W ciągu dwóch lat z topowego eventu sportowego, mecze kadry przeszły do miana widowiska dla samobiczujących się koneserów

Reprezentacja Polski wygrała swój trzeci mecz eliminacji Mistrzostw Europy 2020. Mamy komplet punktów i bilans bramkowy 4-0. W innych grupach punkty zdążyły już stracić finaliści ostatnich Mistrzostw Świata – Francja przegrała wczoraj z Turcją, Chorwacja w marcu przegrała z Węgrami, a Mistrzowie Europy Portugalczycy dwukrotnie zremisowali (z Serbią i Ukrainą).

Polaków komplet punktów nie cieszy – chcemy stylu, bramek, nowych nazwisk albo jak kto woli, porzucenia żołnierzy Adama Nawałki i na pewno oczekujemy gry dwójki napastników – Roberta Lewandowskiego i Krzysztofa Piątka. Znamienne, że co mecz jest dyskusja o selekcji, formacjach, a na końcu trzeciego najlepszego strzelca Serie A się pomija w jedenastce:

Fabio Quagliarella 26 gole
Duván Zapata 23
Krzysztof Piatek 22
Cristiano Ronaldo 21
Arkadiusz Milik 17

Mamy deja vu po meczu z Austrią (TUTAJ), gdzie wprowadzany po przerwie Krzysztof Piątek zapewnił zwycięstwo. W kolejnym meczu z Łotwą zagrał od początku, bo wymusiła to opinia publiczna i dziennikarze. Selekcjoner Brzeczek gra bezpiecznie i (oprócz punktów) nic z tego wynika. Macedonia Północna potrafiła nas zdominować, a o zwycięstwie zadecydowała akcja, w której w piłkę nie trafili Robert Lewandowski i Kamil Glik.

30ddc3d4-a3a4-4c52-a5d4-f42827ac005f_f1400x900

Trzy zwycięstwa nas nie cieszą, bo pamiętamy co się wydarzyło na ostatnich turniejach, kiedy wygrywaliśmy grupy eliminacyjne (2002, 2008, 2018). Najpierw euforia, potem delikatnie ujmując zimny prysznic. Przeciwników mamy średnich (lub średnich minus), nie jest to Ukraina z Andrijem Szewczenko, Portugalia z Cristiano Ronaldo czy Dania z Christianem Eriksenem. Uznawana za faworyta naszej grupy Austria na starcie przegrała z Polska i Izraelem. Indywidualności są po naszej stronie i powinny dać coś więcej niż 1-0 z Macedonią Północną. Wykonawcy Jerzego Brzeczka to zbieranina zawodników niczym z Football Managera, którzy dopisują sobie kolejne mecze do reprezentacji i po latach, nikt o nich nie będzie pamiętać. Adam Nawałka potrafił zbudować rozumiejący się kolektyw, a przecież dysponujemy podobnymi nazwiskami. Wspomniany Piątek jest wyróżnikiem, który powinien zdjąć z Lewandowskiego ciężar strzelania bramek. Awans do mistrzostw europy nie jest już sukcesem, bo do turnieju kwalifikują się 24 drużyny :

10 zwycięzców grup
10 wiceliderów
4 zwycięzców mini turniejów z Ligi Narodów dla przegranych w eliminacjach

Mając w grupie Austrię, Izrael, Słowenię, Macedonię Północną i Łotwę naprawdę trudno nie awansować, a na samym turnieju wyjście z grupy to obowiązek, bo w starym formacie (obowiązującym w turniejach 1996-2012) w turnieju grało 16 drużyn. Polska reprezentacja mając króla strzelców Bundesligi, mistrza Serie A, topowych strzelców Serie A i wielu piłkarzy występujących w czołowych ligach powinna dominować takich rywali jak Macedonia Północna, czy wcześniej Łotwa (jedyne bramki w ostatnim kwadransie gry). Narzucić swój styl, posiadać schemat gry, cieszyć kibiców. Problemem jest dzisiaj środek boiska – gramy pięcioma pomocnikami, a chwilowo z Lewandowskim sześcioma i nie przekłada się na akcje ofensywne. Trio Grzegorz Krychowiak/Mateusz Klich/Piotr Zieliński nie kreuje gry i dołożenie do jedenastki Piątka nie zrobi dodatkowej przewagi. Oczywiście, w sytuacjach jednostkowych lepiej mieć dwóch napastników, ale liczby ostatniego nie kłamią, z Macedonia byliśmy gorsi:

Strzały 11-6 (Macedonia – Polska)
Strzały celne 3-1
Strzały niecelne 5-4
Zablokowanie strzały 1-1

Jeden celny strzał przez 90 minut sprawia, że oglądanie reprezentacji mógłby być formą kary za drobne wykroczenia. Selekcjoner gra bezpiecznie, jego nowe twarze w kadrze są najsłabszymi piłkarzami na boisku (Frankowski z Macedonia Północną, Klich z Austria i Łotwą). Brakuje wyborów nieoczywistych, takich jak poprzednika: Arkadiusza Milika i Mączyńskiego powoływał jeszcze z Górnika Zabrze. To smutne, że w ciągu dwóch lat z topowego eventu sportowego, mecze kadry przeszły do miana widowiska dla samobiczujących się koneserów.

Jerzy Brzeczek nie posiada planu na grę kadry – próbował grę skrzydłowymi, bez skrzydłowych, duetu Milika z Lewandowskim, ale gdy przychodzi do meczów o punkty nie widać trenerskiego sznytu. Niestety nie zmieni się to w najbliższym czasie – będziemy konsekwentnie zbierać punkty, być może zdobędziemy nawet komplet, ale stylu mieć nie będziemy.

Po Portugalii, czyli w kadrę musimy wierzyć

Po meczu Polska Portugalia nastąpiła cisza. Zawód i złość była tak wielka, że rzucaliśmy oskarżeniami na lewo i prawo za słabą grę, brak zaangażowania, zapominając o najważniejszym – braku umiejętności. Kibic piłkarski często jest w stanie wybaczyć swojej drużynie wiele, bo wierzy w nią często bezwarunkowo. Mówią, że wiara jest ślepa, często niepoparta żadnym logicznym wytłumaczeniem. Bazujemy wtedy tylko na instynkcie, względnie na chciejstwie. Chcemy, aby nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, robili rzeczy niewytłumaczalne, jak 11 października 2014, kiedy ograliśmy mistrzów świata. Mówiono o kadrze Adama Nawałki, że tamten mecz niósł tamta reprezentacje przez eliminacje i finały mistrzostw europy. Finały wygrane, ale zakończone niedosytem, miejscem w najlepszej ósemce starego kontynentu. Często zapominamy, że był to wynik ponad stan.

Zapominamy, bo wierzymy. Z zazdrością patrzymy na piłkę klubową, którą na krajowym podwórku zaoralismy do poziomu ligi luksemburskiej. Z zazdrością patrzymy na siatkarzy, którzy potrafią obronić tytuł najlepszej drużyny globu. Z zazdrością patrzymy na inne reprezentacje, które sprawiają niespodzianki – Walię i Islandię na euro czy Rosję i Chorwację na mundialu. Nie czujemy się gorsi od nich, a mając Lewandowskiego, czujemy siłę. Nikt nie ma takiego napastnika grzmimy, gdy niedowiarki wymieniają Luisa Suareza czy Edisona Cavaniego jako lepszych. Nasz Robert. A dalej, nasz Kuba. Nasz grosik, swój chłop. I dalej Krycha, Glik. A Zieliński to przecież talent na poziomie 65 milionów euro! a obojętnie kto broni, to wybroni!

Przyznam, że często łapie się na to chciejstwo. Chce przeżyć przygodę, krzyczeć po kolejnych golach, z przyjaciółmi zbijać piątki po golach naszych orłów. Do tego mamy nowego idola, Krzysztofa.. Piątka, który jest prawdziwą zagadką, strzelając ponad bramkę na mecz we Włoszech. Mówimy, że takiego ataku jak Lewandowski i Piątek nie ma nikt! Potężna siła rażenia. Uległem tej magii przed meczem z Portugalia, podobnie jak selekcjoner Jerzy Brzęczek. Pomyślałem, że wystarczy zaadresować piłkę do któregoś z napastników i przepis na ugotowanie mistrzów Europy gotowy. Skoro pokonaliśmy cztery lata temu mistrzów świata, to dlaczego 11 października nie pokonamy mistrzów Europy? I to jeszcze bez Cristiano Ronaldo? Rzeczywistość okazała się brutalna.

