Ivan Almeida ucieka z tonącego Anwilu #plkpl

Powrót 15 września 2020 Ivana Almeidy do Włocławka (TUTAJ) było szansą na uratowanie sezonu po fatalnej polityce transferowej w lecie, po której z drużyną rozstawali się kolejno Tre Bussey, Deishuan Booker, Garlon Green, Adrian Bogucki i McKenzie Moore. Almeida ma status absolutnej gwiazdy, jest Igorem Griszczukiem naszych czasów, a dwa z trzech mistrzostw klubu osiągnięte było z pierwszoplanową rolą Kabowerdeńczyka. Almeida to MVP sezonu zasadniczego Energa Basket Liga (2018) i finałów EBL (2019). To sprawiało, że Almeidzie, dopóki trafiał seriami i odnosił zwycięstwa, zawsze pozwalano na więcej, zresztą zwrot: gwiazdy mogą więcej pasuje idealnie, a pomimo trudnego charakteru pozwalano mu na wiele. Nie od dzisiaj wiadomo, że zwycięstwa cementują, więc kolejne porażki Anwilu, zmiany zawodników i trenerów raczej zespół rozbijały. Nowy trener Przemysław Frasunkiewicz to ambitny trener, który chce od początku ustawić granice. Gdy jego zespół odrabiał straty z Kingiem Szczecin w ostatniej kolejce, Almeida siedział na ławce (TUTAJ), mecz wcześniej w trenerskim debiucie zdobył osiem punktów przy skuteczności z gry 1/11. Nie pokazał się z dobrej strony, nie pomogła też konferencja prasowa trenera, który stawia na drużynę i podkreślał, że każdy musi się podporządkować. To dobry kierunek, bo włocławskie indywidualności zawiodły w tym sezonie – wcześniej McKenzie Moore (mimo triple-double w meczu z Asseco Arką Gdynia) i teraz Ivan Almeida. Nie ma marginesu błędu, trzeba wygrywać, a przecież trener Frasunkiewicz, gdy jeszcze nie trenował Anwilu zawsze ciepło się wyrażał o swoim przyszłym liderze, podkreślał, że jest zawodnikiem, którego zawsze chciał mieć. Almeida dużo potrafi, jest zaangażowany aż za bardzo, impulsywny, ale oczekuje specjalnego traktowania. Nie jest kreatorem, co niestety musiał ostatnio robić, choć wygodnie jest dać mu piłkę, aby zrobił coś z niczego. Po konferencji na koncie Instagramowym Almeidy pojawiła się wypowiedz:

Nigdy nie pozwól skurwielowi myśleć, że może po tobie przejść

a następnie na Twitterze:

Na dziś nie jestem już graczem Anwilu z powodu opóźnionych płatności! Był szalony sezon. Życzymy organizacji wszystkiego najlepszego.

Deklaracja zawodnika jest szokiem. Raczej spodziewaliśmy się gęstej atmosfery, która po przyjeździe Curtisa Jerrellsa oraz przyszłych kolejnych zwycięstwach będzie się scalać. Anwil nie wypłaca pensji na czas, więc zawodnik skorzystał ze swojego prawa, ale kibice klubu potraktowali to jako ucieczkę, tym bardziej, że podobno to zaległości są mniejsze niż dwutygodniowe. Spodziewali się walki i awansu do fazy posezonowej, a dostali najgorszy scenariusz dodając do niego kontuzje Shawna Jonesa.

Do deklaracji Almeidy widziałem Anwil w play-offs, bo walka w TBL o ósme miejsce przypomina wyścig słoni, w którym kilka zwycięstw z rzędu pozwoli awansować. Idealnym byłoby siódme miejsce, czyli uniknięcie w pierwszej rundzie Zastalu Zielona Góra. Jednak będzie o to trudno bez liderów, z kolejnymi zmianami obcokrajowców. Może trzeba wywiesić białą flagę i dać pograć Andrzejowi Plucie i Wojciechowi Tomaszewskiemu? To nie w stylu Anwilu, ale w tym sezonie nic nie było w ich stylu.

