Wraca Bundesliga, czyli mini święto futbolu

Dzisiaj zgodnie z kalendarzem miał odbyć się drugi półfinał pierwszej serii spotkań Ligi Mistrzów. Święto futbolu dostępne dla każdego, bo środowe mecze są transmitowane w TVP1 oraz dodatkowo dla koneserów w wersji premium na płatnym kanale Polsatu. Barcelona z Juventusem, a wczoraj Manchester City z PSG? A może Bayern z Robertem Lewandowskim odbijającym się od obrońców Atletico Madryt? Uczta nie tylko dla koneserów, ale także dla niedzielnych kibiców po wczorajszym jakże atrakcyjnym półfinale.

Wiele się wydarzyło w ostatnich tygodniach w piłce, choć można także napisać, jak to wiele się… nie wydarzyło. Zabrakło meczów wspomnianej Ligi Mistrzów, lig krajowych, reprezentacji. Nie widzieliśmy świętujących kibiców Liverpoolu powrotu po 30 latach na szczyt Premier League, a także pasjonującego wyścigu Barcelony z Realem, podobnie jak Realu z Manchesterem City czy odrabiającego stratę z pierwszego meczu Juventusu z Lyonem. Lyonu w Ligue 1 na pewno nie zobaczymy, bo liga została anulowana, a PSG nie zostało mistrzem! Podobnie w Holandii – Eredivisie anulowane. Szkoda mi piłkarzy, pracowników klubów, a najbardziej kibiców. Oczywiście są wygrani w takiej sytuacji, choćby Olympique Marsylia po raz pierwszy od sezonu 2013/14 wystąpi w Lidze Mistrzów, a AZ Alkmaar od 2009/10. Żal mi przegranych, jak Lyonu, który w przyszłym sezonie będzie poza pucharami, jeśli nie wygra Ligi Mistrzów, ale dzisiaj daleko do jej wznowienia.

Wszystko zależy od… Niemców. Bundesliga kilka tygodni temu ogłosiła powrót na boiska 9 maja. Cały piłkarski świat zaczął odliczać, ale dzisiaj wiadomo, że ten termin jest niemożliwy do zrealizowania. Ale 16 maja jak najbardziej i to, pomimo że dwóch piłkarzy FC Koeln i ich fizjoterapeuta przechodzą bezobjawowo Koronawirusa i zostali skierowani na 14-dniową kwarantannę. Przebadano Bundesligę, więcej pozytywnych wyników nie mieliśmy – gramy! Machina musi działać, w grze są ogromne pieniądze, które muszą być podjęte, aby utrzymać kluby na powierzchni. Kibice muszą dostać igrzysk, spragnieni brakiem emocji przez dwa miesiące wezmą cokolwiek, a przecież mówimy o lidze top4 w Europie. Inne dopiero szykują się do wznowienia, a na końcu europejskie puchary.

Problem z przemieszczaniem po Europie i konieczność odbywania dwutygodniowej kwarantanny to najpoważniejsze problemy, a przecież w grze jest ludzkie życie. Raczej nie piłkarzy, być może ich rodzin – rodziców, dziadków będących w grupie ryzyka, ale także pracowników klubowych. Piłkarz to dzisiaj najbezpieczniejszy zawód, mający nawet w Polsce dostęp do testów przesiewowych, a nawet genetycznych z wymazem z nosogardzieli.

Jestem ciekaw jak wznowienie Bundesligi wpłynie na jej zainteresowanie. Na początku będzie ogromne, ale wraz z powrotem kolejnych lig będzie maleć. Jeśli jedna na początku otrzymamy bramki Lewandowskiego, Halanda czy Wernera, może to być długofalowy bum. W końcu coś musi zastąpić nam Ligę Mistrzów, bo kibic chce igrzysk i święta futbolu, nawet w wersji mini.

