Jabari Parker – od przyszłego członka galerii sław do szóstego gracza

Fatalnie toczy się karierą Jabariego Parkera. Wybrany z numerem dwa w drafcie w 2014 roku, miał być nowym Carmelo Anthonym, elitarnym strzelcem i członkiem galerii sław. Jednak już po rozegraniu 25 meczów debiutanckiego sezonu zerwał ACL w lewym kolanie i pauzował do końca rozgrywek. O skali jego talentu (w co dziś trudno uwierzyć), świadczy fakt, że w tamtych czasach to Parker uchodził za najzdolniejszego z graczy Bucks, a przecież w składzie był już wybrany rok wcześniej z numerem 15 Giannis Antoutekumpo. W trzecim sezonie, Parker zerwał ponownie ten sam ACL i pauzował cały rok. Do momentu kontuzji rozegrał 50 spotkań rzucając przeciętnie 20 punktów. W Bucks po raz pierwszy od lat wszystko działało – dwójka młodych liderów, pozyskanie z draftu Malcolma Brogdona (finalnie debiutant sezonu), a w składzie był m.in. Khris Middleton, co zaowocowało pierwszym od czterech lat awansem do play-off. Druga poważna kontuzja kolana młodego zawodnika sprawiła, że Bucks przestali wierzyć w Parkera, który wrócił w sezonie 2017/18 notując w 31 meczach przeciętnie 12,6 punktu, 4,9 zbiórki, a po został zastrzeżonym wolnym agentem.

Chicago Bulls zaproponowało mu dwuletnią umowę za 40 mln dolarów 1+1 (opcja drużyny), której Bucks nie wyrównali. GM Bucks Jon Horst nie zaryzykował z Parkerem, a kolejne jego posunięcia m.in podpisanie przed sezonem trenera Mike’a Budoholzera, podpisanie Brooka Lopeza, dodanie w trakcie sezonu Nikoli Miroticia i George’a Hilla przyniosły ogromny progres – z drużyny na 44 zwycięstwa, wygrali aż 60 (najwięcej w lidze), za co zasłużenie Horst otrzymał tytuł Managera Roku.

Tymczasem Parker wylądował w Bulls, u których już w grudniu wypadł z rotacji. Bulls mieli wtedy bilans 6-23 i potrzebowali głębokich zmian, dlatego po rozegraniu w styczniu kolejnych 10 spotkań Parker zmienił klub – w wymianie wspólnie z Bobbym Portisem trafił do Wizards, a w zamian do Bulls przyszedł Otto Porter Jr. Porter to dużo lepszy obrońca i lepszy fit dla Lauri Markanena, którym wiążą przyszłość. Wizards otrzymali oszczędności – oddali Portera (i jego znaczą umowę) w zamian za dwa kończące się kontrakty. Wizards nie planowali przedłużać kontraktu z Parkerem, który po pięciu latach trafił po raz drugi na rynek wolnych agentów.

Kilka dni temu, z okazji skorzystała Atlanta Hawks proponując mu 13 milionów za dwa lata 1+1 (opcja zawodnika). Propozycja wygląda mizernie porównując z kontraktem Andrew Wigginsa, z którym był przez lata porównywany (147 mln dolarów za pięć lat). Ale Wiggins przez pierwsze pięć sezonów opuścił zaledwie dziesięć spotkań, w których bądźmy szczerzy, także nie pokazał pełni możliwości. Dwa pierwsze numery draftu 2014 zawiodły i z różnych przyczyn nie spełniły ogromnych oczekiwań. Jabari Parker trafił do organizacji, która jest budowana w oparciu o utalentowanych zawodników z draftu Cam Reddish, DeAndre Hunter (draft 2019), Trae Young, Kevin Huerter (2018), John Collins (2017) i za dwa sezony Hawks powinni awansować do play-off. Dla Parkera szykowana jest rola szóstego gracza, o ile ominą go kontuzje, które zniszczyły mu karierę.

