Superliga? trzymam kciuki, ale mam sporo wątpliwości

Bomba od dziennikarzy Der Spiegel – jedenaście klubów w Europie chce utworzyć zamkniętą Superlige:

Real Madryt
FC Barcelona
Manchester United
Bayern Monachium
Juventus Turyn
Chelsea Londyn
Arsenal
PSG
Manchester City
Liverpool
AC Milan

Drużyny te, jako współwłaściciele mają nie spadać z ligi oraz mają gwarancję występowania w niej przez 40 sezonów (!). Ponadto, kluby chcą zaprosić do ligi na pięć pierwszych sezonów, pięć drużyn: Atletico Madryt, Olympique Marsylia, Inter Mediolan, AS Roma i Borussia Dortmund, a liga w sumie 16 zespołowa ma ruszyć od sezonu 2021. Według jednego z założeń, drużyny mają opuścić swoje rodzime ligi i rozgrywać mecze we wtorki, środy i soboty, a rozgrywki maja trwać 34 tygodnie. Motorem pomysłu jest Bayern Monachium, który przy powodzeniu projektu chce opuścić rodzimą ligę. To byłby wielki cios dla kibiców i tradycji, a w samej Bundeslidze o mistrzostwo rywalizowałby Schalke 04 oraz RB Lipsk. Podobnie sytuacja wyglądałaby w Anglii – Tottenham rywalizuje z Evertonem, Włoszech – Napoli z Lazio oraz Hiszpanii – Valencia z Sevillą.

Projekt na miarę europejskiego NBA ma jasny kierunek – grają najbogatsi i ewentualnie najlepsi, a wszystko odbywałoby się kosztem Champions League, mimo trzykrotnie zwiększonych przychodów w ostatnich dziesięciu latach. Kluby miałyby zarabiać ok. 500 mln euro, a nie jak teraz od UEFA maksymalnie 80 mln. Z tym, że do Champions League trzeba się zakwalifikować, co w ostatnich latach kilku klubom – założycielom, się nie udawało (Manchester United, AC Milan, Liverpool). Gwarantowana gigantyczna kasa przemawia do każdego. Oczywiście, przełożyłoby się to na kontrakty i sumy transferowe za piłkarzy (i docelowo trenerów). Transfer Neymara za 222 mln euro zapłacone przez PSG na nikim nie robiłoby wrażenia.

Reforma Ligi Mistrzów i zapewnienie gwarantowanych czterech miejsc topowym ligom był ukłonem w stronę bogatych, aby rozgrywać więcej klasyków/top meczów, które generują zainteresowanie kibiców i przychody. Najlepsze kluby nie powinny często grać ze słabymi, bo mecze Bayernu z AEK Ateny czy Juventusu z Young Boys nikogo nie interesują. Czy to ma sens? z perspektywy elitarności tak, dzisiaj w Bundeslidze, Serie A i Ligue 1 przed sezonem wiadomo kto wygra, jedynie w Premier League czy La Liga są emocje, choć każde inne rozwiązanie niż triumf Manchesteru City i FC Barcelony byłby niespodzianką.

Sprzeciwić się temu mogą tylko rodzime ligi, które stracą sportowo i wizerunkowo. One wiedza, ze idea Superligi musi się kiedyś ziścić, ale nacisk rodzimych federacji może dać consensus, w postaci startu w nowej lidze oraz krajowej, kosztem np. nikomu nie potrzebnych krajowych pucharów. Najlepsze kluby już dzisiaj mają duże kadry, a po zmianie taki 12 czy 17 zawodnik topowego klubu, miałby pewny plac swojej drużyny co tydzień, choćby w rozgrywkach krajowych, które traktowane byłyby jako obowiązek. Obowiązek wynikający z tradycji, a także z problemów prawnych (np. podpisane kontrakty lig z wielkimi gwiazdami, które przy wyjściu w/w klubów uległyby rozwiązaniu). Składy Juventusu, PSG czy Bayernu są tak mocne, że nawet przy rotacji, zwyciężyłby w rodzimych ligach, grając pierwsze skrzypce w Super League.

