W oczekiwaniu na północ

Już za chwile, już za momencik poznamy pierwsze rozstrzygnięcia na rynku wolnych agentów. Plotki o losach gwiazd NBA elektryzowały nas niemal od początku sezonu – dla jednych będzie to pozostanie w obecnym zespole, dla drugich nowe wyzwania. Zwykle jednak, z wielkiej chmury, mały deszcz i niewiele mamy zmian. Fani tez nie mogą się zdecydować, z jednej strony pragną piękne kariery w jednym klubie najlepszych zawodników (Kobe Bryant), a z drugiej chcą zmian na szczycie, nowe rywalizacje. Dlatego z jednej strony fajnie, aby np. Kawhi Lenard spróbował z Raptors obronić tytuł, ale możliwość ewentualnego połączenia sil z Kyrie Irvingiem czy Kevinem Durantem, elektryzuje wszystkich. Czas Irvinga w Celtics sie skończył i mimo zapowiedzi na początku sezonu, nie podpisze on przedłużenia z Celtics. Chodziły plotki o ponownym połączeniu sil z LeBronem Jamesem, ale o ewentualnej grze w Lakers mówiło się także przy nazwiskach Leonarda, Jimmy Butlera czy Kemby Walkera. Kevin Durant mimo kontuzji, która wyeliminuje go z całego przyszłego sezonu (choć może wrócić na play-offy) nadal jest na top liście Knicks, Nets, Clippers i Warriors. Ci ostatni sporo zaryzykować kampanią odzyskajmy tytuł, na co skusił się już Klay Thompson, choć pomogło mu 190 milionów dolarów przez pięć najbliższych lat. Khris Middleton także szybko uciął plotki o nowym pracodawcy i zwiąże się na dłużej z Bucks.

Idąc dalej, podobno Irving przejdzie do Nets, a Walker do Celtics, Butler wybierze miedzy Heat a Rockets, ale żadna z tych drużyn nie ma wolnego salary cup, dlatego ich GMowie gorąco szukają partnerów do wymian. Thobias Harris wybierze miedzy Jazz i Sixers, choć w grze byli Clippers. Oni z kolei swego czasu byli w grze o każdego zawodnika, ale dzisiaj trudno im znaleźć pewniaka do podpisania w wolnej agenturze. Harris i Butler mieli za wszelka cenę przedłużyć kontrakty z Sixers, ale nie zdziwię się, że i tutaj będą wymiany na zasadach sign-and-trade. Duet Ben Simmons i Joel Embiid potrzebuje wzmocnień, co niekoniecznie oznacza wielkie nazwiska, może pójść w stronę szerszego składu, którego brakowało im w play-offs. Podobnie wygląda sytuacja Lakers, gdzie mamy fascynujący duet James/Anthony Davis oraz Kyle’a Kuzmę i także, nie wiemy czy skuiszą oni Leonarda lub Butlera, bo na wyciągniecie topowego rozgrywającego pokroju Irvinga czy Walkera wydaje się już za późno.

Jak widać, w niektórych sytuacjach wszystko wiemy, w niektórych niewiele, a w pozostałych na rozwój sytuacji czekają D’Angelo Russell, Al Horford, DeMarcus Cousins i Julius Randle. Na ich korzyść przemawia ogromna ilość pieniędzy na rynku i możliwość bycia nagroda pocieszenia, a taka sytuacje widzieliśmy w 2016. Wtedy mieliśmy wysyp nietrafionych kontraktów, które finalnie zepchnęły drużyny w nicość:

Andre Drummond 130 mln/5 lat
Nicolas Batum 120 mln/5 lat
Hassan Whiteside 98 mln/4 lata
Chandler Parsons 94 mln/4 lata
Ryan Andreson 80 mln/4 lata
Bismack Biyombo 72 mln/4 lata
Joakim Noah 72 mln/4 lata
Luol Deng 72 mln/4
Dwight Howard 70,5 mln/3 lata
Evan Turner 70 mln/4 lata
Kent Bazemore 70 mln/4 lata
Timofey Mozgov 64 mln/4 lata
Ian Mahinmi 64 mln/4 lata

