Nowy sezon zaczyna się w środę

Środowa loteria draftu 2019 będzie miała tylko jednego zwycięzcę. Przychodzi do ligi przyszła gwiazda i członek galerii sław, Ziom Willamson, który swoją fizycznością i talentem, dominuje w każdej kolejnej kategorii wiekowej. Dla niego czas na NBA, gdzie wiele drużyn trze kolanami, aby Williamsona wybrać. Twarzy organizacji na 10-15 lat nie wybiera się codziennie, talent porównywany z LeBronem Jamesem, a jego samego określa się jako „bardziej dominujący w powietrzu Charles Barkley”. To musi się udać, dlatego wiele drużyn odpuściło w tym sezonie rywalizacje w lidze, aby zejść jak najniższej. W odwróconej tabeli zwyciężyli Knicks przed Cavs i Suns. Oni mają po 14% szans na zwycięstwo i budowę dynastii. Tuż za nimi kolejno Bulls, Hawks i Wizards, czyli drużyny, które marzą, bo na dzisiaj nagroda w drafcie jest tylko jedna. Hawks teoretycznie pozyskując w wymianie Luka Doncic/Trae Young pick Mavericks, mają spore szanse na dwa dobre wybory (mają tez swój), ale wybór jest chroniony w top5. Dlatego mogą mieć wybory dobre ale nie wybitne.W drafcie jest kilku utalentowanych zawodników: Ja Morant (połączenie Steve’a Francisa z DeAaronem Foxem), R.J. Barrett (połączenie Granta Hilla z Tracym McGradym), Jarrett Culver (Kendall Gill & Paul Pierce), Darius Garland (wyższy Jeff Teague) czy Cameron Reddish (atletyczny Joe Johnson, Rudy Gay), dlatego chwilę po loterii zacznie się dyskusja. Kogo potrzebujemy? czy wybieramy talent czy potrzebę? Dla drużyn pokroju Wizards, Pelicans, Wolves, Lakers (!), czy Heat bardziej opłacalne będzie zrobienie wymiany, aby wrócić do play-offs w kolejnym sezonie. W końcu część zawodników nie poradzi sobie z ligą, treningami, rolą w drużynie lub po prostu z poziomem sportowym, dlatego trafnie nazwano draftu – loterią. NBA w ramach walki z tankowaniem, zmniejszyło szansę na wybór numer jeden najgorszym drużynom, a zwiększyło pozostałym. Różnica pomiędzy 14% szans najgorszych Knicks, a czwartymi Bulls wynosi 1,5% szans, podczas gdy rok temu to było aż 11,3% (odpowiednio 25% vs 13,7%). Dzisiaj wygrać wysoki pick może więcej zespołów, a to sprawia, że nowy sezon dla wielu drużyn zaczyna się w środę, z chwilą loterii.

Słabsi nie mogli wygrać w pierwszej rundzie

Bieżące play-off są pierwsze od 2008 roku, kiedy żadna z niżej rozstawionych zespołów nie awansowała do drugiej rundy. Poniżej zestawienie drużyn, które mimo przewagi własnej hali, odpadały w pierwszej rundzie:

2018 Blazers (3), Thunder (4),
2017 Clippers (4) 2016 Clippers (4),
2015 Blazers (4), Raptors (4),
2014 Raptors (3), Bulls (4),
2013 Nuggets (3), Clippers (4), Nets (4) ,
2012 Bulls (1), Grizzlies (4),
2011 Spurs (1), Magic (4) ,
2010 Mavericks (4), Nuggets (4),
2009 Spurs (3), Blazers (4)

