Wczesne wybory do All-Star 2020

Jak co roku rozpoczęły się wybory do meczu gwiazd, przykładem poprzedniego sezonu (TUTAJ) moje składy All Star zaczynam od bilansu drużyn, bez podziału na konferencje:

Milwaukee Bucks 85,3%
Los Angeles Lakers 78,8%
Miami Heat 75,0%
Boston Celtics 73,3%
Denver Nuggets 71,9%
LA Clippers 67,6%
Houston Rockets 66,7%
Toronto Raptors 66,7%
Philadelphia 76ers 65,7%
Dallas Mavericks 65,6%
Indiana Pacers 63,6%
Utah Jazz 62,5%

Z tych drużyn powinniśmy wybrać po jednym zawodniku, którzy z uwagi na bilans powinien wystąpić w hali United Center w Chicago. Mi wychodzi kolejno: Giannis Antetokounmpo, LeBron James, Jimmy Butler, Jason Tatum, Nikola Jokić, Kawhi Leonard, James Harden, Pascal Siakam, Joel Embiid, Luka Doncic, Domatas Sabonis i Donovan Mitchell. Po prostu uważam, że na pewnym poziomie powinniśmy docenić zawodników za liderowanie drużynom, które mają dobry bilans. Stąd nieoczywiste wybory Tatuma, Jokicia (dużo słabiej niż sezon temu) i Sabonisa. Dopiero później powinniśmy wziąć pod uwagi inne aspekty, także kwestie marketingowe. Bo wielka scena koszykówki jaką jest NBA to przede wszystkim marketing na poziomie TOP.

Na wschodzie więcej mamy dobrych wysokich, albo jak kto woli słabość niskich zawodników. Ale dzisiaj, jeśli liderem drużyny wschodu jest guard, to najczęściej jest to drużyna poza play-off. Niemniej jednak, za postawę zespołów nominuję Jaylena Browna, Spencera Dinwiddie i Kyle’a Lowry. Celtics, Nets i Raptors to czołowe drużyny konferencji i Ci zawodnicy wyróżniają się na tyle, że dwójka z nich powinna zadebiutować w meczu gwiazd. Skład w przypadku guardów uzupełniam dwójką Bradley Beal i Trae Young, ale bynajmniej nie są to końcowe wybory. Raczej wychodzi to z przyjętej metodyki. Przy wysokich wskazałem Antetokounmpo, Butlera, Siakama, Embiida, Sabonisa i dodatkowo dołączam Andre Drummonda, który dominuje strefę podkoszową na poziomie 17 pkt. i 16 zb., choć plotki z nocy mówią, że wkrótce zmieni on klub. Skład na wschodzie mam następujący:

Trae Young, Jimmy Butler, Pascal Siakam, Giannis Antetokounmpo, Joel Embiid + Spencer Dinwiddie, Kyle Lowry, Bradley Beal, Jason Tatum, Jaylen Brown, Domatas Sabonis i Andre Drummond.

Sporo debiutantów, ale układ na wschodzie się zmienia, dochodzą młodzi zawodnicy, a duet Kyrie Irving / Kevin Durant jest kontuzjowany. Nie widzę drugiego zawodnika z Bucks i Sixers, najlepszych drużyn, które są drużynami swoich liderów, a nominowani rok wcześniej Khris Middleton i Ben Simmons grają w tym roku słabiej. Choć w ich przypadku zadecydować może marketing.

Na zachodzie najważniejsi zawodnicy zostali nominowani z klucza, oprócz Anthonego Davisa (to już siedmiu graczy), ale dobrać do nich zamienników jest bardzo trudno. Ogromna rywalizacja na wszystkich pozycjach sprawia, że szukamy zawodników, którzy na wschodzie graliby w pierwszej piątce. Takimi zawodnikami byliby z pewnością Damian Lillard i Paul George. Myślę, że już czas powołać do meczu gwiazd Rudy Goberta, który mimo wielu wyróżnień jako defensor, nigdy nie zagrał nigdy w takim meczu. A skład uzupełniają dwa kontrowersyjne wybory – Russell Westbrook, który w ostatnich tygodniach gra na wysokim poziomie oraz Karol-Anthony Towns, wykręcający znakomite cyferki (26 pkt., 12 as.) w słabej Minnesocie. Podobnie jak w przypadku Drummonda, także z nim mamy transferowe doniesienia i niewykluczone, że tutaj także dojdzie do wymiany. Skład mam następujący:

Luka Doncić, James Harden, Kawhi Leonard, LeBron James, Anthony Davis + Donovan Mitchell, Damian Lillard, Russell Westbrook, Paul George, Rudy Gobert, Karl-Anthony Towns i Nikola Jokić.