Większość z tych kontraktów do dzisiaj jest niewymienialnych, a o fantazji GM zadecydowały wtedy dostępne pieniądze w ramach salary cap, które wzrosło, aż o 24,1 miliony dolarów m.in. z powodu nowej umowy telewizyjnej. Dzisiaj kluby chcą wykorzystać fakt, że wielu zawodników skończyło kontrakty, ale najlepszych nie starczy dla każdego. Na tym będą bazować zawodnicy z drugiego szeregu, którzy w normalnych warunkach nie otrzymaliby maksymalnych kontraktów. I tutaj ponownie typowani są Knicks jako organizacja, która mając ogromne pieniądze przepłaci niewłaściwych zawodników, pakując się w niewymienialne kontrakty. Dla nich chyba dawno prysły marzenia, które widzieliśmy na plakatach z Kevinem Durantem. Ale w 2010 i 2018 mieliśmy plakaty w Nowym Jorku z LeBronem Jamesem..

billboard.jpg

Kyrie Irving jest done

Styl z jakim Boston odpadł w drugiej rundzie to największa niespodzianka bieżących play-off – z każdym meczem było gorzej, ostatecznie wystarczyło zaledwie pięć spotkań, aby rozstrzygnąć serię. A przecież, po pierwszym meczu i wyjazdowym zwycięstwie Celtics, szanse się wyrównały. Nagle 60 zwycięstw Bucks, czyli najwięcej od sezonu 1980/81 stało się równoważne z obroną Celtics. W euforii przodował zwłaszcza analityk ESPN, MVP finałów z 2008 Paul Pierce, mówiąc, że to koniec Bucks. Jeden wygrany mecz miał zmienić wszystko, a raczej przywrócić stan sprzed sezonu, gdy Celtics byli typowani na drugą drużynę ligi (TUTAJ). Byli w tym momencie 5-0 w play-off, a Kyrie Irving odgrywał rolę lidera po raz pierwszy w karierze. Po to zażądał transferu, aby rozpocząć swoje legacy. W USA to modne określenie tego, co zostaje po zakończeniu kariery. Irving, rocznik 1992 ma najlepsze lata przed sobą, choć decyzja o opuszczeniu LeBrona Jamesa po latach może oznaczać, ze jednak.. za (sobą).

Uncle Drew opuścił końcówkę poprzedniego sezonu i play-offy, wiec od czasu odejścia z Cavs, mielimy tylko spekulacje. Spekulacje, czy jest tak dobry, żeby mieć swoja drużynę, być liderem, decydować o końcówkach meczów, kształcie organizacji. Takich zawodników w NBA jest niewielu, ale po latach to ich najbardziej doceniamy – stawiamy pomniki i podwieszamy koszulki pod kopula hal. Po przegranej z Bucks nie jestem przekonany, czy Celtics mu zaufają oraz czy on zaufa Celtics. Kyrie Irving zawiódł w drugiej rundzie tak bardzo, że nikt nie pamięta jego dobra grę z Indianą. Dobra, ale nie wybitną, dzisiaj Irving może pomarzyć o statusie jaki ma w Portland Damian Lillard, który serię z Oklahoma miał fenomenalną.

usa_today_10459946.0

Kyrie Irving w lecie zostanie wolnym agentem i będzie miał dwa wybory – zostanie na kilka lat dodatkiem do pierwszej gwiazdy lub duże pieniądze gdzieś na uboczu ligi. Te drugie rozwiązanie pozwoli mu być liderem, ale z czasem będzie tylko dobrym zawodnikiem. Pierwsze rozwiązanie z kolei złączy go z Kevinem Durantem lub… LeBronem Jamesem. W dwa lata historia zatoczy koło. Do pewnego momentu szło mu doskonale:

2012 debiutant roku
2013 pierwsza nominacja do meczu gwiazd
2014 MVP meczu gwiazd
2014 MVP mistrzostw świata
2016 mistrz NBA
2016 zwycięzca igrzysk olimpijskich

Danny Ainge nie zaproponuje mu maksymalnej umowy, względnie zaproponuje i odda za inny asset. Danny Ainge nie będzie miał skrupułów (TUTAJ), tym bardziej, ze Kyrie Irving swoją postawą niczego nie ułatwia. Z Bucks zawiódł w ataku i obronie – zdobył 102 punkty ze 104 rzutów i po raz kolejny wychodziły jego braki w defensywie (111 straconych punktów na 100 posiadań). Plan na lato Celtics to cały czas Anthony Davis i wielka wymiana z udziałem Jasona Tatuma. Kyrie zostając w obecnym klubie, prędzej czy później będzie numerem dwa.

Kyrie jest done – na dobre wypadł z top10 zawodników ligi, stracił na rzecz Damiana Lillarda miano najlepszego clutch playera oraz co gorsze, nie jest w stanie stworzyć dobrej chemii w zespole.

Ainge nie będzie miał skrupułów wymienić Irvinga (i Haywarda)

Powracający po kontuzji kolana, przez którą nie grał od marca Kyrie Irving, wrocił do  zupełnie innego zespołu niż rok temu, gdy przychodził w wyniku wymiany z Cleveland Cavaliers:

Kyrie Irving za Jae Crowder, Isaiah Thomas, Ante Zizic, pierwszorundowy pick 2018 (Collin Sexton) oraz drugorundowy pick 2020

Pod nieobecność dwójki liderów (cały sezon po rozegraniu pięciu minut opuścił Gordon Hayward), w przyrodzie nie ma pustki, a przywództwo na parkiecie przejmowali inni, a Celtics dotarli do finałów konferencji. Zespół grał tak, jak chciał tego Brad Stevens, co pokazują średnie poszczególnych serii play-off:

  • pierwsza runda z Bucks: Horford 18,1 pkt., Brown 17,9, Rozier 17,6, Tatum 15,4
  • półfinał konferencji z Sixers: Tatum 23,6, Rozier 19, Horford 15,4 Brown 15,3
  • finał konferencji z Cavaliers: Brown 19,7, Tatum 17,9, Horford 13,6, Rozier 13,6

przed sezonem prognozowałem Celtics jako przyszłych zwycięzców wschodu (TUTAJ) wskazując ew. problem z wkomponowaniem do składu Kyrie Irvinga i Gordona Haywarda, głownie przez zdublowane pozycje i minuty. z nowymi gwiazdkami Celtics. Po za tym, przychodzili oni do klubu jako przyszli liderzy – najpierw Hayward, a po dwóch tygodniach Irving. Dzisiaj na najważniejszego zawodnika kreowany jest drugoroczniak Jayson Tatum, który jest drugim strzelcem oraz gra najwięcej minut. Kyrie ma najniższą średnia z kariery, zaledwie 17,9 pkt., Hayward gra jeszcze słabiej notując 10,4 pkt., a przychodził z Jazz jako All-Star notujący blisko 22 punkty. Kyrie wiadomo, chciał wygrywać bez Króla, choć jak wiemy, ani jednemu, ani drugiemu się to nie udało. Irving swój najlepszy okres miał w finałach NBA 2017, kiedy rzucał przeciętnie 29,4 pkt. i mimo porażki z Warriors, wydawało się, że jest gotowy z (LeBronem lub nie), grać o najważniejsze cele. Dzisiaj po kontuzji kolana, z ograniczonymi zadaniami po sezonie może trafić na rynek wolnych agentów. Możliwości jest kilka:

  • może skorzystać z opcji zawodnika i pozostać jeszcze na kolejny sezon za 21,3 mln $
  • otrzymać od Danny Ainge propozycje przedłużenia (maksymalnie 102 mln $ za cztery lata)
  • odejść do Nowego Jorku, gdzie się wychował (TUTAJ)

Z kolei Hayward jest najlepiej wynagradzanym zawodnikiem klubu, z kontaktem 31,2 mln $ w tym roku (w przyszłym 32,7 mln $ i kolejnym, jako opcja zawodnika z której niewątpliwie skorzysta na 34,2 mln$), co niestety nie idzie w parze z jego grą.

