Erik ten Hag – chce go pół Europy, a on najbliżej ma do Bayernu Monachium

O Erika ten Haga w lecie odbędzie się prawdziwa bitwa. Kilka klubów zapewne przegra sezon i będzie potrzebować zmian, a na pierwszy rzut można obstawiać Bayern Monachium i FC Barcelonę, ale przecież dyrektorzy Realu Madryt, Arsenalu Londyn, Tottenhamu Londyn czy Manchesteru United też zastanawiają czy nie potrzeba czegoś zmienić. Ten Hag to trener kryształowy, który nie wzbudza negatywnych emocji. Inni kandydaci na trenerów w/w drużyn maja jakieś negatywy:

  • Arsene Wenger – za długo był w Arsenalu, przez co nie wiadomo czy oczekiwany długoterminowy projekt wg jego metod sprawdzi się w nowym dziesięcioleciu
  • Jose Mourinho – skłócił się ze wszystkimi w Realu i Manchesterze United
  • Antonio Conte – skłócony w Chelsea

tymczasem Erik ten Hag kojarzony jest z ubiegłorocznym sukcesem Ajaxu Amsterdam w Lidze Mistrzów, a o dziwo, w tym sezonie mimo odejścia Frenkie De Jonga (FC Barcelona), Matthijsa de Ligta (Juventus), Lasse Schöne (Genoa) i Kaspera Dolberga (OGC Nice) mistrzowie Holandii nadal grają dobrą piłkę – prowadzą w tabeli Eredivisie po 13 kolejkach:

1. Ajax – 35 punktów
2. Alkmaar – 29
3. PSV – 24

oraz Ligi Mistrzów po czterech kolejkach:

1. Ajax – 7 punktów
2. Chelsea – 7
3. Valencia – 7
4. Lille – 1

Perfekcjonista bazujący na młodych zawodnikach i znakomite ich rozwija – to jego główna wizytówka, co niekoniecznie może się sprawdzić w drużynie ze ścisłego topu. W Bayernie i Barcelonie musisz zdobywać trofea w zasadzie od przyjścia do klubu, a i tak to nie gwarantuje posady. Od razu przypomina mi się kilka miesięcy przygody Rafaela Beniteza w Interze Mediolan. Przez sześć i pół miesiąca wygrał Superpuchar Włoch i Klubowe Mistrzostwo Świata, a jednak dzień przed wigilią podziękowano mu, głownie za fatalną postawę w lidze (siódma pozycja w Serie A, tracąc 13 punktów do lidera AC Milan) oraz żądanie transferów, które były mu obiecane.

Leo Messi i Robert Lewandowski to wielkie gwiazdy światowej piłki, są w prime`ie i należy pozyskać im trenera, który już teraz przyniesie sukcesy. Klub z Niemiec jest bliżej pozyskania holendra, bo w latach 2013–2015 był trenerem drugiego zespołu Bayernu. Od tygodnia, gdy Niko Kovac został zwolniony nie ustają plotki o następcy, Porażka z Eintrachtem na wyjeździe 1-5 to było za dużo, bo kadrowo Bayern dalej wyprzedza wszystkich rywali w Niemczech. Hans-Dieter Flick sprowadzony w roli strażaka od tego momentu wygrał 2-0 z Olympiakosem i 4-0 z Borussią Dortmund. Flick nie będzie jednak trenerem na stałe, wcześniej był przez osiem lat asystentem Joachima Löwa, a poźniej Kovaca. Przede wszystkim dlatego, że od dwóch lat, czyli od zwolnienia Carlo Ancelottiego trenerami były wynalazki;

Willy Sagnol 9 dni
Jupp Heynckes 265 dni
Niko Kovač 497 dni

Trener 9 dniowy, 74 letni i ten, który wygrał jako trener jedynie Puchar Niemiec 2018. Erik ten Hag wygląda na plan długoterminowy.

Nikt nie sprzedaje gorzej niż Barcelona

O transferze Philippe Coutinho mówiło się od dawna. Rekordowy transfer przychodzący FC Barcelony nie spełnił ogromnych oczekiwań po odejściu Neymara, z zastąpieniem go 1:1 włącznie. Od początku mówiono, że to nie ten kaliber, że nigdy nie miał takich liczb, że to inna pozycja na boisku niż lewoskrzydłowy. Już prędzej Ousmane Dembélé jest bardziej predysponowany do wchodzenia ze skrzydła i kończenia akcji, względnie asystowania. Gdy było jasne, że do Barcelony przyjdzie Antoine Griezmann, oznaczało to odejście Brazylijczyka.

