Sięgnąć po najlepszą koszykówkę, czyli iść na mecz CSKA Moskwa

Udział Stelmetu Zielona Góra w lidze VTB jest mocno krytykowany przez niedzielnych kibiców i niezrozumiały dla kogoś, kto sięga po koszykówkę od święta. Jak można wybrać grę w „lidze rosyjskiej” zamiast europejskich pucharów? Jak można grać w innej lidze? Niestety złą robotę robią rozgrywki piłki nożnej – niby klarowne, ale po głębszej analizie równie dziwne. W piłce klubowej co etap następuje losowanie, show, a przecież zawsze te same drużyny są uprzywilejowane – niezależnie czy dzielimy kasą, a czy losujemy rozgrywki ćwierćfinałowe. A, że w Lidze Mistrzów rywalizują nie mistrzowie to już nikomu nie przeszkadza, bo przecież to są najlepsze drużyny. Różnica w Polsce, w popularności obu dyscyplin nie była nigdy tak wielka, choć mowa o dwóch najpopularniejszych grach zespołowych na świecie. Kibic przyzwyczajony do formatu liga + puchary nie rozumie szans wynikających z rywalizacji w innym formacie.

To czego boimy się w piłce nożnej, w koszykówce występuje niemal od 20 lat – najlepsze kluby grają razem, zjednoczyły się pod jedną banderą bez udziału światowej/europejskiej federacji. W Polsce ten fakt akurat powinniśmy pamiętać, bo znajdujący się u szczytu wielkości i popularności Śląsk Wrocław trafił do Suproligi, zamiast do Euroligi. Mała różnica w nazwie, ale właśnie od tamtego sezonu mieliśmy przełom w europejskiej koszykówce. Różnie on wyglądał, był moment, że FIBA nawet akceptowała te rozgrywki, ale dzisiaj daleko jest do jakichkolwiek porozumień. Przedstawiciele Euroligi przez 20 lat budowali niezależną markę i know-how, eksperymentowali z formatem rozgrywek, dzikimi kartami oraz ilością uczestników. Obecnie Euroliga jest najsilniejsza w historii zarówno organizacyjnie jak i sportowo, co potwierdzają transfery przed sezonem z NBA. Do Europy przychodzą zawodnicy przed 30-tką, a nie koszykarscy emeryci. NBA w tym czasie ewoluowała w stronę small-ball oraz wysokich graczy rzucających za trzy punkty, więc docelowo miejsce najlepszych wysokich bez rzutu – będzie w Europie. Bo tutaj koszykówka przypomina tę zza oceanu sprzed 20-30 lat i kibic doceniając kulturę gry, zespołowa obronę oraz znakomite zagrywki, doceni Euroligę. Również dla kibica rodzimej koszykówki, bliżej nam co oczywiste do europejskiego grania. Wracając do samej Euroligi, zmiana systemu rozgrywek z pucharowego przez rundę grupową i finałową, do obecnego – pełnoprawnej ligi z stałymi uczestnikami i zaproszeniami, to kolejny progres w rozgrywkach. Tak wielki, że zdyskwalifikowany w Grecji Olympiakos Pireus nie gra w tamtejszej ekstraklasie, tylko w drugiej lidze rezerwami, a to co najlepsze desygnuje na Europę. Wypisz wymaluj zalążek wartościowania Europy ponad rozgrywki krajowe, czyli to, czego boją się w.. piłce nożnej. Tam najbogatsze kluby (czasem jak Barcelona, Real czy Bayern te same) z zazdrością patrzą na wypracowany przez lata format i mają apetyty na odłączenie się od UEFA. W piłce ręcznej poszli krok dalej, bo rozgrywki pucharowej grają w weekendy a w tygodniu gra liga.

Właśnie w tak ekskluzywnych warunkach i elitarnej lidze występuje CSKA Moskwa, aktualny obrońca trofeum. Dzisiaj na grę w tych rozgrywkach żaden polski klub nie ma szans, ostatni raz Stelmet Zielona Góra grał nich w sezonie 2015/16, czyli czasach przed reformą – wygrał dwa spotkania z dziesięciu i odpadł z rozgrywek. Dzisiaj format 18 drużynowy to gwarantowane 34 spotkania (!) i to w zamkniętej lidze. Dlatego nie może dziwić decyzja właściciela klubu Janusza Jasińskiego, który już drugi sezon zgłosił się do ligi VTB, czyli ligi stworzonej w 2008, która w założeniu miała skupiać najlepsze drużyny Europy wschodniej. W praktyce to mistrzostwa Rosji, jak się zwykle mawia o tej lidze. W Polsce nie ma ona najlepszego PR, z uwagi na sezon 2010/11, kiedy Asseco Prokom Gdynia grając w Lidze VTB opuścił rundę zasadniczą w Polskiej Lidze Koszykówki, a do play-off przystąpił i tak rozstawiony z numerem jeden. W przeszłości w lidze VTB występował także (dwukrotnie) Turów Zgorzelec, dlatego tym bardziej dziwią głosy kibiców niedzielnych. Poza Euroligą nie ma dobrej alternatywy, jest co prawda koszykarska Liga Mistrzów, ale jest nią dla słabszych federacji (występuje w niej Anwil), jest liga EuroCup, czyli zaplecze Euroligi z drużynami pokroju Unicaja Malaga czy Virtus Bolonia. Dlatego jeśli istnieje szansa na mecze z CSKA Moskwa, Chimki Moskwa czy Zenitem St. Petersburg zdecydowanie popieram właściciela Stelmetu i prezesa sieci Intermarché. Grajmy z najlepszymi, uczmy się i bawmy koszykówką. Dla zawodników, sponsorów czy kibiców nie ma nic lepszego niż mecze z potentatami.

