Śląsk basket #22: siedem trafionych trójek w drugiej kwarcie, czyli Śląsk zaczyna rundę rewanżową od zwycięstwa w Radomiu #plkpl

Opis pierwszego meczu (TUTAJ).

Pierwszy mecz rundy rewanżowej z Hydrotruckiem Radom zaczynamy piątką: Kamil Łączyński, Devoe Joseph, Maciej Wojciechowski, Michał Gabiński, Michael Humphrey, co oznacza, że po dwóch spotkaniach nieobecności od razu do piątki wraca Wojciechowski.

W pierwszej akcji Gabiński nie trafił za trzy punkty, odpowiedział Trotter, a po zmianie krycia nie nadążył chwalony ostatnio (TUTAJ) Humphrey. Amerykanin nie trafił trójki, zebrał na nim Adrian Bogucki i szybko usiadł na ławce. W jego miejsce wszedł Aleksander Dziewa, który od razu zdobył punkty po asyście Wojciechowskiego. Śląsk nie trafiał rzutów za trzy, zmienił więc zagrywkę i najpierw Wojciechowski wszedł pod kosz, a następnie ponownie trafił Dziewa po asyście Łączyńskiego. Dziewa od kiedy pojawił się na boisku toczył walkę z Boguckim, to nowy pojedynek zdolnych podkoszowych, o których kibice upominają się nawet w kontekście kadry. Gdy dwóch kolejnych akcjach Gabiński nie trafia spod kosza i za trzy punkty, musi zejść i w jego miejsce melduje się Andrew Chrabascz. W tym momencie Łączyński notuje drugi przechwyt, ale zupełnie nie radzimy sobie z rzutami z dystansu. Carl Lindbom za trzy ma trzy trafione rzuty na pięć prób, Śląsk ma 0/4. Fajnie pod koszem wygląda Dziewa, który radzi sobie sobie z Boguckim w pojedynczych akcjach. Notujemy jednak kolejną stratę, a po akcji ‚and one’ Roda Camphora, Radom prowadzi 20-10. Na szczęście pod koniec Śląsk trochę lepiej zagrał i po pierwszej kwarcie przegrywał tylko 18-20 za sprawą nietrafionych rzutów za trzy Radomia i dobrej gry Humphrey`a, który po czasie trenera Olivera Vidina zanotował sześć punktów i dwie zbiórki.

W drugiej kwarcie, po sześciu kolejnych nietrafionych trójkach wrocławian. pierwszą trafił Joseph. W kolejnej akcji nie trafił Torin Dorn i przyznam szczerze, że nie wiem dlaczego wykonuje on rzuty z dystansu z nieprzygotowanych pozycji, skoro w sezonie notuje skuteczność 29% za trzy punkty. Co innego Danny Gibson, który ostatnio zaczął trafiać za trzy (trzy trafione z Legią i cztery z Enea Astorią), który trafił w pierwszym rzucie. Na szczęście Radom cały czas nie trafia za trzy punkty (po 3/5 w szóstej minucie pierwszej kwarcie, nie trafili kolejnych 13 rzutów za trzy punkty). Dwie kolejne trójki Łączyńskiego i ponownie Gibsona dało prowadzenie 32-27 wrocławian, którzy przejmują grę, a Radom cały czas nie trafia z dystansu. W tym momencie trener Vidin sporo gra Jakubem Musiałem – w pierwszych 15 minach zagrał on pięć minut, mimo pełnego składu Ślaska. W kolejnych akcjach Joseph znowu trafi za trzy punkty, w sumie w drugiej kwarcie zespół trafił siedem trójek (na osiem prób) i umiejętnie rozbijał obronę strefową Hydrutrucka. Na koniec kwarty po osobistym Dziewy Śląsk prowadził 48-34, a drugą kwarte wygrał 30-14 przy skuteczności 78% z gry. W pojedynku młodych – Bogucki wygrywa z Dziewą 13 – 7. Warto dodać, że do przerwy Gibson zanotował pięć asyst, a cztery Łączyński.

W trzeciej kwarcie zaczynamy z Musiałem, który wchodzi zamiast Wojciechowskiego aby męczyć Obie Trottera. Jest to ciekawa transformacja zawodnika, który w 1 lidze znany był głównie jako strzelec z dystansu. Gdy Gabiński trafił swoja pierwsza trójkę w trzecim rzucie, Śląsk prowadził 15 punktami. Głównie dzięki ławce rezerwowych, bo po 22 minutach jest 19-0 w punktach zamienników. Od tego momentu przebudzili się Trotter i Lindbom, ale Śląsk kontroluje grę trafiając trojką Gibsona. Linbom gra znakomity moment – punktuje i asystuje, a przewaga Sląska wynosi tylko sześc punktów. Goście stracili tempo gry, przestali grac swoich zagrywek, a kolejne trafione rzuty gospodarzy nakręcały Hydrotruck do wyniku na koniec kwarty 62-59 dla WKS. Warto zauważyć, że wypadł zupełnie z rotacji Torin Dorn który przez trzy kwarty zagrał zaledwie pięć minut, a na początku sezonu u trenera Adamka dawał on ogromny impuls będąc momentami nawet najlepszym graczem zespołu. Ogólnie bardzo udana kwarta dla radomian wygrana 27-16.

