Pierwsze rozkminy po drafcie

Pelicans wygrali Ziona Willamsona. Wiadomość numer jeden opisująca dokładnie co się wydarzyło i gdzie będzie najciekawiej w lato. Mniejszych rzeczy było także kilka, mi się najbardziej podobało, że najsłabsze zespoły dostały po łapach za tankowanie.

  1. Pelicans (33 zwycięstwa w sezonie regularnym) – bezapelacyjny zwycięzca draftu. Generalny Menadżer David Griffin jest pewniakiem, gdy chcesz powalczyć o pierwszy numer draftu (drugi raz przyniósł szczęście, poprzednio w 2014, Cleveland wybrali Andrew Wigginsa). Griffin objął tę funkcję w kwietniu, gdy poprzedni GM Dell Demps nie potrafił przebudować drużyny oddając Anthony Davisa. Davis był przymierzany do Lakers (TUTAJ), mieli dogadaną wymianę w lato z Celtics m.in. za Jasona Tattuma, wreszcie miał iść do Knicks za pierwszy wybór. Kilka godzin po drafcie wiemy, że Davis i tak odejdzie, ale Pelicans dostaną w zamian nie tylko pakiet, ale także (z draftu) Williamsona.
  2. Grizzlies (33) – rok temu spadli z drugiego na czwarte miejsce, tracąc szansę na Lukę Doncicia, kolejna europejską twarz organizacji po braciach Gasol. Wybrali bardzo dobrze – Jaren Jackson Jr. jest utalentowanym podkoszowym, który teraz utrzyma wsparcie od dominującego rozgrywającego Ja Moranta lub utalentowanego strzelca R.J. Barretta. To sprawia, że mogą wymienić Mike`a Conleya i otrzymać w zamian kolejny talent, a następnie przebudować drużynę w oparciu o utalentowanych zawodników.
  3. Knicks (17) – nie mają ani Ziona, ani Davisa. Otrzymali trzeci pick, a ostatnio w top3 byli w 1985 wybierając z jedynką Patricka Ewinga. Otrzymają kogoś z dwójki Morant/Barrett, ale dzisiaj nie jestem pewien, czy wobec ewentualnego pozyskania Kevina Duranta w lecie, pick nie będzie oddawany dalej. Na Knicks był duży hype przed draftem – byli najsłabszą drużyną ligi, jednak zasady draftu się zmieniły i już nie 25 a 14% przysługuje najsłabszym. Mogli mieć gorzej, jak Suns czy Bulls.
  4. Lakers (37) – zwycięzca draftu nr 2, w końcu przesunęli się najwyżej w stosunku do umiejętności. Otrzymali w zamian czwarty wybór, który posłuży im do dalszych wymian. Dzisiaj mają najlepszy pakiet po Anthony Davisa i nie muszą oddawać całego trio Lonzo Ball, Kyle Kuzma i Brandon Ingram. Co więcej, mogą poczekać na rozwój sytuacji i zrobić wymianę z Wizards (Bradley Beal), Phoenix Suns (Devin Booker) czy Grizzlies (Mike Conley) za mniejszy pakiet i wybór nr cztery, dalej posiadając pieniądze w wolnej agenturze.
  5. Cavaliers (19) – oni nie mogli wygrać tego draftu – karma musi wrócić, przecież w latach 2011-2014 wygrywali draft trzykrotnie.
  6. Phoenix Suns (19) – jestem zwolennikiem karencji bo wyborze wysokiego picku, aby wyrównać szanse innych drużyn i przestać nagradzać przegrywanie. Suns z wyborem 6 są dalej w beznadziejnym miejscu, nie wróżę im także powodzenia przy podpisywaniu wolnych agentów.
  7. Chicago Bulls (22) – znowu siódemka (rok temu wybrali Wendella Cartera), która stawia zespół w podobnym położeniu jak Suns.
  8. i 10. Atlanta Hawks (29) – rok temu oddając wybór 3 w zamian za 5 dostali także zastrzeżony wybór Mavericks. Nie poszli do góry i powinni wybrać talent do duetu John Collins / Trae Young. Tam wszystko dzieje się we właściwym kierunku.
  9. Wizards (32) – powinni oddać ten wybór, najlepiej z Johnem Walllem i przekazać berło do Bradleya Beala. Chętni się znajdą, choćby Heat, Hornets, Pistons, czy Timberwolves.

