Boniek vs Rokuszewski, czyli starcie w #stanfutbolu zainspirowało mnie do refleksji na temat stanu polskiej piłki

Sobotni odcinek Stanu Futbolu był jednym z najciekawszych tego typu programów w ostatnich latach. Samo zaproszenie do programu Zbigniewa Bońka jest zawsze sporym handicapem, bo Prezes PZPN zwykle dominuje programy i świeci zawsze najmocniej. Ale tym razem zupełnie (dla mnie) nieoczekiwanie trafił na wymagającego rywala. Znane są powszechne sympatię czołowych dziennikarzy z Prezesem PZPN, tym bardziej byłem zaskoczony, że w programie Krzysztofa Stanowskiego, w którym jego goście zwykle otaczani są parasolem ochronnym zaczęło się strzelanie.

Zbigniew Boniek nic nie świadomy odpowiadał na pytania w swoim stylu, nie dawał rozwinąć skrzydeł innym, skakał wielowątkowo, a na trudne pytania odpowiadał celnymi pytaniami. Przyzwyczajony jestem do tego typu scenariuszy, które szczególnie mi nie przeszkadzają. Zawsze mogę przecież wyłączyć. Bonka nie wyłączam, bo od zawsze był jakiś. Charyzmy miał za kilku, dlatego lubię go słuchać. Choć od pewnego czasu zauważyłem, że Polska piłka idzie w bardzo złym kierunku.

W programie znalazł się w końcu ktoś, kto potrafił zapytać i odpowiedzieć. Czekałem na taki scenariusz od dawna, ale szczególnie w Cafe Futbol, częściej mieliśmy poklepywanie Bonka po plecach. Ze najlepszy, że zmienił postrzeganie, że zarabia. Tylko, że te argumenty można było mówić już po roku, dwóch pierwszej kadencji, a nie w ostatnim. Nie przesadzajmy, że w czasach dużej transparentności w mediach, prowadzenie największego sportowego związku lepiej od Grzegorza Laty to sukces. To nie jest sukces, to normalność.

I właśnie Mateusz Rokuszewski, redaktor naczelny weszlo.com był tym, który nie szczypie się w język. Który punktuje i odpowiada. I to bardzo skutecznie, bo wymiana zdań przeniosła się po programie do Twittera via weszlo.com, dzięki wpisowi Jakuba Olkiewicza. Jeśli kilka dni później temat dalej grzeje, musiało się stać coś wyjątkowego.

Roki już na początku poprosił o nieprzerywanie, co było sygnałem, że ktoś chce coś powiedzieć będąc przy jednej scenie z Bońkiem. Potem formowanie tezy o kondycji polskiej piłki, również nie spotkała się z zadowoleniem. Żonglowanie Prezesa nazewnictwem polska piłka i PZPN okazała się mało skuteczna, bo o ile nie mam wątpliwości odnoście sprawnego prowadzenia wielkiej korporacji, to jednak pewne rzeczy zostały ewidentnie zlekceważone, zamiecione pod dywan. I te zganianie na ekstraklasę także jest mało eleganckie, bo jeśli mówimy o liczbie drużyn, reformie ESA37 to chętnie się Zibi wypowiada, ale w kwestii wyników w pucharach to on nic nie może. Pewnie, bezpośrednio nie, ale poziom jest dramatycznie słaby, odpadamy w przedbiegach z piłkarskimi ogórkami i nie gramy w europejskich pucharach. Dudelange wyprzedziło nas o długość, a wszyscy zdolni są wyprzedawani do przeróżnych lig.

Poszło też o MLS, że piłkarze (Przemysław Frankowski, Kacper Przybyłko, Przemysław Tytoń, Adam Buksa, a za chwilę także Jarosław Niezgoda) wybierają Stany Zjednoczone, a nie Europę. Na pewno mając propozycje jak Boniek z Juventusu wybraliby Serię A. Takowych nie mają, więc jadą gdzie lepiej płacą. Skończmy się okłamywać, że piłkarze grają z pasji. Grają dla pieniędzy. A jeśli przy okazji będzie sprawnie działający klub i liga, to chętnie mówią o rozwoju. Dzisiaj pozostawanie w ekstraklasie to cofanie się, co wynika z rezultatów w eliminacjach europejskich pucharów i rankingów.

Niestety exodus piłkarzy zbiegł się z zastępczą dyskusją o kształcie ligi. ESA taka, czy śmiaka, dodatkowa runda czy nie. Fajnie, że nie mówimy o dzieleniu punktów. Mam wrażenie, że zastanawiając się latami nad piłkarskimi duperelami, uciekła nam Europa. Cala para w gwizdek. Przecież piłkarz ma przede wszystkim grać. Najlepiej, aby sprawiało mu to przyjemność, bo wtedy entuzjazmem zarazi innych, a w dalszej kolejności także kibiców. Dyskusja kiedy mamy rozpoczynać sezon to kolejna ‚dyskusja żart’. Meczów naszej ligi nie da się oglądać, szlagiery zawodzą, a pojedynki zespołów z dołu tabeli nie interesują nawet koneserów. Rozszerzenie o drużyny klasy Chojniczanki, nie da nic polskiej piłce. Do słabych drużyn dołączą słabsi. A dzisiaj trzeba konkurować o widza z najlepszymi i najlepiej pokazywanymi ligami. A my co pół roku dostarczamy wcale nie najlepszym ligom to, co najlepsze, w zamian wzmacniając się słabymi Słowakami czy innymi oldboyami. Przecież za chwilę transferem przerwy zimowej będzie 36 letni Igor Angulo z Górnika Zabrze do Legii Warszawa.

Boniek się pomylił i ESA37 się nie udała. To akurat mi się bardzo podobało, bo dziennikarze rzadko się mylą, a raczej rzadko przyznają rację. Najbardziej znaczącej osobie w polskiej piłce wyciąga się wszystko, to rzeczywiście słabe. Choć z drugiej strony, rozliczajmy za łatwo idące tezy, które każdy może rzucić. Bardzo przydałoby się to wielu dziennikarzom.