W czwartej kwarcie po trójce byłego zawodnika Sląska Artura Mielczarka i akcji ‚and one’ Josehpa utrzymywało się trzy punktowe prowadzenie. Na szczęście mamy przewagę pod koszem – zbieramy w obronie i w ataku, dobijamy i zaskakująco szybko wychodzimy na dziesięciopunktową przewagę. Niestety po stracie Łączyńskiego, od razu za trzy trafia Trotter i już siedem punktów straty. W odpowiedzi Joseph zalicza bardzo ważną zbiórkę w ataku i zdobywa punkty, a w całej czwartej kwarcie bierze trudne rzuty na siebie i trafia, a chwilę później po zbiórce w ataku Chrabascza trafia tym razem za trzy punkty. Śląsk na dwie minuty przed końcem zbiera dwie piłki w dwóch kolejnych posiadaniach – tego nie było w całym sezonie, gdzie często przez przegraną walkę na tablicach przygrywaliśmy mecze. Warto dodać, że Musiał wchodzi za Łączyńskiego, który zszedł po drobnej kontuzji, a nie Dorn (w całym meczu zagrał 10,5 minuty – trzeci najniższy wynik w sezonie, a drugi u Vidina). W kontrataku mieliśmy przewagę trzy/jeden, ale Chrabaszcz podaje za plecy Gibsona przy siedmiopunktowym prowadzeniu. W opowiedzi Mielczarek trafia za trzy i na minutę przed końcem jest już 78-82. Czas dla trenera Vidina został znakomicie rozegrany – po zasłonie Chrabascza przy wybijaniu piłki z boku Joseph trafia za trzy punkty. Takich akcji też nie widzieliśmy u trenera Adamka, gdzie wiele razy zawodnik wybijający nie miał komu podać. Gra jednak toczy się dalej, bo mamy duży błąd Humphrey`a, który wypychał Camphora przy rzucie z dystansu, co wykorzystuje Amerykanin trafiając 3/3. Zaskakujące było to, że Hydrotruck przez 15 sek nie potrafił sfaulować przeciwnika, a wrocławianie umiejętnie rozrzucali piłkę mając na boisku samych niskich zawodników i Humphrey`a, a gdy w ostatniej akcji podanie przechwytuje Chrabascz – Śląsk wygrywa 83-87. Brawo!

HydroTruck Radom – Śląsk Wrocław 83:87

Śląsk: Devoe Joseph 23 (5), Michael Humphrey 17, Danny Gibson 13 (3), Kamil Łączyński 9 (2), Aleksander Dziewa 9, Torin Dorn 6, Mathieu Wojciechowski 4, Michał Gabiński 3 (1), Andrew Chrabascz 3, Jakub Musiał 0.

Najlepszy zawodnik Śląska:

Devoe Joseph – 23 punkty, 5/9 za trzy, 6 zbiórki., 4 asysty.

Relacje z pozostałych spotkań Śląska:

Śląsk basket #21: Połówka Śląska za nami

Śląsk basket #20: popis ataku i obrony Śląska, z Warszawy z tarczą #plkpl

Śląsk basket #19: Śląsk z Legią po prostu musi wygrać – krótka zapowiedź

Śląsk basket #18: Dwie statystyki Danny Gibsona, czyli dajmy szansę Musiałowi

Śląsk basket #17: Gabiński z Dziewą, Chrabascz z Humphreyem czy może small ball z Wojciechowskim w roli silnego skrzydłowego, czyli jak zestawić podkoszowych #plkpl

Zmarzlik czy Lewandowski sportowcem roku 2019? A może.. Fajdek?

Bartosz Zmarzlik został sportowcem roku 2019 i.. rozpętała się gównoburza. Obozy są dwa:

  1. Przecież Zmarzlik to mistrz świata, a Lewandowski zaledwie mistrz Niemiec.
  2. Lewandowski jest czołowym piłkarzem świata w najpopularniejszej dyscyplinie, a nie w takiej, która interesują się cztery kraje.

Nie jest łatwo porównywać sportowców z zupełnie innej bajki, ba nawet z tej samej jest trudno, przecież od lat mamy dylemat kto w bramce Szczęsny czy Fabiański. Ale dzisiejszy wybór uznaję za nietrafiony. Oczywiście przyjmuję argumentację, że:

  • trzeci raz w historii Polski żużlowiec jest mistrzem świata (wcześniej Szczakiel i Gollob),
  • kibice żużlowi maja większą frekwencje na meczach ligowych (na stadionach i w tv) niż piłkarscy,
  • mistrz to mistrz i doceniamy najlepszych.

Ale wyjdźmy z glinianych domów jak mawiał Leo Beenhakker i nie wstydźmy się tego, co mamy najlepsze. A piłkarza mamy tak wybitnego, że kilka tygodni wcześniej wpychaliśmy go na podium Złotej Piłki. To jest dobry czy nie jest? Parafrazując, czy Messi też przegrałby z żużlowcem?

Robert Lewandowski nigdy nie będzie mistrzem świata, ale nie był nim także Zbigniew Boniek, Włodzimierz Lubański czy Kazimierz Deyna. Czy oni także nie powinni być nigdy piłkarzami roku? Dwaj ostatni triumfowali na olimpiadzie, ale przecież obecny Prezes PZPN był „zaledwie” trzeci w mistrzostwach globu. Nie rozumiem takiej argumentacji, z tego klucza powinniśmy odrzucić Lewandowskiego zupełnie z grona sportowców roku, podobnie jak Mateusza Ponitkę, który poprowadził koszykarzy do historycznego ósmego miejsca na świecie. Jak porównywać ósme miejsce do mistrza świata? Oczywiście nijak, dlatego zwolennicy Bartosza Zmarzlika powinni mieć Lewandowskiego poza najlepszą 20-tką. W pierwszej kolejności mistrzowie świata, potem wicemistrzowie, ewentualnie mistrzowie europy i dalej kolejni medaliści. A na szarym końcu mistrzowie… Niemiec.

Dość absurdalne argumenty jednych i drugich pokazało tzw. polskie piekiełko, gdzie nikomu nie dogodzisz. Wiele komentarzy kibiców odnosiło się także do tego, że to konkurs na najlepszego polskiego sportowca a nie najpopularniejszego. Ja doceniam sukces naszego żużlowca, ale go nie wyciągam na wyżyny polskiego sportu. W niszowym sporcie, gdzie ustawienie i dobór silnika decyduje na równi z umiejętnościami kierowcy, nie możemy szukać tego najlepszego. Po prostu nie.

Na świecie popularnych jest wiele dyscyplin, nie tylko piłka nożna, w których osiągamy sukcesy: koszykówka, siatkówka, lekkoatletyka, tenis, boks, kolarstwo. Ba, nawet MMA to globalna rywalizacja, w której trzy lata temu sukcesy odnosiła Joanna Jędrzejczyk. Mieliśmy wcześniej także Agnieszkę Radwańską, którą podziwiał cały świat, ale u nas w kraju nigdy nie wygrała – takie to polskie. Wygrywali Ci, co walczą w niszowych konkurencjach, które Polak ogląda do kotleta.