Nowy sezon zaczyna się w środę

Środowa loteria draftu 2019 będzie miała tylko jednego zwycięzcę. Przychodzi do ligi przyszła gwiazda i członek galerii sław, Ziom Willamson, który swoją fizycznością i talentem, dominuje w każdej kolejnej kategorii wiekowej. Dla niego czas na NBA, gdzie wiele drużyn trze kolanami, aby Williamsona wybrać. Twarzy organizacji na 10-15 lat nie wybiera się codziennie, talent porównywany z LeBronem Jamesem, a jego samego określa się jako „bardziej dominujący w powietrzu Charles Barkley”. To musi się udać, dlatego wiele drużyn odpuściło w tym sezonie rywalizacje w lidze, aby zejść jak najniższej. W odwróconej tabeli zwyciężyli Knicks przed Cavs i Suns. Oni mają po 14% szans na zwycięstwo i budowę dynastii. Tuż za nimi kolejno Bulls, Hawks i Wizards, czyli drużyny, które marzą, bo na dzisiaj nagroda w drafcie jest tylko jedna. Hawks teoretycznie pozyskując w wymianie Luka Doncic/Trae Young pick Mavericks, mają spore szanse na dwa dobre wybory (mają tez swój), ale wybór jest chroniony w top5. Dlatego mogą mieć wybory dobre ale nie wybitne.W drafcie jest kilku utalentowanych zawodników: Ja Morant (połączenie Steve’a Francisa z DeAaronem Foxem), R.J. Barrett (połączenie Granta Hilla z Tracym McGradym), Jarrett Culver (Kendall Gill & Paul Pierce), Darius Garland (wyższy Jeff Teague) czy Cameron Reddish (atletyczny Joe Johnson, Rudy Gay), dlatego chwilę po loterii zacznie się dyskusja. Kogo potrzebujemy? czy wybieramy talent czy potrzebę? Dla drużyn pokroju Wizards, Pelicans, Wolves, Lakers (!), czy Heat bardziej opłacalne będzie zrobienie wymiany, aby wrócić do play-offs w kolejnym sezonie. W końcu część zawodników nie poradzi sobie z ligą, treningami, rolą w drużynie lub po prostu z poziomem sportowym, dlatego trafnie nazwano draftu – loterią. NBA w ramach walki z tankowaniem, zmniejszyło szansę na wybór numer jeden najgorszym drużynom, a zwiększyło pozostałym. Różnica pomiędzy 14% szans najgorszych Knicks, a czwartymi Bulls wynosi 1,5% szans, podczas gdy rok temu to było aż 11,3% (odpowiednio 25% vs 13,7%). Dzisiaj wygrać wysoki pick może więcej zespołów, a to sprawia, że nowy sezon dla wielu drużyn zaczyna się w środę, z chwilą loterii.

Precyzyjny cel Magica Johnsona

Stephen Smith, analityk ESPN powiedział dzisiaj:

Jeśli Magic Johnson nie ściągnie LeBrona Jamesa i Paula George’a w lecie, będzie to jego porażka.

Dość ciekawe stwierdzenie, bardzo precyzyjne, bo oprócz wymienienia konkretnych zawodników, jasno precyzuje cel Magica. Ma ściągnąć ich obu.

Paul George urodzil się nieopodal Los Angeles, kibicuje Lakers od dawna i wielokrotnie podkreślał, gdzie chce zagrac. Lebron James z kolei chce wejść w wielki rynek, podobno zapisał swojego syna do szkoły w LA i zna się z Magiciem Johnsonem.

