Z archiwum FIBA – Hiszpania vs Francja z 2015

Półfinał mistrzostw Europy 2015 Hiszpania Francja to drugi mecz, który oglądałem z profilu FIBA a YouTube. W ciemno można wymienić zawodników, którzy tam wystąpili, a ponieważ stawką meczu był finał, zapowiadały się nie lada emocje. Wyjściowe piątki to dzisiaj legendy światowej koszykówki:

Hiszpania – Sergio Llull, Pau Ribas, Rudy Fernández, Nikola Mirotić, Pau Gasol
Francja – Tony Parker, Nicolas Batum, Nando De Colo, Boris Diaw, Rudy Gobert

Zaczyna 35-letni Gasol z rzutu z dystansu nad Gobertem, a w kolejnej akcji rewanżuje się francuz. Dalej dwójkowa akcja zawodników Chicago Bulls Gasola z Miroticiem. Francja gra inaczej niskimi zawodnikami i odpowiada wejściami Parkera i De Colo. Hiszpanie pudłują za trzy, francuzi grają indywidualnie jeden na jeden. Po dalekiej trójce przez ręce De Colo jest 11-6 dla Francji, a zawodnik CSKA rzucili już 7 pkt. Mamy fragment z dużą ilością nerwów, ale także mamy dużo obrony. Felipe Reyes wchodzi za Miroticia, Michael Gelabale za De Colo, któremu krwawi po mocnym faulu Ribasa łokieć. Pau Gasol w akcji jeden na jeden blokuje Rudy Goberta, ale w ataku Hiszpanie mają problem ze zdobywaniem punktów – sześć w siedem minut to słaby. Trener Sergio Scariolo próbuje rotować, a na parkiecie pojawiają się Sergio Rodriguez i Víctor Claver. Nadal punktuje jedynie Gasol mając 6 z 8 koszy swojej drużyny. Mamy w dwóch kolejnych akcjach dwie straty Tony Parkera przy Rodriguezie, którego nazwisko cały czas skanduje publika. W tym momencie znakomicie Parkera odcina od podań Llull – poziom NBA. Ale wchodzi z ławki Evan Fournier i trafia trójkę. Lepiej gra zespół Francji i zasłużenie wygrywa pierwsza kwartę 17-20, bo wprowadzony Rodriguez trafia równo z końcową syreną z dziewięciu metrów i zmniejsza prowadzenie. 

Nowym zawodnikiem z ławki jest Pietrus, ale po zbiórce w ataku szybko zostaje zmieniony za Diawa, który gra na parkiecie z De Colo (wrócił z zabandażowanym łokciem), Fournierem, Gelabale i Joffrey ’m Lauvergne. Nieźle. Podobnie jak obrona Fouriera na Llullu jeden na jeden, a w akcji rewanżowej po drugiej stronie parkietu Rodriguez faulował De Colo. Po trójce Llulla mamy remis po 22, a na ławce od początku kwarty siedzą Pau Gasol i Tony Parker, którzy pewnie na plakatach reklamowali ten mecz. Mieliśmy także dyskusyjną sytuację – czy był blok Diawa czy niedolot Miroticia, ostatecznie niedolot, ale dzisiaj Hiszpan z serbskim pochodzeniem nie dałby się zrobić na taki rzut. Wtedy był surowy i widać jak wielki zrobił progres w NBA, obserwując jego zmagania w tym sezonie w Eurolidze. Chwilę później na parkiecie pojawili się liderzy z plakatu. Parker zdobywa pierwsze punkty w meczu w połowie drugiej kwarty, a przecież to MVP turnieju sprzed dwóch lat, gigant Europejskiej koszykówki. Mirotić dostaje mega bloka od Goberta który pokazuje niczym Dikembe Mutombo „Not in my house”. Dalej punktują Parker z Gasolem, a w pojedynku liderów jest 4-13, w meczu 31-27. Czyli połowę punktów dla Hiszpanii zdobył Gasol. Chwilę później wynik się zmienia i po trójce Fernandeza prowadzi Hiszpania. Mamy także fenomenalny fragment w obronie – w jednej akcji Batum dostaje czapę od Fernandeza i Felipe Reyesa, a po kontrze Hiszpanów Gasola niesamowicie broni Diaw i sfrustrowany Pau fauluje Goberta. Kosz za kosz, a wynik chwilę przed końcem ustala Gobert na 33-32. W ostatniej akcji Parker decyduje się na daleki rzut z końcowa syrena i dostaje zablokowany przez Reyesa. 

Trzecią kwartę otwiera Batum rzutem za trzy, a na ekranie realizator pokazuje, jak dominują na tablicach francuzi 27-15 (11-5 w ataku), którzy niemal każdy rzut próbują i mogą dobić. Scariolo ma w tym elemencie spory problem, który jest niwelowany trójkami jak choćby Miroticia albo zagraniami 1 na 1 Gasola, który potrafi wysokim lobem trafić nad Gobertem i w połowie trzeciej kwarty ma 15 punktów. W kolejnej akcji Mirotić nie radzi sobie z Diawem. Zrezygnowany w obronie stawia ruchomą zasłonę nad Diawem i sędziowie ogłaszają jego trzeci faul. Wchodzi Reyes, Parker trafia trójkę, a następnie faulowany Gobert mający już 11 zbiórek trafia dwa osobiste i mamy najwyższe prowadzenie Francji 46-39. Publiczność szaleje. Gasol dość sprytnie wymusza dwa faule Goberta w akcji po akcji i tym samym wymusza zmianę za Goberta. Wchodzi Lauvergne i trafia z półdystansu już w pierwszej akcji po zmianie, poprawia trójką i jest 51-40. Mieliśmy także gwizdek sędziego, gdy jeden na jeden mijał Lauvergne, ale przed obrotem do linii nie zrobił kozła, co sędziowie ocenili jako kroki. Ach te problemy z przepisami FIBA vs NBA. Pau Gasol jako jedyny punktował z osobistych dla gości, w tym momencie miał 21 punktów z tego 10/12 z osobistych, ale gdy zszedł na chwilę w ostatniej akcji, Lauvergne trafił spod kosza i Francja prowadziła 56-48.

