asyst. Skoro nie trafiał Green, wykreowany został Kentavious Caldwell-Pope z 15 punktami do przerwy z czego 11 w drugiej kwarcie. KCP to zawodnik jakich jest wielu w tej lidze, niespelniony wysoki (8) wybór w drafcie i średnio 10 punktów w meczu. Jeśli będzie padał argument, że James miał Davisa warto wspomnieć kto był trzecim najlepszym zawodnikiem Lakers tej serii. Do tego choćby Rajon Rondo, który po odejściu z Celtics zmieniał pracodawcę co roku, a Lakers zostali jego piątym klubem. To on zaliczył 16 punktów i 10 asyst w meczu numer dwa finałów. 10 punktów w pierwszym meczu rzucił nie wybrany w drafcie Alex Caruso, a po 19 w trzecim Markieff Morris i Kyle Kuzma. To jest właśnie legacy LeBrona, umiejętność wykorzystywania nieoczywistych zawodników w najważniejszych momentach. Jak Dwight Howard zmieniający niczym Rondo kluby – on już był w Lakers a potem zagrał w Rockets, Hawks, Hornets i Wizards. W klubie ze stolicy rozegrał w poprzednim sezonie dziewięć meczów. To on zdobył 12 punktów i 11 zbiórek w meczu numer cztery finałów konferencji, świetnie grając przeciwko najlepszemu środkowemu ligi Nikoli Jokiciu, gdy mecz wcześniej Lakers przegrali. Ale znajdą się i tacy którzy z czasem powiedzą ze LeBron miał Howarda i Rondo. Weteranów mających 34 lata, dawno za górką, którzy byli w stanie podporządkować się roli rezerwowych.

Bo zagrać z LeBronem chce i będzie chciał zgrać każdy. Być w środku, poczuć magię Króla, który niezmiennie od lat gra najlepiej w najważniejszych meczach. 35-letni LeBron to w tym sezonie najlepszy asystent ligi, który kreuje partnerów i uzupełnia ich CV o pas mistrzowski. Davis już go ma, Howard zdobył w końcu mistrzostwo, choć wydawało się, że zdobędzie go razem z 35-letnim Kobe Bryantem lub All-NBA Jamesem Hardenem. Kto następny? Może ktoś z grona Chris Paul, Carmelo Anthony, LaMarcus Aldridge, DeMar DeRozan, Paul Millsap. Skoro w Cleveland pojawili się Shaquille O’Neal, Ben Wallace, Antawn Jamison, w Heat Ray Allen, Mike Bibby i Rashard Lewis, ponownie w Cleveland Derrick Rose, Derron Williams i Richard Jefferson, to dlaczego mamy nie zobaczyć kolejnych gwiazd? Bo to także jest legacy LeBrona Jamesa.

Skład Lakers został rozjechany – bez wzmocnień ławki ani rusz

Pierwszy mecz sezonu regularnego pomiędzy Clippers a Lakers to coś więcej niż derby Miasta Aniołów. Coś więcej niż debiuty w nowych drużynach Kawhi Leonarda i Anthony Davisa. To pierwsza weryfikacja tego, co znakomicie zapowiada nowy sezon i być może finały NBA.

Oczywiście sezon jest długi, wiele się może wydarzyć – od kontuzji po zmiany kadrowe. Ale jeśli w pierwszym meczu dominuje Kawhi to wiesz, że ustawianie Clippers na szczycie konferencji zachodniej w różnych zabawach i typach ma sens. Zresztą dlaczego by nie miało, Kawhi dominował w play-off i `tylko’ zmienił klub, nie wydarzyło się nic, co miałoby zmienić jego pozycje najlepszego zawodnika ligi, jak od czerwca zaczęliśmy go nazywać. Lebron James, który od co najmniej 10 lat miał ten tytuł, tym razem był nieco w cieniu Kawhia. Siedem trafionych rzutów z rzędu i 30 punktów vs ostatnie punkty spotkania LeBrona na na 8 min i 51 sekund przed końcem. Mimo klasycznych statystyk dla Króla w okolicach triple double (18/10/8) wiadomo, kto wygrał ten pojedynek. Zresztą nie tylko LeBron zniknął pod koniec – Anthony Davis nie trafił żadnego kosza w czwartej kwarcie. Dlatego statystyki potencjalnie najlepszego duetu w Lidze, czyli dwa punkty w ostatniej kwarcie, a w całym meczu 15/40 z gry i tylko jedna trójka z siedmiu rzutów to za mało. Jednak to nie jest jedyny problem Lakers w tym meczu, a może i całym sezonie.