Maciej Lampe debiutuje w #plkpl i wygrywa z Anwilem Włocławek

Maciej Lampe, jeden z najlepszych zawodników w historii polskiej koszykówki zadebiutował w wieku 35 lat na parkietach Tauron Basket Ligi w barwach Kinga Szczecin w meczu przeciwko Anwilowi Włocławek. Jego przyjazd to spore wydarzenie, wcześniej spędził m.in. trzy sezony w NBA, jest pierwszym Polakiem wybranym w drafcie, wiele lat grał w najlepszych ligach Europy i zawsze był pierwszoplanową postacią w kadrze, choć z różnym efektem. Ostatni raz widzieliśmy Lampego w eliminacjach do Mistrzostw Świata 2019, gdzie pełnił rolę pierwszego środkowego. Przed ostatnim meczem zdecydował się na leczenie kontuzjowanego kolana w Niemczech, a nie kadrę w roli widza. Wtedy krytykowany za rezygnację, ale gdy opadł kurz i mamy konflikt kapitana kadry Adama Waczyńskiego z prezesem Radosławem Piesiewicz sytuacja wygląda inaczej.

Oczekiwania Kinga i całej TBL wobec Macieja Lampe są ogromne. To maszynka do zdobywania punktów – mierzący 212 cm powinien dominować na tablicach, a także na linii za trzy. Pierwsza trójkę trafił w trzeciej minucie na parkiecie. Bardzo dobrze wyglądał fizycznie i radził sobie w ataku i obronie z atletą jakim jest Shawn Jones. W Chinach, gdzie grał w ostatnich latach świetnie się odnajdywał w ofensywnej grze, w lidze, gdzie drużyny mogą zatrudniać jedynie dwóch obcokrajowców i najczęściej byli to zawodnicy z przeszłością w NBA. I właśnie Lampe tak był wszędzie traktowany, rzadko występował w rolach drugoplanowych.

W tym sezonie w lidze pojawiali się zawodnicy z dobrym CV choćby Victor Rudd (były zawodnik CSKA Moskwa i Maccabi Tel Awiw), D.J. Cooper (MVP ligi francuskiej z 2017 roku), Jerome Dyson (MVP Final Four izraelskiej ligi 2017) ale nie takim jak nowy gracz Kinga. W debiucie jest aktywny w ataku i chętnie stawia zasłony. Dwa razy nie trafia po obrocie plecami, ale potrafi np. przy zmianie krycia wybić piłkę Almeidzie oraz trafić z dalekiego dystansu. Niestety Jones w połowie meczu zszedł z kontuzją, a Lampe do przerwy rzucił 12 punktów z linijką 3/3 za 1, 3/5 za 2 i 1/1 za 3. Do tego trzy faule grając 7,5 minuty co najlepiej pokazuje jakie ma możliwości oraz potrzebuje wejścia do regularnej gry.

King do przerwy ma trzech zawodników z podwójnymi zdobyczami Cleveland Melvina, Mateusza Zębskiego i Lampe. To pokazuje spory potencjał ofensywny siódmej drużyny ligi. Świetnie chodzi piłka po obwodzie, jeden z dwójki rozgrywających Tookie Brown (drugim jest Dustin Ware) podaje do Lampe na akcje 2+1, a później najbardziej utytułowany zawodnik gości oddaje do wolnego Melvina na trójkę. Lampe chętnie gra z nowymi partnerami, w pierwsze dziesięć minut notując 15 pkt 3 zb. i 2 as. Minusem jest czwarty faul w okolicach połowy trzeciej kwarty, mógłby też więcej zbierać, ale jeśli King prowadzi 16 punktami, a duet podkoszowy Ivica Radić i Shawn Jones zdobyli w tym momencie dwa punkty (w łącznie 25 min) kto by narzekał.

