Nowy sezon zaczyna się w środę

Środowa loteria draftu 2019 będzie miała tylko jednego zwycięzcę. Przychodzi do ligi przyszła gwiazda i członek galerii sław, Ziom Willamson, który swoją fizycznością i talentem, dominuje w każdej kolejnej kategorii wiekowej. Dla niego czas na NBA, gdzie wiele drużyn trze kolanami, aby Williamsona wybrać. Twarzy organizacji na 10-15 lat nie wybiera się codziennie, talent porównywany z LeBronem Jamesem, a jego samego określa się jako „bardziej dominujący w powietrzu Charles Barkley”. To musi się udać, dlatego wiele drużyn odpuściło w tym sezonie rywalizacje w lidze, aby zejść jak najniższej. W odwróconej tabeli zwyciężyli Knicks przed Cavs i Suns. Oni mają po 14% szans na zwycięstwo i budowę dynastii. Tuż za nimi kolejno Bulls, Hawks i Wizards, czyli drużyny, które marzą, bo na dzisiaj nagroda w drafcie jest tylko jedna. Hawks teoretycznie pozyskując w wymianie Luka Doncic/Trae Young pick Mavericks, mają spore szanse na dwa dobre wybory (mają tez swój), ale wybór jest chroniony w top5. Dlatego mogą mieć wybory dobre ale nie wybitne.W drafcie jest kilku utalentowanych zawodników: Ja Morant (połączenie Steve’a Francisa z DeAaronem Foxem), RJ Barrett (połączenie Granta Hilla z Tracym McGradym), Jarrett Culver (Kendall Gill & Paul Pierce), Darius Garland (wyższy Jeff Teague) czy Cameron Reddish (atletyczny Joe Johnson, Rudy Gay), dlatego chwilę po loterii zacznie się dyskusja. Kogo potrzebujemy? czy wybieramy talent czy potrzebę? Dla drużyn pokroju Wizards, Pelicans, Wolves, Lakers (!), czy Heat bardziej opłacalne będzie zrobienie wymiany, aby wrócić do play-offs w kolejnym sezonie. W końcu część zawodników nie poradzi sobie z ligą, treningami, rolą w drużynie lub po prostu z poziomem sportowym, dlatego trafnie nazwano draftu – loterią. NBA w ramach walki z tankowaniem, zmniejszyło szansę na wybór numer jeden najgorszym drużynom, a zwiększyło pozostałym. Różnica pomiędzy 14% szans najgorszych Knicks, a czwartymi Bulls wynosi 1,5% szans, podczas gdy rok temu to było aż 11,3% (odpowiednio 25% vs 13,7%). Dzisiaj wygrać wysoki pick może więcej zespołów, a to sprawia, że nowy sezon dla wielu drużyn zaczyna się w środę, z chwilą loterii.

35 zwycięstw nie da play-off na wschodzie

Kevin Knox w ESPN First Take powiedział, że:

Knicks mogą wygrać 35 spotkań, co może dać play-offs

oczywiście wszyscy wiemy, że najlepsi zawodnicy i najlepsze drużyny grają na zachodzie i wschód jest słaby, jednak refleksja debiutanta Knicks skłoniła mnie do zweryfikowania, jak to wyglądało w ostatnich latach. Poniżej zestawienie ósmych drużyn na wschodzie w ostatnich 25 latach z wynikiem poniżej 40 zwycięstw (oprócz sezonów 2011/12 i 1998/99, w którym rozegrano odpowiednio 50 i 66 spotkań):

2014/15 – 38 zwycięstw Nets
2013/14 – 38 zwycięstw Hawks
2012/13 – 38 zwycięstw Bucks
2010/11 – 37 zwycięstw Pacers
2008/09 – 39 zwycięstw Pistons
2007/08 – 37 zwycięstw Hawks
2003/04 – 36 zwycięstw Celtics
1994/95 – 35 zwycięstw Celtics

Wynika z tego, że jedynie Celtics 24 lata temu osiągnęli play-off po wygranych 35 spotkań, dlatego słowa Knoxa są niewiarygodnie. W ostatnim sezonie Washington Wizards wygrali 43 spotkania i osiągnęli ósme miejsce, a patrząc choćby na skład Detroit Pistons, którzy zajęli dziewiąte miejsce Knicks ciężko będzie awansować. Zwłaszcza, że Kristaps Porzingis może opuścić cały przyszły sezon, dlatego Knicks powinni skupić się na budowaniu drużyny za rok w oparciu o najlepszych wolnych agentów (TUTAJ).

Fizdale ≠ LeBron

Śmieszą mnie opinie fachowców, który po zatrudnieniu w roli pierwszego trenera Knicks David Fizdale`a, twierdzą Fizdale = LeBron James. Jedynym argumentem za Knicks jest tzw. big market. W tej drużynie nie ma młodego potencjału (Sixers, Lakers), doświadczonych zawodników (Rockets, Spurs), a najlepszy zawodnik Kristaps Porzingis będzie poza grą przez cały sezon.

Fizdale jako asystent Erika Spoelstry, był blisko LeBrona przez cztery jego lata gry w Miami. Fakt. W roli trenera Memphis miał trudne zadanie borykając się z kontuzjami Marca Gasola i Mike`a Conley`a. Jako trener Knicks będzie zmagać z oczekiwaniami ponad stan drużyny,  która w ostatnich pięciu latach nie awansowała do play-offs.

W Knicks oprócz Porzingisa pierwszą piątkę tworzyli w minionym sezonie Enes Kanter , Courtney Lee, Jarrett Jack Tim Hardaway czyli skład euroligowy. Również budżet płacowy jest źle skonstruowany:

Enes Kanter 18,6 mln $ – opcja gracza
Joakim Noah 18,5 mln $
Tim Hardaway Jr 17,3 mln $
Courtney Lee 12,2 mln $
Lance Thomas 7,1 mln $
Kristaps Porzingis 5,7 mln $
Ron Baker 4,5 mln $ – opcja gracza
Kyle O’Quinn 4,2 mln $ – opcja gracza
Frank Ntilikina 4,1 mln $
Emmanuel Mudiay  4,3 mln $
Damyean Dotson 1,3 mln $

Przede wszystkim najgorszy kontrakt w NBA – Noah po kontuzji ramienia i opuszczeniu 53 spotkań w Bulls, dostał od Knicks kontrakt na poziomie 72 mln $ za cztery lata. Do tego drugi podkoszowy Enes Kanter z podobnym kontraktem pozyskany z Carmelo Anthonego, a także Tim Hardaway jr. z podobnymi pieniędzmi. Knicks z obecnymi wynagrodzeniami są w okolicach salary cap, a przecież nie podpisali (zapewne) gigantycznego przedłużenia z Kristapsem Porzingisem. Łotysz na razie wiadomo, że w przyszłym sezonie nie zagra, a jak zerwane wiązadło w kolanie odbija się na grze wie choćby Derrick Rose.

Nie widzę w Knicks miejsca dla LeBrona, gdyż musieliby go pozyskać tylko poprzez sign and trade, a bez Porzingisa, Knicks powalczą co najwyżej o zwycięstwo w kolejnej loterii draftu.