Danny Ainge jako wybitny strateg, nie ma skrupułów wymieniać swoich liderów. Od dawna marzy o Anthony Davisie, za którego jest w stanie oddać niemal każdego zawodnika. Niemal, bo dzisiaj w Celtics nietykalny jest jedynie Tatum. To musi w końcu w Kyrie wybuchnąć. Najlepiej na parkiecie, jako dominujący zawodnik. Ale może także w szatni lub co gorsze, w mediach. Ainge na pewno ma kilka pomysłów na wzmocnienie drużyny. Terry Rozier będzie dwukrotnie tańszy i będzie łakomym kąskiem dla kilku klubów, a Irving dalej jest dużym nazwiskiem na rynku. Hayward z kolei dubluje się pozycjami z Brownem i Tatumem, i po rocznej przerwie jego nazwisko nie jest tak gorące. Rok czasu to sporo, a wie o tym najlepiej Isaiah Thomas (rok temu w drugiej piątce NBA, obecnie gra za minimum w Nuggets), notabene zawodnik spójnie łączący Celtics, brak sentymentów Danny Ainge’a oraz bezlitosne obsunięcie się w hierarchii zawodników.

Wolna agentura 2019 – o pompowaniu balonika

Rynek wolnych agentów wygląda imponująco (TUTAJ), jednak mam wrażenie, że NBA grzeje nas nieadekwatnie do ewentualnych wydarzeń. Owszem, Kevin Durant, Kawhi Leonard czy Kyrie Irving wyglądają ciekawie, ale praktyka pokazuje, że nigdy wszyscy najważniejsi agenci nie zmieniają swojej przynależności klubowej. Na przestrzeni ostatnich 10 lat, mieliśmy kilka zmian, które wpłynęły na ligę:

2010 LeBron James i Chris Bosh do Heat
2012 Ray Allen do Heat
2014 LeBron James do Cleveland
2016 Kevin Durant do Warriors
2018 LeBron James do Lakers

czyli oprócz jednej zmiany, wszystkie dotyczyły LeBrona Jamesa bezpośrednio lub pośrednio. Obecnie nawet ewentualna wspólna wizja gry Kyrie Irvinga i Jimmy Butlera w Knicks lub Nets nie zmieni znacząco ligi. Jesteśmy rok po połączeniu się talentów w Oklahomie i trio Russell Westbrook/Paul George/Carmelo Anthony już nie ma, za Melo jest Dennis Schröder, ale to nie zmieni układu sił.

Układ sił od kilku lat jest jasny, przestańmy mówić o kluczowych zmianach w wolnej agenturze, jeśli cztery ostatnie finały to były rywalizacje LeBrona Jamesa z Golden State Warriors. Nawet pojedynki Celtics z Bryantem na przełomie dziesięciolecia, wcześniej Pistons ze Spurs, albo klasyczne zestawienie Michael Jordan vs Karl Malone to zaledwie dwie serie finałowe.