Rokuszewski oprócz samej postawy zaimponował mi także tym, ze jasno deklarował nie pompowanie balonika. Bo na fali sukcesu, pod parasolem można przebimbać pół roku potem euro. Może się uda, a może wytrzymamy krytykę. Byle do października. Wtedy zmieni się kadencja i słabe jest to, że żaden z kandydatów jasno nie zadeklarował chęci bycia prezesem. Zakulisowe gierki, to znamy z naszego piekiełka, zamiast przyjść i mieć plan. Reformować. Tym razem nie wizerunek i wynik finansowy, bo Zbigniew Boniek z ekipą wycisnął maksa w tym temacie i za to wielkie brawa. Teraz czas na pracę u podstaw, zrzucenie garniturów, założenie dresów i trenowanie. Pokazywanie. A na koniec wyprowadzenie z czwartej dziesiątki ligi do drugiej. Chorwacja, Serbia, Grecja – właśnie te ligi zamykają dwudziestkę, to nie są dzisiaj ligowe tuzy, a przecież mamy najlepszą infrastrukturę w Europie. Tak powiedział Boniek, na co szybko odpowiedział Roki, że Niemcy na pewno mają lepsza. I brawo, skończmy z rzucaniem populizmów. Poza tym, jeśli za państwowe, czyli podatników pieniądze nie potrafimy wypełnić stadionów, bo kluby prowadzą ludzie w większości bez pomysłu.. Nie wszystkie, czego dowodem było mistrzostwo Piasta Gliwice. A rok wcześniej byli 14 drużyną ligi, czyli podobno lepszą niż trzecia w pierwszej Chojniczanka. Spieranie się, kto by wygrał, kto z pieniędzmi z telewizji by nie zrobił lepiej nie ma sensu. Ale to także mieliśmy na antenie.

Pieniądze są przejadane niczym w najlepszych ligach. Brakuje inwestycji, znowu pomysłu i kierunku. Symbolem jest Artur Jędrzejczak, któremu co jakiś czas wypomina się ogromne pieniądze w kontrakcie. Jakby to była jego wina, jakby ktoś z pistoletem przy skroni kazał Dyrektorowi/Prezesowi podpisywać kontrakty, na które klubów nie stać. A co, stać! Tylko potem trzeba z czegoś ścinać. Tym symbolem jest podpisywanie ugody, aby utrzymać promocje na kolejny sezon. Przepraszam licencje. Kółko sie zamyka, bo brak licencji to upadek, a to z kolei brak kasy dla piłkarzy. Więc piłkarze podpisują, a kluby wydają. Bo telewizja płaci.

Nie płaci za to Lechia Gdańsk, którą dwa/trzy lata temu widzieliśmy jako realnego rywala Legii Warszawa. Do lepszej ligi potrzebujemy silnej Legii, Lecha, Lechii, Wisły itd. Kluby mają wygrywać seryjnie, rywalizować, a potem przekładać to na puchary lub na początku eliminacje do pucharów. Dzisiaj jednak z Lechii ucieka Artur Sobiech, dobry ligowiec, po którym na pewno spodziewano się więcej, ale to zawsze ktoś, kto bywał na większych i mniejszych salonach. Z Lechii do drugiej ligi tureckiej! Niestety nie każdy ma oferty z MLS.

Brzęczek nie spełnił oczekiwań kibiców i pewnie Prezesa. Rozumiem, że nie może on krytykować otwarcie selekcjonera, ale ten najbardziej oberwał za zupełnie nietrafione tezy. Zresztą zupełnie niepotrzebne i jak w przypadku Bońka, chętnie wyciągane. A to Błaszczykowski w wywiadzie dla zagranicznych mediów ma mieć miejsce w kadrze, a to Zielińskiemu musi się coś przestawić. Słabi rywale i słabe wyniki, a pierwszy najlepszy mecz to jednak nienajlepsza ocena selekcjonera. Jeśli Prezes uważa, że Izrael, że chcieliśmy zremisować z Austrią to znaczy, że zadowalamy się byle czym. Bo w tym wieku właśnie meczem wizytówką potrafimy odróżnić sensownego selekcjonera (Engel Norwegia, Janas Włochy, Beenhakker Portugalia, Nawałka Niemcy) od przeciętniaka. Dlatego pompowania balonika przez Rokuszewskiego nie będzie. A mit o analizie jednostek treningowych, aby ocenić jakość selekcjonera będzie wyciągany tak samo chętnie, jak tekst o Zielińskim. Brawo Olkiewicz, analogia z brakiem wiedzy na temat wypieku pysznej bułki zaorał system.

Jeszcze ten młodzieżowiec. Dla mnie dobry kierunek, ale słabe rozwiązanie. Prywatnym klubom każemy wystawiać piłkarzy, bo taki regulamin. A potem się dziwimy, że jest jak jest. Ja bym wrzucił połowę kasy z kontraktu telewizyjnego w program typu pro junior system. Połowę! I wtedy panowie prezesi nic nie musicie, ale na starcie dostaniecie połowę. A czy jeden czy dwóch, przecież to niewiele zmieni. Tutaj brawa znowu dla Rokiego, który uważa, że przez to najlepsi juniorzy zamiast być wypożyczani, to kiszą się na ławce, na wypadek, gdyby ten z jedenastki miał kontuzje. Prawdą jest też stwierdzenie, że wystawianie młodzieżowca to okno wystawowe i docelowo właśnie ci piłkarze będą wyjeżdżać regularnie, bo dla wielu klubów na świecie dwa czy trzy miliony to nic w kontekście młodego zdolnego piłkarza. A MLS płaci cztery-pięć milionów euro.

A na koniec o licencji. Upieranie się Prezesa, że Raków Częstochowa zdąży do kolejnego sezonu, a jak nie zdąży to nie będzie grać, było rzeczywiście słabe. Wyrzucenie klubu, który ma pomysł i trenera za brak stadionu vs dopuszczanie klubów, którym się nie płaci, jest dziwne. Raków ma karę za brak prawdziwych dni meczowych, nie może budować w pełni swojej marki w swoim mieście. Wrzućmy po prostu do podziału pieniędzy z telewizji milion za posiadanie stadionu. I tyle. Dużo lepiej to będzie wyglądać niż grożenie palcem jak z procesem licencyjnym, a potem szukanie wymówek. Przez lata przymykanie oczu na pewne rzeczy skutkuje słabym rankingiem i słabym poziomem. Nie wszystko można przykryć na razie średnią reprezentacją.

