7 ostatnich wpisów

KOSZYKÓWKA

  1. [podcast] Ósemkę na wschodzie już znamy i siódemkę na zachodzie #NBAPL
  2. [podcast] Wybieramy 12 dla Mike`a Taylora na mecz z Izraelem i Hiszpanią
  3. Śląsk basket #22: siedem trafionych trójek w drugiej kwarcie, czyli Śląsk zaczyna rundę rewanżową od zwycięstwa w Radomiu #plkpl
  4. [podcast] Podsumowanie 2019 roku w NBA

PIŁKA NOŻNA

  1. Boniek vs Rokuszewski, czyli starcie w #stanfutbolu zainspirowało mnie do refleksji na temat stanu polskiej piłki
  2. Quique Setién za Ernesto Valverde, czyli jak porażka w najmniej ważnym Pucharze zmienia wszystko

POZOSTAŁE

  1. [historia] styczniowe rozkminy.blog 2018 i 2019

#Euroliga – podsumowanie 2 kolejki

Druga kolejka Euroligi przyniosła niesamowitego game winnera Jaycee Carrolla oraz slaby mecz w Moskwie, który miał być hitem kolejki, gdzie słaba CSKA zwyciężyła slaby Bayern. W innych meczach warto wspomnieć kolejne zwycięstwa Khimki Moswa, FC Barcelona, ASVEL Villeurbanne i dogrywkę w meczy Efes – Alba, który z perspektywy po, wyglądał najlepiej. Na dole tabeli Fenerbahce z bilansem 0-2.

Carroll daje zwycięstwo
Jaycee Carroll został bohaterem meczu Real przeciwko Maccabi trafiając buzzer beatera za trzy na 2,4 sekund przed końcem meczu. Real Madryt zanotował drugie zwycięstwo w Eurolidze wygrywając z Maccabi FOX Tel Aviv 86-85 w WiZink Center. Wcześniej po trafieniu Scottie Wilbekina (22 pkt.) było 83-85 i Real miał 10,9 sekund na ostatnią akcje. Serio Llull podał do Carrolla, który ściął na wprost kosza i za trzy klasycznym catch and shot trafił. Wśród zwycięzców wyróżnił się także Jordan Mickey z 16 punktami (4/5 z gry) i 11 zbiórek. Przed sezonem przyszedł z Khimki Mokswa, który w poprzednim sezonie, który był pierwszym w Europie i grajac jedynie 22,5 minut rzucał przeciętnie 14,2 pkt. I 5 zb.

Monroe w pojedynkę walczył z CSKA
Przyjście do Europy Grega Monroe, zawodnika który trzy lata temu w Pistons notował 15,3 pkt. oraz 8,8 zb. było newsem tygodnia. Ale podpisanie umowy z Bayernem Monachium, 11 drużyny minionego sezonu było sensacją, bo przyjście do CSKA, Fenerbahce czy Realu nikogo by nie zdziwiło. Mecz z CSKA był testem, który podkoszowy zdecydowanie zdał – był najlepszym zawodnikiem Bayernu (17 pkt., 10 zb., 3 bl.) przeciwko mistrzom Euroligi. W NBA Monroe rywalizował z najlepszymi, w drugiej kolejce miał za przeciwników Johannesa Voigtmanna (10 pkt., 12 zb.) i Andrey’a Vorontsevicha, i było widać, kto grał przez wiele lat w NBA. W samym meczu całe spotkanie prowadziło CSKA, rekordowo 14 punktami, konsekwencje powiększając przewagę. Trener Dimitris Itoudis dał zagrać niemal wszystkim zawodnikom (oprócz Siemion Antonowa) przez 10-20 minut, a z ławki błysnął Joel Bolomboy (10 pkt w 17 min) trafiając dwa razy za trzy punkty, zaliczając 10 pkt., 3 zbiórki, 2 asysty w 17 minut.

Beznadziejna postawa Fenerbahce
Trafione 34,5% za dwa, 31% za trzy i 64% z osobistych drużyny z Turcji i przegrana z Crvena Zvezda mimo gry w pełnym składzie z De Colo, Veselym i Sloukasem. Uwaga, Fenerbahce ma bilans 0-2 vs 25-5 w poprzednim sezonie regularnym.

Zenit i Ponitka bez szans z Barceloną
Na koniec trzeciej kwarty na tablicy wyników było 56-59 dla Barcelony, jednak chwile później Brandon Davies,Kyle Kuric, i Nikola Mirotić zwiększyli przewagę do 59-70, a jedynymi punktami po stronie gospodarzy była trójka Willa Thomasa. Czwarta kwarta została zdominowana przez gości i ostatecznie wygrana 7-28. Wspomniany Kyle Kurić dwa lata temu przez jeden sezon występował w Zenicie, był najlepszym strzelcem Barcelony 24 punkty , trafiając 4/4 za trzy punkty, dodając 3 zbiórki i 3 asysty. Gdy w pierwszej połowie utykał Malcolm Delaney, pod nieobecność Thomasa Heurtela, Corego Higginsa, Kevina Pangosa i Pau Ribasa, zadebiutował w Eurolidze 19 letni Argentyńczyk Teen Bolmaro. Czy będzie kolejnym Pablo Prigionim albo Facundo Campazzo zobaczmy. W Barcelonie oprócz Kuricia, dobrze zagrał Nikola Mirotic (17 punktów i 10 zbiórek). Mateusz Ponitka mimo wyjścia w pierwszej piątce, grał mało, oddał jedynie jeden rzut z dystansu zablokowany przez Victora Clavera i w niespełna 16 minut uzbierał dwa punkty, zbiórkę i dwie asysty.