Rok temu siedmiu zawodników All Star zmieniło klub podczas wolnej agentury lub wymiany:

Paul George (Pacers -> Thunder)
Carmelo Anthony (Knicks -> Thunder)
Isaiah Thomas (Celtics -> Cavaliers)
Kyrie Irving (Cavaliers -> Celtics)
Gordon Hayward (Jazz -> Celtics)
Paul Millsap (Hawks -> Nuggets)
Jimmy Butler (Bulls -> Wolves)
Chris Paul (Clippers -> Rockets)

który z w/w istotnie wpłynął na układ sił? Thunder odpadli ponownie w pierwszej rundzie, nowe gwiazdy Celtics były kontuzjowane, Thomas został oddany dalej (do Lakers), a Nuggets ponownie nie weszli do play-off. Jedynie Wolves awansowali do pierwszej rundy, ale przy rozkwicie talentu Karl-Anthony Townsa, prawdopodobnie taki awans mieliby w ciągu 2 lat bez podpisywania Butlera. Wygląda na to, że jedynie pozyskanie Chrisa Paula przez Rockets na chwile zmieniło układ. Mieliśmy przez moment cień nadziei za sprawą sezonu regularnego i wygranych 65 spotkań, że Warriors mogą przegrać. Ostatecznie wyszło jak zawsze, jedni mówią, że za sprawą kontuzji Chrisa Paula, inni szczęścia (7/44 za trzy w siódmym meczu), a ja powiem przewagą talentu Warriors.

Dlatego nie miejmy złudzeń – za rok niewiele się zmieni, szczególnie patrząc na trendy z obecnego lata, gdzie większość zawodników podpisała przedłużenia (Durant, Paul, George, Capela, Gordon), a oprócz wymienionego LeBrona Jamesa, kluby zmienili tacy zawodnicy jak DeAndre Jordan, DeMarcus Cousins czy Julius Randle. Najczęściej z powodu braku chęci przepłacania środkowych (TUTAJ).

[Prognoza] Wolni agenci 2019

Za rok rynek wolnych agentów eksploduje, bowiem ilość zawodników formatu All-Star i kilku super-starów zmieni układ sił w NBA. Poniżej pierwsze przewidywania odnośnie możliwych kierunków dla zawodników. Te najgorętsze nazwiska najczęściej parowane będą z LeBronem Jamesem i Lakers, ale nie zmieszczą się tam wszyscy, nawet biorąc kontrakt DeMarcusa Cousinsa w Warriors 5,3 mln $ /1 rok.

