Dziesiątka najlepszych piłkarzy 2019

Pierwsza dziesiątka plebiscytu „France Football” prezentuje się następująco:

1. Leo Messi (Hiszpania / FC Barcelona)
2. Virgil van Dijk (Holandia / Liverpool FC)
3. Cristiano Ronaldo (Portugalia / Juventus FC)
4. Sadio Mane (Senegal / Liverpool FC)
5. Mohamed Salah (Egipt / Liverpool FC)
6. Kylian Mbappe (Francja / PSG)
7. Alisson Becker (Brazylia / Liverpool FC)
8. Robert Lewandowski (Polska / Bayern Monachium)
9. Bernardo Silva (Portugalia / Manchester City)
10. Riyad Mahrez (Algieria / Manchester City)

Analizowałem w/w kolejność i poniżej luźne wnioski:
1. Triumf Liverpoolu i postawa w drugiej części roku to wielkie osiągniecie, ale czterech piłkarzy w siódemce, to stanowcza przesada. Nie mam wrażenia, że to najlepsi piłkarze świata, raczej elementy niesamowitej układanki Jurgena Kloppa, w której najważniejszą postacią jest trener The Redds.
2. Triumf Riyada Mahreza w PNA przeszedł niezauważenie, fachowcy przypominają rolę rezerwowego u Pepa Guardioli, ale przecież mowa o kluczowym piłkarzu zwycięzców czarnego kontynentu, nominowanego do jedenastki turnieju. Triumf w Mistrzostwach Europy daje finalnie pewne Top3, dlaczego więc dyskredytujemy PNA? Gdyby finał wygrał Senegal, czy Sadio Mane byłby także traktowany drugorzędnie?
3. Gdyby Tottenham zwyciężył ostatni mecz Ligi Mistrzów – czy Harry Kane byłby drugi, Son piąty i jeśli Lucas strzeliłby gola w finale, tak samo byłby w top 10. Czy w takiej alternatywnie byłby maksymalnie jeden piłkarz z Liverpoolu w „10”? Przecież to „aż” jeden mecz.
4. Mane był najlepszym zawodnikiem Liverpoolu, strzelał ważne bramki (po dwie z Bayernem i Porto) plus finał PNA. Lokomotywa niesamowitego trio, w plebiscytach gdzieś w cieniu Van Dijka, zupełnie nie zasłużenie.
5. Kto był ważniejszy w defensywie Liverpoolu – Van dijk czy Allison? Wydaje mi się, że bramkarz rozwinął się tak bardzo, że jest w Top3 (z Oblakiem i Ter Stagenem), a może nawet najlepszy na świecie. Różnica pomiędzy Liverpoolem Cariusa i Liverpoolem Allisona to wynik decydującego meczu Ligi Mistrzów.
6. Dziwny hype na Van Dijka, który nie miał lepszego roku niż Ramos 2014 i 2016, gdy ten strzelał bramki w finale Ligi Mistrzów albo Varane, gdy zdobywał LM i Mistrzostwo Świata. Holender nie jest (jeszcze) legendarnym obrońcą, to dopiero drugi tak mocny rok i czekamy na duży turniej, czyli prawdziwą weryfikację.
7. Lewandowski w Bundeslidze miażdży: 14 meczów – 16 bramek i 1 asysta, ale Ciro Immobile ma jeszcze lepsze statystyki w Serie A: 15 meczów – 17 bramek i 5 asyst. Nikt jednak nie podnosi we Włoszech casusu Immobile. U nas brak Lewego w top3 był skandalem. A dziennikarze umieszczali go nawet na pierwszym miejscu (!).
8. Brakuje najlepszego piłkarza mistrza Anglii – Raheema Sterlinga. Jest dwójka (Bernardo Silva i Riyad Mahrez) w dziesiątce, ale bez Anglika nie byłoby mistrzostwa zdobytego 98 punktami.
9. Razi również niedocenienie sukcesu Portugalii w Lidze Narodów – przecież Bernardo Silva był architektem tej drużyny, w dodatku wygrał Premier League, a Cristiano Ronaldo hat-trickiem strzelonym w Szwajcarii, doprowadził drużynę do finału. W 1/8 strzelił hat-tricka Atletico samodzielnie odrabiając straty z pierwszego meczu (0-2), w dwumeczu z Ajaxem strzelił po bramce. Portugalczyk był najlepszym piłkarzem Serie A, a mimo tego Polscy dziennikarze umieszczali wyżej Lewego.
10. Liga Narodów jest drugorzędnym turniejem, traktowany niczym PNA. Ciekawe jakbyśmy patrzyli na te rozgrywki gdybyśmy wyszli z grupy do Final Four. Na pewno dziennikarze z Polski używaliby tego jako argumentu.
11. Mbappe ma niesamowitych managerów, jest globalną marką – strzela mniej w Ligue 1, odpada z Ligi Mistrzów a łapie się (niezasłużenie) w szóste. Dalej pamięta się Mistrzostwa Świata ale to nie ten rok.
12. Nikt zagranicą nie ogląda Bundesligi i gdyby nie Robert, Polacy także by jej nie oglądali. Ci, co wspomną o polskiej tradycji Bundesligi odsyłam do Serie A – przez lata nie oglądaliśmy w niej naszego rodaka, a potencjalne starcie Napoli – Milan z Polakami w składzie, ogląda tylu kibiców, co El Clásico.
13. Dusan Tadić był do pewnego momentu najlepszym piłkarzem Ligi Mistrzów, wyrzucał kolejno Real (trzykrotnego zdobywcę) i Juventus (który go kupił). Z Królewskim w rewanżu zanotował bramkę i dwie asysty, a gra w małym (w porównaniu do gigantów) klubie Europy + fenomenalny w dobrej lidze 28 bramek i 14 asyst.
14. Messi – przekreślanie całego sezonu przez rewanżowy półfinał z Liverpoolem jest niesprawiedliwe dla kosmity. Ma 32 lata i regularnie notuje 1,5 punktu w klasyfikacji kanadyjskiej, w fazie pucharowej LM zdobył sześć bramek (po dwie w każdym dwumeczu).
15. Kevin De Bruyne gra niesamowitą piłkę na wyspach – najlepszą w Premier League na jesień. Dlaczego to pomijamy? Bo dziennikarze w podsumowaniu roku oceniają jedynie wiosnę?
16. Im bliżej końca roku, tym bardziej się zastanawiam, kiedy najważniejszym zawodnikiem defensywy Liverpoolu zostanie Trent Alexander-Arnold. Obstawiam już za rok.

