Śląsk basket #22: siedem trafionych trójek w drugiej kwarcie, czyli Śląsk zaczyna rundę rewanżową od zwycięstwa w Radomiu #plkpl

Opis pierwszego meczu (TUTAJ).

Pierwszy mecz rundy rewanżowej z Hydrotruckiem Radom zaczynamy piątką: Kamil Łączyński, Devoe Joseph, Maciej Wojciechowski, Michał Gabiński, Michael Humphrey, co oznacza, że po dwóch spotkaniach nieobecności od razu do piątki wraca Wojciechowski.

W pierwszej akcji Gabiński nie trafił za trzy punkty, odpowiedział Trotter, a po zmianie krycia nie nadążył chwalony ostatnio (TUTAJ) Humphrey. Amerykanin nie trafił trójki, zebrał na nim Adrian Bogucki i szybko usiadł na ławce. W jego miejsce wszedł Aleksander Dziewa, który od razu zdobył punkty po asyście Wojciechowskiego. Śląsk nie trafiał rzutów za trzy, zmienił więc zagrywkę i najpierw Wojciechowski wszedł pod kosz, a następnie ponownie trafił Dziewa po asyście Łączyńskiego. Dziewa od kiedy pojawił się na boisku toczył walkę z Boguckim, to nowy pojedynek zdolnych podkoszowych, o których kibice upominają się nawet w kontekście kadry. Gdy dwóch kolejnych akcjach Gabiński nie trafia spod kosza i za trzy punkty, musi zejść i w jego miejsce melduje się Andrew Chrabascz. W tym momencie Łączyński notuje drugi przechwyt, ale zupełnie nie radzimy sobie z rzutami z dystansu. Carl Lindbom za trzy ma trzy trafione rzuty na pięć prób, Śląsk ma 0/4. Fajnie pod koszem wygląda Dziewa, który radzi sobie sobie z Boguckim w pojedynczych akcjach. Notujemy jednak kolejną stratę, a po akcji ‚and one’ Roda Camphora, Radom prowadzi 20-10. Na szczęście pod koniec Śląsk trochę lepiej zagrał i po pierwszej kwarcie przegrywał tylko 18-20 za sprawą nietrafionych rzutów za trzy Radomia i dobrej gry Humphrey`a, który po czasie trenera Olivera Vidina zanotował sześć punktów i dwie zbiórki.

W drugiej kwarcie, po sześciu kolejnych nietrafionych trójkach wrocławian. pierwszą trafił Joseph. W kolejnej akcji nie trafił Torin Dorn i przyznam szczerze, że nie wiem dlaczego wykonuje on rzuty z dystansu z nieprzygotowanych pozycji, skoro w sezonie notuje skuteczność 29% za trzy punkty. Co innego Danny Gibson, który ostatnio zaczął trafiać za trzy (trzy trafione z Legią i cztery z Enea Astorią), który trafił w pierwszym rzucie. Na szczęście Radom cały czas nie trafia za trzy punkty (po 3/5 w szóstej minucie pierwszej kwarcie, nie trafili kolejnych 13 rzutów za trzy punkty). Dwie kolejne trójki Łączyńskiego i ponownie Gibsona dało prowadzenie 32-27 wrocławian, którzy przejmują grę, a Radom cały czas nie trafia z dystansu. W tym momencie trener Vidin sporo gra Jakubem Musiałem – w pierwszych 15 minach zagrał on pięć minut, mimo pełnego składu Ślaska. W kolejnych akcjach Joseph znowu trafi za trzy punkty, w sumie w drugiej kwarcie zespół trafił siedem trójek (na osiem prób) i umiejętnie rozbijał obronę strefową Hydrutrucka. Na koniec kwarty po osobistym Dziewy Śląsk prowadził 48-34, a drugą kwarte wygrał 30-14 przy skuteczności 78% z gry. W pojedynku młodych – Bogucki wygrywa z Dziewą 13 – 7. Warto dodać, że do przerwy Gibson zanotował pięć asyst, a cztery Łączyński.

W trzeciej kwarcie zaczynamy z Musiałem, który wchodzi zamiast Wojciechowskiego aby męczyć Obie Trottera. Jest to ciekawa transformacja zawodnika, który w 1 lidze znany był głównie jako strzelec z dystansu. Gdy Gabiński trafił swoja pierwsza trójkę w trzecim rzucie, Śląsk prowadził 15 punktami. Głównie dzięki ławce rezerwowych, bo po 22 minutach jest 19-0 w punktach zamienników. Od tego momentu przebudzili się Trotter i Lindbom, ale Śląsk kontroluje grę trafiając trojką Gibsona. Linbom gra znakomity moment – punktuje i asystuje, a przewaga Sląska wynosi tylko sześc punktów. Goście stracili tempo gry, przestali grac swoich zagrywek, a kolejne trafione rzuty gospodarzy nakręcały Hydrotruck do wyniku na koniec kwarty 62-59 dla WKS. Warto zauważyć, że wypadł zupełnie z rotacji Torin Dorn który przez trzy kwarty zagrał zaledwie pięć minut, a na początku sezonu u trenera Adamka dawał on ogromny impuls będąc momentami nawet najlepszym graczem zespołu. Ogólnie bardzo udana kwarta dla radomian wygrana 27-16.