Przed losowaniem euro2020, czyli spełnić marzenia piłkarzy i kibiców

Dla tego pokolenia to trzecia z rzędu wielka impreza piłkarska – Lewandowski i spółka przyzwyczaili nas do regularnego udziału, ale także wielkich oczekiwań. Szczególnie po euro2016, które jest odniesieniem do oceny ostatniego mundialu czy oczekiwań z przyszłorocznego euro. Skoro rozbudzili oczekiwania – oczekujemy zwycięstw, nawet nieprzekonujących, jak w ostatnich eliminacjach. Chcemy wyjścia z grupy jak na ostatnim euro. I wreszcie chcemy spełnić swoje marzenia jako dumni kibice, bo skoro Chorwacja potrafiła na mundialu sensacyjne zająć drugie miejsce, dlaczego reprezentacja najlepszego napastnika świata ma mierzyć nisko?

Najdziwniejsze losowanie Mistrzostw Europy przed nami, niektórzy rywale w grupach są znani, wiemy też na kogo nie trafimy (m. in. Belgia, Dania i Ukraina) i pozostaje nam czekać. Wybór 12 miast gospodarzy, a co za tym idzie ulokowanie tych krajów u siebie, ogranicza loteryjność do ok 50%. Czego zatem nie wiemy?

Przede wszystkim, z którą potęga będziemy rywalizować. Włochy, Anglia, Hiszpania i Niemcy to drużyny z pierwszego koszyka, na które możemy trafić. Opinie na temat tych rywali i grup są rożne:

  • Włochy – czyli odradzająca się reprezentacja ale jednocześnie podróż do Baku, które jest współgospodarzem,
  • Anglia – dobra grupa dla kibiców, tym bardziej, ze można dostać także Szkotów, ale imponująca ich ofensywa sprawia, że są w trójce faworytów (obok Belgii i Francji),
  • Hiszpania – nigdy nam nie leżeli, zdecydowanie najsilniejszy dla nas rywal, ale kusi możliwość sprawdzenia się z topowym rywalem po eliminacjach Austriacko-Izraelskich,
  • Niemcy – bezpieczny typ, mają swoje problemy i ten Lewandowski na stadionie w Monachium, ale.. to zawsze Niemcy.

Obecna dyspozycja kadry, nawet regularnie punktującej w eliminacjach sprawia, że z żadną z w/w drużyn nie będziemy faworytami. I dlatego powinniśmy poszukać swoich szans z drużynami z koszyków 3 i 4. Trafienie Portugalii to najgorszy możliwy scenariusz, nawet licząc, że 4 z 6 drużyn z trzeciego miejsca awansuje do 1/16. Przecież ewentualny bagaż bramek np. z Hiszpanią i Portugalią raczej nie premiowałby naszej drużyny. Podobnie wygląda układ ze Szwecją. Ale Turcja, Czechy lub ponownie Austria brzmi ok – są to drużyny w naszym zasięgu. Z kolei w czwartym koszyku są możliwe wynalazki np. Gruzja, Białoruś czy Kosowo, ale także Walia w pakiecie z Włochami.

Reasumując, grupą śmierci jest grupa z Anglią, Portugalią i Serbią lub Włochami, Portugalią i Walią. Alternatywa z Włochami, Austrią i Finlandią lub Niemcami, Austrią i Gruzją brzmi lepiej, choć to pytanie o atrakcyjność spotkań. Jeśli piłkarze mają spełniać marzenia, niech historia się pisze od zwycięstw z Włochami czy Turcją, a nie wymęczonymi zwycięstwami ponownie z Izraelem.

61 minuta Lewandowskiego w meczu ze Słowenią #POLSVN

Przyjęcie piłki na 40 metrze, krótka kwika, w której Robert Lewandowski ograł dwóch obrońców na jednym metrze kwadratowym, zbiegł w prawy bok pola karnego mając obok siebie dwóch innych rywali, mimo to strzelił pewnie gola na 2-1 najlepszemu bramkarzowi świata (Jan Oblak). Fenomenalna akcja naszego kapitana. Zagrało wszystko – kontrola piłki, szybkość, siła strzału, podjęcie decyzji. Jedna z najładniejszych bramek w reprezentacji nie tylko Lewandowskiego. Gdy gra się nie układa – lider i zarazem kapitan bierze sprawy w swoje ręce (nogi). Niesamowite. Robert w tym sezonie cuda wyprawia w Bayernie (16 bramek w 11 meczach Bundesligi oraz 6 w 4 Ligi Mistrzów), ale w roli dryblera reprezentacji to uczta dla kibiców. Jest w ścisłym topie na świcie, może nawet Top3; na pewno w życiowej formie. A przecież to tylko jedna minuta, niemal chwila.

Polska vs Macedonia Północna – naród się zachwyca, a grę (znowu) zrobił Lewandowski i rezerwowi (Frankowski i Milik)

Zwycięstwo 2-0 z Macedonią Północną wprawiło w zachwyt cały piłkarski kraj. Wielu ekspertów zmieniło front, doceniając sukces kadry i znakomity bilans – 21 punktów w ośmiu meczach i bramki 13-2, a przecież odejmując bramki stracone że Słowenią, w siedmiu meczach zagraliśmy na zero z tyłu. Wszystko się zgadza, zatem skąd tyle negatywnych opinii przez całe eliminacje; parafrazując jeśli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Jerzy Brzeczek zachwycił ekspertów trzema zmianami w porównaniu do meczu z Łotwą: Arkadiusz Reca, Bartosz Bereszyński i Jacek Góralski zastąpili odpowiednio Macieja Rybusa, Tomasza Kędziorę i Mateusza Klicha. Przed meczem uznałem to za klasyczną zmianę dla zmiany, bo nie przemawiała za nimi zmiana stylu, choć niektórzy wspominali o przesunięciu Grzegorza Krychowiaka bliżej bramki przeciwnika. Jeśli to jest główna zmiana, to śmiało można ją porównać do zmiany Łukasza Fabiańskiego na Wojciecha Szczęsnego. Przecież naszym rywalem są nadal ogórki Europy, może ciut lepsze niż ostatnio, ale przypomnę, jadąc na Euro mamy za cel wyjście z grupy, a nie dodawanie pomocnika dla Krychowiaka.

