Jedynym rozwiązaniem dla Spurs są wymiany

San Antonio Spurs rozpoczęli sezon 2019/20 z nadziejami na kolejny awans do play-off. W zeszłym sezonie wygrali 48 spotkań, wraca po kontuzji Dejounte Murray – najlepszy rozgrywający, który opuścił cały sezon. W jego miejsce do piątki wszedł drugoroczniak Derrick White, który grał nierówno, ale skalę talentu pokazał w trzecim meczu play-off, kiedy rzucił 36 punktów oraz zaliczył 5 zbiórek, 5 asyst i 3 przechwyty. To właśnie obecność White`a była największym zaskoczeniem kadry USA w ostatnich mistrzostwach świata i to zaprocentuje w przyszłości. Do tego jedna trójstronna wymiana:

Spurs oddali Davisa Bertansa do Wizards i Nemanję Dangubica do Nets,
Nets oddali DeMarre`a Carrolla do Spurs,
Wizards oddali Aarona White`a do Nets.

I skład na sezon 2019/20 gotowy. Pozyskanie doświadczonego Carrolla to uzupełnienie składu o dobrego obrońcę w typie Spurs. Piątka wygląda srednio na papierze: Dejounte Murray, Bryn Forbes, DeMar DeRozan, LaMarcus Aldridge, Trey Lyles, ale rezerwowi: Derrick White, Patty Mills, Marco Belinelli, DeMarre Carroll, Rudy Gay i Jakub Poltl podwyższają jakość składu, bo mało kto ma taką głębię. Zaczęło się bardzo dobrze – cztery zwycięstwa w pięciu spotkaniach, ale potem przyszła seria dwóch porażek, zwycięstwa i ośmiu porażek. Spurs wygrali jedynie ze słabiakami – Knicks, Wizards, Blazers, Warriors i Thunder, choć i z nimi potrafi przegrać. Mimo łatwego terminarza, po drugim zwycięstwie z Knicks mają bilans 6-11 i zajmują 11 miejsce w konferencji. Patrząc na statystyki, ofensywa działa, ale zawodzi obrona. Zresztą przegrana 132-138 z Wizards pokazuje problem. Do tego dochodzi Gregg Popovich, który nie wytrzymuje ciśnienia, kłoci się z sędziami i po raz pierwszy od dawna jesteśmy w stanie uwierzyć w Spurs bez niego. Zaczynał karierę jako trener 10 grudnia 1996, a pierwszą piątką Spurs byli Avery Johnson, Sean Elliott, Will Perdue, Vinny Del Negro, David Robinson. Dla Robinsona (wtedy superstar) to był pierwszy mecz z sześciu jaki rozegrał w tamtym sezonie, kluczowa była także kontuzja kolana Seana Elliotta (wtedy All-Star) w lutym. Nagle Spurs z drużyny, która wygrała sezon wcześniej 59 zwycięstw stała sie outsiderem. Ale tą historię dobrze znamy – trzeci najgorszy bilans w lidze (20-62) po Grizzlies (14-69) i Celtics (15-67). Grizzlies nie mogli wybierać w pierwszej trójce, a Celtics po loterii spadli na trzecie miejsce. Zwycięzca był tylko jeden – Tim Duncan, jeden z najlepszych zawodników w historii. Celtics wtedy wzięli Chauncey`a Billupsa, a Grizzlies Antonio Danielsa.

Dzisiaj Duncan pełni rolę asystenta i nawet w jednym z meczów był wpisany do protokołu jako pierwszy trener, gdy Pop został zawieszony. I prawdopodobnie przejmie docelowo na stałe rolę jedynki. Natomiast obecna kadra nie daje odpowiedniej jakości – warto byłoby oprzeć drużynę na duecie Murray&White, choć dopiero, gdy zrobimy im miejsce dowiemy się, czy do dobry fit. Takie rozwiązanie oznacza wymianę DeMara DeRozana, a NBA dwa tygodnie temu żyło plotkami jego odejścia do Magic. Aaron Gordon + ktoś z dwójki Evan Fournier/Mohamed Bamba wygląda dobrze, bo Jonathan Isaac jest obecnie nietykalny. To typowa transakcja win/win, Magic zdobywają zawodnika, który będzie rzucać 25 punktów w najsłabszym ataku ligi. Spurs z kolei dostają zawodników, który będą lepsi i będą mogli przygotować się do.. kolejnej wymiany.