W czwartej kwarcie po trójce byłego zawodnika Sląska Artura Mielczarka i akcji ‚and one’ Josehpa utrzymywało się trzy punktowe prowadzenie. Na szczęście mamy przewagę pod koszem – zbieramy w obronie i w ataku, dobijamy i zaskakująco szybko wychodzimy na dziesięciopunktową przewagę. Niestety po stracie Łączyńskiego, od razu za trzy trafia Trotter i już siedem punktów straty. W odpowiedzi Joseph zalicza bardzo ważną zbiórkę w ataku i zdobywa punkty, a w całej czwartej kwarcie bierze trudne rzuty na siebie i trafia, a chwilę później po zbiórce w ataku Chrabascza trafia tym razem za trzy punkty. Śląsk na dwie minuty przed końcem zbiera dwie piłki w dwóch kolejnych posiadaniach – tego nie było w całym sezonie, gdzie często przez przegraną walkę na tablicach przygrywaliśmy mecze. Warto dodać, że Musiał wchodzi za Łączyńskiego, który zszedł po drobnej kontuzji, a nie Dorn (w całym meczu zagrał 10,5 minuty – trzeci najniższy wynik w sezonie, a drugi u Vidina). W kontrataku mieliśmy przewagę trzy/jeden, ale Chrabaszcz podaje za plecy Gibsona przy siedmiopunktowym prowadzeniu. W opowiedzi Mielczarek trafia za trzy i na minutę przed końcem jest już 78-82. Czas dla trenera Vidina został znakomicie rozegrany – po zasłonie Chrabascza przy wybijaniu piłki z boku Joseph trafia za trzy punkty. Takich akcji też nie widzieliśmy u trenera Adamka, gdzie wiele razy zawodnik wybijający nie miał komu podać. Gra jednak toczy się dalej, bo mamy duży błąd Humphrey`a, który wypychał Camphora przy rzucie z dystansu, co wykorzystuje Amerykanin trafiając 3/3. Zaskakujące było to, że Hydrotruck przez 15 sek nie potrafił sfaulować przeciwnika, a wrocławianie umiejętnie rozrzucali piłkę mając na boisku samych niskich zawodników i Humphrey`a, a gdy w ostatniej akcji podanie przechwytuje Chrabascz – Śląsk wygrywa 83-87. Brawo!

HydroTruck Radom – Śląsk Wrocław 83:87

Śląsk: Devoe Joseph 23 (5), Michael Humphrey 17, Danny Gibson 13 (3), Kamil Łączyński 9 (2), Aleksander Dziewa 9, Torin Dorn 6, Mathieu Wojciechowski 4, Michał Gabiński 3 (1), Andrew Chrabascz 3, Jakub Musiał 0.

Najlepszy zawodnik Śląska:

Devoe Joseph – 23 punkty, 5/9 za trzy, 6 zbiórki., 4 asysty.

Relacje z pozostałych spotkań Śląska:

Śląsk basket #21: Połówka Śląska za nami

Śląsk basket #20: popis ataku i obrony Śląska, z Warszawy z tarczą #plkpl

Śląsk basket #19: Śląsk z Legią po prostu musi wygrać – krótka zapowiedź

Śląsk basket #18: Dwie statystyki Danny Gibsona, czyli dajmy szansę Musiałowi

Śląsk basket #17: Gabiński z Dziewą, Chrabascz z Humphreyem czy może small ball z Wojciechowskim w roli silnego skrzydłowego, czyli jak zestawić podkoszowych #plkpl

Śląsk basket #20: popis ataku i obrony Śląska, z Warszawy z tarczą #plkpl

Zapowiedź (TUTAJ).

Zaczęło się nerwowo, bo pierwsze punkty zdobył Maciej Wojciechowski z kontrataku, ale na kolejne punkty z gry Śląska czekaliśmy do trzeciej minuty. Legia w tym czasie trafiła tylko z osobistego. Po akcji 2+1 Devoe Josepha, kolejnego kontrataku Wojciechowskiego  i osobistych Michaela Humphreya było już 9-2. Pod wodzą nowego trenera Vidina, najwięcej skorzystał właśnie Humphrey, który jest nie tylko zawodnikiem pierwszej piątki, ale także egzekutorem akcji w tym za trzy punkty po której Śląsk objął prowadzenie 19-7, a po kolejnej trójce Josepha w pierwsze siedem minut Śląsk uzyskał 15 punktowe prowadzenie. Nowo pozyskany Kahlil Dukes trafił raz za trzy z czerech rzutów, czyli tyle samo co Jakub Musiał w pierwszej próbie za trzy. Więcej minut w rotacji dla Musiała jest zgodne z filozofią Prezesa Michała Lizaka, bo przecież pierwszym zawodnikiem wchodzącym z ławki już w czwartej minucie kwarty był Aleksander Dziewa. Po trójce Musiała było 27-9, ale w dwóch kolejnych akcjach trafił Michalak zmniejszając prowadzenie. Na dwie akcje Michalaka odpowiedział Olivera Vidina, który do krycia desygnował Torina Dorna, który już w pierwszej akcji obronnej wymusił airball legionisty. Następnie mieliśmy kilka błędów z obu stron, ale wrocławianie po pierwszej kwarcie prowadzili 28-17, dzięki ośmiu stratom Legii i aż ośmiu asystom Śląska.

