KSW przez 50 gal bardzo urosło – przedstawiam najważniejsze wydarzenia w historii oraz sprawdzam co dalej

KSW przez lata promowało hasło, że sprzedaje emocje, bardzo ciekawie podchodząc do tego, co produkują i skutecznie rozpychając się łokciami na trudnym rynku praw telewizyjnych. Polski kibic kocha piłkę nożną, kocha skoki narciarskie, siatkówkę, a jeśli są sukcesy to nie pogardzi choćby biegami narciarskimi kobiet czy piłką ręczną mężczyzn. Pod warunkiem, że za darmo, w porze obiadowej, ewentualnie w piłkarską środę. I nagle wchodzi KSW i burzy ten obraz, pokazując pierw w ringu, potem w klatce coś zupełnie innego. KSW potrafi robić show jak nikt inny i jako pierwsi skutecznie wprowadzili swoje wydarzenia w sprzedaży PPV, choć próby pokazywania boksu były wcześniej. Nikt nie publikuje oficjalnych wyników PPV, można uznać, że tylko KSW oraz gale Mateusza Borka są opłacalne. KSW umie grać w grę – budując zawodników, ich historię, heroizm, a następnie parować niekoniecznie w tej samej wadze. Potrafi przyciągnąć celebrytów na swoją stronę i to nie tylko na pierwszych miejscach, które chętnie zasiadają, ale także w ringu. Dzisiaj więcej osób kojarzy Mariusza Pudzianowskiego z MMA niż ze strongmanami, które też były przed laty ciekawym zjawiskiem w polskiej telewizji. Nie zapominają także o nowych widzach, więc jedna gala w roku pokazywana jest w otwartym Polsacie. To kurtuazyjny ukłon, bo ich cele sięgają wysoko – wypełnić Stadion Narodowy, Wembley, a także sięgnąć po nowe rynki w Irlandii czy Chorwacji. Tak, tak – wczoraj odbyła się trzecia gala na Wembley, a kolejna po raz pierwszy odbędzie się w Zagrzebiu. Potem Lublin, czyli KSW planuje i zaczyna ogłaszać walki z wyprzedzeniem, co kibic skrupulatnie zaznacza w kalendarzu. Na duży plus także odkrywanie kart, bo dzięki temu spekulacje mamy od zakończenia ostatniej gali.

Nie wszystko odbywa się po myśli Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego – właścicieli KSW. Jak to przy prowadzeniu biznesu, wychodzą niespodziewane historie i tylko najlepsi potrafią reagować. Budowanie zawodników, w tym się specjalizuje KSW i zawsze ma w swojej stajni ogierów, którzy błyszczą na plakatach i na ringu. Analizując kolejne walki zaczynam od wielkiego KSW 12, w którym walką wieczoru był pojedynek Mariusza Pudzianowskiego z Marcinem Najmanem. Ogromna machina medialna ruszyła, skoczyło zainteresowanie i nagle zawodnicy bijący się w MMA przestali być bandytami, tylko pełnoprawnymi sportowcami. Właściciele nie ukrywają, że tamta gala dała kopa federacji, a zawodnicy patrzący z politowaniem na początku na walki Pudziana, z czasem zrozumieli kto przyciąga kibiców na gale i przez telewizory, a dzięki temu rozwija się rynek, są większe kontakty itp. Jak wspomniałem, Pudzian to dzisiaj pełnoprawny figher, a nie przebieraniec, do czego doszedł swoją ciężką pracą. Etyka pracy tego zawodnika to osobny temat, szkoda, że przyszedł do MMA tak późno, choć przed laty zaczynał od karate i boksu, szkoda też, że urodził się za szybko. Dzisiaj powiedzmy 30 letni Pudzianowski przenosiłby góry na największych galach świata.