Gasol odpoczywa, więc Scariolo wystawia pod kosz co ma najlepszego (albo najwyższego): Reyesa, Miroticia i Clavera. Musi zacząć wygrywać zbiórki. Trener Francji po zejściu Diawa gra Lauvergne i Gobertem, a Parker, Batum i wspominany Diaw zbierają siły na ławce. Hiszpanie bez Marca Gasola, Ricky’ego Rubio, Jose Calderona, Juana Carlosa Navarro i Serge ‘a Ibaki – lista nieobecności w reprezentacji Hiszpanii jest długa, ale ciągle są w grze o finał. Francja ma De Colo, który rzuca trójkę i ma 14 punktów na koncie, bo trafia kolejne punkty lekko odpychając Reyesa. Jest najlepszy u gospodarzy, u przeciwników wchodzi Gasol na 6,5 min do końca i wyniku 52-61. Gasol w pierwszej akcji nabiera na zwód Goberta, a ten notuje trzecie przewinienie. Gobert w porównaniu do 2020 był bardzo surowy i nabierał się niemal na każdy zwód Hiszpana, w dodatku ten nadal trafiał osobiste. Zawodnik Utah Jazz w kontrataku wpada się na ustawionego bez ruchu Ribasa i po czwartym faulu na boisko za niego wchodzi Lauvergne, który przepychając się w walce o pozycje z Gasolem notuje także czwarte przewinienie. Gasol dalej trafia – 14/16 z osobistych i 27 punktów. Francuzi mają spory problem z faulami, bo po wejściu na kosz Rodrigueza trzeci faul notuje Batum, a faulowany na cztery minuty przed końcem od razu staje na linii osobistych i jest 58-61. Zaczynamy show Gasola, który wchodzi wsadem z dwutaktu po braku przekazania po zasłonie, blokuje Goberta, a następnie trafia nad nim hakiem. 62-61 dla Hiszpanii! Po osobistych Batuma na prowadzenie wychodzą francuzi. Batum gra fatalnie w tym meczu – 1/5 za 2 1/6 za trzy. Hiszpania gra na Gasola, który trafia nad Gobertem, a Batum myli się w rzucie z odchylenia. Nie trafia także Fernandez, a De Colo wpada na ofensywny faul w Reyesa i na 46 sekund przed końcem Hiszpania prowadzi jednym punktem i ma posiadanie. Piłkę dostaje od razu Gasol – nie trafia, ale zbiera! Wchodzi Rodriguez na koniec akcji i trafia za dwa. Trzy punkty Hiszpanii to największe ich prowadzenie w meczu, a do końca 16,4 sekundy. Błyskawiczne wybicie po przerwie na żądanie trenera Vincenta Colleta i Batum trafia trójkę z rogu! Ratuje gospodarzy i mamy remis. 14 sekund i piłka od razu do Gasola. Blokuje go Gobert i aut dla Francji. Z boku wybija Diaw, a Batum rzuca za krótko z połowy. Dogrywka! 66-66.

Zaczynamy od szybkich punktów Rodrigueza, wyrównuje Diaw dla którego to dopiero czwarte punkty w meczu. Przewagę powiększa Parker (3/12 z gry), odpada Llull (2/6 z gry). Kosz za koszem, ale Francja traci posiadanie po dwóch niecelnych osobistych Parkera. Rudy Fernandez, podobnie jak chwilę później Batum się nie mylą z linii rzutów wolnych. Znowu remis, a po niecelnym rzucie Gasola, pierwszy w kontrze razem z De Colo był Gobert. Hiszpanie nie trafiają, ale zbierają, choć zarówno Reyes jak i Gasol powinni trafić punkty spod kosza. Diaw jest faulowany przez Gasola, który znowu się frustrował, ale Boris trafia tylko raz. W odpowiedzi za piąty faul spada Gobert (8pkt 13 zb.), Gasol trafia osobiste, a gdy Francja gubi piłkę znowu Gasol wsadza ją do kosza. 78-75. Batum rzuca za trzy i jest faulowany na 15,5 sekund do końca mając trzy punkty straty. Nie trafia żadnego wolnego. Hiszpania zbiera i fantastycznie rozciąga grę rzucając między sobą piłkę, a na koniec trafia Gasol. Fenomenalny jest jego występ, zdobył na tym poziomie 40 punktów. Hiszpania w finale i kwalifikuje się do igrzysk 2016.

Hiszpania – Francja 85-80 (17-20, 15-13, 16-23, 18-10, 14-9)

Hiszpania: Pau Gasol 40 (11 zb.), Sergio Rodriguez 15, Sergio Llull 7 (5 as.), Rudy Fernández 7, Nikola Mirotić 7, Felipe Reyes 2 (7 zb.), Victor Claver 2 (6 zb.), Pau Ribas.

Francja: Nicolas Batum 14 (7 zb.), Nando De Colo 14, Joffrey Lauvergne 11, Tony Parker 10 (6 as), Michael Gelabale 10, Rudy Gobert 8 (13 zb.), Boris Diaw 5 (6 zb.), Evan Fournier 3, Florent Piétrus 0.