Dorn w pierwszej akcji ofensywnej, przepchnął Michała Michalaka, ale dostał zablokowany przez Milana Milovanovića. W tym pojedynku dwóch jakże innych zawodników, było widać brak doświadczenia parkietowego, zwanego potocznie cwaniactwem. Gdy chwilę później Dziewa został zablokowany przez Nizioła i Dorn ponownie do Milovanovića, Legia po kontraktach zmniejszyła stratę do 31-33, a następnie doprowadziła do remisu. W osiem minut gospodarze odrobili 18 punktów za sprawą Dukesa, Michalaka i Milovanovića. Pierwsze punkty po dłuższym okresie zdobył z alley-upa Dziewa po podaniu Kamila Łączyńskiego. Potem mieliśmy dwie kolejne trójki Michalaka (już miał na koncie 16 punktów) i ponownie na tablicy wyników był remis po 39. Nic dziwnego, że Legia zaczęła gonić, jeśli na tym etapie meczu Milovanović po raz czwarty zablokował zawodnika gości (tym razem Josepha). Na szczęście chwalony ostatnio Humphrey czyścił tablice, dobrze przechodzący z obrony do ataku Danny Gibson trafił z czystej pozycji za trzy, a chwilę później Gibson znalazł Gabińskiego, który także trafił z dystansu. Wynik do przerwy ustalił Milovanović trafiając na 49-41. Śląsk prowadził, ale gdy poślizgnął się Dorn w ostatniej akcji, kibice nie mieli tęgiej miny.

W trzeciej kwarcie Dueks dwoma trojkami otworzył wynik dla Legii i pokazał, że można pozyskać dobrego zawodnika w trakcie sezonu. W debiucie do przerwy miał 5 pkt i 6 as, a po pierwszej minucie drugiej połowy 11 pkt. 6 as. Po kilku minutach walki i punktów kosz za kosz, wrocławianie zaczynają wykorzystywać przewagę w strefie podkoszowej, a dwie kolejne zbiórki w ataku przyniosły cztery punkty wrocławianom i prowadzenie 65-56. Grający bardzo dobre zawody Joseph po kolejnej zbiórce trafił punkty, a oprócz tego świetnie dzielił się piłka i gra najefektywniejsze zawody w tym sezonie (11 pkt., 6 as, 6 zb. +30). Nawet punkty kolejne Michalaka, Pindera i Dukesa (18 pkt., 7 as., 5 zb.) nie zmieniły wyniku, a prowadzenie ok. 10 punktowe utrzymywało się dlatego, że w Legii punktowało tylko trzech zawodników, a na koniec trzeciej kwarty pozostali zawodnicy zdobyli tylko 15 punktów. Dla porównania, w Śląsku nikt nie zdobył 13 punktów.

Czwarta kwarta to niesamowita gra w obronie śląska. Kwarta rozpoczęła się od 12-0 i dwóch przerw na żądanie trenera Tane Spaseva, co przyniosło rekordowa przewagę 85-64. Defensywa wymuszała błędy 24 sekund, a dwie kolejne trójki Gibsona – był to najlepszy moment w sezonie WKS. Pierwsze punkty po pięciu minutach kwarty trafił Michalak (20 pkt., 5 zb., 4 as.). W nagrodę za postawę zespołu Łączyński (7 pkt., 5 zb., 7 as.) i Gibson (11 pkt., 5 as.) dostali wolne, a na ostatnie cztery minuty wszedł Norbert Kulon. Nie zmieniło to obrazu gry, dalej dobra obrona i kolejny run 6-0 dla Śląska. Kulon, Musiał, Żeleźniak, Dziewa i Humphrey -czterech juniorów dostało ostatnie minuty w znakomitym występie wrocławian. w ostatniej kwarcie Śląsk wygrał 25-7!  Warto odnotować takze 26 asyst, dominacje w zbiórkach (41-30) i szkoda tylko, że Torin Dorn nie wrócił po przerwie na parkiet i czekamy na oficjalne doniesienia.

Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 71:98

Śląsk: Aleksander Dziewa 20, Michael Humphrey 12 (1), Mathieu Wojciechowski 12, Devoe Joseph 11 (1), Danny Gibson 11 (3), Michał Gabiński 9 (1), Kamil Łączyński 7 (1), Jakub Musiał 5 (1), Norbert Kulon 5 (1), Torin Dorn 3 (1), Andrew Chrabascz 3, Tomasz Żeleźniak 0.

Najlepszy zawodnik Śląska:

Aleksander Dziewa – 22 pkt., 10/13 z gry, 3 przechwyty.

Relacje z pozostałych spotkań Śląska:

Śląsk basket #19: Śląsk z Legią po prostu musi wygrać – krótka zapowiedź

Śląsk basket #18: Dwie statystyki Danny Gibsona, czyli dajmy szansę Musiałowi

Śląsk basket #17: Gabiński z Dziewą, Chrabascz z Humphreyem czy może small ball z Wojciechowskim w roli silnego skrzydłowego, czyli jak zestawić podkoszowych #plkpl

Śląsk basket #16: Jak Łączka wypada z obecnymi kolegami na parkiecie #plkpl

Śląsk basket #15: statystyki per36, czyli jak zawodnicy wypadają po ćwiartce

Śląsk basket #19 Śląsk z Legią po prostu musi wygrać (krótka zapowiedź)