Barcelona nie potrafi sprzedawać swoich gwiazd, to wiemy od dawna. Nikt nie przypuszczał, że w erze wielkich transferów nie znajdą się chętni wyłożyć za Coutinho ok. 100 mln euro. Na pierwszy rzut poszły PSG i Liverpool, skąd przyszedł. Długo miał być elementem transferu powrotnego Neymara, bo skoro przychodził za pieniądze z transferu, a jeden i drugi się nie sprawdził, to można ich zamienić z dopłatą. PSG nie miało ochoty na deal, w który włączali także wspomnianego Dembélé, Nelsona Semedo i Ivana Rakitićia. Potencjalnie czwórkę zawodników z pierwszej jedenastki. Klopp także szybko uciął temat, co oznacza po czasie bardziej chęć pozbycia się zawodnika niż transfer za ogromną kasę. Dla mnie zaskoczeniem była pasywna postawa Manchesteru United, ale tam transfery od dawna odbywają się w dziwny sposób (TUTAJ podsumowanie lata w tym m.in. ManU). W grze podobno był Tottenham, ale ostatecznie postawili na dwójkę Tanguy Ndombele, Giovani Lo Celso, a przy pozostawieniu w kadrze Christiana Eriksena, Dele Alli, Sona czy Lucasa Moura nie ma tam wolnego miejsca. Dodam, że Manchester City i Juventus nie byli zainteresowani transferem, a Chelsea ma karę transferową, czyli nagle zabrakło w Europie drużyny, która wyłoży 100 mln euro na stół. Gdzieś przebąkiwało się o Bayernie, ale Niemcy najpierw informowali przed okienkiem, że mają mnóstwo dogadanych piłkarzy, następnie całe lato romansowali z Leroy’em Sané, a po jego kontuzji w meczu Tarczy Wspólnoty sięgnęli po Ivana Perišićia oraz nieudolnie blefowali z transferami (a być może wypożyczeniami) piłkarzy Realu. Florentino Perez nie tylko z powodu finansowego Fair Play potrzebuje gotówki (TUTAJ), dlatego siadał do stołu z Karlem-Heinz Rummenigge w kontekście Garetha Bale’a czy Jamesa Rodrigueza. Ten drugi ostatnie dwa lata spędził na wypożyczeniu w Bayernie Monachium.

Na Philippe Coutinho n ie było chętnych, wiec Barcelona zdecydowała się na wariant oszczędnościowy – wypożyczenie do Bayernu Monachium. Po zakończeniu wypożyczenia, niemiecki klub będzie mógł wykupić Brazylijczyka, jednak nie będzie to obowiązkowe. Przyznam, że to dość dziwny ruch w taki sposób spieniężać zawodnika kupionego za 120 mln euro. Wygląda na to, że jeśli transfer nie wypali, jednym zyskiem będzie płacenie pensji przez inny klub. Coutinho to nie był mag futbolu, daleko mu było do piłkarza top10, nawet top20 na świecie. Ma za sobą nieudany pobyt w Interze Mediolan. Dobry piłkarz, który wskoczył na półkę wielkiego, nie z uwagi na postawę, tylko kwotę zakupu. Bayern niczym nie ryzykuje, może odtrąbić sukces i wzmocnienie kadry o zawodnika rozpoznawalnego, który po zakończeniu może zostać wykupiony. Raczej nie będzie, bo James Rodriguez nie został, a w tle mieliśmy gierki prezesów. Przyznam, że nieźle się ustawił Hasan Salihamidžić, dyrektor sportowy w Bayernie Monachium – będzie przejmować kontrakty gwiazd z obietnicą wykupów, co w erze 100 milionowych transfer brzmi jak niezły plan. I co z tego, że gwiazdy będą odchodzić. Minimalizują ryzyko nieudanego transferu i zapewniają zawodnikom pokroju Roberta Lewandowskiego odpowiednich partnerów. Płacenie 12 mln euro pensji, plus 20 mln (edit: 8,5 mln) za wypożyczenie zawodnika kosztującego 19 miesięcy temu 145 mln – nikt nie sprzedaje gorzej niż Barcelona.