Zostaje nam pasjonowanie się walką o europejskie puchary

Rywalizacja o mistrzostwo i udział w lidze mistrzów za nami, ostatnia (z czołowych lig) kończyła Serie A, w której po fascynującej rywalizacji do ligi mistrzów awansowały Atalanta BC oraz Inter Mediolan (TUTAJ). W innych ligach aż tak ciekawie nie było, choć teoretycznie w Bundeslidze do końca nie był znany mistrz i czołowa czwórka. Przed ostatnią kolejką szansę na top4 miał Eintracht, ale poległ na Allianz Arena 5-1 kończąc rozgrywki na siódmym miejscu. Bayer Leverkusen wytrzymał presję ostatniego spotkania zwyciężając również 5-1 Herthę w Berlinie. Dla Aptekarzy to powrót do Ligi Mistrzów po dwóch latach, kiedy w grupie wyprzedzili Tottenham, obecnych finalistów. Jak widać dwa lata to przepaść.

We Francji wszystko się rozstrzygnęło wcześniej i do stałego mistrza PSG dołączyły Lille i Lyon, choć dla Olympique awans do rozgrywek grupowych będzie zależny od finału Ligi Europy. Zwycięzca otrzymuje bezpośrednią kwalifikacje i być może do Chelsea dołączy Arsenal, który swoje rozgrywki zakończył na piątym miejscu, a wtedy Lyon zagra w eliminacjach. W Premier League do końca trwał wyścig o mistrzostwo, choć z perspektywy czasu – 14 zwycięstw z rzędu drużyny Pepa Guardioli zaczynając od 3 lutego musiało się skończyć na mistrzostwie, mimo 97 punktów Liverpoolu.

W La Liga Barcelona wygrała mistrzostwo Hiszpanii na trzy kolejki przed końcem rozgrywek i zwyciężyła po raz ósmy w ostatnich jedenastu latach. Drugie miejsce zajęło Atletico, a kolejne Real Madryt. Czwarta była Valencia, która zakończyła rozgrywki trzema zwycięstwami. Czyli w Lidze Mistrzów zagrają te same zespoły z Hiszpanii, co w poprzedniej edycji.

Ostatecznie w każdej z pięciu topowych lig obronił tytuł ubiegłoroczny mistrz – Manchester City, FC Barcelona, Juventus Turyn, Bayern Monachium i PSG. Teoretycznie największe szanse na zmianę w przyszłym sezonie mają kluby angielskie i Real Madryt, ale Pep Guardiola masowo wygrywa ligi w których występuje:

2018/19 – 1 miejsce w Premier League
2017/18 – 1 miejsce w Premier League
2016/17 – 3 miejsce w Premier League
2015/16 – 1 miejsce w Bundeslidze
2014/15 – 1 miejsce w Bundeslidze
2013/14 – 1 miejsce w Bundeslidze
2011/12 – 2 miejsce w La Liga
2010/11 – 1 miejsce w La Liga
2009/10 – 1 miejsce w La Liga
2008/09 – 1 miejsce w La Liga

w sumie osiem mistrzostw krajowych w dziesięciu sezonach (pomiędzy FC Barceloną a Bayernem Monachium miał roczną przerwę) i nawet Jurgen Klopp z rekordowym sezonem nie zdołał go pokonać, a należy dodać, że sezon wcześniej Pep zdobył 100 punktów w sezonie. Liverpool pobił największą liczbę punktów wicemistrza w najlepszych ligach, a dotychczas ten wynik należał do Real Madryt, którzy w sezonie 2009/10 zdobyli 96 punktów, a Manuel Pellegrini za brak mistrza zapłacił posadą. W obecnym sezonie Real zdobył zaledwie 68 punktów, czyli tyle ile AC Milan, a mniej niż Arsenal, Lille czy Atalanta BC. Przed Realem wielkie zmiany, zanosi się na spóźnioną rewolucję i wymianę połowy (a może całego) składu.

Niestety trudno będzie przełamać hegemonię najlepszych w swoich ligach, a nam zostaje nam pasjonowanie się walką o europejskie puchary i czekanie na superligę. Przełamanie hegemonii bogatych to jeden z argumentów zwolenników reformy najbogatszych klubów. Reformy, która następuje, ale za sprawą choćby Atalanty tego nie dostrzegamy.