Przed Śląskiem Wrocław wyjazd do Warszawy i mecz z największą negatywna niespodzianka sezonu. Mecz o przedłużenie szans na play-offy i o kibiców w hali Orbita. Projekt EBL we Wrocławiu po domowych porażkach 6 w 7 meczach i zmianie trenera, jest zagrożony. Sportowo nie jest dobrze i nawet dodatni wyjazdowy bilans Wrocławian (3-2) nie daje pozytywnej oceny. Jeśli Śląsk z kimś wygrywał w tym sezonie, to oprócz inauguracji z Hydrotruckiem, tylko z niżej rozstawionymi drużynami (Śląsk jest dziesiąty):

11. BM Slam Stal Ostrów Wlkp.
12. PGE Spójnia Stargard
16. Polpharma Starogard Gdański

Legia w tabeli jest 15 i zwycięstwo przybliży WKS do dziewiątej Astorii Bydgoszcz, z którą gramy w następnej kolejce. Porażka oznaczać będzie prawdopodobnie kolejne zmiany w drużynie, bo klub z dwoma reprezentantami Polski nie może grać o utrzymanie. Nie po przychodził do drużyny w trakcie sezonu Oliver Vidin, ale nie tylko on; Andrew Chrabascz i Danny Gibson są pierwszymi do wylotu, a przy obecnym bilansie i kolejnych przegranych, żaden z obcokrajowców nie może być pewny pozostania. Do dzisiejszego przeciwnika – Legii Warszawa, w trakcie sezonu dołączyli Milan Milovanovic, Michał Michalak i dzisiejszego debiutanta Kahlil Dukes, ale zmiany kadrowe nie wpłynęły na zwyciestwa.

Relacje z pozostałych spotkań Śląska:

Śląsk basket #18: Dwie statystyki Danny Gibsona, czyli dajmy szansę Musiałowi

Śląsk basket #17: Gabiński z Dziewą, Chrabascz z Humphreyem czy może small ball z Wojciechowskim w roli silnego skrzydłowego, czyli jak zestawić podkoszowych #plkpl

Śląsk basket #16: Jak Łączka wypada z obecnymi kolegami na parkiecie #plkpl

Śląsk basket #15: statystyki per36, czyli jak zawodnicy wypadają po ćwiartce

Śląsk basket #14: o tym, dlaczego Andrzej Adamek został odsunięty z zespołu

 

Stelmet deklasuje Anwil, czyli domek z kart się rozsypał, Żan Tabak ograł Igora Miličića, a Milovanović i Worten powinni odejść

Hitowy pojedynek Stelmetu z Anwilem rozczarował, choć opisać w jednym zdaniu to, co się stało w hali CRS w Zielonej Gorze się nie da. Anwil zaczął sezon tak mocno, że kibice zastanawiali się, czy nie zmontowano najsilniejszą ekipę w historii, zapominając o wielkim Prokomie. Bo kto pamięta o Prokomie, mamy (TUTAJ):

zawodników wyróżniających się w Eurolidze (Ledo) czy NBA (Wroten), plus przyjście najlepszego polskiego zawodnika ligi – Michała Sokołowskiego oraz wyróżniającego się w Legii Jakuba Karolaka

Po Superpucharze Polski wygranym ze Stalą 95-66 i pierwszej kolejce z Polpharmą 110-72 zastanawialiśmy się, czy Anwil nie skończy sezonu bez porażki. Dzisiaj juz wiemy, ze nie skończy – ponad tydzień temu dwoma punktami we Włocławku wygrał Trefl Sopot, a dzisiaj Stelmet zdeklasował Mistrzów Polski 101-77. Do tego należy dodać przegraną na wyjezdzie z San Pablo Burgos 78-110 (oraz w pierwszej kolejce z niemieckim Rasta Vechta 76-89). Trzy ostatnie mecze to trzy porażki, ale też dwie deklasacje. Anwil nie broni, nie funkcjonuje (w ataku) jako drużyna. Zawodnicy grają indywidualnie, rzucają przez ręce i absolutnie nie stanowią zespołu. To, co zagrało ze Stalą, nie gra dzisiaj. A początkowe zwycięstwa nie scaliły drużyny. W dniu dzisiejszym na parkiet wyszła na papierze piątka: Chris Dowe, Ricky Ledo, Chase Simon, Rolands Freimanis i Milan Milovanović. Ten ostatni ma nawet swój hashtag na twitterze #Milovanovićout, choć po dzisiejszym meczu klub powinien opuścić nie tylko on.

Tak mocna piątka po pięciu minutach gry zdobyła trzy punkty, bez zagrywek, nieudolnie rzucając z daleka. Kwarta skończyła się wynikiem 22-16 dla gospodarzy, ale wprowadzony Wroten jak się okaże przeszedł się obok meczu. W Europie gra dwa poziomy lepiej i jasno widać, że udział w Lidze Mistrzów to jedyny powód dlaczego gra w Polsce. Wroten nie celuje w indywidualne nagrody, nie ma go z drużyną i jeśli miałbym obstawiać, nie dogra do końca sezonu. Z kolei Ledo blokuje rozwój Jakuba Karolaka, który w większej roli w zeszłym sezonie w Legii potrafił zdobyć nawet 32 punktów w ćwierćfinale z Asseco Arką Gdynia. Patrząc w telewizji na kontakt w dzisiejszym meczu trener – drużyna, nie widziałem chemii. Miličić mi zaimponował, bo ciagle starał się wpłynąć na mental swoich zawodników, tym bardziej ze problemem jest obrona i zbiórka . Ewidentnie brakuje takich zawodników jak Josip Sobin. W sezonie przeciętnie najlepiej zbiera Szymon Szewczyk, który zagrał w dwóch meczach w sumie przez 36 minut. Dzisiaj najlepiej zbierał dla gości Ricky Ledo (7 zbiorek), a zbiórki były przegrane 33-40, z tego jedynie pięć zebrano w ataku (!). Dzisiejsza gra Anwilu to także nieudany konkurs rzutów za trzy punkty:

Szymon Szewczyk 0/2
Michalł Sokołowski 0/1
Chris Dowe 0/1
Rolands Freimanis 1/6
Ricky Ledo 1/7
Chase Simon 2/7
Jakub Karolak 3/3

W sumie 7/27, ale łatwo można policzyć, ile by wynosiła, gdyby nie Karolak. W Stelmecie imponował mi sprytem Ivica Radic, twardością Drew Gordon, a najlepsze zawody od dawna rozegrał Przemysław Zamojski (18 pkt. W tym 5/8 za trzy). W pierwszej połowie pomysłowością kończenia akcji czarował Jarosław Zyskowski (do przerwy 12 pkt., 3 zb., 2 as.) nota bene były zawodnik.. Anwilu. a Michał Sokołowski, który przeszedł przed sezonem ze Stelmetu do Anwilu 8 punktów przy +/- na poziomie -27! Žan Tabak ograł w chorwackim pojedynku Igor Miličića, gdyż jego zawodnicy realizowali założenia taktyczne, a kolejni wprowadzani gracze dawali punkty, zbiorki i asysty. I właśnie dzielenie się piłką było tym, co imponowało najbardziej. 32 asysty zespołu to wyrównanie rekordu sezonu.. Anwilu przeciwko Polpharmie.

Dzisiaj przeciwko Anwilowi wystarczy postawić strefę i liczyć na serie rzutową ich liderów, choć akurat wspomniany Wroten nie oddal przez cały mecz rzutu (!). Warto grac z nimi akcje 1/1, bo po niecelnym rzucie, raczej zbierze się piłkę. Ledo to nie Almeyda, a Milovanović to nie Sobin i po czasie widać, że zwycięstwo ze Stalą w takich rozmiarach było najgorsze, co mogło się im wydarzyć. W połowie czwartej kwarty, gdy drugie przewinienie techniczne otrzymał Dowe, nikt nie poszedł go uspokoić, co pokazuje brak jedności w drużynie W miesiąc domek z kart się rozsypał, a rekordowy budżet, Anwil przeznaczy na odprawy.

Śląsk basket #10: Danny Gibson za Claytona Custera, czyli Śląsk celuje w play-off

Przyjście Dannego Gibsona do Śląska to hit transferowy, jeśli zdarzyłby się trzy lata temu. Wtedy Gibson był na fali, notował przeciętnie 17 punktów i 6 asyst na mecz, a drużyna Polskiego Cukru Toruń, która była drugi rok w PLK, a zakończyła sezon regularny na czwartym miejscu (24-8) i po raz pierwszy grała w play-off. W krajowej koszykówce trzy to lata świetlne – w finale Stelmet ograł Rosę Radom 4-0, trzecie miejsce zajęła Energa Czarni Słupsk (pokonała w ćwiercfinale Toruń). Próżno szukać dzisiaj na głównej scenie drużyn ze  Kutna (wtedy 7 miejsce), Zgorzelca (9) czy Tarnobrzegu (16). I właśnie w tych dawnych jak się okazuje latach, świetnie radził sobie Danny Gibson, który znalazł się ostatecznie w najlepszej piątce sezonu.

Po sezonie jego wartość poszła mocno w górę i Polski Cukier nie mógł zatrzymać swojej gwiazdy. Gibson doszedł wraz z Maksymem Kornijenko do LukOil Sofia – partnerem z Polskiego Cukru, i również zawodnikiem z pierwszej piątki ligi. Gibson w lidze Bułgarskiej grał znakomicie – był mistrzem i MVP finałów, trafił zatem do Limoges, a po sezonie do Demir Insaat Büyükçekmece Basketbol. Liga francuska i turecka są nieporównywalnie lepsze od Energa Basket Ligi, co jest zrozumiale w kontekście kariery zawodnika. Dlatego powrót do Wrocławia, zwarzywszy na kontuzje Phila Greena (Asseco Arka) czy braki kadrowe w BM Slam Stal jest niespodzianką.

Danny Gibson grał we Wrocławiu w sezonie 2014/15, w którym był liderem drużyny, która zdobyła Puchar Polski. Na trzy mecze przed końcem sezonu zerwał on ścięgno Achillesa i zakończył bilans na 18 meczach. Średnie 12,7 pkt., 3 zb. i 4,4 asyst brzmią na tyle dobrze, że po sezonie trafił do Rosy Radom, a potem do wspomnianego Polskiego Cukru. W Śląsku Gibson zastąpi Claytona Custera, który po udanych sparingach zupełnie sobie nie poradził we wrocławskiej drużynie:

Hydrotruck Radom – 17 min, 5 punktów,
MKS Dąbrowa Górnicza – 20 min, 11 punktów,
King Szczecin – 9 min, 0 punktów,
Asseco Arka Gdynia – 17 min, 2 punkty,
Polpharma Starogard Gdański – 11 min, 7 punktów

Custer sprowadzany jako strzelec, ale w praktyce ustawiany był jako zmiennik Kamila Łączyńskiego i zupełnie nie poradził sobie z rozgrywaniem akcji, a niekiedy wyjściem z połowy. Po naprawdę dobrym meczu z Dąbrową, w trzech ostatnich w 38 minutach zanotował 1/8 za trzy punkty, 6 asyst i 4 straty.

