Zostaje nam pasjonowanie się walką o europejskie puchary

Rywalizacja o mistrzostwo i udział w lidze mistrzów za nami, ostatnia (z czołowych lig) kończyła Serie A, w której po fascynującej rywalizacji do ligi mistrzów awansowały Atalanta BC oraz Inter Mediolan (TUTAJ). W innych ligach aż tak ciekawie nie było, choć teoretycznie w Bundeslidze do końca nie był znany mistrz i czołowa czwórka. Przed ostatnią kolejką szansę na top4 miał Eintracht, ale poległ na Allianz Arena 5-1 kończąc rozgrywki na siódmym miejscu. Bayer Leverkusen wytrzymał presję ostatniego spotkania zwyciężając również 5-1 Herthę w Berlinie. Dla Aptekarzy to powrót do Ligi Mistrzów po dwóch latach, kiedy w grupie wyprzedzili Tottenham, obecnych finalistów. Jak widać dwa lata to przepaść.

We Francji wszystko się rozstrzygnęło wcześniej i do stałego mistrza PSG dołączyły Lille i Lyon, choć dla Olympique awans do rozgrywek grupowych będzie zależny od finału Ligi Europy. Zwycięzca otrzymuje bezpośrednią kwalifikacje i być może do Chelsea dołączy Arsenal, który swoje rozgrywki zakończył na piątym miejscu, a wtedy Lyon zagra w eliminacjach. W Premier League do końca trwał wyścig o mistrzostwo, choć z perspektywy czasu – 14 zwycięstw z rzędu drużyny Pepa Guardioli zaczynając od 3 lutego musiało się skończyć na mistrzostwie, mimo 97 punktów Liverpoolu.

W La Liga Barcelona wygrała mistrzostwo Hiszpanii na trzy kolejki przed końcem rozgrywek i zwyciężyła po raz ósmy w ostatnich jedenastu latach. Drugie miejsce zajęło Atletico, a kolejne Real Madryt. Czwarta była Valencia, która zakończyła rozgrywki trzema zwycięstwami. Czyli w Lidze Mistrzów zagrają te same zespoły z Hiszpanii, co w poprzedniej edycji.

Ostatecznie w każdej z pięciu topowych lig obronił tytuł ubiegłoroczny mistrz – Manchester City, FC Barcelona, Juventus Turyn, Bayern Monachium i PSG. Teoretycznie największe szanse na zmianę w przyszłym sezonie mają kluby angielskie i Real Madryt, ale Pep Guardiola masowo wygrywa ligi w których występuje:

2018/19 – 1 miejsce w Premier League
2017/18 – 1 miejsce w Premier League
2016/17 – 3 miejsce w Premier League
2015/16 – 1 miejsce w Bundeslidze
2014/15 – 1 miejsce w Bundeslidze
2013/14 – 1 miejsce w Bundeslidze
2011/12 – 2 miejsce w La Liga
2010/11 – 1 miejsce w La Liga
2009/10 – 1 miejsce w La Liga
2008/09 – 1 miejsce w La Liga

w sumie osiem mistrzostw krajowych w dziesięciu sezonach (pomiędzy FC Barceloną a Bayernem Monachium miał roczną przerwę) i nawet Jurgen Klopp z rekordowym sezonem nie zdołał go pokonać, a należy dodać, że sezon wcześniej Pep zdobył 100 punktów w sezonie. Liverpool pobił największą liczbę punktów wicemistrza w najlepszych ligach, a dotychczas ten wynik należał do Real Madryt, którzy w sezonie 2009/10 zdobyli 96 punktów, a Manuel Pellegrini za brak mistrza zapłacił posadą. W obecnym sezonie Real zdobył zaledwie 68 punktów, czyli tyle ile AC Milan, a mniej niż Arsenal, Lille czy Atalanta BC. Przed Realem wielkie zmiany, zanosi się na spóźnioną rewolucję i wymianę połowy (a może całego) składu.

Niestety trudno będzie przełamać hegemonię najlepszych w swoich ligach, a nam zostaje nam pasjonowanie się walką o europejskie puchary i czekanie na superligę. Przełamanie hegemonii bogatych to jeden z argumentów zwolenników reformy najbogatszych klubów. Reformy, która następuje, ale za sprawą choćby Atalanty tego nie dostrzegamy.

