Ansu Fati pobił wszystkie rekordy Barcelony, a dzisiaj zmienił go sam Leo Messi

Ostatnie tygodnie Ansu Fati urodzonego w Gwinei Bissau są szalone. Choć wydaje się, że nie ma określenia, aby przybliżyć to, jak zmieniło się jego życie. 25 sierpnia zadebiutował on w pierwszej drużynie FC Barcelony, pod nieobecność kontuzjowanych gwiazd (Ousmane Dembélé, Luis Suarez Leo Messi), mając 16 lat 9 miesięcy i 25 dni, jako drugi najmłodszy debiutant w historii Klubu. Młodszy był tylko Vicenç Martínez w 1941. Prehistoria. Sześć dni później, w meczu przeciw Betisowi po przerwie zmienił Nélsona Semedo i pięć minut później został najmłodszym strzelcem Blaugrany w historii. W kolejnym meczu najpierw otrzymał podanie od Frankie dr Jonga strzelając gola, a następnie po minięciu Ezequiela Garaya oddał piłkę Holendrowi zaliczając pierwsza asystę. Szaleństwo. Dzisiaj przeciwko Borussi Dortmund zadebiutował w Lidze Mistrzów – największej arenie piłki klubowej, jako najmłodszy piłkarz w historii Barcelony, który zagrał w Lidze Mistrzów. Ma 16 lat i 351 dni, jest bardzo szybki, ma świetna technikę i potrafi uderzyć z daleka. Poprzednio najmłodszym zawodnikiem był Bojan Krkić (17 lat i 22 dni) i właśnie jego kariera ma być przestrogą dla Fati. Po przerwie wracający po kontuzji Leo Messi zmienił debiutanta, debiutując w oficjalnym meczu bieżącego sezonu. Zmiana historyczna, o której będziemy pamietać latami.

Sezon jest długi, dopiero dzisiaj po raz pierwszy na boisku wystąpiła wspólnie trójka Messi, Griezmann, Suarez. W obwodzie jest nadal kontuzjowany Ousmane Dembélé, a także zdolny 21-letni Carles Perez, który także trafił z Betisem. Jednak już we wrześniu wiadomo, że najbardziej oczekiwanym graczem z ławki będzie Ansu Fati.

Osamotniony Griezmann przeciwko Betisowi

Miesiąc temu po internecie krążyła grafika pokazująca (w żartobliwy sposób), w jaki sposób będzie grała Barcelona w nowym sezonie. Grafika uwzględniała transfery Neymara i Antoine Griezmanna, bo one wtedy nie były pewne (a Neymar dalej nie jest), ale także nie zakładała odejść piłkarzy. W ataku mieliśmy atak Neymar, Luis Suarez, Griezmann, za nimi Ousmane Dembélé, Philippe Coutinho, Leo Messi, za nimi Arthur, Sergio Busquets, Frenkie de Jong, a w defensywie Gerard Pique i Marc-Andre ter Stegen.

Prześmiewcza grafika pokazywała, gdzie Barcelona szuka wzmocnień, a także brak bilansu pomiędzy klasowymi zawodnikami w obronie, pomocy i ataku. Wtedy nie wiedzieliśmy czy duet Neymar i Griezmann przyjdzie, nie wiedzieliśmy kto oprócz Malcolma odejdzie, a także w jaki sposób trener Ernesto Valverde wystawi drużynę. Pomysł z przesunięciem Messiego do pomocy brzmi absurdalnie, ale jego zwolennicy przytaczali liczbę asyst i wykreowanych okazji. Za nami pierwsza kolejka La Liga i nagle.. nie ma kto grac w ataku.