Problemem numer jeden jest ławka, która potrzebuje wzmocnień – Quinn Cook, Troy Daniels, Kentavious Caldwell-Pope, Jared Dudley i Dwight Howard. Nawet na papierze nie wyglądają dobrze i jest ogromna dysproporcja pomiędzy pierwszym składem a drugim. Na ich nieszczęście, ławka Clippers jest najsilniejsza w Lidze. Werdykt w pierwszym meczu brutalny – aż 60-19 dla Clippers! Zresztą spójrzmy na wykonawców – JaMychal Green, Moe Harkles, Montrezl Harell, Lou Williams; atak, obrona, zbiórek, punkty, trójki. Lakers nawet nie próbują wykorzystywać ofensywie zamienników bo 7 na 21 rzutów to nic. Świetny debiut Dannego Greena – 28 punktów (w tym 7 na 9 za trzy) nie będzie zdarza się co mecz. Diagnoza dotycząca słabej ławki jest jedną – za dużo oddano za Anthony Davisa:

Anthony Davis <=> Lonzo Ball, Brandon Ingram, Josh Hart i trzy pierwszorundowe picki (w tym pick nr 4 w najbliższym drafcie)

Dzisiaj GMowie drużyn to (w większości) wytrawni stratedzy, więc w pewnym momencie trzeba podejmować decyzje decydujące o losach organizacji. Najlepsi zawodnicy zdobywają mistrzostwo dlatego, aby wykorzystać ostatnie mocne lata LeBrona Jamesa trzeba było zaryzykować. W przeciwnym razie Lakers balansowaliby na granicy play-off. Wiadomo, że sezon 35-47 raczej by się nie powtórzył, bo była kontuzja LBJ, a doszłoby zgranie, lepszy trener, rozwój młodych zawodników, ale brak kluczowego ruchu oznaczałoby stracenie szansy na tytuł mając w składzie drugiego zawodnika w historii ligi, przecież nawet Cleveland potrafili zbudować skład wokół Króla. Dlatego teraz Lakers muszą lobbować po najlepszych zwalnianych zawodników, choćby Andre Iguodalę z Memphis Grizzlies, jak w końcu zostaną ustalone warunki zakończenia współpracy. Muszą także czekać na 15 grudnia, kiedy zawodnicy podpisani w lecie przestaną być chronieni i będą mogli być elementem wymian. Wiadomo, że kontuzjowany jest Kyle Kuzma, nie zagrał Rajon Rondo ale nie będzie to większy upside niż kontuzjowany Paul George. Dlatego do dzieła Panie Rob Pelinka.