Lepiej z oceną selekcjonera jeśli chodzi o rezerwowych. Przemysław Frankowski niecałą minutę po wejściu zabrał piłkę Robertowi Lewandowskiemu, a później wprowadzony Arkadiusz Milik strzelił drugiego gola po akcji Lewego. Dwóch rezerwowych = dwie bramki i aż szkoda, że wprowadzony pod koniec Krzysztof Piątek nie strzelił trzeciej. Tutaj wielkie brawa. Jednak analogicznie do meczu z Łotwą, robotę dwoma asystami zrobił nasz kapitan, od którego postawy zależy kadra i nastroje. Cytat po meczu z Łotwą (TUTAJ opis):

Dzisiaj reprezentacje ciągnie Robert Lewandowski, a także trenera Jerzego Brzeczka i prezesa Zbigniewa Bonka. Przecież gdyby Grzegorz Lato miał obecnego Lewandowskiego.. gdyby miał Smuda…

Do strzelenia pierwszej bramki oglądanie meczu było męczarnią. Opinie typu – bez alkoholu kadry nie oglądam, były aktualne jak nigdy wcześniej. Znowu przeciwnicy mieli swoje momenty, znowu oddawaliśmy rozgrywanie piłki rywalom. Drużyna z 69 miejsca w rankingu FIFA mogła strzelić bramkę na Narodowym, ale od czego mamy rezerwowych. Niestety dopiero oni odmienił grę, która nagle wyglądała bardzo dobrze. Był to z całą pewnością najlepszy fragment całych eliminacji, a w kraju zapanował entuzjazm.

Oceniając indywidualnie, na pewno dobrze wyglądała para Góralski/Krychowiak i obrona, choć cały czas należy podkreślać klasę przeciwnika, a raczej jej brak. Trudno o rzetelna ocenę, zwłaszcza, że zawiódł Kamil Grosicki, a Piotr Zieliński znikał w trakcie meczów i zamiast się przełamać – trafił w poprzeczkę. Lewandowski z dwoma asystami nr 20 i 21 w reprezentacji bije kolejne rekordy (a raczej wyrównuje osiągnięcia Grosickiego i Błaszczykowskiego), a Sebastian Szymański jest największym wygranym meczów październikowych, dodając drużynie element nieprzewidywalności. Trzon drużyny jest, ale brakuje nam przełomowego meczu. Szkoda, że do słabych rywali w grupie nie dorzucili nam jednej klasowej reprezentacji choćby Danii, abyśmy mogli zobaczyć gdzie jesteśmy i czasem zejść na ziemię. Dzisiaj grupę z której nie można nie awansować, można nazwać taką, z którą nie można stracić bramki.

W listopadzie na koniec eliminacji liczę na taki przebłysk, po którym uwierzę w tą kadrę. Niech Milik zagra z Lewandowskim, Bielik z Krychowiakiem, a Bereszyński i Rybus/Reca niech zagrają na swojej naturalnej stronie. W Zielińskiego przebudzenie już nie wierzę, choć jak twierdzi Selekcjoner, może jak któregoś dnia wstanie, coś mu się przestawi w głowie..

Łotwa vs Polska – Hat trick Lewandowskiego, oddanie półki przeciwnikom i cierpka herbata zamiast słodyczy

Mecz z Łotwa był słabym widowiskiem. Tak słabym, że oprócz dwóch rzeczy należy o nim jak najszybciej zapomnieć. Pierwszą są oczywiście trzy punkty, które przybliżają nasza reprezentację do awansu na Euro 2020, a drugą trzy bramki Roberta Lewandowskiego, a ostatnia z nich to bramka numer 60 (!). Coraz częściej myślę, że za mało poświęcam(y) czas Lewemu, skupiając się na rzeczach nieważnych, względnie ważnych ale chwilowych, jak przebłysk Krzysztofa Piątka. Oczywiście to, co wyprawiał w minionym sezonie Pio Pio było niesamowite, ale podobne rzeczy od wielu sezonów robi Lewandowski, co wszystkim spowszedniało. Gdy zaczynałem się interesować reprezentacją, jej filarem był Andrzej Juskowiak, który przez wiele lat był najlepszym snajperem. Jego dorobek w całej karierze to 13 bramek, nie sposób zestawić z Lewandowskim. Zawodnik Bayernu w eliminacjach Mistrzostw Świata 2018 trwających 13 miesięcy strzelił 16 bramek, a licznik jeszcze bije kolejne rekordy. Właśnie trafił do elitarnego grona zawodników z min. 60 bramkami w europejskich reprezentacji:

Cristiano Ronaldo 93
Ferenc Puskás 84
Sándor Kocsis 75
Miroslav Klose 71
Gerd Müller 68
Robbie Keane 68
Zlatan Ibrahimović 62
Robert Lewandowski 60

Mówiąc wprost, chłop bije wszelkie rekordy i głównie dzięki niemu zwyciężamy słabą Łotwę, 139 drużynę rankingu FIFA. 31 latek jest niestety bliżej niż dalej końca kariery i należy sobie zadać pytanie czy bez Roberta Lewandowskiego wygralibyśmy z Łotwa? Odpowiedź brzmi nie. Polscy zawodnicy dobrych klubów grają od kilku lat gorzej w reprezentacji, to za zaczęło się mniej więcej od przegranej z Danią w Kopenhadze 1 września 2017. Zmiana trenera nie zmieniła zawodników, w kadrze nadal są nieskuteczni, popełniają błędy i brakuje im kreatywności. Dla kibiców mecze reprezentacji zmieniły się ze słodkiej uczty w cierpka herbatę, która po pierwszych łykach zniechęca do konsumpcji. Dzisiaj reprezentacje ciągnie Robert Lewandowski, a także trenera Jerzego Brzeczka i prezesa Zbigniewa Bonka. Przecież gdyby Grzegorz Lato miał obecnego Lewandowskiego.. gdyby miał Smuda… Ok, ten ostatni miał Lewandowskiego, ale wtedy był to Lewandowski z Lecha i wczesnej Borussii, a dzisiaj Lewandowski to instytucja. Powinniśmy postawić mu pomnik i pewnie postawimy, bo takowe otrzymują postacie wybitne. Wg mnie to najlepszy piłkarz jaki się urodził w naszym kraju, oczywiście rozumiem argumenty głosujących na Zbigniewa Bonka, Kazimierza Deynę czy Grzegorza Lato, ale w tamtych czasach mieli za partnerów piłkarzy równie wybitnych. Pierwszy przykład z brzegu – Mateusz Klich czy Maciej Rybus to nie Henryk Kasperczak czy Antoni Szymanowski, a za Janem Bednarkiem (Southampton) i Piotrem Zielińskim przemawia dzisiaj tylko przynależność klubowa, bo w kadrze grają na zupełnie innym słabszym poziomie. Nie jest wina Lewandowskiego, że ma średniej klasy partnerów, którzy nie radzą sobie z Łotyszami, raczej jego zasługa jest wychodzenie z opresji w imponujący sposób. Deyna czy Boniek nie mieli takich problemów, byli liderami i najlepszymi zawodnikami świetnych drużyn, które prowadzili do kosmicznych rezultatów. Przecież dzisiejszy Lewandowski z etyką pracy i regularnością (także w klubie) byłby liderem w każdej historycznie reprezentacji. Zresztą w podobnej dyskusji w Szwecji stawia się na szczycie Zlatana Ibrahimovicia, a nie liderów medalistów Mistrzostw Świata 1950 (Hasse Jeppson), 1958 (Kurt Hamrin), 1994 (Kennet Anderson) czy Mistrzostw Europy 1992 (Tomas Brolin).