LaMarcus Aldridge to wartościowy weteran do contendera – obrona i walka na zbiórkach plus 20 punktów. Owszem, coraz częściej widać, że gra 14 sezon i ma 34 lata, ale przykład jego rówieśnika Marca Gasola i transfer do mistrzowskich Raptors raczej wzmacnia taki ruch. Wymiana do Celtics za Gordona Haywarda to kolejna transakcja win/win. Celtics otrzymują wartościowego podkoszowego (w zeszłym sezonie All-Star), kogoś kto zastąpi Ala Horforda (oprócz trójek) w walce o finał konferencji z Bucks i Sixers. Z kolei Spurs schodzą z dużego kontraktu na inny duży kontrakt, wymieniają starszego zawodnika za górką na młodszego kontuzjowanego, ale to ostatni moment, aby coś wartościowego otrzymać za Aldridge`a.

Jeśli Gregg Popovich zaryzykuje oddając swoje gwiazdy, Spurs będą mogli grać piątką: Dejounte Murray, Derrick White, Gordon Hayward, Aarron Gordon i Mohamed Bamba, która wygląda dobrze względem talentu i wieku. Młodzi Spurs docelowo prowadzeni przez młodego trenera (Duncan) oznacza utrzymanie się na kolejne lata w ósemce. A jeśli rozwiną się talenty Murraya, Bamby, a Hayward powróci do formy z Jazz – może być tylko lepiej. Obawiam się, że jeśli Spurs nie zaryzykują, mogą po raz pierwszy od 22 lat nie wejść do play-off. Jak odlegle to czasy świadczy fakt, że Kobe Bryant był wtedy debiutantem, a Vince Carter grał na uniwerku.

Kyrie jest zmotywowany, a Nets z uśmiechem patrzą na przyszłość

Rzadko się zdarza, że zawodnik w meczu otwarcia rzuca 50 punktów:

Wilt Chamberlain 56 (1962)
Michael Jordan 54 (1989
Michael Jordan 54 (1989)
Elgin Baylor 52 (1959)
Michael Jordan 50 (1986)

Nigdy też w historii w debiucie w nowej drużynie zawodnik nie zdobył połowy setki. Tak, Kyrie Irving ma coś do udowodnienia. Po pierwsze, że nadaje się na lidera, a po drugie, że porzucił Celtics. To nie pierwszy raz, gdy musi udowodnić jedno albo drugie, przecież tuż po drafcie wchodził w buty Lebrona w Cleveland, a gdy zażądał wymiany, by iść po swoje, miał być samodzielnym liderem w Celtics. Co ciekawe, nie jest dobrze wspominany w jednej i drugiej drużynie, gdzie psuł różnymi decyzjami, czasem także kontuzjami misternie plany tych organizacji.

I nagle na białym koniu wjeżdża w Brooklyn Nets, gdzie zastąpić ma DeAngelo Russella, gdzie szykują się do podboju ligi za rok. Ten ma być zgrywaniem i przeczekaniem, ale Kyrie w formie z meczu otwarcia będzie ciągnąć drużynę. Mimo swoich decyzji, dotychczas nie był wymieniany bez jego wiedzy, a przecież był elementem plotek. Żył w bance, a później następowało brutalne zderzenie z rzeczywistością. W Nets nie będzie w tym sezonie dużych oczekiwań, głównie play-offy, może druga runda ale bez fajerwerków. Liczą się przed wszystkim Bucks, Sixers i Celtics. Nets z drugiego rzędu są z większą pula drużyn, gdzie każda ma apetyty na play-off: Pacers, Raptors, Magic, Heat, Pistons. Rywale biorąc pod uwagę dotychczasową grę o wysokie cele, niezbyt mocni. Bo dotychczas Kyrie po prostu był w play-off. W Nets trafił na grono młodych zawodników, dla których sam awans w zeszłym sezonie do gier posezonowych był olbrzymim sukcesem. Nie licząc weteranów jak DeAndre Jordan, Kyrie ma być dla nich liderem, przewodnikiem przez karierę i zawodnikiem, do którego trafiają decydujące akcje. Tego chciał Kyrie mniej więcej od Mistrzostw Świata 2014, kiedy został MVP. Jak pokazał pierwszy mecz, nie zawsze będzie mu się udawało – z Minnesotą nie trafił decydującego rzutu w Barclays Center i gospodarze przegrali.