Kyrie Irving jest done

Styl z jakim Boston odpadł w drugiej rundzie to największa niespodzianka bieżących play-off – z każdym meczem było gorzej, ostatecznie wystarczyło zaledwie pięć spotkań, aby rozstrzygnąć serię. A przecież, po pierwszym meczu i wyjazdowym zwycięstwie Celtics, szanse się wyrównały. Nagle 60 zwycięstw Bucks, czyli najwięcej od sezonu 1980/81 stało się równoważne z obroną Celtics. W euforii przodował zwłaszcza analityk ESPN, MVP finałów z 2008 Paul Pierce, mówiąc, że to koniec Bucks. Jeden wygrany mecz miał zmienić wszystko, a raczej przywrócić stan sprzed sezonu, gdy Celtics byli typowani na drugą drużynę ligi (TUTAJ). Byli w tym momencie 5-0 w play-off, a Kyrie Irving odgrywał rolę lidera po raz pierwszy w karierze. Po to zażądał transferu, aby rozpocząć swoje legacy. W USA to modne określenie tego, co zostaje po zakończeniu kariery. Irving, rocznik 1992 ma najlepsze lata przed sobą, choć decyzja o opuszczeniu LeBrona Jamesa po latach może oznaczać, ze jednak.. za (sobą).

Uncle Drew opuścił końcówkę poprzedniego sezonu i play-offy, wiec od czasu odejścia z Cavs, mielimy tylko spekulacje. Spekulacje, czy jest tak dobry, żeby mieć swoja drużynę, być liderem, decydować o końcówkach meczów, kształcie organizacji. Takich zawodników w NBA jest niewielu, ale po latach to ich najbardziej doceniamy – stawiamy pomniki i podwieszamy koszulki pod kopula hal. Po przegranej z Bucks nie jestem przekonany, czy Celtics mu zaufają oraz czy on zaufa Celtics. Kyrie Irving zawiódł w drugiej rundzie tak bardzo, że nikt nie pamięta jego dobra grę z Indianą. Dobra, ale nie wybitną, dzisiaj Irving może pomarzyć o statusie jaki ma w Portland Damian Lillard, który serię z Oklahoma miał fenomenalną.

usa_today_10459946.0

Kyrie Irving w lecie zostanie wolnym agentem i będzie miał dwa wybory – zostanie na kilka lat dodatkiem do pierwszej gwiazdy lub duże pieniądze gdzieś na uboczu ligi. Te drugie rozwiązanie pozwoli mu być liderem, ale z czasem będzie tylko dobrym zawodnikiem. Pierwsze rozwiązanie z kolei złączy go z Kevinem Durantem lub… LeBronem Jamesem. W dwa lata historia zatoczy koło. Do pewnego momentu szło mu doskonale:

2012 debiutant roku
2013 pierwsza nominacja do meczu gwiazd
2014 MVP meczu gwiazd
2014 MVP mistrzostw świata
2016 mistrz NBA
2016 zwycięzca igrzysk olimpijskich

Danny Ainge nie zaproponuje mu maksymalnej umowy, względnie zaproponuje i odda za inny asset. Danny Ainge nie będzie miał skrupułów (TUTAJ), tym bardziej, ze Kyrie Irving swoją postawą niczego nie ułatwia. Z Bucks zawiódł w ataku i obronie – zdobył 102 punkty ze 104 rzutów i po raz kolejny wychodziły jego braki w defensywie (111 straconych punktów na 100 posiadań). Plan na lato Celtics to cały czas Anthony Davis i wielka wymiana z udziałem Jasona Tatuma. Kyrie zostając w obecnym klubie, prędzej czy później będzie numerem dwa.

Kyrie jest done – na dobre wypadł z top10 zawodników ligi, stracił na rzecz Damiana Lillarda miano najlepszego clutch playera oraz co gorsze, nie jest w stanie stworzyć dobrej chemii w zespole.