Największą niespodzianką było zwycięstwo Sixers z Bulls w 2012. Derrick Rose zagrał tylko w pierwszym meczu, opuszczając ostatnie minuty z uwagi na kontuzję kolana, przez którą opuścił cały kolejny sezon. Bulls prowadzili 1-0, ale bez swojej gwiazdy oddali serię, w dodatku w trzecim meczu Joakim Noah skręcił kostkę i także nie wrócił na serię. Z perspektywy czasu, tamta drużyna była najbliżej od czasów Jordana wygrania mistrzostwa – drugi sezon z rzędu wygrali sezon regularny, mieli najlepszą obronę ligi i wracali po przegranej w finale konferencji z Heat 1-4. Pierwsza piątka była kompletna Derrick Rose, Richard Hamilton, Luol Deng, Carlos Boozer, Joakim Noah, plus z ławki Taj Gibson, C.J. Watson, Kyle Korver, Omer Asik, Ronnie Brewer i bardzo młody Jimmy Butler. Również Sixers potrafili bronić, bo z perspektywy czasu nie tylko pech rywali im zapewnił drugą rundę. Jrue Holiday, Andre Iguodala , Elton Brand, Evan Turner i Spencer Hawes, a ławki Lou Williams czy Thaddeus Young doprowadzili do siedmiu meczów w kolejnej rundzie z Celtics. Tymi samymi Celtics, którzy w finale konferencji prowadzili 3-2 z Miami Heat LeBrona Jamesa.Także rok wcześniej triumfowała drużyna rozstawiona z numerem 8. Wtedy nie było kontuzji rywali, „jedynie” agresywna obrona. Spurs przegrali serię 2-4 tylko raz rzucając 100 punktów, Wtedy narodziło się Grit and Grind, a Grizzlies od tamtego momentu siedmiokrotnie awansowali do play-off, a dwa lata później osiągnęli finał konferencji, w którym przegrali.. ze Spurs 0-4. Organizacja Spurs czekała na niego dwa lata. W serii z 2011 Tim Duncan ciągle atakowany zdobywał kolejno: 16, 16, 13, 6, 13, 12 punkty. Grit and Grind to drużyna gryząca parkiet: Mike Conley, Marc Gasol, Zach Randolph, Tony Allen z utalentowanymi strzelcami pokroju O.J. Mayo czy Rudego Gaya. Lionel Hollins oraz jego następca Dave Joerger wycisnęli maksa z drużyny, w której liderzy przez siedem sezonów, tylko dwukrotnie zdobywali przeciętnie więcej niż 20 punktów w meczach (Zach Randolph 2010/11 – 20,1 pkt., oraz Mike Conley 2016-17 – 20,5 pkt.). Tamci Grizzlies nie umieli rzucać, umieli bronić.Wygląda na to, że jeśli ma dojść do niespodzianki, to raczej w meczach czwartego z piątym zespołem, o ile oczywiście to będą niespodzianki (często zespoły uzyskują taką samą liczbę lub różną o jedno zwycięstwo). A sensacje będą tylko wtedy, gdy niżej rozstawiony zespół będzie znakomicie bronić. Dlatego nie mieliśmy ich w tegorocznych play-offach, gdzie Warriors podejmowali Clippers z 25 obroną ligi, ani na wschodzie, bo Detroit tracą przeciętnie 7 wynik w lidze, ale trafili na walec w postaci najlepszej ofensywy NBA.

Kyrie Irving jest done

Styl z jakim Boston odpadł w drugiej rundzie to największa niespodzianka bieżących play-off – z każdym meczem było gorzej, ostatecznie wystarczyło zaledwie pięć spotkań, aby rozstrzygnąć serię. A przecież, po pierwszym meczu i wyjazdowym zwycięstwie Celtics, szanse się wyrównały. Nagle 60 zwycięstw Bucks, czyli najwięcej od sezonu 1980/81 stało się równoważne z obroną Celtics. W euforii przodował zwłaszcza analityk ESPN, MVP finałów z 2008 Paul Pierce, mówiąc, że to koniec Bucks. Jeden wygrany mecz miał zmienić wszystko, a raczej przywrócić stan sprzed sezonu, gdy Celtics byli typowani na drugą drużynę ligi (TUTAJ). Byli w tym momencie 5-0 w play-off, a Kyrie Irving odgrywał rolę lidera po raz pierwszy w karierze. Po to zażądał transferu, aby rozpocząć swoje legacy. W USA to modne określenie tego, co zostaje po zakończeniu kariery. Irving, rocznik 1992 ma najlepsze lata przed sobą, choć decyzja o opuszczeniu LeBrona Jamesa po latach może oznaczać, ze jednak.. za (sobą).