Dlatego moim zdaniem tak powinna wyglądać czołowa dziesiątka:

1. Leo Messi (Hiszpania / FC Barcelona)
2. Cristiano Ronaldo (Portugalia / Juventus FC)
3. Sadio Mane (Senegal / Liverpool FC)
4. Raheem Sterling (Anglia / Manchester City)
5. Alisson Becker (Brazylia / Liverpool FC)
6. Virgil van Dijk (Holandia / Liverpool FC)
7. Robert Lewandowski (Polska / Bayern Monachium)
8. Kevin De Bruyne (Belgia / Manchester City)
9. Harry Kane (Anglia / Tottenham Hotspur)
10. Riyad Mahrez (Algieria / Manchester City)

Po finale Klubowych Mistrzostw Świata – Liverpool wygrał po słabym meczu z Flamengo, a FIFA szykuje zmianę formatu

Finał finałów – tak można określić turniej, w którym spotykają się najlepsze drużyny klubowe z każdego kontynentu. Klubowe Mistrzostwa Świata to elitarne rozgrywki nie dla każdego, zresztą zwycięski Liverpool wygrał je po raz pierwszy, a Ligę Mistrzów zwyciężył sześciokrotnie. Niestety w erze przeładowania kalendarza piłkarskiego, mecz w tej formule absolutnie zbędny.

