W El Clasico znowu triumfuje Zidane, a bohaterem Ramos

Zapowiadane jako najsłabsze El Clasico od lat okazało się niezłym widowiskiem, oczywiście nie przesadzałbym z zachwytami, bo bez wielkich postaci nie ma wielkich spektaklów. Mieliśmy momentami dobre tempo, a przez indywidualne błędy dużo się działo. W ósmej minucie było już 1-1, choć, gdy wcześniej padła bramka po strzale Fede Valverde wydawało się, że Barcelona się nie podniesie. Były kontrowersje na VARze, bo ewidentna podcinka Casemiro na Leo Messim nie została zakwalifikowana jako karny, a gdy Barcelona grała lepiej od rywala, Clement Lenglet pociągnął za koszulkę Sergio Ramos, który sprytnie się przewrócił w polu karnym. Dla jednych był karny, dla drugich nie był, ale ja od meczu Polska – Austria na Euro 2008 i ciągnięcia za koszulkę Sebastiana Proedla przez Mariusza Lewandowskiego uważam, że tak się nie robi. Po meczu Casemiro i Lenglet dostali słusznie najsłabsze noty.

A jakie były pozytywy? Wspomniany Ramos to zawodnik meczu i to nie tylko za spryt i gola po faulu na nim. Świetnie kierował obroną Realu i poza jedną akcją trio Lionel Messi – Jordi Alba – Ansu Fati, nie popełniła ona więcej błędów. Fajnie, że niespełna 18-tek Fati strzela gola, a ponadto przypomniał o sobie Luka Modrić, który dobił rywali w 90 minucie. Chorwat przegrywa rywalizacje o jednastke z bardzo dobrymi tego dnia Tonim Kroosem i Valverde.

Po meczu znowu przypomniano o problemach Barcelony, zapomniano natomiast o możliwej dymisji Zidane. Znowu Messi nie strzelił bramki w klasyku, a dokładniej od 900 dni. Probował on ryblingów, ale po stracie drugiej bramki przesłało mu się chcieć. Zidane z kolei jako trener nie przegrał z odwiecznym rywalem.

Barcelona czeka na cud, wielu zawodników jest bez formy i zwycięstwo z Ferencvarosem 5-1 nic nie znaczy w starciu z silniejszym rywalem. Problemem jest słaby Lenglet, nienadążający za Valcerde Sergio Busquets i brak napastnika. Okres transferowy został przespany, ale bliżej prawdy jest określenie, że ogromne długi nie pozwoliły wzmocnić kadry. Dembele z Griezmannem zagrali 16 minut a kosztowali razem 250 mln euro. To także kosztowna porażka Ronalda Koemana, który w takich meczach może przekonać do siebie kibiców, z którymi ma pod górkę. Na pewno obraz gry uległby zmienie, gdyby sędzia wskazałby rzut karny na Messim. Ale on nawet nie sprawdził VARu. Zidane z kolei prosił po ostatnim meczu z Szachtar Donieck o czas. Trzy dni i nikt nie pamięta wpadki z Ligi Mistrzów.

Europa odjechała najlepszym klubom z Hiszpanii, a przed nami najsłabsze #ElClasico od lat #FCBREA

El Clasico tuż za zakrętem – to pierwsze starcie najbardziej utytułowanych klubów bez kibiców i niestety nie z tą magia, co kiedyś. Przede wszystkim forma obu drużyn jest daleka od tej, do której Barcelona i Real Madryt przyzwyczaiły przez lata. Obecne drużyny mają liderów za górką i nie do końca wychodzi im przebudowa. Transfery młodych zawodników okazały się nie trafione (Ousmane Dembele, Rodrygo, Luka Jović) i mimo upływu lat nadal Leo Messi, Gerard Pique, Karim Benzema i Sergio Ramos znaczą w szatni najwięcej, z mocno nierówną formą.