 

Z archiwum FIBA – USA vs Portoryko z 2007 roku

Z zaciekawieniem włączyłem mecz, który dzisiaj udostępniła FIBA – USA vs Portoryko z 2007 roku. Półfinał mistrzostw Ameryki z LeBronem Jamesem i Carlosem Arroyo mnie zaciekawił, a gdy przed spotkaniem już na parkiecie zobaczyłem piątkę: Jason Kidd, Kobe Bryant, LeBron James, Carmelo Anthony, Dwight Howard wiedziałem, że to jest to. W czasie panującej epidemii Koronawirusa na YouTube pojawia się wiele cennych, nigdy wcześniej nie opublikowanych materiałów i z uwagi na występ niedawno zmarłej legendy Lakers chciałem zobaczyć, jak to wyglądało.

Kobe w roku 2007 był najlepszy w karierze, osiągnął szczytową formę rzucając m.in. cztery razy z rzędu minimum 50 punktów. To nawet w czasach Jamesa Hardena robi wrażenie. LeBron, Howard i Melo byli młodzi, ale bardzo szybko osiągnęli status gwiazd NBA. Przecież tamten mecz był przed dwoma tytułami Kobe z Gasolem, o którym nawet nie marzył w roli partnera, Melo grał w Nuggets, a Kidd w Nets. Kobe od początku pokazywał niesamowite umiejętności. – panowanie nad ciałem w powietrzu i łatwość mijania 1 na 1 z to go zapamiętamy. LeBron bym zupełnie inny, gdy dostał piłkę na obwodzie i miał wolną pozycje to się zastanowił i dopiero rzucił za trzy w dodatku niecelnie. Z kolei wchodząc na kosz już wtedy jako 22 latek dysponował siłą, dzięki której przepychał rywali. Do tego Jason Kidd rzucający z dystansu i trafiający. Mam wrażenie, że dzisiaj się o tym nie pamięta, raczej spogląda się na niego przez pryzmat mistrzostwa w Dallas i emerytury w Knicks. Już w tamtym meczu miał za sobą 13 sezon w lidze, a owe mistrzostwo zdobył w 16 (!). Natomiast jego przegląd gry, dzielenie się piłką, przypominało mi, jak fascynująco się go oglądało.

Pierwsza zmiana amerykanów i za Dwighta Howarda wchodzi Amare Stoudemire. Dwight złapał głupie faule, ale zaimponował (niestety) nieudaną akcja w obronie, gdzie na kosmicznym poziomie zbijał piłkę po rzucie rywali. Przypomniał mi się konkurs wsadów rok później, kiedy w roli supermena sięgał końca tablicy. Amare wtedy był bestią, najlepszym ofensywnie wysokim w grze przodem do kosza, choć z dzisiejszej pozycji jednowymiarowy bez rzutu z dystansu. W 2007 (w grze za dwa punkty) jego dynamika mówiła nam, że będzie wyjątkowy. Nie był, głównie z powodu kontuzji kolan (najpierw lewe potem prawe), ale podobnie jak Kidda nie pamiętajmy go tylko z Knicks, w których po latach razem z Carmelo grali przez jeden sezon (i Tysonem Chandlerem, o którym poniżej). W pierwszej akcji Amare trafił rzut z odchylenia od tablicy. W kolejnej dynamicznie do linii wszedł na kosz. Taki miał potencjał oprócz kończenia akcji pick and roll.

Nie sprawdzałem składów z tego meczu, sama okładka LeBrona i obecność Bryanta mnie przekonała, ale gdy wszedł w pierwszej kwarcie Chauncey Billups zaniemówiłem. Nie było powtórki z Jordana, gdy blokował Isiaha Thomasa w 1992. Billups i chwilę później Tayshaun Prince byli świeżo po historycznej porażce z LeBronem Jamesem w finale konferencji i jego słynnych 25 punktów z rzędu (29 z 30 ostatnich drużyny). Nie przeszkodziło to powołać ich do składu, co pokazuje, że amerykanie po ostatnich porażkach byli bardzo zmotywowani:

2002 – 6 miejsce, ale po drodze przegrane z Argentyną, z Serbią (ćwierćfinał) i Hiszpanią (o 5 miejsce),
2004 – 3 miejsce, ale po drodze porażki z Portoryko, Litwą i Argentyną (półfinał)
2006 – 3 miejsce, przegrana z Grecją (półfinał)

Portoryko w pierwszej kwarcie dzielnie stawiało opór dzięki duetowi Elías Ayuso i Carlos Arroyo. Jednak dzięki pięciu kolejnym punktom Prince’a (SF o wzroście dzisiejszych centrów) i trójce Kobe Bryanta prowadzenie Amerykanów wynosiło sześć punktów.

Na początku drugiej kwarcie najaktywniejszy był Bryant. Najpierw stracił piłkę w kontrataku 3 na 1, później trafił trójkę, a w kolejnej akcji faulował przy rzucie za trzy Eliasa Ayuso. Kobe nie odpuszczał, wbijał się po penetracji na kosz wiedząc, że będzie faulowany. To z czym Amerykanie sobie nie radzili to penetracje pod kosz niskich Arroyo, Ayuso i młodego José Juan Barea. Przekazywanie po zasłonach kończyło się penetracja pod kosz rywali i punktami lub faulami. W ataku mieli jednak ogromną przewagę fizyczności, a dwa kolejne podania Jamesa do Howarda kończyły się wsadami, które prawie nie urwały obręczy.