[Prognoza] sezon 2018/19 NBA

WSCHÓD

  1. Boston Celtics (61 zwycięstw) – do Celtics powracają po kontuzjach Gordon Hayward i Kyrie Irving, co oznacza drugi sezon z rzędu, kiedy od tej dwójki zaczynamy przywództwo w drużynie. Różnica jest znaczna – wtedy przegrali 1-4 z Cavaliers praktycznie bez walki. W poprzednim sezonie, LeBron James dwoił się i troił, aby zwyciężyć, (TUTAJ) a dzisiaj nie będzie już przeszkodą. Dodatkowo, tamci Celtics dopiero się tworzyli i zastanawialiśmy się, jak sobie poradzą bez Isaiaha Thomasa, Averego Bradley`a, Jae`a Crowdera, Kellego Olynyka. Obecni, są gotowi wygrać nie tylko konferencję – mają potencjalnie najlepszych (wspólnie z Sixers) młodych zawodników – Jaylena Browna i Jaysona Tatuma, potencjalnie najlepszego trenera (Brad Stevens), jednego z najlepszych obrońców w lidze (druga piątka All Defensive Team dla Ala Horforda) oraz Terrego Roziera, który rzuca 26 punktów w siódmym meczu pierwszej rundy z Milwaukee Bucks. Dzisiaj problemem może być wkomponowanie dwójki Hayward/Irving w utalentowany zespól, zwłaszcza, że ciągle wisi nad nimi wymiana i każdy może zmienić drużynę za np. Anthony Davisa (TUTAJ).
  2. Philadelphia 76ers (57) – jedyna drużyna, która talentem wygrywa z Celtics. W zasadzie te porównania świadczą po pierwsze o sile i potencjale, ale także o układzie sił. To Sixers porównujemy do Celtics, a nie odwrotnie, dlatego póki co prognozuję kolejny progres i miejsce w ścisłej czołówce. Muszą stać się dwie z trzech rzeczy – Ben Simmons będzie elitarnym zawodnikiem na miarę all NBA team lub/i Joel Embiid gra min. 70 spotkań lub/i Markelle Fultz staje się laureatem nagrody zawodnika, który poczynił największe postępy. W końcu mówimy o numer jeden draftu, w którym wybrano Jaysona Tatuma i Donovana Mitchella.
  3. Milwaukee Bucks (53) – wierzę w Giannisa Antetokounmpo, który w każdym kolejnym sezonie poprawiał się w punktach, zbiórkach i skuteczności rzutów z gry. Doprowadził średnie do poziomu 26,9 pkt., 10 zb., i 53%. Dla niektórych to faworyt do MVP sezonu, ale podstaąa tego wyboru jest bilans drużyny. Bucks idą tak w górę, że odejście Jabariego Parkera nie osłabi drużyny, bo da rozwinąć się Khrisowi Middletonowi (w play-off notował w siedmiomeczowej serii z Pacerrs średnio 24,7 pkt.) może nawet do meczu All star. Najważniejsze wzmocnienia to Brook Lopez oraz znakomity trener, Mike Budenholzer.
  4. Toronto Raptors (51) – mały regres w porównaniu do poprzedniego sezonu, ale 60 zwycięstw było wynikiem ponad stan. W lecie pozyskali potencjalnie najlepszego zawodnika konferencji Kawhi Leonarda (TUTAJ) i idą w stronę najlepszej obrony ligi. Zagadką jest zdrowie swojego lidera, ale gdy będzie zdrowy – Raptors idą drogą dawnych mistrzów, którzy zdobywali tytułu bazując na defensywie. W dodatku, Kawhi nie pęka w play-off (#derozan), bo ma na kominku statuetkę MVP finałów.
  5. Indiana Pacers (49) – oni zaskoczyli mnie w zeszłym sezonie najbardziej, będąc trzecia silą w ubiegłorocznym play-off. Dzisiaj każdy spodziewa się kolejnego progresu, czyli awansu do drugiej rundy. Ma im w tym pomoc Victor Oladipo, który stal się dla mnie (pewnie nad wyrost) zawodnikiem z top10 ligi (TUTAJ). Pozyskanie w lecie Tyreke Evansa, zatrzymanie składu i dalszy rozwój Mylesa Turnera – bardzo podoba mi się sposób przebudowy drużyny po odejściu Paula George’a.
  6. Washington Wizards (44) – w 10 historiach, na które czekam (TUTAJ) napisałem:

Washington Wizards rozbijają duet John Wall/Bradley Beal, który był hot na początku, ale dzisiaj nie prowadzi ich donikąd.

7. Miami Heat (41) – rok temu (TUTAJ), napisałem:

Heat na papierze mają fajną, zbilansowaną drużynę, z liderem Goranem Dragiciem, nieobliczalnym Dionem Waitersem, świetnie broniącymi Jamesem Johnsonem, Hassanem Whitesidem i Justise Winslowem. Brakuje im jednak zawodnika formatu All-Star, kogoś kto poprowadzi klub do czegoś więcej niż tylko do najlepszej ósemki słabego wschodu.

8. Detroit Pistons (40) – na papierze wygrali wymianę z Clippers (TUTAJ), jednak nie zrobili oczekiwanego progresu. Tylko jeden awans do play-off (trzy sezony temu) w dziewięć lat to bardzo słaby wynik, dlatego zaskoczeniem było pozyskanie trenera poprzedniego sezonu Dwane`a Casey`a. Głównym problemem będzie najgorzej zbilansowane salary cup, które w połowie zjada duet podkoszowych, gdzie żaden nie jest w top20 ligi:

2018-19 – 57,5 mln € za dwójkę Griffin/Drummond
2019-20 – 61,3 mln € za dwójkę
2020-21 – 65,3 mln € za dwójkę (jeśli Big Penguin podpisze opcje gracza, a podpisze – nikt tyle nie płaci za środkowych (TUTAJ)
2021-22 – 39 mln € tylko za Griffina

Poza ósemką:
9. Charlotte Hornets (39)
10. Chicago Bulls (36)
11. Cleveland Cavaliers (35)
12. Orlando Magic (30)
13. Brooklyn Nets (24)
14. New York Knicks (18)
15. Atlanta Hawks (14)

