Porto musi iść drogą Ajaxu

Odpadnięcie FC Porto w trzeciej rundzie kwalifikacji to sensacja. Oczywiście, nie jest drużyna na miarę tej z 2004, kiedy wygrywała Ligę Mistrzów, ale to uznana firma, niekiedy najlepsza w Europie spoza pięciu najsilniejszych lig. Porto to nie tylko regularny uczestnik Ligi Mistrzów, to także drużyna, która potrafi wyjść z grupy, czasem nawet z pierwszego miejsca, jak w sezonach 2018/19 czy 2014/2015 oraz dwukrotnie w ostatnich pięciu sezonach dojść do ćwierćfinałów. W rankingu UEFA obejmującym ostatnie pięć sezonów, FC Porto zajmuje 10 miejsce, przed 11 Liverpoolem i 12 Chelsea Londyn.

Portugalia jako czołowa liga Europy ma zapewnione miejsce w Lidze Mistrzów na zasadach 1+1, jest także drugim największym zwycięzca zmiany regulaminu o rozstawieniu drużyn, po Rosji, która w rankingu UEFA jest szósta. Kiedyś mieliśmy ranking, który zestawia drużyny w fazie grupowej od 1 do 32 miejsca i dzieli co osiem, tworząc cztery koszyki. Od sezonu 2015/16 mistrzostwie pierwszych ośmiu lig z rankingu jest umieszczanych w pierwszym koszyku niezależnie od punktów, z zastrzeżeniem, że zwycięzca Ligi Mistrzów i zwycięzca Ligi Europy ma gwarantowane miejsce w pierwszym koszyku jeśli nie jest mistrzem w swoim kraju z czołowych lig, kosztem mistrza siódmej i ósmej ligi. Taka reguła obowiązuje od poprzedniego sezonu, a dopiero od drugiego koszyka decyduje ranking. W tym sezonie będziemy mieli takie drużyny w pierwszych dwóch koszykach:

1) FC Liverpool, Chelsea Londyn, FC Barcelona, Manchester City, Juventus Turyn, Bayern Monachium, PSG, Zenit Petersburg,
2) Real Madryt, Atlético Madryt, Borussia Dortmund, Napoli, Szachtar Donieck, Tottenham Hotspur, Ajax Amsterdam (jeśli awansuje), Benfica,

Tym razem mistrzowie Portugalii i Ukrainy, odpowiednio siódmej i ósmej ligi są weryfikowani na podstawie rankingu, co oznacza grę z najlepszymi od fazy grupowej. FC Porto oczywiście nie ma abonamentu na wygrywanie w Primeira Liga, w ostatnich sześciu sezonach wygrała ją tylko raz (a pięc razy Benfica Lizbona), przez co trafiali w eliminacjach, w tzw. ścieżce ligowej na Lille OSC czy AS Romę, które ogrywali, więc odpadnięcie w tym sezonie z Krasnodarem to katastrofa dla klubu. Oczywiście Porto nie ma problemów finansowych, jest stałym dostarczycielem gwiazd do klubowych gigantów i jeden sezon w Lidze Europy wiele nie zmieni. Może to jednak oznaczać, że źródełko z utalentowanymi zawodnikami wysycha. Podobnie miał kilka lat temu Ajax Amsterdam, który nie grał przez trzy sezony w Lidze Mistrzów, ale zmienił politykę transferową i fantastycznie wrócił na salony w poprzednim sezonie. To może być jedyna droga, bo po sprzedaży Édera Militão za 50 mln euro do Realu Madryt, nie ma w kadrze Porto kolejnego młodego i utalentowanego zawodnika za którego Porto mogłoby zainkasować 30-40 milionów euro.