Publiczność była za nim od początku, żywiołowo reagowała przy każdym kontakcie z piłką. Liczą oni, że z Kyrie powróci najlepszy czas z 2002 i 2003, kiedy grali w finale NBA. Tym razem drużyna nie jest oparta o doświadczonych zawodników, których kariera zmierza ku końcowi, jak ta z 2014 (Deron Williams, Shaun Livingston, Joe Johnson, Paul Pierce, Kevin Garnett). Wtedy dotarli do półfinałów konferencji, rok później odpadli w pierwszej rundzie i musieli czekać trzy sezony kolejny awans do play-off, ten z zeszłego sezonu. Dzisiaj Taurean Prince, Caris LeVert, Jarrett Allen, Joe Harris i Spencer Dinwiddie to zawodnicy zdecydowanie przed swoją „górką”, którzy prowadzeni przez Kyrie Irvinga patrzą z uśmiechem w przyszłość. I to nie tylko dlatego, że za rok dołączy do nich Kevin Durant.

Skład Lakers został rozjechany – bez wzmocnień ławki ani rusz

Pierwszy mecz sezonu regularnego pomiędzy Clippers a Lakers to coś więcej niż derby Miasta Aniołów. Coś więcej niż debiuty w nowych drużynach Kawhi Leonarda i Anthony Davisa. To pierwsza weryfikacja tego, co znakomicie zapowiada nowy sezon i być może finały NBA.

Oczywiście sezon jest długi, wiele się może wydarzyć – od kontuzji po zmiany kadrowe. Ale jeśli w pierwszym meczu dominuje Kawhi to wiesz, że ustawianie Clippers na szczycie konferencji zachodniej w różnych zabawach i typach ma sens. Zresztą dlaczego by nie miało, Kawhi dominował w play-off i `tylko’ zmienił klub, nie wydarzyło się nic, co miałoby zmienić jego pozycje najlepszego zawodnika ligi, jak od czerwca zaczęliśmy go nazywać. Lebron James, który od co najmniej 10 lat miał ten tytuł, tym razem był nieco w cieniu Kawhia. Siedem trafionych rzutów z rzędu i 30 punktów vs ostatnie punkty spotkania LeBrona na na 8 min i 51 sekund przed końcem. Mimo klasycznych statystyk dla Króla w okolicach triple double (18/10/8) wiadomo, kto wygrał ten pojedynek. Zresztą nie tylko LeBron zniknął pod koniec – Anthony Davis nie trafił żadnego kosza w czwartej kwarcie. Dlatego statystyki potencjalnie najlepszego duetu w Lidze, czyli dwa punkty w ostatniej kwarcie, a w całym meczu 15/40 z gry i tylko jedna trójka z siedmiu rzutów to za mało. Jednak to nie jest jedyny problem Lakers w tym meczu, a może i całym sezonie.

Problemem numer jeden jest ławka, która potrzebuje wzmocnień – Quinn Cook, Troy Daniels, Kentavious Caldwell-Pope, Jared Dudley i Dwight Howard. Nawet na papierze nie wyglądają dobrze i jest ogromna dysproporcja pomiędzy pierwszym składem a drugim. Na ich nieszczęście, ławka Clippers jest najsilniejsza w Lidze. Werdykt w pierwszym meczu brutalny – aż 60-19 dla Clippers! Zresztą spójrzmy na wykonawców – JaMychal Green, Moe Harkles, Montrezl Harell, Lou Williams; atak, obrona, zbiórek, punkty, trójki. Lakers nawet nie próbują wykorzystywać ofensywie zamienników bo 7 na 21 rzutów to nic. Świetny debiut Dannego Greena – 28 punktów (w tym 7 na 9 za trzy) nie będzie zdarza się co mecz. Diagnoza dotycząca słabej ławki jest jedną – za dużo oddano za Anthony Davisa:

Anthony Davis <=> Lonzo Ball, Brandon Ingram, Josh Hart i trzy pierwszorundowe picki (w tym pick nr 4 w najbliższym drafcie)