Mecz kolejki w Sinan Erdem Dome
Przez cztery kwarty i dogrywkę, żadna z drużyn nie prowadziła w meczu więcej niż siedmioma punktami. Po trójce Rokasa Giedraitisa na dwie minuty przed końcem, Alba objęła prowadzenie 90-93. W odpowiedzi faulowany Vasilije Micić trafił dwa osobiste, a po stracie.. Giedraitisa, Micić trafił trójkę i wydawało się, że Efes przejął spotkanie bo na zegarze było nieco ponad minutę. Faulowany Peton Siva ustalił jak się później okaże wynik na 95-95, gdyż ani Alec Peters, ani Luke Sikma, ani nawet Shane Larkin nie zmienili rezultatu. W dogrywce od trójki zaczął Larkin, który wspólnie z Miciciem zdobył wszystkie punkty Efesu w dodatkowym czasie gry (Larkin 7, Micić 4). Goście 8 z 11 punktów zdobyli z osobistych,a ostatniej akcji nie faulowali i liczyli na wybronienie lub przechwyt i owszem Larkin (w całym meczu 26 pkt., 5 zb., 5 as.) ponownie nie trafił, ale na zegarku była tylko sekunda, co uniemożliwiło skonstruowania zwycięskiej akcji. Efes zagrał w tym meczu znakomicie – trafił 56,3% za dwa, 55% za trzy i zanotował zaledwie sześć strat, ale również Alba pobiła kilka swoich rekordów – pierwszy mecz w Eurolidze ze zdobytymi 100 i więcej punktami, 28 asyst (co równi z Efesem) oraz 14 trafionych trójek. Alba przeciwko świetnie dysponującym strzelecko koszykarzy Efesu przeciwstawiali zbiórkę wygraną 41-28, w tym 14-7 w ataku. Ostatecznie po pierwszej dogrywce w tym sezonie, wygrał Efes 106-105. Znakomicie zagrali rozgrywający obu drużyn, wspomniany Vasilije Micic (23 pkt., 13 as.) oraz Islandczyk Martin Hermannsson (4 pkt., 11 as.).

Double double
Vasilije Micić (Efes Pilsen) 23 pkt., 13 as. vs Alba Berlin
Tornike Shengelia (Kirolbet Baskonia) 18 ptk., 10 as. vs Khimki Moskwa
Nikola Milutinov (Olympiakos Pireus) 17 pkt., 14 zb. vs Valencia Basket
Nikola Mirotić (FC Barcelona) 17 pkt., 10 zb. vs Zenit St. Petersburg
Greg Monroe (Bayern Monachium) 17 pkt, 10 zb. vs CSKA Moskwa
Jordan Mickey (Real Madryt) 16 pkt., 11 zb. vs Maccabi Tel Aviv
Tonye Jekiri (ASVEL Villeurbanne) 15 pkt., 12 zb. vs Panathinaikos Ateny
Johannes Voightmann (CSKA Moskwa) 10 pkt., 12 zb. vs Bayern Monachium

Relacje z pozostałych kolejek Euroligi:

Wystartowała #Euroliga – podsumowanie 1 kolejki

Wystartowała #Euroliga – podsumowanie 1 kolejki

Wystartowała Euroliga – najsilniejsza i najciekawsza od lat, rozszerzona z 16 do 18 drużyn, dalej w zamkniętym formacie z corem i zaproszeniami. W praktyce, pomijając dzikie karty, wygraną w EuroCup itp., mamy w porównaniu do poprzedniego sezonu aż pięć nowych drużyn – Albę Berlin, ASVEL Villeurbanne, Crvenę Zvezdę, Zenit Saint Petersburg oraz Valencię, kosztem Herbalife Gran Canaria, Buducnost Podgorica i Darussafaki, czyli najsłabszych zespołów.

Hit dla Realu
W hicie pierwszej kolejki Real zwyciężył Fenerbahce, grając zespołowy basket oparty na zgraniu zawodników, co widać po asystach 23-12. W Fenerbahce nie zagrał MVP poprzednich rozgrywek Jan Veselý, a w głównej roli wystąpili nowi zawodnicy – Nando De Colo (22 pkt., 5 as.), Derrick Williams (19 pkt., 10 zb.) oraz Nicola Kalinić (13 pkt.). W drużynie gospodarzy znakomicie zagrał Jeffery Taylor, który spudłował tylko jeden rzut (19 pkt., 5/5 za dwa i 3/4 za trzy punkty) oraz znakomicie drygował grą Facundo Campazzo (14 pkt., 8 as.), a swoje dorzucili Anthony Randolph (15 pkt., 5 zb., 3 as., 3 prz.) i Rudy Fernandez (10 pkt.). Real, a zwłaszcza Taylor ruszyli bardzo mocno – szwedzki koszykarz w pierwszych sześciu minutach zdobył 12 punktów, a gospodarze prowadzili 19-4. Potem Fenerbahce uporządkowało grę, De Colo przestał tracić głupio piłki i pod koniec pierwszej połowy gospodarze prowadzili tylko jednym punktem. Real drugą połowę rozpoczął jak pierwszą — ruszył 11-0, a kwarta skończyła się wynikiem 64-55. Na 3 minuty 25 sekund przed końcem meczu mieliśmy remis po 73 za sprawą trójki Williamsa, a następnie kontry Sloukasa. Od tego momentu Fenerbahce zdobyło jedynie cztery punkty z rzutów wolnych, w odpowiedzi przebudził się Taylor zdobywając kolejno cztery punkty, a Gabriel Deck po asyście kolegi z reprezentacji (Campazzo) przypieczętował zwycięstwo. Wiadomo, że Real i Fenerbahce będą grali o zwycięstwo w całych rozgrywkach i ten mecz tak naprawdę nic nam nie powiedział. Jeffery Taylor zagrał niesamowicie na początku i końcu meczu, Królewscy trafiali z gry na poziomie ponad 60%, a w Fenerbahce brakowało Veselego, a De Colo zanotował siedem strat.