W niedzielne popołudnie do hali CRS w Zielonej Górze przyjechał, jak wspomniałem klub z Moskwy, w dodatku w pierwszym składzie. Zagrały wszystkie gwiazdy oprócz Darruna Hilliarda i Kosty Koufosa, ale ich nieobecność nie miała wpływu na grę. Zachwycać się można było zarówno ofensywą jak i defensywą, znakomicie grali indywidualnie jak i dzieląc się piłką. Gdy w trzy akcje Will Clyburn w trzeciej kwarcie zdobył osiem punktów z rzędu, widać było formę z ostatniego Final Four, gdzie był MVP. Mike James tym razem zagrał spokojnie, oddawał piłkę kolegom, ale on się wystrzelał w ostatnim meczu Euroligi z Khimki Moskwa rzucając 18 punktów w pierwszej kwarcie. Wynik 64-104 oddaje różnice pomiędzy dwoma klubami, Stelmet jest na etapie przejściowym, po tłustych latach przyjął wariant oszczędnościowy w odróżnieniu do lat poprzednich, CSKA chcieliby po raz pierwszy od sezonu 2012/13 obronić trofeum, wtedy jako ostatni dokonał tego Olympiakos Pireus. CSKA nie odpuścili nawet, gdy mecz był wygrany, mówi o tym wynik ostatniej kwarty 36-15, do tego 75 punktów rezerwowych. Trener Dimitrios Itoudis niesamowicie rotował składem, co chwilę wchodzili nowi zawodnicy, którzy lepiej biegał, rzucali i bronili od każdego z gospodarzy. Oprócz 17/34 za trzy punkty imponowała mi defensywa gości – Stelmet nie miał wolnych pozycji, miał 16 strat i chwilami był bezradny pod koszem rywali, gdzie nie było miejsca na penetracje do linii. Kredowany lidera Drew Gordon nie radził sobie z podkoszowymi rywali – Kyle Hines z imponującym dosiężnym zbierał, blokował i wsadzał piłkę, podobnie jak równie skoczny Joel Bolomboy, a dwie akcje mierzącego 214 cm Johannesa Voigtmanna po zmianie krycia były symbolem tego meczu. Niemca przejął w obronie.. Łukasz Koszarek mierzący 187 cm i oto duży zagrał z małym, niczym CSKA ze Stelmetem. Wśród gospodarzy warto wyróżnić Jarosława Zyskowskiego, który w pierwszej połowie rzucił 10 punktów oraz Przemysława Zamojskiego za kilka akcji w obronie choćby Daniela Hacketta. Święto koszykówki oglądało na żywo niemal 3 tysiące ludzi, a poziom jaki zaprezentowali goście jest tak wysoki, że wyżej jest już tylko NBA.

Stelmet Enea BC Zielona Góra – CSKA Moskwa 64:104
Stelmet: Jarosław Zyskowski 15, Ivica Radić 11, Joe Thomasson 10, Tony Meier 7, Przemysław Zamojski 6, Ludvig Hakanson 6, Marcel Ponitka 6, Drew Gordon 3, Łukasz Koszarek 0.
CSKA: Will Clyburn 20, Joel Bolomboy 12, Mike James 12, Johannes Voigtmann 11, Ivan Ukhov 8, Janis Strelnieks 8, Mikhail Kulagin 6, Andrey Vorontsevich 6, Nikita Kurbanov 5, Semen Antonov 5, Kyle Hines 6, Daniel Hackett 5.