Anwil w tym czasie gra słabo i nerwowo traci piłkę. Nowy trener Przemysław Frasunkiewicz po słabym debiucie i przegranej 13 punktami z Treflem Sopot, musi przełknąć gorzką pigułkę. Anwil ma problemy z presją Kinga , a zawodnicy nie dzieła się piłką (w pierwszej kwarcie zaledwie jedną asysta Anwilu przy 17 punktach). Taki sam problem miał Jesus Ramirez, który wygrał w debiucie ze Spójnią, a z Anwilem grał po raz drugi. King jest w zupełnie innym miejscu – jest siódmy, przyszli do zespołu Zach Thomas i Lampe, chwilę wcześniej Brown, Ware i Wojciech Czerlonko, co oznacza walkę o wysokie cele. A przecież 6 grudnia, czyli miesiąc temu King przegrywał szósty z siedmiu ostatnich meczów.

Obecnie Cleveland Melvin wygląda na zawodnika sprzed dwóch lat, gdy był w pierwszej piątce ligi, w barwach MKS Dąbrowa Górnicza. King wygrał zdecydowanie trzy kwarty. Lampe decyduje się na trzeci trudny rzut z odchylenia, ale w drugiej połowie nie trafiał rzutów z dystansu. Anwil zaskakująco odrobił maksymalnie 20 punktową stratę za sprawą Rotneia Clarke do minus cztery i to bez Almeidy na boisku. To spora, bo poprzedni trenerzy zawsze wystawiali swojego gwiazdora, a nowy trener zostawia skład, który odrabia punkty. King w czwartej kwarcie stanął, w siedem minut trafił tylko z kontry Ware. Potem proste punkty trafili Brown i Zębski. Końcówka bez Lampego, a King gra pod koszem z Melvinem i Mateuszem Bartoszem. Anwil nie trafił ważnych trójek i nie był w stanie zmniejszyć straty do jednego posiadania aż do 48 sekundy do końca meczu. Wtedy Walerij Lichodiej, który wcześniej zablokował Bartosza trafił i wchodzi na końcówkę Lampe. Na koniec mamy po jednym trafionym osobistym Almeidy i Melvina, a w ostatniej akcji Clarke nie trafia trójki na remis. Mimo fatalnej czwartej kwarty przegranej 7-17 King wygrał spotkanie.

Po meczu w wywiadzie dla Tomasza Jankowskiego z Polsatu Sport Lampe podkreślił, że wybrał dobrą organizacje, dobrych partnerów, hiszpańskiego trenera, a kluczowa była dla niego opcja odejścia do klubu z Azji. Dotychczas zagrał trzy treningi z zespołem, trenował dwa miesiące i ma w planach pograć dwa-trzy lata i zakończyć karierę w Szwecji, gdzie się wychował.

Przemysław Frasunkiewicz i Anwil Włocławek są sobie pisani #plkpl

Zawirowania trenerskie w Anwilu to historia tego sezonu – zaczęło się od trenera Dejan Mihevca, przez Marcina Woźniaka i skończą na Przemysławie Frasunkiewiczu. To docelowe rozwiązanie, na które polowano po odejściu Igora Milicicia. Anwil przez rok miał czterech trenerów, w klubie, który wygrał dwa z trzech ostatnich Mistrzostw Polski.  Główny faworyt Zastal ma cały czas trenera Żan Tabaka i efekty są widoczne gołym okiem – klub z zielonej Góry ma bilans 17-2 a z Włocławka 7-10. A przecież cele przedsezonowe były w obu klubach takie same, bo we Włocławku zawsze gra się o Mistrzostwo Polski.