Real i Barcelona przypominają mi schyłek wielkiego Milanu Carlo Ancelottiego, gdzie nie wprowadzono w odpowiednim czasie młodych zawodników i upadek był bolesny. Milanu dzisiaj na wielkiej Europejskiej scenie nie ma, a po odejściu Carlito zespół miał jeszcze chwilowy szczyt w pierwszy sezonie Massimiliano Allegriego (mistrzostwo 2010/11) ale potem przestał się liczyć w grze o Ligę Mistrzów, z której zniknął sześć lat temu. Daleki jestem od wieszczenia końca obu klubów, ale historia pokazuje, że po czasie dominacji kluby później cieniują. Na potwierdzenie tego, kluby z Hiszpanii nie są po raz pierwszy od lat stawiane w gronie faworytów Ligi Mistrzów – Premier League uciekła, mamy wielki Bayern absolutnego faworyta, a także hegemonów w swoich krajach PSG j Juventus. Barcelona i Real nie są w stanie grać w takim rytmie i intensywności jak Bayern, Liverpool, nawet Atalanta, momentami City i PSG. Fizyczność, pressing, skrzydła, wejścia z II linii i „wertykalność” futbolu jest dziś trendem i ten trend odjechał klubom z Hiszpanii. W Realu problemem są spasione koty, w Barcelonie zaskakująco słaba kadra. Przez lata El Clascio to to rywalizacja najlepszych piłkarzy i najlepszych trenerów, ze szczytem przy rywalizacji Pepa Guardioli z Jose Mourinho, a przede wszystkim Leo Messiego z Cristiano Ronaldo. Dzisiaj trudno reklamować to starciem Messiego z Benzema, a na plakaty Ansu Fatiego i Viniciusa jeszcze za wcześnie.

Gdy kilka lat temu Barcelona wystawiała trio Messi, Luis Suarez, Neymar, Real prężył się z Cristiano Ronaldo, Benzema, Angel Di Maria i Gareth Bale. Starcie gigantów. Sprowadzone gwiazdy mundialu Antoine Griezmann i Eden Hazard zupełnie się nie sprawdziły, a po ostatniej porażce z Szachtarem Donieck, Zinedine Zidane gra o posadę. Przegrana na inauguracje Ligi Mistrzów z osłabionym z powodu covid19 rywalem (jedynie 13 zawodników z kadry było zdrowych), z którym do przerwy było 0-3, to wstyd dla (do niedawna) najlepszego klubu w Europie. Do tego Messi także jest jedną nogą poza klubem, gdy w pewnym momencie lata wydawało się, że odejdzie do Manchesteru City. Real jest w tabeli trzeci a Barcelona dziesiąta (i jeden mecz mniej) – to już nie ta sama magia co kiedyś i zapowiada się najsłabsze El Clasico od lat.

Braithwaite z 9, czyli coś poszło nie tak

Martin Braithwaite z numerem 9 to jedna z najdziwniejszych rzeczy jakie widziałem w Barcelonie. Od dzieciństwa śledzę ten klub, który miał lepsze (więcej) i gorsze (mniej) momenty. Były sukcesy i rozczarowania, głośne transfery i spektakularne wtopy, ale coś niedobrego stało się w klubie ze stolicy Katalonii. Ja rozumiem, że budżet się nie spina, że z uwagi na niegospodarność, ale oficjalnie powiedzą „covid” klub zanotował rekordowe straty. I w konsekwencji nie kupił zastępstwa za Luisa Suareza schodząc jedynie z kontraktów Suareza, Rakiticia, Vidala i Rafinha, w sumie na 70 milionów. Miał być Lautaro Martinez z Interu, później (głównie z uwagi na holenderski paszport nowego trenera Ronalda Koemana) nawet Memphis Depay z Lyonu, ale nie wypaliło.