Amerykanie sporo faulowali i protestowali niemal po każdym faulu. Spora różnica w przepisach i brak możliwości dotykania zawodników kończyło się gestami niezrozumienia, które wg najnowszych przepisów byłby technicznym przewinieniem. Portoryko nie trafiało z osobistych, a z ich lepszą skutecznością nie byłoby przewagi dziesięciu punktów. Amerykanie grali z LeBronem i Carmelo na skrzydle, a Mike Krzyzewski nie ustawiał Amare z Howardem razem, podobnie grał jedynym rozgrywającym Kiddem lub Billupsem i Kobe lub Reddem na dwójce. W ostatniej bronionej akcji drugiej kwarty znakomicie wymusili błąd 24 sekund, zamykając i podwajając rozgrywających.

Trzecią otworzył Anthony, który był najaktywniejszy wśród Amerykanów w drugiej kwarcie trafiając z kontry, z dystansu czy z odchylenia 1 na 1. Młody Carmelo był bardzo pazerny na punkty i potrafił ja zdobywać na wiele sposobów, choćby dwoma trójkami na początku drugiej połowy i kolejną minutę później. Potrafił wbijać się na kosz nie do zatrzymania niczym czołg LeBron James, który robił to w wieku 22 lat na niesamowitym bezczelnym poziomie. Wtedy wydawało się, że ta dwójka zdominuje ligę, a nawet trójka, bo Dwyane Wade nie wszedł na boisko, a miał na koncie tytuł MVP finałów 2006. LeBron świeżo doprowadził Cavaliers do finału ligi, a do Melo w trakcie sezonu przyszedł Allen Iverson.

Na boisku wśród największych gwiazd szalał jednak Anthony, kolejna trójka, znakomite dogranie od LBJ, który już wtedy chętnie dzielił się piłką. Gdy w jednej z akcji do linii wchodził Kobe Bryant i trafił z faulem, LeBron był pierwszym, który podnosił z parkietu starszego kolegę. Już wtedy była chemia, która przetrwała do obecnych czasów, gdy w jednym z meczów po pogrzebie, w szatni LeBron miał koszulkę Kobego. Wspominałem o przepisach, w jednej z kolejnych akcji LeBron zrobił naskok z dwutaktem a sędziowie bezwzględnie zagwizdali kroki. jedna z najbardziej charakterystycznych akcji obecnej koszykówki, wg zasad FIBA była niezgodna z przepisami. Wtedy jednak zdziwiony LeBron szukał na telebimach powtórki akcji, która dla NBA była przepisowa.

Amerykanie prowadzili 26 punktami a na zmianę za Jasona Kidda wszedł Chauncey Billups. Na parkiecie nadal byli Kobe, LeBron, Melo i Amare. Żaden drugi skład, Krzyzewski rzucił co ma najlepsze. Dopiero w 27 minucie spotkania za LeBrona wszedł Mike Miller, dzisiaj zapomniany koszykarz, zadaniowiec z Heat LeBrona. W 2007 skończył sezon z najwyższą przeciętną w życiu 18,5 pkt. trafiając 2,9 trójki na mecz. Dzisiaj Harden trafia 4,4 trójki, a w tamtym sezonie najwięcej trafiali trójek w meczu:

1. Ray Allen 3.0,
2. Mike Miller 2.9,
3. Gilbert Arenas 2.8,
4. Raja Bell 2.6,
5. Rashard Lewis 2.5.

Chwilę później Michael Redd zmienił Kobe Bryanta i trafił dwie trójki. Portoryko w trzeciej kwarcie stanęło, nie trafiali prostych rzutów a trudne nie dolatywały do kosza. Pokazywana przez realizatorów skuteczność rzutów za trzy pod koniec trzeciej kwarty wynosiła 59% (13/22) do 30% (6/20). Po chwili na trojkę Arroyo odpowiedział znowu Redd, a chwile później trafił z 8 metrów Miller. Realizator od razu skierował kamerę na klaszczącego Krzyżewskiego a za nim siedzieli asystenci Nate McMillan i Mike D’Antoni. Po osobistych Arroyo, który jako jedyny stanowił zagrożenie penetracją pod kosz, wynik brzmiał 100-70 dla USA.

Krzyzewski wprowadził Derona Williamsa w miejsce Billupsa i już w pierwszej akcji asystował on przy trojce Redda. Na ławce znakomicie bawili się LeBron z Kobe. Redd dołożył kolejną z 9 metrów, a następnie w kontrze podawał za plecami do Amare. Redd wtedy także był w swoim prime będąc piątym strzelcem ligi:

1. Kobe Bryant 31.6 pkt./mecz,
2. Carmelo Anthony 28.9,
3. Gilbert Arenas 28.4,
4. LeBron James 27.3,
5. Michael Redd 26.7.

Amerykanie byli bardzo podrażnieni porażkami sięgając po swoje największe gwiazdy za wyjątkiem Tima Duncana, Kevina Garnetta i Tracego McGradego. Samo posiadanie w składzie Kobe i LeBrona, czyli liderów Redeem Team jest legendarne, dzisiaj porównywane do duetu Magic Johnson/Michael Jordan z 1992 roku. Wielka była siła tamtej drużyny np. na papierze nie widać, jak wyglądali biegający pierwsi do kontry Redd i Amare, czy trafiający za trzy Miller. A przecież mówimy o graczach rezerwowych, którzy zdominowali ostatnią kwartę. Przewaga w połowie czwartej kwarty w trojkach wzrosła 65 (20/31) do 32 (8/25). To oznacza, że w osiem minut amerykanie trafili 7/9 trojek! Pod koniec meczu wszedł na boisko Tyson Chandler, drugi zbierający ligi (za KG przed Howardem) i to także pokazuje jak mieli mocny skład. Na ławce miała miejsce zabawa w najlepsze, realizator pokazywał żarty i uśmiechy Melo, Billupsa i Kobego. W końcówce trafiali za trzy ponownie Miller i Prince, efektowny wsad zaliczył Chandler, a wynik ustalił rzutem za trzy Rick Apodaca.