Bayern z Liverpoolem, czyli pojedynek filozofii transferowych

Największy szlagier 1/8 finału Ligi Mistrzów, czyli mecz Bayernu z Liverpoolem będzie miał kilka podtekstów, ale też ogromne znaczenie dla obu klubów. Odpadnięcie na tym etapie byłoby dla jednych i drugich katastrofą, dlatego mówimy tutaj o absolutnie największym szlagierze tego etapu rozgrywek. Smaczku dodaje osoba trenera Liverpoolu, Jurgena Kloppa, który przez kilka lat z powodzeniem rywalizował z Bayernem Monachium zdobywając m.in. dwa mistrzostwa Niemiec. Wydaje się, że ten najważniejszy mecz przegrał, w finale ligi mistrzów 2013 i cały piłkarski świat będzie spoglądać na tę rywalizację. Ponadto, od zakończenia pracy z Dortmundzie mówi się, że Klopp to przyszły trener Bayernu i przy każdej zmianie trenera jest faworytem numer jeden. Ponadto, Xherdan Shaqiri przez dwa i pół sezonu był zawodnikiem Bayernu. Trafił jednak do bawarskiego klubu w młodym wieku i najczęściej siedział na ławce u Pepa Guardioli.

Wydaje się, że większym podtekstem tej rywalizacji jest podejście do polityki transferowej. Liverpool kupuje Kloppowi zawodników, których potrzebuje. Symbolem zakupów jest Virgil van Dijk kupiony rok temu za 78,80 mln € – transferowy rekord obrońcy na świecie dla wielu piłkarza anonimowego. Dzisiaj van Dijk daje spokój z tyłu, czego brakowało w poprzednich sezonach. Daje go także bramkarz Alisson, dzięki czemu Liverpool stracił w 22 meczach zaledwie 10 goli. Czołówka rekordowych transferów klubu, to czasy Jurgena Kloppa (jest trenerem od 8 października 2015):

Virgil van Dijk 78,8 mln €
Alisson 62,5 mln €
Naby Keïta 60 mln €
Christian Benteke 46,5 mln €
Fabinho 45 mln €
Mohamed Salah 42 mln €
Sadio Mané 41,2 mln €
Roberto Firmino 41 mln €

Oczywiście, Liverpool też potrafi drogo sprzedać, choćby Philippe Coutinho za 130 mln € czy Raheema Sterlinga za 63,7 mln €, jednak rozmach transferowy Liverpoolu jest imponujący. Nie wszyscy piłkarze z listy się sprawdzają, ale trio Salah/Mane/Firmino zostało kupione za 124,2 mln € jest majstersztykiem. Przy dzisiejszych sumach transferowych, 124 mln € jest kwotą za jednego, maksymalnie dwóch dobrych piłkarzy. Zresztą sam Mo Salah przebiłby tę kwotę odchodząc np. do Realu Madryt. W przypadku odpadnięcia na tym etapie Liverpoolu, właściciele spoglądaliby na ligę, której nie wygrali od 1990 roku. Kolejny sezon bez trofeum Jurgena Kloppa stawiałby pod znakiem zapytania jego status topowego trenera.

Z kolei Bayern Monachium nigdy nie brał udziału w wyścigach transferowych, a najdroższym zawodnikiem klubu jest francuz Corentin Tolisso za 41,50 mln €. Przez lata Bayern kupował (lub pozyskiwał za darmo jak Mats Hummels i Robert Lewandowski) najlepszych piłkarzy Bundesligi, jednak od kilku sezonów wyjeżdżają oni do Anglii (np. Leroy Sane, wymienieni wyżej Keita i Firmino, w lecie do Chelsea przejdzie Christian Pulisic). Prezydent Bayernu Monachium, Uli Hoeness dotychczasowy przeciwnik wydawania dużych sum transferowych w przypadku porażki w 1/8 finału będzie musiał zmienić politykę i głęboko sięgnąć do portfela. Od zwycięstwa w 2013, Bayern czterokrotnie odpadał w półfinale i raz w ćwierćfinale.