Żużel przed telewizorami śledzi średnio 105 tysięcy kibiców. To mało, ale pewnie dlatego, że jest w dwóch płatnych telewizjach. Zapewne też, mnóstwo z tych kibiców wysyła kupony z Przeglądu Sportowego, bo się identyfikują ze swoją dyscypliną. Kibice piłkarscy, Ci najbardziej wyrywni, nie wycinają kuponów z gazet i nie wysyłają smsów na Lewandowskiego. To pewnie część prawdy, ale przecież jeszcze jest mistrz świata w skokach narciarskich Dawid Kubacki, który za chwilę wygra Turniej Czterech Skoczni, a co weekend przyciąga przez tv nieporównywalną z żużlem publikę. Bo to nie jest tak, że żużel jest tak popularny – Polacy kochają głównie piłkę nożną i skoki (notabene też niszową), a za nimi siatkówkę.

Z tylnego siedzenia gównoburze oglądają lekkoatleci, na czele z trzecim w plebiscycie Pawłem Fajdkiem. Nasz mistrz świata, zresztą po raz czwarty z rzędu, także startuje w niszowej dyscyplinie jaką jest rzut młotem, ale jest uznany w gronie lekkoatletów i mam wrażenie, że przeciętny Niemiec czy Francuz prędzej zna Fajdka niż Zmarzlika, o Lewandowskim nie wspominając. Z lekkoatletów należy docenić doskonałą sztafetę kobiecą 4x400m i Marcina Lewandowskiego na 1500m, którzy w popularnych konkurencjach sięgają po medale mistrzostw świata, ściągając się z gigantami z USA (polki) i afryki (Lewy). A 602 cm o tyczce Piotra Liska to osiągnięcie bardziej kosmiczne niż pięć strzelonych bramek Wolfsburgowi..

Dlatego nie jest łatwo porównać różne sporty i ich rezultat, tym bardziej, że w pewnych dyscyplinach są dominatorzy. Zmarzlik takowym nie jest, Fajdek jest, a wyżej od żużlowca oceniam Lewandowskiego i nasze biegaczki. Zmarzlik nie jest indywidualnym mistrzem Polski (był drugi), drużynowym (był siódmy na osiem zespołów) i na dwa turnieje przed końcem cyklu zasiadł na fotelu lidera cyklu. Dominatorem żużla w przeciwieństwie do dawnych mistrzów Jasona Crumpa i Tony Rickardsona nie jest.

Żużel to nie jest rzut beretem, czy wyścig na wielbłądach, ale daleko mu do popularności innych dyscyplin. Oczywiście, to nie jest konkurs popularności, ale żużlowców na świecie jest pewnie 300 i łatwiej jest zostać mistrzem w tej dyscyplinie niż w globalnej. W globalnej sukcesy miał także Wilfredo Leon, trzeci na mistrzostwach Europy i drugi w Pucharze Świata, od kilku lat najlepszy siatkarz świata, a przecież rok temu wygrał inny przedstawiciel tej dyscypliny Bartosz Kurek. Dlatego śladem wyboru z 2016 (Anita Włodarczyk), po przeanalizowaniu wszystkich argumentów za i przeciw, przyznałbym te wyróżnienie Pawłowi Fajdkowi. Cztery z rzędu mistrzostwa świata i mistrzostwo Polski 2019 (wcześniej także). Dominuje w swojej dyscyplinie, co prawda nie globalnej, bo nikt na podwórkach nie rzuca młotem, ale będącej częścią globalnej lekkoatletyki.

Na koniec moja dziesiątka (w nawiasie miejsce w plebiscycie Przeglądu Sportowego):

  1. Paweł Fajdek (3)
  2. Robert Lewandowski (2)
  3. Piotr Lisek (8)
  4. Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Justyna Święty-Ersetic, Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka (4)
  5. Bartosz Zmarzlik (1)
  6. Marcin Lewandowski (9)
  7. Wilfredo Leon (7)
  8. Łukasz Kubot (-)
  9. Dawid Kubacki (5)
  10. Mateusz Ponitka (10)

Zaskakujące jest pomijanie Łukasza Kubota, który w deblu jest numer dwa na świecie. Nie było go w 20-tce nominowanych, ale jeśli Radwańska tylko raz była w trójce (trzecie miejsce w 2015r.), to nie ma co się dziwić. Bo tenis w przeciwieństwie do żużla i skoków narciarskich nie zajmuje polaków.

Wczesne wybory do All-Star 2020

Jak co roku rozpoczęły się wybory do meczu gwiazd, przykładem poprzedniego sezonu (TUTAJ) moje składy All Star zaczynam od bilansu drużyn, bez podziału na konferencje:

Milwaukee Bucks 85,3%
Los Angeles Lakers 78,8%
Miami Heat 75,0%
Boston Celtics 73,3%
Denver Nuggets 71,9%
LA Clippers 67,6%
Houston Rockets 66,7%
Toronto Raptors 66,7%
Philadelphia 76ers 65,7%
Dallas Mavericks 65,6%
Indiana Pacers 63,6%
Utah Jazz 62,5%

Z tych drużyn powinniśmy wybrać po jednym zawodniku, którzy z uwagi na bilans powinien wystąpić w hali United Center w Chicago. Mi wychodzi kolejno: Giannis Antetokounmpo, LeBron James, Jimmy Butler, Jason Tatum, Nikola Jokić, Kawhi Leonard, James Harden, Pascal Siakam, Joel Embiid, Luka Doncic, Domatas Sabonis i Donovan Mitchell. Po prostu uważam, że na pewnym poziomie powinniśmy docenić zawodników za liderowanie drużynom, które mają dobry bilans. Stąd nieoczywiste wybory Tatuma, Jokicia (dużo słabiej niż sezon temu) i Sabonisa. Dopiero później powinniśmy wziąć pod uwagi inne aspekty, także kwestie marketingowe. Bo wielka scena koszykówki jaką jest NBA to przede wszystkim marketing na poziomie TOP.

