Argentyna za mocna – pierwsza porażka Polaków na mistrzostwach

W dzisiejszym meczu z Argentyną zabrakło nam doświadczenia, nie grywamy meczów o stawkę, ze sprytnym i inteligentnym przeciwnikiem, który łamie zagrywki i gra nieszablonowo. Od pierwszych minut było nerwowo – mieliśmy problem z wymianą kilku podań, a przeciwnicy błyskawicznie przechodzili do kontrataków. Zwykle sprytnie jeden z zawodników Argentyny stał wysoko w ataku i po przechwycie otrzymywał podanie otwierające kosz. Denerwujące było to oglądać w telewizji, więc nieporównywalnie czuli się zawodnicy, co było widać po gestach tych, do których podanie nie doszło. Akcje napędzał Facundo Campazzo, MVP ostatnich finałów ACB, który był dla naszych zawodników za szybki. W dodatku, od początku meczu mieliśmy problem z trafianiem z łatwych pozycji. Argentyna nie zatrzymała się ani na chwile, co widać w każdej trzech kwart. Pierwsza przegrana 6, druga 9, trzecia 14 punktami. Pogrom, a zarazem zimny prysznic, Polacy w całym meczu zanotowali 23 straty, co nie mogło się dobrze skończyć – Argentyna wygrała w punktach po stracie 32-10. Przeciwnicy byli zdecydowanie lepsi i zagrali na poziomie nieosiągalnym obecnie dla naszej reprezentacji, szczególnie w defensywie, nie tylko wyprzedzając przy podaniach naszych, ale także wybijając piłkę przy koźle i ciągle tworząc presję. Jedyną zaleta to skorzystanie z rezerwowych (np. Aleksander Balcerowski zagrał najdłużej – 24 minut), co z takim przeciwnikiem i na tym etapie mistrzostw przyda się na kolejnych imprezach.

Należy przeanalizować błędy, wyciągnąć wnioski, wypocząć i szykować się na ćwierćfinał, bo ten mecz wyjątkowo był bez znaczenia. Teoretycznie wygrany unikał w kolejnym spotkaniu Serbii, co bardzo chcieli osiągnąć Argentyńczycy, ale wygrana Hiszpanów i tak połączy Argentynę z Serbią, a nas z Hiszpanią. Dla większości zawodników to będzie rewanż za 2015 rok, kiedy w 1/8 po trzech kwartach był remis 55-55 i naprawdę było blisko. Wynik 66-80 nie odzwierciedlał naszej dobrej gry. Zadecydowały indywidualne umiejętności Pau Gasola, choć niektórzy winili Marcina Gortata za pasywna postawę przy rzutach z dystansu (Gasol trafił 6 trojek). Dzisiaj nie ma Pau Gasola, nie ma Gortata, a zwycięzca awansuje do półfinału. Przy korzystnym układzie, wygrana da także awans na Igrzyska w Tokio, gdzie wystąpią dwie najlepsze drużyny z Europy.

Najlepsi (punkty zdobywali głównie w 4 kwarcie):
A.J. Slaughter – 16 punktów, 3 zbiorki, 3 asysty
Karol Gruszecki – 11 punktów, 5 zbiorek.

Giannis przegrywa z USA

W dniu wczorajszym podopieczni trenera Gregga Popovicha zwyciężyli po raz czwarty i wydaje się, że największy kryzys, który widzieliśmy w meczu z Turcją minął. Od początku meczu Amerykanie grali strefą, a gdy tylko piłkę otrzymywał Giannis Antetokounmpo natychmiast pojawiało się przy nim dwóch/trzech zawodników. W pierwszych minutach to się udawało, trafił trojkę, w kolejnych częściej oddawał piłkę partnerom którzy straszliwie pudłowali. Jeśli MVP ostatniego sezonu regularnego w takim meczu oddaje 11 rzutów, to nie świadczy dobrze o taktyce, a także o samym Giannisie, który powinien wziąć na siebie grę, nawet pudłując. Wybrał oddawanie piłki partnerom, ale nie zaliczył żadnej asysty. Grecy trafili z gry 14/55, przegrali deskę 40-50, przegrali trójkę. Jeśli żaden z zawodników występujących powyżej 7 minut nie ma dodatniego +/-, to nawet słabsza postawa Amerykanów w ataku, oznacza, ze Grecy przegrali mecz w szatni.
69 punktów Amerykanów przez cały mecz to szok (ostatni raz poniżej 70 punktow mieli w 1998 w półfinale z Rosją, grając zawodnikami z CBA), bo poprzednicy potrafili zdobywać tyle punktów w dwie kwarty. USA także w tym meczu nie siedziało – Khris Middleton trafił 1/8, Jaylen Brown spudłował spektakularny wsad, a jedynym zawodnikiem 50%+ w tym meczu dla Amerykanów był krytykowany Derrick White. Po meczu, najwięcej mówiono o brutalnym faulu Kostasa Antetokounmpo na Harrisonie Barnesie (biegł sam na kosz), po którym nie było faulu umyślnego oraz zdecydowanej reakcji Jaylena Browna na ten faul po meczu.. w takich sytuacjach powstaje drużyną. I na to pewnie liczy Gregg Popovich.

