Wspaniała Jędrzejczyk z Weili musi dostać rewanż

Joanna Jędrzejczyk należy do ścisłego grona najlepszych polskich sportowców od kilku lat, choć jestem pewien, że większość kanapowych kibiców się ze mną nie zgodzi. O tym, jakie sporty są popularne w Polsce wiemy wszyscy – żużel, skoki narciarskie, reprezentacja w piłce niżej. To pokazują sondaże oglądalności oraz wyniki plebiscytu na najlepszego sportowca (TUTAJ). Nie wiem dlaczego trudno nam docenić kogoś, kto robi karierę zza oceanem (podobny case z Agnieszka Radwańska i Marcinem Gortatem), kto właśnie w Stanach jest doceniany na poziomie najlepszego zawodnika w historii w swojej wadze. Tak właśnie pozycjonowana jest Joanna Jędrzejczyk, która od kilku lat ekscytuje fanów MMA na całym świecie, a mi osobiście daje powody do porannej pobudki.

Mało rzeczy mnie porywa w dzisiejszym sporcie. Czuję przesyt transmisji, wywiadów, opinii i dyskusji. Ale od kilu lat niezmienne jest to, że gdy do oktagonu wchodzi JJ nastawiam budzik i przy niedowierzaniu swojej żony wstaje w niedzielę o świcie. W sobotę, gdy oznajmiłem małżonce, że rano wstaję popatrzyła na mnie z niedowierzaniem, bo co jak co – lubię się wyspać. Wychowany na walkach Andrzeja Gołoty, które porywały tłumy, na które czekało się cały noc, to nic wielkiego wstać w nocy na walkę. Choć przyznam, że na żywo oglądam głównie walki z Europy i numerowane main eventy UFC np. Conor McGregor vs Khabib Nurmagomedov czy Jon Jones vs Daniel Cormier. Topy topów, szczyty szczytów i własnie walki Jędrzejczyk są na tym poziomie jak np. jej dwa pojedynki z Rose Namajunas. Jej ofensywny styl mnie zachwyca i szybko przekonałem się do oglądania walk pań, mimo powszechnej niezrozumiałej dla mnie niechęci. Bo tak ofensywnie walczących zawodników oglądać trzeba.

Jędrzejczyk zbudowała swój pomnik w świecie MMA ogromną pracą, którą widać choćby przy obronie parteru, już nie jest jednowymiarową zawodniczką, choć z racji doświadczenia z boksu tajskiego preferuje stójkę. Po raz pierwszy od dawna polka przystępowała do walki w roli underdoga, głównie dlatego, że Zhang Weili dominowała wszystkie swoje dotychczasowe rywalki sięgając po pas z Jéssicą Andrade (pogromczyni Namajunas). Ale od początku pojedynku Jędrzejczyk wdawała się w wymianę! Nikt wcześniej nie odważył się tak prowadzić walkę z mistrzynią UFC, z uwagi na jej pięknienie silne ręce. Pierwsza runda moim zdaniem wygrana, ale sędziowie wskazywali Weili. W drugiej Chinka poszła po swoje i zwyciężyła, ale w kolejnej ponownie polka prowadziła. Sędziowie rundy mistrzowskie punktowali różnie, bo rundy były niesamowicie wyrównane, więc decydowały pojedyncze ciosy. A być może twarz zawodniczek po zakończeniu pojedynku, bo wielki krwiak na czole Jędrzejczyk, był najczęściej pokazywanym zdjęciem z walki. Piąta runda ponownie dla Weili, choć nawet w końcówce półka miała swoje momenty.

Ostatecznie jedynie druga runda był wygrana przez mistrzynie dla wszystkich sędziów (z kolei jedynie trzecia była jednogłośnie dla JJ). Finalnie dwa werdykty 48-47 i jeden 47-48. A przede wszystkim remisowa ilość ciosów w trzech rundach i określenie pojedynku jako, najlepszy w historii kobiecego MMA, być może także walka roku bez podziału na kobiety i mężczyźni. UFC powinno dać dziewczynom rewanż. Zwłaszcza, że mistrzowie Valentina Shevchenko i McGregor opowiedziało się za Joanną, która w rundzie drugiej i piątej (ostatecznie przegranych) zadała więcej ciosów. Trzeba to wyjaśnić w kolejnym pojedynku.