Na wschodzie więcej mamy dobrych wysokich, albo jak kto woli słabość niskich zawodników. Ale dzisiaj, jeśli liderem drużyny wschodu jest guard, to najczęściej jest to drużyna poza play-off. Niemniej jednak, za postawę zespołów nominuję Jaylena Browna, Spencera Dinwiddie i Kyle’a Lowry. Celtics, Nets i Raptors to czołowe drużyny konferencji i Ci zawodnicy wyróżniają się na tyle, że dwójka z nich powinna zadebiutować w meczu gwiazd. Skład w przypadku guardów uzupełniam dwójką Bradley Beal i Trae Young, ale bynajmniej nie są to końcowe wybory. Raczej wychodzi to z przyjętej metodyki. Przy wysokich wskazałem Antetokounmpo, Butlera, Siakama, Embiida, Sabonisa i dodatkowo dołączam Andre Drummonda, który dominuje strefę podkoszową na poziomie 17 pkt. i 16 zb., choć plotki z nocy mówią, że wkrótce zmieni on klub. Skład na wschodzie mam następujący:

Trae Young, Jimmy Butler, Pascal Siakam, Giannis Antetokounmpo, Joel Embiid + Spencer Dinwiddie, Kyle Lowry, Bradley Beal, Jason Tatum, Jaylen Brown, Domatas Sabonis i Andre Drummond.

Sporo debiutantów, ale układ na wschodzie się zmienia, dochodzą młodzi zawodnicy, a duet Kyrie Irving / Kevin Durant jest kontuzjowany. Nie widzę drugiego zawodnika z Bucks i Sixers, najlepszych drużyn, które są drużynami swoich liderów, a nominowani rok wcześniej Khris Middleton i Ben Simmons grają w tym roku słabiej. Choć w ich przypadku zadecydować może marketing.

Na zachodzie najważniejsi zawodnicy zostali nominowani z klucza, oprócz Anthonego Davisa (to już siedmiu graczy), ale dobrać do nich zamienników jest bardzo trudno. Ogromna rywalizacja na wszystkich pozycjach sprawia, że szukamy zawodników, którzy na wschodzie graliby w pierwszej piątce. Takimi zawodnikami byliby z pewnością Damian Lillard i Paul George. Myślę, że już czas powołać do meczu gwiazd Rudy Goberta, który mimo wielu wyróżnień jako defensor, nigdy nie zagrał nigdy w takim meczu. A skład uzupełniają dwa kontrowersyjne wybory – Russell Westbrook, który w ostatnich tygodniach gra na wysokim poziomie oraz Karol-Anthony Towns, wykręcający znakomite cyferki (26 pkt., 12 as.) w słabej Minnesocie. Podobnie jak w przypadku Drummonda, także z nim mamy transferowe doniesienia i niewykluczone, że tutaj także dojdzie do wymiany. Skład mam następujący:

Luka Doncić, James Harden, Kawhi Leonard, LeBron James, Anthony Davis + Donovan Mitchell, Damian Lillard, Russell Westbrook, Paul George, Rudy Gobert, Karl-Anthony Towns i Nikola Jokić.

Dużo więcej marketingu, czyli wybory uznanych zawodników, debiutantami byłaby dwójka z Utah, KAT oraz oczywiście Luka Doncić. W przeciwieństwie do wschodu, najlepsze kluby (Lakers, Clippers, Rockets, Jazz) mają po dwóch zawodników, a drużyn poza ósemką mam tylko Townsa.

Przegląd Sportowy dzisiaj i jutro

Jak co sobotę kupiłem dzisiaj Przegląd Sportowy. To niemal tradycja, aby w weekend przyjrzeć się bliżej temu, co się dzieje w sporcie. Zaczęło się dawno, 20-25 lat temu, gdy jako dziecko spędzałem godziny na czytanie gazet bezpośrednio w kiosku. To było okno na świat, coś więcej niż telegazeta, (inny relikt tamtych czasów). Pani kioskarka przymykała oko nawet na to, że potrafiłem pożyczyć gazetę i podać popołudniu przeczytaną od deski do deski. Zapowiedzi, wywiady, newsy uzupełniały telewizję angielski Eurosport, jedna z trzech dostępnych wtedy w Polsce. Drugą był niemiecki DSF, który po latach kojarzy mi się z wrestlingiem i NBA, a Canal+ było wtedy jeszcze bardziej elitarne niż dzisiaj. Jeśli ktoś chciał pogłębić wiedzę, zostawała mu sportowa niedziela w TV i gazeta w kiosku. Inny świat niż dzisiaj, zresztą dodam, że część gazet w tym Przegląd Sportowy ukazywał się we Wrocławiu dzień później i o wynikach z soboty dowiadywałem się we wtorek. Dzisiaj w erze Twittera, dowiaduje się maksymalnie dwie minuty po wydarzeniu. Papier to papier, a po wielu latach prenumerowania tygodnika Piłka Nożna przerzuciłem się na Przegląd Sportowy, chcąc dowiedzieć się więcej o innych dyscyplinach oraz czytać o nich na bieżąco.

Rola prasy w dzisiejszych czasach jest marginalna – internet i wygoda ludzi mocno ograniczyła to medium, zresztą popularne jest ostatnio stwierdzenie, że Polacy nie czytają. Tak do końca nie jest, przecież Remigiusz Mróz potrafi napisać kilka książek rocznie, a nasza noblistka Olga Tokarczuk sprzedała już milion książek tłumaczonych na różne języki. Czytelnik sięgnie nadal po coś do czytania, dzisiaj jest jednak bardziej wymagający i niezadowalający się byle czym. W ostatnich latach, gdy Przeglądem kierowali Michał Pol z Przemysławem Rudzkim widać było pomysł na gazetę i ogólnie ogromne plusy za:

  • skarby kibica najlepszych lig,
  • Magazyn lig zagranicznych,
  • PS Reportaż i PS Historia,
  • felietonistów – Krzysztofa Stanowskiego, Tomasza Ćwiakaly, Dariusza Dziekanowskiego, duet Ofensywni, Mateusza Borka,
  • kreatora newsów kadry Tomasza Włodarczyka,
  • informacje koszykarskie Jakuba Wojczyńskiego i Rafała Tymińskiego.

Nie jestem fanem Ekstraklasy, ale materiały były wysokiej jakości, szczególnie piątkowy Ligowy Weekend i wywiady Izabeli Koprowiak w chwili z… Wiele osób można wymienić, od Macieja Kaliszuka, Michała Zaranka, Macieja Szmigielskiego, po bohaterów YouTube Jakuba Krecidło, Michała Gutkę, Dominika Piechotę i Jarka Kolińskiego. Być może właśnie YouTube z trzema flagowymi programami: Misją Futbol, English Breakfast i La Liga Loca było największym sukcesem poprzednich prowadzonych. Dla nowego pokolenia Przegląd Sportowy nie kojarzył się 98-letnią gazeta, tylko ze znanymi i lubianym youtuberami; znak czasu.

