Polska vs Macedonia Północna – naród się zachwyca, a grę (znowu) zrobił Lewandowski i rezerwowi (Frankowski i Milik)

Zwycięstwo 2-0 z Macedonią Północną wprawiło w zachwyt cały piłkarski kraj. Wielu ekspertów zmieniło front, doceniając sukces kadry i znakomity bilans – 21 punktów w ośmiu meczach i bramki 13-2, a przecież odejmując bramki stracone że Słowenią, w siedmiu meczach zagraliśmy na zero z tyłu. Wszystko się zgadza, zatem skąd tyle negatywnych opinii przez całe eliminacje; parafrazując jeśli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Jerzy Brzeczek zachwycił ekspertów trzema zmianami w porównaniu do meczu z Łotwą: Arkadiusz Reca, Bartosz Bereszyński i Jacek Góralski zastąpili odpowiednio Macieja Rybusa, Tomasza Kędziorę i Mateusza Klicha. Przed meczem uznałem to za klasyczną zmianę dla zmiany, bo nie przemawiała za nimi zmiana stylu, choć niektórzy wspominali o przesunięciu Grzegorza Krychowiaka bliżej bramki przeciwnika. Jeśli to jest główna zmiana, to śmiało można ją porównać do zmiany Łukasza Fabiańskiego na Wojciecha Szczęsnego. Przecież naszym rywalem są nadal ogórki Europy, może ciut lepsze niż ostatnio, ale przypomnę, jadąc na Euro mamy za cel wyjście z grupy, a nie dodawanie pomocnika dla Krychowiaka.

Lepiej z oceną selekcjonera jeśli chodzi o rezerwowych. Przemysław Frankowski niecałą minutę po wejściu zabrał piłkę Robertowi Lewandowskiemu, a później wprowadzony Arkadiusz Milik strzelił drugiego gola po akcji Lewego. Dwóch rezerwowych = dwie bramki i aż szkoda, że wprowadzony pod koniec Krzysztof Piątek nie strzelił trzeciej. Tutaj wielkie brawa. Jednak analogicznie do meczu z Łotwą, robotę dwoma asystami zrobił nasz kapitan, od którego postawy zależy kadra i nastroje. Cytat po meczu z Łotwą (TUTAJ opis):

Dzisiaj reprezentacje ciągnie Robert Lewandowski, a także trenera Jerzego Brzeczka i prezesa Zbigniewa Bonka. Przecież gdyby Grzegorz Lato miał obecnego Lewandowskiego.. gdyby miał Smuda…

Do strzelenia pierwszej bramki oglądanie meczu było męczarnią. Opinie typu – bez alkoholu kadry nie oglądam, były aktualne jak nigdy wcześniej. Znowu przeciwnicy mieli swoje momenty, znowu oddawaliśmy rozgrywanie piłki rywalom. Drużyna z 69 miejsca w rankingu FIFA mogła strzelić bramkę na Narodowym, ale od czego mamy rezerwowych. Niestety dopiero oni odmienił grę, która nagle wyglądała bardzo dobrze. Był to z całą pewnością najlepszy fragment całych eliminacji, a w kraju zapanował entuzjazm.

Oceniając indywidualnie, na pewno dobrze wyglądała para Góralski/Krychowiak i obrona, choć cały czas należy podkreślać klasę przeciwnika, a raczej jej brak. Trudno o rzetelna ocenę, zwłaszcza, że zawiódł Kamil Grosicki, a Piotr Zieliński znikał w trakcie meczów i zamiast się przełamać – trafił w poprzeczkę. Lewandowski z dwoma asystami nr 20 i 21 w reprezentacji bije kolejne rekordy (a raczej wyrównuje osiągnięcia Grosickiego i Błaszczykowskiego), a Sebastian Szymański jest największym wygranym meczów październikowych, dodając drużynie element nieprzewidywalności. Trzon drużyny jest, ale brakuje nam przełomowego meczu. Szkoda, że do słabych rywali w grupie nie dorzucili nam jednej klasowej reprezentacji choćby Danii, abyśmy mogli zobaczyć gdzie jesteśmy i czasem zejść na ziemię. Dzisiaj grupę z której nie można nie awansować, można nazwać taką, z którą nie można stracić bramki.

W listopadzie na koniec eliminacji liczę na taki przebłysk, po którym uwierzę w tą kadrę. Niech Milik zagra z Lewandowskim, Bielik z Krychowiakiem, a Bereszyński i Rybus/Reca niech zagrają na swojej naturalnej stronie. W Zielińskiego przebudzenie już nie wierzę, choć jak twierdzi Selekcjoner, może jak któregoś dnia wstanie, coś mu się przestawi w głowie..

Łotwa vs Polska – Hat trick Lewandowskiego, oddanie półki przeciwnikom i cierpka herbata zamiast słodyczy

Mecz z Łotwa był słabym widowiskiem. Tak słabym, że oprócz dwóch rzeczy należy o nim jak najszybciej zapomnieć. Pierwszą są oczywiście trzy punkty, które przybliżają nasza reprezentację do awansu na Euro 2020, a drugą trzy bramki Roberta Lewandowskiego, a ostatnia z nich to bramka numer 60 (!). Coraz częściej myślę, że za mało poświęcam(y) czas Lewemu, skupiając się na rzeczach nieważnych, względnie ważnych ale chwilowych, jak przebłysk Krzysztofa Piątka. Oczywiście to, co wyprawiał w minionym sezonie Pio Pio było niesamowite, ale podobne rzeczy od wielu sezonów robi Lewandowski, co wszystkim spowszedniało. Gdy zaczynałem się interesować reprezentacją, jej filarem był Andrzej Juskowiak, który przez wiele lat był najlepszym snajperem. Jego dorobek w całej karierze to 13 bramek, nie sposób zestawić z Lewandowskim. Zawodnik Bayernu w eliminacjach Mistrzostw Świata 2018 trwających 13 miesięcy strzelił 16 bramek, a licznik jeszcze bije kolejne rekordy. Właśnie trafił do elitarnego grona zawodników z min. 60 bramkami w europejskich reprezentacji:

Cristiano Ronaldo 93
Ferenc Puskás 84
Sándor Kocsis 75
Miroslav Klose 71
Gerd Müller 68
Robbie Keane 68
Zlatan Ibrahimović 62
Robert Lewandowski 60

Mówiąc wprost, chłop bije wszelkie rekordy i głównie dzięki niemu zwyciężamy słabą Łotwę, 139 drużynę rankingu FIFA. 31 latek jest niestety bliżej niż dalej końca kariery i należy sobie zadać pytanie czy bez Roberta Lewandowskiego wygralibyśmy z Łotwa? Odpowiedź brzmi nie. Polscy zawodnicy dobrych klubów grają od kilku lat gorzej w reprezentacji, to za zaczęło się mniej więcej od przegranej z Danią w Kopenhadze 1 września 2017. Zmiana trenera nie zmieniła zawodników, w kadrze nadal są nieskuteczni, popełniają błędy i brakuje im kreatywności. Dla kibiców mecze reprezentacji zmieniły się ze słodkiej uczty w cierpka herbatę, która po pierwszych łykach zniechęca do konsumpcji. Dzisiaj reprezentacje ciągnie Robert Lewandowski, a także trenera Jerzego Brzeczka i prezesa Zbigniewa Bonka. Przecież gdyby Grzegorz Lato miał obecnego Lewandowskiego.. gdyby miał Smuda… Ok, ten ostatni miał Lewandowskiego, ale wtedy był to Lewandowski z Lecha i wczesnej Borussii, a dzisiaj Lewandowski to instytucja. Powinniśmy postawić mu pomnik i pewnie postawimy, bo takowe otrzymują postacie wybitne. Wg mnie to najlepszy piłkarz jaki się urodził w naszym kraju, oczywiście rozumiem argumenty głosujących na Zbigniewa Bonka, Kazimierza Deynę czy Grzegorza Lato, ale w tamtych czasach mieli za partnerów piłkarzy równie wybitnych. Pierwszy przykład z brzegu – Mateusz Klich czy Maciej Rybus to nie Henryk Kasperczak czy Antoni Szymanowski, a za Janem Bednarkiem (Southampton) i Piotrem Zielińskim przemawia dzisiaj tylko przynależność klubowa, bo w kadrze grają na zupełnie innym słabszym poziomie. Nie jest wina Lewandowskiego, że ma średniej klasy partnerów, którzy nie radzą sobie z Łotyszami, raczej jego zasługa jest wychodzenie z opresji w imponujący sposób. Deyna czy Boniek nie mieli takich problemów, byli liderami i najlepszymi zawodnikami świetnych drużyn, które prowadzili do kosmicznych rezultatów. Przecież dzisiejszy Lewandowski z etyką pracy i regularnością (także w klubie) byłby liderem w każdej historycznie reprezentacji. Zresztą w podobnej dyskusji w Szwecji stawia się na szczycie Zlatana Ibrahimovicia, a nie liderów medalistów Mistrzostw Świata 1950 (Hasse Jeppson), 1958 (Kurt Hamrin), 1994 (Kennet Anderson) czy Mistrzostw Europy 1992 (Tomas Brolin).

Zieliński zawiódł mnie tyle razy, że jako entuzjasta jego talentu mam chwile zwątpienia co do jego gry w jedenastce. Przeszedł się obok meczu z drużyną, która Mateusz Borek podczas transmisji określił, jako taka, która nie utrzymałaby się w Serie B. Zamiast się odblokować z piłkarskim outsiderem, dał kolejny argument krytykom i dzisiaj, lepiej aby usiadł na ławce z Macedonia Północną. Kamil Grosicki zaliczył dwie asysty przy golach Lewandowskiego, ale nie potrafił wykorzystać dwóch klarownych sytuacji. I można wymienić dalej polskiego piłkarza. Liczby nie kłamią -we wrześniu Polska bramek nie strzeliła, a w pierwszym meczu październikowym strzelił tylko jeden piłkarz. Przeciwnicy to kolejno: Słowenia, Austria i Łotwa. Zaznaczę, że mówimy o drużynie z potencjałem określonym pomiędzy 1/4 a 1/8 finału Mistrzostw Europy.

To właśnie turniej Mistrzostw w Europy 2020 jest wyznacznikiem tej kadry i celem. Potencjał zawodników oraz Lewandowski, topowy napastnik świata sprawia, że oczekujemy ogrywania ogórków, przełamania kryzysów i wystawiania nowych twarzy z reprezentacjami klasy Łotwy. Boimy się powtórki z mundialu w Rosji i kolejnych meczów: otwarcia, o wszystko i o honor. Potrzeba zmian nie na zasadzie: ten za tego, bo na koniec czy gra tamten czy inny, efekt jest ten sam. A przeciwnicy na turnieju będą o dwie klasy lepsi. Potrzebujemy, aby liderzy wzięli sprawę w swoje ręce i pokazali, że gra polegająca na oddaniu piłki przeciwnikom ich nie interesuje. I to niezależnie, czy trenerem będzie Nawałka czy Brzęczek. Impuls musi iść od drużyny, bo Euro 2020 to będzie przedostatnia szansa, aby z Robertem Lewandowskim grać o coś. W przeciwnym razie, kibice przestaną sięgać po cierpka herbatę, tak jak przestali sięgać po kwalifikacje europejskich pucharów w wydaniu polskich drużyn.

