Prawdziwy Real zobaczymy pod koniec listopada

Po odejściu Cristiano Ronaldo, Florentino Perez zaczął poszukiwać napastnika. Lista potencjalnych zawodników jest znana od lat, dodatkowo pod koniec sierpnia gruchnęła wiadomość, że w ostatnim dniu okienka transferowego przyjdzie ktoś z dwójki Kylian Mbappe / Neymar. Plotkę sprzedawano jako rzekomą pomoc PSG, bo paryżanie będą mieli problemy z finansowym Fair Play. Nie wiem kto wymyślił te bzdurę, kreatywna księgowość PSG na pewno rok temu wiedziała jak wyrównać transfery tej dwójki za 400 mln euro po stronie przychodów zgodnie z zasadą, nie wydajesz więcej niż zarabiasz.

Dziś wiemy, że był to tylko temat zastępczy, bo prasa szczególnie po meczu o superpuchar 15 sierpnia, domagała się wzmocnień (TUTAJ). Wzmocnienie przyszło pod koniec sierpnia z Olympique Lyon przyszedł Mariano Diaz Mejia. 18 bramek w 34 meczach w Ligue 1 w ostatnim sezonie wystarczyło, aby po jednym sezonie powrócił do Realu. Wcześniej nie dostawał szans od Zidane’a, mimo znakomitych wyników w Realu Madryt C i Real Madryt B. Julen Lopetegui będzie musiał oprzeć atak na duecie Karim Benzema/Gareth Bale, być może sprawdzi się Mariano oraz coś dorzucą ofensywni pomocnicy jak Marco Asensio czy Isco. Plan może się udać, ale niestety jest na glinianych nogach.

Pierwszą jest zdrowie Bale’a – w ostatnich latach począwszy od sezonu 2013/14 opuścił kolejno: 11, 8, 15, 19, 12 spotkań ligowych. Wynika z tego, że Walijczyk opuścił co trzecie spotkanie w pięciu ostatnich sezonach. Druga to skuteczność Benzemy – w dwóch ostatnich sezonach strzelił 11 i 5 bramek w lidze i jeśli nie wróci do formy strzeleckiej z sezonu 2015/16, kiedy strzelił 24 bramek w 27 meczach będzie ciężko. Trzecia gliniana noga to stawianie na zawodników utalentowanych, jednak w przeszłości rezerwowych. Plan dość ryzykowny – przecież Mariano nie przebił się do składu, a Marco Asensio jest jednym z najbardziej utalentowanych młodych skrzydłowych w europie, jednak daleko mu do rasowego strzelca. Problemy kadrowe Realu nie wyjdą na początku sezonu – na razie terminarz sprzyja, nie ma kontuzji i nie ma dużej intensywności spotkań. Pierwsze zaczną się pod koniec września – w ciągu kilku dni będzie wyjazd do Sevilli, domowe spotkanie z Atletico Madryt, a następnie wyjazd do Moskwy, na mecz z CSKA. Drugi test będzie pod koniec listopada, gdzie kolejno Real spotka się z Romą (wyjazd) oraz Valencią. Wtedy zobaczymy, czy Cristiano Ronaldo zastąpili Bale, Benzema czy Mariano.

Po finale LM

Za nami najdziwniejszy finał w historii, w którym po raz trzeci z rzędu, a jednocześnie czwarty w pięciu ostatnich edycjach, zwyciężył Real Madryt. Zwyciężył zasłużenie, jednak nie po golach swoich liderów Tony Kroosa, Luki Modricia czy Cristiano Ronaldo, ale wyszydzanego Karima Benzemy i pierwszego do oddania, Gareth Bale`a.

Zaczęło się planowo – od ataków Liverpoolu, który po drodze do finału pokonał m.in. Manchester City oraz Romę (która wyeliminowała wcześniej Atletico Madryt i FC Barcelonę). Dla przypomnienia, Real miał trudniejszą drabinkę eliminując kolejno PSG, Juventus Turyn i Bayern Monachium. Pierwszą dziwną sytuacją, było zagranie niczym z MMA Sergio Ramosa, który przy upadku trzymał Mohameda Salaha pod pachą i spowodował uraz barku. Salah, najlepszy piłkarz Premier League i pierwszy na liście transferowej Florentino Pereza (sorry Robert Lewandowski) musiał zejść po 30 minutach gry. Chwile potem boisko opuścił kontuzjowany Dani Carvajal i przy obu zachodzi ryzyko opuszczenia mundialu. UEFA ciągle wstrzymuje się z wprowadzeniem VARu, ale zamiast czerwonej kartki za ewidentny faul Ramosa, hiszpański obrońca nie obejrzał nawet żółtej. Do zejścia Salaha, Liverpool oddał dziewięć strzałów (w całym meczu 13).

Po przerwie, pierwszy wielbłąd Lorisa Kariusa dał prowadzenie Realu i kolejną pewność, że Karim Benzema zostanie w klubie (TUTAJ). Chwilę później wyrównanie i gol Sadio Mane, który dał oddech Liverpoolowi, ale wydaje się, że przede wszystkim wpędził w zakłopotanie naszych rodaków przed pierwszym meczem mundialu. Zaczął się mecz. Jednak za chwilę się skończył, bo wprowadzony z ławki Gareth Bale strzelił bramkę – marzenie. Nie wiem w jaki sposób trenują Cristiano Ronaldo i Gareth Bale, ale Walijczyk skopiował uderzenie z poprzedniego finału Portugalczyka i strzelił fenomenalnie z przewrotki.