Średnia sprzedaż Przeglądu w pierwszym półroczu (za Wikipedią) wynosiła 21 tysięcy, mimo wielu zabiegów Naczelnych. Kolejny znak czasu? To na pewno, bo nikt z moich znajomych, chętnie korzystających z mediów społecznościowych nie kupuje gazet (jedynie dwie specjalistyczne o NBA). Książki dla przykładu czyta wielu, bo wybór jest ogromny. Nawet stricte sportowych dzięki m.in. Wydawnictwu SQN ukazuje się kilka w roku – od tłumaczonych zagranicznych biografii, po polskie produkcję, często pisanych przez dziennikarzy sportowych, którzy w nowych czasach muszą być multikanalowi – prowadzić Facebook, Twitter, Instagram, YouTube, czasem pisząc w gazecie lub książki, a także pokazując się w TV lub radiach, często internetowych – wypisz, wymaluj dziennikarz 2019. Gazety niestety się nie zmieniają tak szybko, a jeśli ktoś się nie zgodzi z tym faktem, odsyłam jeszcze raz do początku tego akapitu.

Po wrześniowym trzęsieniu ziemi w Przeglądzie Sportowym – zwolnieniu Pola, Rudzkiego, odejściu felietonistów Stanowskiego, Ćwiąkały, Borka (i późniejszym Włodarczyka), czas na nowe. Projektowi od 2020 ma przewodzić Michał Kołodziejczyk, posiadający znakomite pióro Redaktor naczelny WP SportoweFakty, który zupełnie niesprawiedliwie jest postrzegany jako „Pan od klików”. Dzisiaj takie są wymogi wielkich korporacji, które chcą jakość mierzyć ilością przeczytanych artykułów i klikniętych newsów. Czy to źle? W erze romantycznej sprzed 20 lat nie miało to miejsca, ale niedawny Przegląd Sportowy stawiał na jakość, a wyniki w wielkiej korporacji jaką jest Ringier Axel Springer Polska (właściciel) mierzone nakładem i sprzedażą, leciały na łeb na szyję.

Przed Przeglądem nowe wyzwanie – utrzymać się na rynku w 2020. Nie wiem czy prasy, skoro Marquad Media Polska (notabene poprzedni właściciel PS) zamyka z końcem roku drukowanego Playboya, CKM i Cosmopolitan. Być może Przegląd przeniesie się w całości do internetu, jak wiele innych biznesów. Być może zostaną drukowane wydania specjalne oraz stałe – raz lub dwa w tygodniu, w których stawiać będzie się na treść. Michał Kołodziejczyk nie raz potrafiący iść pod prąd z opiniami (jako jeden z nielicznych osób, wytyka błędy Zbigniewa Bońka), potrafi dostarczyć ją na wysokim poziomie – niedawno otrzymał wyróżnienie w konkursie Gran Press im. Bohdana Tomaszewskiego. Dzisiaj czytelnik nie oczekuję wyników (bo je zna) i zapowiedzi meczów. Ale wysokiej jakości felietony, wywiady „rzeka” – to powinien być kierunek dla PS. W internecie powinni postawić na materiały wideo, dzięki której mają drugą największą liczbę subskrypcji spośród sportowych kanałów, za kanałem „Łączy nas piłka”. I ostatni możliwy kierunek – polski „The Athletic”, czyli płatny serwis z absolutnie najlepszą treścią, który wiele razy na swoim kanale chwalił.. Przemysław Rudzki. Przegląd Sportowy to wielka historyczna marka i ogromne archiwum sportowe. Nieprzypadkowo w audycji Weszło.fm, szef TVP Sport Marek Szkolnikowski wspominał o chęci kupienia gazety przez jego redakcję.

W przyszłym roku Mistrzostwa Europy i Igrzyska Olimpijskie, czyli dwie z trzech największych imprez sportowych. Dla mnie to wystarczający powód, aby kupować gazetę także w nowym wydaniu.

Stelmet deklasuje Anwil, czyli domek z kart się rozsypał, Żan Tabak ograł Igora Miličića, a Milovanović i Worten powinni odejść

Hitowy pojedynek Stelmetu z Anwilem rozczarował, choć opisać w jednym zdaniu to, co się stało w hali CRS w Zielonej Gorze się nie da. Anwil zaczął sezon tak mocno, że kibice zastanawiali się, czy nie zmontowano najsilniejszą ekipę w historii, zapominając o wielkim Prokomie. Bo kto pamięta o Prokomie, mamy (TUTAJ):

zawodników wyróżniających się w Eurolidze (Ledo) czy NBA (Wroten), plus przyjście najlepszego polskiego zawodnika ligi – Michała Sokołowskiego oraz wyróżniającego się w Legii Jakuba Karolaka

Po Superpucharze Polski wygranym ze Stalą 95-66 i pierwszej kolejce z Polpharmą 110-72 zastanawialiśmy się, czy Anwil nie skończy sezonu bez porażki. Dzisiaj juz wiemy, ze nie skończy – ponad tydzień temu dwoma punktami we Włocławku wygrał Trefl Sopot, a dzisiaj Stelmet zdeklasował Mistrzów Polski 101-77. Do tego należy dodać przegraną na wyjezdzie z San Pablo Burgos 78-110 (oraz w pierwszej kolejce z niemieckim Rasta Vechta 76-89). Trzy ostatnie mecze to trzy porażki, ale też dwie deklasacje. Anwil nie broni, nie funkcjonuje (w ataku) jako drużyna. Zawodnicy grają indywidualnie, rzucają przez ręce i absolutnie nie stanowią zespołu. To, co zagrało ze Stalą, nie gra dzisiaj. A początkowe zwycięstwa nie scaliły drużyny. W dniu dzisiejszym na parkiet wyszła na papierze piątka: Chris Dowe, Ricky Ledo, Chase Simon, Rolands Freimanis i Milan Milovanović. Ten ostatni ma nawet swój hashtag na twitterze #Milovanovićout, choć po dzisiejszym meczu klub powinien opuścić nie tylko on.