  1. Kevin Durant – zostanie w Warriors, po zdobyciu trzeciego z rzędu tytułu MVP Finałów. Chciałbym zobaczyć KD w innej drużynie (TUTAJ o Sixers), ale tylko brak mistrzostwa może ten zespół rozbić. Połączenie sił z LeBronem Jamesem lub powrót do Teksasu, gdzie studiował i związanie się np. z Mavericks, to rozbudza wyobraźnię.
  2. Kawhi Leonard – Toronto wygrało wymianę (TUTAJ), pozyskując gracza formatu top5 ligi. Kawhi nie chce grać w Kanadzie, ale nie sądzę, aby stracił drugi sezon z rzędu na ławce strzelając fochy. Wszystkie znaki mówią, że Kawhi wyląduje w Lakers, w grze będą Raptors (Kawhi ma opcję na rok) oraz Clippers, bo często powtarza się kierunek dla tego zawodnika jako „Los Angeles”, a nie „Lakers”.
  3. Kyrie Irving – odszedł, aby zostać liderem. W kluczowych momentach sezonu był kontuzjowany, dzisiaj chce wrócić, ale Celtics nie zagwarantują mu roli pierwszego strzelca, jak choćby sezon wcześniej. Rozkwit talentu Jaysona Tatuma oraz powrót Gordona Haywarda oznaczać będzie dla Celtics nowy kierunek + wymienność pozycji w ataku i obronie (jeszcze jest Jaylen Brown). Podobno najbliżej Uncle Drew są Knicks, mówi się o Nets, a czarnym koniem mogą być Charlotte Hornets, czyli stan, gdzie studiował oraz klub MJa, który po zakończeniu współpracy Jordan Brand z Kawhi Leonardem, chętnie przygarnie Irvinga. W Celtics pod nieobecność Kyrie, bardzo rozwinął się Terry Rozier, dlatego Kyrie nie będzie miał przewagi negocjacyjnej z Dannym Ainge`m.
  4. Jimmy Butler – nie ma chemii w Wolves (TUTAJ) i skoro nie zdecydowano się na oddanie Karla Anthony Townsa, odejdzie Jimmy, który wielokrotnie źle się wypowiadał o etyce pracy KATa i Andrew Wigginsa. Kierunkiem mają być Lakers lub Nets, czyli znowu będziemy mieli rywalizację LeBrona z Irvingiem.
  5. Klay Thompson – urodził się w Los Angeles, więc naturalnie spekuluje się o grę w klubie, gdzie dwa mistrzostwa NBA zdobył jego ojciec, Mychal Thompson. Klay sam powtarza, że nie chce odchodzić, więc pozostanie w Oakland .
  6. Al Horford – na pierwszy rzut oka, nie powinien nigdzie się ruszać, tylko dokończyć karierę w Celtics i poczekać, na zastrzeżenie numeru 42. Problemem będzie wiek Horforda, bo 33 latek będzie oczekiwał kontaktu 30 mln $/rok, najlepiej na kilka lat. Danny Ainge będzie miał kolejny problem, z tą różnicą, że za Irvinga ma zastępstwo, a za Horforda nie. Kilka klubów, w tym Lakers byliby zainteresowani doświadczonym podkoszowym, który rozciąga grę i świetnie broni.
  7. Kemba Walker – na niekorzyść dla niego, w NBA większość drużyn ma już dobrej klasy rozgrywającego lub młodego/zdolnego z draftu. Perspektywa sparowania Walkera z Victorem Oladipo w Indianie lub z Donovanem Mitchellem jest kusząca, ale podobno dobrze mu w Charlotte.
  8. DeMarcus Cousins – przed kontuzją, najprawdopodobniej nie ruszałby się z Pelicans. W jego przypadku, pewna będzie zmiana klubu w lecie, gdyż Warriors nie będą mu mogli zaproponować większego kontraktu niż 5,3 mln $ / rok. Na pewno dobrym centrem będą zainteresowani Lakers, z pozostałych drużyn, ciekawie wygląda połączenie Cousinsa z Mylsem Turnerem i Oladipo.
  9. Khris Middleton i Eric Bledsoe – Bucks w lecie odpuścili Jabari Parkera, aby zatrzymać tę dwójkę. Dla nich to też sezon prawdy, Middleton idzie do góry, Bledsoe nie, ale przyjście Mike`a Budenholzera na pewno pozwoli rozwinąć tych dwóch zawodników.

W przypadku Karl-Anthonego Townsa oraz Kristapsa Porzingisa – jeśli obecne ich kluby zaproponują im maksymalne kontakty, nawet nie spojrzą na inne drużyny.

[ranking] Top7 PG w NBA

Wielokrotni uczestnicy meczów gwiazd, pierwszych piątek, sukcesy indywidualne i drużynowe, wszystko to sprawia, że mamy wielu czołowych zawodników ligi, gwiazd. jaka jest ich kolejność? Przed sezonem, ułożyłem moja top7 na każdej pozycji, aby się zmierzyć z tym tematem. Oczywiście zawsze jest problem z definicją, kto jest point guardem, a kto shooting. Ranking jak cały blog jest subiektywny, kilku grajków cenie bardziej np. za końcówki, prowadzenie do lepszych wyników niż posiadany talent, a część zawodników jest dla mnie przereklamowana i/lub ich czas po prostu mija. Na początek rozgrywający.