Superliga? trzymam kciuki, ale mam sporo wątpliwości

Bomba od dziennikarzy Der Spiegel – jedenaście klubów w Europie chce utworzyć zamkniętą Superlige:

Real Madryt
FC Barcelona
Manchester United
Bayern Monachium
Juventus Turyn
Chelsea Londyn
Arsenal
PSG
Manchester City
Liverpool
AC Milan

Drużyny te, jako współwłaściciele mają nie spadać z ligi oraz mają gwarancję występowania w niej przez 40 sezonów (!). Ponadto, kluby chcą zaprosić do ligi na pięć pierwszych sezonów, pięć drużyn: Atletico Madryt, Olympique Marsylia, Inter Mediolan, AS Roma i Borussia Dortmund, a liga w sumie 16 zespołowa ma ruszyć od sezonu 2021. Według jednego z założeń, drużyny mają opuścić swoje rodzime ligi i rozgrywać mecze we wtorki, środy i soboty, a rozgrywki maja trwać 34 tygodnie. Motorem pomysłu jest Bayern Monachium, który przy powodzeniu projektu chce opuścić rodzimą ligę. To byłby wielki cios dla kibiców i tradycji, a w samej Bundeslidze o mistrzostwo rywalizowałby Schalke 04 oraz RB Lipsk. Podobnie sytuacja wyglądałaby w Anglii – Tottenham rywalizuje z Evertonem, Włoszech – Napoli z Lazio oraz Hiszpanii – Valencia z Sevillą.

Projekt na miarę europejskiego NBA ma jasny kierunek – grają najbogatsi i ewentualnie najlepsi, a wszystko odbywałoby się kosztem Champions League, mimo trzykrotnie zwiększonych przychodów w ostatnich dziesięciu latach. Kluby miałyby zarabiać ok. 500 mln euro, a nie jak teraz od UEFA maksymalnie 80 mln. Z tym, że do Champions League trzeba się zakwalifikować, co w ostatnich latach kilku klubom – założycielom, się nie udawało (Manchester United, AC Milan, Liverpool). Gwarantowana gigantyczna kasa przemawia do każdego. Oczywiście, przełożyłoby się to na kontrakty i sumy transferowe za piłkarzy (i docelowo trenerów). Transfer Neymara za 222 mln euro zapłacone przez PSG na nikim nie robiłoby wrażenia.

Reforma Ligi Mistrzów i zapewnienie gwarantowanych czterech miejsc topowym ligom był ukłonem w stronę bogatych, aby rozgrywać więcej klasyków/top meczów, które generują zainteresowanie kibiców i przychody. Najlepsze kluby nie powinny często grać ze słabymi, bo mecze Bayernu z AEK Ateny czy Juventusu z Young Boys nikogo nie interesują. Czy to ma sens? z perspektywy elitarności tak, dzisiaj w Bundeslidze, Serie A i Ligue 1 przed sezonem wiadomo kto wygra, jedynie w Premier League czy La Liga są emocje, choć każde inne rozwiązanie niż triumf Manchesteru City i FC Barcelony byłby niespodzianką.

Sprzeciwić się temu mogą tylko rodzime ligi, które stracą sportowo i wizerunkowo. One wiedza, ze idea Superligi musi się kiedyś ziścić, ale nacisk rodzimych federacji może dać consensus, w postaci startu w nowej lidze oraz krajowej, kosztem np. nikomu nie potrzebnych krajowych pucharów. Najlepsze kluby już dzisiaj mają duże kadry, a po zmianie taki 12 czy 17 zawodnik topowego klubu, miałby pewny plac swojej drużyny co tydzień, choćby w rozgrywkach krajowych, które traktowane byłyby jako obowiązek. Obowiązek wynikający z tradycji, a także z problemów prawnych (np. podpisane kontrakty lig z wielkimi gwiazdami, które przy wyjściu w/w klubów uległyby rozwiązaniu). Składy Juventusu, PSG czy Bayernu są tak mocne, że nawet przy rotacji, zwyciężyłby w rodzimych ligach, grając pierwsze skrzypce w Super League.