Tak mocna piątka po pięciu minutach gry zdobyła trzy punkty, bez zagrywek, nieudolnie rzucając z daleka. Kwarta skończyła się wynikiem 22-16 dla gospodarzy, ale wprowadzony Wroten jak się okaże przeszedł się obok meczu. W Europie gra dwa poziomy lepiej i jasno widać, że udział w Lidze Mistrzów to jedyny powód dlaczego gra w Polsce. Wroten nie celuje w indywidualne nagrody, nie ma go z drużyną i jeśli miałbym obstawiać, nie dogra do końca sezonu. Z kolei Ledo blokuje rozwój Jakuba Karolaka, który w większej roli w zeszłym sezonie w Legii potrafił zdobyć nawet 32 punktów w ćwierćfinale z Asseco Arką Gdynia. Patrząc w telewizji na kontakt w dzisiejszym meczu trener – drużyna, nie widziałem chemii. Miličić mi zaimponował, bo ciagle starał się wpłynąć na mental swoich zawodników, tym bardziej ze problemem jest obrona i zbiórka . Ewidentnie brakuje takich zawodników jak Josip Sobin. W sezonie przeciętnie najlepiej zbiera Szymon Szewczyk, który zagrał w dwóch meczach w sumie przez 36 minut. Dzisiaj najlepiej zbierał dla gości Ricky Ledo (7 zbiorek), a zbiórki były przegrane 33-40, z tego jedynie pięć zebrano w ataku (!). Dzisiejsza gra Anwilu to także nieudany konkurs rzutów za trzy punkty:

Szymon Szewczyk 0/2
Michalł Sokołowski 0/1
Chris Dowe 0/1
Rolands Freimanis 1/6
Ricky Ledo 1/7
Chase Simon 2/7
Jakub Karolak 3/3

W sumie 7/27, ale łatwo można policzyć, ile by wynosiła, gdyby nie Karolak. W Stelmecie imponował mi sprytem Ivica Radic, twardością Drew Gordon, a najlepsze zawody od dawna rozegrał Przemysław Zamojski (18 pkt. W tym 5/8 za trzy). W pierwszej połowie pomysłowością kończenia akcji czarował Jarosław Zyskowski (do przerwy 12 pkt., 3 zb., 2 as.) nota bene były zawodnik.. Anwilu. a Michał Sokołowski, który przeszedł przed sezonem ze Stelmetu do Anwilu 8 punktów przy +/- na poziomie -27! Žan Tabak ograł w chorwackim pojedynku Igor Miličića, gdyż jego zawodnicy realizowali założenia taktyczne, a kolejni wprowadzani gracze dawali punkty, zbiorki i asysty. I właśnie dzielenie się piłką było tym, co imponowało najbardziej. 32 asysty zespołu to wyrównanie rekordu sezonu.. Anwilu przeciwko Polpharmie.

Dzisiaj przeciwko Anwilowi wystarczy postawić strefę i liczyć na serie rzutową ich liderów, choć akurat wspomniany Wroten nie oddal przez cały mecz rzutu (!). Warto grac z nimi akcje 1/1, bo po niecelnym rzucie, raczej zbierze się piłkę. Ledo to nie Almeyda, a Milovanović to nie Sobin i po czasie widać, że zwycięstwo ze Stalą w takich rozmiarach było najgorsze, co mogło się im wydarzyć. W połowie czwartej kwarty, gdy drugie przewinienie techniczne otrzymał Dowe, nikt nie poszedł go uspokoić, co pokazuje brak jedności w drużynie W miesiąc domek z kart się rozsypał, a rekordowy budżet, Anwil przeznaczy na odprawy.

#Euroliga – podsumowanie 3 kolejki

Wydarzeniem kolejki było bez wątpienia 39 punktów Nando De Colo. Nieco z tyłu Mike James z 18 punktami w pierwszej kwarcie meczu z Khimki Moskwa. Dla nas wydarzeniem jest rekord tego sezonu Mateusza Ponitki. Bez porażki nadal są FC Barcelona i CSKA Moskwa, a pierwsze porażki odnotowali Real i Asvel Villeurbanne.

Nando De Colo 39
De Colo wszedł z ławki w meczu z Baskonia w trzeciej minucie, ale już po pierwszej kwarcie zdobył 10 punktów. W drugiej kwarcie konsekwentnie powiększał swój dorobek, dorzucając kolejne 12. Rekordowe 39 punktów rozłożyło się równomiernie także na trzecią i czwartą kwartę. Wychodziło mu niemal wszystko – 12/15 z gry, 3/6 za dwa. To zaledwie dwa punkty mniej od rekordu Euroligi i najwięcej od stycznia 2013:

1. Bobby Brown 41 punktów, sezon 2012-13, Montepaschi – Fenerbahce
1. Kaspars Kambala 41 punktów, sezon 2002-03, Efes Pilsen – FC Barcelona
1. Carlton Myers 41 punktów, sezon 2000-01, PAF Bologna – Real Madryt
1. Alphonso Ford 41 punktów, sezon 2000-01, Peristeri – Tau Ceramica
5. Marc Salyers 40 punktów, sezon 2007-08, Chorale Roanne – Fenerbahce
5. Arvydas Macijauskas 40 punktów, sezon 2003-04, Tau Ceramica – Asvel Basket
5. Vlado Scepanowić 40 punktów, sezon 2001-02, Partizan – Ural Great
8. Nando De Colo 39 punktów, sezon 2019-20, Fenerbahce – Baskonia
8. Marko Popović 39 punktów, sezon 2004-05, Cibona – Estudiantes
8. Fred House 39 punktów, sezon 2003-04, Partizan – Cibona
8. Saulius Stombergas 39 2000-01, Tau Ceramica – AEK Ateny

Dla Nando De Colo to oczywiście jest rekord kariery, dotychczas było to 31 punktów, a Fenerbahce wygrało po raz pierwszy w tym sezonie.