Slogan „pieniądze rządzą futbolem” pada przy każdej okazji, więc naturalnym było przekształcenie Pucharu Interkontynentalnego w rozgrywki, w której swoją drużynę ma każdy region świata. Zbiegło się to z wzrastająca przepaścią finansową i sportową, a dzisiaj rozgrywki w tym formacie nie mają sensu. Ćwierćfinały dla najsłabszych federacji oraz półfinały i finał w trakcie sezonu, nie przyciągają kibiców przed telewizorów. Nawet fani Premier League wybrali wczoraj mecz Manchesteru City z Leicester. Rywalizujący z nimi Liverpool rozegra dwa mecze w kalendarzu więcej, w dodatku będzie musiał odrobić przełożony mecz z West Hamem. Absurdalnie wyglądający kalendarz Liverpoolu sprawił, że dzień przed półfinałem z Monterey mieli oni rozegrać mecz w EFL Cup z Aston Villą. Jurgen Klopp wystawił w nim głębokie rezerwy i uległ 0-5, co może docelowo dać na wiosnę chwilę odpoczynku, gdy inne kluby będą grąć i o ten puchar.

Za dwa lata rozgrywki o Klubowy Puchar Świata przejdą kolejną reformę, niestety nieuniknioną. 24 drużyny, w tym osiem z Europy i rozgrywki po sezonie klubowym, a nie w trakcie, to ogromne Klubowe Mistrzostwa Świata. Czyli w latach parzystych reprezentacyjne Mistrzostwa świata i Europy, a w nieparzystych klubowe, na razie zaplanowane na 2021 i 2025. Nowy format, to dużo drużyn, dużo krajów i dużo kontynentów. FIFA z zazdrością patrzy na europejską federację i także chce czerpać zyski z meczów Liverpoolu, Realu czy Liverpoolu z Realem. Dlatego za chwilę oglądanie takich drużyn jak Flamengo będzie możliwe jedynie w rozgrywkach grupowych, a w pucharowych ponownie zagra Liverpool z Manchesterem City. Tak jak w Premier League, F.A. Cup, EFL Cup, Lidze Mistrzów i wreszcie w Klubowych Mistrzostwach Świata – najlepsi będą grali nieustannie ze sobą i tylko dzięki Aston Villi nie zobaczymy ich w Pucharze Ligi.

Sam mecz finałowy był słaby. Słyszałem głosy o grze w piłkę drużyny Flamengo, ale musimy mieć naprawdę małe oczekiwania, że to wystarczy. 99 minut czekaliśmy na gola, zresztą jedynego w tym meczu. Wcześniej najciekawszym wydarzeniem był VAR z 93 minuty i rozstrzyganie – karny czy wolny po faulu Rafinhi na Mane oraz czerwona czy żółta? Ostatecznie żółta za kłótnie i faul po strzale, ale na dziesięć takich interpretacji pewnie osiem byłoby innych. Jedyna bramkę strzelił Firmino po podaniu Mane.

Czasy Pucharu Interkontynentalnego w Tokio już nie wrócą, kluby z Ameryki Południowej są regularnie podkupywane nie tylko przez wielkich, ale także średnich jak Szachtar czy Benfica, choć dzisiaj trudno i te kluby nazywać średnimi. To już nie będzie przepustka do wielkiej piłki, nie będzie meczów jak w 2000, gdy oglądaliśmy mecz Boca Juniors z Galaktycznym Realem, który ucieszył dwoma bramkami Martin Palermo, a do wielkiej piłki wchodził Juan Román Riquelme, na dwa lata przed transferem do Barcelony. Dzisiaj w drużynach kasy Flamengo grają Rafinha, Felipe Luis czy Diego Alves. Piłkarscy emeryci, dla których to ostatni mecz na wielkiej scenie.