W każdym elementarzu piłki nożnej jest napisane, że drużynę buduje się od tyłu. Wczoraj drużyny nie było, bo nie było obrony. Duet Kamil Glik / Jan Bednarek wygląda dobrze tylko na papierze. Artur Jędrzejczyk to solidny ligowiec, który ani razu nie zatrzymał Bernardo Silvy. Pewnie dlatego, że jeden odpada z mistrzem Luksemburga, a drugi walczy o tytuł mistrza Anglii. Podobnie jest z Rafałem Kurzawą, który jest rezerwowym w Amiens, średniaku Ligue1. Pech chciał, że zagrali oni wspólnie na lewej stronie mecz i to obciąża Jerzego Brzęczka. Cała lewa strona jest natychmiast do wymiany.

Przed meczem chwaliłem selekcjonera za wyjściowa jedenastkę z dwoma napastnikami. Pochwalić mogę także za zmiany, chyba najlepsze od lat. Wprowadzeni Tomasz Kędziora, Kamil Grosicki i Jakub Błaszczykowski byli 3-4 najlepszymi piłkarzami naszej drużyny. Brzęczek potrafi reagować, nie czeka jak Franciszek Smuda do 80 minuty z pierwszą zmianą. Do tego potrafi zagrać ofensywnie (dwóch napastników) oraz zmienić strategię w trakcie spotkania (dwóch skrzydłowych). Problemem jest materiał ludzki. Grzegorz Krychowiak wraz ze wspomnianym Jędrzejczykiem był wczoraj najsłabszym ogniwem. Chciałoby się niczym w teleturnieju , wyeliminować Kryche z dalszej gry, zastępców jednak nie widać. Nie będzie nim Karol Linetty, który zagrał dotychczas w kadrze 22 spotkania, ale żadnego, którego zapamiętamy. Może powinien być nim Jacek Góralski, ale mimo powołań, nie zagrał jeszcze u obecnego selekcjonera.

Na pierwszym zgrupowaniu z Włochami i Irlandią najwięcej mówiło się o powołaniu niegrającego w klubie Jakuba Błaszczykowskiego i braku analogicznego powołania dla Kamila Grosickiego. Teraz powołanie otrzymali obaj skrzydłowi, a wczoraj zamknęli usta wszystkim fachowcom, wspominającym o konieczności zmiany warty. Zresztą miałem wrażenie, że temat tej dwójki został niepotrzebnie rozdmuchany, podobnie jak kiedyś wątek opaski kapitana. Taki temat zastępczy, przecież nie mamy innych zmartwień. Warty na razie nie zmienimy i musimy wierzyć, że drużyna Błaszczykowskiego, Lewandowskiego, wsparta Piątkiem, Bednarkiem czy Zielińskim jest w stanie wznieść się w niedzielę z Włochami na wyżyny. W pierwszym meczu w Bolonii było blisko.

Życzę kibicom, aby jeszcze raz kadra wzniosła się na wyżyny. Bo kibicom często tylko pozostaje wiara.

Utrzymać magiczną datę 11 października

Dzisiejszy mecz z Portugalia przywołuje naturalne wspomnienia. W polskiej piłce, 11 października to data magiczna:

2003 Węgry – Polska 1-2 (el. ME)
2006 Polska – Portugalia 2-1 (el. ME)
2008 Polska – Czechy 2-1 (el. MŚ)
2011 Białoruś – Polska 0-2 (towarzyski)
2013 Ukraina – Polska 1-0 (el. MŚ)
2014 Polska – Niemcy 2-0 (el. ME)
2015 Polska – Irlandia 2-1 (el. ME)
2016 Polska – Armenia 2-1 (el. MŚ)

Dlatego wszyscy liczymy, że dzisiaj wydarzy się coś wyjątkowego. Czas na selekcje się skończył. Nie wierzę w banały o odpuszczeniu ligi narodów i przygotowywaniu kadry na eliminacje mistrzostw europy. Kadra Łukasza Fabiańskiego, Kamila Glika czy Roberta Lewandowskiego nie ma czasu odpuszczać meczów. Zresztą, po pierwszym meczu z Włochami mamy niedosyt – mogliśmy wygrać, zabrakło niewiele ale w efekcie odnotowaliśmy cenny remis na wyjeździe. Brak Cristiano Ronaldo dzisiaj znacząco obniża jakość i siłę drużyny mistrzów europy, dlatego przed naszymi kadrowiczami szansa jakich mało – zrewanżować się za ćwierćfinał mistrzostw europy 2016, kiedy przegraliśmy w karnych.