Armani Mediolan będą się liczyć
Zawsze, gdy drużyna gości wygrywa w O.A.C.A. jest to wydarzenie. Żywiołowa dziesięciotysięczna publiczność sprawia, że gra się tam ciężko. Dla Armani było to pierwsze trudne spotkanie, bo wyjazd do Bayernu czy podejmowanie Żalgirisu nie pozwala wycenić wartości drużyny np. pod kątem ewentualnych play-off. Najlepszy wśród gości był Vladimir Micov z 18 punktami, Luis Scola rzucił 17, a Michael Roll 16. Kolejny dobry mecz dla Koniczynek rozegrał Nick Calathes – 23 punktów przy świetnej skuteczności (7/10 za dwa i 3/6 za trzy) oraz 5 zbiórek i 4 asysty. Gdy trafił na 32 sekundy przed końcem za dwa punkty, gospodarze prowadzili 78-77 i taktyka była jasna – wybronić akcję, a jeśli się nie uda, zegar pozwoli na ostatnią akcję. Pudło Sergio Rodrigueza za trzy punkty zebrał Micov, szybko oddał piłkę Riccardo Moraschiniemu, który trafił oba osobiste. Ostatnia akcja i piłka znowu do Calathesa, który spudłował w ostatniej akcji (w analogicznej sytuacji na koniec pierwszej połowy trafił trójkę równo z końcową syreną). Armani wygrało mecz przede wszystkim trójkami – 14/26 vs 3/20 Panathinaikosu. Ciekawostką meczy był powrót Luisa Scoli do hali O.A.C.A po raz pierwszy od Final Four 2007 – wtedy odpadł w półfinale z gospodarzami (późniejszymi triumfatorami), a następnie wyruszył zza ocean robić karierę w NBA.

Blowout w Monachium
ASVEL po dwóch zwycięstwach u siebie z Olympiakosem i Panathinaikosem liczył, że wyjazd do Monachium może przedłużyć serię zwycięstw. Trafili na fenomenalnie dysponowanych gospodarzy – tylko tak można określić 56% za dwa punkty i 83% (10/12) za trzy punkty. Bayern po zwycięstwie pierwszej kwarty 30-13 konsekwentnie powiększał przewagę, a trener Dejan Radonjić umiejętnie rotował składem – zagrali wszyscy zawodnicy, najwięcej Paul Zipser niecałe 22 minuty. Ostatecznie Bayern zwyciężył 104-63!

Miazga Maccabi w dogrywce
Przed tygodniem zachwycaliśmy się dogrywka w meczu Efes – Alba, tutaj Maccabi straciło 12 punktową przewagę w czwartej kwarcie, nie trafiając punktu u w ostatnich 4 minutach i 41 sekund! W dogrywce role się odmieniły, Scottie Wilbekin trafił trójkę od razu na otwarcie, zbywając w sumie dziewięć punktów w dodatkowym czasie gry. z kolei Maccabi jedyne punkty zdobyło po osobistych Billy Barona i przegrało ten fragment 2-17!

Ponitka
Mateusz Ponitka w dwóch pierwszych meczach zdobył zaledwie 9 punktów w trzeciej kolejce podwoił ten znak dziś wieczorem, zdobywając 18 punktów (w tym 5 w dogrywce okresie), 5 zbiórek oraz zarejestrował niesamowity blok na Kevinie Punterze. Zenit swoje pierwsze zwycięstwo w Eurolidze mógł zapewnić wcześniej, ale niesamowity za trzy punkty rzut równo z końcową syreną trafił Kostas Papanikolaou.

Double double
Nikola Milutinov (Olympiakos) 16 pkt., 16 zb. vs Zenit St. Petersburg
Vasilije Micić (Efes) 15 pkt., 12 as. vs Valencia Basket

Relacje z pozostałych kolejek Euroligi:

#Euroliga – podsumowanie 2 kolejki

Wystartowała #Euroliga – podsumowanie 1 kolejki

Sięgnąć po najlepszą koszykówkę, czyli iść na mecz CSKA Moskwa

Udział Stelmetu Zielona Góra w lidze VTB jest mocno krytykowany przez niedzielnych kibiców i niezrozumiały dla kogoś, kto sięga po koszykówkę od święta. Jak można wybrać grę w „lidze rosyjskiej” zamiast europejskich pucharów? Jak można grać w innej lidze? Niestety złą robotę robią rozgrywki piłki nożnej – niby klarowne, ale po głębszej analizie równie dziwne. W piłce klubowej co etap następuje losowanie, show, a przecież zawsze te same drużyny są uprzywilejowane – niezależnie czy dzielimy kasą, a czy losujemy rozgrywki ćwierćfinałowe. A, że w Lidze Mistrzów rywalizują nie mistrzowie to już nikomu nie przeszkadza, bo przecież to są najlepsze drużyny. Różnica w Polsce, w popularności obu dyscyplin nie była nigdy tak wielka, choć mowa o dwóch najpopularniejszych grach zespołowych na świecie. Kibic przyzwyczajony do formatu liga + puchary nie rozumie szans wynikających z rywalizacji w innym formacie.

To czego boimy się w piłce nożnej, w koszykówce występuje niemal od 20 lat – najlepsze kluby grają razem, zjednoczyły się pod jedną banderą bez udziału światowej/europejskiej federacji. W Polsce ten fakt akurat powinniśmy pamiętać, bo znajdujący się u szczytu wielkości i popularności Śląsk Wrocław trafił do Suproligi, zamiast do Euroligi. Mała różnica w nazwie, ale właśnie od tamtego sezonu mieliśmy przełom w europejskiej koszykówce. Różnie on wyglądał, był moment, że FIBA nawet akceptowała te rozgrywki, ale dzisiaj daleko jest do jakichkolwiek porozumień. Przedstawiciele Euroligi przez 20 lat budowali niezależną markę i know-how, eksperymentowali z formatem rozgrywek, dzikimi kartami oraz ilością uczestników. Obecnie Euroliga jest najsilniejsza w historii zarówno organizacyjnie jak i sportowo, co potwierdzają transfery przed sezonem z NBA. Do Europy przychodzą zawodnicy przed 30-tką, a nie koszykarscy emeryci. NBA w tym czasie ewoluowała w stronę small-ball oraz wysokich graczy rzucających za trzy punkty, więc docelowo miejsce najlepszych wysokich bez rzutu – będzie w Europie. Bo tutaj koszykówka przypomina tę zza oceanu sprzed 20-30 lat i kibic doceniając kulturę gry, zespołowa obronę oraz znakomite zagrywki, doceni Euroligę. Również dla kibica rodzimej koszykówki, bliżej nam co oczywiste do europejskiego grania. Wracając do samej Euroligi, zmiana systemu rozgrywek z pucharowego przez rundę grupową i finałową, do obecnego – pełnoprawnej ligi z stałymi uczestnikami i zaproszeniami, to kolejny progres w rozgrywkach. Tak wielki, że zdyskwalifikowany w Grecji Olympiakos Pireus nie gra w tamtejszej ekstraklasie, tylko w drugiej lidze rezerwami, a to co najlepsze desygnuje na Europę. Wypisz wymaluj zalążek wartościowania Europy ponad rozgrywki krajowe, czyli to, czego boją się w.. piłce nożnej. Tam najbogatsze kluby (czasem jak Barcelona, Real czy Bayern te same) z zazdrością patrzą na wypracowany przez lata format i mają apetyty na odłączenie się od UEFA. W piłce ręcznej poszli krok dalej, bo rozgrywki pucharowej grają w weekendy a w tygodniu gra liga.