 

Przed sezonem Anwil robił podchody pod Frasunkiewicza, który grał u nich przez dwa sezony (2004–2005 i 2012–2013), ale trener wybrał… kontynuację. Nie wybrali jej działacze Asseco Arki Gdynia, bo budżet został tak bardzo okrojony, że nie starczyło pieniędzy na obcokrajowców. Miała być gra Polakami z piątką Krzysztof Szubarga, Przemysław Żołnierewicz, Bartłomiej Wołoszyn, Filip Dylewicz i Adam Hrycaniuk + ogrywanie młodzieży tj. Mateusz Kaszowski czy Michał Pluta. I długo się ten plan sprawdzał, a największy sukces to awans do ćwierćfinału Pucharu Polski 2021. Przeskoczę do Anwilu – największą porażka? Brak awansu do.. Pucharu Polski. Pasują idealnie. Kontuzje Szubargi (kłopoty z plecami), Żołnierewicza (kolano) i Mikołaja Witlińskiego (uraz mięśnia dwugłowego) zupełnie rozsypały zespół, który przegrał pięć ostatnich spotkań, a ostatnie w fatalnym stylu 63-102 ze Śląskiem Wrocław.

 

Ambicje trenera Frasunkiewicza sięgają więcej niż składu Asseco Arka 2020/21. Z mocną drużyną 2018/19 posmakował gry w Eurocupie (bez sukcesów 1-9), w której prym wiedli James Florence, Josh Bostic i Robert Upshaw. Wygrał nawet sezon regularny, poległ jednak w piątym meczu z Anwilem. Grali bez Upshawa i nawet 37 punktów Bostica nie wystarczyło, bo zawiódł Florence mający 0/9 z gry. To kolejne przecinające się szlaki Frasunkiewicza i Anwilu.

 

Gdy jako zawodnik trafiał do Włocławka, wytrzymał dwukrotnie jeden sezon. Miało być więcej, ale nie odnalazł się w Anwilu. Służyło mu nadmorskie powietrze, gdzie spędził jako zawodnik 9 lat, a jako trener 4,5 roku. Frasunkiewicz dzięki pracy w różnych warunkach (hossy w pamiętnym sezonie i bessy w obecnym) nabrał doświadczenia, które pozwolą mu wypełnić 1,5 letni kontrakt. Anwil z bilansem 7-10 ciągle chce gry w play-off. Aby to się stało, musi wygrać 9-10 z ostatnich 13 spotkań. Zaczyna już dzisiaj meczem z Treflem Sopot, a przez przełożone mecze z uwagi na Koronawirusa rozegra sześć spotkań w 17 dni. Będzie mało czasu na dopasowanie nowego rozgrywającego Curtisa Jerrellsa, który pojawił się w klubie razem z trenerem. To rozgrywający z wysokiej półki, grający siedem lat w Eurolidze w czołowych klubach Turcji (Fenerbahce, Besiktas, Galatasaray Stambuł) i Włoch (Armani Mediolan, Dinamo Sassari) ale ambicje Anwilu też są wysokie – Mistrzostwo Polski, i Europejskie puchary.  Tego samego chce Frasunkiewicz.

Ben McCauley za Akosa Kellera to ryzykowna wymiana, ale też spore wzmocnienie Śląska Wrocław #plkpl

Ben McCauley zastąpi przez Śląsku Wrocław środkowego Akosa Kellera i jest to transferowa bomba. Były środkowy Spójni Stargard i Kinga Szczecin jest znany na polskich boiskach, rozegrał w poprzednim sezonie 19 w spotkań Kingu Szczecin, dwukrotnie grając przeciwko Śląskowi. Chwilę później, wystąpił o rozwiązanie umowy a nowy klub z Portoryko Brujos de Guayama wykupił jego kontrakt. Mecze z WKS:

13 października 2019 wyjazd – 15 pkt., 8 zb., (TUTAJ opis)
26 stycznia 2020 dom – 17 pkt., 7 zb.

McCauley to mierzący 206 cm mobilny silny skrzydłowy lub środkowy, który stylem gry przypomina bardziej Aleksandra Dziewę niż Akosa Kellera. W 19 meczach pięć razy zdobył 20 i więcej punktów oraz pięć razy 10 i więcej zbiórek. Zrobił na mnie takie wrażenie, że w podsumowaniu poprzednich rozgrywek umieściłem go w drugiej piątce ligi (TUTAJ). W pierwszej piątce nominowany był przez PLK po sezonie 2012/13 grając w Polpharmie Starogard Gdański.