7 ostatnich wpisów

PIŁKA NOŻNA

  1. Polska vs Macedonia Północna – naród się zachwyca, a grę (znowu) zrobił Lewandowski i rezerwowi (Frankowski i Milik)
  2. Łotwa vs Polska – Hat trick Lewandowskiego, oddanie półki przeciwnikom i cierpka herbata zamiast słodyczy

KOSZYKÓWKA

  1. Zion odpocznie do grudnia, czyli (jeszcze) musimy poczekać na zawodnika, który najbardziej elektryzuje ligę
  2. Sięgnąć po najlepsza koszykówkę, czyli iść na mecz CSKA Moskwa
  3. #Euroliga – podsumowanie 2 kolejki
  4. Koszykarski Śląsk – meldunek 7: twierdza Wrocław zdobyta, zadebiutował Humphrey, ale obwodowi zagrali fatalnie
  5. Koszykarski Śląsk – meldunek 6: z Dąbrowy Górniczej na tarczy

#Euroliga – podsumowanie 2 kolejki

Druga kolejka Euroligi przyniosła niesamowitego game winnera Jaycee Carrolla oraz slaby mecz w Moskwie, który miał być hitem kolejki, gdzie słaba CSKA zwyciężyła slaby Bayern. W innych meczach warto wspomnieć kolejne zwycięstwa Khimki Moswa, FC Barcelona, ASVEL Villeurbanne i dogrywkę w meczy Efes – Alba, który z perspektywy po, wyglądał najlepiej. Na dole tabeli Fenerbahce z bilansem 0-2.

Carroll daje zwycięstwo
Jaycee Carroll został bohaterem meczu Real przeciwko Maccabi trafiając buzzer beatera za trzy na 2,4 sekund przed końcem meczu. Real Madryt zanotował drugie zwycięstwo w Eurolidze wygrywając z Maccabi FOX Tel Aviv 86-85 w WiZink Center. Wcześniej po trafieniu Scottie Wilbekina (22 pkt.) było 83-85 i Real miał 10,9 sekund na ostatnią akcje. Serio Llull podał do Carrolla, który ściął na wprost kosza i za trzy klasycznym catch and shot trafił. Wśród zwycięzców wyróżnił się także Jordan Mickey z 16 punktami (4/5 z gry) i 11 zbiórek. Przed sezonem przyszedł z Khimki Mokswa, który w poprzednim sezonie, który był pierwszym w Europie i grajac jedynie 22,5 minut rzucał przeciętnie 14,2 pkt. I 5 zb.

Monroe w pojedynkę walczył z CSKA
Przyjście do Europy Grega Monroe, zawodnika który trzy lata temu w Pistons notował 15,3 pkt. oraz 8,8 zb. było newsem tygodnia. Ale podpisanie umowy z Bayernem Monachium, 11 drużyny minionego sezonu było sensacją, bo przyjście do CSKA, Fenerbahce czy Realu nikogo by nie zdziwiło. Mecz z CSKA był testem, który podkoszowy zdecydowanie zdał – był najlepszym zawodnikiem Bayernu (17 pkt., 10 zb., 3 bl.) przeciwko mistrzom Euroligi. W NBA Monroe rywalizował z najlepszymi, w drugiej kolejce miał za przeciwników Johannesa Voigtmanna (10 pkt., 12 zb.) i Andrey’a Vorontsevicha, i było widać, kto grał przez wiele lat w NBA. W samym meczu całe spotkanie prowadziło CSKA, rekordowo 14 punktami, konsekwencje powiększając przewagę. Trener Dimitris Itoudis dał zagrać niemal wszystkim zawodnikom (oprócz Siemion Antonowa) przez 10-20 minut, a z ławki błysnął Joel Bolomboy (10 pkt w 17 min) trafiając dwa razy za trzy punkty, zaliczając 10 pkt., 3 zbiórki, 2 asysty w 17 minut.

Beznadziejna postawa Fenerbahce
Trafione 34,5% za dwa, 31% za trzy i 64% z osobistych drużyny z Turcji i przegrana z Crvena Zvezda mimo gry w pełnym składzie z De Colo, Veselym i Sloukasem. Uwaga, Fenerbahce ma bilans 0-2 vs 25-5 w poprzednim sezonie regularnym.

Zenit i Ponitka bez szans z Barceloną
Na koniec trzeciej kwarty na tablicy wyników było 56-59 dla Barcelony, jednak chwile później Brandon Davies,Kyle Kuric, i Nikola Mirotić zwiększyli przewagę do 59-70, a jedynymi punktami po stronie gospodarzy była trójka Willa Thomasa. Czwarta kwarta została zdominowana przez gości i ostatecznie wygrana 7-28. Wspomniany Kyle Kurić dwa lata temu przez jeden sezon występował w Zenicie, był najlepszym strzelcem Barcelony 24 punkty , trafiając 4/4 za trzy punkty, dodając 3 zbiórki i 3 asysty. Gdy w pierwszej połowie utykał Malcolm Delaney, pod nieobecność Thomasa Heurtela, Corego Higginsa, Kevina Pangosa i Pau Ribasa, zadebiutował w Eurolidze 19 letni Argentyńczyk Teen Bolmaro. Czy będzie kolejnym Pablo Prigionim albo Facundo Campazzo zobaczmy. W Barcelonie oprócz Kuricia, dobrze zagrał Nikola Mirotic (17 punktów i 10 zbiórek). Mateusz Ponitka mimo wyjścia w pierwszej piątce, grał mało, oddał jedynie jeden rzut z dystansu zablokowany przez Victora Clavera i w niespełna 16 minut uzbierał dwa punkty, zbiórkę i dwie asysty.