USA – Portoryko 135-91 (33–27, 24–15, 43–28, 35–21)

USA: Anthony 27 (6/7 za 3), Redd 23 (7/8 za 3), James 19 (9 as), Bryant 15, Miller 14 (4/6 za 3), Prince 10, Howard 9 (6 zb.), Kidd 8, Stoudemire 7, Chandler 3, Billups, Williams (7 as).

Portoryko: Ayuso 22 (5/9 za 3), Arroyo 21 (5 as), Falcon Melendez 12 (8 zb.), Apodaca 12, Reyes 11 (6 zb.).

Wspaniała Jędrzejczyk z Weili musi dostać rewanż

Joanna Jędrzejczyk należy do ścisłego grona najlepszych polskich sportowców od kilku lat, choć jestem pewien, że większość kanapowych kibiców się ze mną nie zgodzi. O tym, jakie sporty są popularne w Polsce wiemy wszyscy – żużel, skoki narciarskie, reprezentacja w piłce niżej. To pokazują sondaże oglądalności oraz wyniki plebiscytu na najlepszego sportowca (TUTAJ). Nie wiem dlaczego trudno nam docenić kogoś, kto robi karierę zza oceanem (podobny case z Agnieszka Radwańska i Marcinem Gortatem), kto właśnie w Stanach jest doceniany na poziomie najlepszego zawodnika w historii w swojej wadze. Tak właśnie pozycjonowana jest Joanna Jędrzejczyk, która od kilku lat ekscytuje fanów MMA na całym świecie, a mi osobiście daje powody do porannej pobudki.

Mało rzeczy mnie porywa w dzisiejszym sporcie. Czuję przesyt transmisji, wywiadów, opinii i dyskusji. Ale od kilu lat niezmienne jest to, że gdy do oktagonu wchodzi JJ nastawiam budzik i przy niedowierzaniu swojej żony wstaje w niedzielę o świcie. W sobotę, gdy oznajmiłem małżonce, że rano wstaję popatrzyła na mnie z niedowierzaniem, bo co jak co – lubię się wyspać. Wychowany na walkach Andrzeja Gołoty, które porywały tłumy, na które czekało się cały noc, to nic wielkiego wstać w nocy na walkę. Choć przyznam, że na żywo oglądam głównie walki z Europy i numerowane main eventy UFC np. Conor McGregor vs Khabib Nurmagomedov czy Jon Jones vs Daniel Cormier. Topy topów, szczyty szczytów i własnie walki Jędrzejczyk są na tym poziomie jak np. jej dwa pojedynki z Rose Namajunas. Jej ofensywny styl mnie zachwyca i szybko przekonałem się do oglądania walk pań, mimo powszechnej niezrozumiałej dla mnie niechęci. Bo tak ofensywnie walczących zawodników oglądać trzeba.

Jędrzejczyk zbudowała swój pomnik w świecie MMA ogromną pracą, którą widać choćby przy obronie parteru, już nie jest jednowymiarową zawodniczką, choć z racji doświadczenia z boksu tajskiego preferuje stójkę. Po raz pierwszy od dawna polka przystępowała do walki w roli underdoga, głównie dlatego, że Zhang Weili dominowała wszystkie swoje dotychczasowe rywalki sięgając po pas z Jéssicą Andrade (pogromczyni Namajunas). Ale od początku pojedynku Jędrzejczyk wdawała się w wymianę! Nikt wcześniej nie odważył się tak prowadzić walkę z mistrzynią UFC, z uwagi na jej pięknienie silne ręce. Pierwsza runda moim zdaniem wygrana, ale sędziowie wskazywali Weili. W drugiej Chinka poszła po swoje i zwyciężyła, ale w kolejnej ponownie polka prowadziła. Sędziowie rundy mistrzowskie punktowali różnie, bo rundy były niesamowicie wyrównane, więc decydowały pojedyncze ciosy. A być może twarz zawodniczek po zakończeniu pojedynku, bo wielki krwiak na czole Jędrzejczyk, był najczęściej pokazywanym zdjęciem z walki. Piąta runda ponownie dla Weili, choć nawet w końcówce półka miała swoje momenty.

Ostatecznie jedynie druga runda był wygrana przez mistrzynie dla wszystkich sędziów (z kolei jedynie trzecia była jednogłośnie dla JJ). Finalnie dwa werdykty 48-47 i jeden 47-48. A przede wszystkim remisowa ilość ciosów w trzech rundach i określenie pojedynku jako, najlepszy w historii kobiecego MMA, być może także walka roku bez podziału na kobiety i mężczyźni. UFC powinno dać dziewczynom rewanż. Zwłaszcza, że mistrzowie Valentina Shevchenko i McGregor opowiedziało się za Joanną, która w rundzie drugiej i piątej (ostatecznie przegranych) zadała więcej ciosów. Trzeba to wyjaśnić w kolejnym pojedynku.

Jak dobra jest reprezentacja Niemiec?

Wielki klops zafundowali swoim reprezentanci Niemiec kibicom na mundialu w 2018 – nie wyszli z łatwiej grupy przegrywając z Meksykiem i Koreą Południową, a jedyne zwycięstwo odnosząc po fantastycznym strzale z rzutu wolnego Toniego Kroosa w 95 minucie ze Szwecją. Po mundialu selekcjoner przedstawił obszerny raport Joachim Löw (w przeciwieństwie do Adama Nawałki), odstawił kilku zawodników i zaczął rywalizację w nowych rozgrywkach – Lidze Narodów.