Przed Jerzym Brzęczkiem pierwszy ważny test. Zwycięstwo pozwoli podtrzymać fantastyczny 11 października, datę, kiedy możemy wygrać z każdym. A przede wszystkim da realną możliwość pozostania w najwyższej lidze na kolejną edycję, kosztem Włochów lub Portugalii. Daleki jestem od optymizmu i głoszenia haseł o wygraniu grupy. Od mundialu nie zmieniło się aż tak wiele, mamy podobny kapitał ludzki, karierę zakończył Łukasz Piszczek, a do kadry doszli Krzysztof Piątek i Mateusz Klich. Fascynująca jest kariera piłkarz Genui – co dotknie zmienia się w gola. Głową, nogą, zza pola karnego, z bliska. I to może być szansą naszego zespołu, gdyż Piątek jest skuteczniejszy nawet od Roberta Lewandowskiego notując dziewięć bramek w siedmiu meczach. Obrona Portugalczyków będzie musiała bronić dwóch wysokiej klasy napastników, a za nimi grać będzie Piotr Zieliński, o którym przed mundialem pisałem (TUTAJ):

To ma być mundial Piotra Zielińskiego i jego trampolina do topowego klubu

Wariant, który wybrał Brzęczek oznacza grę bez skrzydłowych – Jakuba Błaszczykowskiego oraz Kamila Grosickiego, którzy ostatnio byli najgorętszym tematem kadry, z uwagi na brak gry w klubie i powołanie tylko pierwszego z nich. Szanse dostaną próbowany w kadrze Adama Nawałki Rafał Kurzawa oraz wspomniany Klich. W porównaniu do pierwszego meczu Ligi Narodów z reprezentacją Włoch, mamy dwie zmiany: Arkadiusza Ręcę zastąpił Jędrzejczyk, a Błaszczykowskiego Piątek. Poniżej skład na mecz z Portugalią:

Łukasz Fabiański – Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek, Artur Jędrzejczyk – Grzegorz Krychowiak, Rafał Kurzawa, Mateusz Klich – Piotr Zieliński – Krzysztof Piątek, Robert Lewandowski

Pierwsze powołania Brzęczka

W dniu dzisiejszym selekcjoner Jerzy Brzęczek powołał kadrę na najbliższe mecze z Włochami i Irlandią. Opinie fachowców są podzielone – jedni chwalą za nowe twarze, drudzy zarzucają kolesiostwo i brak konsekwencji. Ja patrzę na to z dystansem. Jeśli naszym celem są mistrzostwa Europy, to bądźmy konsekwentni i dajmy trenerowi czas na selekcje oraz na pomyłki, w końcu Brzęczek nie był nigdy selekcjonerem i to dla niego nowe doświadczenie. Kadra to nie gra z serii FIFA, gdzie wystarczy dobrać najlepszych zawodników wg overallu. Często lepszy wynik daje zgrana grupa zawodników, równa, gdzie jeden asekuruje i zakryje niedostatki drugiego. Owszem, chcielibyśmy mieć komfort jak Didier Deschamps lub Luis Enrique, ale w najbliższych latach nie będziemy go mieli.

Po powołaniu na selekcjonera chciałem (TUTAJ), aby jego następca tworzył kadrę w oparciu o drużynę Nawałki, ale stopniowo dostarczał świeżej krwi zachowując jednak  szkielet: Fabiański/Glik/Krychowiak/Zieliński/Lewandowski. Zatem połowa jedenastki jest niewymienialna, trudniej znaleźć będzie drugą połowę. Cieszy zmiana klubu Grzegorza Krychowiaka, który w Rosji strzelił już bramkę i ma szansę być ważnym piłkarzem w najbliższym sezonie, w którym (jako zawodnik mistrza kraju) zagra w Lidze Mistrzów. Niestety dwa miesiące temu nie wiedziałem, że Legia wykolei się na drużynie mistrza Luksemburga F91 Dudelange, nie wiedziałem, że karierę reprezentacyjną zakończy Łukasz Piszczek oraz, że Kamil Grosicki będzie wybierać pomiędzy ławką w drugiej lidze angielskiej, a Panathinaikosem. Nie wszystko jednak odbieram w kolorze czerni, dostrzegam wiele pozytywów – szans, po które sięgnie Brzęczek.