Nieoczekiwana zmiana miejsc – Mourinho za Pochettino #Tottenham

Zmiana Mauricio Pochettino na Jose Mourinho jest sensacyjna. Bardzo szybko się uwinęli – wieczorem była informacja o zwolnieniu trenera, a rano ogłoszono oficjalnie podpisanie Portugalczyka. Sensacyjna, bo Pochettino to bardzo dobry trener, który odmawiał wielkim klubom, a jego największy sukces – finał Ligi Mistrzów osiągnął kilka miesięcy temu. Umowa trenera z klubem wydawała się układem na lata i nawet słaba postawa w Premier League (14 miejsce) po 12 kolejkach niewiele znaczyła:

Liverpool 34 pkt.,
Leicester 26 pkt.,
Chelsea 26 pkt.,
Manchester City 25 pkt.,
Sheffield Utd. 17 pkt.,

Tottenham 14 pkt.

Przecież seria dwóch/trzech zwycięstw szybko przy spłaszczonej tabeli dawałoby awans w tabeli. Ok, Tottenham nie wygrał od pięciu spotkań, ale w Lidze Mistrzów po blamażu z Bayernem (2-7), pokonał dwukrotnie Crvenę Zvezdę (w dwumeczu 9-0) i za chwile awansuje do fazy pucharowej. Zawsze przy okazji zmiany trenera się zastanawiam, kto na jego miejscu może być lepszy. Kto bardziej pasuje, kto da impuls. Na Mourinho bym nie wpadł, bo od kilku lat nie ma dobrej opinii. Przede wszystkim dominują dwie: mocno eksploatuje zawodników, przez co po dwóch, trzech sezonach zostają zgliszcza oraz słynny autobus. W obecnej sile Premier League, która zdominowała poprzednia edycje Liga Mistrzów, kibice oczekują intensywnej i ofensywnej gry, a przecież pamiętamy jak ciężko oglądało się pod koniec kadencji Manchester United, a wcześniej Chelsea. Oczywiście, drugie sezony były niesamowite – Chelsea wygrała mistrzostwo (2015), a United wicemistrzostwo (2018), ale chwile później, „The Special One” w grudniu (2x) tracił posadę.

Tottenham ma spory potencjał w ofensywie – Harry Kane, Delle Ali, Son Heung-min, Erik Lamela, Christian Eriksen, Lucas Moura, Giovani Lo Celso, jednak w tym sezonie to nie wypaliło. Ten nie strzela, ten nie podaje, ten myśli o transferze, a ten ma głowę w mediach społecznościowych. W dodatku w październiku z uwagi na kontuzję łokcia, do końca roku wyleciał Hugo Lloris, który wcześniej także nie imponował postawą. Zawodziła także druga linia, a jej lider Christian Eriksen zaliczył w lidze zaledwie jedną asystę, przeciętnie grał Harry Winks, a Tanguy Ndombele dobrze grał na początku sezonu i w Lidze Mistrzów. Do tego, jeśli najlepszym twoim obrońcą jest Serge Aurier, który rozegrał 53% możliwych minut, to masz problem. Pochettino miał, Mourinho ma, choć podobnie jak poprzednik postawi na duet Davinson Sanchez / Toby Alderweireld. Ten drugi, podobnie jak Jan Vertonghen może w lecie odejść za darmo. Oprócz nowego impulsu, Mourinhio musi się zmierzyć z potencjalnym odejściem tego duetu oraz Eriksena. Całą trojkę mogą zatrzymać początkowe zwycięstwa, bo w debiutach w Premier League Jose nie przegrywa:

2004 Chelsea – Manchester United 1-0
2008 Sampdoria – Inter 1-1
2010 Mallorca – Real 0-0
2013 Chelsea – Hull City 2-0
2016 Bournemouth – Manchester United 1-3

Pochettino spędził w Tottenhamie 5,5 roku. Przejął klub po Timie Sherwoodzie, który ostatni mecz ligowy z Aston Villą grał w składzie:

Hugo Lloris – Kyle Naughton, Michael Dawson, Vlad Chiriches, Danny Rose – Gylfi Sigurdsson (83` Alex Pritchard), Sandro (62` Milos Veljkovic), Paulinho, Christian Eriksen – Emmanuel Adebayor, Harry Kane