Zieliński zawiódł mnie tyle razy, że jako entuzjasta jego talentu mam chwile zwątpienia co do jego gry w jedenastce. Przeszedł się obok meczu z drużyną, która Mateusz Borek podczas transmisji określił, jako taka, która nie utrzymałaby się w Serie B. Zamiast się odblokować z piłkarskim outsiderem, dał kolejny argument krytykom i dzisiaj, lepiej aby usiadł na ławce z Macedonia Północną. Kamil Grosicki zaliczył dwie asysty przy golach Lewandowskiego, ale nie potrafił wykorzystać dwóch klarownych sytuacji. I można wymienić dalej polskiego piłkarza. Liczby nie kłamią -we wrześniu Polska bramek nie strzeliła, a w pierwszym meczu październikowym strzelił tylko jeden piłkarz. Przeciwnicy to kolejno: Słowenia, Austria i Łotwa. Zaznaczę, że mówimy o drużynie z potencjałem określonym pomiędzy 1/4 a 1/8 finału Mistrzostw Europy.

To właśnie turniej Mistrzostw w Europy 2020 jest wyznacznikiem tej kadry i celem. Potencjał zawodników oraz Lewandowski, topowy napastnik świata sprawia, że oczekujemy ogrywania ogórków, przełamania kryzysów i wystawiania nowych twarzy z reprezentacjami klasy Łotwy. Boimy się powtórki z mundialu w Rosji i kolejnych meczów: otwarcia, o wszystko i o honor. Potrzeba zmian nie na zasadzie: ten za tego, bo na koniec czy gra tamten czy inny, efekt jest ten sam. A przeciwnicy na turnieju będą o dwie klasy lepsi. Potrzebujemy, aby liderzy wzięli sprawę w swoje ręce i pokazali, że gra polegająca na oddaniu piłki przeciwnikom ich nie interesuje. I to niezależnie, czy trenerem będzie Nawałka czy Brzęczek. Impuls musi iść od drużyny, bo Euro 2020 to będzie przedostatnia szansa, aby z Robertem Lewandowskim grać o coś. W przeciwnym razie, kibice przestaną sięgać po cierpka herbatę, tak jak przestali sięgać po kwalifikacje europejskich pucharów w wydaniu polskich drużyn.

Polska przegrywa ze Słowenią – 7 rzeczy do naprawy

Przed meczem ze Słowenią fachowcy głosili zdobycie rekordowych 30 punktów. Zaczęło się od Wojciecha Kowalczyka, który w Weszło przed pierwszym meczem z Austria wypalił, że jeśli zagrają na swoim poziomie, Polacy powinni wygrać wszystko. Nikt nie brał tych słów na poważnie aż do czwartego meczu, kiedy Polacy wygrali po raz.. czwarty. Jeśli potrafimy zwyciężać na boisku najtrudniejszego rywala (Wiedeń), jak nam nie idzie (Macedonia w Warszawie) i pewnie zwyciężamy wicelidera (Izrael) 4-0, to dlaczego nie? Gdzieś nieśmiało mówiło się o braku stylu, męczeniu się z rywalami i problemami z selekcją. Kto ma wystąpić na lewej stronie obrony, jaka jest aktualna forma Grzegorza Krychowiaka, czy grać dwoma napastnikami – tym żyliśmy na początku eliminacji. Selekcjonera bronił wynik – 12 punktów i zero straconych bramek. Niestety zaczęliśmy też powielać bzdury typu „co tam styl, liczą się punkty!”, moim zdaniem, aby rywalizować z najlepszymi, powinniśmy ustawiać i czasem kolokwialnie sklepać słabszych. Porażka 0-2 po słabej grze, powinna być impulsem do zastanawiania się – co dalej. Owszem to może być jednorazowa wpadka, ale słabym występem „śmierdziało” od dawna – w zasadzie od początku eliminacji po fatalnej jesieni 2018. Niestety regularne punktowanie sprawiło, że Selekcjoner zajął się objawami, a nie przyczynami. Optymiści powiedzą, że przy lepszej postawie bramkarza i uznaniu prawidłowego gola Kamila Grosickiego mecz powinien zakończyć się wynikiem 1-1, w końcu mieliśmy 63% posiadania piłki, czyli nie zagraliśmy źle. W piłce przyjęło się, ze zwycięża drużyna, przegrywa trener. To bardzo niesprawiedliwa ocena, bo przecież grają zawodnicy, a nie selekcjoner. Czy jednak Jerzy Brzeczek zrobił wszystko, co mógł?

Po pierwsze – ze słabeuszami powinniśmy wygrywać zawsze.
Jerzy Brzeczek ma trudna robotę, to nie jest do końca tak, że bierzemy z Serie A 17 naszych piłkarzy, których uzupełniamy Fabiańskim, Lewandowskim i Krychowiakiem i mamy kadrę. We Włoszech większość rodaków jedynie terminuje, a mając słabą ligę, sięgamy wzorkiem na Europę i sprawdzamy, ilu Polskich piłkarzy gra w fazie grupowej europejskich pucharów:

W Ligi Mistrzów zobaczymy ich tylko dziewięciu – Roberta Lewandowskiego (Bayern), Wojciecha Szczęsnego (Juventus), Łukasza Piszczka (Borussia), Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego (Napoli), Jakuba Piotrowskiego (Genk), Damian Kądziora (Dinamo), Macieja Rybusa oraz Grzegorza Krychowiaka (Lokomotiw).