Słabość jednych to szansa dla drugich

Kontuzja Kamila Glika pozwoliła zagrać w wielkim turnieju Janowi Bednarkowi. Dlatego mimo ławki rezerwowych w Southampton chciałbym, aby koncepcja: doświadczony szef obrony oraz młody przyszły szef była koncepcją aż do finałów mistrzostw Europy 2020. Bartosz Bereszyński po świetnym sezonie w Sampdorii, naturalnie zajmie miejsce Łukasza Piszczka na prawej obronie. Więcej szans powinien dostać Dawid Kownacki (akurat niepowołany), który z Przemysławem Frankowskim mogą być nowa para skrzydłowych w miejsce doświadczonych, ale mających problemy w klubach Grosickiego i Jakuba Błaszczykowskiego.

Carletto nam pomoże

Kiedyś pomógł naszym Jurgen Klopp w Borussii Dortmund, stawiając na nasz tercet: Piszczek, Błaszczykowski, Lewandowski, dlatego też mam nadzieję, że po ostatnim meczu z Milanem, Piotr Zieliński zacznie grać na poziomie swoich wielkich umiejętności. Carlo Ancelotti stawia na niego od początku, podobnie jak na Arkadiusza Milika, więc w stosunku do mistrzostw świata, zmieńmy ich status pierwszej jedenastki z „nie jestem pewien” na „pewny plac”.

Koniec kadry Legii

Jako zdeklarowany fan Adama Nawałki od dawna dostrzegłem niepotrzebną chęć powoływania graczów mistrza Polski. Legia w końcu nie dominuje ligi, którą potrafi zwyciężyć z 11 porażkami, ale swoich przedstawicieli i to kilku zawsze w kadrze miała. W roboczej, 32 osobowej powołani zostali: Jędrzejczyk, Pazdan, Szymański, Mączyński, a wcześniej w kadrze występowali m.in. Brzyski, Jodłowiec, Borysiuk i Lewczuk. W orbicie zainteresowań był także Jarosław Niezgoda i taka ilość nie świadczyła raczej o klasie Legii Warszawa, bo regularnie traciła ona punkty ze słabszymi rywalami. Zdobyte trofea za mistrzostwa Polski owszem zdobią gablotę klubowa, ale zwyciężone były w kiepskim stylu, raczej żółwim wyścigu.

Wisła Płock niczym Górnik Zabrze

Przy pierwszych powołaniach Adama Nawałki również mieliśmy dyskusje, dlaczego powołuje tylu zawodników ze swojego byłego klubu. Z jednej strony kibic chce zmiany, ale przyzwyczaił się do pewnych postaci. Poniżej zawodnicy, którzy wystąpili w debiucie Adama Nawałki że Słowacja.

Artur Boruc – Paweł Olkowski, Artur Jędrzejczyk, Marcin Kamiński, Rafał Kosznik (87. Adam Marciniak) – Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak (87. Michał Pazdan), Tomasz Jodłowiec (76. Krzysztof Mączyński), Adrian Mierzejewski (67. Tomasz Brzyski), Waldemar Sobota (76. Marcin Robak) – Robert Lewandowski.

Byłem na tym spotkaniu i pamiętam beznadziejna grę, brak pomysłu i kilka skreśleń po meczu. Jeśli podobne wnioski wyciągnie Brzęczek, jestem na tak. Nawałka dal wtedy szansę od pierwszych minut zawodnikom Górnika Zabrze – Rafałowi Kosznikowi oraz Pawłowi Olkowskiemu. Z ławki wszedł Krzysztof Mączyński, ale tak naprawdę najbardziej w swojej kadencji postawił na byłego zawodnika Górnika (a wtedy Bayeru Leverkusen) – Arkadiusza Milika. Rezerwowy w klubie Milik był powoływany do kadry na przekór ekspertom, których Nawałka szanował, ale do znudzenia powtarzał, aby dali mu pracować. Jeśli powołani znani mu z Wisły Płock: Adam Dźwigała, Arkadiusz Reca i Damian Szymański będą nowymi Milikami lub Mączyńskimi, jestem na tak.

Serie A – nasza eksportowa liga

15 zawodników zagra w tym sezonie w serie A. Rekordowa ilość wynika z połączenia wieku i potencjału. To nie jest tak, że w serie A gra Lewandowski z Glikiem. Ale dobry, zdolny zawodnik wybierze tę ligę, bo stawiają w niej coraz śmielej na naszych – Arkadiusz Milik, Piotr Zieliński, Bartosz Bereszyński, Dawid Kownacki, Krzysztof Piątek. Ten ostatni to może być prawdziwa bomba – w pucharze Włoch strzelił cztery bramki w pierwszym meczu, w debiucie serie A jedna bramka. Adam Nawałka nie miał alternatywy wobec kontuzji Milika, próbując kolejno Łukasza Teodorczyka, Kamila Wilczka lub nawet Kamil Grosickiego jako partnera Lewandowskiego. Piątek w dłuższej perspektywie może deptać stopy Milikowi, a przy nowym otwarciu nie jest bez szans już do wyjścia z Włochami.