Dużo więcej marketingu, czyli wybory uznanych zawodników, debiutantami byłaby dwójka z Utah, KAT oraz oczywiście Luka Doncić. W przeciwieństwie do wschodu, najlepsze kluby (Lakers, Clippers, Rockets, Jazz) mają po dwóch zawodników, a drużyn poza ósemką mam tylko Townsa.

Jedynym rozwiązaniem dla Spurs są wymiany

San Antonio Spurs rozpoczęli sezon 2019/20 z nadziejami na kolejny awans do play-off. W zeszłym sezonie wygrali 48 spotkań, wraca po kontuzji Dejounte Murray – najlepszy rozgrywający, który opuścił cały sezon. W jego miejsce do piątki wszedł drugoroczniak Derrick White, który grał nierówno, ale skalę talentu pokazał w trzecim meczu play-off, kiedy rzucił 36 punktów oraz zaliczył 5 zbiórek, 5 asyst i 3 przechwyty. To właśnie obecność White`a była największym zaskoczeniem kadry USA w ostatnich mistrzostwach świata i to zaprocentuje w przyszłości. Do tego jedna trójstronna wymiana:

Spurs oddali Davisa Bertansa do Wizards i Nemanję Dangubica do Nets,
Nets oddali DeMarre`a Carrolla do Spurs,
Wizards oddali Aarona White`a do Nets.

I skład na sezon 2019/20 gotowy. Pozyskanie doświadczonego Carrolla to uzupełnienie składu o dobrego obrońcę w typie Spurs. Piątka wygląda srednio na papierze: Dejounte Murray, Bryn Forbes, DeMar DeRozan, LaMarcus Aldridge, Trey Lyles, ale rezerwowi: Derrick White, Patty Mills, Marco Belinelli, DeMarre Carroll, Rudy Gay i Jakub Poltl podwyższają jakość składu, bo mało kto ma taką głębię. Zaczęło się bardzo dobrze – cztery zwycięstwa w pięciu spotkaniach, ale potem przyszła seria dwóch porażek, zwycięstwa i ośmiu porażek. Spurs wygrali jedynie ze słabiakami – Knicks, Wizards, Blazers, Warriors i Thunder, choć i z nimi potrafi przegrać. Mimo łatwego terminarza, po drugim zwycięstwie z Knicks mają bilans 6-11 i zajmują 11 miejsce w konferencji. Patrząc na statystyki, ofensywa działa, ale zawodzi obrona. Zresztą przegrana 132-138 z Wizards pokazuje problem. Do tego dochodzi Gregg Popovich, który nie wytrzymuje ciśnienia, kłoci się z sędziami i po raz pierwszy od dawna jesteśmy w stanie uwierzyć w Spurs bez niego. Zaczynał karierę jako trener 10 grudnia 1996, a pierwszą piątką Spurs byli Avery Johnson, Sean Elliott, Will Perdue, Vinny Del Negro, David Robinson. Dla Robinsona (wtedy superstar) to był pierwszy mecz z sześciu jaki rozegrał w tamtym sezonie, kluczowa była także kontuzja kolana Seana Elliotta (wtedy All-Star) w lutym. Nagle Spurs z drużyny, która wygrała sezon wcześniej 59 zwycięstw stała sie outsiderem. Ale tą historię dobrze znamy – trzeci najgorszy bilans w lidze (20-62) po Grizzlies (14-69) i Celtics (15-67). Grizzlies nie mogli wybierać w pierwszej trójce, a Celtics po loterii spadli na trzecie miejsce. Zwycięzca był tylko jeden – Tim Duncan, jeden z najlepszych zawodników w historii. Celtics wtedy wzięli Chauncey`a Billupsa, a Grizzlies Antonio Danielsa.