Mirotic i Barcelona imponują
Do trójki najsilniejszych zespołów ostatnich lat (Real, CSKA, Fenerbahce) od pierwszej kolejki dołączyła Barcelona, która w hicie pewnie zwyciężyła na wyjeździe Efes Pilsen. Podopieczni Svetislava Pešića prowadzili z finalistą poprzedniej edycji do przerwy 11 punktami. To był także rewanż za piąty mecz pierwszej rundy ćwierćfinałów poprzedniego sezonu. Od tamtego meczu Efes ustabilizował skład, a Barcelonę przeszła rewolucja. Przede wszystkim przyszedł Nikola Mirotic zdobywca 24 punktów (5/8 za dwa, 4/8 za trzy) – bodaj najlepszy zawodnik pierwszej kolejki. Dostał wsparcie od także pozyskanych w lecie: Malcolma Delaney’a, który zdobył 11 punktów i 7 asyst i Brandona Davisa, autora 10 punktów, do których dodał 5 zbiórek, 4 asysty i 2 bloki. Nowy zawodnik Efesu Alec Peters był najlepszym zawodnikiem rywali (16 punktów, 4/5 za trzy), ale zawiódł jeden z dwójki liderów Vasilije Micic, który 14 punktów zdobył z 17 (!) rzutów z gry. Shane Larkin (podobnie jak Rodrigue Beaubois i Adrien Moerman) jest kontuzjowany. Na początku meczu było równo, ale dwie trójki na początku drugiej kwarty Delaneya oraz Pierre’a Orioli ustawiły mecz. Pod koniec trzeciej kwarty mieliśmy zryw Efesu, a kwarta zakończyła się wynikiem 46-49, jednak ponownie Delaney, Oriola i dwukrotnie Ante Tomic zdobyli 9 kolejnych punktów na otwarcie czwartej kwarty i Efes do końcu meczu nie zbliżył się do rywali.

Nowe gwiazdy muszą się rozkręcić
W innych meczach zwyciężył m.in. Panathinaikos prowadzony przez świetnego Nicka Calathesa (21 pkt., 7 as.) i Deshauna Thomasa (18 pkt., 11 zb.). Nowi zawodnicy Jimmer Fredette (11 pkt.) i Wesley Johnson (3 pkt.) nie zachwycili i trudno powiedzieć jak wpasują się do europejskiego grania. Podobnie Greg Monroe z Bayernu (6 pkt., 10 zb., 4 as), ale Bayern za sprawą Vladimira Lucica (18 pkt, 5 zb.) oraz Nihada Dedovica (16 pkt., 3 zb., 3 as., 4 prz.) pokonał drużynę Ettore Messiny 78-64. Duet Serio Rodriguez (14 pkt, 6 as.) i Luis Scola (17 pkt., 6 zb) zagrał nieźle, ale brakowało pomocy u innych zawodników. Na uwagę zasługują także rozmiary zwycięstwa na wyjeździe CSKA z Valencią 96-71 głownie za sprawą duetu:, Mike James (20 pkt., 5/5 z gry, 1/1 za trzy, 5 as.) i Darrun Hilliard (22 pkt.). W podobnych rozmiarach wygrała Alba Berlin nad Zenitem St Petersburg, głównie za sprawą świetnych trójek 13/29, a wśród pokonanych mało grał Mateusz Ponitka, który pięć z siedmiu punktów zdobył w ostatniej minucie.

Double double
Derrick Williams (Fenerbahce Stambuł) 19 pkt., 10 zb. vs Real Madryt
Deshaun Thomas (Panathinaikos Ateny) 18 pkt., 11 zb. vs Crvena Zvezda
Tonye Jekiri (ASVEL Villeurbanne) 13 pkt., 10 zb. vs Olympiacos Pireus

 

15 najważniejszych zmian w #Euroliga

Pod koniec sierpnia sporządziłem ranking zawodników (TUTAJ), którzy wzmacniają Euroligę przychodząc z NBA. Wiele się dzieje także wewnątrz samej Europy, kluby zmieniają czołowi koszykarze. Kluby podchodzili do zmian różnie – Real utrzymał skład de facto wymieniając Gustavo Ayona na Nicolasa Laprovittolę, choć oczywiście to nie ta pozycja. Wzmocniła się przede wszystkim Barcelona, która po dwóch kompromitujących sezonach (11 i 13 miejsce) w ostatnim wróciła do ćwierćfinału, ale przegrała w piątym spotkaniu z Efesem Pilsen i po raz piąty z rzędu nie zagrała w Final Four. Ich głównym rywal w tym czasie wygrał ją dwukrotnie, dwukrotnie przegrywając w półfinale. Do Barcelony przyszedł mistrz Euroligi Cory Higgins oraz dwóch gwiazdorów – Brandon Davis wybrany do pierwszej piątki poprzedniego sezonu oraz z Chin Malcom Delaney, który z Adamem Hangą i Thomasem Heurtelem uporządkuje rozgrywanie. Fenerbahce po niespodziewanej przegranej w Final Four z Efesem (wcześniej wygrali sezon regularny 25-5) pozyskali dwa znaczące nazwiska – Nando de Colo, który bardzo dobrze zaprezentował się na Mistrzostwach Świata, a wcześniej wygrał z CSKA dwukrotnie Euroligę, a w 2016 był MVP Final Four oraz Derrick Williams numer dwa draftu 2011, tracąc jedynie Nicolò Melliego. Obrońca trofeum CSKA Moskwa przeszli rewolucje, odeszli wspomniani de Colo, Higgins oraz Sergio Rodriguez (do Olimpii), Alec Peters (Efes) i Othello Hunter (Maccabi), ale pozyskali króla strzelców poprzedniej edycji Mike’a Jamesa oraz duet z Baskonii Johannes Voightmann i Darrun Hillard oraz dwóch graczy z NBA. Sensacyjny finalista poprzedniej edycji Efes zatrzymał rewelacyjny duet Shane Larkin, Vasilije Micić i wzmocnił się pod koszem Petersem i Chris Singleton (Barcelona). Wielki powrót do Europy Ettore Messiny to wielka rewolucja w Olimpii Mediolan – znaczące odejścia (Mindaugas Kuzminskas i James) oraz sensacyjne przyjścia Rodrigueza i Luisa Scoli oraz wymiana Amerykanów sprawia, ze Olimpia włączy się do walki o ćwierćfinał.