To właśnie Mariusz Pudzianowski był pierwszym motorem, a także Mamed Chalidow i Jan Błachowicz. To oni zamykali walki, a w pierwszych (licząc od KSW 12) występowali Michał Materla, Karol Bedorf, Artur Sowiński i Marcin Różalski, którzy wraz z rozwojem KSW oraz sportowym, po latach bywali w main eventach. KSW 20 to był kolejny wielki skok – pierwsza gala na Wembley, a na końcu najpierw Błachowicz, a potem Pudzianowski. Wtedy walką wieczoru była Borys Mańkowski – Rafał Moks, co dało sporą popularność wtedy 23-latkowi. W kolejnym roku do federacji doszła Karolina Kowalkiewicz i Paweł Nastula, który na tronie popularności zastąpił z miejsca Jana Błachowicza, który odszedł do UFC. Perfekcyjnie rozegrane zastępstwo swojego drugiego najlepszego zawodnika, wielkim mistrzem olimpijskim. W walkach wieczoru nadal występowali Chalidow, Pudzianowski, a nawet razem zamykali gale w main i co-main evencie. Gala KSW 26 to zamknięcie trylogii Michała Materli z Jay’em Silvą, jednej z najlepszych historii (kon)federacji. Materla dołączył tą walką do koni pociągowych KSW, bo wiadomo było, że co galę Pudzian z Mamedem nie mogą walczyć, a Cipao zostawiał na galach serce i zdrowie, dając doskonałe walki. Zwykle zwyciężali Polacy, co było po myśli KSW, która od początku budowała rodzime twarze – w końcu jak inwestować, to w naszych. Gdy podczas KSW 28 Karol Bedorf zwyciężył Rollesa Gracie, KSW mogła mieć kłopot bogactwa na który czekali. Po pierwsze – mogli zwiększyć liczbę gal, z uwagi na wzrost liczby rozpoznawalnych zawodników, a także mogli parować swoich fighterów, tworząc historie. Po za tym marzyła im się kolejna saga Materla&Silva, bo dobry sport sprzedawał się najlepiej. Najpierw Pudzianowski z Nastulą, po której mieliśmy chyba szczyt w rankingach Pudziana, a dwie gale później zwycięstwo Materli nad zakontraktowanym byłym zawodnikiem UFC Tomaszem Drwalem to były historie. Ta druga wydarzyła się miesiąc po pierwszej gali UFC w Krakowie i była swoistym prężeniem muskuł z najlepszymi na świecie. Jak widać udanie, bo UFC zrobiło u nas dwie gale i na razie nie planują kolejnych. Gdy na KSW 33, naprzeciw wyszli Michał Materla z Mamed Chalidow mieliśmy przede wszystkim sportowo niesamowitą historię. Przyznam, że będąc pod wrażeniem walk Materli z Silvą i Drwalem liczyłem na detronizację mistrza. Niestety zaledwie 30 sekund trwała walka wieczoru, która była pierwszą rysą dla KSW – budowany przez lata zawodnik uległ w sposób tak jednostronny, że prawdopodobny rewanż w jednej z kolejnych gal nie miał sensu. Dwie walki później, podczas gali z udziałem Mameda i Pudziana, czyli głównych postaci, ten drugi zaskakująco uległ Marcinowi Różalskiemu. Na pewno liczono, że Pudzianowski ponownie zwycięży, co każdy chętnie oglądał, tymczasem zwyciężył wielki wojownik Różal, co w perfekcyjny sposób wykorzystali właściciele KSW. Skoro nie mogła się odbyć wymarzona walka Pudzianowski vs Bedorf, to może zestawimy go z jego pogromcą? w kolejnych galach publiczności po zwycięstwie nad rozpoznawalnym Rameau Sokoudjou (1-1 z Błachowiczem) objawił się Tomasz Narkun, bardzo dobre walki dawał Mateusz Gamrot, a Michał Materla zwyciężył drugi raz z rzędu i nokaut z Chalidowem wyglądał na wypadek przy pracy. Do KSW przyszli w jednym czasie Paweł Mikołajuw czyli Popek oraz Roman Szymański, były mistrz FEN.

