Piłkarze wielkiej Wisły blado wypadają w porównaniu z obecnymi kadrowiczami

Brak meczów piłkarskich lub minimalna ich ilość, skłania do refleksji na temat polskiego futbolu. Biorąc pod uwagę czasy nowożytne, czyli powiedzmy bieżące stulecie, nie sposób nie wspomnieć o Wiśle Kraków trenera Kasperczaka. Mityczna drużyna, która mierzyła się z klasowymi rywalami w Europie z perspektywy czasu szybko zgasła. Zaskakujące jest to, jak pamiętamy mecze Wisły z Parmą, Schalke i Lazio, a jak zapominamy o wpadkach w kolejnych sezonach. Sezon po Lazio, Wisła odpadła z Valerengą (Norwegia), w kolejnym z Dinamo Tbilisi (Gruzja). Brakowało szczęścia w losowaniu, bo Biała Gwiazda wylosowała Barcelonę w 2001, trzy lata pózniej był Real Madryt, a cztery lata później znowu Barcelona. Gdzieś w tle Inter Mediolan, Porto, Tottenham czy Blackburn Rovers.

Podstawą składu byli Polacy, reprezentanci, którzy nadawali ton kadrze Pawła Janasa i w tamtych latach byli związani z Wisłą: Maciej Żurawski, Kamil Kosowski, Mirosław Szymkowiak, Radosław Sobolewski, Marcin Baszczyński, Mariusz Jop, Dariusz Dudka, Tomasz Kłos, Pawel Brożek. Wygrywali seriami mistrzostwo Polski, dziennikarze klaskali, a winni wpadek byli trenerzy. Janas po latach jest pamiętany przez pryzmat zawodników, których nie powołał (niewymieniony Tomasz Frankowski), Jerzy Engel przegrał z Panathinaikosem, a Dan Petrescu był zaledwie wicemistrzem po trzech mistrzowskich latach z rzędu. Piłkarze nigdy nie byli winni, ale ich wartość z czasem zweryfikowała Europa.

Maciej Żurawski to mój ulubiony piłkarz poprzedniego dziesięciolecia, jednak jego kariera nie została pokierowana prawidłowo.

Kadra: 72 mecze, wiele jako kapitan i 17 bramek,
Klub: 9x mistrz kraju (5x Polska, 3x Szkocja, 1x Cypr), 2x król strzelców Ekstraklasy 2001/02, 2003/04.

Jedak porównując jego osiągnięcia do obecnych piłkarzy, mam ogromny niedosyt. Niespełniony w kadrze – zadebiutował w wieku 22 lat u Janusza Wojcika, ale przed meczem z Koreą tylko raz wystąpił w jedenastce od pierwszej minuty. Miał wtedy 26 lat, a dopiero po turnieju został kluczowym zawodnikiem reprezentacji. Nie zaistniał także w żadnej z czołowych lig, z kadrą był na trzech dużych turniejach, ale ze Stanami Zjednoczonymi przestrzelił karnego, a na Euro 2008 zagrał jedynie 45 minut z Niemcami.

Żurawski mial wielkie możliwości, tak nam się wydawało, gdy trzymaliśmy za niego kciuki. Zdecydowanie za długo grał w Wiśle, być może nie powinien w wieku 23 lat przechodzić do niej z Lecha tylko iść np. do Bundesligi. Nie powinien także aż sześć lat grać w Krakowie, gdzie spędził swoje najlepsze lata. Pamiętam wielki szał, gdy w pierwszym sezonie w Celticu czarował kibiców otrzymując pseudonim „Magic” – 16 bramek, 6 asyst w 24 meczach brzmi naprawdę dobrze. Szkoda, że spektakularnie odpadł z Artmedią Petrzałka w kwalifikacjach (0-5 i 4-0), bo kolejnym razem odjechała mu Liga Mistrzów. I dopiero w kolejnym sezonie rozegrał w niej pięć spotkań i strzelił bramkę, mial wtedy 30 lat.

