Koszykarski Śląsk – meldunek 4: co wiemy po memoriale Adama Wójcika

Drugi memoriał imienia Adama Wójcika zaczął się z wielką pompą, bo imprezę otworzyła wdowa Krystyna Wójcik i Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk, mieliśmy także przemówienie Macieja Zielińskiego i Lidera PO Grzegorza Schetyny, tort z okazji 80 urodzin Mieczysława Łopatki, a imprezę prowadził Waldemar Kasta, który przedstawiał drużyny i na koniec oczywiście Śląsk. Kibice zobaczyli wiele nowych twarzy, w porównaniu do poprzedniego sezonu, bo wcześniejsze sparingi były zamknięte dla publiczności, chwilę wcześniej brawa otrzymali reprezentanci Polski Adam Hrycaniuk (Arka) i Kamil Łączyński (Śląsk), ale wszystko przyćmił fenomenalny film ze wspomnieniami Adama Wójcika. Dla kibiców to był czas szczególny i z perspektywy całego memoriału, było to fenomenalne. Chwilę później do wyszli zawodnicy.
Bardzo szybko okazało się, że przeciwnicy Śląska, czyli Filou Oostende, to nie są ogórki, tylko mistrzowie Belgii, lepszej ligi niż nasza. Świadczy o tym choćby transfer najlepszego polskiego zawodnika Mateusza Ponitki, który kilka lat temu zamienił Asseco Prokom Gdynia na Telenet Oostende, aby dalej się rozwijać, a przecież mógł zostać w kraju w zasadzie w dowolnej drużynie. Dzisiaj Telenet to Filii Oostende, czyli znakomicie zbilansowana drużyna, co widać było pod koszem, gdzie Shevon Thompson (213 cm) i Amar Sylla (206 cm) dominowali pod tablicami. Brak zbiorek był aż nadto widoczny, nie radziliśmy sobie na tablicy – ani Dziewa, Gabiński ani Chrabascz . Po raz kolejny nie zagrał Humprey i ale nie mam przekonania czy będzie on zawodnikiem, który zabezpieczy nasza tablice. Marzy mi się zawodnik pokroju Shawna Kinga, który grając dwa sezony w Stali Ostrów zabezpieczał obie tablice. Wydaje mi się, że to będzie problemem Śląska, bo o ile trener Andrzej Adamek rotował składem sprawdzając różne ustawienia, to nawet dość wysoka piątką na druga połowę niedzielnego meczu z Arką: Łączynski, Dorn, Wojciechowski, Chrabascz, Dziewa nie dala jakości pod tablicami. Wracając do piątku, to słabszy dzień miał lider belgów Braian Angola, ale Belgowie mieli jeszcze Jeana-Marca Mwemę, który dziurawił nasz kosz. Śląsk grał inaczej w porównaniu do sparingów, przede wszystkim zaskoczeniem była pierwsza piątka: Clayton Custer, Devoe Joseph, Maciej Wojciechowski, Andrew Chrabascz i Aleksander Dziewa. Nie wiem jaka jest hierarchia, ale brak Łączyńskiego oraz najlepszego w sparingach Torina Dorna zaskoczył mocno kibiców. Łączyński zaczął nerwowo, nie trafił dwóch rzutów jednak w swoim stylu, z nóżki, trafił niemal z połowy boiska buzzer beatera, czym znakomicie przywitał się z publicznością w hali Orbita. Wojciechowski nie trafiał z daleka, ale pokazał w obu meczach ze w szybkiej grze, kontratakach i dynamicznych wejściach jest w czołówce polskich zawodników. Nie trafiał także Joseph, co zaskakuje, bo CV ma bogate (Turcja, Francja, Eurocup, reprezentacja Kanady) i miał być pierwszym strzelcem. W mojej ocenie, w dwóch meczach memoriałowych zawiódł najbardziej i mecz z Radomiem powinien być ostatnim testem przydatności. Gra Śląska miała wiele nerwowości, mieliśmy sporo niedokładnych podań, ale w pewnym momencie nie wytrzymał Łączyński i otrzymał przewinienie techniczne. Wiele przed nim – Śląsk to nie Anwil i trochę zajmie zgranie, a także powrót do wielu przegranych meczów. Łąka pokazał także kilka zagrań w ataku, zaliczył dwa przechwyty i przez chwile wyglądał jak lider, zwłaszcza przy rzucie z polowy, a także najlepszej akcji wrocławian, czyli jego dogrania alley-oop do Macieja Wojciechowskiego. Na wyróżnienie zasłużyli także Dorn, który z ławki dal duże wsparcie oraz Dziewa, potrafiący zaskoczyć przeciwników rzutem z daleka. Na Belgów to było za mało, choć przeciwnicy przewagę wypracowali dopiero w drugiej połowie za sprawą duetu: Amar Sylla, Jean-Marc Mwema. Niestety dla Śląska, rezerwowi przeciwników – młodzi Belgowie okazali się lepsi niż ich rywale i tutaj też jest dużo pracy przed trenerem Adamkiem. Mi zaimponował 17 letni Keye van der Vuurst de Vries, który ćwiczył Norberta Kulona, dwukrotnie zabierając mu piłkę.