Spurs sezon 2013/2014 skończyli na szóstym miejscu i po raz czwarty z rzędu mieli zagrać w Lidze Europy. Dodam, że piąte miejsce zajął wtedy Everton i taka była mniej więcej półka sportowa Tottenhamu. W kolejnych pięciu sezonach pod wodzą Pochettino zajęli:

2014/2015 – 5 miejsce,
2015/2016 – 3 miejsce,
2016/2017 – 2 miejsce,
2017/2018 – 3 miejsce,
2018/2019 – 4 miejsce.

Ten sezon, to czwarty z kolei w Lidze Mistrzów, do tego trzy razy byli na podium – sportowo zaliczyli ogromny progres, wyprzedzili nie tylko Everton, ale Arsenal, Manchester United i Chelsea. W dodatku finał Ligi Mistrzów 2018/19 to ogromne osiągnięcie i jeśli malkontenci będą mówić o braku trofeum, to zastanówmy się jakie drużyny nieprzerwanie od czterech sezonów grają w Lidze Mistrzów:

Atletico Madryt
Bayern Monachium
Benfica
Borussia Dortmund
FC Barcelona
Juventus Turyn
Manchester City
Napoli
PSG
Real Madryt
Tottenham Hotspur

11 drużyn, ścisły top topów – do tego miejsca doprowadził klub Pochettino. W piłce nożnej utrzymać się na takim poziomie potrafią tylko najlepsi, zwłaszcza, że Tottenham nie mógł rywalizować na rynku transferowym oraz nie ma takiego budżetu jak FC Barcelona, Manchester City, PSG czy Real Madryt. O hiszpańskiego trenera kilka razy pytali Real Madryt i Manchester United, na pewno jak w przypadku Erika ten Haga (TUTAJ), w grze będzie Bayern Monachium. Mogę sobie także wyobrazić, że słabszy sezon na arenie międzynarodowej PSG i Juventusu, także może wymusić zmiany. Do tego kilka razy w wywiadach Pochettino podkreślał, ze nigdy nie zostanie trenerem Barcelony (prowadził RCD Espanyol) i Arsenalu (Tottenham). Ale przecież „The Special One” cztery lata temu też zarzekał się, że nigdy nie poprowadzi Tottenhamu, ze względu na fanów Chelsea. Jednak zapytany o to na pierwszej konferencji w nowej roli odpowiedział:

To było zanim zostałem zwolniony!

Nienasyceni piłkarze Manchesteru City idą po swoje

Jose Mourinho na antenie „Sky Sports” wskazał drużyny, które powalczą o mistrzostwo Anglii:

Wymienię cztery drużyny: Manchester City, Tottenham, Liverpool i drugi zespół Manchesteru City. Wczoraj spojrzałem na ławkę „The Citizens” i sądzę, że nawet ich rezerwy mogłyby walczyć o tytuł.

Zaskakujący i zarazem błyskotliwy typ byłego managera Chelsea i United trafnie pokazuje obecny układ sił w Premier League. Mamy bowiem finalistów ostatniej edycji Ligi Mistrzów, obrońców trofeum, oraz jego bo kadrę, jaką zbudował przez trzy lata Pep Guardiola jest imponująca. Sobotni szlagier z Tottenhamem to istna demolka, prawdziwy pokaz siły Manchesteru City na Etihad Stadium:

Strzały: 30-3,
Strzały celne: 10-2,
Strzały niecelne: 8-1,
Strzały zablokowane: 12-0,
Rzuty rożne: 13-2,
Strzały z pola karnego: 22-1,
Strzały spoza pola karnego: 8-2,
Interwencje bramkarza: 0-8,

zatem końcowy wynik 2-2 zupełnie nie oddaje przebiegu spotkania, w którym w 93 minucie bramkę strzelił Gabriel Jesus, ostatecznie nieuznaną. Totalna dominacja na tym etapie rozgrywek sprawia, że Manchester City znowu idzie po 100 punktów w sezonie, poziom niedostępny dla innych. Wracając do cytatu Mourinhio, pierwsza jedenastka wczorajszego spotkania wyglądała następująco:

Ederson – Oleksaadr Zinchenko, Aymeric Laporte, Nicalas Otamendi, Kyle Walker – Ilkay Gundogan, Rodrigo, Kevin De Bruyne – Raheem Sterling, Sergio Aguero, Bernardo Silva

Rezerwa, choć przy żonglowaniu składem Guardioli trudno tak nazwać pozostałych zawodników szerokiego składu wygląda następująco:

Carlos Bravo – Benjamin Mendy, John Stones, Joao Cancelo – David Silva, Fernandinhio, Phil Foden – Leroy Sane, Gabriel Jesus, Riyad Mahrez

Po odejściu Vincenta Kompanego, brakuje jedynie drugiego środkowego obrońcy światowej klasy i najprawdopodobniej już w styczniu o takie wzmocnienie pokusi się Guardiola. Miał nim być Harry Maguire, któremu proponowano 278 tysięcy tygodniówki, ale ten ostatecznie przeszedł do Manchesteru United za rekordową kwotę 87 milionów euro (TUTAJ lista najdroższych obrońców). Na ławce zasiadają m.in. kontuzjowany obecnie Leroy Sane, który miał przejść do Bayernu za 110 milionów euro, Riyad Mahrez zwycięzca ostatniego Pucharu Narodów Afryki i zawodnik jedenastki turnieju (m.in. obok finalistów z Senegalu Kalidou Koulibaly i Sadio Mane), a Gabriel Jesus w każdym innym klubie Premier League strzelałby 20 bramek co sezon. Ogromna konkurencja w drużynie wzmacnia rywalizację, a zawodnicy w każdym spotkaniu grają na maxa, co pokazuje 198 punktów w dwóch ostatnich sezonów i zdobyty FA Cup oraz EFL Cup. Guardiola wspaniale zarządza ego piłkarzy, bo nigdzie indziej tak dobrzy zawodnicy nie godziliby się z rolą wchodzącego z ławki. W ostatnich dwóch sezonach brakowało im tylko Ligi Mistrzów, ale ponieważ żaden z zawodników nie triumfował w tych rozgrywkach w barwach innego klubu, dalej będą nienasyceni.

Na początek same sztosy, ale nie wszędzie

Z czołowych lig, pierwsza wystartowała francuska Ligue 1, a 15 minut później Premier League. W jaki sposób zachęcić widzą do oglądania swojej ligi po przerwie wakacyjnej? Pokazać to, co najlepsze. Tak zagrała Premier League, która w pierwszych czterech kolejkach sparowała ze sobą po jednym pojedynku drużyn z top6:

Manchester United vs Chelsea,
Manchester City vs Tottenham,
Liverpool vs Arsenal,
Arsenal vs Tottenham.

Francja rozpoczęła klasykiem AS Monaco vs Olympique Lyon, dzisiaj rusza La Liga także klasykiem Athletic Bilbao vs FC Barcelona. Serie A, która inauguruje swoje rozgrywki za tydzień, już w drugiej kolejce rzuca to, co ma najlepsze – Juventus vs Napoli (a dodatkowo Lazio vs AS Roma). Tylko Niemcy nie korzystają z okazji przyciągnięcia od początku kibiców, bo dopiero w czwartej kolejce mamy hit, a nawet dwa Dortmund vs Leverkusen oraz RB Lipsk vs Bayern Monachium. Czwarta kolejka w Hiszpanii to starcie m.in. Barcelony z Valencią, a we Włoszech AC Milanu z Interem. Różnie jak widać podchodzą do układania terminarza komórki odpowiedzialne za to w poszczególnych ligach. Bardzo podoba mi się koncepcja Serie A, aby od razu z grubej rury wystartować. Nikt jednak nie robi tego lepiej niż Premier League – cztery hity w cztery kolejki. Przecież nic nie szkodzi choćby w Hiszpanii łączyć w pary od razu Barcelony, Realu, Atletico, Valencii czy Sevilli. Tam najlepsze dania podadzą w środku sezonu, co ciekawe z miesięcznym odstępem:

28 września – Atletico Madryt – Real Madryt,
26 października – FC Barcelona – Real Madryt,
30 listopada – Atletico Madryt – FC Barcelona.