Polska przegrywa ze Słowenią – 7 rzeczy do naprawy

Przed meczem ze Słowenią fachowcy głosili zdobycie rekordowych 30 punktów. Zaczęło się od Wojciecha Kowalczyka, który w Weszło przed pierwszym meczem z Austria wypalił, że jeśli zagrają na swoim poziomie, Polacy powinni wygrać wszystko. Nikt nie brał tych słów na poważnie aż do czwartego meczu, kiedy Polacy wygrali po raz.. czwarty. Jeśli potrafimy zwyciężać na boisku najtrudniejszego rywala (Wiedeń), jak nam nie idzie (Macedonia w Warszawie) i pewnie zwyciężamy wicelidera (Izrael) 4-0, to dlaczego nie? Gdzieś nieśmiało mówiło się o braku stylu, męczeniu się z rywalami i problemami z selekcją. Kto ma wystąpić na lewej stronie obrony, jaka jest aktualna forma Grzegorza Krychowiaka, czy grać dwoma napastnikami – tym żyliśmy na początku eliminacji. Selekcjonera bronił wynik – 12 punktów i zero straconych bramek. Niestety zaczęliśmy też powielać bzdury typu „co tam styl, liczą się punkty!”, moim zdaniem, aby rywalizować z najlepszymi, powinniśmy ustawiać i czasem kolokwialnie sklepać słabszych. Porażka 0-2 po słabej grze, powinna być impulsem do zastanawiania się – co dalej. Owszem to może być jednorazowa wpadka, ale słabym występem „śmierdziało” od dawna – w zasadzie od początku eliminacji po fatalnej jesieni 2018. Niestety regularne punktowanie sprawiło, że Selekcjoner zajął się objawami, a nie przyczynami. Optymiści powiedzą, że przy lepszej postawie bramkarza i uznaniu prawidłowego gola Kamila Grosickiego mecz powinien zakończyć się wynikiem 1-1, w końcu mieliśmy 63% posiadania piłki, czyli nie zagraliśmy źle. W piłce przyjęło się, ze zwycięża drużyna, przegrywa trener. To bardzo niesprawiedliwa ocena, bo przecież grają zawodnicy, a nie selekcjoner. Czy jednak Jerzy Brzeczek zrobił wszystko, co mógł?

Po pierwsze – ze słabeuszami powinniśmy wygrywać zawsze.
Jerzy Brzeczek ma trudna robotę, to nie jest do końca tak, że bierzemy z Serie A 17 naszych piłkarzy, których uzupełniamy Fabiańskim, Lewandowskim i Krychowiakiem i mamy kadrę. We Włoszech większość rodaków jedynie terminuje, a mając słabą ligę, sięgamy wzorkiem na Europę i sprawdzamy, ilu Polskich piłkarzy gra w fazie grupowej europejskich pucharów:

W Ligi Mistrzów zobaczymy ich tylko dziewięciu – Roberta Lewandowskiego (Bayern), Wojciecha Szczęsnego (Juventus), Łukasza Piszczka (Borussia), Arkadiusza Milika, Piotra Zielińskiego (Napoli), Jakuba Piotrowskiego (Genk), Damian Kądziora (Dinamo), Macieja Rybusa oraz Grzegorza Krychowiaka (Lokomotiw).

Z kolei w Lidze Europy zobaczymy tylko trzech – Jacka Góralski, Jakuba Świerczoka (Łudogorec) i Karola Świderskiego (PAOK Saloniki).

To żelazny argument nie tylko wyznawców Selekcjonera Jerzego Brzęczka, co realistów polskiej piłki. Zwykle przy gorszych wynikach jest mowa, o tym, że nie ma w kim wybierać. Problem jednak w tym, że przeciwnikiem nie były Niemcy czy Holandia, a mała Słowenia posiadająca dwa miliony mieszkańców, która w eliminacjach mundialu 2018 była czwarta w grupie za Anglią, Słowacją i Szkocją, a w Lidze Narodów 2018/2019 w trzeciej dywizji była ostatnia w grupie z Norwegią, Bułgarią i Cyprem spadając na dno europy. Mając w składzie kilku zawodników z czołowych klubów Europy (Bayern, Napoli, Milan, Southampton), nawet ze swoimi problemami powinniśmy wygrać.

Po drugie – święte krowy
Jerzy Brzęczek nadal selekcjonuje kadrę Adama Nawałki. Niewiele się zmieniło przez dwa lata, na początku mówiło się o nowym otwarciu, a graja znani i lubiani. A może najpopularniejsi? Nawałce udawało się wszystko do meczu z Danią, który obnażył problemy, z którymi sobie nie poradził. Podobno się pogubił, ale może po ludzku nie znalazł rozwiązania. Może to jest moment, aby Krystian Bielik, Szymon Zurkowski i Dawid Kowacki jeżdżąc na dupie zamieszali w kotle? zmienili hierarchię? Kadra miała być odmłodzona, a za Łukasza Piszczka mamy Tomasza Kędziorę, plus Mateusz Klich, a Krzysztof Piątek jest starszy od Arkadiusza Milika. Ponadto w dniu meczu ze Słowenią historyczny sukces osiągnęli koszykarze, którzy wygrali z Rosją. Porównywać Rosję w kosza i Słowenii w nogę nie sposób – po jednej stronie zawodnicy doświadczeni grą w Eurolidze, po drugiej wybitny bramkarz Jan Oblak (Atletico Madryt), solidny ligowiec z Serie A Josip Illić (Atalanta Bergamo) i wielu przeciętnych zawodników. Polacy odwrotnie – koszykarze maja tylko jednego zawodnika grającego w Eurolidze, a piłkarze kilku (zgodnie z powyższym). W dodatku Piotr Zieliński, nasz x-factor jest regularnie oceniany za to jak powinien grac, a nie jak prezentuje, co wzbudza frustrację. A jego partnerzy Grzegorz Krychowiak i Mateusz Klich regularnie zawodzą, często będąc najsłabszymi na boisku. To kolejny mecz, kolejny rok, w którym nie wykorzystujemy potencjału Zielińskiego, z którego chętnie korzysta Carlo Ancelotti.

Po trzecie – w cieniu Lewandowskiego
Gdy nie idzie, podaj do Lewego. Wygrywaliśmy w ten sposób wiele meczów, Lewandowski rozgrywał, grał na skrzydle i wykańczał akcje. Czasem mam wrażenie, że nasi zawodnicy zapominają jak się gra, mając obok siebie kapitana. Być może dlatego grają ostatnio gorzej w kadrze niż w klubie? Zaskakująco, że gdy karierę zakończył Marcin Gortat, koszykarze osiągnęli szczyt. Może dlatego, że nie mieli lidera, który zrobi za nich wszystko? Mówienie, że gdyby nie było Lewandowskiego, byśmy zobaczyli gdzie jesteśmy, jest bez sensu. Przecież gdyby nie było Cristiano Ronaldo nie byłoby sukcesów Portugalii i Realu Madryt.