Nie zrozumcie mnie źle, to naprawdę był kawal gracza, który strzelał mnóstwo bramek i dzisiaj idealnie pasowałby do Roberta Lewandowskiego. Tylko dzisiaj mamy inną skalę – mamy przede wszystkim Roberta, mamy Wojciecha Szczęsnego, mamy duet z Napoli, Kamila Glika, Grzegorza Krychowiaka, Łukasza Piszczka, Jakuba Błaszczykowskiego. Wszyscy osiągnęli więcej w klubie i reprezentacji. Euro 2016 było przełomowe, zwycięskie. Do tego występy w Lidze Mistrzów, wygrane puchary. Zupełnie inaczej będziemy oceniać piłkarzy z kolejnego dziesieciolecia.

Kamil Kosowski to drugi najlepszy zawodnik tamtej Wisły, zawodnik który potrafił wrzucać lewa nogą piłkę na nos z biegu i z piłki stojącej. On także zaistniał na dobre w kadrze po mundialu w Korei i Japonii. W przeciwieństwie do Żurawskiego nie pojechał na niego, mimo 149 minut na wiosnę przed turniejem. Kosowski w przeciwieństwie do Żurawskiego wyjechał za granice szybciej, w dodatku grał w czołowych ligach. Zaskakujące jest jednak to, że nigdzie nie zacumował na dłużej. Kaiserslautern przez dwa lata to 43 meczów i zaledwie gol z czterema asystami. Championship to rok gry w Southampton i gol w 18 meczach (na wiosnę jedynie 135 minut w czterech meczach), a Chievo Verona to 23 mecze. Z tych klubów był wypożyczany z Wisły Kraków, co z perspektywy czasu oznacza, że grał wszędzie i.. nigdzie. W Lidze Mistrzów wystąpił w sezonie 2009/2010 w barwach APOEL Nikozja, grając w pięciu meczach bez bramki, asysty i zwycięstwa. Zdecydowanie za mało, jak na zawodnika, który w 2003 w meczu z Schalke zaliczył bramkę i dwie asysty, a przeciwko AC Parmie bramkę i asystę. Wtedy (podobno) był na celowniku Interu Mediolan, na liście życzeń samego Roberto Manciniego. Kosowski chodził swoimi drogami, miał oferty z Bordeaux, Lyonu, Osasuny i Parmy ale czegoś zabrakło.

Z pozostałych piłkarzy Wisły – Radosław Sobolewski nigdy nie wyjechał za granice, Marcin Baszczyński w wieku 32 lat zagrał w PAE Atromitos, Tomasz Kłos trafił do Wisły w wieku 31 lat po sześciu latach w Auxerre, Kaiserslautern i Koeln, Mariusz Jop podbił FK Moskwa, Paweł Brożek nie podbił Trabzonsporu, Celticu i Recreativo Huelvę. Jedynie Dariusz Dudka cztery sezony grał w Auxerre (choć później próby w Levante UD i Birmingham City zakończyły się w sumie na pięciu meczach) i Mirosław Szymkowiak przez dwa lata w Trabzonsporze zrobił karierę wyhamowaną przez kontuzje. Zdecydowanie za mało jak na połowę kadry Janasa i najlepszą polską klubową drużynę XXI wieku.

Wraca Bundesliga, czyli mini święto futbolu

Dzisiaj zgodnie z kalendarzem miał odbyć się drugi półfinał pierwszej serii spotkań Ligi Mistrzów. Święto futbolu dostępne dla każdego, bo środowe mecze są transmitowane w TVP1 oraz dodatkowo dla koneserów w wersji premium na płatnym kanale Polsatu. Barcelona z Juventusem, a wczoraj Manchester City z PSG? A może Bayern z Robertem Lewandowskim odbijającym się od obrońców Atletico Madryt? Uczta nie tylko dla koneserów, ale także dla niedzielnych kibiców po wczorajszym jakże atrakcyjnym półfinale.