Poniżej lista zmian:

  1. Mike James (Olimpia Mediolan ->CSKA Moskwa)
  2. Nando de Colo (CSKA Moskwa -> Fenerbahce Stambuł)
  3. Brandon Davies (Žalgiris Kowno -> FC Barcelona)
  4. Luis Scola (Shanghai Sharks -> Olimpia Mediolan)
  5. Malcolm Delaney (Guangdong Tigers -> FC Barcelona)
  6. Sergio Rodriguez (CSKA Moskwa -> Olimpia Mediolan
  7. Nicolas Laprovittola (Joventut Badalona -> Real Madryt)
  8. Derrick Williams (Bayern Monachium -> Fenerbahce Stambuł)
  9. Cory Higgins (CSKA Moskwa -> FC Barcelona Lassa)
  10. Gustavo Ayon (Real Madryt -> Zenit Sankt Petersburg)
  11. Mindaugas Kuzminskas (Olimpia Mediolan -> Olympiakos Pireus
  12. Chris Singleton (FC Barcelona -> Efes Stambuł)
  13. Jeremy Evans (Darüşşafaka Stambuł -> Khimki Moskwa)
  14. Johannes Voigtmann (Kirolbet Baskonia ->CSKA Moskwa)
  15. Tyrese Rice (BroseBamberg -> Panathinakos Ateny)
    .. Mateusz Ponitka (Lokomotiv Kuban -> Zenit Saint Petersburg)

Coleman królem sprintu

Od kiedy karierę zakończył Usain Bolt mieliśmy swoisty wakat w konkurencji króla sprintu. Co prawda złoty medal na mistrzostwach świata zdobył wtedy Justin Gatlin, ale z uwagi na wpadki dopingowe nie był poważnie brany do roli króla sprintu, przecież po czasie mogą wypłynąć jego próbki i wyniki Amerykanina zostaną wyczyszczone. Problem z dopingiem to zmora lekkiej atletyki, dzisiaj złoty medal za mistrzostwa świata 2015 (Tatjana Łysienko zestala zdyskwalifikowana) odebrała Anita Włodarczyk, ale to medal słodko-gorzki – nie było Mazurka Dąbrowskiego, bonusów od sponsorów i miejsca na podium sportowca roku. Taki medal do szuflady, który nie cieszy, choć oczywiście, jest to powiedzmy jakaś tam sprawiedliwość. Przy okazji Gatlina, jestem pod wrażeniem jego ciągłego otrzymywania się na szczycie – 37 latek pierwsze tytuły osiągał w czasach, gdy królował Maurice Green. Gatlin zdobył złoto na setkę już na igrzyskach 2004, Green brąz. W czasie jego dyskwalifikacji światu się objawił Usain Bolt i do końca kariery rywalizowali, a Gatlin wygrał z nim dopiero na koniec, choć powinien wygrać dwa lat wcześniej na Mistrzostwach Świata 2015 w Pekinie, kiedy dominował:

Eliminacje (sumarycznie):
1. Justin Gatlin 9,83
5. Usain Bolt 9,96

Półfinały (sumarycznie):
1. Justin Gatlin 9,77
3. Usain Bolt 9,96

Final:
1. Usain Bolt 9,79
2. Justin Gatlin 9,80

Usain Bolt był wtedy najbliżej przegranej, ale ponieważ wygrał na Igrzyskach 2016, miał wygrać także w 2017. Jak pamiętamy, jeden z najbardziej ekscytujących finałów w historii zakończył się porażką Bolta (3 miejsce) w pojedynku, która reklamowano jako wojnę dobra ze złem. Zupełnie niezauważenie na drugim miejscu, czyli przed fenomenalnym Jamajczykiem ukończył wiek 21-letni Christian Coleman. Z perspektywy czasu, mieliśmy narodzenie nowej gwiazdy, która w półfinale także zwyciężyła z Boltem. Wtedy wszyscy żyli historią porażki Bolta, mniej zwycięstwa Gatlina. Zresztą na wspomnianych Mistrzostwach Świata 2015 w Pekinie na trzecim miejscu skończyli bieg 20-letni Trayvon Bromell i 21-letni Andre De Grasse, których w 2017 nie było.

Coleman w lipcu 2018 wspiął się na lekkoatletyczny szczyt, bo w pierwszej połowie roku przegrywał w Diamentowej Lidze z Ronnie Bakerem (Eugene, Rzym) oraz z Jimmy Vicaut (Rzym) i … Filippo Tortu (Rzym). Gdy na mitingu w Rabacie Christian Coleman pokonał zarówno Ronnie Bakera i Noah Lylesa, mogliśmy ogłosić go najlepszym sprinterem. W kolejnych mitingach wygrywał z Yohanem Blakem oraz Akani Simbine, a w finale w Brukseli pokonał Bakera, Blake’a i Simbine, z najlepszym czasem w sezonie 9,79. W bieżącym sezonie jedynie Lyles Noah w Szanghaju pokonał Colemana. Zaskakujące, że rzadko startujący w mitingach Diamentowej Ligi Justin Gatlin wygrał z Lylesem w Monaco, wcześniej w Eugene Coleman był przed Gatlinem, a w ostatnim biegu Diamentowej Ligi przed mistrzostwami, Lyles wygrał z Gatlinem, których przedzielił jeszcze Zhenye Xie i Yohan Blake.

100 metrów na Mistrzostwach Świata w Doha od początku do końca odbył się zgodnie z przewidywaniem. W eliminacjach jedynie Christian Coleman zszedł poniżej 10 sekund (9,98), bo w wilgotnych warunkach biegało się sprinterom wolno. W półfinale znów Coleman jako jedyny zszedł poniżej 10 sekund (9,88) i wszyscy emocjonowaliśmy się tylko tym, czy Justin Gatlin po zajęciu zaledwie trzeciego miejsca (10,09) za Andre De Grasse (10,07) i Yohanem Blakem (10,09) wejdzie do finału z czasem. Trzeci półfinał wygrał Akani Simbine z drugim czasem (10,01) i tak miał wyglądać finał. W nim było trochę szybciej, ale dysponujący fenomenalnym startem Coleman prowadził od początku do końca. Christian Coleman mistrzem świata! Coleman królem sprintu! a 37 letni Gatlin zdobył srebro,

Wyniki:
1 Christian Coleman 9.76
2 Justin Gatlin 9.89
3 Andre De Grasse 9.90 PB
4 Akani Simbine 9.93 SB
5 Yohan Blake 9.97
6 Zharnel Hughes 10.03
7 Filippo Tortu 10.07 SB
8 Aaron Brown 10.08

coleman.jpgPhotograph: Jean-Christophe Bott/EPA

Startuje sezon 2019/20 #EBL – trzy powody, dla których to będzie najlepszy sezon od lat