Bramkarze

Jerzy Brzeczek odmawia odpowiedzi na pytanie, kto będzie pierwszym bramkarzem kadry. Lukasz Fabiański nigdy nie zawiódł Adama Nawałki, który w decydujących meczach stawiał jednak na Wojciecha Szczęsnego. W tym sezonie wiele się zmieniło w klubach jednego i drugiego. Fabiański po czterech latach opuścił Swansea na rzecz West Hamu, Szczęsny po odejściu Gianluigi Buffona ma szanse na lata stać się pierwszym bramkarzem projektu firmowanego przez Cristiano Ronaldo i Paulo Dybalę.

Joker

Mateusz Klich grając u Marcelo Bielsy w Leeds zachwyca. Druga liga angielska to nie są wysokie progi, ale prowadzi go wybitny trener i przemawiają za nim statystyki – dwie bramki i asysta w czterech meczach musza budzić sukces. Klich przez ostatnie siedem lat zwiedził piec klubów (Wolfsburg, Zwolle, Kaiserslautern, Twente, Leeds) i wydawało się, że bliżej mu do roli ligowca w naszej lidze, niż do kariery za granica, przezywa obecnie najlepszy okres w karierze. Mateusz Klich partnerem Piotra Zielińskiego jak w drugiej połowie meczu słynnego meczu z Danią? Wtedy wydawało się, ze ten duet to przyszłość kadry, ale od tamtego meczu minęło piec lat.

Błaszczykowski

Żadne inne powołanie Jerzego Brzeczka nie było tak komentowane, jak Jakuba Błaszczykowskiego. Wieloletni lider i kapitan kadry przestał grać w klubie. Zaledwie siedem minut w Pucharze Niemiec, a w pierwszym meczu Bundesligi nie było go nawet na ławce rezerwowych. Być może Brzeczek chce mieć kogoś w środku kadry, ale na pewno ma do swojego siostrzeńca słabość. W końcu każdy selekcjoner ma swoich ulubieńców. Błaszczykowski niestety nie ma na prawej stronie konkurencji, wspomniany Przemysław Frankowski to nadal prospekt, a Maciej Makuszewski to solidny ligowiec. Względnie, rozwiązaniem może będzie zmiana stylu na grę bez skrzydłowych i zwiększenie liczby graczy środka pola. Przy powołaniu Błaszczykowskiego trudno jednoznacznie ocenić, czy powinniśmy brać tylko grających w klubie. Mnie osobiście to nie przeszkadza, bo zarówno Włochy jak i Irlandia nieodwracalnie zweryfikują przydatność byłego kapitana do kadry.

Kogo zatem brakuje?

W kadrze przynajmniej w pierwszych meczach nie zobaczymy na pewno: Kamila Grosickiego, Michała Pazdana, Thiago Cionka, Łukasza Teodorczyka. Najbardziej zaskakuje brak Pazdana, ale jeśli wierzyć słowom trenera Legii Ricardo Sa Pinto, musi odpocząć po mundialu. Teodorczyk nie sprawdził się w roli partnera Roberta Lewandowskiego, a przy eksplozji talentu Piątka, ciężko mu będzie rywalizować o miejsce nawet na ławce. Z kolei na zgrupowanie młodzieżówki udadzą się Dawid Kownacki, Sebastian Szymański i Szymon Żurkowski, którzy byli w szerokiej kadrze na mundial.

Na koniec kadra Polski na mecze z Włochami i Irlandią:

bramkarze: Łukasz Fabiański (West Ham United), Łukasz Skorupski (Bologna FC), Wojciech Szczęsny (Juventus Turyn).

obrońcy: Jan Bednarek (Southampton), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua), Adam Dźwigała (Wisła Płock), Kamil Glik (AS Monaco), Marcin Kamiński (Fortuna Duesseldorf), Tomasz Kędziora (Dynamo Kijów), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków), Arkadiusz Reca (Atalanta Bergamo), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa).

pomocnicy: Jakub Błaszczykowski (VfL Wolfsburg), Przemysław Frankowski (Jagiellonia Białystok), Jacek Góralski (Łudogorec Razgrad), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb), Mateusz Klich (Leeds United), Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa), Rafał Kurzawa (Amiens SC), Karol Linetty (Sampdoria Genua), Maciej Makuszewski (Lech Poznań), Taras Romanczuk (Jagiellonia Białystok), Damian Szymański (Wisła Płock), Piotr Zieliński (SSC Napoli).

napastnicy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (SSC Napoli), Krzysztof Piątek (Genoa CFC).