FC Barcelona mecz z Athletic Bilbao rozpoczęła atakującymi: Griezmann, Suarez, Dembélé. Już w 36 minucie zszedł Urugwajczyk, który nie wykorzystał parę minut błędu obrońców trafiając w słupek, ale przed uderzeniem zgłaszał problemy z łydką. Zmienił go Rafinha i spisał się bardzo dobrze, ale to środkowy pomocnik. W tygodniu Barcelona wydała komunikat informujący o kontuzji uda Ousmane’a Dembélé. Po odejściu Coutinho (TUTAJ) i kontuzji łydki Messiego, który nie zagrał z Bilbao, nagle brakuje Blaugranie napastników! W miesiąc plan na ofensywne trio lub kwartet się rozsypał i z pewniaków na mecz z Betisem jest tylko Griezmann . Oczywiście, skala umiejętności pomocników, możliwość zmiany ustawienia wcale nie oznacza, ze Barcelona przegra drugi kolejny mecz. W pierwszym, po zaskakującym strzale Aritza Aduriza przegrała 0-1. Ewentualna wpadka, a co gorsze – kolejny mecz bez bramki może zmienić optykę w biurach Barcelony. Tam dobrze pamiętają niepowodzenia Valverde w Lidze Mistrzów, ale może powróci temat.. Neymara?

Real po Neymara gra all-in

Wg doniesień L`Equipe, Real Madryt zaproponował PSG za Neymara: 100 mln euro+ Garetha Bale`a, + Jamesa Rodrigueza + Keylora Navasa. Gdzie jest granica piłkarskiego szaleństwa? to już nie jest przelew na 100 czy 200 mln, to kombinacja góry pieniędzy i utalentowanych piłkarzy, którzy w innych okolicznościach sami mogliby być warci 100 mln.

Real gra all-in – wymieniony pakiet jest najlepszą możliwą propozycją dla PSG. Oczywiście nie pozbawioną haczyków, takich jak aktualna forma czy wymagania finansowe, ale jest lepszy niż Neymar i to nie dokładając extra 100 mln na stół. Zaskakujące, jak szybko Flerentino Perez postawił sprawę jasno, ale jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że PSG wydają się niewzruszeni. Neymar nie powinien już wystąpić w PSG i to Katarczykom powinno zależeć na jak najszybszym zakończeniem sagi oraz na ustabilizowaniu składu Thomasowi Tuchelowi. FC Barcelona po wypożyczeniu Coutinho (TUTAJ), nie będzie w stanie przebić tej oferty, obecnie w grę podobno wchodzi wypożyczenie i odroczona o rok płatność 180 mln euro, czyli powtórzenie scenariusza przyjścia Kyliana Mbappé z AS Monaco do… PSG. Perez, jako wytrawny gracz powinien jak najdłużej przeciągać negocjacje. PSG (prawdopodobnie) do zbilansowania finansowego Fair Play, potrzebuje jak najwięcej gotówki, aby następnie móc ją spieniężyć na kolejne zakupy. Bo nie zwojuje się Europy graczami pokroju Abdou Diallo (przyszedł z Borussi Dortmund), Idrissa Gueye (Everton) czy Pablo Sarabia (Sevilla), a właśnie oni wzmocnili klub w letnim oknie transferowym. Zbilansowanie kadry brzmi fajnie podczas wywiadów przedsezonowych, ale gdy będziemy mieli rewanżowe mecze 1/8 czy 1/4 finału Ligi Mistrzów, potrzeba gwiazd. Neymar był wtedy dwukrotnie kontuzjowany, ale Naymar w formie, to dalej zawodnik robiący różnice. Wie o tym Florentino Perez grając all-in.

Nikt nie sprzedaje gorzej niż Barcelona

O transferze Philippe Coutinho mówiło się od dawna. Rekordowy transfer przychodzący FC Barcelony nie spełnił ogromnych oczekiwań po odejściu Neymara, z zastąpieniem go 1:1 włącznie. Od początku mówiono, że to nie ten kaliber, że nigdy nie miał takich liczb, że to inna pozycja na boisku niż lewoskrzydłowy. Już prędzej Ousmane Dembélé jest bardziej predysponowany do wchodzenia ze skrzydła i kończenia akcji, względnie asystowania. Gdy było jasne, że do Barcelony przyjdzie Antoine Griezmann, oznaczało to odejście Brazylijczyka.