Polska wygrywa z Rosją. Polska w ósemce mundialu!

Wygraliśmy kolejne trudne spotkanie, kolejne w którym nie byliśmy faworytami, w którym źle zaczęliśmy – mieliśmy straty, nie walczyliśmy o zbiórki i nie trafialiśmy z prostych pozycji. Rosja potrafiła odcinać naszych od podań, przede wszystkim najlepszego zawodnika Mateusza Ponitkę. Stawką meczu był awans do ćwierćfinału i Rosjanie ani przez moment o tym nie zapomnieli. Słaby początek to niestety wizytówka naszej kadry, owszem potem potrafimy się dostosować do przeciwnika, zmienić taktykę i zawodników na boisku. Liderem strzelców był Adam Waczyński, jednak punkty z gry przychodziły nam ciężko. Trzymaliśmy wynik w pierwszej połowie głównie dzięki fantastycznie wykonywanymi osobistymi (w całym meczu 35/38 – 92%) oraz buzer-beatera Ponitki. 34-40 wyglądało lepiej na tablicy niż na boisku, gdzie problemem było trafianie z dystansu. Taki stan mieliśmy niemal całą trzecią kwartę do momentu zmiany Łukasza Koszarka. Koszar najpierw trafił trójkę pod koniec kwarty i asystował do faulowanego przy rzucie za trzy Damiana Kuliga, co zupełnie odmieniło mecz. Kulig trafił wszystkie trzy osobiste i wygraliśmy trzecia kwartę 19-17. Polacy potrzebowali tego impulsu, bo oprócz zaangażowania nie mieli nic do przeciwstawienia się Rosjanom.

Czwarta kwarta zaczęła się od drugiej trojki Koszarka, jego podania alley-oop do Aarona Cela i trafionej trójki Adama Waczyńskiego. Od tego momentu, objęliśmy prowadzenie 61-58, którego nie oddaliśmy jak się okazało do końca. Oczywiście były nerwy, były głupie faule i trudna sytuacja Mateusza Ponitki, który po zderzeniu z.. Adamem Waczyńskim mial zakrwawiona twarz i stracił kilka decydujących minut. Gdy wszedł, w pierwszej akcji heroicznie upadając na parkiet, oddał piłkę do Aarona Cela, który trafił najważniejszą trójkę tego meczu. W osttaniej minucie grając plecami do tablicy trafił Adam Hrycaniuk, wtedy eksplodowaliśmy! Wygraliśmy zespołem, każdy zawodnik mial swoje pięć minut z przeciwnikiem, którego większość zawodników regularnie występuje w Eurolidze. Ponownie nie decydowało doświadczenie, a zmiany, energia z ławki i team-spirit.

Ćwierćfinał mistrzostw świata to największy sukces od ponad 20 lat naszej kadry, choć tamtej turniej w Hiszpanii powinnismy oceniać niżej z uwagi na rangę. Pomyślmy co by się działo w kraju, gdyby to piłkarze osiągneli taki sukces? Drużyna bez zawodnika z NBA, tylko jeden występujący w Eurolidze zagra w ćwierćfinale przeciwko miedzynarodowym gwiazdom z Serbii i Hiszpanii. Przeciwnika poznamy jutro, ale niewątpliwie nie będziemy faworytami. Nasi kadrowicze przeżywają imprezę życia wygrywając cztery kolejne mecze na mundialu, wiec pojedynek z
Nikoli Jokiciem czy Marciem Gasol będzie jej dopełnieniem. A może kontynuacją?