Śląsk szukając szansy na play-offy, musiał wymienić najsłabsze zagranicznego zawodnika, ale w przypadku Gibsona ryzyko wiąże się tylko z wiekiem (35 lat). Koszykarsko powinien występować w pierwszej piątce, czyli będzie naciskać Devoe Josepha, a ławka z Josephem i Torinem Dornem będzie wyglądać imponująco w warunkach EBL. Kibice nie beda także drzeli, co będzie się działo z piłką po zejściu Kamila Łączyńskiego, bo Gibson to gwarancja dwucyfrowych zdobyczy punktowych, ale obsłużenia partnerów, co w nastawionej ofensywnej drużynie Śląska będzie ważne.

Relacje z pozostałych spotkań Śląska:

Śląsk basket #9: Przełamanie z Polpharmą, świetna kwarta Devoe Josepha

Śląsk basket #8: Arka zwycięska za sprawą niesamowitego Bostica i decydujących punktów w ostatniej sekundzie

Śląsk basket #7: twierdza Wrocław zdobyta, zadebiutował Humphrey, ale obwodowi zagrali fatalnie

Śląsk basket #6: z Dąbrowy Górniczej na tarczy

Śląsk basket #5: ostre rzucanie na inaguracje (z Hydrotruckiem)

Śląsk basket #7: twierdza Wrocław zdobyta, zadebiutował Humphrey, ale obwodowi zagrali fatalnie

Śląsk rozpoczął piątka Kamil Łączyński, Dovoe Joseph, Maciej Wojciechowski, Aleksander Dziewa i Michał Gabiński. To już trzeci kolejny mecz z taką piątką, co pokazuje hierarchię w zespole i styl gry. Być może się to zmieni, bo w składzie po raz pierwszy pojawił się Michael Humphrey i docelowo powinien grać obok Dziewy. Mecz zaczął się nerwowo – najpierw trafił Dziewa po zagraniu z Łączyńskim, ale spudłował w trzech kolejnych akcjach w konfrontacji z Adamem Łapetą. W Kingu mocno zaczął Paweł Kikowski – trafił z osobistych, po indywidualnej akcji i podawał do Bena McCauley’a. Śląsk grał nieskutecznie z daleka, grę przełamał Chrabascz, ale drużyna zdobyła sześć punktów w prawie siedem pierwszych minut – tyle samo co McCauley. Pod koniec zobaczyliśmy dobre zagranie tyłem do kosza Chrabascza i klasykę kontrataków Śląska – przyspieszenie z piłką coast to coast Wojciechowskiego. W drugiej kwarcie szybko Olek Dziewa poprosił o zmianę, trudno się 21-latkowi broniło Łapetę i McCauley’a, a w jego miejsce pojawił się Humphrey. W pierwszej akcji obronnej wyszedł pomagać koledze, ale nie wrócił w porę za przeciwnikiem i nie dostał pomocy pod koszem, tak jak z Dąbrowa Górniczą mieliśmy problem z grą pod bronioną tablicą. Najlepszy strzelec wrocławian, Joseph swoje pierwsze punkty zdobył pod koniec drugiej kwarty z trudnej pozycji, chwilę poniżej trafił ponownie, poprawił Wojciechowski i mieliśmy na zegarze rekordową przewagę 36-27. Niestety rywale trafili kolejnych pięć punktów i na przerwę schodziliśmy z prowadzeniem 36-32. Druga kwarta wygrana 21-15, była dużo lepsza niż pierwsza. Do przerwy Wojciechowski zdobył 12 punktów, 9 Chrabascz, a 7 Dorn grając w swoim tylu na sile. Dla przeciwników 10 punktów zdobył Cleveland Melvin, a 8 McCauley. Na minus postawa naszych liderów – Aleksander Dziewa trafił 1/7 z gry i miał cztery zbiórki, Kamil Łączyński nie miał punktu i zaliczył jedną asystę.

Trzecia kwarta była popisem gości, którzy grali zbilansowanym atakiem – trafiał kolejno Kikowski, Dustin Ware, Thomas Davis i McCauley. My odpowiedzieliśmy przez ten okres trójkami Josepha, Chrabascza i Gabińskiego, po której wynik brzmiał 47-48 dla gości. Od tego momentu przegraliśmy cztery ostatnie minuty kwarty 2-13 po niecelnych rzutach i bledach kozłowania (Dorn i Custer). Co ciekawe, całą kwartę na ławce przesiedział Adam Łapeta, a wrocławianie grając pod koszem Humphreyem, Gabińskim i Hrabasczem (dwójką z ich) przegrywali zbiórkę i obronę. W czwartej kwarcie bardzo dobre momenty miał Dorn, jak się okaże najlepszy zawodnik wrocławian, który rzucił pierwsze sześć punktów (w kwarcie 13), nie tylko wejściami na siłę, ale i rzutami z półdystansu. Nie potrafiliśmy zatrzymać przeciwników w obronie, znowu szalał Kikowski (w meczu 24 punkty) trafiający z każdej pozycji. Szczytem słabej gry wrocławian było nietrafienie Łączyńskiego (po przechwycie) kosza sam na sam, zresztą nasz kadrowicz pierwsze punkty zdobył na dwie minuty przed końcem meczu! Druga połowa to momentami festiwal rzutów słabych, niewykreowanych. Były momenty, gdy po dwóch kolejnych trafieniach można było nadrabiać straty, ale kończyło się to rzutami nieprzygotowanymi.
Wynik trzymał Kikowski, który utrzymywał mniej więcej 10 punktowe prowadzenie (maksymalnie 15) oraz Cleveland Melvin (19 pkt., 9 zb.), którego faulowaliśmy aż siedem razy.