Barcelona nie potrafi sprzedawać swoich gwiazd, to wiemy od dawna. Nikt nie przypuszczał, że w erze wielkich transferów nie znajdą się chętni wyłożyć za Coutinho ok. 100 mln euro. Na pierwszy rzut poszły PSG i Liverpool, skąd przyszedł. Długo miał być elementem transferu powrotnego Neymara, bo skoro przychodził za pieniądze z transferu, a jeden i drugi się nie sprawdził, to można ich zamienić z dopłatą. PSG nie miało ochoty na deal, w który włączali także wspomnianego Dembélé, Nelsona Semedo i Ivana Rakitićia. Potencjalnie czwórkę zawodników z pierwszej jedenastki. Klopp także szybko uciął temat, co oznacza po czasie bardziej chęć pozbycia się zawodnika niż transfer za ogromną kasę. Dla mnie zaskoczeniem była pasywna postawa Manchesteru United, ale tam transfery od dawna odbywają się w dziwny sposób (TUTAJ podsumowanie lata w tym m.in. ManU). W grze podobno był Tottenham, ale ostatecznie postawili na dwójkę Tanguy Ndombele, Giovani Lo Celso, a przy pozostawieniu w kadrze Christiana Eriksena, Dele Alli, Sona czy Lucasa Moura nie ma tam wolnego miejsca. Dodam, że Manchester City i Juventus nie byli zainteresowani transferem, a Chelsea ma karę transferową, czyli nagle zabrakło w Europie drużyny, która wyłoży 100 mln euro na stół. Gdzieś przebąkiwało się o Bayernie, ale Niemcy najpierw informowali przed okienkiem, że mają mnóstwo dogadanych piłkarzy, następnie całe lato romansowali z Leroy’em Sané, a po jego kontuzji w meczu Tarczy Wspólnoty sięgnęli po Ivana Perišićia oraz nieudolnie blefowali z transferami (a być może wypożyczeniami) piłkarzy Realu. Florentino Perez nie tylko z powodu finansowego Fair Play potrzebuje gotówki (TUTAJ), dlatego siadał do stołu z Karlem-Heinz Rummenigge w kontekście Garetha Bale’a czy Jamesa Rodrigueza. Ten drugi ostatnie dwa lata spędził na wypożyczeniu w Bayernie Monachium.

Na Philippe Coutinho n ie było chętnych, wiec Barcelona zdecydowała się na wariant oszczędnościowy – wypożyczenie do Bayernu Monachium. Po zakończeniu wypożyczenia, niemiecki klub będzie mógł wykupić Brazylijczyka, jednak nie będzie to obowiązkowe. Przyznam, że to dość dziwny ruch w taki sposób spieniężać zawodnika kupionego za 120 mln euro. Wygląda na to, że jeśli transfer nie wypali, jednym zyskiem będzie płacenie pensji przez inny klub. Coutinho to nie był mag futbolu, daleko mu było do piłkarza top10, nawet top20 na świecie. Ma za sobą nieudany pobyt w Interze Mediolan. Dobry piłkarz, który wskoczył na półkę wielkiego, nie z uwagi na postawę, tylko kwotę zakupu. Bayern niczym nie ryzykuje, może odtrąbić sukces i wzmocnienie kadry o zawodnika rozpoznawalnego, który po zakończeniu może zostać wykupiony. Raczej nie będzie, bo James Rodriguez nie został, a w tle mieliśmy gierki prezesów. Przyznam, że nieźle się ustawił Hasan Salihamidžić, dyrektor sportowy w Bayernie Monachium – będzie przejmować kontrakty gwiazd z obietnicą wykupów, co w erze 100 milionowych transfer brzmi jak niezły plan. I co z tego, że gwiazdy będą odchodzić. Minimalizują ryzyko nieudanego transferu i zapewniają zawodnikom pokroju Roberta Lewandowskiego odpowiednich partnerów. Płacenie 12 mln euro pensji, plus 20 mln (edit: 8,5 mln) za wypożyczenie zawodnika kosztującego 19 miesięcy temu 145 mln – nikt nie sprzedaje gorzej niż Barcelona.

Zostaje nam pasjonowanie się walką o europejskie puchary

Rywalizacja o mistrzostwo i udział w lidze mistrzów za nami, ostatnia (z czołowych lig) kończyła Serie A, w której po fascynującej rywalizacji do ligi mistrzów awansowały Atalanta BC oraz Inter Mediolan (TUTAJ). W innych ligach aż tak ciekawie nie było, choć teoretycznie w Bundeslidze do końca nie był znany mistrz i czołowa czwórka. Przed ostatnią kolejką szansę na top4 miał Eintracht, ale poległ na Allianz Arena 5-1 kończąc rozgrywki na siódmym miejscu. Bayer Leverkusen wytrzymał presję ostatniego spotkania zwyciężając również 5-1 Herthę w Berlinie. Dla Aptekarzy to powrót do Ligi Mistrzów po dwóch latach, kiedy w grupie wyprzedzili Tottenham, obecnych finalistów. Jak widać dwa lata to przepaść.