Z kolei w Lidze Europy zobaczymy tylko trzech – Jacka Góralski, Jakuba Świerczoka (Łudogorec) i Karola Świderskiego (PAOK Saloniki).

To żelazny argument nie tylko wyznawców Selekcjonera Jerzego Brzęczka, co realistów polskiej piłki. Zwykle przy gorszych wynikach jest mowa, o tym, że nie ma w kim wybierać. Problem jednak w tym, że przeciwnikiem nie były Niemcy czy Holandia, a mała Słowenia posiadająca dwa miliony mieszkańców, która w eliminacjach mundialu 2018 była czwarta w grupie za Anglią, Słowacją i Szkocją, a w Lidze Narodów 2018/2019 w trzeciej dywizji była ostatnia w grupie z Norwegią, Bułgarią i Cyprem spadając na dno europy. Mając w składzie kilku zawodników z czołowych klubów Europy (Bayern, Napoli, Milan, Southampton), nawet ze swoimi problemami powinniśmy wygrać.

Po drugie – święte krowy
Jerzy Brzęczek nadal selekcjonuje kadrę Adama Nawałki. Niewiele się zmieniło przez dwa lata, na początku mówiło się o nowym otwarciu, a graja znani i lubiani. A może najpopularniejsi? Nawałce udawało się wszystko do meczu z Danią, który obnażył problemy, z którymi sobie nie poradził. Podobno się pogubił, ale może po ludzku nie znalazł rozwiązania. Może to jest moment, aby Krystian Bielik, Szymon Zurkowski i Dawid Kowacki jeżdżąc na dupie zamieszali w kotle? zmienili hierarchię? Kadra miała być odmłodzona, a za Łukasza Piszczka mamy Tomasza Kędziorę, plus Mateusz Klich, a Krzysztof Piątek jest starszy od Arkadiusza Milika. Ponadto w dniu meczu ze Słowenią historyczny sukces osiągnęli koszykarze, którzy wygrali z Rosją. Porównywać Rosję w kosza i Słowenii w nogę nie sposób – po jednej stronie zawodnicy doświadczeni grą w Eurolidze, po drugiej wybitny bramkarz Jan Oblak (Atletico Madryt), solidny ligowiec z Serie A Josip Illić (Atalanta Bergamo) i wielu przeciętnych zawodników. Polacy odwrotnie – koszykarze maja tylko jednego zawodnika grającego w Eurolidze, a piłkarze kilku (zgodnie z powyższym). W dodatku Piotr Zieliński, nasz x-factor jest regularnie oceniany za to jak powinien grac, a nie jak prezentuje, co wzbudza frustrację. A jego partnerzy Grzegorz Krychowiak i Mateusz Klich regularnie zawodzą, często będąc najsłabszymi na boisku. To kolejny mecz, kolejny rok, w którym nie wykorzystujemy potencjału Zielińskiego, z którego chętnie korzysta Carlo Ancelotti.

Po trzecie – w cieniu Lewandowskiego
Gdy nie idzie, podaj do Lewego. Wygrywaliśmy w ten sposób wiele meczów, Lewandowski rozgrywał, grał na skrzydle i wykańczał akcje. Czasem mam wrażenie, że nasi zawodnicy zapominają jak się gra, mając obok siebie kapitana. Być może dlatego grają ostatnio gorzej w kadrze niż w klubie? Zaskakująco, że gdy karierę zakończył Marcin Gortat, koszykarze osiągnęli szczyt. Może dlatego, że nie mieli lidera, który zrobi za nich wszystko? Mówienie, że gdyby nie było Lewandowskiego, byśmy zobaczyli gdzie jesteśmy, jest bez sensu. Przecież gdyby nie było Cristiano Ronaldo nie byłoby sukcesów Portugalii i Realu Madryt.

Po czwarte – chcemy selekcje nieoczywistą
Raków Częstochowa, Lechia Gdańsk, GKS Katowice, Wisła Płock – takie kluby przed objęciem kadry trenował Jerzy Brzęczek, który nie ma doświadczenia międzynarodowego. Często, gdy pada taki wniosek zwolennicy Selekcjonera odpowiadają o spędzeniu wielu lat w Austrii i kapitanowaniu reprezentacji. Po jedenastu meczach można na nowo podnieść ten argument, jeśli na zwycięstwo czekaliśmy do siódmego meczu, następnie wygraliśmy cztery i teraz przegraliśmy. Co jakiś czas mamy w piłce sukcesy mniejszych – 15 lat temu wygrała Grecja, 3 lata temu zwyciężał Leicester, w tym roku wygrał Piast Gliwice. W żadnym z tych miejsc nie pytano, kim mają grać. Osiągano wynik ponad stan – czekamy na takiego selekcjonera i przez ten pryzmat będziemy go oceniać. Nie takiego, który wystawi oczekiwany skład, tylko takiego, który jak Adam Nawałka wystawi Krzysztofa Mączyńskiego i Sebastiana Milę. Mam wrażenie, że kadra Adama Nawałki z okresu 2014-17 pyknęłaby Słowenię do zera. Selekcjonerze! jeśli kontuzjowany jest jedyny lewy obrońca – należy go znaleźć, ale jeśli już się wyleczył (Maciej Rybus), grajmy nim, a nie szukajmy unikalnych rozwiązań na siłę. Nawałka od pierwszego spotkania zaczął pracować, powołał przez pięć lat aż 80 zawodników, zaczynając już w debiucie ze Słowacją nieoczywistymi wyborami, a do niektórych już nie wrócił:

Artur Boruc – Paweł Olkowski, Artur Jędrzejczyk, Marcin Kamiński, Rafał Kosznik (87. Adam Marciniak) – Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak (87. Michał Pazdan), Tomasz Jodłowiec (76. Krzysztof Mączyński), Adrian Mierzejewski (67. Tomasz Brzyski), Waldemar Sobota (76. Marcin Robak) – Robert Lewandowski.

