Szaleństwo i Igo-manię czas zacząć

Zwycięstwo Igi Świątek w prestiżowym Roland Garrosie podobno zmieniło klasyfikację najlepszych polskich sportowców. Nie w moim osobistym rankingu, bo dwa tygodnie w ciągu roku to za mało, aby rywalizować z Robertem Lewandowskim, Janem Błachowiczem czy Bartoszem Zmarzlikiem, ale w social mediach mamy histerię. Porównywalną chyba tylko do sukcesów Adama Małysza z końcówki lat 90-tych.

Kibiców sezonowych uspokajam. Zwycięstwo w wielkim szlemie jest fajne i historyczne, ale w klasyfikacji WTA Iga to 17 rakieta świata. Ma ogromny potencjał, ale także ogromną pracę do wykonania i to niekoniecznie na korcie. Na sukces zwykle pracujemy latami, dlatego daleko Idze do trójki. Niestety znając naszych zakompleksionych kibiców, którzy wolą nowości, będzie inaczej. Bo Lewy się znudził, bo Błachowicz walczy dwa razy w roku i to brutalny sport, a Zmarzlik jeździ w kółko w sporcie dla sześciu krajów. Narzekać potrafimy, a Iga niczym kiedyś Małysz i trochę Kubica rozpala nową manię. Igo-manię.