Pozyskanie Popka, znanego z Gangu Albanii było kolejnym strzałem w dziesiątkę. Popularność KSW w mediach wśród młodzieży, która chętnie chciała zobaczyć, komu ich idol „da w mordę” skoczyła kilkukrotnie. Popek zapewnił wielkie show podczas ważenia, przed i po walce, był lokomotywą federacji. Z kolei Szymański, bym prztyczkiem w nos dla Pawła Jóźwiaka i FEN – pokazaniem, że mogą sięgnąć po każdego ich zawodnika, co po czasie nie było prawdą, gdyż żaden z byłych lub aktualnych mistrzów nie zmienił FEN na KSW, a przecież pojawienie się Andrzej Grzebyka czy Mateusz Rębeckiego mogłoby zamieszać w rankingach wewnętrznych. Ostatecznie Pudzianowski szybko zwyciężył, pokazując różnicę pomiędzy ciężkim treningiem, a rozpoznawalnością w mediach i kiedyś tam zawodnika walczącego w Anglii. Walkę wieczoru dal ponownie Borys Mańkowski, który w umownej kategorii do 82 kg na kolejnej gali na Stadionie Narodowym miał stanąć przeciwko Mamedowi Chalidowi, a skoro Karol Bedorf przegrał Fernando Rodriguesem, to Brazylijczyk powalczy z Różalskim. KSW robiło co mogło, aby uatrakcyjnić galę – Popka zestawiono z Robertem Burneiką, sięgnięto po Tyberiusza Kowalczyka dla Pudzianowskiego, mieliśmy debiut Damiana Janikowskiego, wtedy też po sześciu latach do klatki przy Śnie o Warszawie ponownie wyszedł Łukasz Jurkowski, który wystąpił przeciwko.. Sokoudjou. Najlepsze możliwe gwiazdy na Narodowym – tam KSW udało się wszystko, przede wszystkim walka Chalidowa z Mańkowskim oraz niesamowity nokaut Różalskiego. W obwodzie pojawili się Narkun, Janikowski i Michał Andryszak, którzy szybko zwyciężyli w swoich pojedynkach. Mieliśmy także debiut Normana Parke’a, który dał bardzo dobrą walkę z Mateuszem Gamrotem i od razu, na kolejnej gali mieliśmy rewanż. Sprawdzenie na Narodowy Irlandczyka, przed galą w Dublinie to była świetna strategiczna decyzja KSW. W Irlandii wystąpili także zwycięscy Pudzianowski oraz Materla, ale wszyscy mówili o awanturze po walce (ostatecznie nieodbytej) Gamrot – Parke, w której polak wsadził palec w oko rywalowi. W kolejnej gali zadebiutowali, jak się okaże przyszli mistrzowie Roberto Soldić i Salahdine Parnasse, ten pierwszy niestety dla federacji zwyciężył z Mańkowskim. W mojej ocenie to druga rysa, bo planowano jego rewanż z Mamedem, do którego nie doszło. Do klatki wszedł także aktor Tomasz Oświeciński, który niespodziewanie pokonał Popka, co pokazało, że dla rapera docelowo nie ma miejsca w oktagonie. W innych walkach zwyciężył Michał Andryszak z Fernando Rodriguesem oraz Damian Janikowski, których trzeba było sprawdzić docelowo z najlepszymi. Kolejna gala KSW 42 była bardzo istotna dla historii KSW, bo kończy pewne rozdziały. Przegrał zarówno Chalidow (z Narkunem) oraz Michał Materla (ze Scottem Ashkamem), co jest trzecią rysą. Lewandowski z Kawulskim zapewne wtedy wiedzieli, że trudno będzie budować silne KSW w oparciu o obcokrajowców, bo przeciętny kibic lubi oglądać polaków, o czym pisałem w pierwszym akapicie, ale nie mieli niestety wyjścia.