ZACHÓD

  1. Golden State Warriors (66 zwycięstw) – kolejny rekordowy sezon mistrzów NBA. Od momentu transferu Kevina Duranta liga stałą się przewidywalna i nie zmieniły tego kontuzje w minionym sezonie. Wzmocnieni DeMarcusem Cousinsem będą nie do zatrzymania.
  2. Houston Rockets (59) – nowe super trio – Chris Paul, James Harden, Carmelo Anthony na papierze wygląda znakomicie, ale dwójka z nich jest na końcu swojej drogi, co pewnie będzie decydujące w meczach play-off. Daryl Morey robi w Houston świetną robotę, w dwa lata zmienił piątkę: Patrick Beverley, James Harden, Trevor Ariza, Clint Capela, Ryan Anderson na Chris Paul, James Harden, Carmelo Anthonym, P.J. Tucker, Clint Capela. Nawet jeśli Melo ma wchodzić z ławki, to wstawmy w jego miejsce Erica Gordona i nadal będzie to top3 pierwszych piątek.
  3. Oklahoma City Thunder (49) – kolejny znakomity GM, Sam Presti zbudował bardzo dobra drużynę, co pokazuje wielką rywalizacje w tej dziedzinie w NBA. W świecie wielkich gwiazd, jeszcze większych pieniędzy i ograniczających posiadanie jednego i drugiego salary cup, o wyniku drużyny decyduje twój GM. Oczywiście, liderem drużyny jest MVP sprzed roku Russell Westbrook, ale posiada on spore wsparcie w do niedawna liderach Pacers (Paul George) czy Atlanty (Dennis Schröder). Okc powinni zapewnić sobie przewagę parkietu w pierwszej rundzie, bo jeśli drugi raz odpadną tak szybko (w pierwszej), skończy się to rewolucją.
  4. San Antonio Spurs (48) – zaskoczony jestem typami fachowców, którzy w nich nie wierzą. W poprzednim sezonie Potrafili na silnym zachodzie awansować do play-off, bez gry swojego lidera (tylko dziewięć spotkań) którego zresztą oddali. W efekcie do drużyny z bilansem 47-35 przyszedł zawodnik z top20 ligi (TUTAJ), co powinno tchnąć nowego ducha w organizację. Spurs oprócz Kawhi leonarda opuścili Danny Green, Tony Parker, Mamy Ginobili, a w nowym sezonie prowadzić będzie ich duet DeMar Derozan/LaMarcus Aldridge, wsparty znakomitym Gregiem Popovichem. Dlatego typuję podobna liczbę zwycięstw jak w sezonie ubiegłym.
  5. Utah Jazz (47) – to największa rewelacja (wspólnie z Pacers) minionego sezonu i trudno prognozować czy wskoczą na poziom wyżej, czy będą dryfować pomiędzy pierwsza a drugą rundą. Dzisiaj trudno jest utrzymać wynik i to powinno być sukcesem Jazz. Prognozuję, że dalszy postęp zrobi Donovan Mitchell, bo rok temu prognozowaniem im tegoroczny play-off (TUTAJ):

Jeśli jednak Rubio zagra w nowym klubie jak pod koniec swojej gry w Minnesocie, a Mitchell okaże się stealem, Jazz wrócą do play-off już za rok.

6. Los Angeles Lakers (46) – najtrudniej wytypować wynik drużyny, która od pięciu sezonów jest poza play-off, a przychodzi do niej najlepszy zawodnik ligi i kilku role players. Może Rajon Rondo, Lance Stephenson czy JaVale McGee szczyt kariery mają za sobą, ale młodzież: Brandon Ingram, Kyle Kuzma czy Lonzo Ball powinni mieć lepszy sezon, a zadba o to Lebron James. Dlatego typuję 11 zwycięstw więcej, a dla porównania, Lebron wracając do Cavaliers w sezonie 2014/2015 poprawił ich wynik o 20 zwycięstw. Połowa z tego jest naprawdę realna, zwłaszcza, że Lakers są w grze w praktycznie każdą wielką gwiazdę np. Anthony Davisa (TUTAJ)

7.Denver Nuggets (45) – TUTAJ

8. Portland Trail Blazers (44) – w 10 historiach, na które czekam (TUTAJ) napisałem:

Portland Trail Blazers rozbijają duet Damian Lillard/CJ McCollum, który był hot na początku, ale dzisiaj nie prowadzi ich donikąd

poza ósemką:
9. New Orleans Pelicans (40)
10. Memphis Grizzlies (38)
11. Dallas Mavericks (37)
12. Minnesota Timberwolves (35)
13. Phoenix Suns (33)
14. Los Angeles Clippers (28)
15. Sacramento Kings (23)

NAGRODY

Ostatnie typowanie poświęcam MVP, najlepszym piątkom sezonu i pozostałym nagrodom.