Dzisiaj Duncan pełni rolę asystenta i nawet w jednym z meczów był wpisany do protokołu jako pierwszy trener, gdy Pop został zawieszony. I prawdopodobnie przejmie docelowo na stałe rolę jedynki. Natomiast obecna kadra nie daje odpowiedniej jakości – warto byłoby oprzeć drużynę na duecie Murray&White, choć dopiero, gdy zrobimy im miejsce dowiemy się, czy do dobry fit. Takie rozwiązanie oznacza wymianę DeMara DeRozana, a NBA dwa tygodnie temu żyło plotkami jego odejścia do Magic. Aaron Gordon + ktoś z dwójki Evan Fournier/Mohamed Bamba wygląda dobrze, bo Jonathan Isaac jest obecnie nietykalny. To typowa transakcja win/win, Magic zdobywają zawodnika, który będzie rzucać 25 punktów w najsłabszym ataku ligi. Spurs z kolei dostają zawodników, który będą lepsi i będą mogli przygotować się do.. kolejnej wymiany.

LaMarcus Aldridge to wartościowy weteran do contendera – obrona i walka na zbiórkach plus 20 punktów. Owszem, coraz częściej widać, że gra 14 sezon i ma 34 lata, ale przykład jego rówieśnika Marca Gasola i transfer do mistrzowskich Raptors raczej wzmacnia taki ruch. Wymiana do Celtics za Gordona Haywarda to kolejna transakcja win/win. Celtics otrzymują wartościowego podkoszowego (w zeszłym sezonie All-Star), kogoś kto zastąpi Ala Horforda (oprócz trójek) w walce o finał konferencji z Bucks i Sixers. Z kolei Spurs schodzą z dużego kontraktu na inny duży kontrakt, wymieniają starszego zawodnika za górką na młodszego kontuzjowanego, ale to ostatni moment, aby coś wartościowego otrzymać za Aldridge`a.

Jeśli Gregg Popovich zaryzykuje oddając swoje gwiazdy, Spurs będą mogli grać piątką: Dejounte Murray, Derrick White, Gordon Hayward, Aarron Gordon i Mohamed Bamba, która wygląda dobrze względem talentu i wieku. Młodzi Spurs docelowo prowadzeni przez młodego trenera (Duncan) oznacza utrzymanie się na kolejne lata w ósemce. A jeśli rozwiną się talenty Murraya, Bamby, a Hayward powróci do formy z Jazz – może być tylko lepiej. Obawiam się, że jeśli Spurs nie zaryzykują, mogą po raz pierwszy od 22 lat nie wejść do play-off. Jak odlegle to czasy świadczy fakt, że Kobe Bryant był wtedy debiutantem, a Vince Carter grał na uniwerku.

Kyrie jest zmotywowany, a Nets z uśmiechem patrzą na przyszłość

Rzadko się zdarza, że zawodnik w meczu otwarcia rzuca 50 punktów:

Wilt Chamberlain 56 (1962)
Michael Jordan 54 (1989
Michael Jordan 54 (1989)
Elgin Baylor 52 (1959)
Michael Jordan 50 (1986)

Nigdy też w historii w debiucie w nowej drużynie zawodnik nie zdobył połowy setki. Tak, Kyrie Irving ma coś do udowodnienia. Po pierwsze, że nadaje się na lidera, a po drugie, że porzucił Celtics. To nie pierwszy raz, gdy musi udowodnić jedno albo drugie, przecież tuż po drafcie wchodził w buty Lebrona w Cleveland, a gdy zażądał wymiany, by iść po swoje, miał być samodzielnym liderem w Celtics. Co ciekawe, nie jest dobrze wspominany w jednej i drugiej drużynie, gdzie psuł różnymi decyzjami, czasem także kontuzjami misternie plany tych organizacji.