Antoine Griezmann, Ousmane Dembele, Ansu Fati i Lionel Messi na papierze nie wyglądają źle, ale w praktyce to kolejno: spory zawód, pierwszy do sprzedaży, 17-latek i piłkarz czekający na koniec kontraktu. Wszystko pod wodzą nowego trenera, który znany jest z silnej ręki i tego, że nie idzie na kompromisy. To mi się nawet podoba, porządek z gwiazdorami. Chciałem Koemana do Barcelony 13 lat temu, przed trenowaniem Valencii, ale potem coś poszło nie tak z karierą trenerską holendra. A dzisiaj brak elastyczności przy kontakcie z piłkarzy może wysadzić drużynę od środka. I gdzieś tam pomiędzy wymienioną czwórką, z numerem 9 biegać będzie Duńczyk Braithwaite. Pięć lat temu z tym numerem grał Luis Suarez, a z jedenastką Neymar, dzisiaj jest Braithwaite i Dembele. Coś poszło ewidentnie nie tak.

Quique Setién za Ernesto Valverde, czyli jak porażka w najmniej ważnym Pucharze zmienia wszystko

Superpuchar Hiszpanii 2020 w Arabii Saudyjskiej okazał się dobrym kierunkiem, choć razi oczywiście dodawanie meczów w trakcie sezonu, bo dotychczas grano o to trofeum przed sezonem, gdzie nie zawsze były pełne składy i pełna motywacja. Fajnie, że w małym turnieju występuje Real z Barceloną, do tego Atletico i w uzupełnieniu Valencia, bo przecież ten ostatni klub obok Blaugrany wygrał grupę Ligi Mistrzów (drużyny z Madrytu były drugie). Niefajnie, że pomiędzy olbrzymią dawką spotkań w weekend, także w tygodniu mamy dodatkowe rozgrywki, przez co trzeba wybierać pomiędzy szlagierami.

Pierwszy mecz Barcelony z Atletico zakończył się zaskakująco, przede wszystkim dlatego, że najważniejsze rozegrało się po końcowym gwizdku sędziego. Barcelona dominowała praktycznie całe spotkanie, w pewnym momencie sędzia nie uznał bramki na 3-1 i stało się coś dziwnego. Nie po raz pierwszy Barcelona oddała wygrany mecz, przeciwnicy wyrównali po faulu Neto w polu karnym na Vitolo, a chwilę później w akcji sam na sam Ángel Correa pokonał Neto. Mistrz za burtą! Co ciekawe, mimo, że mamy do czynienia z najmniej ważnym z pucharów, to jednak porażka w półfinale wywołała piekło nad trenerem Barcelony. Mimo, że po meczu bronili go Leo Messi i Luis Suarez, mówiąc, że to oni przegrali, ale dla szefów klubu to było za dużo. Przypominano dwie porażki w Lidze Mistrzów w dość dziwnym stylu z Roma (4-1 i 0-3) oraz z Liverpoolem (3-0 i 0-4), które na nowo bolały, jak zerwanie strupa z głębokiej rany. Barcelona nie potrafi wygrywać ważnych, zwycięskich meczów, uchodzi z niej powietrze, a stracone gole wytrącają z równowagi. A przecież w nieco ponad dwa sezony Valverde poprowadził klub do zwycięstwa:
– dwa razy w La Liga (100%),
– Pucharze Króla,
– superpucharze.
Nieźle jak na przegranego trenera. Ale przecież nie wygrał Ligi Mistrzów. Zaskakująco podobnie wygląda porównanie z Pepem Guardiolą w Manchesterze City, który przez 3,5 roku wygrał:
– dwa razy w Premier League (66% ale za chwilę 50%),
– FA Cup,
– EFL Cup (2x),
– Tarczę dobroczynności.

