Z archiwum FIBA – USA vs Portoryko z 2007 roku

Z zaciekawieniem włączyłem mecz, który dzisiaj udostępniła FIBA – USA vs Portoryko z 2007 roku. Półfinał mistrzostw Ameryki z LeBronem Jamesem i Carlosem Arroyo mnie zaciekawił, a gdy przed spotkaniem już na parkiecie zobaczyłem piątkę: Jason Kidd, Kobe Bryant, LeBron James, Carmelo Anthony, Dwight Howard wiedziałem, że to jest to. W czasie panującej epidemii Koronawirusa na YouTube pojawia się wiele cennych, nigdy wcześniej nie opublikowanych materiałów i z uwagi na występ niedawno zmarłej legendy Lakers chciałem zobaczyć, jak to wyglądało.

Kobe w roku 2007 był najlepszy w karierze, osiągnął szczytową formę rzucając m.in. cztery razy z rzędu minimum 50 punktów. To nawet w czasach Jamesa Hardena robi wrażenie. LeBron, Howard i Melo byli młodzi, ale bardzo szybko osiągnęli status gwiazd NBA. Przecież tamten mecz był przed dwoma tytułami Kobe z Gasolem, o którym nawet nie marzył w roli partnera, Melo grał w Nuggets, a Kidd w Nets. Kobe od początku pokazywał niesamowite umiejętności. – panowanie nad ciałem w powietrzu i łatwość mijania 1 na 1 z to go zapamiętamy. LeBron bym zupełnie inny, gdy dostał piłkę na obwodzie i miał wolną pozycje to się zastanowił i dopiero rzucił za trzy w dodatku niecelnie. Z kolei wchodząc na kosz już wtedy jako 22 latek dysponował siłą, dzięki której przepychał rywali. Do tego Jason Kidd rzucający z dystansu i trafiający. Mam wrażenie, że dzisiaj się o tym nie pamięta, raczej spogląda się na niego przez pryzmat mistrzostwa w Dallas i emerytury w Knicks. Już w tamtym meczu miał za sobą 13 sezon w lidze, a owe mistrzostwo zdobył w 16 (!). Natomiast jego przegląd gry, dzielenie się piłką, przypominało mi, jak fascynująco się go oglądało.

Pierwsza zmiana amerykanów i za Dwighta Howarda wchodzi Amare Stoudemire. Dwight złapał głupie faule, ale zaimponował (niestety) nieudaną akcja w obronie, gdzie na kosmicznym poziomie zbijał piłkę po rzucie rywali. Przypomniał mi się konkurs wsadów rok później, kiedy w roli supermena sięgał końca tablicy. Amare wtedy był bestią, najlepszym ofensywnie wysokim w grze przodem do kosza, choć z dzisiejszej pozycji jednowymiarowy bez rzutu z dystansu. W 2007 (w grze za dwa punkty) jego dynamika mówiła nam, że będzie wyjątkowy. Nie był, głównie z powodu kontuzji kolan (najpierw lewe potem prawe), ale podobnie jak Kidda nie pamiętajmy go tylko z Knicks, w których po latach razem z Carmelo grali przez jeden sezon (i Tysonem Chandlerem, o którym poniżej). W pierwszej akcji Amare trafił rzut z odchylenia od tablicy. W kolejnej dynamicznie do linii wszedł na kosz. Taki miał potencjał oprócz kończenia akcji pick and roll.

Nie sprawdzałem składów z tego meczu, sama okładka LeBrona i obecność Bryanta mnie przekonała, ale gdy wszedł w pierwszej kwarcie Chauncey Billups zaniemówiłem. Nie było powtórki z Jordana, gdy blokował Isiaha Thomasa w 1992. Billups i chwilę później Tayshaun Prince byli świeżo po historycznej porażce z LeBronem Jamesem w finale konferencji i jego słynnych 25 punktów z rzędu (29 z 30 ostatnich drużyny). Nie przeszkodziło to powołać ich do składu, co pokazuje, że amerykanie po ostatnich porażkach byli bardzo zmotywowani:

2002 – 6 miejsce, ale po drodze przegrane z Argentyną, z Serbią (ćwierćfinał) i Hiszpanią (o 5 miejsce),
2004 – 3 miejsce, ale po drodze porażki z Portoryko, Litwą i Argentyną (półfinał)
2006 – 3 miejsce, przegrana z Grecją (półfinał)

Portoryko w pierwszej kwarcie dzielnie stawiało opór dzięki duetowi Elías Ayuso i Carlos Arroyo. Jednak dzięki pięciu kolejnym punktom Prince’a (SF o wzroście dzisiejszych centrów) i trójce Kobe Bryanta prowadzenie Amerykanów wynosiło sześć punktów.