Suzuki Superpuchar Polski 2019 inauguruje sezon 2019/20 w Energa Basket Liga. Sezon wyjątkowy, bo od dawna nie mieliśmy takiego zainteresowania w EBL/TBL/PLK. Niesamowity boom na koszykówkę, który przyniosły mistrzostwa świata i występ Polaków – po raz pierwszy od 22 lat się nie wstydziliśmy ich występów. Kibice zainteresowali się koszykówką na nowo, część odświeżyła sobie nazwiska, bo wielu skończyło się interesować, gdy na parkietach występowali Maciej Zieliński czy Andrzej Pluta. Fanatycy koszykówki przez lata czekali na kopa dla tej dyscypliny, mieli dość bycia w cieniu siatkówki czy piłki ręcznej, czekali przede wszystkim na pokolenie, które zapewni sukces. EBL w tym sezonie reklamuje się jako ligę, w której występuje aż siedmiu zawodników z kadry Mike’a Taylora. Z tego powodu ci, którzy kibicowali naszym w meczach z Chinami czy Rosją, sprawdzą pierwsze kolejki, aby zobaczyć jak sobie radzą reprezentanci:

Adam Hrycaniuk (Arka)
Damian Kulig (Polski Cukier)
Karol Gruszecki (Polski Cukier)
Aaron Cel (Polski Cukier)
Michał Sokołowski (Anwil)
Łukasz Koszarek (Stelmet)
Kamil Łączyński (Śląsk)

Blisko kadry byli także Lukasz Kolenda (Trefl) oraz Maciej Wojciechowski (Śląsk), którzy niewykluczone zagrają w meczach eliminacji mistrzostw europy w lutym. Siedmiu Polaków to lokomotywa transmisji w telewizji, których będzie aż cztery w kolejce na kanałach Polsatu oraz cztery w serwisie emocje.tv, to także lokomotywa do hal, bo Polacy kochają zwycięzców i chętnie sprawdza jak maja się ich ulubieńcy.

Nowy sezon przynosi dwie nowe gwiazdy, które nie zagrały jeszcze minuty na parkietach EBL – Tony Wroten i Ricky Ledo mają zostać najlepszymi obcokrajowcami nowego sezonu, dominować niczym para James Florence/Josh Bostic w poprzednim sezonie w Arce Gdynia. Anwil na papierze ma niesamowity skład, jest to najlepsza drużyna od czasów wielkiego Prokomu Sopot. Dwukrotni obrońcy trofeum stracili kilku zawodników (m.in. Ivan Almeida, Jarosław Zyskowski, Kamil Łączyński, Aaron Broussard, Josip Sobin), ale przyjście zawodników wyróżniających się w Eurolidze (Ledo) czy NBA (Wroten), plus przyjście najlepszego polskiego zawodnika ligi – Michała Sokołowskiego oraz wyróżniającego się w Legii Jakuba Karolaka to prawdziwe hity. Oprócz wspomnianych zawodników, z kadrowiczów barwy zmienili Adam Hrycaniuk, który trafił do Arki, a z szerokiego składu do Anwilu trafił jeszcze Krzysztof Sulima, a Maciej Wojciechowski do Śląska.

Powrót Śląska Wrocław to także wydarzenie, choć od ostatniego mistrzostwa minęło 17 lat i nikt nie wspomina… 18-tki. Polska koszykówka potrzebuje silnych ośrodków w dużych miastach, ale należy zaznaczyć, że powrót do ekstraklasy Legii Warszawy nie zmienił układu sił. Od kilku sezonów liczą się mniejsze miasta, jak Zielona Góra, Ostrów Wielkopolski, Gdynia, Toruń czy Włocławek. Śląsk pozyskał dwóch zawodników szerokiej kadry reprezentacji Polski, ale ciężko im będzie powalczyć o ósemkę. Drużynę buduje się latami, liczy się budżet i kontynuacja, wiec najprawdopodobniej o najwyższe laury powalczą ponownie Anwil i Polski Cukier, Arka wydaje się zespołem numer trzy, a o czwarte miejsce powalczą Stelmet i Stal Ostrów. Jedna i druga drużyna zmieniła trenera i dzisiaj szkoleniowcy tych zespołów odpowiednio Zan Tabak oraz Jacek Winnicki wydają się największymi atutami. Zwłaszcza, że obie drużyny przeszły spore przemeblowania – Stelmet upuścili Sokołowski i Hrycaniuk, a Stal Mateusz Kostrzewski, Mike Scott (trafił do Utah Jazz!) i Shawn King (2 liga Francji).

Wiele transmisji, kadrowicze i gwiazdy w Anwilu – to maja być lokomotywy wzrostu zainteresowania Energa Basket Ligi, która dawno nie miała się tak dobrze.

KSW przez 50 gal bardzo urosło – przedstawiam najważniejsze wydarzenia w historii oraz sprawdzam co dalej