[Prognoza] sezon 2018/19 NBA

WSCHÓD

  1. Boston Celtics (61 zwycięstw) – do Celtics powracają po kontuzjach Gordon Hayward i Kyrie Irving, co oznacza drugi sezon z rzędu, kiedy od tej dwójki zaczynamy przywództwo w drużynie. Różnica jest znaczna – wtedy przegrali 1-4 z Cavaliers praktycznie bez walki. W poprzednim sezonie, LeBron James dwoił się i troił, aby zwyciężyć, (TUTAJ) a dzisiaj nie będzie już przeszkodą. Dodatkowo, tamci Celtics dopiero się tworzyli i zastanawialiśmy się, jak sobie poradzą bez Isaiaha Thomasa, Averego Bradley`a, Jae`a Crowdera, Kellego Olynyka. Obecni, są gotowi wygrać nie tylko konferencję – mają potencjalnie najlepszych (wspólnie z Sixers) młodych zawodników – Jaylena Browna i Jaysona Tatuma, potencjalnie najlepszego trenera (Brad Stevens), jednego z najlepszych obrońców w lidze (druga piątka All Defensive Team dla Ala Horforda) oraz Terrego Roziera, który rzuca 26 punktów w siódmym meczu pierwszej rundy z Milwaukee Bucks. Dzisiaj problemem może być wkomponowanie dwójki Hayward/Irving w utalentowany zespól, zwłaszcza, że ciągle wisi nad nimi wymiana i każdy może zmienić drużynę za np. Anthony Davisa (TUTAJ).
  2. Philadelphia 76ers (57) – jedyna drużyna, która talentem wygrywa z Celtics. W zasadzie te porównania świadczą po pierwsze o sile i potencjale, ale także o układzie sił. To Sixers porównujemy do Celtics, a nie odwrotnie, dlatego póki co prognozuję kolejny progres i miejsce w ścisłej czołówce. Muszą stać się dwie z trzech rzeczy – Ben Simmons będzie elitarnym zawodnikiem na miarę all NBA team lub/i Joel Embiid gra min. 70 spotkań lub/i Markelle Fultz staje się laureatem nagrody zawodnika, który poczynił największe postępy. W końcu mówimy o numer jeden draftu, w którym wybrano Jaysona Tatuma i Donovana Mitchella.
  3. Milwaukee Bucks (53) – wierzę w Giannisa Antetokounmpo, który w każdym kolejnym sezonie poprawiał się w punktach, zbiórkach i skuteczności rzutów z gry. Doprowadził średnie do poziomu 26,9 pkt., 10 zb., i 53%. Dla niektórych to faworyt do MVP sezonu, ale podstaąa tego wyboru jest bilans drużyny. Bucks idą tak w górę, że odejście Jabariego Parkera nie osłabi drużyny, bo da rozwinąć się Khrisowi Middletonowi (w play-off notował w siedmiomeczowej serii z Pacerrs średnio 24,7 pkt.) może nawet do meczu All star. Najważniejsze wzmocnienia to Brook Lopez oraz znakomity trener, Mike Budenholzer.
  4. Toronto Raptors (51) – mały regres w porównaniu do poprzedniego sezonu, ale 60 zwycięstw było wynikiem ponad stan. W lecie pozyskali potencjalnie najlepszego zawodnika konferencji Kawhi Leonarda (TUTAJ) i idą w stronę najlepszej obrony ligi. Zagadką jest zdrowie swojego lidera, ale gdy będzie zdrowy – Raptors idą drogą dawnych mistrzów, którzy zdobywali tytułu bazując na defensywie. W dodatku, Kawhi nie pęka w play-off (#derozan), bo ma na kominku statuetkę MVP finałów.
  5. Indiana Pacers (49) – oni zaskoczyli mnie w zeszłym sezonie najbardziej, będąc trzecia silą w ubiegłorocznym play-off. Dzisiaj każdy spodziewa się kolejnego progresu, czyli awansu do drugiej rundy. Ma im w tym pomoc Victor Oladipo, który stal się dla mnie (pewnie nad wyrost) zawodnikiem z top10 ligi (TUTAJ). Pozyskanie w lecie Tyreke Evansa, zatrzymanie składu i dalszy rozwój Mylesa Turnera – bardzo podoba mi się sposób przebudowy drużyny po odejściu Paula George’a.
  6. Washington Wizards (44) – w 10 historiach, na które czekam (TUTAJ) napisałem:

Washington Wizards rozbijają duet John Wall/Bradley Beal, który był hot na początku, ale dzisiaj nie prowadzi ich donikąd.

7. Miami Heat (41) – rok temu (TUTAJ), napisałem:

Heat na papierze mają fajną, zbilansowaną drużynę, z liderem Goranem Dragiciem, nieobliczalnym Dionem Waitersem, świetnie broniącymi Jamesem Johnsonem, Hassanem Whitesidem i Justise Winslowem. Brakuje im jednak zawodnika formatu All-Star, kogoś kto poprowadzi klub do czegoś więcej niż tylko do najlepszej ósemki słabego wschodu.

8. Detroit Pistons (40) – na papierze wygrali wymianę z Clippers (TUTAJ), jednak nie zrobili oczekiwanego progresu. Tylko jeden awans do play-off (trzy sezony temu) w dziewięć lat to bardzo słaby wynik, dlatego zaskoczeniem było pozyskanie trenera poprzedniego sezonu Dwane`a Casey`a. Głównym problemem będzie najgorzej zbilansowane salary cup, które w połowie zjada duet podkoszowych, gdzie żaden nie jest w top20 ligi:

2018-19 – 57,5 mln € za dwójkę Griffin/Drummond
2019-20 – 61,3 mln € za dwójkę
2020-21 – 65,3 mln € za dwójkę (jeśli Big Penguin podpisze opcje gracza, a podpisze – nikt tyle nie płaci za środkowych (TUTAJ)
2021-22 – 39 mln € tylko za Griffina

Poza ósemką:
9. Charlotte Hornets (39)
10. Chicago Bulls (36)
11. Cleveland Cavaliers (35)
12. Orlando Magic (30)
13. Brooklyn Nets (24)
14. New York Knicks (18)
15. Atlanta Hawks (14)