Zostaje nam pasjonowanie się walką o europejskie puchary

Rywalizacja o mistrzostwo i udział w lidze mistrzów za nami, ostatnia (z czołowych lig) kończyła Serie A, w której po fascynującej rywalizacji do ligi mistrzów awansowały Atalanta BC oraz Inter Mediolan (TUTAJ). W innych ligach aż tak ciekawie nie było, choć teoretycznie w Bundeslidze do końca nie był znany mistrz i czołowa czwórka. Przed ostatnią kolejką szansę na top4 miał Eintracht, ale poległ na Allianz Arena 5-1 kończąc rozgrywki na siódmym miejscu. Bayer Leverkusen wytrzymał presję ostatniego spotkania zwyciężając również 5-1 Herthę w Berlinie. Dla Aptekarzy to powrót do Ligi Mistrzów po dwóch latach, kiedy w grupie wyprzedzili Tottenham, obecnych finalistów. Jak widać dwa lata to przepaść.

We Francji wszystko się rozstrzygnęło wcześniej i do stałego mistrza PSG dołączyły Lille i Lyon, choć dla Olympique awans do rozgrywek grupowych będzie zależny od finału Ligi Europy. Zwycięzca otrzymuje bezpośrednią kwalifikacje i być może do Chelsea dołączy Arsenal, który swoje rozgrywki zakończył na piątym miejscu, a wtedy Lyon zagra w eliminacjach. W Premier League do końca trwał wyścig o mistrzostwo, choć z perspektywy czasu – 14 zwycięstw z rzędu drużyny Pepa Guardioli zaczynając od 3 lutego musiało się skończyć na mistrzostwie, mimo 97 punktów Liverpoolu.

W La Liga Barcelona wygrała mistrzostwo Hiszpanii na trzy kolejki przed końcem rozgrywek i zwyciężyła po raz ósmy w ostatnich jedenastu latach. Drugie miejsce zajęło Atletico, a kolejne Real Madryt. Czwarta była Valencia, która zakończyła rozgrywki trzema zwycięstwami. Czyli w Lidze Mistrzów zagrają te same zespoły z Hiszpanii, co w poprzedniej edycji.

Ostatecznie w każdej z pięciu topowych lig obronił tytuł ubiegłoroczny mistrz – Manchester City, FC Barcelona, Juventus Turyn, Bayern Monachium i PSG. Teoretycznie największe szanse na zmianę w przyszłym sezonie mają kluby angielskie i Real Madryt, ale Pep Guardiola masowo wygrywa ligi w których występuje:

2018/19 – 1 miejsce w Premier League
2017/18 – 1 miejsce w Premier League
2016/17 – 3 miejsce w Premier League
2015/16 – 1 miejsce w Bundeslidze
2014/15 – 1 miejsce w Bundeslidze
2013/14 – 1 miejsce w Bundeslidze
2011/12 – 2 miejsce w La Liga
2010/11 – 1 miejsce w La Liga
2009/10 – 1 miejsce w La Liga
2008/09 – 1 miejsce w La Liga

w sumie osiem mistrzostw krajowych w dziesięciu sezonach (pomiędzy FC Barceloną a Bayernem Monachium miał roczną przerwę) i nawet Jurgen Klopp z rekordowym sezonem nie zdołał go pokonać, a należy dodać, że sezon wcześniej Pep zdobył 100 punktów w sezonie. Liverpool pobił największą liczbę punktów wicemistrza w najlepszych ligach, a dotychczas ten wynik należał do Real Madryt, którzy w sezonie 2009/10 zdobyli 96 punktów, a Manuel Pellegrini za brak mistrza zapłacił posadą. W obecnym sezonie Real zdobył zaledwie 68 punktów, czyli tyle ile AC Milan, a mniej niż Arsenal, Lille czy Atalanta BC. Przed Realem wielkie zmiany, zanosi się na spóźnioną rewolucję i wymianę połowy (a może całego) składu.

Niestety trudno będzie przełamać hegemonię najlepszych w swoich ligach, a nam zostaje nam pasjonowanie się walką o europejskie puchary i czekanie na superligę. Przełamanie hegemonii bogatych to jeden z argumentów zwolenników reformy najbogatszych klubów. Reformy, która następuje, ale za sprawą choćby Atalanty tego nie dostrzegamy.