Lakers mają wielkie plany na każde kolejne lato, jednak od pięciu lat nie grali w play-off. Ponadto są najbogatszym zespołem ligi, grało w ich barwach pięciu z dziesięciu najlepszych zawodników wszechczasów (Magic, Kareem, Shaq, Kobe, Wilt), jednak od kilku lat są z dala od wielkiej koszykówki. To bolesny cios dla organizacji, której poprzedni rekord grania poza play-off wynosił dwa sezony (!) – w 1975 i 1976.

Lakers nie idzie też wybieranie wysokich picków, co nie poprawiło bilansu drużyny:

2017 wybrano Lonzo Balla (2) vs np. Jayson Tatum (3)
2016 Brandon Ingram (2) vs Jaylen Brown (3)
2015 D’angelo Russell (2) vs Kripstas Porzingis (4)
2014 Julius Randle (7) vs Zach LaVine (13)

Niby dobre wybory, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że choćby Celtics wybierali lepiej.

Mimo wielkich zapowiedzi, nie trafili do Lakers Russell Westbrook (2018) czy Kevin Durant (2016), dlatego przed Magiciem prawdziwy test.

Wymiany dokonane w trakcie trade deadline sprawiły, że LAL mają budżet na dwóch wysokiej klasy zawodników, bez ubytków kadrowych. Wypisz, wymaluj LBJ i PG13. Jeśli przyjdzie jeden z nich, będzie to za mało nie tylko na Warriors, ale także na Rockets czy Jazz. Lebron i Paul George wiele razy wymieniali uprzejmości, jest chemia i talent. George w serii play-off oprócz świetnych trójek, dałby plaster przy kryciu takich zawodników jak Kevin Durant, Kawhi Leonard, Ben Simmons czy Gordon Hayward.

Magic nie ma zatem wyjścia, bo przez kolejny brak Lakers w play-off może stracić głowę.

Spryciarz Ainge idzie w draft

Danny Ainge od ponad roku chce pozyskać dominującego podkoszowego, czyli powtórzyć manewr z Kevinem Garnettem 2007. Wtedy, w drugą stronę poszedł pakiet zawodników, którzy z perspektywy czasu nie rozwinęli się na miarę talentu: Ryan Gomes, Gerald Green, Al Jefferson, Sebastian Telfair (oraz Theo Ratliff i dwa picki w drafcie). Ainge zaryzykował i sprowadził zawodnika, który został centralną postacią mistrzowskich Celtics, szczególnie w grze po obu stronach parkietu.

Od roku, Gm Celtics marzy się Anthony Davis. Na pewno tegoroczne play-off popsuło mu plany, bo Pelicans zaszli do drugiej rundy. Od minionego lata, przez początek sezonu, Ainge budował narrację wokół ujemnego bilansu Pelicans. Davis miał iść do Celtics za pakiet zawodników, na czele z Al Horfordem, kimś z duetu Jayson Tatum/Jaylen Brown oraz wybory w drafcie. Dzisiaj do tego transferu jest daleko, gdyż Davis nigdzie się nie rusza.

Ostatnie pogłoski o ewentualnym odejściu Karl Anthony-Townsa (TUTAJ) na pewno zainteresowały Celtics. Ainge ma gotowy skład na finały – młodzi zawodnicy mają być lepsi, a do drużyny dołączy dwóch kontuzjowanych All-Starów. Prawdopodobne podpisanie kontaktu przez LeBrona Jamesa z Sixers lub Rockets sprawia, że Ainge musi być ciągle w grze. Bo to, co pozwala eliminować inne zespoły, nie pozwala wygrywać z LeBronem. Na dzisiaj bilans trenera Celtics oraz najlepszego podkoszowego nie wygląda dobrze:

Brad Stevens vs Lebron James 4-12
Al Horford vs Lebron James 4-20

Pogłoski z transferem KATa ucichły, być może do lata, ale kolejnych dostarczył nam draft, w którym jest dwóch zawodników, którzy interesują Ainge`a – DeAndre Ayton oraz Mo Bamba. Szczególnie ten drugi jest do pozyskania, typowany poza top3 czyli do wyciągnięcia choćby przez Memphis Grizzlies. Ponieważ Grizzlies chcą zawodnika tu i teraz (TUTAJ), opcja z oddaniem jednego z dwójki Jayson Tatum/Jaylen Brown może ich zainteresować.