Format nowej ligi byłby podobny do koszykarskiej Euroligi – 16 drużyn gra każdy z każdym, w sumie 30 meczów, a następnie faza pucharowa. Podobieństw jest więcej, bo koszykarska Euroliga swój główny produkt utrzymuje niezależnie od FIBA, ze specjalnymi zaproszeniami dla wybranych klubów (założyciele grają stale), ale trwa to na tyle długo, że nikogo nie dziwi kolejny pojedynek Realu z Barceloną.

Piłka nożna wymaga zmian – ogromna ilość meczów o nic, rozdmuchany kalendarz i stawianie autobusów przez drużyny teoretycznie słabsze, zabija widowiska. Pomysł elitarnej ligi da nowy tlen i mimo sporych wątpliwości, trzymam kciuki za ten projekt. Kibice już dzisiaj chętnie płacą za futbol, który stał się świetną rozrywką telewizyjną, a nowe rozgrywki przesunie kolejne granice praw telewizyjnych, które na chwilę obecna sięgnęły sufitu. O tym wiedzą nie tylko w Bayernie.

Startuje liga mistrzów – nowe pory, nowe grupy, nowi faworyci

Jutro startuje liga mistrzów, dla wielu najważniejsza impreza piłkarska świata, która swoim rozmachem, a na pewno poziomem przegoniła mistrzostwa świata. Pod koniec sierpnia rozlosowano grupy, mamy nowe, ekscytujące rywalizacje w nowych porach (TUTAJ) i na nowej (starej) stacji – Cyfrowym Polsacie.

Zaczynamy już o 18:55 od meczu Barcelony z PSV Eindhoven, a równolegle zobaczymy powracający na salony Inter (TUTAJ) z Tottenhamem. Na wieczór deser – Liverpool z PSG, czyli mecz największego wygranego z największym przegranym poprzedniej edycji, albo jak kto woli byłych trenerów BVB: Jürgena Kloppa z Thomasem Tuchelem (dotychczas mają bilans 8/3/1; TUTAJ). Dwie ultra ofensywne drużyny zwiastują kanonadę bramek. Zresztą grupa C, w której gra jeszcze Napoli uznano za najatrakcyjniejszą.

W środę kolejna porcja świetnych meczów, półfinalista Roma jedzie do obrońcy trofeum na Estadio Santiago Bernabéu, a Juventus z Cristiano Ronaldo jedzie na Estadio Mestalla na mecz z Valencią, która stale czyni postępy i zapowiada się tutaj też grad goli. W tej grupie jeszcze jest Manchester United, który teoretycznie powinien wyjść z grupy, ale w praktyce, co roku wielka drużyna odpada na tym etapie. Poniżej zestawienie za ostatnie dziesięć lat, które drużyny z top5 lig (Premier League, La Liga, Serie A, Bundesliga i Ligue 1) odpadały na etapie rozgrywek grupowych:

2017/18 – Atletico Madryt, Napoli, Borussia Dortmund, RB Leipzig, Monaco
2016/17 – Tottenham Hotspur, Borussia Mönchengladbach, Olympique Lyon
2015/16 – Manchester United, Sevilla, Valencia, Borussia Mönchengladbach, Bayer Leverkusen, Olympique Lyon
2014/15 – Liverpool, Roma, Athletic Bilbao
2013/14 – Juventus, Napoli, Real Sociedad, Marsylia
2012/13 – Manchester City, Chelsea, Montpellier, Lille
2011/12 – Manchester City, Manchester United, Valencia, Villareal, Lille, Borussia Dortmund
2010/11 – Auxerre, Werder Brema
2009/10 – Juventus Turyn, Wolfsburg, Atletico Madryt, Marsylia
2008/09 – Fiorentina, Bordeaux, Werder Brema, Olympique Lyon