Wiele się wydarzyło w ostatnich tygodniach w piłce, choć można także napisać, jak to wiele się… nie wydarzyło. Zabrakło meczów wspomnianej Ligi Mistrzów, lig krajowych, reprezentacji. Nie widzieliśmy świętujących kibiców Liverpoolu powrotu po 30 latach na szczyt Premier League, a także pasjonującego wyścigu Barcelony z Realem, podobnie jak Realu z Manchesterem City czy odrabiającego stratę z pierwszego meczu Juventusu z Lyonem. Lyonu w Ligue 1 na pewno nie zobaczymy, bo liga została anulowana, a PSG nie zostało mistrzem! Podobnie w Holandii – Eredivisie anulowane. Szkoda mi piłkarzy, pracowników klubów, a najbardziej kibiców. Oczywiście są wygrani w takiej sytuacji, choćby Olympique Marsylia po raz pierwszy od sezonu 2013/14 wystąpi w Lidze Mistrzów, a AZ Alkmaar od 2009/10. Żal mi przegranych, jak Lyonu, który w przyszłym sezonie będzie poza pucharami, jeśli nie wygra Ligi Mistrzów, ale dzisiaj daleko do jej wznowienia.

Wszystko zależy od… Niemców. Bundesliga kilka tygodni temu ogłosiła powrót na boiska 9 maja. Cały piłkarski świat zaczął odliczać, ale dzisiaj wiadomo, że ten termin jest niemożliwy do zrealizowania. Ale 16 maja jak najbardziej i to, pomimo że dwóch piłkarzy FC Koeln i ich fizjoterapeuta przechodzą bezobjawowo Koronawirusa i zostali skierowani na 14-dniową kwarantannę. Przebadano Bundesligę, więcej pozytywnych wyników nie mieliśmy – gramy! Machina musi działać, w grze są ogromne pieniądze, które muszą być podjęte, aby utrzymać kluby na powierzchni. Kibice muszą dostać igrzysk, spragnieni brakiem emocji przez dwa miesiące wezmą cokolwiek, a przecież mówimy o lidze top4 w Europie. Inne dopiero szykują się do wznowienia, a na końcu europejskie puchary.

Problem z przemieszczaniem po Europie i konieczność odbywania dwutygodniowej kwarantanny to najpoważniejsze problemy, a przecież w grze jest ludzkie życie. Raczej nie piłkarzy, być może ich rodzin – rodziców, dziadków będących w grupie ryzyka, ale także pracowników klubowych. Piłkarz to dzisiaj najbezpieczniejszy zawód, mający nawet w Polsce dostęp do testów przesiewowych, a nawet genetycznych z wymazem z nosogardzieli.

Jestem ciekaw jak wznowienie Bundesligi wpłynie na jej zainteresowanie. Na początku będzie ogromne, ale wraz z powrotem kolejnych lig będzie maleć. Jeśli jedna na początku otrzymamy bramki Lewandowskiego, Halanda czy Wernera, może to być długofalowy bum. W końcu coś musi zastąpić nam Ligę Mistrzów, bo kibic chce igrzysk i święta futbolu, nawet w wersji mini.

Nastolatek przyćmiewa prawdziwe gwiazdy #ErlingHåland

Po losowaniu LM mieliśmy kilka ciekawych par, w tym prawdziwy mega hit Manchesteru City z Realem Madryt, ale wobec piłkarskich szachów, jakie wiedzieliśmy w ostatnich latach w meczach wagi ciężkiej, prawdziwe fajerwerki miały być w parze Borussii Dortmund z PSG. To jest nowa para, bo trudno jeden dwumecz z 2010 uznawać ich za starych znajomych, ale bardzo ekscytująca. Najofensywniejsza piłka w Bundeslidze przeciwko najofensywniejszej z Ligue 1. A na boisku pojedynek nowych z uznanymi gwiazdami futbolu – Erling Håland, Jadon Sancho vs Kylian Mbappé i Neymar. Trudno dzisiaj Francuza uznawać za nowa gwiazdę, to uznana topowa półka. Czas leci i do gry wchodzą nowi, jak duet z BVB. Niedawny transfer norwega (TUTAJ) był o tyle interesujący, bo mówiliśmy o kimś nowym w piłce, piłkarzu, który nie przestaje strzelać:

vs Eintracht – gol, 78 min,
vs Leverkusen – 90 min,
vs Werder – gol, 45 min,
vs Union Berlin – 2 gole, 76 min,
vs FC Koeln – 2 gole, 26 min,
vs Augsburg – 3 gole, 35 min.