Najlepsi:
Adam Waczyński – 18 punktów, +7
Mateusz Ponitka – 14 punktów, 9 zbiorek, 3 przechwyty, +8
Damian Kulig – 10 punktów, 7 zbiorek, 2 bloki,

Najsłabsi:
A.J. Slaughter – 8 punktów, 3/15 z gry

Podsumowanie pierwszej fazy rozgrywek Mistrzostw Świata w koszykówce 2019

Zakończona faza grupowa nie przyniosła wielu niespodzianek. Rozbudowanie rozgrywek do 32 drużyn sprawia, że poziom się obniża i dochodzi do wielu blamażów:

Serbia – Filipiny + 59
Litwa – Senegal +54
USA – Japonia +53
Serbia – Angola +46
Włochy – Filipiny + 46

W których przerywają drużyny z Afryki i Azji, ostatecznie nie posiadając drużyny w najlepszej szesnastce mistrzostw. Faworyci do tytułu mistrzostw: USA, Serbia, Australia zgodne wygrały po trzy spotkania, podobnie jak ekipy Francji, Hiszpanii i Argentyny – do niedawna najlepsze drużyny świata. Tam zaszły spore zmiany pokoleniowe, aczkolwiek patrząc na nieobecnych:

Francja:
Thomas Heurtel
Joffrey Lauvergne

Hiszpania:
Pau Gasol
Sergio Rodriguez
Alex Abrines
Nikola Mirotic
Serge Ibaka

Można by było skompletować mocniejszy zestaw. Zresztą oprócz Argentyny, każda z drużyn posiada swoja listę zawodników, których brakuje. USA – wiadomo, przyjechał trzeci garnitur, Serbia – Milos Teodosic, Australia – Ben Simmons, Grecja – Kosta Koufos, Rosja – Alexey Shved. Mimo tych przeszkód, słabsza postawa amerykanów w meczu przedsezonowym z Australią oraz Turcją w meczu grupowym daje nadzieje innym na ewentualny sukces.

Na minus po fazie grupowej na pewno Niemcy i Nigeria dysponujący kilkoma zawodnikami NBA oraz gospodarze i Turcja, która była o krok od zwycięstwa z USA, po porażce z Czechami odpadła z Turnieju. Tamten mecz był najbardziej dramatyczny – pod koniec meczu Turcja prowadziła 81-79 po dobitce Ersana Ilyasovy, ale Cedi Osman sfaulował Jaysona Tatuma przy rzucie za trzy. Tatum nie trafił w trzeciej próbie i doszło do dogrywki, pod koniec której Turcja prowadziła jednym punktem, jednak Dogus Balbay i Cedi Osman spudłowali w sumie cztery wolne i dali szansę USA, wśród których Khris Middleton trafił oba osobiste wyrywając mecz. Przy okazji minusów, warto dać go również Grecji, która posiadając najlepszego zawodnika grającego na mistrzostwach (Giannis Antetokounmpo), nie potrafiła sobie poradzić z Brazylia i ma małe szanse na awans do ćwierćfinału, chyba że pokona USA. Indywidualnie najlepszym zawodnikiem fazy grupowej był Bogdan Bogdanovic (Serbia), a pierwsza piątkę turnieju powinni stworzyć:

Facuno Campazzo (3-0) – średnie 15,3 pkt., 7 as., 2 prz., 42,1% za 3
Patty Mills (3-0) – średnie 20 pkt., 3 as., 46% z gry
Bogdan Bogdanovic (3-0) – średnie 19,3 pkt., 4,5 as., 2,3 prz., 65% za 3
Nikola Jokic (3-0) – średnie 13,5 pkt., 7 zb., 87% z gry w tym 4/4 za 3
Rudy Gobert (3-0) – średnie 12,7 pkt., 10 zb., 2,7 bl., 72% z gry

Na koniec power ranking FIBA na tym etapie rozgrywek:

  1. Serbia
  2. Australia
  3. USA
  4. Francja
  5. Hiszpania
  6. Brazylia
  7. Argentyna
  8. Litwa
  9. Grecja
  10. Włochy
  11. Polska
  12. Rosja

Euforia po meczu z Chinami, wielki Ponitka, wielka kadra

Zwycięstwo z Chinami w drugim meczu grupowym jest największym sukcesem naszej kadry od dawna. Oczywiście, wygrywaliśmy w ostatnich latach kilka pojedynczych meczów z lepszymi przeciwnikami, ale nigdy stawką nie było wyjście z grupy. Takie mecze niestety przegrywaliśmy, jak z Finlandią po dwóch dogrywkach 2017 czy w końcówkach z Francją w 2017, 2015. Największym blamażem był mecz z Gruzją w 2015 przegrany 17 punktami. Polska koszykówka była wtedy na dnie i dla kogoś, kto podziwiał 20 lat wcześniej Adama Wójcika czy Macieja Zielińskiego w klubie i kadrze, to był soczysty policzek.