Pod koniec meczu, po drugiej asyście krytykowanego za nierówną formę Marcelo, potężną bombę Bale`a, Karius wpuszcza do bramki. Nie wiem czy nie był to jeszcze większy błąd, niż przy pierwszym golu – bramkarz Liverpoolu stał dobrze ustawiony, a strzał w środek bramki broni 10 na 10 bramkarzy na poziomie finału ligi mistrzów.

Cristiano Ronaldo w swoim szóstym finale bramki nie zdobył, ale zwyciężył po raz piąty:

2008 zwycięstwo; gol i niewykorzystana jedenastka
2009 porażka
2014 zwycięstwo; gol
2016 zwycięstwo; wykorzystana jedenastka
2017 zwycięstwo; dwa gole
2018 zwycięstwo

dla porównania, bohater Realu zwyciężył po raz czwarty w czwartym występie:

2014 zwycięstwo; gol
2016 zwycięstwo; wykorzystana jedenastka
2017 zwycięstwo;
2018 zwycięstwo; dwa gole

Szkoda kontuzji Egipcjanina, jestem przekonany, że trio Mohamed Salah, Sadio Mané, Roberto Firmino strzeliłoby coś więcej niż jeden gol. Zresztą w/w trio było wymieniane jako rywalizacja z Cristiano Ronaldo, co pokazuje też tabela strzelców tego sezonu:

Cristiano Ronaldo 15 bramek
Mohamed Salah
Sadio Mané
Roberto Firmino po 10 bramek

Dla Liverpoolu, finał LM jest zapowiedzią kolejnych świetnych sezonów. Muszą wzmocnić przede wszystkim obsadę bramkarza, bo Loris Karius sprawił, że mieliśmy dziwny finał. Real wygrał po raz kolejny, a siłę tej drużyny oprócz Cristiano Ronaldo, stanowią m.in. Bale, Benzema czy Marcelo, którzy najlepiej grają w decydujących meczach. Dlatego też bukmacherzy, dzień po finale typują ich do faworyta kolejnej edycji.

Ach ten Benzema

Pół roku temu pisałem, że Lewandowski powinien być nadal celem Realu Madryt (TUTAJ). Po zakończonej właśnie rywalizacji Real Madryt vs Bayern Monachium tamte rozważania są bardziej aktualne niż przed półfinałami, choć jak wiadomo mecze Realu rozgrzewają plotki o ewentualnych transferach. Tak było w tym sezonie z Harrym Keanem, Dele Alli, Neymarze, Mbappe (TUTAJ), Dybali (TUTAJ) i tak było z Lewandowskim.

Lewandowski ostatecznie bramki w dwumeczu nie strzelił, podobnie jak Cristiano Ronaldo. Obudził się natomiast Karim Benzema, w jednym z najważniejszych momentów jego kariery, pełnej zakrętów – od wielkiego talentu w Lyonie, aferze z prostytutką, BBC, po gwizdanie przez własnych kibiców. Jeden mecz zmienił wszystko. Każdy będzie pamiętać dwie bramki w rewanżu niż indolencje w lidze (5 bramek w 28 meczach).

Ponieważ w sezonie liczy się tylko Liga Mistrzów (TUTAJ), ewentualne odpadnięcie obrońcy trofeum w półfinale oznaczałoby katastrofkę. Nie katastrofę, na miarę siódmego miejsca Davida Moysa z Manchesterem United, ale coś na tyle znaczącego, że przegrana liga w grudniu bardzo by jeszcze bardziej. Wtedy nie tylko Benzema, ale też m.in. Keylor Navas i Raphaël Varane musieliby szukać nowego miejsca. Paradoks, bo właśnie ta trójka była wczoraj najlepsza. W pierwszym meczu krytykowany Marcelo i rezerwowy Marco Asensio. W wygranej z Juventusem Cristiano Ronaldo i Kroos, czyli rok po roku każdy z zawodników na pewnym etapie odpala. Tym razem odpalił wyszydzany Benzema.

Robert Lewandowski w fazie pucharowej z Bayernem trzykrotnie przegrywał w półfinale z reprezentantem La Liga (Barcelona, Atletico, Real) oraz raz w ćwierćfinale (Real). Dla porównania, sześciu z ostatnich ośmiu finalistów ligi mistrzów było z Hiszpanii (pozostałe dwa miejsca to Juventus w 2015 i 2017). Gdy w 2013 Lewandowski przychodził do aktualnego zwycięscy ligi mistrzów, Bayern trzy z czterech ostatnich edycji kończył w finale. W takich samych proporcjach do meczu z Bayernem, czyli 3/4 podchodził Real Madryt.

Lewandowski nie wygra ligi mistrzów w Bayernie ani w tym, ani w kolejnych sezonach. Prawdopodobnie pozostanie mu seryjne strzelanie goli w Bundeslidze. To też jest coś, bo kiedyś marzyliśmy polaku strzelającym w Bundeslidze, zachwycając się pojedynczymi super sezonami Jana Furtoka (20 bramek w 1990/91), Andrzeja Juskowiaka  (13 bramek w 1998/99) czy Euzebiusza Smolarka (13 bramek w 2005/06). Dzisiaj mamy zawodnika,  który mógłby pierwszy zagrać pierwsze skrzypce nie tylko w Bundeslidze, ale w barwach Realu Madryt. Nie trafił tam Włodzimierz Lubański w 1970, Kazimierz Deyna w 1974, może trafi Robert Lewandowski w 2018. Chyba, że znowu odpali Karim Benzema.