We Francji wszystko się rozstrzygnęło wcześniej i do stałego mistrza PSG dołączyły Lille i Lyon, choć dla Olympique awans do rozgrywek grupowych będzie zależny od finału Ligi Europy. Zwycięzca otrzymuje bezpośrednią kwalifikacje i być może do Chelsea dołączy Arsenal, który swoje rozgrywki zakończył na piątym miejscu, a wtedy Lyon zagra w eliminacjach. W Premier League do końca trwał wyścig o mistrzostwo, choć z perspektywy czasu – 14 zwycięstw z rzędu drużyny Pepa Guardioli zaczynając od 3 lutego musiało się skończyć na mistrzostwie, mimo 97 punktów Liverpoolu.

W La Liga Barcelona wygrała mistrzostwo Hiszpanii na trzy kolejki przed końcem rozgrywek i zwyciężyła po raz ósmy w ostatnich jedenastu latach. Drugie miejsce zajęło Atletico, a kolejne Real Madryt. Czwarta była Valencia, która zakończyła rozgrywki trzema zwycięstwami. Czyli w Lidze Mistrzów zagrają te same zespoły z Hiszpanii, co w poprzedniej edycji.

Ostatecznie w każdej z pięciu topowych lig obronił tytuł ubiegłoroczny mistrz – Manchester City, FC Barcelona, Juventus Turyn, Bayern Monachium i PSG. Teoretycznie największe szanse na zmianę w przyszłym sezonie mają kluby angielskie i Real Madryt, ale Pep Guardiola masowo wygrywa ligi w których występuje:

2018/19 – 1 miejsce w Premier League
2017/18 – 1 miejsce w Premier League
2016/17 – 3 miejsce w Premier League
2015/16 – 1 miejsce w Bundeslidze
2014/15 – 1 miejsce w Bundeslidze
2013/14 – 1 miejsce w Bundeslidze
2011/12 – 2 miejsce w La Liga
2010/11 – 1 miejsce w La Liga
2009/10 – 1 miejsce w La Liga
2008/09 – 1 miejsce w La Liga

w sumie osiem mistrzostw krajowych w dziesięciu sezonach (pomiędzy FC Barceloną a Bayernem Monachium miał roczną przerwę) i nawet Jurgen Klopp z rekordowym sezonem nie zdołał go pokonać, a należy dodać, że sezon wcześniej Pep zdobył 100 punktów w sezonie. Liverpool pobił największą liczbę punktów wicemistrza w najlepszych ligach, a dotychczas ten wynik należał do Real Madryt, którzy w sezonie 2009/10 zdobyli 96 punktów, a Manuel Pellegrini za brak mistrza zapłacił posadą. W obecnym sezonie Real zdobył zaledwie 68 punktów, czyli tyle ile AC Milan, a mniej niż Arsenal, Lille czy Atalanta BC. Przed Realem wielkie zmiany, zanosi się na spóźnioną rewolucję i wymianę połowy (a może całego) składu.

Niestety trudno będzie przełamać hegemonię najlepszych w swoich ligach, a nam zostaje nam pasjonowanie się walką o europejskie puchary i czekanie na superligę. Przełamanie hegemonii bogatych to jeden z argumentów zwolenników reformy najbogatszych klubów. Reformy, która następuje, ale za sprawą choćby Atalanty tego nie dostrzegamy.

Trzech tenorów Jürgena Kloppa

Wczorajszy mecz zapamiętamy na zawsze. Nie tylko dlatego, że Liverpool zdeklasował Barcelonę. Ale także dlatego, że odrobił trzybramkową (!) stratę z pierwszego meczu i pozbawił złudzeń Leo Messiego na piąty triumf w lidze mistrzów. W wyścigu nadludzi Cristiano Ronaldo ma pięć triumfów, a z obecnej edycji odpadł w ćwierćfinale. Barcelona była gigantycznym faworytem także dlatego, że podopieczni Jürgena Kloppa pozbawieni byli dwóch (Mohamed Salah i Roberto Firmino) z trzech członków magicznego trio, a jak się później okazało, ten trzeci, czyli Sadio Mane nie zanotował ani bramki, ani asysty.