I nagle na białym koniu wjeżdża w Brooklyn Nets, gdzie zastąpić ma DeAngelo Russella, gdzie szykują się do podboju ligi za rok. Ten ma być zgrywaniem i przeczekaniem, ale Kyrie w formie z meczu otwarcia będzie ciągnąć drużynę. Mimo swoich decyzji, dotychczas nie był wymieniany bez jego wiedzy, a przecież był elementem plotek. Żył w bance, a później następowało brutalne zderzenie z rzeczywistością. W Nets nie będzie w tym sezonie dużych oczekiwań, głównie play-offy, może druga runda ale bez fajerwerków. Liczą się przed wszystkim Bucks, Sixers i Celtics. Nets z drugiego rzędu są z większą pula drużyn, gdzie każda ma apetyty na play-off: Pacers, Raptors, Magic, Heat, Pistons. Rywale biorąc pod uwagę dotychczasową grę o wysokie cele, niezbyt mocni. Bo dotychczas Kyrie po prostu był w play-off. W Nets trafił na grono młodych zawodników, dla których sam awans w zeszłym sezonie do gier posezonowych był olbrzymim sukcesem. Nie licząc weteranów jak DeAndre Jordan, Kyrie ma być dla nich liderem, przewodnikiem przez karierę i zawodnikiem, do którego trafiają decydujące akcje. Tego chciał Kyrie mniej więcej od Mistrzostw Świata 2014, kiedy został MVP. Jak pokazał pierwszy mecz, nie zawsze będzie mu się udawało – z Minnesotą nie trafił decydującego rzutu w Barclays Center i gospodarze przegrali.

Publiczność była za nim od początku, żywiołowo reagowała przy każdym kontakcie z piłką. Liczą oni, że z Kyrie powróci najlepszy czas z 2002 i 2003, kiedy grali w finale NBA. Tym razem drużyna nie jest oparta o doświadczonych zawodników, których kariera zmierza ku końcowi, jak ta z 2014 (Deron Williams, Shaun Livingston, Joe Johnson, Paul Pierce, Kevin Garnett). Wtedy dotarli do półfinałów konferencji, rok później odpadli w pierwszej rundzie i musieli czekać trzy sezony kolejny awans do play-off, ten z zeszłego sezonu. Dzisiaj Taurean Prince, Caris LeVert, Jarrett Allen, Joe Harris i Spencer Dinwiddie to zawodnicy zdecydowanie przed swoją „górką”, którzy prowadzeni przez Kyrie Irvinga patrzą z uśmiechem w przyszłość. I to nie tylko dlatego, że za rok dołączy do nich Kevin Durant.

Skład Lakers został rozjechany – bez wzmocnień ławki ani rusz

Pierwszy mecz sezonu regularnego pomiędzy Clippers a Lakers to coś więcej niż derby Miasta Aniołów. Coś więcej niż debiuty w nowych drużynach Kawhi Leonarda i Anthony Davisa. To pierwsza weryfikacja tego, co znakomicie zapowiada nowy sezon i być może finały NBA.

Oczywiście sezon jest długi, wiele się może wydarzyć – od kontuzji po zmiany kadrowe. Ale jeśli w pierwszym meczu dominuje Kawhi to wiesz, że ustawianie Clippers na szczycie konferencji zachodniej w różnych zabawach i typach ma sens. Zresztą dlaczego by nie miało, Kawhi dominował w play-off i `tylko’ zmienił klub, nie wydarzyło się nic, co miałoby zmienić jego pozycje najlepszego zawodnika ligi, jak od czerwca zaczęliśmy go nazywać. Lebron James, który od co najmniej 10 lat miał ten tytuł, tym razem był nieco w cieniu Kawhia. Siedem trafionych rzutów z rzędu i 30 punktów vs ostatnie punkty spotkania LeBrona na na 8 min i 51 sekund przed końcem. Mimo klasycznych statystyk dla Króla w okolicach triple double (18/10/8) wiadomo, kto wygrał ten pojedynek. Zresztą nie tylko LeBron zniknął pod koniec – Anthony Davis nie trafił żadnego kosza w czwartej kwarcie. Dlatego statystyki potencjalnie najlepszego duetu w Lidze, czyli dwa punkty w ostatniej kwarcie, a w całym meczu 15/40 z gry i tylko jedna trójka z siedmiu rzutów to za mało. Jednak to nie jest jedyny problem Lakers w tym meczu, a może i całym sezonie.