Mistrz Polski gorszy od Mistrza Łotwy

Piast Gliwice w sposób niezrozumiały, żeby zostawić inne epitety, odpadł z europejskich pucharów. A raczej z ich kwalifikacji, bo o meczach rozgrywek grupowych polskie drużyny mogą pomarzyć. Od 2015 nie posiadamy w rozgrywkach grupowych żadnego przedstawiciela. Cztery lata temu po raz ostatni Legia Warszawa i Lech Poznań przebrnęły kwalifikacje do drugiego w kolejności (po Lidze Mistrzów) europejskiego pucharu. Oczywiście, w sezonie 2016/2017 mieliśmy spad z Ligi Mistrzów i grę Legii z Ajaxem Amsterdam w 1/16 Ligi Europy, ale kwalifikację przegrywamy sezon w sezon i to nie z przedstawicielami Hiszpanii, Anglii czy Włoch. Z tymi nie gramy od dawna.

Piast Gliwice, sensacyjny mistrz Polski 2019, rozegrał w kwalifikacjach Ligi Mistrzów i Ligi Europy cztery spotkania – jedno wygrał, jedno zremisował i dwa przegrał. Bilans słaby, szczególnie, że to wczesny etap kwalifikacji. Gdy przyjrzymy się jednak, w jaki sposób toczyły się losy tych meczów, możemy dostrzec wzorzec:

10 lipca 2019, Bate Borysów – Piast
0-1, 36 min,
1-1, 64 min.

17 lipca, Piast – Bate
1-0, 21 min,
1-1, 82 min,
1-2 87 min.

25 lipca, Piast – FC Ryga
0-1, 22 min,
1-1 66 min,
2-1 82 min,
3-1 85 min,
3-2 86 min (samobój).

1 sierpnia, Ryga – Piast 0-1 20 min, 1-1 26 min, 2-1 83 min. Piast prowadził w tych meczach przez 103 minuty, 203 remisował, a przegrywał 54. Sześć bramek (z 14) w dwóch dwumeczach padło w ostatnich ośmiu minutach. Brak przygotowania? rozkojarzenie? FC Ryga to trzykrotny z rzędu mistrz Łotwy, który podobnie jak Piast odpadł w pierwszej rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów. Przegrał z Dundalk FC, czyli klubem z Irlandii, który trzy sezony temu eliminowała Legia.

Zatem do drużyn z Białorusi i Słowacji w tym sezonie, dołączają Łotysze, a po odpadnięciu Lechii Gdańsk z Broendby IF mamy na początku sierpnia tylko jedna drużynę w europejskich pucharach. Przepraszam kwalifikacjach. Nie dziwmy się, że przy publikowaniu nowego rankingu UEFA będziemy na 27 miejscu. Na tym etapie. kluby z Azerbejdżanu, Białorusi mają po dwóch przedstawicieli, a z Norwegi, Szwecji, Izraela nawet trzy. Za nami (jeszcze) w rankingu jest Liechtenstein (30 miejsce), co może dziwić bo to jedyny profesjonalny klub w tym kraju. W pierwszej rundzie Ligi Europy wyeliminował Breiðablik (Islandia), a w drugiej MOL Vidi (Węgry). W trzeciej gra z Eintrachtem Frankfurt i pewnie odpadnie, ale my z takimi drużynami nie gramy od dawna.

Dziwie się ekspertom

Nieoczekiwany Mistrz Polski Piast Gliwice w pierwszej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów zagra z białoruskim BATE Borysów. Rywalem utytułowanym i (dużo) bardziej doświadczonym na europejskich salonach. Salonach, czyli rozgrywkach grupowych, a nie eliminacjach i to we wczesnych rundach. Reforma UEFA sprawiła, że aby awansować do rozgrywek grupowych Piast musi wygrać pięć takich dwumeczów, a w żadnych nie będzie rozstawiony. Mission Impossible? Tak, BATE jest kilka poziomów nad każdą Polską drużyną:

2018/19 – 1/16 Ligi Europy,
2017/18 – rozgrywki grupowe Ligi Europy,
2016/17 – odpadli w eliminacjach LM i LE,
2015/16 – rozgrywki grupowe Ligi Mistrzów,
2014/15 – rozgrywki grupowe Ligi Mistrzów,
2013/14 – odpadli w eliminacjach LM,
2012/13 – 1/16 Ligi Europy,
2011/12 – rozgrywki grupowe Ligi Mistrzów,
2010/11 – 1/16 Ligi Europy,
2009/10 – rozgrywki grupowe Ligi Europy,
2008/09 – rozgrywki grupowe Ligi Europy,