Po piąte – najlepsi stałe poszukują
W lipcu 2018 ogłoszono, kto zostanie nowym Selekcjonerem o czym pisałem (TUTAJ)

Dzisiaj okazało się, że będzie nim Jerzy Brzęczek, dotychczasowy trener Wisły Płock, wcześniej kadrowicz, uczestnik (w roli kapitana) srebrnych igrzysk olimpijskich w Barcelonie. Ruch zaskakujący, gdyż mówiło się o wariancie z Włoch – Gianni De Biasi, który z reprezentacją Albanii (!) Zakwalifikował się do mistrzostw Europy lub Cezare Prandeli, wicemistrz Europy z 2012. Oba warianty były ciekawe, mnie szczególnie podobała się ta druga kandydatura ‚ala’ Leo Beenhakker, czyli trenujący kiedyś najlepszych piłkarzy, obecnie nieco na uboczu wielkiego futbolu. Wydawało się, że były to kandydatury wcale nie z gatunku since fiction, w końcu wielu trenerów chciałoby współpracować z Robertem Lewandowskim.

PZPN to bogaty związek i poradziłby sobie z pensją trenera obcokrajowca. Decydował jednoosobowo Prezes Zbigniew Boniek, który z wyborem swojego kolegi Adamem Nawałką trafił doskonałe i mogliśmy przypuszczać, że szczęście (i nos) Prezesa nie opuści. Z meczu na mecz, coraz trudniej jest bronić selekcjonera, choć wiadomo – mamy 12 punktów w pięciu meczach i zmierzamy do finałów. Zawsze gdy nie idzie, albo bronimy trenera, bo słaby materiał ludzki, albo zmieniamy, marząc o najlepszych. Niestety Ci od materiału ludzkiego, uważają, że zmiana Selekcjonera nic nie da. Oczywiście, Jürgen Klopp nie zabiega o posadę selekcjonera reprezentacji Polski i to nie stanie także dlatego, że szukamy selekcjonera, a nie trenera. Na końcu zamykasz się w gronie 40 zawodników, a potem wybierasz, rozmawiasz, ustawiasz.
Vicente del Bosque, jeden z najwybitniejszych selekcjonerów w historii zrobił to samo w kadrze, co jego poprzednik. I to samo, co następca. Zadecydowały detale, bo Hiszpania przez lata uchodziła za mistrzów eliminacji, ale zawodziła w finałach. Kluby wygrywały w Lidze Mistrzów (choćby Real z Raulem, Fernando Morientesem i Fernando Hierro), a w kadrze nie mogły powtórzyć sukcesów. Jürgen Klopp tez potrzebował czasu na osiągnięcie sukcesu z Liverpoolem, z kolei Pep Guardiola ciągle udoskonala swoja drużynę, dodając nowe elementy w trosce, aby nie stać w miejscu. Możliwości wyboru oczywiście inne, ale czy Brzęczek poszukuje?

Po szóste – myślmy długofalowo
Niestety to nie jest tylko jeden mecz. Brak stylu kadry widoczny jest od drugiego spotkania, bo pierwsze z Włochami dla wielu było najlepsze pod wodzą obecnego selekcjonera. Jeśli zwyciężymy w kolejnych spotkaniach, stworzymy jedynie pozory drużyny. Obecnie mamy zebrane indywidualności, które w wyjątkowo słabej grupie eliminacyjnej wygrywają najczęściej w tunelu przed meczem. Przecież nasze cele są inne i sięgają finałów mistrzostw europy. A w nich wyjście z grupy, czyli awans do 1/8 będzie absolutnym celem minimum, a im bliżej imprezy, tym częściej będziemy wspominać karne z Portugalią. Zacznijmy więc grać jak tamta drużyna. W przeciwnym razie, czeka nas wstydliwy powrót do domu, jak po ostatnim mundialu.

Po siódme – wpływ mediów
Jeśli topowy dziennikarz, w najpopularniejszym programie sportowym chwali się, że wysyła smsy z selekcjonerem, to mamy problem. Wpływ mediów jest za duży i gdy kurtuazyjnie słyszymy, że Selekcjoner sam decyduje o kadrze, to jednak trzeba się zastanowić, co mówią media i co następnie robi selekcjoner. Bramkarz na stałe – jest, Krzysztof Piątek – jest, gra na dwóch napastników – jest. Na koniec dnia media mogą wypominać obecna formę klubowa reprezentantów (Piątek stracił chwilowo pierwszy skład) czy ligę, w której się rywalizuje (Mateusz Klich – Championship). Tutaj widzę przewagę selekcjonera obcokrajowca, który będzie spoza układu koleżeńskiego.

Weryfikacja tej kadry nastąpi podczas euro. Jeśli jednak Jerzy Brzęczek nie zacznie odważnie stawiać na nowych zawodników, nazwałem to wyżej wyborami nieoczywistymi, dalej będziemy kisić się w znanym sosie. Może to czas na powołanie kilku zawodników z młodzieżówki (TUTAJ)? Może jest ktoś w gazie w ekstraklasie? Dzisiaj stawiam 30% szans na awans do 1/8 finału, bo rywale będą bardziej wymagający niż Słowenia.

Trener roku 2019 Czesław Michniewicz

Mimo, że dopiero połowa roku za nami, trenerem roku 2019 zostanie Czesław Michniewicz. Zebrał on chłopaków z różnych klubów (od Chrobrego Głogów – Kamil Pestka po Fortunę Düsseldorf – Dawid Kownacki) i odpowiednio zestawił. Niby prosty przepis, jednak w ostatnich latach (oprócz oczywiście finałów u-21 w roli gospodarza w 2017 roku), brakowało nas na turniejach młodzieżowych, a w kategorii najstarszej u-21 ostatni raz graliśmy o coś (czyli w ćwierćfinale) w 1994 roku. Wtedy przegraliśmy z Portugalią (w składzie Rui Costa, Luis Figo), którą w minionym roku wyeliminowaliśmy w barażach. Przy pierwszej reprezentacji Adama Nawałki wszyscy podkreślali znaczenie meczu z Niemcami z 2014 roku. Takim właśnie meczem reprezentacji Michniewicza było zwycięstwo 20 listopada 2018 3-1 na wyjeździe w składzie:

Kamil Grabara – Robert Gumny, Mateusz Wieteska, Krystian Bielik, Kamil Pestka – Bartosz Kapustka, Filip Jagiełło (53. Konrad Michalak), Patryk Dziczek, Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański (69. Kamil Jóźwiak) – Dawid Kownacki (90+4. Karol Świderski).