Gala KSWA 43 zakończyła się po raz pierwszy pojedynkiem obcokrajowców Roberto Soldić vs Dricus Du Plessis (notabene była to bardzo dobra walka),  zwyciężył także Damian Janikowski, a na gali zadebiutował Philip de Fries pokonując Michała Andryszaka w eliminatorze do walki o pas wadze ciężkiej. KSW nie było pewne, czy brak znanej twarzy KSW w main evencie przyciągnie odpowiednią publiczność, dlatego nie zdecydowała się na PPV. W mojej ocenie sportowo, była to bardzo dobra gala i KSW wygrało pokazując szerszej publiczności Soldicia, Janikowskiego i de Friesa. Na kolejnej gali doczekaliśmy sie w końcu pojedynku Karol Bedorf vs Mariusz Pudzianowski, który zakończył się zgodnie z przewidywaniami, zwycięstwem byłego mistrza. Finał miał się odbywać na Wembley, oknie wystawowym federacji. KSW organizowało tam gale po raz drugi, tym razem nie martwiło się o to, czy zapełnił trybuny, jechali po swoje, jako wielka organizacja. Rewanż Du Plessis vs Soldić, Materla vs Janikowski, finał ciężkiej i Popek – KSW zapewniało, że ma się dobrze bez obecności Chalidowa i Pudzianowskiego. Gala była udana i wykreowała nowych bohaterów – wspomnianego de Friesa, Scotta Askhama, który w półfinale pokonał Marcina Wójcika, świetną walkę znowu dali Soldić i Du Plessis, a Michał Materla zdominował Damiana Janikowskiego i pewnie zwyciężył w drugim półfinale o pas. Dodam, że w pojedynku celebrytów zwyciężył bośniacki kulturysta Erko Jun z Popkiem, który po trzeciej porażce w czterech pojedynkach nie wrócił jak się okaże później do oktagonu. W kolejnej gali mieliśmy znowu umowną kategorię i rewanż Narkun vs Chalidow, który nie chciał skończyć kariery porażką w ostatniej swojej walce. W dodatku pojedynek jedynki i dwójki w KSW zawsze się zgadzał i reklamował ostatnią galę w minionym roku. W walce wieczoru ponownie zwyciężył Żyrafa stając się niepodważalnym numerem jeden i to bez podziału na wagę. Pas mistrzowski KSW ponownie obronił Mateusz Gamrot w walce z Koike Erbstem, w tej samej wadze Salahdine Parnasse pokonał Marcina Wrzoska, stając się pretendentem. Odnotuję także, że nagrody za nokauty wieczoru otrzymali Roberto Soldić oraz Krystian Kaszubowski i bardzo słusznie federacja zaproponowała im bezpośrednie starcie. Była to piąta gala w roku, co było rekordem KSW i jasnym kierunkiem rozwoju.

Bieżący rok jak wiadomo po wczorajszej gali KSW 50 przyniesie aż sześć gal, w tym pierwszą w Zagrzebiu, za co wielkie gratulacje dla KSW. Rok zaczął się od zimnego prysznica dla znanych mistrzów, co na pewno jest i będzie problemem, że w jednej gali KSW 47 przegrali Narkun (z de Friesem), Pudzianowski (kontuzja, z Szymonem Kołeckim), Mańkowski (z Parke), Fernando Rodrigues Jr. (z Satoshi Ishii) i Damian Janikowski (z Aleksandarem Ilićei). Wiadomo, że najlepsi nie będą wygrywać zawsze, ale Janikowski uległ zdecydowanie prowadząc, Mańkowski demolował w pierwszej rundzie Parke’a, a Narkun stracił miano najlepszego zawodnika bez podziału na wagę. Wydaje mi się, że po raz pierwszy w historii gala w Atlasie Arena się KSW nie udała. Oczywiście robiono dobrą minę, podkreślając niespodzianki w zawodowym sporcie, ale lepiej oglądać i sprzedawać walki zwycięzców. Borys