Luka Jović – cudowne dziecko serbskiej piłki

W tym sezonie objawiło nam się kilka nowych nazwisk: Joao Félix (Benfica Lizbona), Luka Jović (Eintracht Frankfurt), Matthijs De Ligt, Frenkie De Jong (Ajax Amsterdam), Nicolò Zaniolo (AS Roma), Jadon Sancho (Borussia Dortmund)  i oczywiście nasz Krzysztof Piątek (AC Milan), dlatego w gabinetach dyrektorów i prezesów gorący okres. Oczywiście okno transferowe zaczyna się 1 lipca, ale nikt wtedy nie zaczyna transferów. Pierwsze rozmowy są dawno za nami, kluby się dogadują nieoficjalnie i tylko czasem, gdy oferta któregoś z nich nie zostanie wybrana lub zdecydują powody pozasportowe, poszkodowani dostarczają prasie donos o nieprawidłowych działaniach, strasząc donosem do UEFA. Luka Jović wydaje się być przygotowany do grę o najwyższe cele, choć oczywiście trudno wróżyć czy będzie to kolejny Davor Suker, Predrag Mijatovic, czy ktoś pokroju Alena Halilovića – piłkarza sprowadzonego w wieku 16 lat z DNA Barcelony, najmłodszego debiutanta w historii reprezentacji Chorwacji, obecnie grającego na obrzeżach wielkiego futbolu w Standard Liège. Jović wydaje się być przygotowany do dużego klubu, cały sezon był przymierzany do Barcelony, co nie przeszkodziło mu strzelić wielu bramek, a na ostatniej prostej wydaje się przenieść do.. Realu Madryt za 60 mln euro.

Luka-Jovic-1626305

Kim jest Luka Jović? Przede wszystkim to cudowne dziecko serbskiej piłki, występujący w każdej reprezentacji i co ważne – w każdej strzelał gole:

Serbia 4 mecze/1 gol,
Serbia U21 14/7,
Serbia U19 13/10,
Serbia U18 1/1 ,
Serbia U17 19/16,
Serbia U16 12/10

W wieku 16 lat zdolnego zawodnika wypatrzyli działacze Benfici Lizbona, topowego klubu pracującego z młodzieżą. Wiadomo, takie kluby jak Benfica przeprowadzają wiele transferów zdolnych zawodników, ale zobaczmy z perspektywy naszego rynku, ilu piłkarzy trafiło w ostatnich latach do Benfici/Porto/Sportingu z Ekstraklasy? Już po połowie roku został wypożyczony do Eintrachtu Frankfurt (z opcją wykupu za 7 milionów dokonaną w kwietniu), gdzie szlify zdobywał u boku obecnego trenera Bayernu Monachium Niko Kovaca. W zeszłym sezonie Eintracht do końca walczył o top4 , dające grę w Lidze Mistrzów (ostatecznie zajął szóste miejsce) i zdobył Puchar Niemiec. Liczby Jovicia w minionego sezonu – 8 bramek w 22 meczach. Kovac o dziwo nie zabrał ze sobą do Bayernu Serba, bliżej było do Bayernu wicemistrzowi świata Ante Rebića ale i on nie zmienił klubu. Być może Jović nie był gotowy do wielkiego transferu, być może nie będzie jeszcze teraz, bo klub pokroju Realu Madryt potrafi szybko wypluć zawodnika, co widać choćby po przywołanym Haliloviću. W tym sezonie talent Luki Jovicia eksplodował:

Bundesliga – 29 meczów, 17 goli, 6 asyst,
Liga Europy – 13 meczów, 9 goli, 1 asysta.