MVP:

  1. LeBron James
  2. Kevin Durant
  3. James Harden

Najlepsze piątki:

  1. Stephen Curry, James Harden, Kevin Durant, LeBron James, Joel Embiid
  2. ‎Russell Westbrook, Victor Oladipo, Kawhi Leonard, Giannis Antetokounmpo, Anthony Davis
  3. Ben Simmons, Damien Lillard, Paul George, LaMarcus Aldridge, Nikola Jokić

Najlepszy debiutant:

  1. Luka Doncic
  2. Jaren Jackson Jr.
  3. Trae Young

Trener roku:

  1. Mike Budenholzer
  2. Brad Stevens
  3. Brett Brown

Obrońca roku:

  1. Joel Embiid
  2. Kawhi Leonard
  3. Rudy Gobert

Najlepszy rezerwowy:

  1. Terry Rozier
  2. Eric Gordon
  3. Lou Williams

Zawodnik, który poczyni największe postępy:

  1. Markelle Fultz
  2. Brandon Ingram
  3. Myles Turner

Wszystkie drogi Anthony Davisa prowadzą do Lakers

Tydzień temu Anthony Davis, gwiazda New Orleans podpisał umowę z agentem Richem Paulem. Rich Paul to agent z Cleveland, który reprezentuje m.in. Erica Bledsoe, Johna Walla, Bena Simmonsa, ale oczywiście jest najbardziej znany jest jako długoletni przyjaciel LeBrona Jamesa. Należy podkreślać, że Paul reprezentuje jeszcze Tristana Thompsona czy J.R. Smitha, ale to naturalne, że świta LeBrona trzyma się razem. Od razu po zmianie agenta sprawdziłem, jak długo będzie miał kontrakt z Pelicans. Jego status zdefiniował bym jako dwa plus jeden, czyli dwa lat kontaktu i opcja zawodnika, z której na pewno Davis nie skorzysta. Nawet nie chodzi o sama zmianę otoczenia, po prostu budżet salary cup rośnie z roku na rok i opcja w wysokości 28,7 mln $/rok za takiego zawodnika to będzie za mało.

Mówimy w końcu o zawodniku top5 ligi (TUTAJ), który jako jedyny w poprzednim sezonie uplasował się w najlepszej piątce punktów, zbiórek i bloków. Davis to najlepszy podkoszowy ligi, dlatego pierwsze plotki dochodziły z obozów najlepszych drużyn ligi:

  • Warriors, którzy rzekomo byliby w stanie oddać nawet parę Thompson/Green, o tej wymianie spekulowano jakiś czas temu, miała by dać nową jakość mistrzom NBA i zabezpieczyć zespół na wypadek odejścia Kevina Duranta,
  • Celtics, którzy mają mnóstwo talentu, ale muszą zrobić jakiś ruch, aby nie skończyć w najlepszym wypadku na sweepie w finale. Jeszcze w czerwcu pisałem (TUTAJ):

Od roku, Gm Celtics marzy się Anthony Davis. Na pewno tegoroczne play-off popsuło mu plany, bo Pelicans zaszli do drugiej rundy. Od minionego lata, przez początek sezonu, Ainge budował narrację wokół ujemnego bilansu Pelicans. Davis miał iść do Celtics za pakiet zawodników, na czele z Al Horfordem, kimś z duetu Jayson Tatum/Jaylen Brown oraz wybory w drafcie. Dzisiaj do tego transferu jest daleko, gdyż Davis nigdzie się nie rusza.

