Do Orlando wraca magia

Po kilku sezonach rozczarowań, widać światełko w tunelu w Drużynie Orlando Magic. Magic nie poradzili sobie z przebudowaniem drużyny po odejściu Dwighta Howarda, niepotrzebnie inwestowali w średniej klasy zawodników, aż wreszcie z szóstym wyborem otrzymali prezent.

W drafcie do było aż sześciu zawodników typowanych w pierwszej trójce draftu, cześć z ekspertów sądziła, że Mo Bamba, będzie wybierany przez Kings, Hawks, a w najgorszym razie przez Grizzlies, którzy oddadzą swój pick np. do Bostonu. Proces budowania zespołu nadal trwa, Danny Ainge czynnie uczestniczy w potencjalnej transakcji czy to Lebrona Jamesa, czy Kawhi Leonarda. Dlatego też był zainteresowany wysokim środkowym.

Bamba ma fantastyczne parametry fizyczne, rozpiętość ramion, jakich nie ma nawet Rudy Gobert. I taki zawodnik ostał się Orlando Magic z numerem szóstym. Gwiazdka z nieba i potencjalnie trzeci wielki center w organizacji po Shaquille O’Nealu i Dwighcie Howardzie. Swoją defensywa przypomina tego drugiego, ale warto wspomnieć, że największe sukcesy ta organizacja miała z wielkim środkowym jako liderem.

Owszem nie można wykluczyć, że Magic wzięli po prostu najlepszy prospekt, aby handlować, Jonathan Isaac ubiegłoroczny wybór miał być środkowym na lata. być może Magic zrealizują swój plan na lato, czyli utrzymają Aarona Gordona i.. pomyślą. Dawno tego nie robili, ale za taki talent spokojnie wspomniani Celtics oddadzą np. Jaylena Browna. Brown, Gordon, Fournier, Isaac i być może Vučević, spadający za rok kontrakt. Piątka z Bambą też jest dobrym rozwiązaniem, bo pozwoli zbudować drużynę w oparciu o zawodnika z potencjałem double-double, który zaczął pokazywać swoje walory ofensywne i zaoszczędzić kasę , która mieliby wydać na przedłużenie Gordona i Vučevićia. Tak czy inaczej, do Magic wróci magia.

32/30 D12

To zaskakujące, że Dwight Howard dwa dni temu zanotował swój top występ w karierze. Kiedy wydawało się, że D12 raczej rozmienia się na grube w kolejnych klubach (25 mln dolarów za ten sezon w Hornets) i daleko mu do gwiazdy formatu All-Star (od czterech lat poza), zagrał na poziomie niedostępnym dla innych.

32 punkty i 30 zbiórek przeciwko Nets, to wynik imponujący nie tylko w karierze D12. Dotychczas jego top mecze, to:

45 punktów, 23 zbiórki w 2012 roku
36 punktów 26 zbiórki w 2016 roku
30 punktów, 19 punktów, 10 bloków w 2008 roku
45 punktów, 19 zbiórek, 8 bloków w 2009 roku

Kilka tygodni temu pisałem o wyczynie Andre Drummonda i jego 27 zbiórek na tle ostatnich 25 lat. Howard zaliczając ich 30, jest jednym z ośmiu zawodników w ostatnich 25 latach. A jeśli dodamy do tego minimum 30 punktów, to jedynie Kevin Love zrobił w ostatnich latach 30/30, w 2010 roku.  A wcześniej, Moses Malone w 1982 roku (38 punktów, 32 zbiórki)!

Wartość (pozaboiskowa) supermena

Czy Dwight Howard się odrodzi w ekipie Jordana? Te pytanie jest zadawane zdecydowanie nieco w cieniu innych: jak zwycięstwa Warriors, trio Thunder czy powrót na tron LeBrona. Czy słusznie?

Dwight Howard wybrany z numerem jeden draftu 2004 od samego początku był kandydatem na super gwiazdę. Kreowany na supermena, naturalny zastępca Shaquille O’Neala miał dominować i prowadzić do sukcesów Orlando Magic niczym jego wielki poprzednik.

Na początku wszystko wskazywało na sukces, nominacje do najlepszych obrońców roku, status super gwiazdy, szczególnie podczas weekendów gwiazd (kulminacja to efektowny i zarazem zwycięski konkurs wsadów z 2008) i wielki sukces w postaci finałów NBA 2009 (jego statystyki z play-off 2009 były na poziomie 20 pkt., 15 zb.).