Mańkowski przegrał trzeci raz z rzędu, Pudzianowski drugi ale można go tłumaczyć kontuzją. Starcie mistrza strongmenów ze złotym medalistą olimpijskim w podnoszeniu ciężarów budowano pojedynkiem najsilniejszych ludzi. Fernando Rodrigues po zwycięstwie na KSW 37 z Karol Bedorfem przegrał po raz trzeci w czterech walkach, a Damian Jankowski brutalnie znokautowany przegrał drugi raz z rzędu. Kolejne KSW to raczej pojedynek zawodników drugiego planu, gale pokazano w otwartym Polsacie, warto odnotować niesamotne zwycięstwo w walce o tymczasowy pas mistrzowski KSW w kategorii piórkowej Salahdine Parnasse nad Roman Szymańskim oraz wygraną Łukasza Jurkowskiego. z Stjepanem Bekavacem. Francuz wyrasta na najlepszego zawodnika bez podziału wagi, szkoda, że możliwe hitowe starcie z Mateuszem Gamrotem się nie odbędzie, z uwagi na chęć odejścia polaka do UFC. Ma on jednak ważny kontrakt i właściciele słusznie nie chcą pozbywać się zawodnika, który uchodzi za najlepszego grapplera w KSW, tłumacząc budowaniem zawodnika i włożeniem sporej kasy nie tylko w promocje. Gala KSW 49 zostanie zapamiętana przede wszystkim z nieudanego rewanżu Michała Materli ze Scottem Askhamem, który dominował cały pojedynek i pewnie znokautował Polaka. Do oktagonu wszedł Damian Grabowski i od razu otrzymał pojedynek z jedną z twarzy – Karolem Bedorfem, który wygrał. Dla Coco to trzecia przegrana w czterech ostatnich pojedynkach, a jedyny zwycięski był z Mariuszem Pudzianowskim. Coś poszło nie tak z jego karierą i pod koniec roku zapewne otrzyma szansę na odbudowę. Odnotuję także porażkę Artura Sowińskiego z Normanem Parke oraz kolejne zwycięstwo Erko Juna w pojedynku celebrytów, tym razem szybko rozprawił się z Akopem Szostakiem. Przegrał także Michał Andryszak (z Luisem Henrique), a przecież pojedynek wcześniej walczył o pas z de Friesem. Wczorajsza gala KSW 50 miała być podsumowaniem wielu lat pracy, organizowana po raz trzeci na Wembley, w mojej ocenie brakowało historii dla zestawianych pojedynków. W pięciu ostatnich walkach wieczoru wygrywali faworyci – Philip De Fries niejednogłośnie z Luis Henrique i Norman Parke niejednogłośnie z Marcinem  Wrzoskiem i mówi się o rewanżu w tej drugiej walki. Zdecydowanie za to zwyciężyli Tomasz Narkun z Przemysław Mysiala i Damian Janikowski z Tony Gilesem. KSW zależało (chyba) na podbudowaniu swoich zawodników po ostatnich porażkach, zestawiając ich ze słabszymi rywalami. Wygrał także Roberto Soldić przez jednogłośną decyzję sędziów, co świetnie zapowiada się przed kolejną galą w Zagrzebiu.

Powrót po kontuzji Pudzianowskiego i zestawienie go z Erko Junem oraz walka Roberto Soldicia będzie znakomicie wyglądać na plakatach gali KSW 51. Na KSW zadebiutuje Damian Sasiak, który ma za sobą sześć walk w UFC, zawalczy także Borys Mańkowski oraz pogromca Damiana Janikowskiego Aleksandar Ilić (może z Janikowskim?). A pod koniec roku, ponownie w Gliwicach zobaczymy walkę Scotta Askhama z Mamed Chalidowem. Gala się sprzeda znakomicie, ale dzisiaj sportowo Askham wygląda lepiej. Chciałbym na dwóch ostatnich galach zobaczyć Salahdine Parnasse z Filipem Pejićiem, Karola Bedorfa z Szymonem Kołeckim i Philipa De Fries z Damian Grabowskim.