W ostatnich piecu sezonach BATE Borysow potrafili wygrać z AS Roma, 1. FC Koeln czy Athletic Bilbao. Dlatego dziwię się ekspertom piłkarskim, którzy mówią o możliwości sprawienia niespodzianki. Owi eksperci swoje nadzieje opierają na zgraniu, postawie Piasta w rundzie mistrzowskiej oraz magii Waldemara Fornalika. Trochę mało argumentów przeciwko drużynie, która jest regularnie w rozgrywkach pucharowych. Po fenomenalnym sezonie 2016/17 Legia Warszawa, która awansowała do rozgrywek grypowych Ligi Mistrzów, nasz ówczesny Mistrz Polski w kolejnych edycjach był eliminowany przez FK Astanę oraz Spartaka Trnawa. Legia była drużyną bardziej doświadczoną, a jednak przegrywała we wstydliwy sposób. Dlatego bardziej prawdopodobne będzie kolejny blamaż niż sukces Mistrza 26 ligi w Europie. Dlatego dziwie się ekspertom..

Fascynująca ostatnia kolejka Serie A

Za nami fascynująca ostatnia kolejka serie A, w której kilkukrotnie zmieniali się uczestnicy Ligi mistrzów. Przed 38 kolejką, tabela wyglądała następująco (pomijam Juventus i Napoli)

3. Atalanta BC 66 pkt.,
4. Inter Mediolan 66 pkt.,
5. AC Milan 65 pkt

Stawką dzisiejszych meczów był awans do rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów dla trzeciego i czwartego zespołu rozgrywek. Przetasowania zaczęły się już 18 minucie:18 minuta; AC Milan 1-0, tabela:
AC Milan 68 pkt.,
Atalanta BC 67 pkt.,
Inter Mediolan 67 pkt.19 minuta; Atalanta 0-1
AC Milan 68 pkt.,
Inter Mediolan 67 pkt.,
Atalanta BC 66 pkt.23 minuta; Milan 2-0
28 minuta; Milan 2-1
35 minuta; Atalanta 1-1
AC Milan 68 pkt.,
Atalanta BC 67 pkt.,
Inter Mediolan 67 pkt.51 minuta; Inter 1-0
Inter Mediolan 69
AC Milan 68 pkt.,
Atalanta BC 67 pkt.53 minuta; Milan 2-2
Inter Mediolan 69 pkt.,
Atalanta BC 67 pkt.,
AC Milan 66 pkt.53 minuta; Atalanta 2-1
Atalanta BC 69 pkt.,
Inter Mediolan 69 pkt.,
AC Milan 66 pkt.65 minuta; Atalanta 2-1
66 minuta; Milan 3-2
Atalanta BC 69 pkt.,
Inter Mediolan 69 pkt.,
AC Milan 68 pkt.76 minuta; Inter 1-1
Atalanta BC 69 pkt.,
AC Milan 68 pkt.,
Inter Mediolan 67 pkt.81 minuta; Inter 2-1
Atalanta BC 69 pkt.,
Inter Mediolan 69 pkt.,
AC Milan 68 pkt.Bramka strzelona przez Radję Nainggolana w 81 minucie zakończyła pasjonujący wyścig o Ligę Mistrzów, a kibice Interu mogli świętować podwójnie – oprócz awansu, pozbawili czwartego miejsca AC Milan. W dodatku, bramka Belga oznacza spadek do serie B Empoli (w tym meczu Drągowski obronił karnego wykonywanego przez Icardiego).Awans Atalanty do Champions League jest największa niespodzianka w pięciu najsilniejszych ligach. Można ich porównać do Leicester City, przy 130 mln € budżetu, udało im się niemal wszystko. Autorski pomydl Gian Piero Gasperiniego, któremu nie wyszło w Interze (został wyrzucony we wrześniu zaledwie po rozegraniu czterech oficjalnych spotkań, TUTAJ), niskobudżetowe transfery, dopływ młodych wychowanków oraz Duvan Zapata odpaliły w jednym czasie. Ten ostatni był drugi w klasyfikacji strzelców za Fabio Quagliarellą, który w wieku 36 lat zdobył pierwszą koronę strzelców. Zapata został wypożyczony z Sampdorii, klubu w którym występuje.. Quagliarella na dwa lata za 14 mln euro z opcją wykupu za 12 mln euro. Awans do Ligi Mistrzów oznaczać będzie zapewne wykupienie kontraktu Kolumbijczyka, ale rosły napastnik (189 cm) po dobrych występach na największym oknie wystawowym, szybko zmieni klub. Szkoda tylko, że do pierwszego składu nie przebił się Arkadiusz Reca. Lewy obrońca, ulubieniec jeszcze z Wisły Płock selekcjonera Jerzego Brzeczka wystąpił w zaledwie trzech meczach serie A w tym sezonie. Z kolei w kadrze zagrał w analogicznym okresie czterokrotnie (dwukrotnie z Włochami, z Irlandia oraz z Łotwą).