Uncle Drew opuścił końcówkę poprzedniego sezonu i play-offy, wiec od czasu odejścia z Cavs, mielimy tylko spekulacje. Spekulacje, czy jest tak dobry, żeby mieć swoja drużynę, być liderem, decydować o końcówkach meczów, kształcie organizacji. Takich zawodników w NBA jest niewielu, ale po latach to ich najbardziej doceniamy – stawiamy pomniki i podwieszamy koszulki pod kopula hal. Po przegranej z Bucks nie jestem przekonany, czy Celtics mu zaufają oraz czy on zaufa Celtics. Kyrie Irving zawiódł w drugiej rundzie tak bardzo, że nikt nie pamięta jego dobra grę z Indianą. Dobra, ale nie wybitną, dzisiaj Irving może pomarzyć o statusie jaki ma w Portland Damian Lillard, który serię z Oklahoma miał fenomenalną.

usa_today_10459946.0

Kyrie Irving w lecie zostanie wolnym agentem i będzie miał dwa wybory – zostanie na kilka lat dodatkiem do pierwszej gwiazdy lub duże pieniądze gdzieś na uboczu ligi. Te drugie rozwiązanie pozwoli mu być liderem, ale z czasem będzie tylko dobrym zawodnikiem. Pierwsze rozwiązanie z kolei złączy go z Kevinem Durantem lub… LeBronem Jamesem. W dwa lata historia zatoczy koło. Do pewnego momentu szło mu doskonale:

2012 debiutant roku
2013 pierwsza nominacja do meczu gwiazd
2014 MVP meczu gwiazd
2014 MVP mistrzostw świata
2016 mistrz NBA
2016 zwycięzca igrzysk olimpijskich

Danny Ainge nie zaproponuje mu maksymalnej umowy, względnie zaproponuje i odda za inny asset. Danny Ainge nie będzie miał skrupułów (TUTAJ), tym bardziej, ze Kyrie Irving swoją postawą niczego nie ułatwia. Z Bucks zawiódł w ataku i obronie – zdobył 102 punkty ze 104 rzutów i po raz kolejny wychodziły jego braki w defensywie (111 straconych punktów na 100 posiadań). Plan na lato Celtics to cały czas Anthony Davis i wielka wymiana z udziałem Jasona Tatuma. Kyrie zostając w obecnym klubie, prędzej czy później będzie numerem dwa.

Kyrie jest done – na dobre wypadł z top10 zawodników ligi, stracił na rzecz Damiana Lillarda miano najlepszego clutch playera oraz co gorsze, nie jest w stanie stworzyć dobrej chemii w zespole.

Trzech tenorów Jürgena Kloppa

Wczorajszy mecz zapamiętamy na zawsze. Nie tylko dlatego, że Liverpool zdeklasował Barcelonę. Ale także dlatego, że odrobił trzybramkową (!) stratę z pierwszego meczu i pozbawił złudzeń Leo Messiego na piąty triumf w lidze mistrzów. W wyścigu nadludzi Cristiano Ronaldo ma pięć triumfów, a z obecnej edycji odpadł w ćwierćfinale. Barcelona była gigantycznym faworytem także dlatego, że podopieczni Jürgena Kloppa pozbawieni byli dwóch (Mohamed Salah i Roberto Firmino) z trzech członków magicznego trio, a jak się później okazało, ten trzeci, czyli Sadio Mane nie zanotował ani bramki, ani asysty.