Mecz kolejki w Sinan Erdem Dome
Przez cztery kwarty i dogrywkę, żadna z drużyn nie prowadziła w meczu więcej niż siedmioma punktami. Po trójce Rokasa Giedraitisa na dwie minuty przed końcem, Alba objęła prowadzenie 90-93. W odpowiedzi faulowany Vasilije Micić trafił dwa osobiste, a po stracie.. Giedraitisa, Micić trafił trójkę i wydawało się, że Efes przejął spotkanie bo na zegarze było nieco ponad minutę. Faulowany Peton Siva ustalił jak się później okaże wynik na 95-95, gdyż ani Alec Peters, ani Luke Sikma, ani nawet Shane Larkin nie zmienili rezultatu. W dogrywce od trójki zaczął Larkin, który wspólnie z Miciciem zdobył wszystkie punkty Efesu w dodatkowym czasie gry (Larkin 7, Micić 4). Goście 8 z 11 punktów zdobyli z osobistych,a ostatniej akcji nie faulowali i liczyli na wybronienie lub przechwyt i owszem Larkin (w całym meczu 26 pkt., 5 zb., 5 as.) ponownie nie trafił, ale na zegarku była tylko sekunda, co uniemożliwiło skonstruowania zwycięskiej akcji. Efes zagrał w tym meczu znakomicie – trafił 56,3% za dwa, 55% za trzy i zanotował zaledwie sześć strat, ale również Alba pobiła kilka swoich rekordów – pierwszy mecz w Eurolidze ze zdobytymi 100 i więcej punktami, 28 asyst (co równi z Efesem) oraz 14 trafionych trójek. Alba przeciwko świetnie dysponującym strzelecko koszykarzy Efesu przeciwstawiali zbiórkę wygraną 41-28, w tym 14-7 w ataku. Ostatecznie po pierwszej dogrywce w tym sezonie, wygrał Efes 106-105. Znakomicie zagrali rozgrywający obu drużyn, wspomniany Vasilije Micic (23 pkt., 13 as.) oraz Islandczyk Martin Hermannsson (4 pkt., 11 as.).

Double double
Vasilije Micić (Efes Pilsen) 23 pkt., 13 as. vs Alba Berlin
Tornike Shengelia (Kirolbet Baskonia) 18 ptk., 10 as. vs Khimki Moskwa
Nikola Milutinov (Olympiakos Pireus) 17 pkt., 14 zb. vs Valencia Basket
Nikola Mirotić (FC Barcelona) 17 pkt., 10 zb. vs Zenit St. Petersburg
Greg Monroe (Bayern Monachium) 17 pkt, 10 zb. vs CSKA Moskwa
Jordan Mickey (Real Madryt) 16 pkt., 11 zb. vs Maccabi Tel Aviv
Tonye Jekiri (ASVEL Villeurbanne) 15 pkt., 12 zb. vs Panathinaikos Ateny
Johannes Voightmann (CSKA Moskwa) 10 pkt., 12 zb. vs Bayern Monachium

Relacje z pozostałych kolejek Euroligi:

Wystartowała #Euroliga – podsumowanie 1 kolejki

Wystartowała #Euroliga – podsumowanie 1 kolejki

Wystartowała Euroliga – najsilniejsza i najciekawsza od lat, rozszerzona z 16 do 18 drużyn, dalej w zamkniętym formacie z corem i zaproszeniami. W praktyce, pomijając dzikie karty, wygraną w EuroCup itp., mamy w porównaniu do poprzedniego sezonu aż pięć nowych drużyn – Albę Berlin, ASVEL Villeurbanne, Crvenę Zvezdę, Zenit Saint Petersburg oraz Valencię, kosztem Herbalife Gran Canaria, Buducnost Podgorica i Darussafaki, czyli najsłabszych zespołów.