Jürgen Klopp wczoraj tenorów miał trzech – każdy z nich to wybór zaskakujący, ale już przed meczem kazał wszystkim zawodnikom się bawić. Oczywiście w piłce nic nie jest pewne, a szczególnie pokazuje to obecny sezon ligi mistrzów, jednak zawodnicy gospodarzy byli przed meczem przytłoczeni. Najpierw po doskonałej grze, przegrali na Camp Nou 3-0 (TUTAJ), a następnie Vincent Kompany strzałem życia numer dwa (numer jeden to bramka z West Hamem dająca mistrzostwo Anglii 2014), dał zwycięstwo Manchesterowi City z Leicester 1-0. We wtorek i w niedzielę Liverpool miał przegrać wszystko. Fantastyczny sezon miał zakończyć się niczym, co mocno podkreślali przeciwnicy Jürgena Kloppa.

Najpierw zaczął Divock Origi, w siódmej minucie. Wieczny rezerwowy, wypożyczony do Wolfsburga w poprzednim sezonie i jeden z pierwszych, którzy opuszczą w lecie drużynę. Jedyna opcja na tamten wieczór dla The Redds, czyli szybko zdobyta bramka stała się faktem. Po straconej bramce Barcelona zdobyła przewagę, mogła wyrównać ale do przerwy wynik się nie zmienił. Po przerwie wszedł Georginio Wijnaldum, jak się okazało współbohater, drugi z tenorów. 54 i 56 minuta zmroziła cały świat. Dwa ciosy. Pach, pach i Barcelona na kolanach. Już po drugiej bramce wróciły demony z ubiegłego sezonu z dwumeczu z As Roma (4-1 i 0-3). Barcelona sparaliżowana, Barcelona na kolanach. Każda piłka zagrywana zostaje do Leo Messiego, który umiejętnie kryty i wypychany często jej nie otrzymuje lub dostaje w okolicach środka boiska. Kiwanie dwóch, trzech zawodników to od tego momentu jedyne rozwiązanie dla faworyta edycji.

W Barcelonie w najważniejszym meczu nie sprawdził się Philippe Coutinho za 135 mln, w kadrze meczowej nie był Ousmane Dembélé za 125 mln, a pozyskany przed sezonem za darmo Arturo Vidal najlepsze lata ma za sobą. Barcelona była bezradna – czekała na cios, który ich znokautował. Cios nadszedł od nieoczekiwanego duetu Trent Alexander-Arnold / Divock Origi. Ten pierwszy sprawnie wykorzystał rzut rożny (druga asysta w meczu) do wybicia piłki pod nogi Belga, który zupełnie niekryty, umieścił piłkę w siatki. Barcelona odpowiedziała zmianą Malcolma, dla którego to było trzecie spotkanie w tym sezonie. Malcolm nie okazał się Wijnaldumem, bo okazać się nie mógł. Jürgen Klopp ograł Ernesto Valverde tak brutalnie, że ten mimo drugiego mistrzostwa kraju nie może być pewien pracy w nowym sezonie.

BRITAIN-SOCCER-UEFA-CHAMPIONS-LEAGUE.jpg

Superliga? trzymam kciuki, ale mam sporo wątpliwości

Bomba od dziennikarzy Der Spiegel – jedenaście klubów w Europie chce utworzyć zamkniętą Superlige:

Real Madryt
FC Barcelona
Manchester United
Bayern Monachium
Juventus Turyn
Chelsea Londyn
Arsenal
PSG
Manchester City
Liverpool
AC Milan

Drużyny te, jako współwłaściciele mają nie spadać z ligi oraz mają gwarancję występowania w niej przez 40 sezonów (!). Ponadto, kluby chcą zaprosić do ligi na pięć pierwszych sezonów, pięć drużyn: Atletico Madryt, Olympique Marsylia, Inter Mediolan, AS Roma i Borussia Dortmund, a liga w sumie 16 zespołowa ma ruszyć od sezonu 2021. Według jednego z założeń, drużyny mają opuścić swoje rodzime ligi i rozgrywać mecze we wtorki, środy i soboty, a rozgrywki maja trwać 34 tygodnie. Motorem pomysłu jest Bayern Monachium, który przy powodzeniu projektu chce opuścić rodzimą ligę. To byłby wielki cios dla kibiców i tradycji, a w samej Bundeslidze o mistrzostwo rywalizowałby Schalke 04 oraz RB Lipsk. Podobnie sytuacja wyglądałaby w Anglii – Tottenham rywalizuje z Evertonem, Włoszech – Napoli z Lazio oraz Hiszpanii – Valencia z Sevillą.