Kilka tygodni później, gdy trzeba dopasować takiego piłkarza do utalentowanej drużyny jest.. jeszcze lepiej. Dodatkowo nowa zasada UEFA umożliwiła mu występ na Signal Iduna Park, mimo gry w Austrii na jesień. Liczby Hålanda imponują, zawodnik strzela bramki w różny sposób, czyli robi.. to samo, co w Salzburgu, tylko w lepszej lidze, z lepszymi rywalami. Jego regularność mnie zachwyca do tego stopnia, że wybierając pomiędzy meczami Atletico z Liverpoolem a BVB z PSG nie miałem wątpliwości, co i kogo oglądać. Każde przyjęcie piłki, zastawienie się, odegranie jest na wysokim poziomie, a przeciwko sobie miał prawdziwego tura Thiago Silve. Piłkarz urodzony w lipcu 2000 już jest piłkarzem z top50, a z każdym miesiącem będzie przesuwać się wyżej w hierarchii, w tempie Mbappé dwa sezony temu.

Pierwsza bramka padła dopiero po przerwie – to przytomne znalezienie się w polu karnym. Egzekutor został uciszony sześć minut później rajdem francuskiego napastnika i perfekcyjnym oddaniem do Neymara. W pucharowych meczach strzelają gwiazdy, a dwie minuty później po asyście 17-letniego Giovanniego Reyna, nie zastanawiając się od razu strzelił Håland. Sposób, w jaki to zrobił było imponujące i choć trudno mówić o narodzinach gwiazdy, to jednak pierwszy występ w fazie pucharowej i dwie bramki. W cieniu Hålanda bardzo dobre zawody rozegrali Sancho, Achraf Hakimi i Emre Can. Właśnie wygrany środek boiska był decydujący, bo zmniejszył liczbę akcji rywali nastawionych trio Neymar, Mbappe, Di Maria.

PSG na drugą bramkę Borussii już nie odpowiedziało, a w końcówce skompromitowali się dwoma żółtymi kartkami, które wykluczają z rewanżu Meuniera (nie wiedział, że będzie po kartce pauzował) i Verrattiego (dyskutował z arbitrem w 89 minucie). Z gwiazdozbioru rezerwowych: Cavani, Draxler, Icardi i Sarabia, na boisko wszedł tylko ten ostatni. To wywoła na pewno niezadowolenie i w konsekwencji odejście zawodników, dla których wobec braku rywalizacji we Francji, liczą się cztery mecze na wiosnę. Ambicje są oczywiście większe, ale ćwierćfinał to bieżący rekord klubu posiadającego w/w gwiazdy. Efektowna gra na krajowym podwórku – pokaz siły, zwycięstwami 6-1 z Dijon czy 5-0 z Montpellier, któryś to już raz nie przełożył się na Europę. W dodatku wybuchają skandale jak publikowanie na Instagramie filmu przez brata Kimpempe, w którym nazywa Thomasa Tuchela sk.., a Neymar obwinia klub, że jest oszczędzany. Jeśli na Parc des Princes PSG nie odwróci losów i znowu wywali się na 1/8, rozpocznie się transferowa saga z Mbappé i Neymarem.

Quique Setién za Ernesto Valverde, czyli jak porażka w najmniej ważnym Pucharze zmienia wszystko

Superpuchar Hiszpanii 2020 w Arabii Saudyjskiej okazał się dobrym kierunkiem, choć razi oczywiście dodawanie meczów w trakcie sezonu, bo dotychczas grano o to trofeum przed sezonem, gdzie nie zawsze były pełne składy i pełna motywacja. Fajnie, że w małym turnieju występuje Real z Barceloną, do tego Atletico i w uzupełnieniu Valencia, bo przecież ten ostatni klub obok Blaugrany wygrał grupę Ligi Mistrzów (drużyny z Madrytu były drugie). Niefajnie, że pomiędzy olbrzymią dawką spotkań w weekend, także w tygodniu mamy dodatkowe rozgrywki, przez co trzeba wybierać pomiędzy szlagierami.