Hit dla Realu
W hicie pierwszej kolejki Real zwyciężył Fenerbahce, grając zespołowy basket oparty na zgraniu zawodników, co widać po asystach 23-12. W Fenerbahce nie zagrał MVP poprzednich rozgrywek Jan Veselý, a w głównej roli wystąpili nowi zawodnicy – Nando De Colo (22 pkt., 5 as.), Derrick Williams (19 pkt., 10 zb.) oraz Nicola Kalinić (13 pkt.). W drużynie gospodarzy znakomicie zagrał Jeffery Taylor, który spudłował tylko jeden rzut (19 pkt., 5/5 za dwa i 3/4 za trzy punkty) oraz znakomicie drygował grą Facundo Campazzo (14 pkt., 8 as.), a swoje dorzucili Anthony Randolph (15 pkt., 5 zb., 3 as., 3 prz.) i Rudy Fernandez (10 pkt.). Real, a zwłaszcza Taylor ruszyli bardzo mocno – szwedzki koszykarz w pierwszych sześciu minutach zdobył 12 punktów, a gospodarze prowadzili 19-4. Potem Fenerbahce uporządkowało grę, De Colo przestał tracić głupio piłki i pod koniec pierwszej połowy gospodarze prowadzili tylko jednym punktem. Real drugą połowę rozpoczął jak pierwszą — ruszył 11-0, a kwarta skończyła się wynikiem 64-55. Na 3 minuty 25 sekund przed końcem meczu mieliśmy remis po 73 za sprawą trójki Williamsa, a następnie kontry Sloukasa. Od tego momentu Fenerbahce zdobyło jedynie cztery punkty z rzutów wolnych, w odpowiedzi przebudził się Taylor zdobywając kolejno cztery punkty, a Gabriel Deck po asyście kolegi z reprezentacji (Campazzo) przypieczętował zwycięstwo. Wiadomo, że Real i Fenerbahce będą grali o zwycięstwo w całych rozgrywkach i ten mecz tak naprawdę nic nam nie powiedział. Jeffery Taylor zagrał niesamowicie na początku i końcu meczu, Królewscy trafiali z gry na poziomie ponad 60%, a w Fenerbahce brakowało Veselego, a De Colo zanotował siedem strat.

Mirotic i Barcelona imponują
Do trójki najsilniejszych zespołów ostatnich lat (Real, CSKA, Fenerbahce) od pierwszej kolejki dołączyła Barcelona, która w hicie pewnie zwyciężyła na wyjeździe Efes Pilsen. Podopieczni Svetislava Pešića prowadzili z finalistą poprzedniej edycji do przerwy 11 punktami. To był także rewanż za piąty mecz pierwszej rundy ćwierćfinałów poprzedniego sezonu. Od tamtego meczu Efes ustabilizował skład, a Barcelonę przeszła rewolucja. Przede wszystkim przyszedł Nikola Mirotic zdobywca 24 punktów (5/8 za dwa, 4/8 za trzy) – bodaj najlepszy zawodnik pierwszej kolejki. Dostał wsparcie od także pozyskanych w lecie: Malcolma Delaney’a, który zdobył 11 punktów i 7 asyst i Brandona Davisa, autora 10 punktów, do których dodał 5 zbiórek, 4 asysty i 2 bloki. Nowy zawodnik Efesu Alec Peters był najlepszym zawodnikiem rywali (16 punktów, 4/5 za trzy), ale zawiódł jeden z dwójki liderów Vasilije Micic, który 14 punktów zdobył z 17 (!) rzutów z gry. Shane Larkin (podobnie jak Rodrigue Beaubois i Adrien Moerman) jest kontuzjowany. Na początku meczu było równo, ale dwie trójki na początku drugiej kwarty Delaneya oraz Pierre’a Orioli ustawiły mecz. Pod koniec trzeciej kwarty mieliśmy zryw Efesu, a kwarta zakończyła się wynikiem 46-49, jednak ponownie Delaney, Oriola i dwukrotnie Ante Tomic zdobyli 9 kolejnych punktów na otwarcie czwartej kwarty i Efes do końcu meczu nie zbliżył się do rywali.

Nowe gwiazdy muszą się rozkręcić
W innych meczach zwyciężył m.in. Panathinaikos prowadzony przez świetnego Nicka Calathesa (21 pkt., 7 as.) i Deshauna Thomasa (18 pkt., 11 zb.). Nowi zawodnicy Jimmer Fredette (11 pkt.) i Wesley Johnson (3 pkt.) nie zachwycili i trudno powiedzieć jak wpasują się do europejskiego grania. Podobnie Greg Monroe z Bayernu (6 pkt., 10 zb., 4 as), ale Bayern za sprawą Vladimira Lucica (18 pkt, 5 zb.) oraz Nihada Dedovica (16 pkt., 3 zb., 3 as., 4 prz.) pokonał drużynę Ettore Messiny 78-64. Duet Serio Rodriguez (14 pkt, 6 as.) i Luis Scola (17 pkt., 6 zb) zagrał nieźle, ale brakowało pomocy u innych zawodników. Na uwagę zasługują także rozmiary zwycięstwa na wyjeździe CSKA z Valencią 96-71 głownie za sprawą duetu:, Mike James (20 pkt., 5/5 z gry, 1/1 za trzy, 5 as.) i Darrun Hilliard (22 pkt.). W podobnych rozmiarach wygrała Alba Berlin nad Zenitem St Petersburg, głównie za sprawą świetnych trójek 13/29, a wśród pokonanych mało grał Mateusz Ponitka, który pięć z siedmiu punktów zdobył w ostatniej minucie.