KSW przez lata promowało hasło, że sprzedaje emocje, bardzo ciekawie podchodząc do tego, co produkują i skutecznie rozpychając się łokciami na trudnym rynku praw telewizyjnych. Polski kibic kocha piłkę nożną, kocha skoki narciarskie, siatkówkę, a jeśli są sukcesy to nie pogardzi choćby biegami narciarskimi kobiet czy piłką ręczną mężczyzn. Pod warunkiem, że za darmo, w porze obiadowej, ewentualnie w piłkarską środę. I nagle wchodzi KSW i burzy ten obraz, pokazując pierw w ringu, potem w klatce coś zupełnie innego. KSW potrafi robić show jak nikt inny i jako pierwsi skutecznie wprowadzili swoje wydarzenia w sprzedaży PPV, choć próby pokazywania boksu były wcześniej. Nikt nie publikuje oficjalnych wyników PPV, można uznać, że tylko KSW oraz gale Mateusza Borka są opłacalne. KSW umie grać w grę – budując zawodników, ich historię, heroizm, a następnie parować niekoniecznie w tej samej wadze. Potrafi przyciągnąć celebrytów na swoją stronę i to nie tylko na pierwszych miejscach, które chętnie zasiadają, ale także w ringu. Dzisiaj więcej osób kojarzy Mariusza Pudzianowskiego z MMA niż ze strongmanami, które też były przed laty ciekawym zjawiskiem w polskiej telewizji. Nie zapominają także o nowych widzach, więc jedna gala w roku pokazywana jest w otwartym Polsacie. To kurtuazyjny ukłon, bo ich cele sięgają wysoko – wypełnić Stadion Narodowy, Wembley, a także sięgnąć po nowe rynki w Irlandii czy Chorwacji. Tak, tak – wczoraj odbyła się trzecia gala na Wembley, a kolejna po raz pierwszy odbędzie się w Zagrzebiu. Potem Lublin, czyli KSW planuje i zaczyna ogłaszać walki z wyprzedzeniem, co kibic skrupulatnie zaznacza w kalendarzu. Na duży plus także odkrywanie kart, bo dzięki temu spekulacje mamy od zakończenia ostatniej gali.

Nie wszystko odbywa się po myśli Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego – właścicieli KSW. Jak to przy prowadzeniu biznesu, wychodzą niespodziewane historie i tylko najlepsi potrafią reagować. Budowanie zawodników, w tym się specjalizuje KSW i zawsze ma w swojej stajni ogierów, którzy błyszczą na plakatach i na ringu. Analizując kolejne walki zaczynam od wielkiego KSW 12, w którym walką wieczoru był pojedynek Mariusza Pudzianowskiego z Marcinem Najmanem. Ogromna machina medialna ruszyła, skoczyło zainteresowanie i nagle zawodnicy bijący się w MMA przestali być bandytami, tylko pełnoprawnymi sportowcami. Właściciele nie ukrywają, że tamta gala dała kopa federacji, a zawodnicy patrzący z politowaniem na początku na walki Pudziana, z czasem zrozumieli kto przyciąga kibiców na gale i przez telewizory, a dzięki temu rozwija się rynek, są większe kontakty itp. Jak wspomniałem, Pudzian to dzisiaj pełnoprawny figher, a nie przebieraniec, do czego doszedł swoją ciężką pracą. Etyka pracy tego zawodnika to osobny temat, szkoda, że przyszedł do MMA tak późno, choć przed laty zaczynał od karate i boksu, szkoda też, że urodził się za szybko. Dzisiaj powiedzmy 30 letni Pudzianowski przenosiłby góry na największych galach świata.

To właśnie Mariusz Pudzianowski był pierwszym motorem, a także Mamed Chalidow i Jan Błachowicz. To oni zamykali walki, a w pierwszych (licząc od KSW 12) występowali Michał Materla, Karol Bedorf, Artur Sowiński i Marcin Różalski, którzy wraz z rozwojem KSW oraz sportowym, po latach bywali w main eventach. KSW 20 to był kolejny wielki skok – pierwsza gala na Wembley, a na końcu najpierw Błachowicz, a potem Pudzianowski. Wtedy walką wieczoru była Borys Mańkowski – Rafał Moks, co dało sporą popularność wtedy 23-latkowi. W kolejnym roku do federacji doszła Karolina Kowalkiewicz i Paweł Nastula, który na tronie popularności zastąpił z miejsca Jana Błachowicza, który odszedł do UFC. Perfekcyjnie rozegrane zastępstwo swojego drugiego najlepszego zawodnika, wielkim mistrzem olimpijskim. W walkach wieczoru nadal występowali Chalidow, Pudzianowski, a nawet razem zamykali gale w main i co-main evencie. Gala KSW 26 to zamknięcie trylogii Michała Materli z Jay’em Silvą, jednej z najlepszych historii (kon)federacji. Materla dołączył tą walką do koni pociągowych KSW, bo wiadomo było, że co galę Pudzian z Mamedem nie mogą walczyć, a Cipao zostawiał na galach serce i zdrowie, dając doskonałe walki. Zwykle zwyciężali Polacy, co było po myśli KSW, która od początku budowała rodzime twarze – w końcu jak inwestować, to w naszych. Gdy podczas KSW 28 Karol Bedorf zwyciężył Rollesa Gracie, KSW mogła mieć kłopot bogactwa na który czekali. Po pierwsze – mogli zwiększyć liczbę gal, z uwagi na wzrost liczby rozpoznawalnych zawodników, a także mogli parować swoich fighterów, tworząc historie. Po za tym marzyła im się kolejna saga Materla&Silva, bo dobry sport sprzedawał się najlepiej. Najpierw Pudzianowski z Nastulą, po której mieliśmy chyba szczyt w rankingach Pudziana, a dwie gale później zwycięstwo Materli nad zakontraktowanym byłym zawodnikiem UFC Tomaszem Drwalem to były historie. Ta druga wydarzyła się miesiąc po pierwszej gali UFC w Krakowie i była swoistym prężeniem muskuł z najlepszymi na świecie. Jak widać udanie, bo UFC zrobiło u nas dwie gale i na razie nie planują kolejnych. Gdy na KSW 33, naprzeciw wyszli Michał Materla z Mamed Chalidow mieliśmy przede wszystkim sportowo niesamowitą historię. Przyznam, że będąc pod wrażeniem walk Materli z Silvą i Drwalem liczyłem na detronizację mistrza. Niestety zaledwie 30 sekund trwała walka wieczoru, która była pierwszą rysą dla KSW – budowany przez lata zawodnik uległ w sposób tak jednostronny, że prawdopodobny rewanż w jednej z kolejnych gal nie miał sensu. Dwie walki później, podczas gali z udziałem Mameda i Pudziana, czyli głównych postaci, ten drugi zaskakująco uległ Marcinowi Różalskiemu. Na pewno liczono, że Pudzianowski ponownie zwycięży, co każdy chętnie oglądał, tymczasem zwyciężył wielki wojownik Różal, co w perfekcyjny sposób wykorzystali właściciele KSW. Skoro nie mogła się odbyć wymarzona walka Pudzianowski vs Bedorf, to może zestawimy go z jego pogromcą? w kolejnych galach publiczności po zwycięstwie nad rozpoznawalnym Rameau Sokoudjou (1-1 z Błachowiczem) objawił się Tomasz Narkun, bardzo dobre walki dawał Mateusz Gamrot, a Michał Materla zwyciężył drugi raz z rzędu i nokaut z Chalidowem wyglądał na wypadek przy pracy. Do KSW przyszli w jednym czasie Paweł Mikołajuw czyli Popek oraz Roman Szymański, były mistrz FEN.