W niej Niemcy także się skompromitowali. W dwóch dwumeczach z Francja i Holandia nie wygrali ani razu, a dwa remisy i dwie porażki zepchnęły ich do Ligi Narodów B. Minęły dwa lata i z najwyżej rozstawionej drużyny na świecie odnieśli jedno zwycięstwo w siedmiu meczach. Oczywiście, światowa piłka bez Niemców nie może funkcjonować, więc szybko wymyślono i wprowadzono reformę, dzięki której powiększono grupy do czterech drużyn. My także na tej reformie skorzystaliśmy, choć podobnie jak Niemcy nie wygraliśmy meczu w pierwszej edycji turnieju.

Winnymi została stara gwardia: Mats Hummels, Thomas Müller i Jerome Boateng, z których w marcu zrezygnował Joachim Löw. Doświadczeni piłkarze, mistrzowie świata 2014 mieli ułatwić zmianę pokoleniową, która nie do końca się udała. Należy dodać, w żadnej reprezentacji nie przechodzi ona bezboleśnie. Same eliminacje przeszły gładko – siedem zwycięstw w ośmiu meczach, choć wszyscy zapamiętamy właśnie przegraną z Holandią (2-4) mimo strzelenia pierwszej bramki. Bo ze strzelaniem bramek Niemcy nie mają problemu – w eliminacjach 11 bramek strzelili Estonii, 8 Irlandii Północnej, 6 Białorusi i 5 Holandii. Liderem ataku jest Serge Gnabry, który tworzy ofensywne trio z Marco Reusem i Timo Wernerem. A przed kontuzją, w miejsce ostatniego występował Leroy Sane. Problemem jest defensywa.

Niemcom daleko do wspomnianych Holendrów, którzy grają czwórka: Joel Veltman, Matthijs de Ligt, Virgil van Dijk, Daley Blind, a za nimi Jasper Cillessen, mając w obwodzie choćby Quincy Promesa, Nathana Aké i Patricka van Aanholta. We wspomnianym meczu z Holandią (bądź co bądź, najważniejszym meczu w 2019), nasi sąsiedzi zagrali kwartetem: Matthias Ginter, Jonathan Tah, Niklas Sule, Lukas Klostermann. Szału nie ma.

Niemcy przez lata przyczaili nas do świetnej organizacji, gry w końcówkach i znakomitej obrony. Zwykle przed wielkim turniejem mówi się, że Niemcy to Niemcy, albo że Niemcy to drużyna turniejowa. Obrona z 2014 roku – Benedikt Hoewedes, Mats Hummels, Jerome Boateng, Philipp Lahm wygląda od obecnej o niebo lepiej. Od Mistrzostw Świata 2014 zmieniła się hierarchia w Europie – Francja była w finale euro i mundialu (wygrała), Portugalia wygrała euro i Ligę Narodów, Belgia z najlepszym w historii pokoleniem zdobyła trzecie miejsce na świecie pokonując w meczu pocieszenia młodych Anglików. Te cztery drużyny są poza zasięgiem naszych sąsiadów, których także stawiam nieco niżej niż reprezentacje Hiszpanii. Wychodzi mi ćwierćfinał euro 2020, choć po wyjściu z grupy o dalszych rundach decyduje na równi siła na boisku i szczęście. Wiedza o tym Chorwaci, którzy eliminując Danie i Rosje, awansowali do półfinału ostatniego mundialu. Ci ostatni oddając jeden celny strzał w meczu, wyeliminowali faworyzowanych Hiszpanów z gwiazdami Realu i Barcelony.

Cztery mecze – trzy porażki, nie skreślajmy jeszcze Liverpoolu

Zaczęło się od Ligi Mistrzów, gdzie w pierwszym meczu 1/8 finału, już w czwartej minucie po rzucie wolnym i zamieszaniu, piłka spada pod nogi Saula Nigueza, który pokonał Alissona Beckera. Maszyna, która rozwalcowuje rywali w Premier League zawiodła. Mylił się Salah, który jedynie strzelił bramkę z ewidentnego spalonego (oczywiście nie mogła zostać uznana). The Reds bili głową w mur i o ile przed meczem mówiono, że Atletico należy do niewygodnych rywali, to same zwycięstwa i jeden remis w 26 meczach Premier League jasno wskazywał faworyta.

Zresztą kolejny mecz ligowy z West Hamem zakończył się tak, jak wiele innych – Liverpool odrobił stratę i z 1-2 zrobili 3-2. Kosmiczna liczba zwycięstw (26 z 27) i pogoń za Invincibles, czyli Arsenalem z sezonu 2003/04, a w dalszej perspektywie obrona Ligi Mistrzów, której poza Realem 2016-2018 obronił wcześniej Milan w czasach prehistorycznych (1989-1990) – takie były marzenia Jürgena Kloppa.

Jak wiemy, The Reds Invincibles nie zostaną, Watford rozjechał ich aż 3-0! Bohaterem został Senegalczyk Ismaila Sarr, który przed sezonem przyszedł za 30 mln euro z Rennes. Przyćmił swojego rodaka Sadio Mane strzelając dwie bramki i przy trzeciej asystując. Przy pierwszej bramce Doucoure podał do niego w uliczkę na wyprzedzenie, w drugiej wyprzedził Virgila van Dijka, który nie mógł nadążyć. Przy trzeciej bramce Trent Alexander-Arnold popełnił błąd pod swoim polem karnym i do piłki dopadł Sarr, który wycofał ją do Troy’a Deeney’a. Zaskakujące, że bramki padły po błędach obrońców, którzy przez cały sezon uważani byli za najlepszych.