Śląsk Wrocław – BC Filou Oostende 70:83
Śląsk: Dorn 15, Dziewa 14 (1), Wojciechowski 13 (2), Joseph 9 (1), Chrabascz 6, Custer 4 (1), Łączyński 3 (1), Jodłowski 2, Kulon 2, Gabiński 2, Musiał 0

W drugim meczu turnieju ostrzyliśmy sobie apetyty na pojedynek Oostende z Arką Gdynia przede wszystkim, aby zweryfikować poziom turnieju i to, gdzie jest Śląsk. Do końca trzeciej kwarty było równo, nawet Arka osiągała kilku punktowe prowadzenie. Josh Bostic kontra Jean-Marc Mwema to miał być pojedynek dnia, liczyliśmy także na przebudzenie MVP belgijskiej ligi Braiana Angola, no i na naszego Adama Hrycaniuka, który z zadaniowca po mistrzostwach urósł do rangi twarzy TBL. W czwartej kwarcie stało się coś dziwnego, niewytłumaczalnego. Mająca na boisku swoich najlepszych zawodników Arka nie trafiała z prostych pozycji oraz traciła proste piłki, co bezwzględnie wykorzystywało Oostende. 6-26 brzmiał wynik tej kwarty, nie było emocji, raczej nerwowość i pokrzykiwanie na siebie. Oostende wygrało turniej i przyznam, że z przyjemnością zobaczę ich za rok, bo przyjechali w pełnym składzie, walczyli i grali zespołowo. Chciałbym, aby tak grał nasz Śląsk. Żałuję, że publiczność nie dopisała, może było 150 widzów na trybunach, w przeciwieństwie do prawie pełnej hali na meczy Śląsk – Oostende. Dyscyplina potrzebuję trochę zaufania i nawet w takim koszykarskim mieście wiele jest pracy, aby zachęcić do przychodzenia na Śląsk. Na pewno nie pomógł fakt, że sobotni mecz zaczął się o 17.00, a o 20.00 mieliśmy derby Dolnego Śląska z Zagłębiem Lubin, na których byli ponad 20 tysięcy kibiców.

W ostatnim dniu turnieju zagrały drużyny, które wcześniej przegrały swoje mecze. O dziwo przegrana Wrocławian 13 punktami w pierwszym dniu nie wyglądała tak źle w porównaniu do 68-90. Zaczął świetnie Aleksander Dziewa i to rzutami z daleka, czym potwierdził ogromne uzasadnione zainteresowanie m.in. Mike’a Taylora (hashtag na twitterze #dziewawatch). Niestety wkradła się nieporadność w ataku gospodarzy, notowaliśmy straty i do poziomu dostosował się niestety także Kamil Łączyński. Na początku spotkania na kolejne punkty gości, Śląsk potrafił odpowiedzieć tylko akcjami Dziewy i wejściami Wojciechowskiego, nie wychodziły zagrywki i rzuty z dystansu, w przeciwieństwie choćby do Bartłomieja Wołoszyna, który regularnie trafiał za trzy punkty. Goście zagrali bez swojego najlepszego zawodnika (Josh Bostić tylko trenował rzuty na rozgrzewce) ale kontrolowali cały mecz, w drugiej połowie prowadząc nawet 20 punktami. Kibice byli zniechęceni, bo przez trzy kwarty żaden z obcokrajowców nie wziął na siebie gry i należy się zastanowić, czy Śląsk nie powinien zrobić wzmocnień, a także opuszczać halę przed końcowym gwizdkiem. Wiadomo, budżet nie jest z gumy, ale Devoe Joseph w żadnym meczu sparingowym nie odpalił. Torin Dorn w roli zmiennika się nie sprawdza, to zawodnik szukający wejść pod kosz, a Clayton Custer to ani jedynka bo słabo kreuje, ani dwójką z racji parametrów. Ten ostatni przebudził się w ostatniej kwarcie, najpierw podając alley-oop do Macieja Wojciechowskiego, a potem trafiając kilka rzutów, sprawiając dobre wrażenie na koniec. Ostatecznie Arka wygrała ponownie 13 punktami, a MVP turnieju został Amar Sylla zawodnik Oostende, niesamowity talent (z parametrami 2.05m, 86 kg), który na pewno zagra w NBA.