Projekt na miarę europejskiego NBA ma jasny kierunek – grają najbogatsi i ewentualnie najlepsi, a wszystko odbywałoby się kosztem Champions League, mimo trzykrotnie zwiększonych przychodów w ostatnich dziesięciu latach. Kluby miałyby zarabiać ok. 500 mln euro, a nie jak teraz od UEFA maksymalnie 80 mln. Z tym, że do Champions League trzeba się zakwalifikować, co w ostatnich latach kilku klubom – założycielom, się nie udawało (Manchester United, AC Milan, Liverpool). Gwarantowana gigantyczna kasa przemawia do każdego. Oczywiście, przełożyłoby się to na kontrakty i sumy transferowe za piłkarzy (i docelowo trenerów). Transfer Neymara za 222 mln euro zapłacone przez PSG na nikim nie robiłoby wrażenia.

Reforma Ligi Mistrzów i zapewnienie gwarantowanych czterech miejsc topowym ligom był ukłonem w stronę bogatych, aby rozgrywać więcej klasyków/top meczów, które generują zainteresowanie kibiców i przychody. Najlepsze kluby nie powinny często grać ze słabymi, bo mecze Bayernu z AEK Ateny czy Juventusu z Young Boys nikogo nie interesują. Czy to ma sens? z perspektywy elitarności tak, dzisiaj w Bundeslidze, Serie A i Ligue 1 przed sezonem wiadomo kto wygra, jedynie w Premier League czy La Liga są emocje, choć każde inne rozwiązanie niż triumf Manchesteru City i FC Barcelony byłby niespodzianką.

Sprzeciwić się temu mogą tylko rodzime ligi, które stracą sportowo i wizerunkowo. One wiedza, ze idea Superligi musi się kiedyś ziścić, ale nacisk rodzimych federacji może dać consensus, w postaci startu w nowej lidze oraz krajowej, kosztem np. nikomu nie potrzebnych krajowych pucharów. Najlepsze kluby już dzisiaj mają duże kadry, a po zmianie taki 12 czy 17 zawodnik topowego klubu, miałby pewny plac swojej drużyny co tydzień, choćby w rozgrywkach krajowych, które traktowane byłyby jako obowiązek. Obowiązek wynikający z tradycji, a także z problemów prawnych (np. podpisane kontrakty lig z wielkimi gwiazdami, które przy wyjściu w/w klubów uległyby rozwiązaniu). Składy Juventusu, PSG czy Bayernu są tak mocne, że nawet przy rotacji, zwyciężyłby w rodzimych ligach, grając pierwsze skrzypce w Super League.

Format nowej ligi byłby podobny do koszykarskiej Euroligi – 16 drużyn gra każdy z każdym, w sumie 30 meczów, a następnie faza pucharowa. Podobieństw jest więcej, bo koszykarska Euroliga swój główny produkt utrzymuje niezależnie od FIBA, ze specjalnymi zaproszeniami dla wybranych klubów (założyciele grają stale), ale trwa to na tyle długo, że nikogo nie dziwi kolejny pojedynek Realu z Barceloną.

Piłka nożna wymaga zmian – ogromna ilość meczów o nic, rozdmuchany kalendarz i stawianie autobusów przez drużyny teoretycznie słabsze, zabija widowiska. Pomysł elitarnej ligi da nowy tlen i mimo sporych wątpliwości, trzymam kciuki za ten projekt. Kibice już dzisiaj chętnie płacą za futbol, który stał się świetną rozrywką telewizyjną, a nowe rozgrywki przesunie kolejne granice praw telewizyjnych, które na chwilę obecna sięgnęły sufitu. O tym wiedzą nie tylko w Bayernie.