Pozyskanie Popka, znanego z Gangu Albanii było kolejnym strzałem w dziesiątkę. Popularność KSW w mediach wśród młodzieży, która chętnie chciała zobaczyć, komu ich idol „da w mordę” skoczyła kilkukrotnie. Popek zapewnił wielkie show podczas ważenia, przed i po walce, był lokomotywą federacji. Z kolei Szymański, bym prztyczkiem w nos dla Pawła Jóźwiaka i FEN – pokazaniem, że mogą sięgnąć po każdego ich zawodnika, co po czasie nie było prawdą, gdyż żaden z byłych lub aktualnych mistrzów nie zmienił FEN na KSW, a przecież pojawienie się Andrzej Grzebyka czy Mateusz Rębeckiego mogłoby zamieszać w rankingach wewnętrznych. Ostatecznie Pudzianowski szybko zwyciężył, pokazując różnicę pomiędzy ciężkim treningiem, a rozpoznawalnością w mediach i kiedyś tam zawodnika walczącego w Anglii. Walkę wieczoru dal ponownie Borys Mańkowski, który w umownej kategorii do 82 kg na kolejnej gali na Stadionie Narodowym miał stanąć przeciwko Mamedowi Chalidowi, a skoro Karol Bedorf przegrał Fernando Rodriguesem, to Brazylijczyk powalczy z Różalskim. KSW robiło co mogło, aby uatrakcyjnić galę – Popka zestawiono z Robertem Burneiką, sięgnięto po Tyberiusza Kowalczyka dla Pudzianowskiego, mieliśmy debiut Damiana Janikowskiego, wtedy też po sześciu latach do klatki przy Śnie o Warszawie ponownie wyszedł Łukasz Jurkowski, który wystąpił przeciwko.. Sokoudjou. Najlepsze możliwe gwiazdy na Narodowym – tam KSW udało się wszystko, przede wszystkim walka Chalidowa z Mańkowskim oraz niesamowity nokaut Różalskiego. W obwodzie pojawili się Narkun, Janikowski i Michał Andryszak, którzy szybko zwyciężyli w swoich pojedynkach. Mieliśmy także debiut Normana Parke’a, który dał bardzo dobrą walkę z Mateuszem Gamrotem i od razu, na kolejnej gali mieliśmy rewanż. Sprawdzenie na Narodowy Irlandczyka, przed galą w Dublinie to była świetna strategiczna decyzja KSW. W Irlandii wystąpili także zwycięscy Pudzianowski oraz Materla, ale wszyscy mówili o awanturze po walce (ostatecznie nieodbytej) Gamrot – Parke, w której polak wsadził palec w oko rywalowi. W kolejnej gali zadebiutowali, jak się okaże przyszli mistrzowie Roberto Soldić i Salahdine Parnasse, ten pierwszy niestety dla federacji zwyciężył z Mańkowskim. W mojej ocenie to druga rysa, bo planowano jego rewanż z Mamedem, do którego nie doszło. Do klatki wszedł także aktor Tomasz Oświeciński, który niespodziewanie pokonał Popka, co pokazało, że dla rapera docelowo nie ma miejsca w oktagonie. W innych walkach zwyciężył Michał Andryszak z Fernando Rodriguesem oraz Damian Janikowski, których trzeba było sprawdzić docelowo z najlepszymi. Kolejna gala KSW 42 była bardzo istotna dla historii KSW, bo kończy pewne rozdziały. Przegrał zarówno Chalidow (z Narkunem) oraz Michał Materla (ze Scottem Ashkamem), co jest trzecią rysą. Lewandowski z Kawulskim zapewne wtedy wiedzieli, że trudno będzie budować silne KSW w oparciu o obcokrajowców, bo przeciętny kibic lubi oglądać polaków, o czym pisałem w pierwszym akapicie, ale nie mieli niestety wyjścia.

Gala KSWA 43 zakończyła się po raz pierwszy pojedynkiem obcokrajowców Roberto Soldić vs Dricus Du Plessis (notabene była to bardzo dobra walka),  zwyciężył także Damian Janikowski, a na gali zadebiutował Philip de Fries pokonując Michała Andryszaka w eliminatorze do walki o pas wadze ciężkiej. KSW nie było pewne, czy brak znanej twarzy KSW w main evencie przyciągnie odpowiednią publiczność, dlatego nie zdecydowała się na PPV. W mojej ocenie sportowo, była to bardzo dobra gala i KSW wygrało pokazując szerszej publiczności Soldicia, Janikowskiego i de Friesa. Na kolejnej gali doczekaliśmy sie w końcu pojedynku Karol Bedorf vs Mariusz Pudzianowski, który zakończył się zgodnie z przewidywaniami, zwycięstwem byłego mistrza. Finał miał się odbywać na Wembley, oknie wystawowym federacji. KSW organizowało tam gale po raz drugi, tym razem nie martwiło się o to, czy zapełnił trybuny, jechali po swoje, jako wielka organizacja. Rewanż Du Plessis vs Soldić, Materla vs Janikowski, finał ciężkiej i Popek – KSW zapewniało, że ma się dobrze bez obecności Chalidowa i Pudzianowskiego. Gala była udana i wykreowała nowych bohaterów – wspomnianego de Friesa, Scotta Askhama, który w półfinale pokonał Marcina Wójcika, świetną walkę znowu dali Soldić i Du Plessis, a Michał Materla zdominował Damiana Janikowskiego i pewnie zwyciężył w drugim półfinale o pas. Dodam, że w pojedynku celebrytów zwyciężył bośniacki kulturysta Erko Jun z Popkiem, który po trzeciej porażce w czterech pojedynkach nie wrócił jak się okaże później do oktagonu. W kolejnej gali mieliśmy znowu umowną kategorię i rewanż Narkun vs Chalidow, który nie chciał skończyć kariery porażką w ostatniej swojej walce. W dodatku pojedynek jedynki i dwójki w KSW zawsze się zgadzał i reklamował ostatnią galę w minionym roku. W walce wieczoru ponownie zwyciężył Żyrafa stając się niepodważalnym numerem jeden i to bez podziału na wagę. Pas mistrzowski KSW ponownie obronił Mateusz Gamrot w walce z Koike Erbstem, w tej samej wadze Salahdine Parnasse pokonał Marcina Wrzoska, stając się pretendentem. Odnotuję także, że nagrody za nokauty wieczoru otrzymali Roberto Soldić oraz Krystian Kaszubowski i bardzo słusznie federacja zaproponowała im bezpośrednie starcie. Była to piąta gala w roku, co było rekordem KSW i jasnym kierunkiem rozwoju.