Dlatego też, aby nie tracić kolejnego sezonu Barcelona po raz pierwszy od 17 lat zmienia trenera w trakcie (wtedy Louisa van Gaala zmienił Radomir Antić głównie dlatego, że Barca była 12sta w tabeli). Ma skończyć przegrywać w dziwny sposób, a przede wszystkim gra ma cieszyć oko. Bo brak stylu też był problemem Ernesto Valverde. Piękna gra jest ponad zwycięstwami, a przecież były one osiągane w czasach Zinedine Zidane’a. Francuski trener trzykrotnie triumfował w Lidze Mistrzów i zaledwie raz wygrał Mistrzostwo Hiszpanii. Motywował drużynę tylko na najważniejsze mecze, które były zwycięskie, czasem w samej końcówce.

Właśnie Zidane był trenerem, który w trakcie sezonu został zatrudniony w Realu w miejsce Rafy Beniteza 4 stycznia 2016. Już w pierwszym niepełnym sezonie wygrał najważniejsze z europejskich pucharów i właśnie takim bodźcem ma być dla piłkarzy nowy trener Quique Setién. Grający pięknie, nie zawsze wygrywający, ale wierny za wszelką cenę filozofii Johana Cruijffa, prawdziwy Barcelonista. W dodatku wielbi obecnych piłkarzy jak Busquetsa (poprosił rok temu o koszulkę z autografem) czy Messiego:

Powiedziałem Messiemu, by nie przechodził na emeryturę, dopóki będę żyć. Niesamowicie się go ogląda. Dałbym sobie uciąć palec, by grać w Barcy Cruyffa. Ten zespół zdefiniował mnie jako trenera. Dzięki Johanowi zrozumiałem, o co chodzi w futbolu i co mi się podoba.

To wszystko mówił, gdy był trenerem Betisu Sevilli. Tam było ofensywnie, co pamiętają także kibice… Barcelony. Setién w listopadzie 2018 wygrał na Camp Nou 4-3. Zawodnikom Barcy pod jego rządami będzie się grało lepiej i ofensywniej, Oczywiście istnieje zagrożenie, że trener, który wcześniej trenował co najwyżej w Las Palmas i właśnie Betis nie prowadzi sobie z wielkimi: gwiazdami, oczekiwaniami i presją. Ale czy tak nie mówiono, gdy ster przejmował Guardiola albo Zidane? Dzisiaj debiutuje z Granadą – rywalem niezbyt wymagającym, idealnym na przetarcie. Ale za tydzień na Estadio Mestalla będzie pierwszy test. Valverde zostawił drużynę na pierwszym miejscu i jak widać, nie będzie tolerancji na przegrane. Kontrakt z nowym trenerem został podpisany na 2,5 roku i wydaje się, że to optymalny czas przekonać się, czy najładniej grający trener w La Liga podoła zadaniu. Szczęścia od początku nie ma, bo kilka dni po przegranej z Atletico gruchnęła wiadomość, że Luis Suarez nie zagra do końca sezonu. Taki jest efekt pierwszego z półfinałów Superpucharu Hiszpanii.

Dziesiątka najlepszych piłkarzy 2019

Pierwsza dziesiątka plebiscytu „France Football” prezentuje się następująco:

1. Leo Messi (Hiszpania / FC Barcelona)
2. Virgil van Dijk (Holandia / Liverpool FC)
3. Cristiano Ronaldo (Portugalia / Juventus FC)
4. Sadio Mane (Senegal / Liverpool FC)
5. Mohamed Salah (Egipt / Liverpool FC)
6. Kylian Mbappe (Francja / PSG)
7. Alisson Becker (Brazylia / Liverpool FC)
8. Robert Lewandowski (Polska / Bayern Monachium)
9. Bernardo Silva (Portugalia / Manchester City)
10. Riyad Mahrez (Algieria / Manchester City)