Jest drugim strzelcem zarówno Bundesligi jak i Ligi Europy, gdzie dotarł do półfinału. O ile nigdy nie wiadomo, czy jakiś piłkarz się sprawdzi w nowym środowisku, o tyle Jović strzelający gole obiema nogami, głową, wdający się w drybling, nie osiągnął jeszcze sufitu. 60 milionów za 21 letniego zawodnika, przy obecnych cenach nie wydaje się kwotą wygórowaną, tym bardziej, że potrafi strzelać znanym markom (trafiał w meczach z Borussia Dortmund, Lazio Rzym czy Chelsea Londyn). Z Fortuna Dusseldorf zdobył pięć bramek, niczym kiedyś Robert Lewandowski z Wolfsburgiem. Wtedy o nim usłyszał świat, a dzisiaj będzie bohaterem wielkiego transferu. Do klubu, w którym nie ma czasu na wdrożenie, a na ławce siedzą piłkarze klasy Garetha Bale’a, Isco czy Marco Asensio. Florentino Perez chce wspólnie z Zinedine Zidanem stworzyć na nowe dziesięciolecie wielką drużynę, sięgając już teraz po utalentowanych młodych piłkarzy: tercet napastników Vinícius Júnior, Luka Jović i Rodrygo czy nowego Sergio Ramosa w osobie Édera Militão.

Serie A w natarciu

Przyjście w lecie Cristiano Ronaldo miało przenieść na wyższy poziom Serie A, a Juventusowi dać wymarzony triumf, bo dwukrotne przegranie finału ligi mistrzów nie zadawała Massimiliano Allegriego. Okazuje się, że nie potrzeba było transferu Cristiano Ronaldo do skoku jakościowego Serie A, bo wystąpił on w lidze mieczów zaledwie 29 minut (TUTAJ), w dwóch meczach. Ponieważ po reformie UEFA, od tego sezonu w Lidze Mistrzów występują cztery drużyny z czterech najsilniejszych lig (Premier League, La Liga, Bundesliga, Serie A), możemy po dwóch seriach spotkań porównać dokonania najlepszych lig zwłaszcza, że ich przedstawiciele mierzyli się między sobą.

Serie A 19 punktów w 8 meczach
La Liga 16 punktów
Bundesliga 15 punktów
Premier League 10 punktów

Na chwilę obecną, pięć drużyn uzbierało komplet punktów – Borussia Dortmund, Atletico Madryt, FC Barcelona, Inter Mediolan i Juventus Turyn. W bezpośrednich meczach pomiędzy przedstawicielami najlepszych lig: Napoli wygrał z Liverpoolem, Romą przegrała z Realem bezapelacyjnie, Juventus wygrał u z Valencią, a Inter z Tottenhamem. Jak tak dalej pójdzie, Serie A będzie jedyną liga, z czterema drużynami w 1/8 finału, bo będące na trzecich miejscach Valencia i Tottenham zagrają w następnej kolejce mecze o wszystko i w zasadzie każdej następnej.

20 asyst w sezonie – ranking

Pisząc o Ozilu (TUTAJ), wspominałem jego sezon zakończony w barwach Realu 20 asystami w lidze. Przeglądnąłem ostatnie dziesięć sezonów w czterech najsilniejszych ligach. Poniżej przesyłam listę najlepszych asystentów w danym sezonie w lidze:

22 asysty Xavi 2008/09, Emil Forsberg 2016/17

21 asyst Kevin De Bruyne 2014/15, Lionel Messi 2014/15, 2010/11, Franck Ribéry 2011/12

20 asyst Henrikh Mkhitaryan 2015/16, Lionel Messi 2011/12, Mesut Ozil 2011/12, Zvjezdan Misimovic 2008/09, Thierry Henry 2002/03

Na liście najczęściej występuje Lionel Messi (trzykrotnie). Zaskakuje miejsce na szczycie szerzej nieznanego Emila Forsberg z RB Lipsk, który dopiero wchodzi na salony Europy oraz Zvjezdana Misimovica z mistrzowskiej drużyny WfL Wolfsburg, który dostarczał piłki dwóm najlepszym wtedy strzelcom Bundesligi: Grafite (28 goli) i Edinowi Džeko (26 goli).