Rekordy trójek w NBA per drużyna

5 stycznia zmierzyli się ze sobą Sacramento Kings oraz Golden State Warriors. Z pozoru mecz jakich wielu, jednak właśnie w tym meczu pobity został rekord trafionych rzutów za trzy. Od kilku lat w NBA króluje atak, zmieniają się proporcje pomiędzy zdobywanymi punktami za 2 i 3, dlatego kolejne rekordy nie powinny nikogo dziwić. We wspomnianym meczu, Kings trafiili 20, a Warriors 21 trójek. Patrząc jednak na najlepsze osiągnięcia drużynowe, 41 trójek jest jak najbardziej do pobicia. Po prostu w odpowiednim czasie muszą się ze sobą spotkać dwie, utalentowane drużyny. Dlaczego do pobicia? bo 19 grudnia 2018 Houston Rockets trafili 26 trójek, co sprawia, że łączna liczba nawet 50 trafień za chwilę nie będzie nikogo dziwić. Poniżej zestawienie rekordów kolejnych drużyn:

26 Houston Rockets
25 Cleveland Cavaliers
24 Golden State Warriors, Denver Nuggets, Brooklyn Nets, Boston Celtics
23 Orlando Magic, Detroit Pistons,
22 Milwaukee Bucks, Los Angeles Clippers, Atlanta Hawks, Dallas Mavericks, Phoenix Suns
21 Portland Trail Blazers, Toronto Raptors, Miami Heat
20 Utah Jazz, Oklahoma City Thunder, New York Knicks, San Antonio Spurs, Charlotte Hornets, Sacramento Kings, Minnesota Timberwolves
19 New Orleans Pelicans, Indiana Pacers, Los Angeles Lakers
18 Chicago Bulls, Washington Wizards, Philadelphia 76ers
16 Memphis Grizzlies

dla przypomnienia, Klay Thompson trafił w październiku 2018 z Chicago 14 trójek.

Wolna agentura 2019 – o pompowaniu balonika

Rynek wolnych agentów wygląda imponująco (TUTAJ), jednak mam wrażenie, że NBA grzeje nas nieadekwatnie do ewentualnych wydarzeń. Owszem, Kevin Durant, Kawhi Leonard czy Kyrie Irving wyglądają ciekawie, ale praktyka pokazuje, że nigdy wszyscy najważniejsi agenci nie zmieniają swojej przynależności klubowej. Na przestrzeni ostatnich 10 lat, mieliśmy kilka zmian, które wpłynęły na ligę:

2010 LeBron James i Chris Bosh do Heat
2012 Ray Allen do Heat
2014 LeBron James do Cleveland
2016 Kevin Durant do Warriors
2018 LeBron James do Lakers

czyli oprócz jednej zmiany, wszystkie dotyczyły LeBrona Jamesa bezpośrednio lub pośrednio. Obecnie nawet ewentualna wspólna wizja gry Kyrie Irvinga i Jimmy Butlera w Knicks lub Nets nie zmieni znacząco ligi. Jesteśmy rok po połączeniu się talentów w Oklahomie i trio Russell Westbrook/Paul George/Carmelo Anthony już nie ma, za Melo jest Dennis Schröder, ale to nie zmieni układu sił.

Układ sił od kilku lat jest jasny, przestańmy mówić o kluczowych zmianach w wolnej agenturze, jeśli cztery ostatnie finały to były rywalizacje LeBrona Jamesa z Golden State Warriors. Nawet pojedynki Celtics z Bryantem na przełomie dziesięciolecia, wcześniej Pistons ze Spurs, albo klasyczne zestawienie Michael Jordan vs Karl Malone to zaledwie dwie serie finałowe.

Rok temu siedmiu zawodników All Star zmieniło klub podczas wolnej agentury lub wymiany:

Paul George (Pacers -> Thunder)
Carmelo Anthony (Knicks -> Thunder)
Isaiah Thomas (Celtics -> Cavaliers)
Kyrie Irving (Cavaliers -> Celtics)
Gordon Hayward (Jazz -> Celtics)
Paul Millsap (Hawks -> Nuggets)
Jimmy Butler (Bulls -> Wolves)
Chris Paul (Clippers -> Rockets)

który z w/w istotnie wpłynął na układ sił? Thunder odpadli ponownie w pierwszej rundzie, nowe gwiazdy Celtics były kontuzjowane, Thomas został oddany dalej (do Lakers), a Nuggets ponownie nie weszli do play-off. Jedynie Wolves awansowali do pierwszej rundy, ale przy rozkwicie talentu Karl-Anthony Townsa, prawdopodobnie taki awans mieliby w ciągu 2 lat bez podpisywania Butlera. Wygląda na to, że jedynie pozyskanie Chrisa Paula przez Rockets na chwile zmieniło układ. Mieliśmy przez moment cień nadziei za sprawą sezonu regularnego i wygranych 65 spotkań, że Warriors mogą przegrać. Ostatecznie wyszło jak zawsze, jedni mówią, że za sprawą kontuzji Chrisa Paula, inni szczęścia (7/44 za trzy w siódmym meczu), a ja powiem przewagą talentu Warriors.