Zmieniamy szyld i jedziemy dalej

Po nieudanym mundialu, rezygnacje z Adama Nawalki przyjęto że zrozumieniem. W końcu był jasno sprecyzowany cel (wyjście z grupy), który nie został zrealizowany. A do tego wszystkiego fatalny styl naszej drużyny. Wydaje się, że wszyscy mieli dosyć tej sytuacji – kibice, dziennikarze, Prezes (bo kibice i dziennikarze), zawodnicy i sam selekcjoner.

To takie polskie, zrzucać winę na kozła ofiarnego i wmawiać, że przez szukanie wariantów taktycznych, rotację składem i polowania, nam się nie udało. To takie polskie uważać, że mieliśmy i mamy potencjał na 1/4 skoro dotarli tam Szwedzi i Rosjanie.

Otóż nie, mamy drużynę sytą sukcesami, zmęczoną wzajemnym towarzystwem i z dość ograniczonym pokoleniem zawodników na dobrym poziomie. Piotr Zieliński, moja nadzieja na mundial, na co dzień rezerwowy w Napoli, nie jest rezerwowym z przypadku. Pewnie dałem się nabrać w wielki talent i (podobno) 65 mln euro na stole od Liverpoolu, ale bądźmy poważni. Nasza reprezentacja jest właśnie jak Piotr Zieliński. Nierówna, z potencjałem, może zagrać na kilku pozycjach, ale w najważniejszej imprezie życia nie gra na żadnej. Brakuje mu bramek i asyst, Podobnie jak naszej kadrze, a na mundialu znowu (dwie Bartosz Bosacki w 2006) trafili zawodnicy z formacji obronnej.

Oczywiście Piotr Zieliński to tylko przykład, jestem dość ślepo fanem jego talentu, sppkojnie można w jego miejsce wpisać Wojciecha Szczęsnego czy Kamila Grosickiego. Oni też maja swoich fanów i też zawiedli na mundialu.

Do tego trzeba dodać napastników. Zastanawiałem się przed mundialem jakich Adam Nawałka powoła atakujących, czy trzech jak na euro (Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik, Mateusz Stępiński) czy czterech jak większość kadry. Na samym początku wylecieli m.in. Jarosław Niezgoda, Jakub Świerczok i Mateusz Stępiński. Chwilę później Krzysztof Piątek i Kamil Wilczek. Czy to są zawodnicy, którzy zmieniliby grę z Senegalem i Kolumbią?

Problem leży w braku wyboru i motywacji. Z brakiem wyboru stykamy się od lat, zasłonił trochę obraz Robert Lewandowski, ale po raz kolejny się okazało, że bez Roberta, jak bez ręki. Słaba postawa na kolejnej wielkiej imprezie oraz brak manewru, z tym też będzie stykał się nowy selekcjoner.

Ostatnim problemem będzie zmiana pokoleniowa. Kilku zawodników może zakończyć karierę reprezentacyjną (np. Błaszczykowski, Piszczek, Fabiański, Glik), a część tych, co zostanie osiągnęła już w skali naszego kraju gigantyczny sukces na euro. Zbudowanie motywacji i zespołu od nowa, to będzie nie lada wyzwanie.

Byłem i jestem fanem Adama Nawalki, może nie od pierwszego dnia kadencji, ale tez nie (jak przysłowiowy Janusz) od meczu z Niemcami. Jestem po prostu fanem trenerów/selekcjonerów, którzy potrafią odcisnąć piętno na zespole. Nadać styl, wolę walki. Takiego trenera mieliśmy i jego następca ma wysoko postawiona poprzeczkę.