Dzisiaj GMowie drużyn to (w większości) wytrawni stratedzy, więc w pewnym momencie trzeba podejmować decyzje decydujące o losach organizacji. Najlepsi zawodnicy zdobywają mistrzostwo dlatego, aby wykorzystać ostatnie mocne lata LeBrona Jamesa trzeba było zaryzykować. W przeciwnym razie Lakers balansowaliby na granicy play-off. Wiadomo, że sezon 35-47 raczej by się nie powtórzył, bo była kontuzja LBJ, a doszłoby zgranie, lepszy trener, rozwój młodych zawodników, ale brak kluczowego ruchu oznaczałoby stracenie szansy na tytuł mając w składzie drugiego zawodnika w historii ligi, przecież nawet Cleveland potrafili zbudować skład wokół Króla. Dlatego teraz Lakers muszą lobbować po najlepszych zwalnianych zawodników, choćby Andre Iguodalę z Memphis Grizzlies, jak w końcu zostaną ustalone warunki zakończenia współpracy. Muszą także czekać na 15 grudnia, kiedy zawodnicy podpisani w lecie przestaną być chronieni i będą mogli być elementem wymian. Wiadomo, że kontuzjowany jest Kyle Kuzma, nie zagrał Rajon Rondo ale nie będzie to większy upside niż kontuzjowany Paul George. Dlatego do dzieła Panie Rob Pelinka.

Zion odpocznie do grudnia, czyli (jeszcze) musimy poczekać na zawodnika, który najbardziej elektryzuje ligę

Problemy z kolanem Ziona Williamsona, to na kilka godzin przed startem ligi powinien być najgorętszy temat w lidze. Powinien, ale jest tuszowany w kategorii historii sezonu. W końcu mowa o (TUTAJ):

Sezon NCAA zmienił wszystko, niesamowita atletyczność Ziona, spektakularne akcje coast to coast i dynamiczne wsady sprawiły, że oglądaliśmy być może najlepszego zawodnika w historii NCAA. Drugiego LeBrona Jamesa, choć ten, gdy przychodził ze szkoły średniej nie imponował fizycznością. Williamson przy wzroście 201 cm wzrostu waży 129 kg i ma ciało atlety. Dominował w szkole średniej i na uniwersytecie nad rówieśnikami siłą i zwinnością, tymczasem w NBA zderzy się z fizycznością na kosmicznym poziomie.

Zion zagrał tylko w jednym meczu Ligi Letniej po czym ogłoszono, że ma problemy z kolanem i opuścił resztę spotkań. Temat jego zdrowia był dyskutowany podczas rozwalonego buta w NCAA, a potem w lidze letniej, w której (TUTAJ):

Zion w dziewięć minut zaliczył 11 punktów, ale w tym czasie był -15 na parkiecie i dał się czterokrotnie zablokować.

W meczu przedsezonowym grał wspaniale – Pelicans wygrali wszystkie mecze, a ich debiutant notował przeciętnie notował – 27,3 pkt., 6.5 zb. ze skutecznością 71%. Trafił nawet jedną trójkę, która była szeroko komentowana, niczym heroiczny występ jakiegoś superstara. Ameryka zwariowała. Tymczasem Williamson poddał się zabiegowi artroskopii w prawym kolanie i odpocznie około 6 do 8 tygodni. Czyli najwcześniej wróci w połowie grudnia! ponownie pojawiły się głosy o konieczności zrzucenia jego masy, co na pewno wpłynie na jego atletyzm, ale jest jedyną drogą, aby nie podzielił on losów choćby Grega Odena. Najczarniejszy scenariusz wygląda na początku tak samo – przed samym sezonem kontuzja. Dlatego NBA robi dobrą minę, bo czekamy na numer jeden draftu, ale wszyscy znamy historię Odena.

Jabari Parker – od przyszłego członka galerii sław do szóstego gracza

Fatalnie toczy się kariera Jabariego Parkera. Wybrany z numerem dwa w drafcie w 2014 roku, miał być nowym Carmelo Anthonym, elitarnym strzelcem i członkiem galerii sław. Jednak już po rozegraniu 25 meczów debiutanckiego sezonu zerwał ACL w lewym kolanie i pauzował do końca rozgrywek. O skali jego talentu (w co dziś trudno uwierzyć), świadczy fakt, że w tamtych czasach to Parker uchodził za najzdolniejszego z graczy Bucks, a przecież w składzie był już wybrany rok wcześniej z numerem 15 Giannis Antoutekumpo. W trzecim sezonie, Parker zerwał ponownie ten sam ACL i pauzował cały rok. Do momentu kontuzji rozegrał 50 spotkań rzucając przeciętnie 20 punktów. W Bucks po raz pierwszy od lat wszystko działało – dwójka młodych liderów, pozyskanie z draftu Malcolma Brogdona (finalnie debiutant sezonu), a w składzie był m.in. Khris Middleton, co zaowocowało pierwszym od czterech lat awansem do play-off. Druga poważna kontuzja kolana młodego zawodnika sprawiła, że Bucks przestali wierzyć w Parkera, który wrócił w sezonie 2017/18 notując w 31 meczach przeciętnie 12,6 punktu, 4,9 zbiórki, a po został zastrzeżonym wolnym agentem.