Double double
Derrick Williams (Fenerbahce Stambuł) 19 pkt., 10 zb. vs Real Madryt
Deshaun Thomas (Panathinaikos Ateny) 18 pkt., 11 zb. vs Crvena Zvezda
Tonye Jekiri (ASVEL Villeurbanne) 13 pkt., 10 zb. vs Olympiacos Pireus

 

15 najważniejszych zmian w #Euroliga

Pod koniec sierpnia sporządziłem ranking zawodników (TUTAJ), którzy wzmacniają Euroligę przychodząc z NBA. Wiele się dzieje także wewnątrz samej Europy, kluby zmieniają czołowi koszykarze. Kluby podchodzili do zmian różnie – Real utrzymał skład de facto wymieniając Gustavo Ayona na Nicolasa Laprovittolę, choć oczywiście to nie ta pozycja. Wzmocniła się przede wszystkim Barcelona, która po dwóch kompromitujących sezonach (11 i 13 miejsce) w ostatnim wróciła do ćwierćfinału, ale przegrała w piątym spotkaniu z Efesem Pilsen i po raz piąty z rzędu nie zagrała w Final Four. Ich głównym rywal w tym czasie wygrał ją dwukrotnie, dwukrotnie przegrywając w półfinale. Do Barcelony przyszedł mistrz Euroligi Cory Higgins oraz dwóch gwiazdorów – Brandon Davis wybrany do pierwszej piątki poprzedniego sezonu oraz z Chin Malcom Delaney, który z Adamem Hangą i Thomasem Heurtelem uporządkuje rozgrywanie. Fenerbahce po niespodziewanej przegranej w Final Four z Efesem (wcześniej wygrali sezon regularny 25-5) pozyskali dwa znaczące nazwiska – Nando de Colo, który bardzo dobrze zaprezentował się na Mistrzostwach Świata, a wcześniej wygrał z CSKA dwukrotnie Euroligę, a w 2016 był MVP Final Four oraz Derrick Williams numer dwa draftu 2011, tracąc jedynie Nicolò Melliego. Obrońca trofeum CSKA Moskwa przeszli rewolucje, odeszli wspomniani de Colo, Higgins oraz Sergio Rodriguez (do Olimpii), Alec Peters (Efes) i Othello Hunter (Maccabi), ale pozyskali króla strzelców poprzedniej edycji Mike’a Jamesa oraz duet z Baskonii Johannes Voightmann i Darrun Hillard oraz dwóch graczy z NBA. Sensacyjny finalista poprzedniej edycji Efes zatrzymał rewelacyjny duet Shane Larkin, Vasilije Micić i wzmocnił się pod koszem Petersem i Chris Singleton (Barcelona). Wielki powrót do Europy Ettore Messiny to wielka rewolucja w Olimpii Mediolan – znaczące odejścia (Mindaugas Kuzminskas i James) oraz sensacyjne przyjścia Rodrigueza i Luisa Scoli oraz wymiana Amerykanów sprawia, ze Olimpia włączy się do walki o ćwierćfinał.

Poniżej lista zmian:

  1. Mike James (Olimpia Mediolan ->CSKA Moskwa)
  2. Nando de Colo (CSKA Moskwa -> Fenerbahce Stambuł)
  3. Brandon Davies (Žalgiris Kowno -> FC Barcelona)
  4. Luis Scola (Shanghai Sharks -> Olimpia Mediolan)
  5. Malcolm Delaney (Guangdong Tigers -> FC Barcelona)
  6. Sergio Rodriguez (CSKA Moskwa -> Olimpia Mediolan
  7. Nicolas Laprovittola (Joventut Badalona -> Real Madryt)
  8. Derrick Williams (Bayern Monachium -> Fenerbahce Stambuł)
  9. Cory Higgins (CSKA Moskwa -> FC Barcelona Lassa)
  10. Gustavo Ayon (Real Madryt -> Zenit Sankt Petersburg)
  11. Mindaugas Kuzminskas (Olimpia Mediolan -> Olympiakos Pireus
  12. Chris Singleton (FC Barcelona -> Efes Stambuł)
  13. Jeremy Evans (Darüşşafaka Stambuł -> Khimki Moskwa)
  14. Johannes Voigtmann (Kirolbet Baskonia ->CSKA Moskwa)
  15. Tyrese Rice (BroseBamberg -> Panathinakos Ateny)
    .. Mateusz Ponitka (Lokomotiv Kuban -> Zenit Saint Petersburg)