Jürgen Klopp wczoraj tenorów miał trzech – każdy z nich to wybór zaskakujący, ale już przed meczem kazał wszystkim zawodnikom się bawić. Oczywiście w piłce nic nie jest pewne, a szczególnie pokazuje to obecny sezon ligi mistrzów, jednak zawodnicy gospodarzy byli przed meczem przytłoczeni. Najpierw po doskonałej grze, przegrali na Camp Nou 3-0 (TUTAJ), a następnie Vincent Kompany strzałem życia numer dwa (numer jeden to bramka z West Hamem dająca mistrzostwo Anglii 2014), dał zwycięstwo Manchesterowi City z Leicester 1-0. We wtorek i w niedzielę Liverpool miał przegrać wszystko. Fantastyczny sezon miał zakończyć się niczym, co mocno podkreślali przeciwnicy Jürgena Kloppa.

Najpierw zaczął Divock Origi, w siódmej minucie. Wieczny rezerwowy, wypożyczony do Wolfsburga w poprzednim sezonie i jeden z pierwszych, którzy opuszczą w lecie drużynę. Jedyna opcja na tamten wieczór dla The Redds, czyli szybko zdobyta bramka stała się faktem. Po straconej bramce Barcelona zdobyła przewagę, mogła wyrównać ale do przerwy wynik się nie zmienił. Po przerwie wszedł Georginio Wijnaldum, jak się okazało współbohater, drugi z tenorów. 54 i 56 minuta zmroziła cały świat. Dwa ciosy. Pach, pach i Barcelona na kolanach. Już po drugiej bramce wróciły demony z ubiegłego sezonu z dwumeczu z As Roma (4-1 i 0-3). Barcelona sparaliżowana, Barcelona na kolanach. Każda piłka zagrywana zostaje do Leo Messiego, który umiejętnie kryty i wypychany często jej nie otrzymuje lub dostaje w okolicach środka boiska. Kiwanie dwóch, trzech zawodników to od tego momentu jedyne rozwiązanie dla faworyta edycji.

W Barcelonie w najważniejszym meczu nie sprawdził się Philippe Coutinho za 135 mln, w kadrze meczowej nie był Ousmane Dembélé za 125 mln, a pozyskany przed sezonem za darmo Arturo Vidal najlepsze lata ma za sobą. Barcelona była bezradna – czekała na cios, który ich znokautował. Cios nadszedł od nieoczekiwanego duetu Trent Alexander-Arnold / Divock Origi. Ten pierwszy sprawnie wykorzystał rzut rożny (druga asysta w meczu) do wybicia piłki pod nogi Belga, który zupełnie niekryty, umieścił piłkę w siatki. Barcelona odpowiedziała zmianą Malcolma, dla którego to było trzecie spotkanie w tym sezonie. Malcolm nie okazał się Wijnaldumem, bo okazać się nie mógł. Jürgen Klopp ograł Ernesto Valverde tak brutalnie, że ten mimo drugiego mistrzostwa kraju nie może być pewien pracy w nowym sezonie.