Pierwszy mecz Barcelony z Atletico zakończył się zaskakująco, przede wszystkim dlatego, że najważniejsze rozegrało się po końcowym gwizdku sędziego. Barcelona dominowała praktycznie całe spotkanie, w pewnym momencie sędzia nie uznał bramki na 3-1 i stało się coś dziwnego. Nie po raz pierwszy Barcelona oddała wygrany mecz, przeciwnicy wyrównali po faulu Neto w polu karnym na Vitolo, a chwilę później w akcji sam na sam Ángel Correa pokonał Neto. Mistrz za burtą! Co ciekawe, mimo, że mamy do czynienia z najmniej ważnym z pucharów, to jednak porażka w półfinale wywołała piekło nad trenerem Barcelony. Mimo, że po meczu bronili go Leo Messi i Luis Suarez, mówiąc, że to oni przegrali, ale dla szefów klubu to było za dużo. Przypominano dwie porażki w Lidze Mistrzów w dość dziwnym stylu z Roma (4-1 i 0-3) oraz z Liverpoolem (3-0 i 0-4), które na nowo bolały, jak zerwanie strupa z głębokiej rany. Barcelona nie potrafi wygrywać ważnych, zwycięskich meczów, uchodzi z niej powietrze, a stracone gole wytrącają z równowagi. A przecież w nieco ponad dwa sezony Valverde poprowadził klub do zwycięstwa:
– dwa razy w La Liga (100%),
– Pucharze Króla,
– superpucharze.
Nieźle jak na przegranego trenera. Ale przecież nie wygrał Ligi Mistrzów. Zaskakująco podobnie wygląda porównanie z Pepem Guardiolą w Manchesterze City, który przez 3,5 roku wygrał:
– dwa razy w Premier League (66% ale za chwilę 50%),
– FA Cup,
– EFL Cup (2x),
– Tarczę dobroczynności.

Dlatego też, aby nie tracić kolejnego sezonu Barcelona po raz pierwszy od 17 lat zmienia trenera w trakcie (wtedy Louisa van Gaala zmienił Radomir Antić głównie dlatego, że Barca była 12sta w tabeli). Ma skończyć przegrywać w dziwny sposób, a przede wszystkim gra ma cieszyć oko. Bo brak stylu też był problemem Ernesto Valverde. Piękna gra jest ponad zwycięstwami, a przecież były one osiągane w czasach Zinedine Zidane’a. Francuski trener trzykrotnie triumfował w Lidze Mistrzów i zaledwie raz wygrał Mistrzostwo Hiszpanii. Motywował drużynę tylko na najważniejsze mecze, które były zwycięskie, czasem w samej końcówce.

Właśnie Zidane był trenerem, który w trakcie sezonu został zatrudniony w Realu w miejsce Rafy Beniteza 4 stycznia 2016. Już w pierwszym niepełnym sezonie wygrał najważniejsze z europejskich pucharów i właśnie takim bodźcem ma być dla piłkarzy nowy trener Quique Setién. Grający pięknie, nie zawsze wygrywający, ale wierny za wszelką cenę filozofii Johana Cruijffa, prawdziwy Barcelonista. W dodatku wielbi obecnych piłkarzy jak Busquetsa (poprosił rok temu o koszulkę z autografem) czy Messiego:

Powiedziałem Messiemu, by nie przechodził na emeryturę, dopóki będę żyć. Niesamowicie się go ogląda. Dałbym sobie uciąć palec, by grać w Barcy Cruyffa. Ten zespół zdefiniował mnie jako trenera. Dzięki Johanowi zrozumiałem, o co chodzi w futbolu i co mi się podoba.

