To nie Durant będzie najlepszym dostępnym zawodnikiem

Play-off jak co roku burzą rankingi, układy – jedni wychodzą zwycięsko, inni trafiają w proces przebudowy. Zwykło się mówić, że to czas, kiedy odróżnia się chłopców od mężczyzn, a dobre drużyny od wielkich. Obecne rozgrywki mają kilku bohaterów – Giannisa Antetokounmpo, Damiana Lillarda, Nikolę Jokicia, Kevina Duranta, a ostatnio także Stephena Currego. Wszystkich przebija Kawhi Leonard, największa gwiazda obecnych play-off.To, że tak dobry zawodnik przyszedł do Raptors rok temu to ogromne osiągnięcie Masai Ujiriego. Raptors pozyskali MVP finałów 2014 za swojego najlepszego zawodnika DeMara DeRozana i rozbili znakomicie rozumiejący się (grali wspólnie sześc sezonów) duet Kyle Lowry/Demar DeRozan. Ujiri zagrał va banque, pozyskując potencjalnie najlepszego ‚two-way playera’ ligi, ale przede wszystkim zawodnika, który stracił cały sezon z powodu kontuzji mięśnia czworogłowego oraz konfliktu z klubem. Dla organizacji Spurs ówczesny konflikt był czymś nowym, z dzisiejszej perspektywy stracili wtedy status contendera.Spurs po odejściu na emeryturę Tima Duncana szukają tożsamości, nowego lidera. Dwadzieścia lat temu status ten przejął z marszu (w pierwszym sezonie zagrał w All-Star, w trzecim był MVP) Tim Duncan, który był fundamentem Spurs będących stale w gronie pięciu najlepszych drużyn ligi. Potencjalnie takim zawodnikiem jest Kawhi Leonard, ale ten poczuł się zaniedbany i błędnie diagnozowany, czego efektem było rozegranie jedynie dziewięciu spotkań w minionym sezonie, a pozostały czas stracił na leczenie i rehabilitacje, choć podobno był gotowy do gry. W lecie Leonard trafił do Raptors, którzy po ustanowieniu rekordu zwycięstw (59) w sezonie regularnym, przegrali 0-4 z Cavaliers. Trzęsienie ziemi to odejście trenera Dwayne’a Casey’go (trenera roku) i lidera DeMara DeRozana. W zamian Raptors otrzymali nieprawdopodobny skarb, bowiem w obecnych playoff Kawhi pokazał, że jest najbardziej utalentowanym zawodnikiem w historii organizacji (sorry Vince Carter) – rzuca, broni, jest clutch. Jego fenomenalny buzzer beater nad Joelem Embidem, będzie symbolem play-offs 2019.W konferencji zachodniej, Kevin Durant dominował w seriach z Clippers i Rockets. Niespodziewanie nabawił się kontuzji prawej łydki dwie minuty przed końcem trzeciej kwarty piątego meczu z Rockets. Warriors zwyciężyli, grając bez swojego lidera, w kolejnym spotkaniu eliminując Rockets. Dzisiaj możemy powiedzieć, że zakończona seria to koniec drużyny, która w minionym sezonie wygrała 65 spotkań w sezonie regularnym. Trzy przegrane serie z Warriors w ostatnich czterech sezonach, wielkie kontrakty zawodników, którzy w decydujących meczach nie są w stanie pomoc Jamesowi Hardenowi (Chris Paul 11 punktów w piątym meczu, Eric Gordon dziewięć punktów w szóstym meczu, Clint Capela i P. J. Tucker wspólnie cztery punkty w meczu otwierającym serie) oznaczają konieczność dodania świeżej krwi. Oczywiście, Rockets w sprzyjających okolicznościach dalej są w stanie osiągnąć finał konferencji, ale bez drugiej opcji dla Hardena to będzie maksimum. Tych zmian nie potrzeba w Warriors. Zadziwiające jest to, jak serie z Portland dominuje Steph Curry. A Splash brothers rzucili kolejno łącznie 62, 61 i 55 punktów, do tego wrócił dawny Draymond Green, wspaniałe broniący i zaliczający triple Double w meczu numer trzy (20 pkt., 13 zb., 12 as.). Zadziwiająca jest dysproporcja gry Currego i Greena z Durantem i bez.Licząc piąty nieszczęsny mecz, gdy KD złapał kontuzje, Warriors na tym etapie są 5-0. Dominują przeciwników grą, która kilka lat temu pozwoliła osiągnąć 73 zwycięstwa w sezonie regularnym. Grają swoje, mimo upływu lat oraz utraty role players. Powrót Kevina Duranta jest prognozowany na finał ligi, a w tym czasie nie wytrzymuje ciśnienia w social media, wdając się w wojenki z fanami. Nagle nie tylko Seth Curry uważa, że Warriors bez Duranta są lepszą drużyną. Dwukrotny MVP finałów nie jest im potrzebny? Tak grzmiał Draymond Green, nazywając w listopadzie KD ‚bitch’, dodając, że wygrywali także bez niego. I wygrywają!W lecie będzie kilka interesujących nazwisk na rynku wolnych agentów, ale z uwagi na kontuzje (DeMarcus Cousins), spory zawód (Kyrie Irving), dla Knicks, Nets, Clippers i Lakers liczyć się będą tylko Kawhi Leonard i Kevin Durant. Reszta zawodników na czele z Klayem Thompsonem, Jimmy Butlerem i Kembą Walkerem będzie nagroda pocieszenia. Gdy rok temu Durant dominował finały, zastanawialiśmy się, co wybierze – tytuły czy legacy, bo w jego przypadku dołączenie do Warriors cały czas jest pójściem na skróty. W tym czasie Kawhi (po krótkiej przerwie) wrócił do grona trzech najlepszych zawodników. Jeden i drugi marzą o przejęciu od LeBrona Jamesa tytułu najlepszego, choć wiadomo, że jest jeszcze Giannis Antetokounmpo. Kto zatem powinien trafić do drużyny, która najpóźniej w drugim sezonie ma zagrać w finale konferencji? Bo tacy zawodnicy będą celować tylko w grę o najwyższe cele. Po dzisiejszym zwycięstwie Raptors z Bucks, dającym oddech na 1-2, śmiem twierdzić, że Leonard będzie lepszym wyborem. Gdy odejdzie, Raptors wrócą do roli średniaka z dużymi kontraktami:

Kyle Lowry $33,296,296
Marc Gasol $25,595,700
Serge Ibaka $23,271,604
Norman Powell $10,116,576

Warriors z kolei bez Duranta mają swoją historię, w końcu wygrywali bez niego. Który z nich sprawia, że zespół jest lepszy? Czy to nie tego będą szukać kluby z Los Angeles i Nowego Jorku?

Jimmy drama

Gdy w nocy poprzedniego draftu Bulls wymieniali Jimmy Butlera do Timberwolves za Zacha LaVine’a, Krisa Dunna i siódmy pick, wszyscy byli zgodni – Bulls przegrali tę wymianę i minie kilka sezonów, kiedy wrócą do play-offs. Wolves tymczasem pozyskali zawodnika top15 (TUTAJ), który wspólnie z Karl-Anthony Townsem miał dać pierwszą ósemkę. Przez niemal cały sezon to się udawało, drużyna balansowała między 3 a 6 miejscem (mimo, że Jimmy rozegrał zaledwie 59 meczów), jednak gorsza końcówka (oraz niesamowita konkurencja) sprawiła, że spadli na ósme miejsce, choć do wymarzonego trzeciego brakowało dwóch (!) zwycięstw. Efekt był taki, że zamiast grać z Pelicans (6), zagrali z Warriors (1), co uwypukliło tarcia w drużynie (TUTAJ) – wiadomo, po porażkach dowiadujemy się więcej.

Ostatnie doniesienia z obozu Jimmy`ego Butlera są takie, że poprosił o wymianę, najlepiej z udziałem Knicks, Nets lub Clippers. Ewidentnie szuka wspólnej gry ze swoim przyjacielem Kyrie Irvingiem, ale także kusi go gra u Jerrego Westa w Clippers, być może u boku Kawhi Leonarda. O tym, że nie ma sentymentów w NBA mówił przy okazji wymiany DeMar DeRozan:

Mówią ci jedno, a rezultat jest inny. Nie możesz im ufać. Nie ma lojalności w tej grze. Sprzedadzą cię szybko za tyle co nic. Wkrótce zrozumiecie

dlatego Butler może podzielić los Leonarda i wylądować w miejscu, gdzie nie planował grać. Jest kilka drużyn, które zaryzykują dobry pakiet za drugiego najlepszego two-way playera w lidze.