 

Dziewa i McCauley to powinien być jeden z najlepszych ofensywnych duetów podkoszowych w Energa Basket Lidze. Amerykanin lepiej sprawdzi się w chętnie kreowanej przez Strahinję Jovanovicia grze pick-and-roll, a w przeciwieństwie do Węgra może także grać pick-and-pop. Jeśli zostanie do końca sezonu, to Śląsk powalczy o medale nawet z jego brakami w obronie. Powszechnie krytykowany Akos Keller oprócz jednego bloku w meczach dawał zasłony, zajmował miejsce pod koszem i grał fizycznie. McCauley jest mniej atletyczny niż Keller, a różnicę w obronie z nawiązką nadrobi w ataku. Bo kto oprócz Geoffrey ‘a Groselle ‘a będzie pokazywać jego braki w grze 1/1? McCauley potrafi trafić z dystansu, dobrze gra na piłce i zbiera. Przed Śląskiem grał w Portoryko, notując przeciętnie w poprzednim sezonie 12,0 pkt. i 7,3 zb. Powiedzmy szczerze, Śląsk wymienia drewnianego zawodnika w ataku jak Keller, który w tym sezonie faulował średnio 3,3 razy a wymuszał zaledwie 1,5 faulu na mecz, na gracza, który (w poprzednim sezonie) fauluje 2,5 razy i wymusza 2,9. A grając w Polpharmie w 29 meczach wymuszał ich aż 5,9! Oczywiście jest ryzyko, że agent nadal będzie mu szukać klubu, bo rok temu w nieprzyjemnych okolicznościach uciekł z Kinga Szczecin, który nie był w stanie go zastąpić. Ryzyko jest tego warte.

Stephen Curry is back

Sześciu meczów potrzebował Stephen Curry do przypomnienia wszystkim, że jest elitarnym zawodnikiem. Przed sezonem opinie o Warriors były podzielone, podobnie jak o statusie Curry`ego w lidze – jak się odnajdzie po kontuzji, czy jest nadal zawodnikiem top5, a może napływ młodych zawodników wyrzuci go z dziesiątki? Warriors z kolei balansowali w prognozach pomiędzy czwartym a dziesiątym miejscem i zaczęli sezon fatalnie od porażki 26 punktami z Nets i 39 punktami z Bucks. Wątpiono w Warriors niejako zapominając, że wszelkie typy opierały się na grze Steph i tego, czy będzie liderem niczym w 2015. Przełom nastąpił w meczu z Bulls, gdy game-winnera trafił szwagier Curry`ego Damion Lee, a wcześniej Curry rzucił 8 z 10 ostatnich punktów Warriors. W sumie 36 punktów było zwiastunem jego dobrej formy, ale więcej się mówiło o tym, że Warriors uciekli od startu 0-3.

I przychodzi rewanżowy mecz z Blazers, z którymi dwa dni wcześniej zdecydowanie przegrali, gdy najlepszy na boisku był Damian Lillard, ale dla Warriors ważniejszy był powrót Draymonda Greena. Bo tylko zdrowy duet Curry/Green wsparty (fatalnymi na starcie sezonu) Kelly Oubre i Andrew Wigginsem może dać play-offy.

W rewanżowym meczu, Steph zdobył najpierw 21 punktów w pierwszej kwarcie w meczu, trafiając na wszystkie sposoby, grając do samego końca mimo zmian krycia – trafiał z dystansu przy Robert Covingtonie, Gary Trent`cie, Lillardzie i C.J. McCollumie, a także chętnie wchodził pod kosz. Zdobył w szóstym meczu 62 punkty, czyli rozegrał o jeden mecz więcej niż w minionym sezonie, a dodatkowo 33letni zawodnik ustanowił rekord kariery. Wspominany Draymond Green zdobył jeden punkt i zaliczył osiem asyst, ale zrobił świetną robotę w obronie, a z nim na boisku drużyna była +22.

Stephen Curry vs Blazers 3 stycznia 2021 – 62 pkt., 10/15 za 2, 8/16 za 3, 18/19 z osobistych, 5 zb., 4 as., +20