Po czwarte – chcemy selekcje nieoczywistą
Raków Częstochowa, Lechia Gdańsk, GKS Katowice, Wisła Płock – takie kluby przed objęciem kadry trenował Jerzy Brzęczek, który nie ma doświadczenia międzynarodowego. Często, gdy pada taki wniosek zwolennicy Selekcjonera odpowiadają o spędzeniu wielu lat w Austrii i kapitanowaniu reprezentacji. Po jedenastu meczach można na nowo podnieść ten argument, jeśli na zwycięstwo czekaliśmy do siódmego meczu, następnie wygraliśmy cztery i teraz przegraliśmy. Co jakiś czas mamy w piłce sukcesy mniejszych – 15 lat temu wygrała Grecja, 3 lata temu zwyciężał Leicester, w tym roku wygrał Piast Gliwice. W żadnym z tych miejsc nie pytano, kim mają grać. Osiągano wynik ponad stan – czekamy na takiego selekcjonera i przez ten pryzmat będziemy go oceniać. Nie takiego, który wystawi oczekiwany skład, tylko takiego, który jak Adam Nawałka wystawi Krzysztofa Mączyńskiego i Sebastiana Milę. Mam wrażenie, że kadra Adama Nawałki z okresu 2014-17 pyknęłaby Słowenię do zera. Selekcjonerze! jeśli kontuzjowany jest jedyny lewy obrońca – należy go znaleźć, ale jeśli już się wyleczył (Maciej Rybus), grajmy nim, a nie szukajmy unikalnych rozwiązań na siłę. Nawałka od pierwszego spotkania zaczął pracować, powołał przez pięć lat aż 80 zawodników, zaczynając już w debiucie ze Słowacją nieoczywistymi wyborami, a do niektórych już nie wrócił:

Artur Boruc – Paweł Olkowski, Artur Jędrzejczyk, Marcin Kamiński, Rafał Kosznik (87. Adam Marciniak) – Jakub Błaszczykowski, Grzegorz Krychowiak (87. Michał Pazdan), Tomasz Jodłowiec (76. Krzysztof Mączyński), Adrian Mierzejewski (67. Tomasz Brzyski), Waldemar Sobota (76. Marcin Robak) – Robert Lewandowski.

Po piąte – najlepsi stałe poszukują
W lipcu 2018 ogłoszono, kto zostanie nowym Selekcjonerem o czym pisałem (TUTAJ)

Dzisiaj okazało się, że będzie nim Jerzy Brzęczek, dotychczasowy trener Wisły Płock, wcześniej kadrowicz, uczestnik (w roli kapitana) srebrnych igrzysk olimpijskich w Barcelonie. Ruch zaskakujący, gdyż mówiło się o wariancie z Włoch – Gianni De Biasi, który z reprezentacją Albanii (!) Zakwalifikował się do mistrzostw Europy lub Cezare Prandeli, wicemistrz Europy z 2012. Oba warianty były ciekawe, mnie szczególnie podobała się ta druga kandydatura ‚ala’ Leo Beenhakker, czyli trenujący kiedyś najlepszych piłkarzy, obecnie nieco na uboczu wielkiego futbolu. Wydawało się, że były to kandydatury wcale nie z gatunku since fiction, w końcu wielu trenerów chciałoby współpracować z Robertem Lewandowskim.

PZPN to bogaty związek i poradziłby sobie z pensją trenera obcokrajowca. Decydował jednoosobowo Prezes Zbigniew Boniek, który z wyborem swojego kolegi Adamem Nawałką trafił doskonałe i mogliśmy przypuszczać, że szczęście (i nos) Prezesa nie opuści. Z meczu na mecz, coraz trudniej jest bronić selekcjonera, choć wiadomo – mamy 12 punktów w pięciu meczach i zmierzamy do finałów. Zawsze gdy nie idzie, albo bronimy trenera, bo słaby materiał ludzki, albo zmieniamy, marząc o najlepszych. Niestety Ci od materiału ludzkiego, uważają, że zmiana Selekcjonera nic nie da. Oczywiście, Jürgen Klopp nie zabiega o posadę selekcjonera reprezentacji Polski i to nie stanie także dlatego, że szukamy selekcjonera, a nie trenera. Na końcu zamykasz się w gronie 40 zawodników, a potem wybierasz, rozmawiasz, ustawiasz.
Vicente del Bosque, jeden z najwybitniejszych selekcjonerów w historii zrobił to samo w kadrze, co jego poprzednik. I to samo, co następca. Zadecydowały detale, bo Hiszpania przez lata uchodziła za mistrzów eliminacji, ale zawodziła w finałach. Kluby wygrywały w Lidze Mistrzów (choćby Real z Raulem, Fernando Morientesem i Fernando Hierro), a w kadrze nie mogły powtórzyć sukcesów. Jürgen Klopp tez potrzebował czasu na osiągnięcie sukcesu z Liverpoolem, z kolei Pep Guardiola ciągle udoskonala swoja drużynę, dodając nowe elementy w trosce, aby nie stać w miejscu. Możliwości wyboru oczywiście inne, ale czy Brzęczek poszukuje?

Po szóste – myślmy długofalowo
Niestety to nie jest tylko jeden mecz. Brak stylu kadry widoczny jest od drugiego spotkania, bo pierwsze z Włochami dla wielu było najlepsze pod wodzą obecnego selekcjonera. Jeśli zwyciężymy w kolejnych spotkaniach, stworzymy jedynie pozory drużyny. Obecnie mamy zebrane indywidualności, które w wyjątkowo słabej grupie eliminacyjnej wygrywają najczęściej w tunelu przed meczem. Przecież nasze cele są inne i sięgają finałów mistrzostw europy. A w nich wyjście z grupy, czyli awans do 1/8 będzie absolutnym celem minimum, a im bliżej imprezy, tym częściej będziemy wspominać karne z Portugalią. Zacznijmy więc grać jak tamta drużyna. W przeciwnym razie, czeka nas wstydliwy powrót do domu, jak po ostatnim mundialu.