Kadra Mike’a Taylora długo dojrzewała. W eliminacjach potrafiła przegrać z Węgrami, potrafiła wygrać dwukrotnie z Chorwacją. Potrafiła też przegrać mecze towarzyskie z przeciwnikami, którzy byli w jej zasięgu.
Ciągle powtarzano, że celem są mistrzostwa i zgranie starannie wyselekcjonowanej grupy zawodników, a nich wyjście z grupy. Losowanie nam zdecydowanie pomogło, ale wybierano nie dla nas, a dla gospodarzy. Podgrzewane kulki, to zapewnili sobie gospodarze otrzymując najsłabszy możliwy zestaw rywali. W meczu z Polską każda akcja sporna była sędziowana po myśli gospodarzy, a czasem kreowano wymyślone, aby piłka była po stronie naszych przeciwników. Zagrało im niemal wszystko, niemal bo plany pokrzyżował Mateusz Ponitka serwując one mam show. Punkty, zbiórki, dwa decydujące przechwyty, z których pierwszy nie został zagwizdany. Oglądając mecz i powtórki momentami byłem rozdarty pomiędzy szokiem, jak bardzo można sędziować pod gospodarzy, a refleksją, że nasi to wytrzymują. Nie wylecieli za faule, nie dostawali przewinień technicznych – wytrzymali. Przegrywając 69-70, sędziowie odgwizdali problematyczny faul, który powinien być przechwytem Ponitki, po którym Chiny prowadziły 72-69 (trafione dwa wolne). Następnie Slaughter był faulowany przy rzucie za trzy punkty, ale sędziowie zdecydowali o dwóch rzutach (7,2 sek., 72-71 dla gospodarzy). Gdy Chińczycy wybijali piłkę z boku, ponownie przejął ją Ponitka i faulowany przy probie wsadu na 4,2 sek. miał stanąć na linii rzutów wolnych. Zerwana została jednak siatka w koszu i mecz się przedłużył z uwagi na oczekiwanie na naprawę i drabinę. Wyprowadzenie naszych z tempa spotkania, to jedyne, co Gospodarze mogli zrobić, gdy nie mogli bezpośrednio decydować o losach meczu. Osiągnęli efekt, bo Ponitka trafił tylko raz i mieliśmy dogrywkę. W niej Damian Kulig, czyli ten, który zawiódł z Wenezuelą trafił na 78-76. Gospodarze nie zdążyli w ciągu 5 sekund wprowadzić piłki do gry i ją stracili. Gdy Ponitka ponownie trafił jeden z dwóch osobistych, Chińczycy mieli ostatnia szanse. Yi Jianlian z trudnej pozycji jednak nie trafił za trzy i zaczęła się euforia.

Najlepsi:

Mateusz Ponitka – 25 punktów, 9 zbiórek, 4 bloki, 7/10 z gry, +5
A.J. Slaughter – 22 punkty, 4 asysty, +6

Po poprawy:

Adam Waczyński – 4 punkty, 2/11 z gry w tym 0/5 za trzy

Na euforię koszykarską czekałem 20 lat. Polskę opanował szał koszykarski, mieliśmy okładkę Przeglądu Sportowego, wywiady z ekspertami i rozmowy w pracy i autobusach. Nagle koszykówka wskoczyła na miejsce, które przez lata zajmowała siatkówka, piłka ręczna czy skoki narciarskie. Kiedyś sport numer dwa, dzisiaj niszowy, któremu może pomóc tylko sukces reprezentacji. Na chwilę pomógł, bo koszykarze odnieśli mały sukces na wielkiej imprezie. Ewentualnie duży przed nami, o niego będzie trudniej, bo rywalizować będziemy nie z koszykarskimi outsiderami, tylko utytułowanymi reprezentacjami Rosji i Argentyny. Choć nie tak silnymi jak 5-10 lat temu.