Dlatego nie miejmy złudzeń – za rok niewiele się zmieni, szczególnie patrząc na trendy z obecnego lata, gdzie większość zawodników podpisała przedłużenia (Durant, Paul, George, Capela, Gordon), a oprócz wymienionego LeBrona Jamesa, kluby zmienili tacy zawodnicy jak DeAndre Jordan, DeMarcus Cousins czy Julius Randle. Najczęściej z powodu braku chęci przepłacania środkowych (TUTAJ).

Typuję po loterii – Ayton z jedynką, Doncić do Kings, Grizz handlują

Przed draftem chciałem (TUTAJ), aby draft wygrały drużyny pokroju Pistons, Clippers lub Nuggets, które przy wzmocnieniu wystąpią w najbliższym play-off. Stało się inaczej, jednak jest równie ciekawie. Phoenix Suns stali się czwartą drużyną z rzędu, która posiadając najwięcej szans na zwycięstwo wygrali grali loterię draftu:

2018 – Suns
2017 – Nets (wymieniony do Celtics, a następnie do Sixers)
2016 – Sixers
2015 – Wolves
2014 – Bucks (wybierali 2)
2013 – Magic (wybierali 2)
2012 – Bobcats (wybierali 2)
2011 – Wolves (wybierali 2)
2010 – Nets (wybierali 3)
2009 – Kings (wybierali 4)

Mamy także tradycyjnie więcej przegranych draftu niż wygranych, gdyż apetyty na wygranie loterii lub top3 miało kilka drużyn, które planowały znaleźć swojego najlepszego zawodnika za pięć lat. Owszem takich można znaleźć z dalszymi numerami, ale szansę na perełkę są większe z numerem jeden niż 60, choć z takowym mieliśmy w historii NBA zawodników pokroju Isaiah Thomasa (2011 Kings), Drazena Petrovica (1986 Blazers) lub Michaela Coopera (1978 Lakers).

Suns – pierwsi zwycięscy draftu, również po raz pierwszy w historii wygrali loterię draftu. Dotychczas wybierali dwukrotnie z dwójką, wybierając słabo (1987 Armena Gilliama przed Scottie Pippenem, Kevinem Johnsonem czy Reggiem Millerem oraz 1969 Neala Walka (?). Z jedynką wtedy szli David Robinson i Kareem Abdul-Jabbar, wydaję się, że w tym drafcie też z jedynką pójdzie środkowy DeAndre Ayton, mimo doniesień o ew. naborze Luki Doncicia (TUTAJ).

Kings – drudzy zwycięscy draftu, skok z siódmego miejsca oznacza, że po raz pierwszy od 1991 roku będą wybierać w top3. Ostatnich kilka słabych sezonów Kings nie przekładało się na wysokie picki i w loterii wybierali z miejscami 5-8. Tutaj mogą sięgnąć po zawodnika, którego potrzebują, czyli swojego lidera za pięć lat. Luka Doncić z Bogdanem Bogdanovićem jako przedłużenie GMa Vlade Divaca i Predraga Stojakovica, to może się udać!

Hawks – przesunęli się z czwartego miejsca na trzecie, jednak ich organizację czeka kilkuletnia przebudowa, więc ewentualne wybory Marvina Bagley`a czy Michaela Portera Jr nie zmienią wyniku Hawks w kolejnym sezonie. Prędzej, będą zalążkiem na dobry wynik za trzy, cztery sezony.

Grizzlies – pierwsi przegrani draftu. Chcieli mieli mieć kogoś z pary Ayton/Doncić, dostaną być może franchise playera, ale Marc Gasol nie będzie czekał (a raczej przegrywał) kolejnego sezonu. Uważam, że Grizzlies powinni przehandlować swój pick za zawodnika, który przedłuży historię Conleya i Gasola jako liderów Grizzlies. Zainteresowani powinni być choćby Clippers (Lou Williams, Tobias Harris) lub Heat (Goran Dragic).