Po siódme – wpływ mediów
Jeśli topowy dziennikarz, w najpopularniejszym programie sportowym chwali się, że wysyła smsy z selekcjonerem, to mamy problem. Wpływ mediów jest za duży i gdy kurtuazyjnie słyszymy, że Selekcjoner sam decyduje o kadrze, to jednak trzeba się zastanowić, co mówią media i co następnie robi selekcjoner. Bramkarz na stałe – jest, Krzysztof Piątek – jest, gra na dwóch napastników – jest. Na koniec dnia media mogą wypominać obecna formę klubowa reprezentantów (Piątek stracił chwilowo pierwszy skład) czy ligę, w której się rywalizuje (Mateusz Klich – Championship). Tutaj widzę przewagę selekcjonera obcokrajowca, który będzie spoza układu koleżeńskiego.

Weryfikacja tej kadry nastąpi podczas euro. Jeśli jednak Jerzy Brzęczek nie zacznie odważnie stawiać na nowych zawodników, nazwałem to wyżej wyborami nieoczywistymi, dalej będziemy kisić się w znanym sosie. Może to czas na powołanie kilku zawodników z młodzieżówki (TUTAJ)? Może jest ktoś w gazie w ekstraklasie? Dzisiaj stawiam 30% szans na awans do 1/8 finału, bo rywale będą bardziej wymagający niż Słowenia.

Trener roku 2019 Czesław Michniewicz

Mimo, że dopiero połowa roku za nami, trenerem roku 2019 zostanie Czesław Michniewicz. Zebrał on chłopaków z różnych klubów (od Chrobrego Głogów – Kamil Pestka po Fortunę Düsseldorf – Dawid Kownacki) i odpowiednio zestawił. Niby prosty przepis, jednak w ostatnich latach (oprócz oczywiście finałów u-21 w roli gospodarza w 2017 roku), brakowało nas na turniejach młodzieżowych, a w kategorii najstarszej u-21 ostatni raz graliśmy o coś (czyli w ćwierćfinale) w 1994 roku. Wtedy przegraliśmy z Portugalią (w składzie Rui Costa, Luis Figo), którą w minionym roku wyeliminowaliśmy w barażach. Przy pierwszej reprezentacji Adama Nawałki wszyscy podkreślali znaczenie meczu z Niemcami z 2014 roku. Takim właśnie meczem reprezentacji Michniewicza było zwycięstwo 20 listopada 2018 3-1 na wyjeździe w składzie:

Kamil Grabara – Robert Gumny, Mateusz Wieteska, Krystian Bielik, Kamil Pestka – Bartosz Kapustka, Filip Jagiełło (53. Konrad Michalak), Patryk Dziczek, Szymon Żurkowski, Sebastian Szymański (69. Kamil Jóźwiak) – Dawid Kownacki (90+4. Karol Świderski).

Reprezentacja zdolna ale nie wybitna, nie ma w jej składzie zawodników pokroju Joao Felixa (Benfica,a Lizbona, a za chwilę Atletico Madryt), Gedsona Fernandesa (Benfica Lizbona) czy Diogo Joty (Wolverhampton), którzy występowali w barwach gospodarzy i zaistnieli w dorosłej piłce. Bartosz Kapustka (na mistrzostwa nie pojechał z powodu kontuzji kolana) i Dawid Kownacki, jedyni członkowie dorosłej reprezentacji na dużym turnieju, mogą pozazdrościć rówieśnikom doświadczenia. Zwycięstwo z Portugalią pozwoliło także zakończyć dyskusje o dwóch remisach z Wyspami Owczymi w eliminacjach, które mimo czterech punktów w meczu z Danią zepchnęły nas do baraży.

Turniej zaczął się jak zwykle – w pierwszym meczu od 16 minuty przegrywaliśmy z Belgami. Wróciły demony poprzednich turniejów i nagle stało się coś niespodziewanego. Polska nie tylko wyrównała po golu Szymona Żurkowskiego, ale także objęła prowadzenie po strzale Krystiana Bielika. Dwie asysty na swoim koncie zajmował Filip Jagiełło, trzeciego gola dorzucił Sebastian Szymański i nagle prowadziliśmy 3-1. Chwilowe rozprężenie i gol kontaktowy to było wszystko, co mogła strzelić tego dnia Belgia. Zwycięstwo w meczu otwarcia – tego nie mieliśmy od czasów Adama Nawałki na Euro 2016. W tym momencie nie było euforii, każdy doceniał zwycięstwo, ale również powtarzał, że najtrudniejsze przed nami. W kolejnych meczach gramy z najbardziej utytułowanymi reprezentacjami u-21, które wygrały historycznie 9 z 21 mistrzostw. Włosi w roli gospodarza z piłkarzami pokroju Nicolo Zaniolo, Lorenzo Pellegrini (obaj AS Roma), Federico Chiesa (Fiorentina), Moise Kean (Juventus Turyn) czy Patrick Cutrone (AC Milan) grali z polakami o awans. Wygrana w pierwszym meczu z Hiszpanią 3-1 była imponująca, wiec wystarczyło przypieczętować triumf i awansować do półfinału. A do niego trafiają zwycięscy grup i najlepsza drużyna z drugiego miejsca. Jednak 19 czerwca zapamiętamy na długo:

5-3 w strzałach na bramkę do reprezentacji Włoch
15-1 w strzałach niecelnych
10-4 w strzałach zablokowanych
10-2 w rzutach różnych 64%-36% w posiadaniu piłki