Znowu było widać w Śląsku brak zagrywek, indywidualne akcje, brak zawodnika, który zabezpieczy obręcz. Wprowadzony przez trenera Mindaugasa Budzinauskasa McCauley (15 punktów i 8 zbiórek) był bardziej mobilny od Łapety, trafiał z dystansu, co także pokazało słabość naszych wysokich. Oczywiście, mamy nowy zespół po awansie z pierwszej ligi, głównie młodych zawodników, ale po runie 2-13 byli oni pogodzeni z porażką. Słabo grał Łączyński (4 pkt., 4 as.), Wojciechowski zdobył po przerwie dwa punkty, Custer żadnego, a Joseph grając prawie 28 minut zdobył 10 punktów i cztery straty, a przecież jest kreowany na lidera i najbardziej doświadczonym zawodnikiem. Bez zmian personalnych nie ma możliwości grania o najlepszą ósemkę; przykład Stali Ostrów jest radykalny (zmieniono trenera Jacka Winnickiego i zwolniono połowę składu), ale bez combo-guarda i twardego środkowego Śląsk (mamy drugą najsłabszą zbiórkę w lidze, jedynie przed HydroTruckiem) będzie częściej przegrywać niż wygrywać. 11 asyst na 73 zdobyte punkty, tylko 38% z gry (28/73) wobec słabo dysponowanych za trzy rywali (2/14) skończyło się przegraną dziesięcioma punktami u siebie.

Śląsk Wrocław – King Szczecin 73:83
Śląsk: Torin Dorn 22 (1), Maciej Wojciechowski 14 (1), Andrew Chrabascz 12 (1), Devoe Joseph 10 (2), Aleksander Dziewa 6, Kamil Łączyński 4, Michał Gabiński 3 (1), Michael Humphrey 2, Clayton Custer 0

Najlepszy zawodnik Śląska:

Torin Dorn – 22 pkt., 5 zb., +3.

Relacje z pozostałych spotkań Śląska:

Śląsk basket #6: z Dąbrowy Górniczej na tarczy

Śląsk basket #5: ostre rzucanie na inaguracje (z Hydrotruckiem)

Śląsk basket #4: co wiemy po memoriale Adama Wójcika

Śląsk basket #3: dwa sparingi z Pardubicami i trzech debiutantów

Śląsk basket #2: sparingi ze Spójnią i Stalą

Śląsk basket #6: z Dąbrowy Górniczej na tarczy

Drugi mecz sezonu regularnego Śląsk zaczął piątką: Kamil Łączyński, Devoe Joseph, Mathieu Wojciechowski, Aleksander Dziewa i Michał Gabiński, Dla Wojciechowskiego i Gabińskiego był to powrót do Dąbrowy Górniczej, w której grali w poprzednim sezonie. Dąbrowa Górnicza podobnie jak Śląsk, rozpoczęła sezon od zwycięstwa – po dogrywce zwyciężyli GTK Gliwice, a w meczu zdobyli 105 punktów tracąc 102. To zapowiadało nam ostre strzelanie i dobre widowisko. Na początku było słabo – przeciwnicy grali indywidualnie, trafiali dużo rzutów z daleka – nawet z dziewięciu metrów, było widać, ze Gabiński nie potrafi przejmować po zasłonach, za dużo daje miejsca, z kolei gdy wychodzi na obwód, nikt je przejmuje i są łatwe punkty. Jego zmiennik, Andrew Chrabaszcz dobrze broni pod tablicą, jednak nie potrafi rozegrać pick-and-rolla (nie ścina pod kosz), a taką akcje rozegrał choćby Clayton Custer z Gabińskim. Pomysł z rozciąganiem gry widać było od początku, co prawda Łączyński potrafi sobie wykreować pozycję, ale szuka partnerów na sile. Był moment, kiedy co trzy posiadania Śląsk mógł rzucać za trzy punkty wysokimi, którzy oddawali piłkę kolegom, a czasem Aleksander Dziewa wchodził dynamicznie pod kosz, co zwykle kończyło się punktami lub faulem przeciwnika. Niestety zarówno Gabiński jak i Chrabaszcz, nie dają mu zasłon przy wejściach, często stoją wtedy pasywnie na obwodzie, co przekreśla szanse na zbiórkę w ataku. Z drugiej strony Maciej Wojciechowski znakomicie czuje się w szybkich wejściach, więc podkoszowi rozciągając grę, robią mu miejsce. W pierwszej kwarcie Robert Johnson zanotował 9 pkt., 3 zb. i 3 as. i był wyraźnie lepszy od kryjącego go Devoe Josepha, który podobnie jak koledzy zagrali słabo. Znakiem rozpoznawczym była nieudana akcja Śląska czterech na dwóch z kontrataku, po której przeciwnicy zdobyli siedem punktów z rzędu. Na szczęście dla Wrocławian, w tym fragmencie lider gospodarzy Dominic Artis nie zdobył punktu, grał samolubnie, w przeciwieństwie do pierwszego meczu z GTK, kiedy zaliczył 32 punkty, 7 asyst i 4 zbiórki. MKS cały czas zdobywała punkty po rzutach z dystansu (8/11 za trzy w pierwszej połowie, nawet 20-letni Konrad Dawdo trafił dwukrotnie), zdecydowanie za dużo miejsca zostawiali na obwodzie wysocy, którzy przejmując zawodnika po zasłonie dawali za dużo miejsca – Chrabaszcz lepiej radzi sobie przy obronie obręczy, niż trójki, a zgodnie z taktyką trenera Andrzeja Adamka dwóch z trzech wysokich gra zawsze, przy dobrze dysponowanych rywalach Śląsk stracił w pierwszej połowie 49 punktów. W drugiej kwarcie zaczęli zdobywać punkty Amerykanie – Joseph trafiał z dystansu, a Torin Dorn zagrał kilka skutecznych akcji na siłę – obecność tej dwójki oznacza siedzenie na ławce Wojciechowskiego – obecnie nie ma pomysłu na tą trójkę razem na parkiecie. Po raz kolejny okazało się, że Custer to raczej dwójka niż jedynka, bo podwajany traci piłkę na rozegraniu, a z kolei wykreowany trafia za trzy punkty. Połowę przespał Łączyński, bo 3 punkty zdobyte efektownym step back oraz dwie asysty to za mało. Ogółem mało otwartych pozycji, mało zespołowej gry – Śląsk przegrał połowę 44-49.