Zatem nie Davis, nie Towns, a Bamba? na pewno będzie tańszy niż wskazana dwójka, co przy powrocie Gordona Haywarda nie osłabi składu. Jeśli spryciarz Ainge postanowił samemu pozyskać podkoszowego na miarę Garnetta, na pewno mu się uda. Tatum, Brown, Rozier, wybór w przyszłym drafcie Kings (chroniony pick 1) lub Grizzlies (chroniony pick 1-8) na pewno zainteresuję którąś z drużyn.

 

Ile jest wart KAT?

Karl Anthony Towns nie może dogadać się z Tom Thibodeau. Tak brzmi pierwsza diagnoza słów Zach Lowe z ESPN o możliwym wyjęciu lidera Wolves. Obojętnie czy powodem jest zwolnienie asystenta Thibsa, czy postawienie na Jimmy Butlera, jako lidera grającego decydujące akcje. Prawdy pewnie się nie dowiemy, ale przyjściu Thibodeau, po sezonie dołączyli do drużyny Jimmy Butler, Taj Gibson i Derrick Rose, co potwierdza, że trener Minnesoty lubi otaczac się zaufanymi żołnierzami.

Od przyjścia do NBA, KAT był kreowany jako przyszła gwiazda ligi – w końcu z numerem jeden w drafcie trafił do Wolves, a następnie zdobył jednogłośnie tytuł najlepszego debiutanta jako piąty w historii:

Ralph Sampson (1984)
David Robinson (1990)
Blake Griffin (2011)
Damian Lillard (2013)

a dodatkowo zawodnik Minnesoty po raz pierwszy od 42 lat (wtedy Buffalo Braves) rok po roku zwyciężył tytuł debiutanta roku (gdyby nie kontuzje Embiida, również Sixers z parą Embiid/Simmons mogliby się pochwalić takim osiągnięciem). KAT rozwijal sis w sposób modelowy, mimi fenomenalny drugi sezon, ze średnimi na poziomie 25 pkt. i 12 zb., co zdarza się zaskakująco rzadko w ostatnich 25 latach:

Shaquille O’Neal 4x
Kevin Love 2x
David Robinson 1x
Tim Duncan 1x
Karl-Anthony Towns 1x
DeMarcus Cousins 1x (w zakończonym sezonie)

Nie ma w tym gronie takich zawodników jak: Hakeem Olajuwon, Charles Barkley, Karl Malone, Patrick Ewing, Alonzo Mourning, Yao Ming, Chris Webber, Dirk Nowitzki, Kevin Garnett czy Dwight Howard. Mamy za to zawodnika, który już w drugim sezonie kręci 25 pkt. i 12 zb.!

Oprócz kwestii lidera, być może chodzi o wpływy w szatni i konieczność podporządkowania się, a być może chodzi o wynik. W trzecim, zakończonym niedawno sezonie, KAT po raz pierwszy wystąpił w All-Star, więc mamy do czynienia z wybitnym talentem, któremu powinna podporządkować się cała organizacja. Tak jest choćby z Anthony Davisem, który po przyjściu DeMarcusa Cousinsa, nadal był centralną postacią Pelicans i po zakończonym sezonie w końcu przestaniemy wysłuchiwać plotek o jego odejściu.