Manchester City oszczędziło losowanie, rywalizują bowiem z Lyonem, Szachtarem i Hoffenheim, co oznacza, że z jednej strony mamy pasjonujące grupy z Barceloną/Tottenhamem/Interem, PSG/Liverpoolem/Napoli, Juventusem/Manchesterem City/Valencią, dwumecz Real/Roma, ale także grupy Manchesteru City, Bayernu Monachium (Ajax/AEK Ateny/Benfica), Atletico (FC Brugge/Borussia Dortmund/Monaco) oraz nikogo nie interesującą grupę D (Porto, Galatasaray, Lokomotiv, Schalke 04). Faworytami wg sts.pl są:

Manchester City 6.00
Juventus 6.75
Barcelona 6.75
PSG 8.00
Real Madryt 8.00
Bayern 10.00
Liverpool 12.00
Atletico Madryt 15.00
Tottenham 20.00
Manchester United 30.00

To spore zaskoczenie, gdyż jeszcze przed losowaniem wyżej od Manchesteru City ceniono Barcelonę oraz Juventus. Najważniejsze dla faworytów to awans z pierwszego miejsca, czyli uniknięcie w 1/8 innego zwycięscy z grupy (oraz drużyny ze swojego kraju). A dalej już same klasyki ligi mistrzów.

Wyjątkowe 100 punktów Manchesteru City

Zakończony właśnie sezon w Premier League zakończył się spektakularną liczbą 100 punktów mistrza kraju, a przy okazji zostało  pobite osiągnięcie Chelsea z sezonu 2004/05 dotyczące największej liczby punktów w premier League.

Podsumowałem ostatnie 25 lat, w pięciu najlepszych ligach europy (La Liga, Premier League, Bundesliga, Serie A, Ligue 1), aby wyłonić najlepszą 15. Liderem zestawienia jest Juventus z sezonu 2013/14 , w którym jego piłkarze wygrali 33 z 38 meczów. Tamta drużyna rok później po 12 latach przerwy do finału ligi mistrzów, m.in. w półfinale eliminując Real Madryt:

Gianluigi Buffon – Giorgio Chiellini, Andrea Barzagli, Leonardo Bonucci, Stephan Lichtsteiner – Paul Pogba, Andrea Pirlo, Kwadwo Asamoah, Arturo Vidal (Claudio Marchisio) – Carlos Tevez, Fernando Llorente

Poniżej lista najlepiej punktujących drużyn, przyjąłem zliczanie punktów do 38 kolejek, które występują w czterech z pięciu najlepszych lig (dla Bundesligi, punkty przeliczyłem proporcjonalnie):

102 punktów Juventus Turyn w sezonie 2013/14
101,7 punktów Bayern Monachium 2012/13*
100,6 punktów Bayern Monachium 2013/14*
100 punktów Manchester City 2017/18
100 Real Madryt 2011/12
100 Barcelona 2012/13
99 punktów Barcelona 2009/10
98,3 punktów Bayern Monachium 2015/16*
97 punktów Inter Mediolan 2006/07
96 punktów PSG 2015/16
96 punktów Real Madryt 2009/10
95 punktów Chelsea 2004/05
95 punktów Monaco 2016-17
94 punktów Barcelona 2014/15
93,8 punktów Bayern Monachium 2017/18

Szanse na dołączenie do w/w grona mają w tym sezonie:

  • Juventus posiadający 91 punktów po 36 kolejkach
  • Barcelona posiadająca 90 punkty po 36 kolejkach
  • PSG posiadający 92 punkty po 37 kolejkach

Wyboldowałem najlepsze punktowo sezony Pepa Guardioli. To zaskakujące, że cztery z ośmiu najlepszych wyników osiągnęły jego drużyny, które potrafiły przez cały sezon osiągać wyniki na poziomie min. 2,47 punktów / mecz (zdobycz Bayernu z sezonu 2015/16). W zestawieniu znalazł się jedyny wicemistrz – Real Madryt z sezonu 2009/10, który wtedy przegrał z Barceloną.. Guardioli.