Mavericks – bardzo dobra organizacja, która po serii 15 w 16 sezonach awansów do play-off potrzebuję nowych liderów. Najlepiej, aby takim stał się Mo Bamba, którego niektórzy eksperci uznają za najlepszego w perspektywie pięciu sezonów. Współpraca rozgrywającego Dennisa Smitha Jr. z utalentowanym środkowym działa na wyobraźnie, zwłaszcza, że swingmanów na rynku nie brakuje, aby Mark Cuban uzupełnił zespół o wolnych agentów pokroju choćby Tyreke`a Evansa czy Averego Bradley`a.

Magic – liczyli na więcej, ale tak naprawdę, od czasu odejścia Dwighta Howarda w 2012 nie ma tam drużyny. Owszem, Magic potrafią dobrze wybrać w drafcie, ale ich zawodnicy rozwijają się w innych organizacjach – Victor Oladipo, Domantas Sabonis
(Pacers, wcześniej Thunder), Dario Saric (Sixers) i najprawdopodobniej za chwilę Aaron Gordon.

Bulls – zdecydowali się na przebudowę po nieudanym eksperymencie z trio Rajon Rondo, Dwyane Wade i Jimmy Butler. Wydaje się, że wyciągnęli maksa za tego ostatniego, bo trio Kris Dunn, Zach LaVine, Lauri Markkanen to ich nadzieja na przyszłość. Przyszłość na razie bez lidera, którego szukają w drafcie.

Cavaliers to najwięksi przegrani tego draftu. Przede wszystkim, oddając Kyrie Irvinga liczyli na topowy pick Nets, a gdy w trakcie sezony wiadomo było, że się nie uda, liczyli na loterię. W końcu w ciągu czterech draftów (2011-14), wygrali aż trzykrotnie! ostatecznie nie udało się, a wybór ósmy, to wybór najgorszy z możliwych:

Frank Ntilikina (2017)
Marquese Chriss (2016)
Stanley Johnson (2015)
Nik Stauskas (2014)
Kentavious Caldwell-Pope (2013)
Terrence Ross (2012)
Brandon Knight (2011)
Al-Farouq Aminu (2010)
Jordan Hill (2009)
Joe Alexander (2008)
Brandan Wright (2007)

Knicks są prawdopodobnie w największym rozkroku w całej lidze. Pozbawieni w przyszłym sezonie Kristapsa Porzingisa, powinni zanurkować w drafcie niczym San Antonio Spurs w 1997 roku bez Davida Robinsona zanurkowali po Tima Duncana. Z drugiej jednak strony, podpisali Davida Fizdale`a, trenera na lata, który ma wprowadzić Knicks do pierwszych od 2013 play-off. Z numerem dziewięć raczej nie będzie to w kolejnym sezonie.

Sixers – talentu mają aż za dużo i są drugą drużyną, obok Grizzlies, która będzie handlować swoim wyborem. O mały włos, ten wybór miałby go Danny Ainge, gdyż zagwarantował sobie pick zastrzeżony pomiędzy drugim, a piątym wyborem. Wybór Sixers oznacza, że zakończył się proces okradania Nets z picków i największa kradzież w dziejach NBA:

pierwsza runda Nets 2014 – James Young (kto?)
pierwsza runda Nets 2016 – Jaylen Brown
zamiana picków z Nets 2017 – Markelle Fultz wymieniony za m.in. Jayson Tatuma
pierwsza runda Nets 2018 – wymiana z udziałem Kyrie Irvinga

Losy dalszych drużyn i picków zostawię innym, dodam tylko, że na pewno Clippers posiadając 12 i 13 pick będą chcieli iść w górę. 22 czerwca okaże się, jak wybiorą poszczególne drużyny oraz kto wymieni swoje wybory, aby pozyskać zawodnika na tu i teraz.

Finały konferencji, czyli czas rewanży

Zakończone półfinały konferencji zakończyły etap zaskakiwań w NBA. Przez cały sezon mieliśmy zmiany w tabeli, grę ponad stan i rozczarowania – zespołowe i indywidualne. Podobnie wyglądała pierwsza runda i odpadnięcie wyżej rozstawionych Portland Trail Blazers oraz Oklahoma City Thunder. Ostatecznie w finale konferencji zarówno wschodu, jak i zachodu spotkają się drużyny, które typowaliśmy do finału przed sezonem – Celtics z Cavaliers oraz Rockets z Warriors.