BRITAIN-SOCCER-UEFA-CHAMPIONS-LEAGUE.jpg

Luka Jović – cudowne dziecko serbskiej piłki

W tym sezonie objawiło nam się kilka nowych nazwisk: Joao Félix (Benfica Lizbona), Luka Jović (Eintracht Frankfurt), Matthijs De Ligt, Frenkie De Jong (Ajax Amsterdam), Nicolò Zaniolo (AS Roma), Jadon Sancho (Borussia Dortmund)  i oczywiście nasz Krzysztof Piątek (AC Milan), dlatego w gabinetach dyrektorów i prezesów gorący okres. Oczywiście okno transferowe zaczyna się 1 lipca, ale nikt wtedy nie zaczyna transferów. Pierwsze rozmowy są dawno za nami, kluby się dogadują nieoficjalnie i tylko czasem, gdy oferta któregoś z nich nie zostanie wybrana lub zdecydują powody pozasportowe, poszkodowani dostarczają prasie donos o nieprawidłowych działaniach, strasząc donosem do UEFA. Luka Jović wydaje się być przygotowany do grę o najwyższe cele, choć oczywiście trudno wróżyć czy będzie to kolejny Davor Suker, Predrag Mijatovic, czy ktoś pokroju Alena Halilovića – piłkarza sprowadzonego w wieku 16 lat z DNA Barcelony, najmłodszego debiutanta w historii reprezentacji Chorwacji, obecnie grającego na obrzeżach wielkiego futbolu w Standard Liège. Jović wydaje się być przygotowany do dużego klubu, cały sezon był przymierzany do Barcelony, co nie przeszkodziło mu strzelić wielu bramek, a na ostatniej prostej wydaje się przenieść do.. Realu Madryt za 60 mln euro.

Luka-Jovic-1626305

Kim jest Luka Jović? Przede wszystkim to cudowne dziecko serbskiej piłki, występujący w każdej reprezentacji i co ważne – w każdej strzelał gole:

Serbia 4 mecze/1 gol,
Serbia U21 14/7,
Serbia U19 13/10,
Serbia U18 1/1 ,
Serbia U17 19/16,
Serbia U16 12/10

W wieku 16 lat zdolnego zawodnika wypatrzyli działacze Benfici Lizbona, topowego klubu pracującego z młodzieżą. Wiadomo, takie kluby jak Benfica przeprowadzają wiele transferów zdolnych zawodników, ale zobaczmy z perspektywy naszego rynku, ilu piłkarzy trafiło w ostatnich latach do Benfici/Porto/Sportingu z Ekstraklasy? Już po połowie roku został wypożyczony do Eintrachtu Frankfurt (z opcją wykupu za 7 milionów dokonaną w kwietniu), gdzie szlify zdobywał u boku obecnego trenera Bayernu Monachium Niko Kovaca. W zeszłym sezonie Eintracht do końca walczył o top4 , dające grę w Lidze Mistrzów (ostatecznie zajął szóste miejsce) i zdobył Puchar Niemiec. Liczby Jovicia w minionego sezonu – 8 bramek w 22 meczach. Kovac o dziwo nie zabrał ze sobą do Bayernu Serba, bliżej było do Bayernu wicemistrzowi świata Ante Rebića ale i on nie zmienił klubu. Być może Jović nie był gotowy do wielkiego transferu, być może nie będzie jeszcze teraz, bo klub pokroju Realu Madryt potrafi szybko wypluć zawodnika, co widać choćby po przywołanym Haliloviću. W tym sezonie talent Luki Jovicia eksplodował:

Bundesliga – 29 meczów, 17 goli, 6 asyst,
Liga Europy – 13 meczów, 9 goli, 1 asysta.

Jest drugim strzelcem zarówno Bundesligi jak i Ligi Europy, gdzie dotarł do półfinału. O ile nigdy nie wiadomo, czy jakiś piłkarz się sprawdzi w nowym środowisku, o tyle Jović strzelający gole obiema nogami, głową, wdający się w drybling, nie osiągnął jeszcze sufitu. 60 milionów za 21 letniego zawodnika, przy obecnych cenach nie wydaje się kwotą wygórowaną, tym bardziej, że potrafi strzelać znanym markom (trafiał w meczach z Borussia Dortmund, Lazio Rzym czy Chelsea Londyn). Z Fortuna Dusseldorf zdobył pięć bramek, niczym kiedyś Robert Lewandowski z Wolfsburgiem. Wtedy o nim usłyszał świat, a dzisiaj będzie bohaterem wielkiego transferu. Do klubu, w którym nie ma czasu na wdrożenie, a na ławce siedzą piłkarze klasy Garetha Bale’a, Isco czy Marco Asensio. Florentino Perez chce wspólnie z Zinedine Zidanem stworzyć na nowe dziesięciolecie wielką drużynę, sięgając już teraz po utalentowanych młodych piłkarzy: tercet napastników Vinícius Júnior, Luka Jović i Rodrygo czy nowego Sergio Ramosa w osobie Édera Militão.