Podopieczni Czesława Michniewicza przetrwali nawałnicę, a gdy w 40 minucie po rzucie wolnym jedyną jak się okaże bramkę zdobył Krystian Bielik (drugą w turnieju) Polska oszalała. Nagle remis w ostatnim meczu gwarantuje półfinał, a także awans na Igrzyska Olimpijskie w Tokio 2020. Przed meczami, nikt o tym nie wspominał, ale skoro wygraliśmy z pogromcami Hiszpanów? Selekcjoner Michniewicz, to był drugi nurt narracji po meczu. Sprawdził się w dużym turnieju – przekonał nas taktyką, selekcją i tworzeniem atmosfery. Trzy słowa klucze, które selekcjoner ma mieć. I wreszcie przypomnienie słów Wojciecha Kowalczyka z 1992: „Zmieniamy szyld, bierzemy Romka Koseckiego i jedziemy dalej”, za te słowa dziennikarza Michała Pola po meczu u-21 z Portugalią obraził się selekcjoner Jerzy Brzęczek. Po meczu z Włochami wielu kibiców i dziennikarzy zastanawiało się, czy wobec braku stylu pierwszej reprezentacji nie dobrać kilku starszych (Robert Lewandowski) i znacząco odmłodzić kadrę. Pompowanie balonika trwało trzy dni, a przed samym meczem narracja brzmiała tak, że Hiszpania ma kapitalną pomoc, ale brakuje u nich napastnika i dobrych obrońców. Wystarczy ich zaatakować, a nie postawić autobus przed polem karnym. Plan jak wiadomo nie wypalił, a bramki zdobywali kolejno Pablo Fornals (Villareal), Mikel Oyarzabal (Real Sociedad), Fabian Ruiz (Napoli), Daniel Ceballos (Real Madryt) i Borja Mayoral (Levante). Do przerwy straciliśmy trzy bramki, ostatecznie kończąc mecz wynikiem 0-5. Byśmy zdecydowanie słabsi, ale po meczu (o dziwo), nie było medialnego wyroku. Kadra u-21 osiągnęła wynik ponad oczekiwania, ponad stan kadrowy. Sześć punktów w trzech meczach zwykle dawało awans z grupy, nam dało trzecie miejsce. Zwycięstwa tej reprezentacji z Danią, Portugalią, Belgią i Włochami w każdej kategorii wiekowej budzą szacunek, a w pierwszej reprezentacji byłyby niemożliwe.

Wszyscy oczekujemy kontynuacji pracy Czesława Michniewicza z reprezentacją u-21, tym bardziej, że z kadrą zostają m.in. Kamil Grabara, Robert Gumny, Krystian Bielik, Sebastian Szymański, Kamil Pestka, Patryk Dziczek i Kamil Jóźwiak. Zaskakująco dużo zawodników obecnej kadry u-21, doświadczonych w turnieju mistrzowskim plus choćby Sebastian Walukiewicz i jego koledzy z reprezentacji u-20 powinno zaprocentować na mistrzostwach za dwa lata organizowanych przez Węgry i Słowenię. Oczekujemy także włączenia kilku zawodników do szerokiej kadry Jerzego Brzęczka i wzmocnienia rywalizacji. Niech doświadczeni Kamil Glik. Kamil Grosicki czy Grzegorz Krychowiak czują oddech młodzieży na plecach i wiedzą, że nie ma miejsca w składzie za nazwisko. Dzisiaj nie jesteśmy gotowi na duże zmiany, ale w dłuższej perspektywie to Bielik, Szymański i Żurkowski będą trzonem kadry.

W ciągu dwóch lat z topowego eventu sportowego, mecze kadry przeszły do miana widowiska dla samobiczujących się koneserów

Reprezentacja Polski wygrała swój trzeci mecz eliminacji Mistrzostw Europy 2020. Mamy komplet punktów i bilans bramkowy 4-0. W innych grupach punkty zdążyły już stracić finaliści ostatnich Mistrzostw Świata – Francja przegrała wczoraj z Turcją, Chorwacja w marcu przegrała z Węgrami, a Mistrzowie Europy Portugalczycy dwukrotnie zremisowali (z Serbią i Ukrainą).

Polaków komplet punktów nie cieszy – chcemy stylu, bramek, nowych nazwisk albo jak kto woli, porzucenia żołnierzy Adama Nawałki i na pewno oczekujemy gry dwójki napastników – Roberta Lewandowskiego i Krzysztofa Piątka. Znamienne, że co mecz jest dyskusja o selekcji, formacjach, a na końcu trzeciego najlepszego strzelca Serie A się pomija w jedenastce:

Fabio Quagliarella 26 gole
Duván Zapata 23
Krzysztof Piatek 22
Cristiano Ronaldo 21
Arkadiusz Milik 17

Mamy deja vu po meczu z Austrią (TUTAJ), gdzie wprowadzany po przerwie Krzysztof Piątek zapewnił zwycięstwo. W kolejnym meczu z Łotwą zagrał od początku, bo wymusiła to opinia publiczna i dziennikarze. Selekcjoner Brzeczek gra bezpiecznie i (oprócz punktów) nic z tego wynika. Macedonia Północna potrafiła nas zdominować, a o zwycięstwie zadecydowała akcja, w której w piłkę nie trafili Robert Lewandowski i Kamil Glik.

30ddc3d4-a3a4-4c52-a5d4-f42827ac005f_f1400x900

Trzy zwycięstwa nas nie cieszą, bo pamiętamy co się wydarzyło na ostatnich turniejach, kiedy wygrywaliśmy grupy eliminacyjne (2002, 2008, 2018). Najpierw euforia, potem delikatnie ujmując zimny prysznic. Przeciwników mamy średnich (lub średnich minus), nie jest to Ukraina z Andrijem Szewczenko, Portugalia z Cristiano Ronaldo czy Dania z Christianem Eriksenem. Uznawana za faworyta naszej grupy Austria na starcie przegrała z Polska i Izraelem. Indywidualności są po naszej stronie i powinny dać coś więcej niż 1-0 z Macedonią Północną. Wykonawcy Jerzego Brzeczka to zbieranina zawodników niczym z Football Managera, którzy dopisują sobie kolejne mecze do reprezentacji i po latach, nikt o nich nie będzie pamiętać. Adam Nawałka potrafił zbudować rozumiejący się kolektyw, a przecież dysponujemy podobnymi nazwiskami. Wspomniany Piątek jest wyróżnikiem, który powinien zdjąć z Lewandowskiego ciężar strzelania bramek. Awans do mistrzostw europy nie jest już sukcesem, bo do turnieju kwalifikują się 24 drużyny :