Gdzieś pomiędzy spontaniczną radością, a meczami o awans do ćwierćfinału, mieliśmy spotkanie z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Mecz bez historii, łatwo wygrany, w którym najważniejsze było, oprócz zwycięstwa, odpoczynek liderów i brak kontuzji. Nieoczekiwanie w drugim meczu naszej grupy, Wenezuela ograła gospodarzy, którym po porażce z biało-czerwonymi, uszło ciśnienie. Sensacja stała się faktem! Chiny zrobiły wszystko, aby awansować – od losowania, po stronnicze sędziowanie, jednak się nie udało. Zdecydowały detale, Polacy nie pękli, no i mieli Mateusza Ponitkę. Prawdziwego lidera, który gra najlepiej, gdy nie idzie. To miały być jego mistrzostwa i są. Z Chinami rzutami z daleka wynik trzymał A.J. Slaughter, dobrze grał Damian Kulig. Każdy coś dorzuca od siebie i to jest prawdziwa siła naszej kadry.

Najlepsi:

Adam Waczyński – 16 punktów, 6/7 z gry w tym 3/3 za trzy, +6
Damian Kulig – 14 punktów, 7 zbiórek, +12
Mateusz Ponitka – 12 punktów, 4 zbiórki, +4
Aleksander Balcerowski – 8 punktów, 6 zbiórek, + 9 w 16 minut

Koszykarze wygrali z Wenezuelą w pierwszym meczu Mistrzostw Świata

Od zwycięstwa rozpoczęli koszykarski mundial nasi reprezentanci. Nauczeni doświadczeniem z ostatnich imprez, z jednej strony byliśmy pewni swoich umiejętności, ale z obawą przed „dniem konia” czekaliśmy na pierwszy gwizdek. I rzeczywiście, Wenezuela trafiła w początkowej fazie meczu pięć trójek, co dało jej małą przewagę, ale trafiać nie mogła cały czas. Z przebiegu meczu to nawet lepiej, że się wystrzelała. Kolejne nietrafione rzuty ją nie deprymowały, co pozwalało docelowo budować przewagę. Polacy zagrali mądrze, mieli więcej umiejętności, a większość zawodników rozegrała dobre spotkanie. Wyszliśmy piątką: A.J. Slaughter, Mateusz Ponitka, Adam Waczyński, Aaron Cel i Adam Hrycaniuk. Damian Kulig i Michał Sokołowski zostali na ławce, co mogło dziwić, patrząc na sparingi (TUTAJ). Być może Mike Taylor szukał odpowiedniej energii z ławki, równowagi pomiędzy pierwszą piątką, a rezerwowymi. Najlepszy mecz od dawna w kadrze rozegrał Adam Hrycaniuk, który był na początku liderem punktowym dobrze uruchamiany przez Slaughtera, a mecz zakończył double-double. Potem przejęli grę i punkty Mateusz Ponitka, Adam Waczyński i Michał Sokołowski – nagle zaczęło działać wiele aspektów, które miały być naszą siłą. Wspomniany Sokołowski nie tylko dał energię, ale punkty, zbiórki, był najlepszy w każdym aspekcie. Od ostatniego 2013/2014 Michała, kiedy został zawodnikiem z największym postępem, czekaliśmy na takie granie. Wtedy miał przełomowy sezon, po roku trafił do kadry i oby mecz z Wenezuelą także był przełomowy w perspektywie jego kariery, tym bardziej, że „Sokół” przez lata uchodził w pierwszej kolejności za świetnego obrońcę, a dopiero później atakującego.

Polacy po pierwszej kwarcie Wenezueli zaczęli lepiej bronić rzuty z daleka, a przeciwnicy w kolejnych kwartach trafili zaledwie trzy, kończąc cały mecz ze skutecznością 8/31 za trzy punkty. W porównaniu do meczów towarzyskich zanotowaliśmy zaledwie 10 strat, co jest dużym sukcesem Mike’a Taylora. Konsekwentna gra cały mecz, klasyczny mecz walki, bez fajerwerków. Lepiej mógłby zagrać Damian Kulig (0/7) – jedyny obok Aleksandra Balcerowskiego zawodnik bez punktów, ale trudno sobie wyobrazić dwa kolejne słabe mecze Damiana. Pieczątką meczu były dwie akcje w połowie czwartej kwarty, kiedy to Waczyński po podaniu Cela, a następnie Cel po podaniu Slaughtera trafili dwie trójki zwiększając przewagę z 10 do 16 punktów.

Najlepsi:

Michał Sokołowski – 16 punktów, 7/9 z gry, 2/2 za 3, 9 zbiórek w tym 5 w ataku, +22 w 22 minuty,
Adam Hrycaniuk – 10 punktów, 10 zbiórek w tym 5 w ataku, +15 w 22 minuty,
Adam Waczyński – 13 punktów, 3 zbiórki, 3 asysty, +10 w 34 minuty.