To wszystko mówił, gdy był trenerem Betisu Sevilli. Tam było ofensywnie, co pamiętają także kibice… Barcelony. Setién w listopadzie 2018 wygrał na Camp Nou 4-3. Zawodnikom Barcy pod jego rządami będzie się grało lepiej i ofensywniej, Oczywiście istnieje zagrożenie, że trener, który wcześniej trenował co najwyżej w Las Palmas i właśnie Betis nie prowadzi sobie z wielkimi: gwiazdami, oczekiwaniami i presją. Ale czy tak nie mówiono, gdy ster przejmował Guardiola albo Zidane? Dzisiaj debiutuje z Granadą – rywalem niezbyt wymagającym, idealnym na przetarcie. Ale za tydzień na Estadio Mestalla będzie pierwszy test. Valverde zostawił drużynę na pierwszym miejscu i jak widać, nie będzie tolerancji na przegrane. Kontrakt z nowym trenerem został podpisany na 2,5 roku i wydaje się, że to optymalny czas przekonać się, czy najładniej grający trener w La Liga podoła zadaniu. Szczęścia od początku nie ma, bo kilka dni po przegranej z Atletico gruchnęła wiadomość, że Luis Suarez nie zagra do końca sezonu. Taki jest efekt pierwszego z półfinałów Superpucharu Hiszpanii.

Dziesiątka najlepszych piłkarzy 2019

Pierwsza dziesiątka plebiscytu „France Football” prezentuje się następująco:

1. Leo Messi (Hiszpania / FC Barcelona)
2. Virgil van Dijk (Holandia / Liverpool FC)
3. Cristiano Ronaldo (Portugalia / Juventus FC)
4. Sadio Mane (Senegal / Liverpool FC)
5. Mohamed Salah (Egipt / Liverpool FC)
6. Kylian Mbappe (Francja / PSG)
7. Alisson Becker (Brazylia / Liverpool FC)
8. Robert Lewandowski (Polska / Bayern Monachium)
9. Bernardo Silva (Portugalia / Manchester City)
10. Riyad Mahrez (Algieria / Manchester City)