Problemem numer jeden jest ławka, która potrzebuje wzmocnień – Quinn Cook, Troy Daniels, Kentavious Caldwell-Pope, Jared Dudley i Dwight Howard. Nawet na papierze nie wyglądają dobrze i jest ogromna dysproporcja pomiędzy pierwszym składem a drugim. Na ich nieszczęście, ławka Clippers jest najsilniejsza w Lidze. Werdykt w pierwszym meczu brutalny – aż 60-19 dla Clippers! Zresztą spójrzmy na wykonawców – JaMychal Green, Moe Harkles, Montrezl Harell, Lou Williams; atak, obrona, zbiórek, punkty, trójki. Lakers nawet nie próbują wykorzystywać ofensywie zamienników bo 7 na 21 rzutów to nic. Świetny debiut Dannego Greena – 28 punktów (w tym 7 na 9 za trzy) nie będzie zdarza się co mecz. Diagnoza dotycząca słabej ławki jest jedną – za dużo oddano za Anthony Davisa:

Anthony Davis <=> Lonzo Ball, Brandon Ingram, Josh Hart i trzy pierwszorundowe picki (w tym pick nr 4 w najbliższym drafcie)

Dzisiaj GMowie drużyn to (w większości) wytrawni stratedzy, więc w pewnym momencie trzeba podejmować decyzje decydujące o losach organizacji. Najlepsi zawodnicy zdobywają mistrzostwo dlatego, aby wykorzystać ostatnie mocne lata LeBrona Jamesa trzeba było zaryzykować. W przeciwnym razie Lakers balansowaliby na granicy play-off. Wiadomo, że sezon 35-47 raczej by się nie powtórzył, bo była kontuzja LBJ, a doszłoby zgranie, lepszy trener, rozwój młodych zawodników, ale brak kluczowego ruchu oznaczałoby stracenie szansy na tytuł mając w składzie drugiego zawodnika w historii ligi, przecież nawet Cleveland potrafili zbudować skład wokół Króla. Dlatego teraz Lakers muszą lobbować po najlepszych zwalnianych zawodników, choćby Andre Iguodalę z Memphis Grizzlies, jak w końcu zostaną ustalone warunki zakończenia współpracy. Muszą także czekać na 15 grudnia, kiedy zawodnicy podpisani w lecie przestaną być chronieni i będą mogli być elementem wymian. Wiadomo, że kontuzjowany jest Kyle Kuzma, nie zagrał Rajon Rondo ale nie będzie to większy upside niż kontuzjowany Paul George. Dlatego do dzieła Panie Rob Pelinka.

Zion odpocznie do grudnia, czyli (jeszcze) musimy poczekać na zawodnika, który najbardziej elektryzuje ligę

Problemy z kolanem Ziona Williamsona, to na kilka godzin przed startem ligi powinien być najgorętszy temat w lidze. Powinien, ale jest tuszowany w kategorii historii sezonu. W końcu mowa o (TUTAJ):

Sezon NCAA zmienił wszystko, niesamowita atletyczność Ziona, spektakularne akcje coast to coast i dynamiczne wsady sprawiły, że oglądaliśmy być może najlepszego zawodnika w historii NCAA. Drugiego LeBrona Jamesa, choć ten, gdy przychodził ze szkoły średniej nie imponował fizycznością. Williamson przy wzroście 201 cm wzrostu waży 129 kg i ma ciało atlety. Dominował w szkole średniej i na uniwersytecie nad rówieśnikami siłą i zwinnością, tymczasem w NBA zderzy się z fizycznością na kosmicznym poziomie.

Zion zagrał tylko w jednym meczu Ligi Letniej po czym ogłoszono, że ma problemy z kolanem i opuścił resztę spotkań. Temat jego zdrowia był dyskutowany podczas rozwalonego buta w NCAA, a potem w lidze letniej, w której (TUTAJ):

Zion w dziewięć minut zaliczył 11 punktów, ale w tym czasie był -15 na parkiecie i dał się czterokrotnie zablokować.

W meczu przedsezonowym grał wspaniale – Pelicans wygrali wszystkie mecze, a ich debiutant notował przeciętnie notował – 27,3 pkt., 6.5 zb. ze skutecznością 71%. Trafił nawet jedną trójkę, która była szeroko komentowana, niczym heroiczny występ jakiegoś superstara. Ameryka zwariowała. Tymczasem Williamson poddał się zabiegowi artroskopii w prawym kolanie i odpocznie około 6 do 8 tygodni. Czyli najwcześniej wróci w połowie grudnia! ponownie pojawiły się głosy o konieczności zrzucenia jego masy, co na pewno wpłynie na jego atletyzm, ale jest jedyną drogą, aby nie podzielił on losów choćby Grega Odena. Najczarniejszy scenariusz wygląda na początku tak samo – przed samym sezonem kontuzja. Dlatego NBA robi dobrą minę, bo czekamy na numer jeden draftu, ale wszyscy znamy historię Odena.