Chicago Bulls zaproponowało mu dwuletnią umowę za 40 mln dolarów 1+1 (opcja drużyny), której Bucks nie wyrównali. GM Bucks Jon Horst nie zaryzykował z Parkerem, a kolejne jego posunięcia m.in podpisanie przed sezonem trenera Mike’a Budoholzera, podpisanie Brooka Lopeza, dodanie w trakcie sezonu Nikoli Miroticia i George’a Hilla przyniosły ogromny progres – z drużyny na 44 zwycięstwa, wygrali aż 60 (najwięcej w lidze), za co zasłużenie Horst otrzymał tytuł Managera Roku.

Tymczasem Parker wylądował w Bulls, u których już w grudniu wypadł z rotacji. Bulls mieli wtedy bilans 6-23 i potrzebowali głębokich zmian, dlatego po rozegraniu w styczniu kolejnych 10 spotkań Parker zmienił klub – w wymianie wspólnie z Bobbym Portisem trafił do Wizards, a w zamian do Bulls przyszedł Otto Porter Jr. Porter to dużo lepszy obrońca i lepszy fit dla Lauri Markanena, którym wiążą przyszłość. Wizards otrzymali oszczędności – oddali Portera (i jego znaczą umowę) w zamian za dwa kończące się kontrakty. Wizards nie planowali przedłużać kontraktu z Parkerem, który po pięciu latach trafił po raz drugi na rynek wolnych agentów.

Kilka dni temu, z okazji skorzystała Atlanta Hawks proponując mu 13 milionów za dwa lata 1+1 (opcja zawodnika). Propozycja wygląda mizernie porównując z kontraktem Andrew Wigginsa, z którym był przez lata porównywany (147 mln dolarów za pięć lat). Ale Wiggins przez pierwsze pięć sezonów opuścił zaledwie dziesięć spotkań, w których bądźmy szczerzy, także nie pokazał pełni możliwości. Dwa pierwsze numery draftu 2014 zawiodły i z różnych przyczyn nie spełniły ogromnych oczekiwań. Jabari Parker trafił do organizacji, która jest budowana w oparciu o utalentowanych zawodników z draftu Cam Reddish, DeAndre Hunter (draft 2019), Trae Young, Kevin Huerter (2018), John Collins (2017) i za dwa sezony Hawks powinni awansować do play-off. Dla Parkera szykowana jest rola szóstego gracza, o ile ominą go kontuzje, które zniszczyły mu karierę.

Jerry West superstar

W najlepszej lidze świata, gwiazdy mamy nie tylko na parkiecie czy na ławce trenerskiej. Mamy je także w klubowych gabinetach, a z dalszej perspektywy to czołowi właściciele, dyrektorzy czy managerowie kształtują układ ligi. Bo to, co dzieje się na boisku to jedynie efekt działań zakulisowych. Weźmy za przykład Warriors 2016. Kto bardziej przysłużył się do mistrzostwa – Kevin Durant, Steve Kerr czy Jerry West? Dołączając do zespołu 73-9 Durant położył na stół swoje legacy, poszedł na łatwiznę – takie opinie towarzyszyły mu przez trzy lata gry w Oakland. Za transferem stał Jerry West, który sprytnie wykorzystał zwiększenie salary cup, aby dodać do swojej drużyny najlepszego dostępnego zawodnika.

NBA z zasady jest sprawiedliwa. Drużyny mają do wydania tyle samo pieniędzy w ramach salary cup i mają nagrody pocieszenia w postaci szansy na wyższy wybór w drafcie. Pomijając kwestie wielkości rynków, podatków czy historii, sprawny manager jest wyróżnikiem, w którym kierunku idzie drużyna. Często o tym zapominamy i gdy na końcu Kawhi Leonard miał opcje trzy opcje:

  • powrót do Raptors i walka o obronę tytułu,
  • połączenie sił z LeBronem Jamesem i stworzenie trio z Anthony Davisem,
  • podpisanie kontraktu z Clippers.