Trzech tenorów Jürgena Kloppa

Wczorajszy mecz zapamiętamy na zawsze. Nie tylko dlatego, że Liverpool zdeklasował Barcelonę. Ale także dlatego, że odrobił trzybramkową (!) stratę z pierwszego meczu i pozbawił złudzeń Leo Messiego na piąty triumf w lidze mistrzów. W wyścigu nadludzi Cristiano Ronaldo ma pięć triumfów, a z obecnej edycji odpadł w ćwierćfinale. Barcelona była gigantycznym faworytem także dlatego, że podopieczni Jürgena Kloppa pozbawieni byli dwóch (Mohamed Salah i Roberto Firmino) z trzech członków magicznego trio, a jak się później okazało, ten trzeci, czyli Sadio Mane nie zanotował ani bramki, ani asysty.

Jürgen Klopp wczoraj tenorów miał trzech – każdy z nich to wybór zaskakujący, ale już przed meczem kazał wszystkim zawodnikom się bawić. Oczywiście w piłce nic nie jest pewne, a szczególnie pokazuje to obecny sezon ligi mistrzów, jednak zawodnicy gospodarzy byli przed meczem przytłoczeni. Najpierw po doskonałej grze, przegrali na Camp Nou 3-0 (TUTAJ), a następnie Vincent Kompany strzałem życia numer dwa (numer jeden to bramka z West Hamem dająca mistrzostwo Anglii 2014), dał zwycięstwo Manchesterowi City z Leicester 1-0. We wtorek i w niedzielę Liverpool miał przegrać wszystko. Fantastyczny sezon miał zakończyć się niczym, co mocno podkreślali przeciwnicy Jürgena Kloppa.

Najpierw zaczął Divock Origi, w siódmej minucie. Wieczny rezerwowy, wypożyczony do Wolfsburga w poprzednim sezonie i jeden z pierwszych, którzy opuszczą w lecie drużynę. Jedyna opcja na tamten wieczór dla The Redds, czyli szybko zdobyta bramka stała się faktem. Po straconej bramce Barcelona zdobyła przewagę, mogła wyrównać ale do przerwy wynik się nie zmienił. Po przerwie wszedł Georginio Wijnaldum, jak się okazało współbohater, drugi z tenorów. 54 i 56 minuta zmroziła cały świat. Dwa ciosy. Pach, pach i Barcelona na kolanach. Już po drugiej bramce wróciły demony z ubiegłego sezonu z dwumeczu z As Roma (4-1 i 0-3). Barcelona sparaliżowana, Barcelona na kolanach. Każda piłka zagrywana zostaje do Leo Messiego, który umiejętnie kryty i wypychany często jej nie otrzymuje lub dostaje w okolicach środka boiska. Kiwanie dwóch, trzech zawodników to od tego momentu jedyne rozwiązanie dla faworyta edycji.