W latach 90-tych nie mieliśmy tak spektakularnych wyników punktowych, pierwszy raz granicę 90 punktów przekroczył Manchester United w sezonie 1999/00. Obecnie, co sezon 90 punktów osiągają Bayern Monachium, PSG (choć rok temu przegrali ze spektakularnie grającym AS Monaco) i Juventus Turyn, a Bundesliga, Serie A, Ligue 1 przypominają ligi jednej prędkości. Co innego w La Lidze, gdzie rywalizacja pomiędzy Barceloną a Realem Madryt przynosi najczęściej obu drużynom wynik ponad 90 punktów. W Premier League, takie osiągnięcia są rzadkością i być może dlatego wynik Manchesteru City jest wyjątkowy.

Przyszłość Szczęsnego – pierwszy w Juventusie czy może.. powrót na wyspy?

Gdy Wojciech Szczęsny przychodził po dwóch bardzo dobrych sezonach w Romie, przekaz był jasny – podpatrywać, uczyć się i po sezonie stać się pierwszym bramkarzem Juventusu Turyn. Juventusie, czyli szczycie europy (wtedy dwa finały ligi mistrzów w trzy lata).

Właśnie kończy się sezon i niestety dalej nic nie wiemy. Juventus zdemolował Milan 4-0 i zakończy sezon z mistrzostwem i pucharem Włoch. W lidze mistrzów było blisko, włoska drużyna prawie odrobiła 0-3 z pierwszego meczu. W tych trzech meczach (finał pucharu, decydujący dwumecz w lidze mistrzów), 90 minut zagrał Buffon, 1 minutę Szczęsny. Brak występu w decydujących meczach można tłumaczyć występem lepszego bramkarza, ale układ przed sezonem był jasny – w lidze broni Buffon, w pucharach Szczęsny.

Niech nikogo nie zmylą liczby – 16 występów w lidze tym sezonie, ale tylko cztery od 30 stycznia. Właśnie 30 stycznia zakończył się w mojej ocenie piękny sen Wojciecha Szczęsnego o byciu na szczycie europy. Po kontuzji łydki i dwóch miesiącach przerwy, do bramki Juventusu wrócił Gigi. W lidze mistrzów od 30 stycznia Szczęsny zagrał minutę w rewanżu z Realem, kiedy Buffon w doliczonym czasie gry sfaulował Lucasa Vazqueza otrzymując pierwszą czerwoną kartkę w karierze. 40 latek i pierwsza czerwona kartka, gorzej nie mógł Buffon zakończyć kariery na salonach. We wspomnianym pucharze Włoch od 30 stycznia Szczęsny nie zanotował występu w półfinałach z Atalantą i finale z Milanem.

Jak widać, Szczęsny wrócił do roli rezerwowego i pytanie co dalej. W przyszłym sezonie mamy dwóch (oprócz Polaka) kandydatów na pierwszego bramkarza Juventusu:

  • Gianluigi Buffon, będący dalej w czołówce bramkarzy europy, który był naprawdę blisko wyeliminowania Realu, zdecyduje się zostać w wielkiej piłce, co ostatnio zasugerował agent piłkarza
  • Gianluigi Donnarumma, 19 letni talent, który już w lecie był wymiany jako następca Buffona. Oprócz wieku i umiejętności, za transferem przemawia kolejny brak awansu to ligi mistrzów z Milanem oraz (a może przede wszystkim) agent piłkarza Mino Raiola. W transferowe lato Donnarumma znowu będzie na szczycie życzeń Realu, Juventusu, a może Liverpoolu lub Arsenalu

Jeśli rzeczywiście była przed sezonem umowa o byciu pierwszym bramkarzem, to po roku zaznajomienia się z kulturą, językiem i klubem, Szczęsny sięgnie szczytu europy. Jeśli jednak Buffon zostanie lub przyjdzie choćby Donnarumma, powinien odejść do Anglii. Liverpool z Jürgenem Kloppem lub ukochany Arsenal, gdzie po odejściu Wengera przyjmą go z otwartymi rękoma.