Kawhi wybrał to ostatnie, bo Jerry West załatwił to, na czym mu zależało najbardziej. W NBA w jednej chwili wybuchły dwie bomby:

  • podpisanie umowy MVP finałów z klubem z Los Angeles i to nie tym w barwach złota i purpury,
  • do Clippers dołącza Paul George, czyli potencjalnie najlepszy fit dla Leonarda, znakomity po obu stronach parkietu.

Kawhi chciał iść po swoje, nie chciał obierać drogi Duranta, aby kwestionować jego legacy. Po transferze do Raptors udowodnił wszystkim jak bardzo Spurs zepsuli sprawę jego kontuzji. Wtedy wykorzystał to Masai Ujiri, inny czołowy manager. Leonard nie wiązał przyszłości z Raptors, ale spotkał na miejscu utalentowanych zawodników i wycisnął maksa z rocznego pobytu. W tej transakcji opłacało się to managerowi i zawodnikowi, który wtedy marzył o Los Angeles, o powrocie do Kalifornii, gdzie się wychował. Oczywiście zawsze ma znaczenie rynku w którym zawodnik gra, a także organizacja. Ponad pięć dni czekaliśmy na decyzję, bo podobno warunkiem było pozyskanie innej gwiazdy i podobno Leonard osobiście namawiał na transfer Paula George’a, który poprosił o transfer. George też wychował się w Kalifornii i marzył o grze w Lakers.

Jerry West w dwa lata pracując jako konsultant przebudował trio Chris Paul/Blake Griffin/DeAndre Jordan w duet Kawhi Leonard/Paul George i tylko w jednym sezonie przebudowy opuścił play-offy. Wcześniej w podobnej roli przekonał wspomnianego Duranta do wygrania mistrzostwa w Warriors, zbudował pierwsze play-offy dla Memphis za otrzymał nagrodę najlepszego managera w lidze, pozyskał w wymianie z Hornets Kobe Bryanta, a z rynku wolnych agentów podpisał Shaquille’a O’Neala, któremu marzyło się LA. West potrafi dawać gwiazdom to, czego chcą. Dlatego, gdy był na horyzoncie MVP, zagrał vs banque oddając sześć przyszłych wyborów w drafcie oraz dwóch zawodnikow: Shaia Gilgeousa- Alexandera i Danilo Gallinariego. Pozyskany w ten sposób Paul George oprócz powrotu do domu, zagra o tytuł. Dotychczas w barwach Pacers i Thunder najdalej dotarł (dwukrotnie) do finału konferencji. Pod wodzą Franka Vogela przegrał wtedy z drużyną LeBrona Jamesa, którzy połączyli siły w Lakers. Podtekstów meczów w sezonie regularnym (i kilku serii play-off) będzie wiele, w końcu dla jednych Kawhi Leonard uchodzi obecnie za najlepszego zawodnika ligi, a dla innych nadal jest nim Lebron James. Wszystkich w kilku ostatnich dniach przyćmił Jerry West, 81 letni superstar.

A może to RJ Barrett będzie debiutantem roku?

Zion Williamson zdominował draft i rozważania o debiutantach, nikt inny się nie liczył w wyborze numeru pierwszego, a przecież rok temu, po szkole średniej to RJ Barrett był typowany do jedynki. Sezon NCAA zmienił wszystko, niesamowita atletyczność Ziona, spektakularne akcje coast to coast i dynamiczne wsady sprawiły, że oglądaliśmy być może najlepszego zawodnika w historii NCAA. Drugiego LeBrona Jamesa, choć ten, gdy przychodził ze szkoły średniej nie imponował fizycznością. Williamson przy wzroście 201 cm wzrostu waży 129 kg i ma ciało atlety. Dominował w szkole średniej i na uniwersytecie nad rówieśnikami siłą i zwinnością, tymczasem w NBA zderzy się z fizycznością na kosmicznym poziomie. W dodatku, każdy jego krok będzie śledzić cały koszykarski świat, widać to było dzisiejszej nocy, kiedy na trybunach zasiedli LeBron James, Anthony Davis, DeMar DeRozan, Donovan Mitchell czy Floyd Mayweather. Każdy chce zobaczyć następce LeBrona Jamesa, który po rozegraniu dziewięciu minut, zszedł z kontuzją kolana. Może to drobnostka, ale trener Alvin Gentry nie chciał ryzykować. Nie możemy zatem rozstrzygnąć wyniku pojedynku dwóch kolegów z Duke i nowych gwiazd ligi. Zion w dziewięć minut zaliczył 11 punktów, ale w tym czasie był -15 na parkiecie i dał się czterokrotnie zablokować. Z kolei RJ Barrett rozegrał 25 minut notując 10 punktów na słabej skuteczności 4 z 18 rzutów.