Do poprawy:

Damian Kulig – 2 punkty, 0/7 z gry

Zaczynamy mistrzostwa świata w kosza. Polacy grają o awans, a zaczynamy od Wenezueli

52 lata czekaliśmy na udział reprezentacji Polski w mistrzostwach świata w koszykówce. Szmat czasu, choć osobiście przyznam, że ja tyle nie czekałem. Nie było mnie na świecie, gdy w 1967 nasza reprezentacja zajęła piąte miejsce, a trzon kadry stanowili: Wiesław Langiewicz, Bohdan Likszo, Mieczysław Łopatka i Bolesław Kwiatkowski. Można to uprościć do stwierdzenia, że dla mnie nigdy nasza kadra nie grała na mistrzostwach. W ostatnich 30 latach przewinęło się przez nią wielu wspaniałych zawodników: Adam Wójcik, Maciej Zieliński, Andrzej Pluta, Michał Ignerski, Marcin Gortat, Cezary Trybianski, Szymon Szewczyk czy Marcin Lampe (akurat sam zrezygnował z udziału w mistrzostwach), jednak czekaliśmy do 2019 na pierwszy awans. Liderem zespołu powinien zostać Mateusz Ponitka z rocznika 1993, który w koszykówce młodzieżowej osiągnął sporo, ale z rożnych przyczyn, w tym niestety kontuzji, pozostali zawodnicy nie zrobili kariery:

Daniel Szymkiewicz
Jakub Koelner
Michał Michalak
Grzegorz Grochowski
Filip Matczak
Łukasz Bonarek
Mateusz Ponitka
Paweł Śpica
Tomasz Gielo
Dawid Kołakowski
Piotr Niedźwiedzki
Przemysław Karnowski

O dziwo, to nie tamta reprezentacja Jerzego Szambelana była impulsem do awansu, tylko konsekwentnie budowana kadra, w której od dawna wszystko wiadomo. Zgranie ma być jej największym atutem, dzisiaj zawodnicy rozsiani po rożnych klubach rzadko maja okazje trenować, za wyjątkiem byłych zawodników Stelemetu Zielona Góra, który ma największą ilość byłych i obecnych zawodników kadry Mike`a Taylora. Kadra ma od sześciu lat swój trzon i gdy trzeba było decydować, którzy rozgrywający pojadą na turniej: Kamil Łączyński czy Łukasz Kolenda, pojechał ten bardziej doświadczony, choć akurat nie w wielkich turniejach. W porównaniu do mistrzostw europy 2017 mamy zaledwie trzy zmiany:

Nie jadą: Przemysław Zamojski, Tomasz Gielo, Przemysław Karnowski
Jadą: Kamil Łączynski, Aleksander Balcerowski, Dominik Olejniczak

A trzon kadry dalej stanowią:

Łukasz Koszarek
A.J. Slaughter
Mateusz Ponitka
Karol Gruszecki
Adam Waczyński
Michał Sokołowski
Aaron Cel
Damian Kulig
Adam Hrycaniuk

Na co stać polaków? tego nie wiemy. Mecze towarzyskie nie pokazały prawdziwego potencjału (TUTAJ), były raczej próbą rożnych ustawień. Do dziś nie wiadomo, czy będziemy grac small-ball z Damianem Kuligiem na środku i Michałem Sokołowskim, czy big-ball z Kuligiem i Adamem Waczyńskim. Choć nazwę big-ball można przyjąć z przymrożeniem oka, bo kiedyś mieliśmy twin-towers z Gortatem i Lampem, i zamiast walki na parkiecie, była walka o wpływy w drużynie. Na szczęście dla nas, mamy w grupie dwie najsłabsze drużyny mistrzostw – Wenezuelę i Wybrzeże Kości Słoniowej, choć prawdopodobnie reprezentanci i kibice tych zespołów, tak mogą mówić o naszej kadrze, jedynaku z europy. Chiny z kolei to najsłabszy zespól z pierwszego koszyka, ale zawsze gospodarzom gra się lepiej. Zapowiada się fizyczne granie ale do takiej gry mamy odpowiednich wykonawców. Liczymy na dwa zwycięstwa i awans do drugiej rundy, gdzie zagramy prawdopodobnie z Rosją i Argentyną. Z nimi na papierze jesteśmy słabsi, ale skoro w eliminacjach wygraliśmy z Włochami i dwukrotnie z Chorwacją, dlaczego nie?