Kolejna porażkę Liverpool odniósł w FA Cup z Chelsea. Klopp próbuje rotować składem, choć zwykle w pewnym momencie na boisku pojawiają się gwiazdy – Salah, Firmino i Mane. Dobrze dysponowana Chelsea wygrała podobnie jak Wadford 3-0, w najmniej ważnych rozgrywkach, ale sam udział w takim meczu Mane, Fabinho, Robertsona czy van Dijka przez 90 minut, pokazuje, że niemiecki trener nie potrafi odpuścić. Podobnie wyglądały grudniowe mecze z Monterrey i Flamengo (mecz z dogrywką trwał 120 min).

Ogromne obciążenia wielu zawodników przez cały sezon wychodzą w najważniejszym momencie. Oczywiście, Premier League jest już wygrana, bo po porażce z Watfordem przewaga nad Manchesterem City wynosi 22 punkty, a Pep Guardiola już w styczniu mówił, że przegrał rywalizację i musi skupić się na grze w Europie. Niestety w Lidze Mistrzów coraz więcej jest głosów, że to Atletico wygra dwumecz, a dodatkowo dzisiaj gruchnęła wiadomość o kontuzji Alissona, który nie zagra w meczach z Bournemouth i Atletico. Porażka w pierwszym meczu 0-1 w kontekście choćby wyeliminowania rok temu w półfinale Barcelony po przegranej 0-3, nie pozwala mi nie skreślać Liverpoolu. Jeszcze nie teraz.

Pożegnanie Kobego Bryanta

Niesamowite są zdjęcia i video ze Staples Center, gdzie pożegnali koszykarza bliscy, przyjaciele, koledzy i rywale. Świat stracił ikonę nie tylko sportu, bo wiele rzeczy, które robił Kobe Bryant poza parkietem było doskonałych. W transmisji video, które na koncie twitterowym ESPN śledziło 1,2 mln widzów wspominała go żona, która cytatami o niespełnionym marzeniu zestarzenia się razem i troszczeniu się Gigi w niebie, a ona zajmie się pozostałą trójką dziewczynek chwyta za serce. Michael Jordan płakał jak bóbr, a nigdy nie był znany z roli wielkiego mówcy (raczej mało mówił, po prostu robił, jak hasło przewodnie Nike). Wielki koncern też wypuścili dwuminutowy spot, w którym w fenomenalny sposób uchwycił karierę Bryanta tekstem i migawkami audio, bo wszystko inne mamy we wspomnieniach.

Wielki sportowiec ale także mąż i ojciec, po zakończeniu kariery oddał się rodzinie, która tak go wspierała przez 20 lat gry na parkietach NBA. Nie da się bez zaplecza rodzinnego, spokojnej głowy i poukładania spraw ważnych być tym, kim był Kobe. Jego największą rysą jako zawodnika, to rozpad duetu z Shaquille O’Nealem ale poprzedzony było głośną sprawą o gwałt (który ostatecznie został zmieniony na dobrowolne współżycie) na pracownicy hotelu, która ostatecznie wycofała zarzuty. Podobnie jak później żona Vanessa wycofała wniosek o rozwód. Bryant momentalnie z idola stał się znienawidzonym, rozkapryszonym gościem, który po odejściu Diesela, wypadł nawet z play-off.

Miłość, jaką później otaczał rodzinę, niesamowite obrazki jego i Gigi, które obiegły internet chwilę po śmierci, a sam Kobe jak to powiedział ostatnio Dwayne Wade przy ceremonii zastrzeżenia swojej koszulki, był dla jego pokolenia superbohaterem. Vanessa na ceremonii określiła go mianem MVP tatusiów swoich córek, a Shaq MVP nieba. Kobe był naprawdę kimś wyjątkowym.

Nie było mi z nim po drodze, jako wielki fan Shaqa uważałem go najpierw za przereklamowanego nastolatka, a potem co najwyzej Robinem Batmana. W konflikcie z Shaqiem, stałem po stronie starszego, kibicowałem mu też w wyprawie na Pluton
(wolał grać gdziekolwiek, byle nie w Lakers). A wcześniej, gdy Kobe zdobywał 81 punktów – drwiłem, że oddaje niezliczoną ilość rzutów, że Toronto słabo broni i że to nic nie znaczy. Dopiero mistrzostwo poprzedzone przegranymi finałami z Celtics zmieniło moje postrzeganie o Kobe (ale tylko trochę, bo to zawsze Kobe). Zbiegło się to narodzeniem social mediów jakie znamy, dzięki czemu coraz bardziej widoczne było pojęcie „mentalność Mamby”. Ogromna praca na treningach i wręcz chorobliwe dążenie do doskonałości, doprowadziło Bryanta na szczyt rok po roku. W końcu był MVP jako lider. Wspomniałem o rysie, bo wydaje się, że Lakers z tym duetem powinni mieć i dziewięć tytułów, a nie trzy plus dwa z Pau Gasolem i Lamarem Odomem. Starzejący się Shaq i przejmujący pierwszeństwo Bryant – tego dzisiaj życzyliby sobie wszyscy.