Jabari Parker – od przyszłego członka galerii sław do szóstego gracza

Fatalnie toczy się kariera Jabariego Parkera. Wybrany z numerem dwa w drafcie w 2014 roku, miał być nowym Carmelo Anthonym, elitarnym strzelcem i członkiem galerii sław. Jednak już po rozegraniu 25 meczów debiutanckiego sezonu zerwał ACL w lewym kolanie i pauzował do końca rozgrywek. O skali jego talentu (w co dziś trudno uwierzyć), świadczy fakt, że w tamtych czasach to Parker uchodził za najzdolniejszego z graczy Bucks, a przecież w składzie był już wybrany rok wcześniej z numerem 15 Giannis Antoutekumpo. W trzecim sezonie, Parker zerwał ponownie ten sam ACL i pauzował cały rok. Do momentu kontuzji rozegrał 50 spotkań rzucając przeciętnie 20 punktów. W Bucks po raz pierwszy od lat wszystko działało – dwójka młodych liderów, pozyskanie z draftu Malcolma Brogdona (finalnie debiutant sezonu), a w składzie był m.in. Khris Middleton, co zaowocowało pierwszym od czterech lat awansem do play-off. Druga poważna kontuzja kolana młodego zawodnika sprawiła, że Bucks przestali wierzyć w Parkera, który wrócił w sezonie 2017/18 notując w 31 meczach przeciętnie 12,6 punktu, 4,9 zbiórki, a po został zastrzeżonym wolnym agentem.

Chicago Bulls zaproponowało mu dwuletnią umowę za 40 mln dolarów 1+1 (opcja drużyny), której Bucks nie wyrównali. GM Bucks Jon Horst nie zaryzykował z Parkerem, a kolejne jego posunięcia m.in podpisanie przed sezonem trenera Mike’a Budoholzera, podpisanie Brooka Lopeza, dodanie w trakcie sezonu Nikoli Miroticia i George’a Hilla przyniosły ogromny progres – z drużyny na 44 zwycięstwa, wygrali aż 60 (najwięcej w lidze), za co zasłużenie Horst otrzymał tytuł Managera Roku.

Tymczasem Parker wylądował w Bulls, u których już w grudniu wypadł z rotacji. Bulls mieli wtedy bilans 6-23 i potrzebowali głębokich zmian, dlatego po rozegraniu w styczniu kolejnych 10 spotkań Parker zmienił klub – w wymianie wspólnie z Bobbym Portisem trafił do Wizards, a w zamian do Bulls przyszedł Otto Porter Jr. Porter to dużo lepszy obrońca i lepszy fit dla Lauri Markanena, którym wiążą przyszłość. Wizards otrzymali oszczędności – oddali Portera (i jego znaczą umowę) w zamian za dwa kończące się kontrakty. Wizards nie planowali przedłużać kontraktu z Parkerem, który po pięciu latach trafił po raz drugi na rynek wolnych agentów.

Kilka dni temu, z okazji skorzystała Atlanta Hawks proponując mu 13 milionów za dwa lata 1+1 (opcja zawodnika). Propozycja wygląda mizernie porównując z kontraktem Andrew Wigginsa, z którym był przez lata porównywany (147 mln dolarów za pięć lat). Ale Wiggins przez pierwsze pięć sezonów opuścił zaledwie dziesięć spotkań, w których bądźmy szczerzy, także nie pokazał pełni możliwości. Dwa pierwsze numery draftu 2014 zawiodły i z różnych przyczyn nie spełniły ogromnych oczekiwań. Jabari Parker trafił do organizacji, która jest budowana w oparciu o utalentowanych zawodników z draftu Cam Reddish, DeAndre Hunter (draft 2019), Trae Young, Kevin Huerter (2018), John Collins (2017) i za dwa sezony Hawks powinni awansować do play-off. Dla Parkera szykowana jest rola szóstego gracza, o ile ominą go kontuzje, które zniszczyły mu karierę.