Reprezentacja zdolna ale nie wybitna, nie ma w jej składzie zawodników pokroju Joao Felixa (Benfica,a Lizbona, a za chwilę Atletico Madryt), Gedsona Fernandesa (Benfica Lizbona) czy Diogo Joty (Wolverhampton), którzy występowali w barwach gospodarzy i zaistnieli w dorosłej piłce. Bartosz Kapustka (na mistrzostwa nie pojechał z powodu kontuzji kolana) i Dawid Kownacki, jedyni członkowie dorosłej reprezentacji na dużym turnieju, mogą pozazdrościć rówieśnikom doświadczenia. Zwycięstwo z Portugalią pozwoliło także zakończyć dyskusje o dwóch remisach z Wyspami Owczymi w eliminacjach, które mimo czterech punktów w meczu z Danią zepchnęły nas do baraży.

Turniej zaczął się jak zwykle – w pierwszym meczu od 16 minuty przegrywaliśmy z Belgami. Wróciły demony poprzednich turniejów i nagle stało się coś niespodziewanego. Polska nie tylko wyrównała po golu Szymona Żurkowskiego, ale także objęła prowadzenie po strzale Krystiana Bielika. Dwie asysty na swoim koncie zajmował Filip Jagiełło, trzeciego gola dorzucił Sebastian Szymański i nagle prowadziliśmy 3-1. Chwilowe rozprężenie i gol kontaktowy to było wszystko, co mogła strzelić tego dnia Belgia. Zwycięstwo w meczu otwarcia – tego nie mieliśmy od czasów Adama Nawałki na Euro 2016. W tym momencie nie było euforii, każdy doceniał zwycięstwo, ale również powtarzał, że najtrudniejsze przed nami. W kolejnych meczach gramy z najbardziej utytułowanymi reprezentacjami u-21, które wygrały historycznie 9 z 21 mistrzostw. Włosi w roli gospodarza z piłkarzami pokroju Nicolo Zaniolo, Lorenzo Pellegrini (obaj AS Roma), Federico Chiesa (Fiorentina), Moise Kean (Juventus Turyn) czy Patrick Cutrone (AC Milan) grali z polakami o awans. Wygrana w pierwszym meczu z Hiszpanią 3-1 była imponująca, wiec wystarczyło przypieczętować triumf i awansować do półfinału. A do niego trafiają zwycięscy grup i najlepsza drużyna z drugiego miejsca. Jednak 19 czerwca zapamiętamy na długo:

5-3 w strzałach na bramkę do reprezentacji Włoch
15-1 w strzałach niecelnych
10-4 w strzałach zablokowanych
10-2 w rzutach różnych 64%-36% w posiadaniu piłki

Podopieczni Czesława Michniewicza przetrwali nawałnicę, a gdy w 40 minucie po rzucie wolnym jedyną jak się okaże bramkę zdobył Krystian Bielik (drugą w turnieju) Polska oszalała. Nagle remis w ostatnim meczu gwarantuje półfinał, a także awans na Igrzyska Olimpijskie w Tokio 2020. Przed meczami, nikt o tym nie wspominał, ale skoro wygraliśmy z pogromcami Hiszpanów? Selekcjoner Michniewicz, to był drugi nurt narracji po meczu. Sprawdził się w dużym turnieju – przekonał nas taktyką, selekcją i tworzeniem atmosfery. Trzy słowa klucze, które selekcjoner ma mieć. I wreszcie przypomnienie słów Wojciecha Kowalczyka z 1992: „Zmieniamy szyld, bierzemy Romka Koseckiego i jedziemy dalej”, za te słowa dziennikarza Michała Pola po meczu u-21 z Portugalią obraził się selekcjoner Jerzy Brzęczek. Po meczu z Włochami wielu kibiców i dziennikarzy zastanawiało się, czy wobec braku stylu pierwszej reprezentacji nie dobrać kilku starszych (Robert Lewandowski) i znacząco odmłodzić kadrę. Pompowanie balonika trwało trzy dni, a przed samym meczem narracja brzmiała tak, że Hiszpania ma kapitalną pomoc, ale brakuje u nich napastnika i dobrych obrońców. Wystarczy ich zaatakować, a nie postawić autobus przed polem karnym. Plan jak wiadomo nie wypalił, a bramki zdobywali kolejno Pablo Fornals (Villareal), Mikel Oyarzabal (Real Sociedad), Fabian Ruiz (Napoli), Daniel Ceballos (Real Madryt) i Borja Mayoral (Levante). Do przerwy straciliśmy trzy bramki, ostatecznie kończąc mecz wynikiem 0-5. Byśmy zdecydowanie słabsi, ale po meczu (o dziwo), nie było medialnego wyroku. Kadra u-21 osiągnęła wynik ponad oczekiwania, ponad stan kadrowy. Sześć punktów w trzech meczach zwykle dawało awans z grupy, nam dało trzecie miejsce. Zwycięstwa tej reprezentacji z Danią, Portugalią, Belgią i Włochami w każdej kategorii wiekowej budzą szacunek, a w pierwszej reprezentacji byłyby niemożliwe.

Wszyscy oczekujemy kontynuacji pracy Czesława Michniewicza z reprezentacją u-21, tym bardziej, że z kadrą zostają m.in. Kamil Grabara, Robert Gumny, Krystian Bielik, Sebastian Szymański, Kamil Pestka, Patryk Dziczek i Kamil Jóźwiak. Zaskakująco dużo zawodników obecnej kadry u-21, doświadczonych w turnieju mistrzowskim plus choćby Sebastian Walukiewicz i jego koledzy z reprezentacji u-20 powinno zaprocentować na mistrzostwach za dwa lata organizowanych przez Węgry i Słowenię. Oczekujemy także włączenia kilku zawodników do szerokiej kadry Jerzego Brzęczka i wzmocnienia rywalizacji. Niech doświadczeni Kamil Glik. Kamil Grosicki czy Grzegorz Krychowiak czują oddech młodzieży na plecach i wiedzą, że nie ma miejsca w składzie za nazwisko. Dzisiaj nie jesteśmy gotowi na duże zmiany, ale w dłuższej perspektywie to Bielik, Szymański i Żurkowski będą trzonem kadry.