Wynik sportowy jest jednak rozczarowaniem dla Wolves. Długo byli na miejscu dającym rozstawienie w pierwszej rundzie, ostatecznie awansowali dopiero z ostatniego miejsca, przegrywając 1-4 z Houston Rockets. Można powiedzieć – z dużej chmury mały deszcz, jednak średnie Townsa poszły w dół do poziomu 21 pkt. i 12 zb. To w jakimś stopniu może określać jego rolę w zespole po przyjściu Jimmy Butlera. Poniżej różnice w średniej zdobywanych punktach pierwszej liderów Wolves w porównaniu do sezonu wcześniej:

Karl Anthony Towns -3,8 pkt.
Andrew Wiggins -5,9 pkt.
Jimmy Butler -1,7 pkt.
Jeff Teague -1,1 pkt.
Taj Gibson +3,2 pkt.

Towns i Wiggins stracili najwięcej. Może to jest problem, czyli kwestia liczby liderów w drużynie, bo nie każdy może współpracować na miarę Stepha Currego i Kevina Duranta w Warriors, ale tam po rocznej współpracy doszedł tytuł mistrzowski, czyli nieporównywalne osiągnięcie vs ósme miejsce Wolves i prawie sweep w pierwszej rundzie play-off.

Na pewno w grę wchodzą finanse – za chwilę Andrew Wiggins wejdzie w pierwszy z pięciu lat kontaktu 147 mln $, a jeszcze większe pieniądze chciałby Towns. Minnesota od dziesięciu lat nie płaci podatku od luksu. To nie jest klub formatu Knicks, Mavericks czy Lakers, więc będzie musiał wymienić co najmniej Wigginsa. Dodatkowo, KAT odchodząc już teraz, nie traciłby możliwości podpisania tłustego kontraktu z nową drużyną, co stracił swego czasu na przeprowadzce z Kings do Pelicans DeMarcus Cousins.

Dlaczego zatem Wolves chcieliby pozbyć się być może najbardziej utalentowanego zawodnika w historii organizacji (sorry Kevin Garnett)?

  • poprawa chemii w zespole – jasne określenie, kto jest liderem
  • postawienie na obronę – Towns to nie Horford i czasem był z tym problem
  • zaniechanie płacenia podatku od luksusu

Wszystkie te trzy cechy spełnia ewentualna wymiana:

pierwszy wybór w drafcie 2018 Phoenix Suns za Karla-Anthony Townsa

DeAndre Ayton jako środkowy w drużynie Thibsa, to dobry plan, szczególnie finansowy.  Suns pozyskaliby kolegę Devina Bookera z Kentucky, czyli zagwarantowaliby sobie automatyczne przedłużenie kontraktu przez Bookera oraz zaatakowanie od razu play-off. Czy jednak Towns nie jest wart więcej niż kolejną obietnicę, czyli pierwszy pick?

Typuję po loterii – Ayton z jedynką, Doncić do Kings, Grizz handlują

Przed draftem chciałem (TUTAJ), aby draft wygrały drużyny pokroju Pistons, Clippers lub Nuggets, które przy wzmocnieniu wystąpią w najbliższym play-off. Stało się inaczej, jednak jest równie ciekawie. Phoenix Suns stali się czwartą drużyną z rzędu, która posiadając najwięcej szans na zwycięstwo wygrali grali loterię draftu:

2018 – Suns
2017 – Nets (wymieniony do Celtics, a następnie do Sixers)
2016 – Sixers
2015 – Wolves
2014 – Bucks (wybierali 2)
2013 – Magic (wybierali 2)
2012 – Bobcats (wybierali 2)
2011 – Wolves (wybierali 2)
2010 – Nets (wybierali 3)
2009 – Kings (wybierali 4)

Mamy także tradycyjnie więcej przegranych draftu niż wygranych, gdyż apetyty na wygranie loterii lub top3 miało kilka drużyn, które planowały znaleźć swojego najlepszego zawodnika za pięć lat. Owszem takich można znaleźć z dalszymi numerami, ale szansę na perełkę są większe z numerem jeden niż 60, choć z takowym mieliśmy w historii NBA zawodników pokroju Isaiah Thomasa (2011 Kings), Drazena Petrovica (1986 Blazers) lub Michaela Coopera (1978 Lakers).