Pojedynek drużyny z Bostonu z LeBronem Jamesem niestety z uwagi na kontuzję liderów Celtics (Kyrie Irving i Gordon Hayward) nie zapowiada się tak, jakby mógł. Cavaliers po znokautowaniu rozstawionych z jedynką Raptors, idą po swoje, czyli czwarty z rzędu finał ligi. W Bostonie mimo osłabień, są rewelacją play-off, a eksperci typowali ich odpadnięcie zarówno z Bucks jak i Sixers. Celtów prowadzi  nieformalnie najlepszy trener NBA Brad Stevens,  który ma do wyrównania porachunki za poprzednie play-offy, podobnie jak Al Horford, który rekordowo przegrywa z Lebronem Jamesem:

Brad Stevens vs Lebron James 1-8
Al Horford vs Lebron James 1-16

W drugim spotkaniu jest jeszcze ciekawiej:

Chris Paul vs  Stephen Curry 4-3
Chris Paul vs Kevin Durant 2-4
James Harden vs Kevin Durant 2-4
James Harden vs Stephen Curry 2-8

Chris Paul po pamiętnej serii z 2014 w pierwszej rundzie jest z Warriors na plus. Wtedy to, 4-3 górą byli Clippers z CP3 i Griffinem, a Warriors byli dopiero młodym perspektywicznym zespołem, z obecnymi gwiazdami Currym, Thompsonem i Greenem. Po tamtej porażce Warriors wygrali 11 z 12 serii, a tą jedyna były finały 2016 z Lebronem Jamesem. Kosmos.

W obu parach faworytami są ubiegłoroczni finaliści, ale to Celtics i Rockets mają przewagę własnego parkietu. Sezon regularny, czyli etap zaskakiwań się jednak zakończył.

Porażki OKC i CLE to zła wiadomość dla ligi

Każda z drużyn zagrała już 9/10 spotkań, czas więc na pierwsze refleksje. Wniosków wyciągać nie będę, bo kształt tabeli zmieni się jeszcze wiele razy, zobaczymy heroiczne występy wielu zawodników, przed nami także skandale i transfery. Tym żyjemy na co dzień, zastanawiamy się czy Porzingis za kilka lat będzie MVP, a może będzie nim Ben Simmons.

Wróżyć z kart możemy całymi dniami, tematów do dyskusji wiele, ja postanowiłem się skupić na porażkach potencjalnych Top3 ligi, którzy grają słabo. Zrywami. Ostateczny bilans jest na minus, co można tłumaczyć potrzebą adaptacji nowych zawodników. Ale c’mon. Drużyny Russella Westbrooka i Lebrona Jamesa nie powinny przerywać z ogórkami pokroju Atlanty czy Orlando. Te ogrywały Króla, Russell co prawda nie przegrywał tak spektakularnie, ale Oklahoma przegrywa z Blazers, Wolves, Jazz czyli drużynami do ogrania szczególnie posiadając (podobno) najbardziej ekscytujące trio w lidze.

Oczywiście, znowu przywołam tutaj początek sezonu i fakt, że za wcześnie wyciągać wnioski. Jedna i druga drużyna zanotuje za chwilę 10 meczowy run, wróci na szczyt i dzisiejszą tabele można wrzucić do szafy. Oby!

Zdaje sobie sprawę, że NBA nie znosi próżni, Russa i LBJ może zastąpić w najważniejszych meczach Kyrie i Harden, ale nie będzie to dobra zmiana dla NBA.

Posługując się parametrem oglądalności, trylogia Lebrona z GSW to najlepsze co się przytrafiło NBA w ostatnich 20 latach (20; 20,3; 20,4 mln). Trzy ostatnie finały były rekordowe, dwukrotnie lepsze niż te najsłabsze w ostatnich dwudziestu latach: Spurs – Nets (9,86 mln) czy Spurs – Cleveland (9,29 mln). Mnóstwo podtekstów, rewanże, pojedynki rozgrywających (wcześniej Kyrie, za chwilę Isaiah vs Steph), Lebrona z KD – to elektryzuje wszystkich. Od czasów heroicznych bojów Bulls z Jazz, a wcześniej Celtics z Lakers nie było takich pojedynków.

OKC to też wielkie postacie – Russell Westbrook, Paul George i Carmelo Anthony, rywalizację kolegów z LBJ lub rywali Russ z KD. Tym żyje NBA i z całym szacunkiem dla Detroit, Orlando czy Minnesoty, ale tam nie ma takich wielkich postaci, które dzisiaj kształtują ligę. Są ikonami. Porażki ikon, napędzających sportowo i marketingowo ligę, to naprawdę jest zła wiadomość dla ligi. Na pewnym etapie (finały konferencji i ligi), najlepsi zawodnicy po prostu muszą być.