Bayern z Liverpoolem, czyli pojedynek filozofii transferowych

Największy szlagier 1/8 finału Ligi Mistrzów, czyli mecz Bayernu z Liverpoolem będzie miał kilka podtekstów, ale też ogromne znaczenie dla obu klubów. Odpadnięcie na tym etapie byłoby dla jednych i drugich katastrofą, dlatego mówimy tutaj o absolutnie największym szlagierze tego etapu rozgrywek. Smaczku dodaje osoba trenera Liverpoolu, Jurgena Kloppa, który przez kilka lat z powodzeniem rywalizował z Bayernem Monachium zdobywając m.in. dwa mistrzostwa Niemiec. Wydaje się, że ten najważniejszy mecz przegrał, w finale ligi mistrzów 2013 i cały piłkarski świat będzie spoglądać na tę rywalizację. Ponadto, od zakończenia pracy z Dortmundzie mówi się, że Klopp to przyszły trener Bayernu i przy każdej zmianie trenera jest faworytem numer jeden. Ponadto, Xherdan Shaqiri przez dwa i pół sezonu był zawodnikiem Bayernu. Trafił jednak do bawarskiego klubu w młodym wieku i najczęściej siedział na ławce u Pepa Guardioli.

Wydaje się, że większym podtekstem tej rywalizacji jest podejście do polityki transferowej. Liverpool kupuje Kloppowi zawodników, których potrzebuje. Symbolem zakupów jest Virgil van Dijk kupiony rok temu za 78,80 mln € – transferowy rekord obrońcy na świecie dla wielu piłkarza anonimowego. Dzisiaj van Dijk daje spokój z tyłu, czego brakowało w poprzednich sezonach. Daje go także bramkarz Alisson, dzięki czemu Liverpool stracił w 22 meczach zaledwie 10 goli. Czołówka rekordowych transferów klubu, to czasy Jurgena Kloppa (jest trenerem od 8 października 2015):

Virgil van Dijk 78,8 mln €
Alisson 62,5 mln €
Naby Keïta 60 mln €
Christian Benteke 46,5 mln €
Fabinho 45 mln €
Mohamed Salah 42 mln €
Sadio Mané 41,2 mln €
Roberto Firmino 41 mln €

Oczywiście, Liverpool też potrafi drogo sprzedać, choćby Philippe Coutinho za 130 mln € czy Raheema Sterlinga za 63,7 mln €, jednak rozmach transferowy Liverpoolu jest imponujący. Nie wszyscy piłkarze z listy się sprawdzają, ale trio Salah/Mane/Firmino zostało kupione za 124,2 mln € jest majstersztykiem. Przy dzisiejszych sumach transferowych, 124 mln € jest kwotą za jednego, maksymalnie dwóch dobrych piłkarzy. Zresztą sam Mo Salah przebiłby tę kwotę odchodząc np. do Realu Madryt. W przypadku odpadnięcia na tym etapie Liverpoolu, właściciele spoglądaliby na ligę, której nie wygrali od 1990 roku. Kolejny sezon bez trofeum Jurgena Kloppa stawiałby pod znakiem zapytania jego status topowego trenera.

Z kolei Bayern Monachium nigdy nie brał udziału w wyścigach transferowych, a najdroższym zawodnikiem klubu jest francuz Corentin Tolisso za 41,50 mln €. Przez lata Bayern kupował (lub pozyskiwał za darmo jak Mats Hummels i Robert Lewandowski) najlepszych piłkarzy Bundesligi, jednak od kilku sezonów wyjeżdżają oni do Anglii (np. Leroy Sane, wymienieni wyżej Keita i Firmino, w lecie do Chelsea przejdzie Christian Pulisic). Prezydent Bayernu Monachium, Uli Hoeness dotychczasowy przeciwnik wydawania dużych sum transferowych w przypadku porażki w 1/8 finału będzie musiał zmienić politykę i głęboko sięgnąć do portfela. Od zwycięstwa w 2013, Bayern czterokrotnie odpadał w półfinale i raz w ćwierćfinale.

Bomba od Der Spiegel – Superliga? trzymam kciuki, ale mam sporo wątpliwości

Bomba od dziennikarzy Der Spiegel – jedenaście klubów w Europie chce utworzyć zamkniętą Superlige:

Real Madryt
FC Barcelona
Manchester United
Bayern Monachium
Juventus Turyn
Chelsea Londyn
Arsenal
PSG
Manchester City
Liverpool
AC Milan