Bieżący rok jak wiadomo po wczorajszej gali KSW 50 przyniesie aż sześć gal, w tym pierwszą w Zagrzebiu, za co wielkie gratulacje dla KSW. Rok zaczął się od zimnego prysznica dla znanych mistrzów, co na pewno jest i będzie problemem, że w jednej gali KSW 47 przegrali Narkun (z de Friesem), Pudzianowski (kontuzja, z Szymonem Kołeckim), Mańkowski (z Parke), Fernando Rodrigues Jr. (z Satoshi Ishii) i Damian Janikowski (z Aleksandarem Ilićei). Wiadomo, że najlepsi nie będą wygrywać zawsze, ale Janikowski uległ zdecydowanie prowadząc, Mańkowski demolował w pierwszej rundzie Parke’a, a Narkun stracił miano najlepszego zawodnika bez podziału na wagę. Wydaje mi się, że po raz pierwszy w historii gala w Atlasie Arena się KSW nie udała. Oczywiście robiono dobrą minę, podkreślając niespodzianki w zawodowym sporcie, ale lepiej oglądać i sprzedawać walki zwycięzców. Borys Mańkowski przegrał trzeci raz z rzędu, Pudzianowski drugi ale można go tłumaczyć kontuzją. Starcie mistrza strongmenów ze złotym medalistą olimpijskim w podnoszeniu ciężarów budowano pojedynkiem najsilniejszych ludzi. Fernando Rodrigues po zwycięstwie na KSW 37 z Karol Bedorfem przegrał po raz trzeci w czterech walkach, a Damian Jankowski brutalnie znokautowany przegrał drugi raz z rzędu. Kolejne KSW to raczej pojedynek zawodników drugiego planu, gale pokazano w otwartym Polsacie, warto odnotować niesamotne zwycięstwo w walce o tymczasowy pas mistrzowski KSW w kategorii piórkowej Salahdine Parnasse nad Roman Szymańskim oraz wygraną Łukasza Jurkowskiego. z Stjepanem Bekavacem. Francuz wyrasta na najlepszego zawodnika bez podziału wagi, szkoda, że możliwe hitowe starcie z Mateuszem Gamrotem się nie odbędzie, z uwagi na chęć odejścia polaka do UFC. Ma on jednak ważny kontrakt i właściciele słusznie nie chcą pozbywać się zawodnika, który uchodzi za najlepszego grapplera w KSW, tłumacząc budowaniem zawodnika i włożeniem sporej kasy nie tylko w promocje. Gala KSW 49 zostanie zapamiętana przede wszystkim z nieudanego rewanżu Michała Materli ze Scottem Askhamem, który dominował cały pojedynek i pewnie znokautował Polaka. Do oktagonu wszedł Damian Grabowski i od razu otrzymał pojedynek z jedną z twarzy – Karolem Bedorfem, który wygrał. Dla Coco to trzecia przegrana w czterech ostatnich pojedynkach, a jedyny zwycięski był z Mariuszem Pudzianowskim. Coś poszło nie tak z jego karierą i pod koniec roku zapewne otrzyma szansę na odbudowę. Odnotuję także porażkę Artura Sowińskiego z Normanem Parke oraz kolejne zwycięstwo Erko Juna w pojedynku celebrytów, tym razem szybko rozprawił się z Akopem Szostakiem. Przegrał także Michał Andryszak (z Luisem Henrique), a przecież pojedynek wcześniej walczył o pas z de Friesem. Wczorajsza gala KSW 50 miała być podsumowaniem wielu lat pracy, organizowana po raz trzeci na Wembley, w mojej ocenie brakowało historii dla zestawianych pojedynków. W pięciu ostatnich walkach wieczoru wygrywali faworyci – Philip De Fries niejednogłośnie z Luis Henrique i Norman Parke niejednogłośnie z Marcinem  Wrzoskiem i mówi się o rewanżu w tej drugiej walki. Zdecydowanie za to zwyciężyli Tomasz Narkun z Przemysław Mysiala i Damian Janikowski z Tony Gilesem. KSW zależało (chyba) na podbudowaniu swoich zawodników po ostatnich porażkach, zestawiając ich ze słabszymi rywalami. Wygrał także Roberto Soldić przez jednogłośną decyzję sędziów, co świetnie zapowiada się przed kolejną galą w Zagrzebiu.

Powrót po kontuzji Pudzianowskiego i zestawienie go z Erko Junem oraz walka Roberto Soldicia będzie znakomicie wyglądać na plakatach gali KSW 51. Na KSW zadebiutuje Damian Sasiak, który ma za sobą sześć walk w UFC, zawalczy także Borys Mańkowski oraz pogromca Damiana Janikowskiego Aleksandar Ilić (może z Janikowskim?). A pod koniec roku, ponownie w Gliwicach zobaczymy walkę Scotta Askhama z Mamed Chalidowem. Gala się sprzeda znakomicie, ale dzisiaj sportowo Askham wygląda lepiej. Chciałbym na dwóch ostatnich galach zobaczyć Salahdine Parnasse z Filipem Pejićiem, Karola Bedorfa z Szymonem Kołeckim i Philipa De Fries z Damian Grabowskim.