Duet Russ/PG-13 musi się rozpaść

Oklahoma trzeci sezon z rzędu kończy w pierwszej rundzie, mimo gigantycznych nakładów na wynagrodzenia:

1. Miami $153,124,127
2. Golden State $146,291,276
3. Oklahoma City $144,916,427
4. Toronto $136,293,831
5. Milwaukee $130,988,604
6. Portland $130,256,600

Portland_Trail_Blazers_guard_Damian_Lillard_16a4fc8085c_large.jpgOklahoma musi się rozpaść, bo od odejścia Kevina Duranta są 4-12 w play-off (odpadali kolejno z Rockets, Jazz i Blazers). Bardzo ciężko będzie przetransferować Russella Westbrooka, drugiego obecnie wynagradzanego zawodnika ligi:

1. Stephen Curry $37,457,154
2. Russell Westbrook $35,665,000
3-4. LeBron James $35,654,150
3-4. Chris Paul $35,654,150
5. Blake Griffin $31,873,932
6. Gordon Hayward $31,214,295
7. Kyle Lowry $31,200,000
8 James Harden $30,570,000
9. Paul George $30,560,700
10. Mike Conley $30,521,115

Ten sezon pokazał, że dużo wartościowszym assetem jest Paul George i w swoim prime powinien grac w contenderze. Jest zawodnikiem top10 ligi, a w tym sezonie przejął role lidera. Statystycznie PG-13 osiągnął w sezonie regularnym rekordowe statystyki w punktach, zbiorkach, asystach, przechwytach, a także trafionych rzutów za trzy punkty. Jego dziewiąty sezon był tak dobry, że jest kandydatem do pierwszej piątki sezonu, a dotychczas był (zaledwie) czterokrotnie w trzeciej piątce.

Russ od trzech sezonów wykręca średnią triple-double, od dwóch sezonów jest liderem ligi w asystach, ale w erze zdobywania punktów razi jego selekcja rzutów i skuteczność 42,8%, w tym przeciętnie trafia 29% za trzy punkty (1,6 trafionych na 5,6 rzutów). Zawodnik bazujący na atletyzmie zaczyna zjazd fizyczny, co zawsze jest problemem. Westbrook nie jest tak wyszkolony jak Dwyane Wade, który braki fizyczne niwelował wyszkoleniem technicznym, a w tym sezonie w wieku 37 lat rzucał przeciętnie 15 punktów z ławki.

Westbrook w ostatnich sześciu latach przeszedł cztery operacje kolan i z jednej strony to przyszły zawodnik galerii sław, ale NBA to biznes. Sam Presti już raz poradził sobie z przebudowa drużyny po odejściu Kevina Duranta i tym razem nie będzie ryzykować chęcią odejścia Paula George’a. Rok temu, gdy Thunder odpadli w pierwszej rundzie, napisałem (TUTAJ):

Odpadnięcie Oklahomy City Thunder z Utah Jazz to dla jednych niespodzianka, a dla drugich koniec projektu wielkiego trio Russell Westbrook, Paul George i Carmelo Anthony. Ostatni mecz pokazał, że w obecnym kształcie w/w trio nie ma racji bytu i czekają ich zmiany.

Carmelo Anthony został zastąpiony (niebezpośrednio) Dennis Schroederem, ale po zakończonym sezonie konkluzja jest podobna – w Thunder potrzeba zmian. Z listy zawodników zarabiających najwięcej, w wymianie mogą być dostępni: Blake Griffin, Gordon Hayward (przy jednoczesnym odejściu Kyriego Irvinga), Kyle Lowry i Mike Conley. Być może powinni spróbować wymienić Westbrooka do LA Lakers za Kyle Kuzmę i Lonzo Balla, czyli docelowo stworzyć przestrzeń w wynagrodzeniach, aby podpisać w wolnej agenturze kontrakt z inną supergwiazdą.