Rywalizację Williamsona z Barrettem porównuje się do tej z 2003 kiedy LeBron James i Carmelo Anthony wchodzili do ligi. W 2014 mieliśmy z dwoma pierwszymi wyborami Andrew Wigginsa i Jabariego Parkera, jednak porównując skalę talentu i oczekiwań do faktycznej gry, para nie spełniła oczekiwań. Jeden nie został nowym Jamesem, a drugi Anthonym, a z perspektywy czasu, najlepszy w drafcie był wybrany z numerem trzecim Joel Embiid. Z kolei w 2007, gdy wybierany był Greg Oden przez Kevinem Durantem, było to dla wszystkich logiczne. W finałowym meczu rozgrywek NCAA (przegranym), Oden zanotował 25 punktów, 12 zbiórek i 4 bloki przeciwko duetowi Joakim Noah i Al Horford. Oden nie zadebiutował w pierwszym sezonie 2007/2008, gdyż przed startem był już po pierwszej operacji prawego kolana. Po rozegraniu dość przeciętnego sezonu debiutanckiego, w kolejnym kontuzjował drugie kolano kończąc w zasadzie karierę. 61 spotkań w pierwszym roku (przez lokaut sezon był skrócony), 6 meczów w play-off i 21 meczów w drugim roku. W grudniu 2009 Oden miał niespełna 22 lata (nie licząc epizodu w Heat cztery sezony później) i koniec kariery. Ogromny talent mierzący 213 cm, ważący 113 kg obecnie jest wymieniany jako największe rozczarowanie w historii draftów. Warto pamiętać tę historię spoglądając na zawodników bazujących na fizyczności. Williamson jest duży, prawdopodobnie za duży. Na uniwersytecie miał ogromną przestrzeń do gry, wielkie zainteresowanie i przewagę siły. W rywalizacji z czołowymi PF ligi będzie miał przeciwko sobie wspaniałych atletów (Anthonego Davisa, Blake`a Griffina, Draymonda Greena, LaMarcusa Aldridge`a czy Giannisa Antetokounmpo) lub zawodników, którzy wcześniej grali na trójce i będą od niego szybsi (LeBron James, Kevin Durant, Paul George). Zion będzie miał problem z wejściem do ligi – znalazłem miejsca dla siebie na parkiecie i w drużynie. Bo na jakiej pozycji ma grać? kogo kryć? W dodatku, po transferze Davisa (TUTAJ) ma zostać liderem Pelicans, a porażki i słabsze występy będą szeroko komentowane. Z kolei Barrett musi zbudować dopiero sylwetkę, ponieważ przy wzroście 201 cm waży 92 kg. Nie powinno być to aż takim problemem jak 10-20 lat temu, co pokazał przed rokiem Trae Young z Atlanty. Barrett to zawodnik ofensywny porównywany do Tracy McGradego czy DeMara DeRozana, który musi popracować nad rzutem za trzy punkty. Trafił do słabej organizacji, gdzie nie będzie miał oczekiwań w postaci zwycięstw, coś jak Young rok temu.

David Griffin w Pelicans zebrał ekscytujący zespół, który z Williamsonem na poziomie 20/10 powalczy o play-offy:

Zion (nr 1 draftu),
Jrue Holiday (czołowy defensor ligi),
E’Twaun Moore, Jahlil Okafor,
Lonzo Ball, Brandon Ingram i Josh Hart (pozyskani z wymiany Davisa),
J.J. Redick i Derrick Favors (wolni agenci)
Nicolo Melli (czołowy zawodnik Euroligi)

Jeśli się uda, Zion będzie debiutantem sezonu. Jeśli nie, być może zwycięży kręcenie efektownych cyferek w Knicks.