Śląsk Wrocław – Asseco Arka Gdynia 65:78

Koszykarski Śląsk – meldunek 3: dwa sparingi z Pardubicami i trzech debiutantów

Koszykarski Śląsk – meldunek 2: sparingi ze Spójnią i Stalą

Koszykarski Śląsk – meldunek 1: nowy trener, nowy lider i pierwsi Amerykanie

Odejście Jamesa Florence`a to duża strata nie tylko dla Arki Gdynia

James Florence po trzech imponujących sezonach w Energa Basket Lidze, opuszcza Polskę i przenosi się do Libanu. Niestety dzisiaj najlepsze polskie drużyny nie są w stanie rywalizować z pensjami nie tylko z zachodnią Europą, ale także krami leżącymi w Azji, które nie kojarzą się jednoznacznie z koszykówką.

Florence zaczynał przygodę z PLK grając w Stelmecie i długo nie grał najważniejszych ról. Odpalił dopiero w finałach PLK 2017 zdobywając mistrzostwo i nagrodę MVP Finałów. Wcześniej nie spełniał oczekiwań i często nie mieścił się w pierwszej piątce drużyny Artura Gronka. W finałach zdobywał średnio 16,4 punktu i 3,2 asysty na mecz, ponadto w jednym z meczów trafił osiem trójek (wyrównując rekord finałów), a w całej serii finałowej 17 trójek przy 50 procentowej skuteczności. W kolejnym sezonie już jako zawodnik pierwszej piątki, najlepszy mecz rozegrał w półfinałach play-off z Anwilem rzucając 34 punkty w tym siedem trójek, którą ostatecznie Stelmet przegrał. To taki typ zawodnika, który najlepiej gra w najważniejszych meczach, dlatego po sezonie sięgnęła po niego Arka Gdynia mająca mistrzowskie ambicje wracając także do europejskich pucharów. Z perspektywy sezonu być może był to błąd, ponieważ w EuroCup zaprezentowała się fatalnie, wygrywając zaledwie jeden z dziesięciu meczów (z Limoges u siebie)  W sezonie regularnym niespodziewanie zdobyła pierwsze miejsce, przed Polskim Cukierem Toruń, Stelmetem Enea BC Zielona Góra i Anwilem Włocławek. James Florence w sezonie regularnym grał świetnie, wizytówką było spotkanie wyjazdowe z King Szczecin, w którym zdobył 35 punktów trafiając 10 trójek, był szóstym strzelcem ligi i zdobył tytuł MVP sezonu regularnego.

Play-offy dla Arki zaczęły się planowo – od dwóch zwycięstw z Legią Warszawa, jednak później zaczęło się coś dziwnego. Być może zmęczenie, rozkojarzenie, ale Legia wygrała dwukrotnie i tylko w tej parze grano decydujący piaty mecz, ostatecznie zwycięski dla Arki. W półfinale z Anwilem, Arka także wygrała dwa pierwsze mecze, ale na początku trzeciego meczu, kontuzji stawu skokowego doznał Robert Upshaw – kluczowy środkowy Arki. Arka przegrała mecz numer trzy, a 38 punktów Jamesa Florence`a w czwartym meczu także nie dało zwycięstwa. Drugi raz musiała grać piąte spotkanie, a w nim Florence zawiódł. Zakończył spotkanie z dziewięcioma niecelnymi rzutami i ośmioma asystami (wszystkie w pierwszej połowie), co finalnie oznaczało przegraną i odpadnięcie, mimo 37 punktów Josha Bostica. Z perspektywy całego sezonu, duet James Florence/Josh Bostic to jedno z najciekawszych zjawisk w lidze od co najmniej dziesięciu lat, co widać w głosowaniu na MVP sezonu regularnego:

James Florence (Arka Gdynia) – 53 głosy,
Josh Bostic (Arka Gdynia) – 38,
Michał Sokołowski (Stelmet BC Zielona Góra) – 21,
Robert Lowery (Polski Cukier Toruń) – 17,
Cleveland Melvin (MKS Dąbrowa Górnicza) – 8,
Aaron Cel (Polski Cukier Toruń) – 5,
Markel Starks (Stelmet Enea BC Zielona Góra) – 1,
Joe Thomasson (TBV Start Lublin) – 1.

Z Gdyni odchodzi zawodnik, który przez trzy lata zdobył mistrzostwo, MVP sezonu i MVP finałów. Ostatnim jego spotkaniem był rewanżowy mecz o trzecie miejsce ze Stelemetem, w którym rzucił 33 punkty. Aby zdobyć medal, Arka musiała odrobić 18 punktów straty z pierwszego spotkania, zwyciężyła 25 punktami.