Degradacja sportowa Romelu Lukaku

Podsumowując ruchy przedsezonowe top6 w Anglii (TUTAJ), poświęciłem kilka liniek odnośnie Romelu Lukaku:

Dużą stratą jest odejście po dwóch latach z Manchesteru United Romelu Lukaku do Interu Mediolan. Lukaku nie spełnił ogromnych oczekiwań, które mieli kibice i szefowie United i można go dołączyć do grona zawodników zdecydowanie lepiej występującego w reprezentacji (81 występów, 48 goli) niż klubie. Od odejścia z Anderlechtu osiem lat temu, grał kolejno w Chelsea (zawiódł), West Brom (dobrze), Evertonie (bardzo dobrze, ostatni sezon 25 goli!) i ManU (zawiódł) i trudno określić, jak odnajdzie się w Interze Mediolan. To jednak strata United, bo traci swojego potencjalnie top2 zawodnika.

W Interze zmienił się trener – klub zrezygnował z usług Luciano Spallettiego, który dwukrotnie awansował do Ligi Mistrzów. Oczywiście nie podano do wiadomości powodów, ale wiadomo, że były konflikty z piłkarzami w tym z Mauro Iccardim i Joao Mario, do tego brak stylu oraz brak progresu. To zaskakujące, jak szybko zapomniano, co Spelletti zrobił dla klubu (TUTAJ) – powrócił po sześciu latach do Ligi Mistrzów, ale piłka jest bezlitosna. Czas na walkę o mistrzostwo pod wodzą Antonio Conte, jednego z najlepszych trenerów na rynku, ale równie wzbudzający konflikty. Conte preferuje ustawienie 3-5-2, co odczuł Ivan Perišić, od razu sprzedany do Bayernu. Czy w ataku zagra Lukaku z Iccardim? trudno prorokować, być może Lukaku jest typowany na pierwszego napastnika z Argentyńczykiem Lautaro Martínezem, a Iccardi jest już jedną nogą poza klubem? Problemem jest cena, swego czasu Iccardi wyceniany na 100 mln euro nie przeszedł do Realu Madryt, teraz miałby trafić do Juventusu lub Napoli i czysto sportowo ten transfer się broni, jednak problemy wizerunkowe m.in. z Wandą Narą, żoną i agentką piłkarza (niedoszły romans żony piłkarza z Marcelo Brozoviciem, wymuszanie podwyżki dla piłkarza) wcale nie oznaczają transferu. Tak było w zimie, kiedy Królewscy chcieli ratować fatalny sezon i poszukiwali zawodnika, który z miejsca zapewni braki, jednak wycofali się z negocjacji, z żona piłkarza.

Inter Mediolan to dla Lukaku degradacja sportowa, żadna gwiazda nie przechodzi dzisiaj z Premier League do Serie A, raczej wybiera pozostanie w klubie, a ścisły top wybiera Real (Luka Modrić, Gareth Bale, Eden Hazard) lub Barcelonę (Cesc Fabregas, Thierry Henry, Luis Suarez, Philippe Coutinho). Zwykle bywa na odwrót i zawodnicy Serie A głównie przez zarobki i poziom sportowy wybierają Anglię, a wszystko co nie nazywa się Juventus Turyn jest niżej w hierarchii. Zwolennicy transferu podkreślą, Inter będzie grać w Lidze Mistrzów, więc zobaczymy Lukaku na wielkiej scenie, w przeciwieństwie do Manchesteru United. W poprzednim sezonie niewiele zabrakło Interowi do wyjścia z grupy, w której mieli Barcelonę i Tottenham – w zasadzie jednego punktu, czyli zwycięstwa w ostatnim meczu z PSV Eindhoven (był remis), choć i ten dawał awans, jeśli Barcelona wygrałaby z Tottenhamem prowadząc 1-0. Ostatecznie Koguty wyrównały (85 min, Lucas Moura) i skończyły sezon w finale Ligi Mistrzów, a Inter spadł do Ligi Europy.