Drużyny te, jako współwłaściciele mają nie spadać z ligi oraz mają gwarancję występowania w niej przez 40 sezonów (!). Ponadto, kluby chcą zaprosić do ligi na pięć pierwszych sezonów, pięć drużyn: Atletico Madryt, Olympique Marsylia, Inter Mediolan, AS Roma i Borussia Dortmund, a liga w sumie 16 zespołowa ma ruszyć od sezonu 2021. Według jednego z założeń, drużyny mają opuścić swoje rodzime ligi i rozgrywać mecze we wtorki, środy i soboty, a rozgrywki maja trwać 34 tygodnie. Motorem pomysłu jest Bayern Monachium, który przy powodzeniu projektu chce opuścić rodzimą ligę. To byłby wielki cios dla kibiców i tradycji, a w samej Bundeslidze o mistrzostwo rywalizowałby Schalke 04 oraz RB Lipsk. Podobnie sytuacja wyglądałaby w Anglii – Tottenham rywalizuje z Evertonem, Włoszech – Napoli z Lazio oraz Hiszpanii – Valencia z Sevillą.

Projekt na miarę europejskiego NBA ma jasny kierunek – grają najbogatsi i ewentualnie najlepsi, a wszystko odbywałoby się kosztem Champions League, mimo trzykrotnie zwiększonych przychodów w ostatnich dziesięciu latach. Kluby miałyby zarabiać ok. 500 mln euro, a nie jak teraz od UEFA maksymalnie 80 mln. Z tym, że do Champions League trzeba się zakwalifikować, co w ostatnich latach kilku klubom – założycielom, się nie udawało (Manchester United, AC Milan, Liverpool). Gwarantowana gigantyczna kasa przemawia do każdego. Oczywiście, przełożyłoby się to na kontrakty i sumy transferowe za piłkarzy (i docelowo trenerów). Transfer Neymara za 222 mln euro zapłacone przez PSG na nikim nie robiłoby wrażenia.

Reforma Ligi Mistrzów i zapewnienie gwarantowanych czterech miejsc topowym ligom był ukłonem w stronę bogatych, aby rozgrywać więcej klasyków/top meczów, które generują zainteresowanie kibiców i przychody. Najlepsze kluby nie powinny często grać ze słabymi, bo mecze Bayernu z AEK Ateny czy Juventusu z Young Boys nikogo nie interesują. Czy to ma sens? z perspektywy elitarności tak, dzisiaj w Bundeslidze, Serie A i Ligue 1 przed sezonem wiadomo kto wygra, jedynie w Premier League czy La Liga są emocje, choć każde inne rozwiązanie niż triumf Manchesteru City i FC Barcelony byłby niespodzianką.

Sprzeciwić się temu mogą tylko rodzime ligi, które stracą sportowo i wizerunkowo. One wiedza, ze idea Superligi musi się kiedyś ziścić, ale nacisk rodzimych federacji może dać consensus, w postaci startu w nowej lidze oraz krajowej, kosztem np. nikomu nie potrzebnych krajowych pucharów. Najlepsze kluby już dzisiaj mają duże kadry, a po zmianie taki 12 czy 17 zawodnik topowego klubu, miałby pewny plac swojej drużyny co tydzień, choćby w rozgrywkach krajowych, które traktowane byłyby jako obowiązek. Obowiązek wynikający z tradycji, a także z problemów prawnych (np. podpisane kontrakty lig z wielkimi gwiazdami, które przy wyjściu w/w klubów uległyby rozwiązaniu). Składy Juventusu, PSG czy Bayernu są tak mocne, że nawet przy rotacji, zwyciężyłby w rodzimych ligach, grając pierwsze skrzypce w Super League.

Format nowej ligi byłby podobny do koszykarskiej Euroligi – 16 drużyn gra każdy z każdym, w sumie 30 meczów, a następnie faza pucharowa. Podobieństw jest więcej, bo koszykarska Euroliga swój główny produkt utrzymuje niezależnie od FIBA, ze specjalnymi zaproszeniami dla wybranych klubów (założyciele grają stale), ale trwa to na tyle długo, że nikogo nie dziwi kolejny pojedynek Realu z Barceloną.

Piłka nożna wymaga zmian – ogromna ilość meczów o nic, rozdmuchany kalendarz i stawianie autobusów przez drużyny teoretycznie słabsze, zabija widowiska. Pomysł elitarnej ligi da nowy tlen i mimo sporych wątpliwości, trzymam kciuki za ten projekt. Kibice już dzisiaj chętnie płacą za futbol, który stał się świetną rozrywką telewizyjną, a nowe rozgrywki przesunie kolejne granice praw telewizyjnych, które na chwilę obecna sięgnęły sufitu. O tym wiedzą nie tylko w Bayernie.