W Barcelonie w najważniejszym meczu nie sprawdził się Philippe Coutinho za 135 mln, w kadrze meczowej nie był Ousmane Dembélé za 125 mln, a pozyskany przed sezonem za darmo Arturo Vidal najlepsze lata ma za sobą. Barcelona była bezradna – czekała na cios, który ich znokautował. Cios nadszedł od nieoczekiwanego duetu Trent Alexander-Arnold / Divock Origi. Ten pierwszy sprawnie wykorzystał rzut rożny (druga asysta w meczu) do wybicia piłki pod nogi Belga, który zupełnie niekryty, umieścił piłkę w siatki. Barcelona odpowiedziała zmianą Malcolma, dla którego to było trzecie spotkanie w tym sezonie. Malcolm nie okazał się Wijnaldumem, bo okazać się nie mógł. Jürgen Klopp ograł Ernesto Valverde tak brutalnie, że ten mimo drugiego mistrzostwa kraju nie może być pewien pracy w nowym sezonie.

BRITAIN-SOCCER-UEFA-CHAMPIONS-LEAGUE.jpg

Leo Messi na zapętleniu

Po dobie od zakończenia meczu Barcelona – Liverpool, nie milkną komentarze odnośnie meczu. Barcelona ostatecznie zdeklasowała rywali 3-0, którzy zagrali bardzo dobry mecz, ale nieskuteczny. Tematem numer jeden jest oczywiście Messi, zwłaszcza jego drugi gol z rzutu wolnego każdy kibic piłki nożnej widział na zapętleniu dziesięć razy. Deklasacja to odpowiednie określenie na porażkę Liverpoolu, stawianego przed pojedynkiem jako underdoga, choć glosy ekspertów były podzielone. Nie mieliśmy ‚Rock and rolla’, bo finalista ostatnich rozgrywek i być może przyszły mistrz Anglii nie potrafił powstrzymać Leo Messiego. Już przed meczem reklamowano starcie jako pojedynek najlepszego zawodnika Ligi Mistrzów z najlepszym obrońcą Premier League Virgilem van Dijkiem, a przecież kilka tygodni temu miał to być pojedynek rywali z reklamy Peppsi Max – Messiego i Mo Salaha. Im bliżej do meczu, tym bardziej zmieniała się narracja, który zawodnik czy pojedynek będzie decydujący. Ostatecznie Messi pogrzebał Liverpool, a dziennikarze zapomnieli o peanach dla Jurgena Kloppa, bo zaczęli wypominać mu brak trofeów. Znamienne jak percepcja dziennikarza, eksperta i  kibica się zmienia – jedna akcja lub jeden mecz może zmienić optykę o 180 stopni.

12974852-6984855-Liverpool_keeper_Allison_was_left_helpless_as_Messi_scored_his_6-a-5_1556806449028.jpgPodobnie wygląda rywalizacja nadludzi – Messiego z Cristiano Ronaldo. W ostatnich latach, głownie za sprawą Ligi Mistrzów triumfował w wyścigu CR7, nieco przykrywając fakt, że Argentyńczyk zwyciężył w 8 z 11 ostatnich mistrzów La Liga. Dla kibiców liczy się przede wszystkim Liga Mistrzów, dlatego regularne odpadnięcia Barcelony w ćwierćfinale wykorzystywał Portugalczyk, dorzucając po drodze triumf w Mistrzostwach Europy. Mistrzostwach wygranych, jednak po latach trudno przypomnieć sobie jakiś wybitny mecz Portugalczyka – od biedy mógłby być nim spotkanie z Węgrami (!) zremisowane 3-3 i jego dwie bramki. Jednak po finale, maszyna marketingowa ruszyła na dobre, a Cristiano Ronaldo najlepszy występ zanotował w finale… pełniąc od 25 minuty role (nie)grającego trenera.

Dzisiaj liczy się tu i teraz, Argentyńczyk przejął miano najlepszego piłkarza świata – prowadzi w klasyfikacjach strzelców (La Liga i Liga Mistrzów) i asyst (La Liga, w Lidze Mistrzów jest ósmy), wygrywa La Ligę, za chwile Puchar Hiszpanii i być może Ligę Mistrzów. Jest na ustach całego świata. Do niedawna piąty piłkarz na świecie wrócił na tron, przypomnę klasyfikacje za 2018:

Luka Modrić
Cristiano Ronaldo
Mohamed Salah
Kylian Mbappé
Leo Messi.