Liczy się tylko liga mistrzów

Piłka nożna ewoluowała. Ten powtarzany frazes najlepiej widać po celach drużyn na kolejne sezony. Najczęściej przed sezonami mamy zasłonę dymną, czyli po sukcesie w lidze atakujemy ligę mistrzów, a po lidze mistrzów atakujemy ligę. Nikt nie mówi o podwójnej, potrójnej koronie. Czasy, kiedy trzy-cztery trofea coś znaczą skończyły się w 2009, kiedy FC Barcelona wygrała ich sześć w jeden rok (liga, liga mistrzów, puchar króla, superpuchar krajowy, superpuchar europy, klubowe mistrzostwa świata). Jeśli ktoś uważa inaczej – PSG w sezonach 2014/15, 2015/16 wygrało cztery trofea (liga, puchar ligi, puchar ligi francuskiej i superpuchar krajowy) ale czy były to udane dla nich sezony?

Puchar kraju, kiedyś znaczące trofeum, w ostatnich latach w pięciu najsilniejszych ligach wygrywały takie „tuzy” jak Wigan Atletic (2013) czy Guingamp (2014), a jeśli dodamy do tego znane marki, ale nie znaczące tyle, co ich ambicje: Arsenal Londyn (2014, 2015, 2017), Wolfsburg (2015) i Lazio (2013), otrzymamy obraz mało znaczącego trofeum.

Podobno liczy się liga krajowa, o tym mogą z kolei wypowiadać się kibice FC Barcelony, Manchesteru City albo wspomniane PSG. Brak sukcesów w europie w tych klubach skutkowało zmianą trenera, a regularne zwycięstwa w lidze:

  • 7 z ostatnich 10 edycji FC Barcelona
  • 3 z osatnich 7 edycji Manchester City
  • 5 z ostatnich 6 edycji PSG
  • 6 ostatnich edycji Bayern Monachium
  • 6 ostatnich edycji Juventus Turyn (+ za chwilę kolejne)

jeśli nie łączą się z sukcesami w lidze mistrzów, są zapominane. Spośród w/w drużyn, jedynie FC Barcelona Pepa Guardioli (2009), Luisa Enrique (2015) i Bayern Monachium Juppa Heynckesa (2013) łączyła zwycięstwo w lidze z ligą mistrzów.

Co więcej, nawet najlepsze ligi potrafią wygrać przypadkowe drużyny, warto tutaj wymienić Leicester (2016), a także drużyny z Francji: Lille (2011), Montpellier (2013).

W piłce liczy się tylko liga mistrzów, a w niej liczy się tylko zwycięstwo. Dlatego trzy zwycięstwa w ostatnich czterech edycjach Realu liczy się więcej niż seryjne mistrzostwa Włoch czy Francji. Myślę, że kibice Barcelony z zazdrością patrzą na trofea Realu w sezonach 2014, 2016 i 2017, a jeśli na swoją szalę postawią triumfy z 2006, 2009, 2011 i 2015 to zawsze Real może dorzucić swoje z 1998, 2000, 2002, a co dopiero te z ery Puskasa i Di Stefano (sześć kolejnych).

Najbliższe lato oznaczać będzie dla nas kolejny wyścig zbrojeń. Rannych jest kilka drużyn:

  • PSG, które nigdy nie przebrnęło ćwierćfinałów (TUTAJ)
  • Barcelona po blamażu 0-3
  • Atletico Madryt, odpadające w rozgrywkach grupowych (TUTAJ)
  • Manchester United podrażnionych po wyeliminowaniu przez Sevillę
  • Manchester City po blamażu 1-5

a do tego grona pewnie doliczymy przegranych półfinalistów i przegranego finalistę. Czyli lista przegranych będzie większa niż zwycięzców, bo liczy się tylko liga mistrzów.