Druga połowa zaczęła się bardzo dobrze, widać było, że Łączyński chce grać z Dziewą, a w obronie zaczęliśmy odcinać strzelców, choć przebudził się Artis. Odpowiedział Łączyński rzutem za trzy z rogu boiska i dwójką przed Artisem, podobnie jak Joseph zaczął grać jak lider i także trafił z mocnym kryciem. Śląsk zaczął gonić wynik, pomogły w tym trzy faule Bryce`a Douviera i posadzenie go na ławce. Dalej świetnie grał Dziewa, który zbierał, blokował, przechwycił – imponująco jak na debiutancki sezon w Tauron Basket Lidze. Gdy Wojciechowski trafił za trzy, było 67-65 dla WKS, a po wejściu Custera nawet 69-65. Jednak po dwóch głupich stratach Śląska, kwarta skończyła się wynikiem 69-72. Wspomniany Artis na koniec trzeciej kwarty miał 6 punktów i 3 asysty, w porównaniu do meczu GTK czy sezonu 2017–2018 (grał do stycznia) w barwach Czarnych – średnio 15 pkt., 5 zb., i 6 as. słabo. Czwartą kwartę otworzył Łączyński rzutem za trzy, ale przebudził się Artis trafiając dwa razy za trzy punkty. Czwarta kwarta to był koncert gry tego zawodnika, potrafił zabrać piłkę Josephowi, zdobył osiem punktów z rzędu, co oznaczało dużą kontrolę gry. Joseph zmniejszył prowadzenie trójką na pięć punktów, przebudził się także Wojciechowski, który imponuje grając w kontraktach, ale np. za rzadko rzuca za trzy punkty. Gry Joseph w obronie zabrał piłkę Artisowi, z ośmiu punktów przewagi zrobiło się trzy. Gdy chwilę później trzecią trójkę w meczu Bryce Douvier (20 pkt. w meczu), na tablicy wyników było 84-88 i niespełna cztery minuty do końca. Widać było, że Gabiński nie nadaje się na długie granie i pod koniec nie ma siły , zmienił go Dziewa, który zdobył (jak się okaże) osiem z ostatnich dziesięciu punktów Sląska, świetnie wyglądając w pick and rollach z Łączyńskim i Wojciechowskim. Gdy wynik brzmiał 92-94 piłkę stracił Artis (18 pkt. w meczu), którą przechwycił.. Dziewa i od razu podał do Dorna, który chciał zagrać kontratak z Josephem, ale podał wprost w ręce Tavariusa Shine`a na 12 sekund do końca. Sfrustrowany Wojciechowski faulował niesportowo Shine`a (15 pkt. w meczu) i po dwóch trafionych rzutach dalej piłka była po stronie MKS. Po dwóch celnych Roberta Johnsona (20 pkt. w meczu), w odpowiedzi Dziewa ustalił wynik na 94-98.

MKS Dąbrowa Górnicza – Śląsk Wrocław 98:94
Śląsk: Devoe Joseph 18 (4), Aleksander Dziewa 18, Maciej Wojciechowski 14 (1), Kamil Łączyński 13 (3), Clayton Custer 11 (2), Torin Dorn 9, Michał Gabiński 6, Jakub Musiał 3 (1), Andrew Chrabascz 2

Najlepszy zawodnik Śląska:

Aleksander Dziewa – 18 pkt., 7 zb., +6.

Relacje z pozostałych spotkań Śląska:

Śląsk basket #5: ostre rzucanie na inaguracje (z Hydrotruckiem)

Śląsk basket #4: co wiemy po memoriale Adama Wójcika

Śląsk basket #3: dwa sparingi z Pardubicami i trzech debiutantów

Śląsk basket #2: sparingi ze Spójnią i Stalą

Śląsk basket- #1: nowy trener, nowy lider i pierwsi Amerykanie