Format nowej ligi byłby podobny do koszykarskiej Euroligi – 16 drużyn gra każdy z każdym, w sumie 30 meczów, a następnie faza pucharowa. Podobieństw jest więcej, bo koszykarska Euroliga swój główny produkt utrzymuje niezależnie od FIBA, ze specjalnymi zaproszeniami dla wybranych klubów (założyciele grają stale), ale trwa to na tyle długo, że nikogo nie dziwi kolejny pojedynek Realu z Barceloną.

Piłka nożna wymaga zmian – ogromna ilość meczów o nic, rozdmuchany kalendarz i stawianie autobusów przez drużyny teoretycznie słabsze, zabija widowiska. Pomysł elitarnej ligi da nowy tlen i mimo sporych wątpliwości, trzymam kciuki za ten projekt. Kibice już dzisiaj chętnie płacą za futbol, który stał się świetną rozrywką telewizyjną, a nowe rozgrywki przesunie kolejne granice praw telewizyjnych, które na chwilę obecna sięgnęły sufitu. O tym wiedzą nie tylko w Bayernie.

Wyjątkowe 100 punktów Manchesteru City

Zakończony właśnie sezon w Premier League zakończył się spektakularną liczbą 100 punktów mistrza kraju, a przy okazji zostało  pobite osiągnięcie Chelsea z sezonu 2004/05 dotyczące największej liczby punktów w premier League.

Podsumowałem ostatnie 25 lat, w pięciu najlepszych ligach europy (La Liga, Premier League, Bundesliga, Serie A, Ligue 1), aby wyłonić najlepszą 15. Liderem zestawienia jest Juventus z sezonu 2013/14 , w którym jego piłkarze wygrali 33 z 38 meczów. Tamta drużyna rok później po 12 latach przerwy do finału ligi mistrzów, m.in. w półfinale eliminując Real Madryt:

Gianluigi Buffon – Giorgio Chiellini, Andrea Barzagli, Leonardo Bonucci, Stephan Lichtsteiner – Paul Pogba, Andrea Pirlo, Kwadwo Asamoah, Arturo Vidal (Claudio Marchisio) – Carlos Tevez, Fernando Llorente

Poniżej lista najlepiej punktujących drużyn, przyjąłem zliczanie punktów do 38 kolejek, które występują w czterech z pięciu najlepszych lig (dla Bundesligi, punkty przeliczyłem proporcjonalnie):

102 punktów Juventus Turyn w sezonie 2013/14
101,7 punktów Bayern Monachium 2012/13*
100,6 punktów Bayern Monachium 2013/14*
100 punktów Manchester City 2017/18
100 Real Madryt 2011/12
100 Barcelona 2012/13
99 punktów Barcelona 2009/10
98,3 punktów Bayern Monachium 2015/16*
97 punktów Inter Mediolan 2006/07
96 punktów PSG 2015/16
96 punktów Real Madryt 2009/10
95 punktów Chelsea 2004/05
95 punktów Monaco 2016-17
94 punktów Barcelona 2014/15
93,8 punktów Bayern Monachium 2017/18

Szanse na dołączenie do w/w grona mają w tym sezonie:

  • Juventus posiadający 91 punktów po 36 kolejkach
  • Barcelona posiadająca 90 punkty po 36 kolejkach
  • PSG posiadający 92 punkty po 37 kolejkach

Wyboldowałem najlepsze punktowo sezony Pepa Guardioli. To zaskakujące, że cztery z ośmiu najlepszych wyników osiągnęły jego drużyny, które potrafiły przez cały sezon osiągać wyniki na poziomie min. 2,47 punktów / mecz (zdobycz Bayernu z sezonu 2015/16). W zestawieniu znalazł się jedyny wicemistrz – Real Madryt z sezonu 2009/10, który wtedy przegrał z Barceloną.. Guardioli.