Analizowałem w/w kolejność i poniżej luźne wnioski:
1. Triumf Liverpoolu i postawa w drugiej części roku to wielkie osiągniecie, ale czterech piłkarzy w siódemce, to stanowcza przesada. Nie mam wrażenia, że to najlepsi piłkarze świata, raczej elementy niesamowitej układanki Jurgena Kloppa, w której najważniejszą postacią jest trener The Redds.
2. Triumf Riyada Mahreza w PNA przeszedł niezauważenie, fachowcy przypominają rolę rezerwowego u Pepa Guardioli, ale przecież mowa o kluczowym piłkarzu zwycięzców czarnego kontynentu, nominowanego do jedenastki turnieju. Triumf w Mistrzostwach Europy daje finalnie pewne Top3, dlaczego więc dyskredytujemy PNA? Gdyby finał wygrał Senegal, czy Sadio Mane byłby także traktowany drugorzędnie?
3. Gdyby Tottenham zwyciężył ostatni mecz Ligi Mistrzów – czy Harry Kane byłby drugi, Son piąty i jeśli Lucas strzeliłby gola w finale, tak samo byłby w top 10. Czy w takiej alternatywnie byłby maksymalnie jeden piłkarz z Liverpoolu w „10”? Przecież to „aż” jeden mecz.
4. Mane był najlepszym zawodnikiem Liverpoolu, strzelał ważne bramki (po dwie z Bayernem i Porto) plus finał PNA. Lokomotywa niesamowitego trio, w plebiscytach gdzieś w cieniu Van Dijka, zupełnie nie zasłużenie.
5. Kto był ważniejszy w defensywie Liverpoolu – Van dijk czy Allison? Wydaje mi się, że bramkarz rozwinął się tak bardzo, że jest w Top3 (z Oblakiem i Ter Stagenem), a może nawet najlepszy na świecie. Różnica pomiędzy Liverpoolem Cariusa i Liverpoolem Allisona to wynik decydującego meczu Ligi Mistrzów.
6. Dziwny hype na Van Dijka, który nie miał lepszego roku niż Ramos 2014 i 2016, gdy ten strzelał bramki w finale Ligi Mistrzów albo Varane, gdy zdobywał LM i Mistrzostwo Świata. Holender nie jest (jeszcze) legendarnym obrońcą, to dopiero drugi tak mocny rok i czekamy na duży turniej, czyli prawdziwą weryfikację.
7. Lewandowski w Bundeslidze miażdży: 14 meczów – 16 bramek i 1 asysta, ale Ciro Immobile ma jeszcze lepsze statystyki w Serie A: 15 meczów – 17 bramek i 5 asyst. Nikt jednak nie podnosi we Włoszech casusu Immobile. U nas brak Lewego w top3 był skandalem. A dziennikarze umieszczali go nawet na pierwszym miejscu (!).
8. Brakuje najlepszego piłkarza mistrza Anglii – Raheema Sterlinga. Jest dwójka (Bernardo Silva i Riyad Mahrez) w dziesiątce, ale bez Anglika nie byłoby mistrzostwa zdobytego 98 punktami.
9. Razi również niedocenienie sukcesu Portugalii w Lidze Narodów – przecież Bernardo Silva był architektem tej drużyny, w dodatku wygrał Premier League, a Cristiano Ronaldo hat-trickiem strzelonym w Szwajcarii, doprowadził drużynę do finału. W 1/8 strzelił hat-tricka Atletico samodzielnie odrabiając straty z pierwszego meczu (0-2), w dwumeczu z Ajaxem strzelił po bramce. Portugalczyk był najlepszym piłkarzem Serie A, a mimo tego Polscy dziennikarze umieszczali wyżej Lewego.
10. Liga Narodów jest drugorzędnym turniejem, traktowany niczym PNA. Ciekawe jakbyśmy patrzyli na te rozgrywki gdybyśmy wyszli z grupy do Final Four. Na pewno dziennikarze z Polski używaliby tego jako argumentu.
11. Mbappe ma niesamowitych managerów, jest globalną marką – strzela mniej w Ligue 1, odpada z Ligi Mistrzów a łapie się (niezasłużenie) w szóste. Dalej pamięta się Mistrzostwa Świata ale to nie ten rok.
12. Nikt zagranicą nie ogląda Bundesligi i gdyby nie Robert, Polacy także by jej nie oglądali. Ci, co wspomną o polskiej tradycji Bundesligi odsyłam do Serie A – przez lata nie oglądaliśmy w niej naszego rodaka, a potencjalne starcie Napoli – Milan z Polakami w składzie, ogląda tylu kibiców, co El Clásico.
13. Dusan Tadić był do pewnego momentu najlepszym piłkarzem Ligi Mistrzów, wyrzucał kolejno Real (trzykrotnego zdobywcę) i Juventus (który go kupił). Z Królewskim w rewanżu zanotował bramkę i dwie asysty, a gra w małym (w porównaniu do gigantów) klubie Europy + fenomenalny w dobrej lidze 28 bramek i 14 asyst.
14. Messi – przekreślanie całego sezonu przez rewanżowy półfinał z Liverpoolem jest niesprawiedliwe dla kosmity. Ma 32 lata i regularnie notuje 1,5 punktu w klasyfikacji kanadyjskiej, w fazie pucharowej LM zdobył sześć bramek (po dwie w każdym dwumeczu).
15. Kevin De Bruyne gra niesamowitą piłkę na wyspach – najlepszą w Premier League na jesień. Dlaczego to pomijamy? Bo dziennikarze w podsumowaniu roku oceniają jedynie wiosnę?
16. Im bliżej końca roku, tym bardziej się zastanawiam, kiedy najważniejszym zawodnikiem defensywy Liverpoolu zostanie Trent Alexander-Arnold. Obstawiam już za rok.

Dlatego moim zdaniem tak powinna wyglądać czołowa dziesiątka:

1. Leo Messi (Hiszpania / FC Barcelona)
2. Cristiano Ronaldo (Portugalia / Juventus FC)
3. Sadio Mane (Senegal / Liverpool FC)
4. Raheem Sterling (Anglia / Manchester City)
5. Alisson Becker (Brazylia / Liverpool FC)
6. Virgil van Dijk (Holandia / Liverpool FC)
7. Robert Lewandowski (Polska / Bayern Monachium)
8. Kevin De Bruyne (Belgia / Manchester City)
9. Harry Kane (Anglia / Tottenham Hotspur)
10. Riyad Mahrez (Algieria / Manchester City)