Frank Lampard ma czas

Frank Lampard – nowo mianowany trener Chelsea Londyn zaczął sezon od porażki. 0-4 na wyjezdzie z Manchesterem United oznacza, że przez fanami „The Blues” ciężki sezon. Jedyną dzisiaj nadzieją jest fakt, że tylko Pep Guardiola rozpoczynał sezon od zwycięstwa spośród trenerów top6 Premier League:

Josep Guardiola vs Sunderland 2 – 1
Jürgen Klopp vs Tottenham Hotspur 0 – 0
Mauricio Pochettino vs Everton 0 – 0
Ole Gunnar Solskjær vs West Ham United  0 – 2
Unai Emiry vs Manchester City  0 – 2

oczywiście żaden z nich nie przegrywał tak dotkliwie. W dodatku w jedenastce Chelsea na pierwszy mecz wyszli m.in. Mason Mount i Tammy Abraham w zeszłym sezonie zawodnicy.. Premiership. To spora zmiana w stosunku do transferów z ostatnich 16 sezonów (od kiedy zespół przejął Roman Abramowicz), spowodowana karą od FIFA. Karą za naruszenie przepisów dotyczących nieletnich piłkarzy jest zakaz transferowy w dwóch najbliższych oknach i 600 tys. franków szwajcarskich grzywny. Brak możliwości dokonywania transferów w Premier League to wyrok (Tottenham z poprzedniego sezonu jest wyjątkiem), choć Chelsea robiła dobra minę i próbowała się (bezskutecznie) odwoływać. Mając nad sobą topór transferowy, 2 stycznia sprowadzili jeden z największych talentów Christiana Pulisica, który do drużyny formalnie dołączył się lecie, a powrócili z wypożyczeń m.in Michy Batshuayi (Crystal Palace), Kurt Zouma (Everton), Tiemoue Bakayoko (AC Milan) oraz wspomniani Mason Mount (Derby) i Tammy Abraham (Aston Villa). Abraham to jeden z największych talentów szkółki Chelsea i bez zakazu, zapewne nie miałby szans zadebiutować w jedenastce już w pierwszej kolejce. Fani przyzwyczajeni do nazwisk światowego formatu, a w erze Abramowicza było ich kilku: Didier Drogba, Nicolas Anelka, Fernando Torres, Gonzago Higuain, sprawdzali statystyki z Premiership, aby dowiedzieć się, kto będzie ich pierwszą dziewiątką. Te akurat Abraham ma bardzo dobre – 25 bramek i trzy asysty, ale zderzenie z Premier League może być bezlitosne. Już w pierwszym meczu zobaczyliśmy go przeciwko najdroższemu obrońcy świata (Harry Maguire) i raczej sobie nie pograł.

Lampard na pewno dostanie czas w Chelsea, a jego ruchy (także błędne) nie będą tak komentowane jak innych trenerów. Przychodzi przecież legenda klubu – 648 meczów, 211 bramek, mnóstwo nagród indywidualnych, a drużynowo dwie najważniejsze – członek wielkiej Chelsea Jose Mourinho 2005, a także tej z 2012, która wygrała Ligę Mistrzów. Takiemu można wybaczyć wiele, zwłaszcza, że w styczniu także nie będzie transferów przychodzących. Lampard ma czas na ogrywanie zdolnej młodzieży, a tej nie brakuje. W dodatku zagra w Lidze Mistrzów i znając siłę Premier League dojdzie w niej do rozgrywek pucharowych. I te wyniki pozwolą zbilansować ewentualne niepowodzenia.