Dzisiaj prawdopodobnie mamy trojkę Messi, Cristiano Ronaldo i Mbappé, ale wtedy sugerowano się (podobno) wynikami na mundialu. Przypomnę, miejsca na turnieju wymienionej piątki:

finał
1/8 finału
runda grupowa
zwycięstwo
1/8 finału

Zatem, czy na pewno wyniki były kryterium? Pamiętam, że po ostatecznych wynikach plebiscytu, eksperci doprecyzowywali ocenę zawodników na mistrzostwach. Czyli idąc tym samym kryterium – jeśli w lecie b.r. odbywałaby się kolejna impreza rangi światowej, to także byłaby nadrzędna w stosunku do całego sezonu ligowego? Niestety tak – piękne bramki w lidze mistrzów i ew. w niej triumf byłby niżej oceniony. Przypomnę tutaj to, co wyprawiał rok temu Cristiano Ronaldo:

rozgrywki grupowe, 9 goli
1/8 z PSG, 3 bramki w dwumeczu
1/4 z Juventusem, 3 bramki, w tym ostatnia w doliczonym czasie gry (98 minuta) dająca bezpośredni awans
1/2 i finał, brak bramek

Ostatecznie zdobył w całej edycji 15 bramek i tytuł najlepszego zawodnika, co okazało się mniej istotne niż niespodziewane wicemistrzostwo świata Chorwacji. Do dziś ostateczna piątka za 2018, to jedno z największych zaskoczeń w wielkiej piłce, bo o zwycięstwie nie decydowało zwycięstwo w finale (Mbappe, Grizmann, Varane), La Liga (Messi), Premier League (Salah) tylko wielka niespodzianka, do której doklejano Modrićowi sukces w Lidze Mistrzów (trudno nazywać Real drużyną Luki, w przeciwieństwie do CR7 czy Sergio Ramosa). Jestem fanem talentu Chorwata, przez lata wymieniałem go jako piłkarz najbardziej pasujący do Barcelony, jednak co nadludzie to.. nadludzie.

Po losowaniu ćwierćfinałów mieliśmy mieć w finale gwiezdne wojny z Cristiano Ronaldo i Leo Messim w roli głównej. Krążyły nawet teorie, że losowanie było ustawione, aby najbardziej dokręcić wielką maszynę z kasą. Oczywiście, były tez inne możliwości wielkich finałów:

Pep Guardiola vs FC Barcelona
Real Madryt vs Liverpool
Manchester City vs Liverpool
Manchester City vs Manchester United

ale żaden nie elektryzował, jak pojedynek nadludzi. Być może ostatni w ich wielkiej formie, bo dotychczas odbyło się pięć, ale tylko ten z 2009 zapamiętamy szczególnie:

2008.04.23 FC Barcelona – Manchester United 0-0
2008.04.29 Manchester United – FC Barcelona 1-0; Scholes
2009.05.27 FC Barcelona – Manchester United 2-0; Eto’o, Messi
2011.04.27 Real Madryt – FC Barcelona 0-2; Messi 2
2011.05.03 FC Barcelona – Real Madryt 1-1; Pedro – Marcelo

Cristiano Ronaldo starał się o triumf w tej edycji wyjątkowo, był jedynym strzelającym bramki w fazie pucharowej zawodnikiem Juventusu (hat-trick w rewanżu z Atletico, w którym odrobili dwubramkową stratę w pierwszym meczu i po jednej bramce w ćwierćfinałach) ale to było za mało na Ajax. O dziwo po pierwszych półfinałach, tylko Ajax może zatrzymać Barcelonę. Oczywiście, przed nami rewanże, ale na dzisiaj trudno wyobrazić sobie, aby nie awansowali do finału pogromcy Realu Madryt i Juventusu oraz FC Barcelona. Leo Messi lubi grac z Ajaxem (zresztą, z która drużyną nie lubi):

2013.09.13 dom, 3 bramki
2014.10.21 dom, 1 bramka i 1 asysta
2014.11.05 wyjazd, 2 bramki

I wielce prawdopodobne, że znowu będziemy oglądać jego bramki na zapętleniu. A na koniec roku, po raz 11 w ostatnich 12 latach zwycięży jeden z nadludzi.