  1. Stephen Curry – w ostatnich trzech sezonach: dwukrotny MVP,dwukrotny mistrz NBA i  jednokrotny król strzelców. Najlepiej rzucający za trzy zawodnik w historii NBA.
  2. Russell Westbrook – fantastyczny,  wręcz epicki poprzedni sezon zakończony triple-double i tytułem MVP. Jeśli zbliży się do tego w kolejnym sezonie, zostanie nie tylko pierwszym PG w lidze.
  3. Damian Lillard – jeden z moich ulubieńców, zdaję sobie sprawę, że umieszczam go wyżej niż „fachowcy”. Dla mnie obok Currego i Hardena, najlepiej rzucający obrońca w lidze, zawodnik, który stale się rozwija. A to, że nie było go w ostatnich dwóch latach w All Star Game, a rok temu mimo szóstej średniej punktowej nawet w trzeciej piątce ligi to skandal. Dla mnie absolutnie top.
  4. John Wall – kolejny zawodnik, który musi zaliczyć przełomowy sezon, trochę tak jest, że w rankingach mamy zawodników o określonej renomie i pukających do grona top. John Wall mimo statusu gwiazdy, nie może przebić się do meczów o najwyższe cele (3x półfinał konferencji, 4x brak awansu do play-off). Ponieważ gra dwa sezony dłużej od Lillarda, stawiam go za graczem Portland Trail Blazers
  5. Kyrie Irving – kolejny zawodnik mający coś do udowodnienia. Chyba najwięcej spośród zestawionych w rankingu. Kyrie zeszły sezon miał przełomowy, zaliczał 25/6 w sezonie regularnym, w finałach nawet 29,4 będąc często pierwszą opcją w ataku, to jednak mu nie wystarczało. Kyrie raz pierwszy od powrotu Lebrona Jamesa zostanie liderem zespołu. Dotychczas był nim w trzech (z sześciu rozegranych) sezonów i maksymalnie wygrał 33x, nigdy nie awansowując do play-off. Skład, jak na słaby wschód ma bardzo dobry. To, czy mu się uda, jest jednym z kluczowych dla mnie pytań w tym sezonie. Nie będzie już parasolki LBJ, a sprowadzony z Utah Jazz Gordon Hayward liderem już był (doszli do drugiej rundy play-off rok temu) i na pewno nie złożył już rękawic. Kyrie skazany jest zatem na kolejny konflikt.
  6. Isaiah Thomas – progres jaki zrobił w ostatnich dwóch sezonach, gdzie za zawodnika 15/4 w Phoenix, został 29/6 jest imponujący. Do tego druga piątka ligi oraz znakomita seria, wygrana z Johnem Wallem w ostatnich play-off. Ciekawe jest to, że mimo znakomitych osiągnięć, cały czas uchodzi jako ten słabszy w wymianie Cavs/Celtics. Być może potrzebuje potwierdzenia, jak Russell Westbrook.
  7. Chris Paul – 12 sezonów w NBA, niekwestionowany status super gwiazdy, w mojej ocenie notuje od trzech lat regres, skutkujący w ostatnim sezonie: brakiem nominacji do pierwszych piątek sezonu (pierwszy raz od sezonu 2006-07) i All Star Game (pierwszy raz od 2007). Chris Paul to na pewno najlepszy kreator akcji w lidze, czołowy defensor PG, w dodatku poprawił rzut za trzy na przestrzeni ostatnich lat. Problemem jest brak osiągnięć drużynowych – 3x poza PO, 5x pierwsza runda, 4x druga runda. W dodatku, w drugiej rundzie ostatni raz był w sezonie 2014-15. Być może w nowym sezonie, z Jamesem Hardenem będzie inaczej. Osobiście uważam, że nie.

Najbliżej listy był Mike Conley, dla którego najbliższy sezon też będzie sezonem prawdy. Z Memphis odeszło kilku zawodników i będzie musiał wziąć na swoje barki więcej. Statystyki pewnie pójdą w górę w porównaniu do minionego sezonu (20/6), pytanie czy nadal awansuje do play-off. W ostatnich 7 lat grał w nich nieprzerwanie, zresztą wg wielu lepiej niż w sezonie regularnym. Wielu jednak typuje Memphis poza ósemką.