Na początku drugiej kwarcie najaktywniejszy był Bryant. Najpierw stracił piłkę w kontrataku 3 na 1, później trafił trójkę, a w kolejnej akcji faulował przy rzucie za trzy Eliasa Ayuso. Kobe nie odpuszczał, wbijał się po penetracji na kosz wiedząc, że będzie faulowany. To z czym Amerykanie sobie nie radzili to penetracje pod kosz niskich Arroyo, Ayuso i młodego José Juan Barea. Przekazywanie po zasłonach kończyło się penetracja pod kosz rywali i punktami lub faulami. W ataku mieli jednak ogromną przewagę fizyczności, a dwa kolejne podania Jamesa do Howarda kończyły się wsadami, które prawie nie urwały obręczy.

Amerykanie sporo faulowali i protestowali niemal po każdym faulu. Spora różnica w przepisach i brak możliwości dotykania zawodników kończyło się gestami niezrozumienia, które wg najnowszych przepisów byłby technicznym przewinieniem. Portoryko nie trafiało z osobistych, a z ich lepszą skutecznością nie byłoby przewagi dziesięciu punktów. Amerykanie grali z LeBronem i Carmelo na skrzydle, a Mike Krzyzewski nie ustawiał Amare z Howardem razem, podobnie grał jedynym rozgrywającym Kiddem lub Billupsem i Kobe lub Reddem na dwójce. W ostatniej bronionej akcji drugiej kwarty znakomicie wymusili błąd 24 sekund, zamykając i podwajając rozgrywających.

Trzecią otworzył Anthony, który był najaktywniejszy wśród Amerykanów w drugiej kwarcie trafiając z kontry, z dystansu czy z odchylenia 1 na 1. Młody Carmelo był bardzo pazerny na punkty i potrafił ja zdobywać na wiele sposobów, choćby dwoma trójkami na początku drugiej połowy i kolejną minutę później. Potrafił wbijać się na kosz nie do zatrzymania niczym czołg LeBron James, który robił to w wieku 22 lat na niesamowitym bezczelnym poziomie. Wtedy wydawało się, że ta dwójka zdominuje ligę, a nawet trójka, bo Dwyane Wade nie wszedł na boisko, a miał na koncie tytuł MVP finałów 2006. LeBron świeżo doprowadził Cavaliers do finału ligi, a do Melo w trakcie sezonu przyszedł Allen Iverson.

Na boisku wśród największych gwiazd szalał jednak Anthony, kolejna trójka, znakomite dogranie od LBJ, który już wtedy chętnie dzielił się piłką. Gdy w jednej z akcji do linii wchodził Kobe Bryant i trafił z faulem, LeBron był pierwszym, który podnosił z parkietu starszego kolegę. Już wtedy była chemia, która przetrwała do obecnych czasów, gdy w jednym z meczów po pogrzebie, w szatni LeBron miał koszulkę Kobego. Wspominałem o przepisach, w jednej z kolejnych akcji LeBron zrobił naskok z dwutaktem a sędziowie bezwzględnie zagwizdali kroki. jedna z najbardziej charakterystycznych akcji obecnej koszykówki, wg zasad FIBA była niezgodna z przepisami. Wtedy jednak zdziwiony LeBron szukał na telebimach powtórki akcji, która dla NBA była przepisowa.

Amerykanie prowadzili 26 punktami a na zmianę za Jasona Kidda wszedł Chauncey Billups. Na parkiecie nadal byli Kobe, LeBron, Melo i Amare. Żaden drugi skład, Krzyzewski rzucił co ma najlepsze. Dopiero w 27 minucie spotkania za LeBrona wszedł Mike Miller, dzisiaj zapomniany koszykarz, zadaniowiec z Heat LeBrona. W 2007 skończył sezon z najwyższą przeciętną w życiu 18,5 pkt. trafiając 2,9 trójki na mecz. Dzisiaj Harden trafia 4,4 trójki, a w tamtym sezonie najwięcej trafiali trójek w meczu:

1. Ray Allen 3.0,
2. Mike Miller 2.9,
3. Gilbert Arenas 2.8,
4. Raja Bell 2.6,
5. Rashard Lewis 2.5.

Chwilę później Michael Redd zmienił Kobe Bryanta i trafił dwie trójki. Portoryko w trzeciej kwarcie stanęło, nie trafiali prostych rzutów a trudne nie dolatywały do kosza. Pokazywana przez realizatorów skuteczność rzutów za trzy pod koniec trzeciej kwarty wynosiła 59% (13/22) do 30% (6/20). Po chwili na trojkę Arroyo odpowiedział znowu Redd, a chwile później trafił z 8 metrów Miller. Realizator od razu skierował kamerę na klaszczącego Krzyżewskiego a za nim siedzieli asystenci Nate McMillan i Mike D’Antoni. Po osobistych Arroyo, który jako jedyny stanowił zagrożenie penetracją pod kosz, wynik brzmiał 100-70 dla USA.

Krzyzewski wprowadził Derona Williamsa w miejsce Billupsa i już w pierwszej akcji asystował on przy trojce Redda. Na ławce znakomicie bawili się LeBron z Kobe. Redd dołożył kolejną z 9 metrów, a następnie w kontrze podawał za plecami do Amare. Redd wtedy także był w swoim prime będąc piątym strzelcem ligi:

1. Kobe Bryant 31.6 pkt./mecz,
2. Carmelo Anthony 28.9,
3. Gilbert Arenas 28.4,
4. LeBron James 27.3,
5. Michael Redd 26.7.

Amerykanie byli bardzo podrażnieni porażkami sięgając po swoje największe gwiazdy za wyjątkiem Tima Duncana, Kevina Garnetta i Tracego McGradego. Samo posiadanie w składzie Kobe i LeBrona, czyli liderów Redeem Team jest legendarne, dzisiaj porównywane do duetu Magic Johnson/Michael Jordan z 1992 roku. Wielka była siła tamtej drużyny np. na papierze nie widać, jak wyglądali biegający pierwsi do kontry Redd i Amare, czy trafiający za trzy Miller. A przecież mówimy o graczach rezerwowych, którzy zdominowali ostatnią kwartę. Przewaga w połowie czwartej kwarty w trojkach wzrosła 65 (20/31) do 32 (8/25). To oznacza, że w osiem minut amerykanie trafili 7/9 trojek! Pod koniec meczu wszedł na boisko Tyson Chandler, drugi zbierający ligi (za KG przed Howardem) i to także pokazuje jak mieli mocny skład. Na ławce miała miejsce zabawa w najlepsze, realizator pokazywał żarty i uśmiechy Melo, Billupsa i Kobego. W końcówce trafiali za trzy ponownie Miller i Prince, efektowny wsad zaliczył Chandler, a wynik ustalił rzutem za trzy Rick Apodaca.

USA – Portoryko 135-91 (33–27, 24–15, 43–28, 35–21)

USA: Anthony 27 (6/7 za 3), Redd 23 (7/8 za 3), James 19 (9 as), Bryant 15, Miller 14 (4/6 za 3), Prince 10, Howard 9 (6 zb.), Kidd 8, Stoudemire 7, Chandler 3, Billups, Williams (7 as).

Portoryko: Ayuso 22 (5/9 za 3), Arroyo 21 (5 as), Falcon Melendez 12 (8 zb.), Apodaca 12, Reyes 11 (6 zb.).

Wolna agentura 2019 – o pompowaniu balonika

Rynek wolnych agentów wygląda imponująco (TUTAJ), jednak mam wrażenie, że NBA grzeje nas nieadekwatnie do ewentualnych wydarzeń. Owszem, Kevin Durant, Kawhi Leonard czy Kyrie Irving wyglądają ciekawie, ale praktyka pokazuje, że nigdy wszyscy najważniejsi agenci nie zmieniają swojej przynależności klubowej. Na przestrzeni ostatnich 10 lat, mieliśmy kilka zmian, które wpłynęły na ligę:

2010 LeBron James i Chris Bosh do Heat
2012 Ray Allen do Heat
2014 LeBron James do Cleveland
2016 Kevin Durant do Warriors
2018 LeBron James do Lakers

czyli oprócz jednej zmiany, wszystkie dotyczyły LeBrona Jamesa bezpośrednio lub pośrednio. Obecnie nawet ewentualna wspólna wizja gry Kyrie Irvinga i Jimmy Butlera w Knicks lub Nets nie zmieni znacząco ligi. Jesteśmy rok po połączeniu się talentów w Oklahomie i trio Russell Westbrook/Paul George/Carmelo Anthony już nie ma, za Melo jest Dennis Schröder, ale to nie zmieni układu sił.