Blask już nie świeci #Neymar

Parafrazując znane wszystkim określenie pieniądze szczęścia nie dają, warto zastanowić się na przykładzie Neymara, czy sława i kasa idą w parze. I kiedy (na boga) to się zj… zepsuło. Neymar w lecie 2017 otrzymał propozycję nie do odrzucenia. Ofertę życia, czyli po pierwsze twarz projektu szejków z Kataru, którzy liczyli(ą) na zwojowanie Europy. Po drugie pozycję numer jeden w klubie, gdzie wszystko kręci się wokół niego. Po trzecie niewyobrażalnie wielki kontrakt. Zapalnikiem całej operacji było uruchomienie klauzuli odstępnego w wysokości 222 mln, będącej do dzisiaj transferowym rekordem świata.

Atmosfera wokół transferu i cała otoczka była grzana miesiącami. W roli głównej agent piłkarza, a jednocześnie ojciec, który zapewne zachwycony prowizją nie zważał na krytyczne opinie. Bo nagle pozycja partnera Leo Messiego, członka magicznego MSN (Messi, Suarez, Neymar), a docelowo sukcesora Argentyńczyka nie miała znaczenia. Już wtedy miałem wrażenie, że liczy się tylko kasa.

Oczywiście, nie jestem naiwny, że piłkarze grać będą dla idei. Jednak odejście piłkarza znajdującego się w ścisłym topie do dużo słabszej ligi, nieco mnie zszokowało. Może nie tak bardzo jak przejście Luiza Figo do Realu w 2000, ale bardziej niż choćby Cristiano Ronaldo do Juventusu w 2018. PSG to (jeszcze długo) nie Juventus, a Neymar nigdy nie zostanie Cristiano. Choć ostatnio i takie informacje krążą w prasie, że rzekomo Brazylijczyk zostanie… twarzą nowego Realu.

Póki co, nie chce mi się w to wierzyć, gdyż nie wystarczy jedynie uruchomić klauzulę (bo jej nie ma). Po prostu PSG nie ma zamiaru sprzedawać swojego najlepszego piłkarza. Oczywiście Barcelona też nie miała ochoty, ale tym razem w grę nie będzie wchodzić kasa – Neymar nigdzie nie otrzyma więcej. Tym razem w grę wejdą ludzkie emocje, atmosfera i chęć zapisania się w historii.

Paradoksalnie Neymarowi najlepiej zrobiłby powrót do Dumy Katalonii, jednak z uwagi na kulisy rozstania, finansowe fair play i brak chęci sprzedaży piłkarza przez klub, to się nie wydarzy. Piłkarz zrozumiał, że zwyciężanie Guingamp 9-0 nic w ostatecznym rozrachunku nie daje. Że w decydującym momencie przychodzi starcie z potentatem w lidze mistrzów, które jest przegrane, choćby z uwagi na brak rywalizacji na krajowym podwórku tydzień w tydzień. Liczą się sukcesy, tytuły. Coś, co pozwoli zapisać się w historii, a Neymar do zapisków predysponowany jest jak mało kto. Nie bez znaczenia ma także rozwój talentu Kyliana Mbappe, który w krótkim momencie, z prospektu stał się top5 piłkarzem Europy obok wspomnianych Leo Messiego, Cristiano Ronaldo, Mohameda Salaha i Luki Modricia. A jest z tych piłkarzy najmłodszy. Znamienne jest także to, że różnica pomiędzy w/w piątką, a Neymarem się powiększa. Brak sukcesu na mundialu, a przede wszystkim dwa sezony z rzędu kontuzje na wiosnę w meczach 1/8 finału ligi mistrzów sprawia, że nie jest on na ustach wszystkich i coraz częściej jest wymieniony w gronie najlepszych z racji kwoty transferowej, a nie topowych umiejętności. Blask już nie świeci jak dwa lata temu, nie elektryzuje. Z geniusza futbolu stał się płaczką, która udaje po każdym mocnym zagraniu przeciwnika.