Mówią, że kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Z perspektywy nieudanego transferu Butlera, zastanawiające jest to, gdzie byłaby Minnesota dzisiaj. Po letniej wymianie role dotychczasowych liderów zostały zmniejszone, a pakiet oddany do Bulls był wartościowy. Gdyby nie tamta wymiana, dzisiaj piątkę Wolves stanowiliby Chris Dunn, Zach LaVine, Andrew Wiggins, Lauri Markanen i Karl-Anthony Towns. Młoda, głodna gry drużyna mogłaby zamieszać na zachodzie. Pewnie play-off nie przyszedłby od razu, ale mam przeczucie, że dla Wolves poprzedni sezon to jedynie jednorazowy strzał. Bez swojego lidera (sorry KAT), Wolves mogą stać się znowu przeciętniakami, a jak wiemy frustracja zawodników brakiem sukcesów narasta i żaden All-star nie będzie czekać kilku sezonów na grę o coś. Oczywiście, Towns może rozwinąć swój wielki talent (TUTAJ) do rozmiarów Anthony Davisa i samemu poprowadzić do sukcesów. Nie zapominajmy, że może się też skończyć jak u Kevina Love, czyli druga/trzecia opcja w innej drużynie.

Koniec Kawhi drama

Najdziwniejszy transfer NBA za nami, kluby zamieniło w sumie czterech zawodników:

Kawhi Leonard i Danny Green za Demara DeRozana, Jakoba Poeltla i zastrzeżony pick pierwszej rundy draftu 2019.

Spurs nie mieli za dużo argumentów w potencjalnych wymianach, gdyż w pewnym momencie drogi Leonarda i jego organizacji się rozeszły i trzeba było minimalizować straty. Kiedy najwięksi gracze Lakers, Celtics i Sixers się wycofali, Spurs uzyskali top15 ligi, który przy większym rynku ma szansę na awans do top10.

DeMar Derozan to gracz drugiej piątki poprzedniego sezonu, rok wcześniej nawet piąty strzelec ligi. Co prawda, nie trafił na większy rynek, ale do trenera, który ma status wybitny. Popovich trenował już DeRozana na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Znają wiec siebie i swoje metody. DeRozan nie jest typem showmana, człowieka robiacego szum wokół siebie (pozdro Russell Westbrook), dlatego pierwszą jego reakcją była niechęć. Dziewięć spędzonych lat w jednym klubie, gdzie kontrkandydat na gwiazdę – Kyle Lovry jest zarazem jego największym przyjacielem. Popovich na pewno ma świadomość tego wszystkiego i trudno ocenić ten trade inaczej, niż wygrany dla Spurs.

Toronto Raptors dokonało drugiego kluczowego ruchu tego lata. Najpierw pożegnali się z trenerem roku Dwayne’m Casey, a teraz oddali swojego franchise playera. Trudno o większą katastrofę. A jednak, może ona mieć miejsce, bo ich nowy gracz, potencjalnie top4 ligi nie chce grać w Toronto. I jego słów bym nie lekceważyl, gdyż mam przeczucie, że zatargi z klubem i upartość sprawiły, że opuścił on niemal cały poprzedni sezon. Tony Parker mówił w końcu, że jego kontuzja była poważniejsza.

Raptors liczą, że Kawhi zagra chociaż o kontrakt. Zdrowy, w formie to zawodnik dużo lepszy niż DeRozan, najlepszy two-way player w lidze. Czyli potencjalnie najlepszy zawodnik wschodu. Jednak plan Raptors nie dotyczy tylko tego sezonu. Chcą iść drogą Oklahomy i Paula George’a, który też (podobnie jak Kawhi) deklarował miłość do Los Angeles Lakers, a tymczasem podpisał po roku cztery lata przedłużania.

Nie można wcale wykluczyć podobnego scenariusza, gdyż Rapors w innych realiach tą wymianą by się wzmocnili. A mówimy o najlepszej drużynie sezonu regularnego na wschodzie. Ze wschodu odszedł LeBron James, do tego Celtics mają przepychanki kadrowe (#Smart, #KyrieButler), a Sixers mogą jeszcze nie dojechać. Taki scenariusz może rzeczywiście sprawić, że Kawhi będzie chciał zostać i wygrywać.