ZACHÓD

  1. Golden State Warriors (66 zwycięstw) – kolejny rekordowy sezon mistrzów NBA. Od momentu transferu Kevina Duranta liga stałą się przewidywalna i nie zmieniły tego kontuzje w minionym sezonie. Wzmocnieni DeMarcusem Cousinsem będą nie do zatrzymania.
  2. Houston Rockets (59) – nowe super trio – Chris Paul, James Harden, Carmelo Anthony na papierze wygląda znakomicie, ale dwójka z nich jest na końcu swojej drogi, co pewnie będzie decydujące w meczach play-off. Daryl Morey robi w Houston świetną robotę, w dwa lata zmienił piątkę: Patrick Beverley, James Harden, Trevor Ariza, Clint Capela, Ryan Anderson na Chris Paul, James Harden, Carmelo Anthonym, P.J. Tucker, Clint Capela. Nawet jeśli Melo ma wchodzić z ławki, to wstawmy w jego miejsce Erica Gordona i nadal będzie to top3 pierwszych piątek.
  3. Oklahoma City Thunder (49) – kolejny znakomity GM, Sam Presti zbudował bardzo dobra drużynę, co pokazuje wielką rywalizacje w tej dziedzinie w NBA. W świecie wielkich gwiazd, jeszcze większych pieniędzy i ograniczających posiadanie jednego i drugiego salary cup, o wyniku drużyny decyduje twój GM. Oczywiście, liderem drużyny jest MVP sprzed roku Russell Westbrook, ale posiada on spore wsparcie w do niedawna liderach Pacers (Paul George) czy Atlanty (Dennis Schröder). Okc powinni zapewnić sobie przewagę parkietu w pierwszej rundzie, bo jeśli drugi raz odpadną tak szybko (w pierwszej), skończy się to rewolucją.
  4. San Antonio Spurs (48) – zaskoczony jestem typami fachowców, którzy w nich nie wierzą. W poprzednim sezonie Potrafili na silnym zachodzie awansować do play-off, bez gry swojego lidera (tylko dziewięć spotkań) którego zresztą oddali. W efekcie do drużyny z bilansem 47-35 przyszedł zawodnik z top20 ligi (TUTAJ), co powinno tchnąć nowego ducha w organizację. Spurs oprócz Kawhi leonarda opuścili Danny Green, Tony Parker, Mamy Ginobili, a w nowym sezonie prowadzić będzie ich duet DeMar Derozan/LaMarcus Aldridge, wsparty znakomitym Gregiem Popovichem. Dlatego typuję podobna liczbę zwycięstw jak w sezonie ubiegłym.
  5. Utah Jazz (47) – to największa rewelacja (wspólnie z Pacers) minionego sezonu i trudno prognozować czy wskoczą na poziom wyżej, czy będą dryfować pomiędzy pierwsza a drugą rundą. Dzisiaj trudno jest utrzymać wynik i to powinno być sukcesem Jazz. Prognozuję, że dalszy postęp zrobi Donovan Mitchell, bo rok temu prognozowaniem im tegoroczny play-off (TUTAJ):

Jeśli jednak Rubio zagra w nowym klubie jak pod koniec swojej gry w Minnesocie, a Mitchell okaże się stealem, Jazz wrócą do play-off już za rok.

6. Los Angeles Lakers (46) – najtrudniej wytypować wynik drużyny, która od pięciu sezonów jest poza play-off, a przychodzi do niej najlepszy zawodnik ligi i kilku role players. Może Rajon Rondo, Lance Stephenson czy JaVale McGee szczyt kariery mają za sobą, ale młodzież: Brandon Ingram, Kyle Kuzma czy Lonzo Ball powinni mieć lepszy sezon, a zadba o to Lebron James. Dlatego typuję 11 zwycięstw więcej, a dla porównania, Lebron wracając do Cavaliers w sezonie 2014/2015 poprawił ich wynik o 20 zwycięstw. Połowa z tego jest naprawdę realna, zwłaszcza, że Lakers są w grze w praktycznie każdą wielką gwiazdę np. Anthony Davisa (TUTAJ)

7.Denver Nuggets (45) – TUTAJ

8. Portland Trail Blazers (44) – w 10 historiach, na które czekam (TUTAJ) napisałem:

Portland Trail Blazers rozbijają duet Damian Lillard/CJ McCollum, który był hot na początku, ale dzisiaj nie prowadzi ich donikąd

poza ósemką:
9. New Orleans Pelicans (40)
10. Memphis Grizzlies (38)
11. Dallas Mavericks (37)
12. Minnesota Timberwolves (35)
13. Phoenix Suns (33)
14. Los Angeles Clippers (28)
15. Sacramento Kings (23)

NAGRODY

Ostatnie typowanie poświęcam MVP, najlepszym piątkom sezonu i pozostałym nagrodom.