Wtedy w wyścigu o Davisa prowadzili Celtics. Dzisiaj, jeśli Davis chcę odejść, bardzo możliwe, że będą to Lakers. Skojarzenia z Lakers są naturalne – Lebron James, wspólny agent i Los Angeles. Lebron dlatego przeprowadził się do LA, aby realizować swoje biznesy, a w Kalifornii są nieporównywalnie większe możliwości niż w Cleveland czy Nowym Orleanie. Posiadanie w jednej drużynie dwóch tytanów fizyczności, może zdefiniować na nowo ligę. To już nie będzie eksperyment, który się nie udał z Cousinsem i Davisem (notabene przez kontuzje DMC). Swoje umiejętności mieliby połączyć drugi i trzeci koszykarz minionego sezonu. W przeciwną stronę mógłby iść m.in. Kyle Kuzma i Lonzo Ball, ale nie byłoby to proste z uwagi na różnice w kontraktach. Co ciekawe, w lecie mieliśmy wymianę zawodników (ale nie bezpośrednia) – Rajon Rondo przyszedł z wolnej agentury z Lakers, natomiast Julius Randle do Pelicans. Agentów zawodnicy nie zmieniają od tak, dlatego z całą pewnością – wszystkie drogi prowadzą do Lakers.

Wolna agentura 2019 – o pompowaniu balonika

Rynek wolnych agentów wygląda imponująco (TUTAJ), jednak mam wrażenie, że NBA grzeje nas nieadekwatnie do ewentualnych wydarzeń. Owszem, Kevin Durant, Kawhi Leonard czy Kyrie Irving wyglądają ciekawie, ale praktyka pokazuje, że nigdy wszyscy najważniejsi agenci nie zmieniają swojej przynależności klubowej. Na przestrzeni ostatnich 10 lat, mieliśmy kilka zmian, które wpłynęły na ligę:

2010 LeBron James i Chris Bosh do Heat
2012 Ray Allen do Heat
2014 LeBron James do Cleveland
2016 Kevin Durant do Warriors
2018 LeBron James do Lakers

czyli oprócz jednej zmiany, wszystkie dotyczyły LeBrona Jamesa bezpośrednio lub pośrednio. Obecnie nawet ewentualna wspólna wizja gry Kyrie Irvinga i Jimmy Butlera w Knicks lub Nets nie zmieni znacząco ligi. Jesteśmy rok po połączeniu się talentów w Oklahomie i trio Russell Westbrook/Paul George/Carmelo Anthony już nie ma, za Melo jest Dennis Schröder, ale to nie zmieni układu sił.

Układ sił od kilku lat jest jasny, przestańmy mówić o kluczowych zmianach w wolnej agenturze, jeśli cztery ostatnie finały to były rywalizacje LeBrona Jamesa z Golden State Warriors. Nawet pojedynki Celtics z Bryantem na przełomie dziesięciolecia, wcześniej Pistons ze Spurs, albo klasyczne zestawienie Michael Jordan vs Karl Malone to zaledwie dwie serie finałowe.

Rok temu siedmiu zawodników All Star zmieniło klub podczas wolnej agentury lub wymiany:

Paul George (Pacers -> Thunder)
Carmelo Anthony (Knicks -> Thunder)
Isaiah Thomas (Celtics -> Cavaliers)
Kyrie Irving (Cavaliers -> Celtics)
Gordon Hayward (Jazz -> Celtics)
Paul Millsap (Hawks -> Nuggets)
Jimmy Butler (Bulls -> Wolves)
Chris Paul (Clippers -> Rockets)

który z w/w istotnie wpłynął na układ sił? Thunder odpadli ponownie w pierwszej rundzie, nowe gwiazdy Celtics były kontuzjowane, Thomas został oddany dalej (do Lakers), a Nuggets ponownie nie weszli do play-off. Jedynie Wolves awansowali do pierwszej rundy, ale przy rozkwicie talentu Karl-Anthony Townsa, prawdopodobnie taki awans mieliby w ciągu 2 lat bez podpisywania Butlera. Wygląda na to, że jedynie pozyskanie Chrisa Paula przez Rockets na chwile zmieniło układ. Mieliśmy przez moment cień nadziei za sprawą sezonu regularnego i wygranych 65 spotkań, że Warriors mogą przegrać. Ostatecznie wyszło jak zawsze, jedni mówią, że za sprawą kontuzji Chrisa Paula, inni szczęścia (7/44 za trzy w siódmym meczu), a ja powiem przewagą talentu Warriors.

Dlatego nie miejmy złudzeń – za rok niewiele się zmieni, szczególnie patrząc na trendy z obecnego lata, gdzie większość zawodników podpisała przedłużenia (Durant, Paul, George, Capela, Gordon), a oprócz wymienionego LeBrona Jamesa, kluby zmienili tacy zawodnicy jak DeAndre Jordan, DeMarcus Cousins czy Julius Randle. Najczęściej z powodu braku chęci przepłacania środkowych (TUTAJ).