Jesli Kawhi nie zostanie, Raptors czeka przebudowa tylko z jednym wysokim kontraktem (Kyle Lowry), a nie dwoma, bo 27,7 mln $/rok przez najbliższe trzy lata, DeRozanowi płacic będą Spurs.

Stara koszykarska prawda mówi, że jeśli możesz pozyskać All-Stara, to go pozyskujesz. Dlatego nie ma co się dziwić, że zarówno Spurs i Raptors zaryzykowali. Półtora roku temu zaryzykowali Pelicans z Cousinsem i się nie udało, rok temu Thunder z Georgem i jest na plus. Ciekawe jak będzie teraz.

[ranking] Top7 SG w NBA

Idę za ciosem, kolejna pozycja do omówienia, tym razem SG. Niestety nie tak mocna jak 10 lat temu, kiedy występowali tacy zawodnicy jak Kobe, Iverson, Allen, Carter, McGrady, Johnson, Gordon, Redd czy Hamilton. Ale zawsze 🙂

  1. James Harden – najlepszy w punktach i asystach za poprzednie rozgrywki. Więcej argmentów nie potrzeba.
  2. Klay Thompson – mimo przyjścia Kevina Duranta, nadal rzuca przeciętnie 22 punkty, będąc od czterech sezonów w dziesiątce najlepszych rzucających pod względem % rzutów za trzy punkty. Śmiem twierdzić, że w 20 drużynach NBA, Klay byłby pierwszym strzelcem. W GS jest trzecim.
  3. DeMar DeRozan – 27 punktów na mecz, czyli piąte miejsce w lidze, trzecia piątka ligi. Te dwie dane sprawiają, że mówimy o zawodniku ze ścisłego top, który rok w rok się poprawia. DeMar jest gotów do gry o najwyższą stawkę, rok temu był w finale konferencji, a brak wzmocnień Raptors sprawia, że Toronto będzie dla niego za małe. Zwracam uwagę jedno-wymiarowość DeRozana, czyli zaledwie 33 trafione trójki w poprzedni sezonie. James Harden może mieć tyle w max 10 meczów.
  4. CJ McCollum – trzeci sezon (dwa lata temu) zakończył jako zawodnik, który poczynił największe postępy, a drużynowo był w drugiej rundzie play-off. Czwarty sezon, a zarazem miniony był potwierdzeniem wysokich umiejętności CJ, co potwierdzają statystyki – średnio 23 punkty w meczu. McCollum jest w ścisłej topce na swojej pozycji, ale żeby nawiązać do kolegów wyżej, potrzebuje konkretnych nominacji – pierwsze piątki ligi, nominacje do meczów gwiazd, pierwsza dziesiątka statystyk. Bez tego, czwarte miejsce jest trochę miejscem nad wyrost.
  5. Bradley Beal – ostatnie zdanie dotyczące McColluma, można też przypiąć Bealowi. Wszyscy doceniają jego grę, ale potrzebuje jednego sezonu aby wskoczyć do grona top. Bradley, podobnie jak McColluma nie był w najlepszych piątkach, czy statystycznych topkach. Chyba najwyższa pora.
  6. Andrew Wiggins – pierwszy numer w drafcie, nagroda najlepszego debiutanta, co roku lepszy o kilka punktów, ale to wszystko. Trzy sezony poza play-off sprawiają, że średnia Andrew wynosząca 23,6 punktów nikogo nie zachwyca. W tym sezonie statystycznie będzie miał trudniej; do Wolves przyszło dwóch nowych zawodników pierwszej piątki – Jeff Teague i Jimmy Butler, co ograniczy kontakt z piłką i ilość rzutów. Ciekawe, bo cała trójka słabo rzuca za trzy punkty, a ponieważ omawiam Wigginsa, daję go za ten element niżej niż Beal czy McCollum, mimo większych możliwości i talentu.
  7. Devin Booker – po dwóch pierwszych sezonach wiadomo, ze Booker zdominuje pozycję SG na lata. To maszynka do zdobywania punktów, a wizytówką 70 punktów przeciwko Celtics. Devin urodzony 30 października 1996, nie miał wtedy nawet 21 lat. Oczywiście, mnóstwo elementów musi poprawić, ale c`mon. To jeszcze dzieciak.

Blisko listy, choć naprawdę daleko był Nicolas Batum. Bardziej go doceniam w roli „two-way player” ze średnimi 15/6/6, niż jako strzelca. W końcu to kategoria shooting guards.