Dzisiaj okazało się, że będzie nim Jerzy Brzęczek, dotychczasowy trener Wisły Płock, wcześniej kadrowicz, uczestnik (w roli kapitana) srebrnych igrzysk olimpijskich w Barcelonie. Ruch zaskakujący, gdyż mówiło się o wariancie z Włoch – Gianni De Biasi, który z reprezentacją Albanii (!) Zakwalifikował się do mistrzostw Europy lub Cezare Prandeli, wicemistrz Europy z 2012. Oba warianty były ciekawe, mnie szczególnie podobała się ta druga kandydatura ‚ala’ Leo Beenhakker, czyli trenujący kiedyś najlepszych piłkarzy, obecnie nieco na uboczu wielkiego futbolu. Wydawało się, że były to kandydatury wcale nie z gatunku since fiction, w końcu wielu trenerów chciałoby współpracować z Robertem Lewandowskim.

Jerzy Brzęczek to wybór podobny do tego z 2013, kiedy dobry ligowiec, ale bez sukcesów, z uwagi na etykę pracy i pewnie trochę karierę reprezentacyjną (tzw. identyfikacja), przejmuje najważniejszą drużynę w kraju. Brzęczek miał w swojej grze błysk, jednak nie był to piłkarz z pierwszych stron gazet. Nie tylko u Janusza Wójcika był kapitanem, wspomnę choćby, że u Joachima Loewa w Tirolu Innsbruck także. Posłuch w szatni ma, może być trochę bardziej medialnym kontynuatorem tego, co zbudował Nawałka.

Adam Nawałka nie jest bez wad. Ta największa, to nastawienie do mediów, ale w przeciwieństwie do poprzedników nie musiał się na nie obrażać. Brzęczek jest inny, nigdy nie będzie zwierzęciem medialnym jak Michał Probierz, ale chętnie dyskutuje, był widywany jako telewizyjny ekspert. Czy jednak jest to istotnie? Oczywiście, media chcą mieć ciekawe tematy, więc będą wypominać postawę Adama Nawałki , ale dla nas, kochających reprezentacje nie ma to znaczenia. Liczą się wyniki lub styl, a najlepiej jedno i drugie. To było, tym trudniej będzie Jerzemu Brzęczkowi w nowej roli.

Reprezentacja jest syta. Dlatego rozsądnie byłoby zacząć selekcję ta sama grupa zawodników, dodając sukcesywnie młodych piłkarzy. Brzęczek takich wprowadza, ale Nawałka w roli trenera Górnika Zabrze również wprowadzał. W pewnym etapie zabrakło mu młodej fali, nie mamy przecież kolejki pilarzy młodych/zdolnych. Sytość reprezentacji polega na tym, że od dwóch lat jej czołowi zawodnicy nie zrobili postępu. Uważają się za gwiazdy, po meczach z Niemcami, euro 2016 i tłustych kontraktach (Krychowiak, Szczęsny) brakuje im może nie motywacji, ale sportowej złości. Powiedzenia byliśmy słabi.

Adam Nawałka miał łatwiej, jego kariera przypomina tę Zbigniewa Bońka, który mając przed kibicami ogromne oczekiwania wprowadził normalność. Wszelkie zachwyty były czasem niepotrzebne, ale fani pamiętali odpowiednio Smudę, Fornalika oraz Listkiewicza i Latę. Porządek, logika, czasem nos ale przede wszystkim systematyczna praca pozwoliła przekonać kadrowiczów, że możemy wiele.

Dzisiaj oni to wiedzą. Są łasi na pochwały, ale niechętni do dzielenia się niepowodzeniami. czują się mocni indywidualnie, bo znajdźcie lepszego skrzydłowego niż Grosicki, albo defensywnego pomocnikami niż Krychowiak, ale też zespołowo. Przykład z napastnikami obrazuje, że odpowiednią selekcja i wietrzenie składu (jak przepowiadają niektórzy) niewiele zmieni.

Tak, wolałem Prandeliego, ale jeszcze bardziej wolę normalność. liczę, że mundial był kumulacją zmęczenia materiału oraz chwilowej zniżki formy (czasem kontuzji). Nie boje się walki o opaskę kapitana, bo nikt lepiej nie reprezentuje naszego kraju (piłkarsko) na świecie. A jeśli zawiódł na mundialu, to przypomnicie sobie ile razy Lewandowski nie zawiódł. Ile razy byliście dumni, że jest Polakiem oraz ile razy mówilscie, że to najlepszy napastnik świata?

W 1992 po igrzyskach olimpijskich na Okręciu, Wojciech Kowalczyk powiedział: „Zmieniamy szyld i jedziemy dalej”. Nie widzę innej drogi niż mały lifting i podobny slogan. Jedno i drugie wydarzenie łączy Jerzy Brzęczek.