Coleman królem sprintu

Od kiedy karierę zakończył Usain Bolt mieliśmy swoisty wakat w konkurencji króla sprintu. Co prawda złoty medal na mistrzostwach świata zdobył wtedy Justin Gatlin, ale z uwagi na wpadki dopingowe nie był poważnie brany do roli króla sprintu, przecież po czasie mogą wypłynąć jego próbki i wyniki Amerykanina zostaną wyczyszczone. Problem z dopingiem to zmora lekkiej atletyki, dzisiaj złoty medal za mistrzostwa świata 2015 (Tatjana Łysienko zestala zdyskwalifikowana) odebrała Anita Włodarczyk, ale to medal słodko-gorzki – nie było Mazurka Dąbrowskiego, bonusów od sponsorów i miejsca na podium sportowca roku. Taki medal do szuflady, który nie cieszy, choć oczywiście, jest to powiedzmy jakaś tam sprawiedliwość. Przy okazji Gatlina, jestem pod wrażeniem jego ciągłego otrzymywania się na szczycie – 37 latek pierwsze tytuły osiągał w czasach, gdy królował Maurice Green. Gatlin zdobył złoto na setkę już na igrzyskach 2004, Green brąz. W czasie jego dyskwalifikacji światu się objawił Usain Bolt i do końca kariery rywalizowali, a Gatlin wygrał z nim dopiero na koniec, choć powinien wygrać dwa lat wcześniej na Mistrzostwach Świata 2015 w Pekinie, kiedy dominował:

Eliminacje (sumarycznie):
1. Justin Gatlin 9,83
5. Usain Bolt 9,96

Półfinały (sumarycznie):
1. Justin Gatlin 9,77
3. Usain Bolt 9,96

Final:
1. Usain Bolt 9,79
2. Justin Gatlin 9,80

Usain Bolt był wtedy najbliżej przegranej, ale ponieważ wygrał na Igrzyskach 2016, miał wygrać także w 2017. Jak pamiętamy, jeden z najbardziej ekscytujących finałów w historii zakończył się porażką Bolta (3 miejsce) w pojedynku, która reklamowano jako wojnę dobra ze złem. Zupełnie niezauważenie na drugim miejscu, czyli przed fenomenalnym Jamajczykiem ukończył wiek 21-letni Christian Coleman. Z perspektywy czasu, mieliśmy narodzenie nowej gwiazdy, która w półfinale także zwyciężyła z Boltem. Wtedy wszyscy żyli historią porażki Bolta, mniej zwycięstwa Gatlina. Zresztą na wspomnianych Mistrzostwach Świata 2015 w Pekinie na trzecim miejscu skończyli bieg 20-letni Trayvon Bromell i 21-letni Andre De Grasse, których w 2017 nie było.

Coleman w lipcu 2018 wspiął się na lekkoatletyczny szczyt, bo w pierwszej połowie roku przegrywał w Diamentowej Lidze z Ronnie Bakerem (Eugene, Rzym) oraz z Jimmy Vicaut (Rzym) i … Filippo Tortu (Rzym). Gdy na mitingu w Rabacie Christian Coleman pokonał zarówno Ronnie Bakera i Noah Lylesa, mogliśmy ogłosić go najlepszym sprinterem. W kolejnych mitingach wygrywał z Yohanem Blakem oraz Akani Simbine, a w finale w Brukseli pokonał Bakera, Blake’a i Simbine, z najlepszym czasem w sezonie 9,79. W bieżącym sezonie jedynie Lyles Noah w Szanghaju pokonał Colemana. Zaskakujące, że rzadko startujący w mitingach Diamentowej Ligi Justin Gatlin wygrał z Lylesem w Monaco, wcześniej w Eugene Coleman był przed Gatlinem, a w ostatnim biegu Diamentowej Ligi przed mistrzostwami, Lyles wygrał z Gatlinem, których przedzielił jeszcze Zhenye Xie i Yohan Blake.

100 metrów na Mistrzostwach Świata w Doha od początku do końca odbył się zgodnie z przewidywaniem. W eliminacjach jedynie Christian Coleman zszedł poniżej 10 sekund (9,98), bo w wilgotnych warunkach biegało się sprinterom wolno. W półfinale znów Coleman jako jedyny zszedł poniżej 10 sekund (9,88) i wszyscy emocjonowaliśmy się tylko tym, czy Justin Gatlin po zajęciu zaledwie trzeciego miejsca (10,09) za Andre De Grasse (10,07) i Yohanem Blakem (10,09) wejdzie do finału z czasem. Trzeci półfinał wygrał Akani Simbine z drugim czasem (10,01) i tak miał wyglądać finał. W nim było trochę szybciej, ale dysponujący fenomenalnym startem Coleman prowadził od początku do końca. Christian Coleman mistrzem świata! Coleman królem sprintu! a 37 letni Gatlin zdobył srebro,

Wyniki:
1 Christian Coleman 9.76
2 Justin Gatlin 9.89
3 Andre De Grasse 9.90 PB
4 Akani Simbine 9.93 SB
5 Yohan Blake 9.97
6 Zharnel Hughes 10.03
7 Filippo Tortu 10.07 SB
8 Aaron Brown 10.08

coleman.jpgPhotograph: Jean-Christophe Bott/EPA

Startuje sezon 2019/20 #EBL – trzy powody, dla których to będzie najlepszy sezon od lat