Właśnie w tak ekskluzywnych warunkach i elitarnej lidze występuje CSKA Moskwa, aktualny obrońca trofeum. Dzisiaj na grę w tych rozgrywkach żaden polski klub nie ma szans, ostatni raz Stelmet Zielona Góra grał nich w sezonie 2015/16, czyli czasach przed reformą – wygrał dwa spotkania z dziesięciu i odpadł z rozgrywek. Dzisiaj format 18 drużynowy to gwarantowane 34 spotkania (!) i to w zamkniętej lidze. Dlatego nie może dziwić decyzja właściciela klubu Janusza Jasińskiego, który już drugi sezon zgłosił się do ligi VTB, czyli ligi stworzonej w 2008, która w założeniu miała skupiać najlepsze drużyny Europy wschodniej. W praktyce to mistrzostwa Rosji, jak się zwykle mawia o tej lidze. W Polsce nie ma ona najlepszego PR, z uwagi na sezon 2010/11, kiedy Asseco Prokom Gdynia grając w Lidze VTB opuścił rundę zasadniczą w Polskiej Lidze Koszykówki, a do play-off przystąpił i tak rozstawiony z numerem jeden. W przeszłości w lidze VTB występował także (dwukrotnie) Turów Zgorzelec, dlatego tym bardziej dziwią głosy kibiców niedzielnych. Poza Euroligą nie ma dobrej alternatywy, jest co prawda koszykarska Liga Mistrzów, ale jest nią dla słabszych federacji (występuje w niej Anwil), jest liga EuroCup, czyli zaplecze Euroligi z drużynami pokroju Unicaja Malaga czy Virtus Bolonia. Dlatego jeśli istnieje szansa na mecze z CSKA Moskwa, Chimki Moskwa czy Zenitem St. Petersburg zdecydowanie popieram właściciela Stelmetu i prezesa sieci Intermarché. Grajmy z najlepszymi, uczmy się i bawmy koszykówką. Dla zawodników, sponsorów czy kibiców nie ma nic lepszego niż mecze z potentatami.

W niedzielne popołudnie do hali CRS w Zielonej Górze przyjechał, jak wspomniałem klub z Moskwy, w dodatku w pierwszym składzie. Zagrały wszystkie gwiazdy oprócz Darruna Hilliarda i Kosty Koufosa, ale ich nieobecność nie miała wpływu na grę. Zachwycać się można było zarówno ofensywą jak i defensywą, znakomicie grali indywidualnie jak i dzieląc się piłką. Gdy w trzy akcje Will Clyburn w trzeciej kwarcie zdobył osiem punktów z rzędu, widać było formę z ostatniego Final Four, gdzie był MVP. Mike James tym razem zagrał spokojnie, oddawał piłkę kolegom, ale on się wystrzelał w ostatnim meczu Euroligi z Khimki Moskwa rzucając 18 punktów w pierwszej kwarcie. Wynik 64-104 oddaje różnice pomiędzy dwoma klubami, Stelmet jest na etapie przejściowym, po tłustych latach przyjął wariant oszczędnościowy w odróżnieniu do lat poprzednich, CSKA chcieliby po raz pierwszy od sezonu 2012/13 obronić trofeum, wtedy jako ostatni dokonał tego Olympiakos Pireus. CSKA nie odpuścili nawet, gdy mecz był wygrany, mówi o tym wynik ostatniej kwarty 36-15, do tego 75 punktów rezerwowych. Trener Dimitrios Itoudis niesamowicie rotował składem, co chwilę wchodzili nowi zawodnicy, którzy lepiej biegał, rzucali i bronili od każdego z gospodarzy. Oprócz 17/34 za trzy punkty imponowała mi defensywa gości – Stelmet nie miał wolnych pozycji, miał 16 strat i chwilami był bezradny pod koszem rywali, gdzie nie było miejsca na penetracje do linii. Kredowany lidera Drew Gordon nie radził sobie z podkoszowymi rywali – Kyle Hines z imponującym dosiężnym zbierał, blokował i wsadzał piłkę, podobnie jak równie skoczny Joel Bolomboy, a dwie akcje mierzącego 214 cm Johannesa Voigtmanna po zmianie krycia były symbolem tego meczu. Niemca przejął w obronie.. Łukasz Koszarek mierzący 187 cm i oto duży zagrał z małym, niczym CSKA ze Stelmetem. Wśród gospodarzy warto wyróżnić Jarosława Zyskowskiego, który w pierwszej połowie rzucił 10 punktów oraz Przemysława Zamojskiego za kilka akcji w obronie choćby Daniela Hacketta. Święto koszykówki oglądało na żywo niemal 3 tysiące ludzi, a poziom jaki zaprezentowali goście jest tak wysoki, że wyżej jest już tylko NBA.

Stelmet Enea BC Zielona Góra – CSKA Moskwa 64:104
Stelmet: Jarosław Zyskowski 15 (1), Ivica Radić 11, Joe Thomasson 10 (1), Tony Meier 7 (1), Przemysław Zamojski 6 (1), Ludvig Hakanson 6 (2), Marcel Ponitka 6, Drew Gordon 3, Łukasz Koszarek 0.
CSKA: Will Clyburn 20 (4), Joel Bolomboy 12 (2), Mike James 12 (3), Johannes Voigtmann 11 (1), Ivan Ukhov 8 (1), Janis Strelnieks 8 (2), Mikhail Kulagin 6 (2), Andrey Vorontsevich 6 (1), Nikita Kurbanov 5, Semen Antonov 5 (1), Kyle Hines 6, Daniel Hackett 5.