10 zwycięzców grup
10 wiceliderów
4 zwycięzców mini turniejów z Ligi Narodów dla przegranych w eliminacjach

Mając w grupie Austrię, Izrael, Słowenię, Macedonię Północną i Łotwę naprawdę trudno nie awansować, a na samym turnieju wyjście z grupy to obowiązek, bo w starym formacie (obowiązującym w turniejach 1996-2012) w turnieju grało 16 drużyn. Polska reprezentacja mając króla strzelców Bundesligi, mistrza Serie A, topowych strzelców Serie A i wielu piłkarzy występujących w czołowych ligach powinna dominować takich rywali jak Macedonia Północna, czy wcześniej Łotwa (jedyne bramki w ostatnim kwadransie gry). Narzucić swój styl, posiadać schemat gry, cieszyć kibiców. Problemem jest dzisiaj środek boiska – gramy pięcioma pomocnikami, a chwilowo z Lewandowskim sześcioma i nie przekłada się na akcje ofensywne. Trio Grzegorz Krychowiak/Mateusz Klich/Piotr Zieliński nie kreuje gry i dołożenie do jedenastki Piątka nie zrobi dodatkowej przewagi. Oczywiście, w sytuacjach jednostkowych lepiej mieć dwóch napastników, ale liczby ostatniego nie kłamią, z Macedonia byliśmy gorsi:

Strzały 11-6 (Macedonia – Polska)
Strzały celne 3-1
Strzały niecelne 5-4
Zablokowanie strzały 1-1

Jeden celny strzał przez 90 minut sprawia, że oglądanie reprezentacji mógłby być formą kary za drobne wykroczenia. Selekcjoner gra bezpiecznie, jego nowe twarze w kadrze są najsłabszymi piłkarzami na boisku (Frankowski z Macedonia Północną, Klich z Austria i Łotwą). Brakuje wyborów nieoczywistych, takich jak poprzednika: Arkadiusza Milika i Mączyńskiego powoływał jeszcze z Górnika Zabrze. To smutne, że w ciągu dwóch lat z topowego eventu sportowego, mecze kadry przeszły do miana widowiska dla samobiczujących się koneserów.

Jerzy Brzeczek nie posiada planu na grę kadry – próbował grę skrzydłowymi, bez skrzydłowych, duetu Milika z Lewandowskim, ale gdy przychodzi do meczów o punkty nie widać trenerskiego sznytu. Niestety nie zmieni się to w najbliższym czasie – będziemy konsekwentnie zbierać punkty, być może zdobędziemy nawet komplet, ale stylu mieć nie będziemy.

Po Portugalii, czyli w kadrę musimy wierzyć

Po meczu Polska Portugalia nastąpiła cisza. Zawód i złość była tak wielka, że rzucaliśmy oskarżeniami na lewo i prawo za słabą grę, brak zaangażowania, zapominając o najważniejszym – braku umiejętności. Kibic piłkarski często jest w stanie wybaczyć swojej drużynie wiele, bo wierzy w nią często bezwarunkowo. Mówią, że wiara jest ślepa, często niepoparta żadnym logicznym wytłumaczeniem. Bazujemy wtedy tylko na instynkcie, względnie na chciejstwie. Chcemy, aby nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, robili rzeczy niewytłumaczalne, jak 11 października 2014, kiedy ograliśmy mistrzów świata. Mówiono o kadrze Adama Nawałki, że tamten mecz niósł tamta reprezentacje przez eliminacje i finały mistrzostw europy. Finały wygrane, ale zakończone niedosytem, miejscem w najlepszej ósemce starego kontynentu. Często zapominamy, że był to wynik ponad stan.

Zapominamy, bo wierzymy. Z zazdrością patrzymy na piłkę klubową, którą na krajowym podwórku zaoralismy do poziomu ligi luksemburskiej. Z zazdrością patrzymy na siatkarzy, którzy potrafią obronić tytuł najlepszej drużyny globu. Z zazdrością patrzymy na inne reprezentacje, które sprawiają niespodzianki – Walię i Islandię na euro czy Rosję i Chorwację na mundialu. Nie czujemy się gorsi od nich, a mając Lewandowskiego, czujemy siłę. Nikt nie ma takiego napastnika grzmimy, gdy niedowiarki wymieniają Luisa Suareza czy Edisona Cavaniego jako lepszych. Nasz Robert. A dalej, nasz Kuba. Nasz grosik, swój chłop. I dalej Krycha, Glik. A Zieliński to przecież talent na poziomie 65 milionów euro! a obojętnie kto broni, to wybroni!

Przyznam, że często łapie się na to chciejstwo. Chce przeżyć przygodę, krzyczeć po kolejnych golach, z przyjaciółmi zbijać piątki po golach naszych orłów. Do tego mamy nowego idola, Krzysztofa.. Piątka, który jest prawdziwą zagadką, strzelając ponad bramkę na mecz we Włoszech. Mówimy, że takiego ataku jak Lewandowski i Piątek nie ma nikt! Potężna siła rażenia. Uległem tej magii przed meczem z Portugalia, podobnie jak selekcjoner Jerzy Brzęczek. Pomyślałem, że wystarczy zaadresować piłkę do któregoś z napastników i przepis na ugotowanie mistrzów Europy gotowy. Skoro pokonaliśmy cztery lata temu mistrzów świata, to dlaczego 11 października nie pokonamy mistrzów Europy? I to jeszcze bez Cristiano Ronaldo? Rzeczywistość okazała się brutalna.

W każdym elementarzu piłki nożnej jest napisane, że drużynę buduje się od tyłu. Wczoraj drużyny nie było, bo nie było obrony. Duet Kamil Glik / Jan Bednarek wygląda dobrze tylko na papierze. Artur Jędrzejczyk to solidny ligowiec, który ani razu nie zatrzymał Bernardo Silvy. Pewnie dlatego, że jeden odpada z mistrzem Luksemburga, a drugi walczy o tytuł mistrza Anglii. Podobnie jest z Rafałem Kurzawą, który jest rezerwowym w Amiens, średniaku Ligue1. Pech chciał, że zagrali oni wspólnie na lewej stronie mecz i to obciąża Jerzego Brzęczka. Cała lewa strona jest natychmiast do wymiany.