MVP:

  1. LeBron James
  2. Kevin Durant
  3. James Harden

Najlepsze piątki:

  1. Stephen Curry, James Harden, Kevin Durant, LeBron James, Joel Embiid
  2. ‎Russell Westbrook, Victor Oladipo, Kawhi Leonard, Giannis Antetokounmpo, Anthony Davis
  3. Ben Simmons, Damien Lillard, Paul George, LaMarcus Aldridge, Nikola Jokić

Najlepszy debiutant:

  1. Luka Doncic
  2. Jaren Jackson Jr.
  3. Trae Young

Trener roku:

  1. Mike Budenholzer
  2. Brad Stevens
  3. Brett Brown

Obrońca roku:

  1. Joel Embiid
  2. Kawhi Leonard
  3. Rudy Gobert

Najlepszy rezerwowy:

  1. Terry Rozier
  2. Eric Gordon
  3. Lou Williams

Zawodnik, który poczyni największe postępy:

  1. Markelle Fultz
  2. Brandon Ingram
  3. Myles Turner

(Mini) Lebron wzmocnieniem Greek Freaka

Kolejny transfer w NBA znaczącego zawodnika za frytki stał się faktem. Gdy Eric Bledsoe 23 października napisał na swoim twitterze:

i don’t want be here

Jasne było, że transfer wisi w powietrzu. Zwykle w takich przypadkach, zaniżana jest wartość zawodnika, więc wymieniony za niego Greg Monroe ze spadającym kontraktem, wygląda jak przystawka (i równowaga salary cup) do głównego dania, czyli picku w pierwszej rundzie. Jestem pełen podziwu:

  1. w jaki sposób zastrzega się pick w jednostronnej wymianie: wybór w 1 rundzie 2018 dla miejsc 11-16 lub wybór w 1 rundzie 2019 dla miejsc 4-16 lub wybór w 1 rundzie 2020 dla miejsc 8-30 lub niechroniony pick z 2021. Dużo „lub”, dużo kombinacji, trudno to ogarnąć.
  2. dla ufności generalnych menagerów w wysoki pick, w czasach, kiedy Giannisa Antetokounmpo i Kawhi Leonarda można mieć z 15 numerem, Jimmy Butlera z 30, Draymonda Greena z 35, a Isaiah Thomasa z 60.

W kwestii tych zastrzeżonych picków, mogę sobie wyborazić przez dwa lata w czołówce ligi Bucks, a następnie oddanie do Suns np. niechronionego picku z 2021. Danny Ainge lubi to.

Transfer wybitnie jednostronny, ale nie było na stole poważnych propozycji, jedynie Detroit: Reggie Jackson + pick.

Plusy dla Suns: kontynuacja przebudowy czyli pick w 1 rundzie +  zejście z kontraktu Bledsoe i jego kontuzji + Monroe jako opcja pod kosz lub zejście z kontraktu po sezonie

Plusy dla Bucks: jeśli zdrowy, to ocierający się o poziom All-Star two-way player, notujący przeciętnie 21.1/4,8/6,3 + realne wzmocnienie Giannisa Antetokounmpo i powiedzenie, jesteśmy gotowi jako organizacja na walkę o finał konferencji wschodu

Co dalej Suns: czekają na draft, mają trzy picki (Suns + chronione Bucks i Heat), rozwój Bookera, Jacksona i Warrena; dodatkowo powinni do lutego oddać Tysona Chandlera, aby wyczyścić salary

Co dalej z Bucks: mają lidera, kilku młodych zawodników, kilka two-way playerów, idą na finał konferencji w tym lub przyszłym sezonie , o ile będą zdrowi

Niech nie zmylą nikogo kombinacje zastrzeżonych picków. Zdrowie Erica jest kluczem tej wymiany. W ostatnich dwóch sezonach zagrał on w 60% spotkań. Bucks talentu mają naprawdę sporo, ale mają też sporo urazów – Jabari Parker grał w 60% spotkań licząc trzy ostatnie lata, a Khris Middleton w ostatnim sezonie w 35%. Bucks jednak, podobnie jak w lutym Pelicans (przy okazji transferu Demarcusa Cousinsa), kierują się dewizą: jeśli możesz pozyskać dobrego zawodnika, to pozyskujesz, a dopiero potem próbujesz skomponować skład. Pelicans nie do końca są zadowoleni z wymiany, ale warto było spróbować wzmocnić Anthony Davisa. Bucks też chcą spróbować wzmocnić Greek Freaka.