W latach 90-tych nie mieliśmy tak spektakularnych wyników punktowych, pierwszy raz granicę 90 punktów przekroczył Manchester United w sezonie 1999/00. Obecnie, co sezon 90 punktów osiągają Bayern Monachium, PSG (choć rok temu przegrali ze spektakularnie grającym AS Monaco) i Juventus Turyn, a Bundesliga, Serie A, Ligue 1 przypominają ligi jednej prędkości. Co innego w La Lidze, gdzie rywalizacja pomiędzy Barceloną a Realem Madryt przynosi najczęściej obu drużynom wynik ponad 90 punktów. W Premier League, takie osiągnięcia są rzadkością i być może dlatego wynik Manchesteru City jest wyjątkowy.

Liczy się tylko liga mistrzów

Piłka nożna ewoluowała. Ten powtarzany frazes najlepiej widać po celach drużyn na kolejne sezony. Najczęściej przed sezonami mamy zasłonę dymną, czyli po sukcesie w lidze atakujemy ligę mistrzów, a po lidze mistrzów atakujemy ligę. Nikt nie mówi o podwójnej, potrójnej koronie. Czasy, kiedy trzy-cztery trofea coś znaczą skończyły się w 2009, kiedy FC Barcelona wygrała ich sześć w jeden rok (liga, liga mistrzów, puchar króla, superpuchar krajowy, superpuchar europy, klubowe mistrzostwa świata). Jeśli ktoś uważa inaczej – PSG w sezonach 2014/15, 2015/16 wygrało cztery trofea (liga, puchar ligi, puchar ligi francuskiej i superpuchar krajowy) ale czy były to udane dla nich sezony?

Puchar kraju, kiedyś znaczące trofeum, w ostatnich latach w pięciu najsilniejszych ligach wygrywały takie „tuzy” jak Wigan Atletic (2013) czy Guingamp (2014), a jeśli dodamy do tego znane marki, ale nie znaczące tyle, co ich ambicje: Arsenal Londyn (2014, 2015, 2017), Wolfsburg (2015) i Lazio (2013), otrzymamy obraz mało znaczącego trofeum.

Podobno liczy się liga krajowa, o tym mogą z kolei wypowiadać się kibice FC Barcelony, Manchesteru City albo wspomniane PSG. Brak sukcesów w europie w tych klubach skutkowało zmianą trenera, a regularne zwycięstwa w lidze:

  • 7 z ostatnich 10 edycji FC Barcelona
  • 3 z osatnich 7 edycji Manchester City
  • 5 z ostatnich 6 edycji PSG
  • 6 ostatnich edycji Bayern Monachium
  • 6 ostatnich edycji Juventus Turyn (+ za chwilę kolejne)

jeśli nie łączą się z sukcesami w lidze mistrzów, są zapominane. Spośród w/w drużyn, jedynie FC Barcelona Pepa Guardioli (2009), Luisa Enrique (2015) i Bayern Monachium Juppa Heynckesa (2013) łączyła zwycięstwo w lidze z ligą mistrzów.

Co więcej, nawet najlepsze ligi potrafią wygrać przypadkowe drużyny, warto tutaj wymienić Leicester (2016), a także drużyny z Francji: Lille (2011), Montpellier (2013).

W piłce liczy się tylko liga mistrzów, a w niej liczy się tylko zwycięstwo. Dlatego trzy zwycięstwa w ostatnich czterech edycjach Realu liczy się więcej niż seryjne mistrzostwa Włoch czy Francji. Myślę, że kibice Barcelony z zazdrością patrzą na trofea Realu w sezonach 2014, 2016 i 2017, a jeśli na swoją szalę postawią triumfy z 2006, 2009, 2011 i 2015 to zawsze Real może dorzucić swoje z 1998, 2000, 2002, a co dopiero te z ery Puskasa i Di Stefano (sześć kolejnych).

Najbliższe lato oznaczać będzie dla nas kolejny wyścig zbrojeń. Rannych jest kilka drużyn:

  • PSG, które nigdy nie przebrnęło ćwierćfinałów (TUTAJ)
  • Barcelona po blamażu 0-3
  • Atletico Madryt, odpadające w rozgrywkach grupowych (TUTAJ)
  • Manchester United podrażnionych po wyeliminowaniu przez Sevillę
  • Manchester City po blamażu 1-5

a do tego grona pewnie doliczymy przegranych półfinalistów i przegranego finalistę. Czyli lista przegranych będzie większa niż zwycięzców, bo liczy się tylko liga mistrzów.