Przed meczem chwaliłem selekcjonera za wyjściowa jedenastkę z dwoma napastnikami. Pochwalić mogę także za zmiany, chyba najlepsze od lat. Wprowadzeni Tomasz Kędziora, Kamil Grosicki i Jakub Błaszczykowski byli 3-4 najlepszymi piłkarzami naszej drużyny. Brzęczek potrafi reagować, nie czeka jak Franciszek Smuda do 80 minuty z pierwszą zmianą. Do tego potrafi zagrać ofensywnie (dwóch napastników) oraz zmienić strategię w trakcie spotkania (dwóch skrzydłowych). Problemem jest materiał ludzki. Grzegorz Krychowiak wraz ze wspomnianym Jędrzejczykiem był wczoraj najsłabszym ogniwem. Chciałoby się niczym w teleturnieju , wyeliminować Kryche z dalszej gry, zastępców jednak nie widać. Nie będzie nim Karol Linetty, który zagrał dotychczas w kadrze 22 spotkania, ale żadnego, którego zapamiętamy. Może powinien być nim Jacek Góralski, ale mimo powołań, nie zagrał jeszcze u obecnego selekcjonera.

Na pierwszym zgrupowaniu z Włochami i Irlandią najwięcej mówiło się o powołaniu niegrającego w klubie Jakuba Błaszczykowskiego i braku analogicznego powołania dla Kamila Grosickiego. Teraz powołanie otrzymali obaj skrzydłowi, a wczoraj zamknęli usta wszystkim fachowcom, wspominającym o konieczności zmiany warty. Zresztą miałem wrażenie, że temat tej dwójki został niepotrzebnie rozdmuchany, podobnie jak kiedyś wątek opaski kapitana. Taki temat zastępczy, przecież nie mamy innych zmartwień. Warty na razie nie zmienimy i musimy wierzyć, że drużyna Błaszczykowskiego, Lewandowskiego, wsparta Piątkiem, Bednarkiem czy Zielińskim jest w stanie wznieść się w niedzielę z Włochami na wyżyny. W pierwszym meczu w Bolonii było blisko.

Życzę kibicom, aby jeszcze raz kadra wzniosła się na wyżyny. Bo kibicom często tylko pozostaje wiara.

Utrzymać magiczną datę 11 października

Dzisiejszy mecz z Portugalia przywołuje naturalne wspomnienia. W polskiej piłce, 11 października to data magiczna:

2003 Węgry – Polska 1-2 (el. ME)
2006 Polska – Portugalia 2-1 (el. ME)
2008 Polska – Czechy 2-1 (el. MŚ)
2011 Białoruś – Polska 0-2 (towarzyski)
2013 Ukraina – Polska 1-0 (el. MŚ)
2014 Polska – Niemcy 2-0 (el. ME)
2015 Polska – Irlandia 2-1 (el. ME)
2016 Polska – Armenia 2-1 (el. MŚ)

Dlatego wszyscy liczymy, że dzisiaj wydarzy się coś wyjątkowego. Czas na selekcje się skończył. Nie wierzę w banały o odpuszczeniu ligi narodów i przygotowywaniu kadry na eliminacje mistrzostw europy. Kadra Łukasza Fabiańskiego, Kamila Glika czy Roberta Lewandowskiego nie ma czasu odpuszczać meczów. Zresztą, po pierwszym meczu z Włochami mamy niedosyt – mogliśmy wygrać, zabrakło niewiele ale w efekcie odnotowaliśmy cenny remis na wyjeździe. Brak Cristiano Ronaldo dzisiaj znacząco obniża jakość i siłę drużyny mistrzów europy, dlatego przed naszymi kadrowiczami szansa jakich mało – zrewanżować się za ćwierćfinał mistrzostw europy 2016, kiedy przegraliśmy w karnych.

Przed Jerzym Brzęczkiem pierwszy ważny test. Zwycięstwo pozwoli podtrzymać fantastyczny 11 października, datę, kiedy możemy wygrać z każdym. A przede wszystkim da realną możliwość pozostania w najwyższej lidze na kolejną edycję, kosztem Włochów lub Portugalii. Daleki jestem od optymizmu i głoszenia haseł o wygraniu grupy. Od mundialu nie zmieniło się aż tak wiele, mamy podobny kapitał ludzki, karierę zakończył Łukasz Piszczek, a do kadry doszli Krzysztof Piątek i Mateusz Klich. Fascynująca jest kariera piłkarz Genui – co dotknie zmienia się w gola. Głową, nogą, zza pola karnego, z bliska. I to może być szansą naszego zespołu, gdyż Piątek jest skuteczniejszy nawet od Roberta Lewandowskiego notując dziewięć bramek w siedmiu meczach. Obrona Portugalczyków będzie musiała bronić dwóch wysokiej klasy napastników, a za nimi grać będzie Piotr Zieliński, o którym przed mundialem pisałem (TUTAJ):

To ma być mundial Piotra Zielińskiego i jego trampolina do topowego klubu

Wariant, który wybrał Brzęczek oznacza grę bez skrzydłowych – Jakuba Błaszczykowskiego oraz Kamila Grosickiego, którzy ostatnio byli najgorętszym tematem kadry, z uwagi na brak gry w klubie i powołanie tylko pierwszego z nich. Szanse dostaną próbowany w kadrze Adama Nawałki Rafał Kurzawa oraz wspomniany Klich. W porównaniu do pierwszego meczu Ligi Narodów z reprezentacją Włoch, mamy dwie zmiany: Arkadiusza Ręcę zastąpił Jędrzejczyk, a Błaszczykowskiego Piątek. Poniżej skład na mecz z Portugalią:

Łukasz Fabiański – Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek, Artur Jędrzejczyk – Grzegorz Krychowiak, Rafał Kurzawa, Mateusz Klich – Piotr Zieliński – Krzysztof Piątek, Robert Lewandowski