Suzuki Superpuchar Polski 2019 inauguruje sezon 2019/20 w Energa Basket Liga. Sezon wyjątkowy, bo od dawna nie mieliśmy takiego zainteresowania w EBL/TBL/PLK. Niesamowity boom na koszykówkę, który przyniosły mistrzostwa świata i występ Polaków – po raz pierwszy od 22 lat się nie wstydziliśmy ich występów. Kibice zainteresowali się koszykówką na nowo, część odświeżyła sobie nazwiska, bo wielu skończyło się interesować, gdy na parkietach występowali Maciej Zieliński czy Andrzej Pluta. Fanatycy koszykówki przez lata czekali na kopa dla tej dyscypliny, mieli dość bycia w cieniu siatkówki czy piłki ręcznej, czekali przede wszystkim na pokolenie, które zapewni sukces. EBL w tym sezonie reklamuje się jako ligę, w której występuje aż siedmiu zawodników z kadry Mike’a Taylora. Z tego powodu ci, którzy kibicowali naszym w meczach z Chinami czy Rosją, sprawdzą pierwsze kolejki, aby zobaczyć jak sobie radzą reprezentanci:

Adam Hrycaniuk (Arka)
Damian Kulig (Polski Cukier)
Karol Gruszecki (Polski Cukier)
Aaron Cel (Polski Cukier)
Michał Sokołowski (Anwil)
Łukasz Koszarek (Stelmet)
Kamil Łączyński (Śląsk)

Blisko kadry byli także Lukasz Kolenda (Trefl) oraz Maciej Wojciechowski (Śląsk), którzy niewykluczone zagrają w meczach eliminacji mistrzostw europy w lutym. Siedmiu Polaków to lokomotywa transmisji w telewizji, których będzie aż cztery w kolejce na kanałach Polsatu oraz cztery w serwisie emocje.tv, to także lokomotywa do hal, bo Polacy kochają zwycięzców i chętnie sprawdza jak maja się ich ulubieńcy.

Nowy sezon przynosi dwie nowe gwiazdy, które nie zagrały jeszcze minuty na parkietach EBL – Tony Wroten i Ricky Ledo mają zostać najlepszymi obcokrajowcami nowego sezonu, dominować niczym para James Florence/Josh Bostic w poprzednim sezonie w Arce Gdynia. Anwil na papierze ma niesamowity skład, jest to najlepsza drużyna od czasów wielkiego Prokomu Sopot. Dwukrotni obrońcy trofeum stracili kilku zawodników (m.in. Ivan Almeida, Jarosław Zyskowski, Kamil Łączyński, Aaron Broussard, Josip Sobin), ale przyjście zawodników wyróżniających się w Eurolidze (Ledo) czy NBA (Wroten), plus przyjście najlepszego polskiego zawodnika ligi – Michała Sokołowskiego oraz wyróżniającego się w Legii Jakuba Karolaka to prawdziwe hity. Oprócz wspomnianych zawodników, z kadrowiczów barwy zmienili Adam Hrycaniuk, który trafił do Arki, a z szerokiego składu do Anwilu trafił jeszcze Krzysztof Sulima, a Maciej Wojciechowski do Śląska.

Powrót Śląska Wrocław to także wydarzenie, choć od ostatniego mistrzostwa minęło 17 lat i nikt nie wspomina… 18-tki. Polska koszykówka potrzebuje silnych ośrodków w dużych miastach, ale należy zaznaczyć, że powrót do ekstraklasy Legii Warszawy nie zmienił układu sił. Od kilku sezonów liczą się mniejsze miasta, jak Zielona Góra, Ostrów Wielkopolski, Gdynia, Toruń czy Włocławek. Śląsk pozyskał dwóch zawodników szerokiej kadry reprezentacji Polski, ale ciężko im będzie powalczyć o ósemkę. Drużynę buduje się latami, liczy się budżet i kontynuacja, wiec najprawdopodobniej o najwyższe laury powalczą ponownie Anwil i Polski Cukier, Arka wydaje się zespołem numer trzy, a o czwarte miejsce powalczą Stelmet i Stal Ostrów. Jedna i druga drużyna zmieniła trenera i dzisiaj szkoleniowcy tych zespołów odpowiednio Zan Tabak oraz Jacek Winnicki wydają się największymi atutami. Zwłaszcza, że obie drużyny przeszły spore przemeblowania – Stelmet upuścili Sokołowski i Hrycaniuk, a Stal Mateusz Kostrzewski, Mike Scott (trafił do Utah Jazz!) i Shawn King (2 liga Francji).

Wiele transmisji, kadrowicze i gwiazdy w Anwilu – to maja być lokomotywy wzrostu zainteresowania Energa Basket Ligi, która dawno nie miała się tak dobrze.