Oczywiście oprócz cofnięcia czasu i samej katastrofy w Calabasas. Dziewięć osób zginęło w locie helikoptera, który zawoził córkę zawodnika na trening. To był sposób na oszczędzanie czasu na dojazdy, aby czas poświęcić rodzinie, a co prorocze – z Vanessą umówili się, że razem nie będą latać. Ponad 300 mln dolarów zarobionych na parkiecie, dużo więcej na inwestycjach poza, wspaniała rodzina, Oskar.. Pieniądze szczęścia nie dają, nie wrócą rodziny 41-letniego idola, któremu honor oddali wszyscy, a który swoją postawa nie tylko jako zawodnik na to absolutnie zasłużył. Ikona. Kobe Bryant #8 #24

  • 5× mistrz (2000–2002, 2009, 2010),
  • 2× MVP finałów (2009, 2010),
  • 1x MVP sezonu regularnego (2008),
  • 18× uczestnik meczu gwiazd (1998, 2000–2016),
  • 4× MVP meczu gwiazd (2002, 2007, 2009, 2011),
  • 11× pierwsza piątka (2002–2004, 2006–2013),
  • 2× druga piątka (2000, 2001),
  • 2× trzecia piątka (1999, 2005),
  • 9× pierwsza drużyna obrońców (2000, 2003, 2004, 2006–2011),
  • 3× druga drużyna obrońców (2001, 2002, 2012),
  • 2× król strzelców (2006, 2007).

Nastolatek przyćmiewa prawdziwe gwiazdy #ErlingHåland

Po losowaniu LM mieliśmy kilka ciekawych par, w tym prawdziwy mega hit Manchesteru City z Realem Madryt, ale wobec piłkarskich szachów, jakie wiedzieliśmy w ostatnich latach w meczach wagi ciężkiej, prawdziwe fajerwerki miały być w parze Borussii Dortmund z PSG. To jest nowa para, bo trudno jeden dwumecz z 2010 uznawać ich za starych znajomych, ale bardzo ekscytująca. Najofensywniejsza piłka w Bundeslidze przeciwko najofensywniejszej z Ligue 1. A na boisku pojedynek nowych z uznanymi gwiazdami futbolu – Erling Håland, Jadon Sancho vs Kylian Mbappé i Neymar. Trudno dzisiaj Francuza uznawać za nowa gwiazdę, to uznana topowa półka. Czas leci i do gry wchodzą nowi, jak duet z BVB. Niedawny transfer norwega (TUTAJ) był o tyle interesujący, bo mówiliśmy o kimś nowym w piłce, piłkarzu, który nie przestaje strzelać:

vs Eintracht – gol, 78 min,
vs Leverkusen – 90 min,
vs Werder – gol, 45 min,
vs Union Berlin – 2 gole, 76 min,
vs FC Koeln – 2 gole, 26 min,
vs Augsburg – 3 gole, 35 min.

Kilka tygodni później, gdy trzeba dopasować takiego piłkarza do utalentowanej drużyny jest.. jeszcze lepiej. Dodatkowo nowa zasada UEFA umożliwiła mu występ na Signal Iduna Park, mimo gry w Austrii na jesień. Liczby Hålanda imponują, zawodnik strzela bramki w różny sposób, czyli robi.. to samo, co w Salzburgu, tylko w lepszej lidze, z lepszymi rywalami. Jego regularność mnie zachwyca do tego stopnia, że wybierając pomiędzy meczami Atletico z Liverpoolem a BVB z PSG nie miałem wątpliwości, co i kogo oglądać. Każde przyjęcie piłki, zastawienie się, odegranie jest na wysokim poziomie, a przeciwko sobie miał prawdziwego tura Thiago Silve. Piłkarz urodzony w lipcu 2000 już jest piłkarzem z top50, a z każdym miesiącem będzie przesuwać się wyżej w hierarchii, w tempie Mbappé dwa sezony temu.

Pierwsza bramka padła dopiero po przerwie – to przytomne znalezienie się w polu karnym. Egzekutor został uciszony sześć minut później rajdem francuskiego napastnika i perfekcyjnym oddaniem do Neymara. W pucharowych meczach strzelają gwiazdy, a dwie minuty później po asyście 17-letniego Giovanniego Reyna, nie zastanawiając się od razu strzelił Håland. Sposób, w jaki to zrobił było imponujące i choć trudno mówić o narodzinach gwiazdy, to jednak pierwszy występ w fazie pucharowej i dwie bramki. W cieniu Hålanda bardzo dobre zawody rozegrali Sancho, Achraf Hakimi i Emre Can. Właśnie wygrany środek boiska był decydujący, bo zmniejszył liczbę akcji rywali nastawionych trio Neymar, Mbappe, Di Maria.

PSG na drugą bramkę Borussii już nie odpowiedziało, a w końcówce skompromitowali się dwoma żółtymi kartkami, które wykluczają z rewanżu Meuniera (nie wiedział, że będzie po kartce pauzował) i Verrattiego (dyskutował z arbitrem w 89 minucie). Z gwiazdozbioru rezerwowych: Cavani, Draxler, Icardi i Sarabia, na boisko wszedł tylko ten ostatni. To wywoła na pewno niezadowolenie i w konsekwencji odejście zawodników, dla których wobec braku rywalizacji we Francji, liczą się cztery mecze na wiosnę. Ambicje są oczywiście większe, ale ćwierćfinał to bieżący rekord klubu posiadającego w/w gwiazdy. Efektowna gra na krajowym podwórku – pokaz siły, zwycięstwami 6-1 z Dijon czy 5-0 z Montpellier, któryś to już raz nie przełożył się na Europę. W dodatku wybuchają skandale jak publikowanie na Instagramie filmu przez brata Kimpempe, w którym nazywa Thomasa Tuchela sk.., a Neymar obwinia klub, że jest oszczędzany. Jeśli na Parc des Princes PSG nie odwróci losów i znowu wywali się na 1/8, rozpocznie się transferowa saga z Mbappé i Neymarem.