Leo Messi na zapętleniu

Po dobie od zakończenia meczu Barcelona – Liverpool, nie milkną komentarze odnośnie meczu. Barcelona ostatecznie zdeklasowała rywali 3-0, którzy zagrali bardzo dobry mecz, ale nieskuteczny. Tematem numer jeden jest oczywiście Messi, zwłaszcza jego drugi gol z rzutu wolnego każdy kibic piłki nożnej widział na zapętleniu dziesięć razy. Deklasacja to odpowiednie określenie na porażkę Liverpoolu, stawianego przed pojedynkiem jako underdoga, choć glosy ekspertów były podzielone. Nie mieliśmy ‚Rock and rolla’, bo finalista ostatnich rozgrywek i być może przyszły mistrz Anglii nie potrafił powstrzymać Leo Messiego. Już przed meczem reklamowano starcie jako pojedynek najlepszego zawodnika Ligi Mistrzów z najlepszym obrońcą Premier League Virgilem van Dijkiem, a przecież kilka tygodni temu miał to być pojedynek rywali z reklamy Peppsi Max – Messiego i Mo Salaha. Im bliżej do meczu, tym bardziej zmieniała się narracja, który zawodnik czy pojedynek będzie decydujący. Ostatecznie Messi pogrzebał Liverpool, a dziennikarze zapomnieli o peanach dla Jurgena Kloppa, bo zaczęli wypominać mu brak trofeów. Znamienne jak percepcja dziennikarza, eksperta i  kibica się zmienia – jedna akcja lub jeden mecz może zmienić optykę o 180 stopni.

12974852-6984855-Liverpool_keeper_Allison_was_left_helpless_as_Messi_scored_his_6-a-5_1556806449028.jpgPodobnie wygląda rywalizacja nadludzi – Messiego z Cristiano Ronaldo. W ostatnich latach, głownie za sprawą Ligi Mistrzów triumfował w wyścigu CR7, nieco przykrywając fakt, że Argentyńczyk zwyciężył w 8 z 11 ostatnich mistrzów La Liga. Dla kibiców liczy się przede wszystkim Liga Mistrzów, dlatego regularne odpadnięcia Barcelony w ćwierćfinale wykorzystywał Portugalczyk, dorzucając po drodze triumf w Mistrzostwach Europy. Mistrzostwach wygranych, jednak po latach trudno przypomnieć sobie jakiś wybitny mecz Portugalczyka – od biedy mógłby być nim spotkanie z Węgrami (!) zremisowane 3-3 i jego dwie bramki. Jednak po finale, maszyna marketingowa ruszyła na dobre, a Cristiano Ronaldo najlepszy występ zanotował w finale… pełniąc od 25 minuty role (nie)grającego trenera.

Dzisiaj liczy się tu i teraz, Argentyńczyk przejął miano najlepszego piłkarza świata – prowadzi w klasyfikacjach strzelców (La Liga i Liga Mistrzów) i asyst (La Liga, w Lidze Mistrzów jest ósmy), wygrywa La Ligę, za chwile Puchar Hiszpanii i być może Ligę Mistrzów. Jest na ustach całego świata. Do niedawna piąty piłkarz na świecie wrócił na tron, przypomnę klasyfikacje za 2018:

Luka Modrić
Cristiano Ronaldo
Mohamed Salah
Kylian Mbappé
Leo Messi.