Suns – pierwsi zwycięscy draftu, również po raz pierwszy w historii wygrali loterię draftu. Dotychczas wybierali dwukrotnie z dwójką, wybierając słabo (1987 Armena Gilliama przed Scottie Pippenem, Kevinem Johnsonem czy Reggiem Millerem oraz 1969 Neala Walka (?). Z jedynką wtedy szli David Robinson i Kareem Abdul-Jabbar, wydaję się, że w tym drafcie też z jedynką pójdzie środkowy DeAndre Ayton, mimo doniesień o ew. naborze Luki Doncicia (TUTAJ).

Kings – drudzy zwycięscy draftu, skok z siódmego miejsca oznacza, że po raz pierwszy od 1991 roku będą wybierać w top3. Ostatnich kilka słabych sezonów Kings nie przekładało się na wysokie picki i w loterii wybierali z miejscami 5-8. Tutaj mogą sięgnąć po zawodnika, którego potrzebują, czyli swojego lidera za pięć lat. Luka Doncić z Bogdanem Bogdanovićem jako przedłużenie GMa Vlade Divaca i Predraga Stojakovica, to może się udać!

Hawks – przesunęli się z czwartego miejsca na trzecie, jednak ich organizację czeka kilkuletnia przebudowa, więc ewentualne wybory Marvina Bagley`a czy Michaela Portera Jr nie zmienią wyniku Hawks w kolejnym sezonie. Prędzej, będą zalążkiem na dobry wynik za trzy, cztery sezony.

Grizzlies – pierwsi przegrani draftu. Chcieli mieli mieć kogoś z pary Ayton/Doncić, dostaną być może franchise playera, ale Marc Gasol nie będzie czekał (a raczej przegrywał) kolejnego sezonu. Uważam, że Grizzlies powinni przehandlować swój pick za zawodnika, który przedłuży historię Conleya i Gasola jako liderów Grizzlies. Zainteresowani powinni być choćby Clippers (Lou Williams, Tobias Harris) lub Heat (Goran Dragic).

Mavericks – bardzo dobra organizacja, która po serii 15 w 16 sezonach awansów do play-off potrzebuję nowych liderów. Najlepiej, aby takim stał się Mo Bamba, którego niektórzy eksperci uznają za najlepszego w perspektywie pięciu sezonów. Współpraca rozgrywającego Dennisa Smitha Jr. z utalentowanym środkowym działa na wyobraźnie, zwłaszcza, że swingmanów na rynku nie brakuje, aby Mark Cuban uzupełnił zespół o wolnych agentów pokroju choćby Tyreke`a Evansa czy Averego Bradley`a.

Magic – liczyli na więcej, ale tak naprawdę, od czasu odejścia Dwighta Howarda w 2012 nie ma tam drużyny. Owszem, Magic potrafią dobrze wybrać w drafcie, ale ich zawodnicy rozwijają się w innych organizacjach – Victor Oladipo, Domantas Sabonis
(Pacers, wcześniej Thunder), Dario Saric (Sixers) i najprawdopodobniej za chwilę Aaron Gordon.

Bulls – zdecydowali się na przebudowę po nieudanym eksperymencie z trio Rajon Rondo, Dwyane Wade i Jimmy Butler. Wydaje się, że wyciągnęli maksa za tego ostatniego, bo trio Kris Dunn, Zach LaVine, Lauri Markkanen to ich nadzieja na przyszłość. Przyszłość na razie bez lidera, którego szukają w drafcie.