Układ sił od kilku lat jest jasny, przestańmy mówić o kluczowych zmianach w wolnej agenturze, jeśli cztery ostatnie finały to były rywalizacje LeBrona Jamesa z Golden State Warriors. Nawet pojedynki Celtics z Bryantem na przełomie dziesięciolecia, wcześniej Pistons ze Spurs, albo klasyczne zestawienie Michael Jordan vs Karl Malone to zaledwie dwie serie finałowe.

Rok temu siedmiu zawodników All Star zmieniło klub podczas wolnej agentury lub wymiany:

Paul George (Pacers -> Thunder)
Carmelo Anthony (Knicks -> Thunder)
Isaiah Thomas (Celtics -> Cavaliers)
Kyrie Irving (Cavaliers -> Celtics)
Gordon Hayward (Jazz -> Celtics)
Paul Millsap (Hawks -> Nuggets)
Jimmy Butler (Bulls -> Wolves)
Chris Paul (Clippers -> Rockets)

który z w/w istotnie wpłynął na układ sił? Thunder odpadli ponownie w pierwszej rundzie, nowe gwiazdy Celtics były kontuzjowane, Thomas został oddany dalej (do Lakers), a Nuggets ponownie nie weszli do play-off. Jedynie Wolves awansowali do pierwszej rundy, ale przy rozkwicie talentu Karl-Anthony Townsa, prawdopodobnie taki awans mieliby w ciągu 2 lat bez podpisywania Butlera. Wygląda na to, że jedynie pozyskanie Chrisa Paula przez Rockets na chwile zmieniło układ. Mieliśmy przez moment cień nadziei za sprawą sezonu regularnego i wygranych 65 spotkań, że Warriors mogą przegrać. Ostatecznie wyszło jak zawsze, jedni mówią, że za sprawą kontuzji Chrisa Paula, inni szczęścia (7/44 za trzy w siódmym meczu), a ja powiem przewagą talentu Warriors.

Dlatego nie miejmy złudzeń – za rok niewiele się zmieni, szczególnie patrząc na trendy z obecnego lata, gdzie większość zawodników podpisała przedłużenia (Durant, Paul, George, Capela, Gordon), a oprócz wymienionego LeBrona Jamesa, kluby zmienili tacy zawodnicy jak DeAndre Jordan, DeMarcus Cousins czy Julius Randle. Najczęściej z powodu braku chęci przepłacania środkowych (TUTAJ).

James Harden idzie po tron

Kilka dni temu, przytaczałem kosmiczne triple-double w ostatnich 25 latach (TUTAJ), przypomnę:

1993 Shaquille O`Neal – 24 punkty, 28 zbiórek, 15 bloków
2016 James Harden – 53 punkty, 16 zbiórek, 17 asyst
2017 Russell Westbrook – 57 punktów, 13 zbiórek, 11 asyst
2018 DeMarcus Cousins – 44 punkty, 24 zbiórki i 10 asyst

Do tego, po kilku zapytaniach z Player Game Finder dodałbym:

1993 David Robinson – 43 punktów, 11 zbiórek, 10 bloków
1996 Clyde Dlexler – 25 punktów, 10 zbiórek, 10 przechwytów
1998 Shawn Bradley – 22 punktów, 22 zbiórek, 13 bloków
2010 David Lee – 30 punktów, 20 zbiórek, 10 asyst
2012 Rajon Rondo – 18 punktów, 17 zbiórek, 20 asyst

Dzisiaj, najlepszy strzelec bieżącego sezonu i pewny kandydat do MVP James Harden uzyskał 60 punkty, 10 zbiórki i 11 asyst. 60 punktów to:

  • Najwięcej punktów w historii przy okazji triple double
  • rekord kariery Hardena

a z obecnie grających zawodników, lepszy rekord życiowy mają jedynie:

2017 Devin Booker – 70 punktów
2014 Carmelo Anthony – 62 punktów
2014 LeBron James – 61 punktów

60 punktów to bardzo dużo. James Harden do puli świetnych wyników i kilku wspaniałych sezonów mam wrażenie, że co roku jest lepszy, jeśli to w ogóle możliwe. James Harden idzie po tron. Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech jeszcze raz zerknie na linijki z dzisiejszego meczu – 60 punkty, 10 zbiórki i 11 asyst.