Dzisiaj prawdopodobnie mamy trojkę Messi, Cristiano Ronaldo i Mbappé, ale wtedy sugerowano się (podobno) wynikami na mundialu. Przypomnę, miejsca na turnieju wymienionej piątki:

finał
1/8 finału
runda grupowa
zwycięstwo
1/8 finału

Zatem, czy na pewno wyniki były kryterium? Pamiętam, że po ostatecznych wynikach plebiscytu, eksperci doprecyzowywali ocenę zawodników na mistrzostwach. Czyli idąc tym samym kryterium – jeśli w lecie b.r. odbywałaby się kolejna impreza rangi światowej, to także byłaby nadrzędna w stosunku do całego sezonu ligowego? Niestety tak – piękne bramki w lidze mistrzów i ew. w niej triumf byłby niżej oceniony. Przypomnę tutaj to, co wyprawiał rok temu Cristiano Ronaldo:

rozgrywki grupowe, 9 goli
1/8 z PSG, 3 bramki w dwumeczu
1/4 z Juventusem, 3 bramki, w tym ostatnia w doliczonym czasie gry (98 minuta) dająca bezpośredni awans
1/2 i finał, brak bramek

Ostatecznie zdobył w całej edycji 15 bramek i tytuł najlepszego zawodnika, co okazało się mniej istotne niż niespodziewane wicemistrzostwo świata Chorwacji. Do dziś ostateczna piątka za 2018, to jedno z największych zaskoczeń w wielkiej piłce, bo o zwycięstwie nie decydowało zwycięstwo w finale (Mbappe, Grizmann, Varane), La Liga (Messi), Premier League (Salah) tylko wielka niespodzianka, do której doklejano Modrićowi sukces w Lidze Mistrzów (trudno nazywać Real drużyną Luki, w przeciwieństwie do CR7 czy Sergio Ramosa). Jestem fanem talentu Chorwata, przez lata wymieniałem go jako piłkarz najbardziej pasujący do Barcelony, jednak co nadludzie to.. nadludzie.

Po losowaniu ćwierćfinałów mieliśmy mieć w finale gwiezdne wojny z Cristiano Ronaldo i Leo Messim w roli głównej. Krążyły nawet teorie, że losowanie było ustawione, aby najbardziej dokręcić wielką maszynę z kasą. Oczywiście, były tez inne możliwości wielkich finałów:

Pep Guardiola vs FC Barcelona
Real Madryt vs Liverpool
Manchester City vs Liverpool
Manchester City vs Manchester United

ale żaden nie elektryzował, jak pojedynek nadludzi. Być może ostatni w ich wielkiej formie, bo dotychczas odbyło się pięć, ale tylko ten z 2009 zapamiętamy szczególnie:

2008.04.23 FC Barcelona – Manchester United 0-0
2008.04.29 Manchester United – FC Barcelona 1-0; Scholes
2009.05.27 FC Barcelona – Manchester United 2-0; Eto’o, Messi
2011.04.27 Real Madryt – FC Barcelona 0-2; Messi 2
2011.05.03 FC Barcelona – Real Madryt 1-1; Pedro – Marcelo

Cristiano Ronaldo starał się o triumf w tej edycji wyjątkowo, był jedynym strzelającym bramki w fazie pucharowej zawodnikiem Juventusu (hat-trick w rewanżu z Atletico, w którym odrobili dwubramkową stratę w pierwszym meczu i po jednej bramce w ćwierćfinałach) ale to było za mało na Ajax. O dziwo po pierwszych półfinałach, tylko Ajax może zatrzymać Barcelonę. Oczywiście, przed nami rewanże, ale na dzisiaj trudno wyobrazić sobie, aby nie awansowali do finału pogromcy Realu Madryt i Juventusu oraz FC Barcelona. Leo Messi lubi grac z Ajaxem (zresztą, z która drużyną nie lubi):

2013.09.13 dom, 3 bramki
2014.10.21 dom, 1 bramka i 1 asysta
2014.11.05 wyjazd, 2 bramki

I wielce prawdopodobne, że znowu będziemy oglądać jego bramki na zapętleniu. A na koniec roku, po raz 11 w ostatnich 12 latach zwycięży jeden z nadludzi.