Cavaliers to najwięksi przegrani tego draftu. Przede wszystkim, oddając Kyrie Irvinga liczyli na topowy pick Nets, a gdy w trakcie sezony wiadomo było, że się nie uda, liczyli na loterię. W końcu w ciągu czterech draftów (2011-14), wygrali aż trzykrotnie! ostatecznie nie udało się, a wybór ósmy, to wybór najgorszy z możliwych:

Frank Ntilikina (2017)
Marquese Chriss (2016)
Stanley Johnson (2015)
Nik Stauskas (2014)
Kentavious Caldwell-Pope (2013)
Terrence Ross (2012)
Brandon Knight (2011)
Al-Farouq Aminu (2010)
Jordan Hill (2009)
Joe Alexander (2008)
Brandan Wright (2007)

Knicks są prawdopodobnie w największym rozkroku w całej lidze. Pozbawieni w przyszłym sezonie Kristapsa Porzingisa, powinni zanurkować w drafcie niczym San Antonio Spurs w 1997 roku bez Davida Robinsona zanurkowali po Tima Duncana. Z drugiej jednak strony, podpisali Davida Fizdale`a, trenera na lata, który ma wprowadzić Knicks do pierwszych od 2013 play-off. Z numerem dziewięć raczej nie będzie to w kolejnym sezonie.

Sixers – talentu mają aż za dużo i są drugą drużyną, obok Grizzlies, która będzie handlować swoim wyborem. O mały włos, ten wybór miałby go Danny Ainge, gdyż zagwarantował sobie pick zastrzeżony pomiędzy drugim, a piątym wyborem. Wybór Sixers oznacza, że zakończył się proces okradania Nets z picków i największa kradzież w dziejach NBA:

pierwsza runda Nets 2014 – James Young (kto?)
pierwsza runda Nets 2016 – Jaylen Brown
zamiana picków z Nets 2017 – Markelle Fultz wymieniony za m.in. Jayson Tatuma
pierwsza runda Nets 2018 – wymiana z udziałem Kyrie Irvinga

Losy dalszych drużyn i picków zostawię innym, dodam tylko, że na pewno Clippers posiadając 12 i 13 pick będą chcieli iść w górę. 22 czerwca okaże się, jak wybiorą poszczególne drużyny oraz kto wymieni swoje wybory, aby pozyskać zawodnika na tu i teraz.

Niech loterię wygrają Pistons, Clippers lub Nuggets

W nocy z wtorku na środę odbędzie się loteria draftu, która będzie preludium do top3 najciekawszej rzeczy tego lata czyli draftu, obok „The Decision” oraz przebudowy Rockets (TUTAJ). Oczywiście możemy dalej mieć Kawhi drama, ale równie dobrze może się skończyć na przedłużeniu kontraktu za ponad 200 mln $, jak to bywało choćby z Russellem Westbrookiem (TUTAJ).

Nie będę opisywać charakterystyki poszczególnych zawodników, bo od kilku sezonów nie oglądam March Madness. Kiedyś poświęcę na to trochę więcej treści, ale odrzuca mnie brak odzwierciedlenia wyników NCAA i draftu. Tęsknie za rozgrywkami pokroju tych z 2008, kiedy w półfinale Chris Douglas-Roberts wraz z Derrickiem Rose pokonali Russella Westbrooka, Kevina Love i Darrena Collisona, by w finale ulec obronie Kansas z Mario Chalmersem, Brandonem Rushem i Darrellem Arthurem. Dzisiaj brzmi to nieprawdopodobnie.

Poniżej szanse na 1 pick i top3 najbliższego draftu:

1. Phoenix Suns (21-61): Szansa na 1 pick: 25 %. Szansa na top3 pick: 64.2 %
2. Memphis Grizzlies (22-60): Szansa na 1 pick: 19.9 %. Szansa na top3 pick: 55.8 %
3. Dallas Mavericks (24-58): Szansa na 1 pick: 13.8 %. Szansa na top3 pick: 42.6 %
4. Atlanta Hawks (24-58): Szansa na 1 pick: 13.7 %. Szansa na top3 pick: 42.6 %
5. Orlando Magic (25-57): Szansa na 1 pick: 8.8 %. Szansa na top3 pick: 29.1
6. Chicago Bulls (27-55): Szansa na 1 pick: 5.3 %. Szansa na top3 pick: 18.3 %
7. Sacramento Kings (27-55): Szansa na 1 pick: 5.3 %. Szansa na top3 pick: 18.3 %
8. Cleveland Cavaliers (50-32): Szansa na 1 pick: 2.8 %. Szansa na top3 pick: 9.9 %
9. New York Knicks (29-53): Szansa na 1 pick: 1.7 %. Szansa na top3 pick: 6.1 %
10. Philadelphia 76ers (52-30) lub Boston Celtics (55-27) jak będzie pick od 2 do 5: Szansa na 1 pick: 1.1 %. Szansa na top3 pick: 4.0 %
11. Charlotte Hornets (36-46): Szansa na 1 pick: 0.8 %. Szansa na top3 pick: 2.9 %
12. L.A. Clippers (42-40) lub Detroit Pistons (39-43) jak będzie pick od 1 do 4: Szansa na 1 pick: 0.7 %. Szansa na top3 pick: 2.5 %
13. L.A. Clippers (42-40): Szansa na 1 pick: 0.6 %. Szansa na top3 pick: 2.2 %
14. Denver Nuggets (46-36): Szansa na 1 pick: 0.5 %. Szansa na top3 pick: 1.8 %

W drafcie wg ekspertów, faworytem jest środkowy DeAndre Ayton przed Luką Donciciem i Jarenem Jacksonem Jr. Phoenix wygrywając loterię wybiorą Doncicia (TUTAJ), pozostałe drużyny wybiorą Aytona. Być może niektóre drużyny, niczym Boston Celtics 2017 wymienią swój pierwszy wybór za inny, plus cenny nabytek. Celtics przypadku oddali Markelle Fultza za Jaysona Tatuma i prawdopodobnie pierwszy pick Kings 2019 (wow!).

Drużyny przed draftem możemy podzielić na te, które szukają swojego najlepszego zawodnika za pięć lat (Grizzlies, Mavericks, Hawks, Magic, Bulls, Kings, Hornets, Clippers) oraz te, które mają już lidera, ale potrzebują czegoś więcej, gdyż bez wzmocnień ich lider odejdzie (Suns, Cavaliers, Knicks, Pistons, Nuggets).

Pamiętam poprzednie drafty – jeśli słaba drużyna wybiera najlepszego zawodnika, zawsze 2-3 lata czekamy na jego występ w play-off (Anthony Davis, Karl-Anthony Towns, Kyrie Irving). Oczywiście czasem 1,7% szans da pierwszy pick (Derrick Rose), albo drużyna z potencjałem na drugą rundę, po sezonie tankowania wygra draft (Tim Duncan), dzięki czemu w play-off możemy od razu oglądać najlepszych zawodników. Najlepsza trójka debiutantów tego sezonu miała swoje momenty w tegorocznym play-off, dlatego bardziej się skłaniam, aby Ben Simmons trafił do Joela Embiida, Donovan Mitchell do play-offowych Jazz, a Jayson Tatum do Celtics, finalistów wschodu.

Nie chcę ciągle nagradzać drużyn za tankowanie i nieudolność przy swoich wyborach, jak choćby Orlando Magic, którzy marnowali swoje wybory nie poznając się na talencie Vicora Oladipo (2 pick 2013) lub wybierając Mario Hezonję (5 pick 2015). Niech takie organizacje budują spokojnie drużyny bez DeAndre Aytona czy Luki Doncicia, ale o Jarena Jacksona Jr, lub Marvina Bagley`a III. Chciałbym, aby któraś z drużyn pokroju Pistons, Clippers czy Nuggets przeskoczyła do top3 i sięgnęła po wielki talent. Bo najlepszych graczy tego draftu chciałbym widzieć od razu w play-off.