Do dzisiaj nie wiem jak to się stało, że w konferencji, gdzie Boston Celtics bronili mistrza, a Lebronem wkraczał w swój prime, wygrali Magic. I to z jednymi (4-3 Celtics) i drugimi (4-2 Cavs).

Magic oparci o Hedo Turkoglu, Jameer Nelsonie, Rashardzie Lewisie i właśnie Howardzie wygrali konferencje, wyrównując najlepszy sukces w historii klubu. W odróżnieniu od drużyny z 1994 roku, pełnej talentu (Shaq miał do pomocy top5 Anfernee Hardawaya, mistrzowskiego Horace`a Granta, utalentowanych strzelców Nicka Andersona czy Dennisa Scotta). Howard miał średniej klasy pomocników, co dawało mu status absolutnej super gwiazdy.

To był absolutny szczyt tamtej drużyny, która mimo przyjścia w kolejnym sezonie Vince`a Cartera i Jasona Richardsona za Hedo Turkoglu, osiągnęła jeszcze finał konferencji 2010. Po dwóch kolejnych latach przegrała w pierwszej rundzie, w tym sezon 2011/12, notabene ostatni na Florydzie, gdy Dwight Howard wypadł tuż po All-star, Dwight Howard postanowił dołączyć do drużyny, z którą osiągnie większe sukcesy.

Podobnie jak Shaq, Howard zapragnął wygrywać LA i dołączył do drużyny wraz z podstarzałym Stevem Nashem. Projekt Big 4 (+ Kobe Bryant i Pau Gasol) trwał tylko rok i nie tylko kontuzję zdecydowały o niepowodzeniu. Zresztą tamtą drużyna już na zawsze będzie podawana jako przykład, że grupowanie wielkich zarodników (i wielkiego ego) nie zawsze daje sukces. Oczywiście, kontuzja w ostatnich meczach Kobe Bryanta i jego nieobecność w play-off to główny powód przegrania w pierwszej rundzie z San Antonio Spurs 4-0, ale wszyscy wtedy mieliśmy apetyty na coś wielkiego, konkurencję big3 w Heat.

Howard już po jednym sezonie zmienił Lakers na Rockets ale podobnie jak z Kobe, nie dogadywał się z Jamesem Hardenem. Jego gra polegająca na bardzo dużym atletyzmie (w szczytowej formie był pewnie top3 w historii definicji fizyczności), efektownych wsadach, przed lata przykrywała braki techniczne – wyszkolenie i grę plecami do kosza czy rzuty, szczególnie osobiste.  Innymi słowy, koszykówka się zmieniła, Howard nie, nawiązuje on do starych, wielkich centrów z ta różnica, że w przeciwieństwie do Dawida Robinsona czy Hakeema Olajuwouna nie groził rzutem z 5-6 metrów. Metryka statystyczna co roku była słabsza i od 18 pkt., 12 zb. zeszła w trzecim sezonie do 14 pkt., 12 zb.

Ostatni jego sezon w Hawks, ekipie bez gwiazdy (trudno na poziomie ligi tak definiować Paula Millsapa) pokazał, że owszem w swoim rodzinnym mieście spisywał się lepiej niż w Rockets czy Lakers, ale dalej miał (ma) ego super gwiazdy, którym od 5 lat nie jest.

Jak będzie w Hornets? 13 sezon Dwighta nie będzie ani jego najlepszym, ani najgorszym licząc erę po Magic. Wraca do gry z rozgrywającym formatu All-star (wiadomo – na wschodzie jest dużo łatwiej) i Kemba Walker na pewno będzie dostarczać mu piłkę w odpowiednim poziomie. Moim zdaniem, 15 punktów i 12 zbiórek jest realne, tak samo jak awans do play-off, w których grał zawsze oprócz dwóch pierwszych sezonów (i kontuzji w ostatnim sezonie w Magic).  Howard nie wróci już do poziomu All-star (ostatni występ w 2014), defensywnej piątki ligi (ostatni raz w 2012), top3 piątek sezonu (ostatni raz w 2014). W dalszym ciągu będzie wykręcać cyferki w blokach i zbiórkach (stale w top5 ligi).

Moim zdaniem wartość Supermena sportowo jest dużo większa, niż wartość transferu Atlanty z Houston, gdzie po drugiej stronie byli Marco Belinelli, Miles Plumlee i drugorundowy pick. Wartość poza boiskowa jest znakiem zapytania.