Analizowałem w/w kolejność i poniżej luźne wnioski:
1. Triumf Liverpoolu i postawa w drugiej części roku to wielkie osiągniecie, ale czterech piłkarzy w siódemce, to stanowcza przesada. Nie mam wrażenia, że to najlepsi piłkarze świata, raczej elementy niesamowitej układanki Jurgena Kloppa, w której najważniejszą postacią jest trener The Redds.
2. Triumf Riyada Mahreza w PNA przeszedł niezauważenie, fachowcy przypominają rolę rezerwowego u Pepa Guardioli, ale przecież mowa o kluczowym piłkarzu zwycięzców czarnego kontynentu, nominowanego do jedenastki turnieju. Triumf w Mistrzostwach Europy daje finalnie pewne Top3, dlaczego więc dyskredytujemy PNA? Gdyby finał wygrał Senegal, czy Sadio Mane byłby także traktowany drugorzędnie?
3. Gdyby Tottenham zwyciężył ostatni mecz Ligi Mistrzów – czy Harry Kane byłby drugi, Son piąty i jeśli Lucas strzeliłby gola w finale, tak samo byłby w top 10. Czy w takiej alternatywnie byłby maksymalnie jeden piłkarz z Liverpoolu w „10”? Przecież to „aż” jeden mecz.
4. Mane był najlepszym zawodnikiem Liverpoolu, strzelał ważne bramki (po dwie z Bayernem i Porto) plus finał PNA. Lokomotywa niesamowitego trio, w plebiscytach gdzieś w cieniu Van Dijka, zupełnie nie zasłużenie.
5. Kto był ważniejszy w defensywie Liverpoolu – Van dijk czy Allison? Wydaje mi się, że bramkarz rozwinął się tak bardzo, że jest w Top3 (z Oblakiem i Ter Stagenem), a może nawet najlepszy na świecie. Różnica pomiędzy Liverpoolem Cariusa i Liverpoolem Allisona to wynik decydującego meczu Ligi Mistrzów.
6. Dziwny hype na Van Dijka, który nie miał lepszego roku niż Ramos 2014 i 2016, gdy ten strzelał bramki w finale Ligi Mistrzów albo Varane, gdy zdobywał LM i Mistrzostwo Świata. Holender nie jest (jeszcze) legendarnym obrońcą, to dopiero drugi tak mocny rok i czekamy na duży turniej, czyli prawdziwą weryfikację.
7. Lewandowski w Bundeslidze miażdży: 14 meczów – 16 bramek i 1 asysta, ale Ciro Immobile ma jeszcze lepsze statystyki w Serie A: 15 meczów – 17 bramek i 5 asyst. Nikt jednak nie podnosi we Włoszech casusu Immobile. U nas brak Lewego w top3 był skandalem. A dziennikarze umieszczali go nawet na pierwszym miejscu (!).
8. Brakuje najlepszego piłkarza mistrza Anglii – Raheema Sterlinga. Jest dwójka (Bernardo Silva i Riyad Mahrez) w dziesiątce, ale bez Anglika nie byłoby mistrzostwa zdobytego 98 punktami.
9. Razi również niedocenienie sukcesu Portugalii w Lidze Narodów – przecież Bernardo Silva był architektem tej drużyny, w dodatku wygrał Premier League, a Cristiano Ronaldo hat-trickiem strzelonym w Szwajcarii, doprowadził drużynę do finału. W 1/8 strzelił hat-tricka Atletico samodzielnie odrabiając straty z pierwszego meczu (0-2), w dwumeczu z Ajaxem strzelił po bramce. Portugalczyk był najlepszym piłkarzem Serie A, a mimo tego Polscy dziennikarze umieszczali wyżej Lewego.
10. Liga Narodów jest drugorzędnym turniejem, traktowany niczym PNA. Ciekawe jakbyśmy patrzyli na te rozgrywki gdybyśmy wyszli z grupy do Final Four. Na pewno dziennikarze z Polski używaliby tego jako argumentu.
11. Mbappe ma niesamowitych managerów, jest globalną marką – strzela mniej w Ligue 1, odpada z Ligi Mistrzów a łapie się (niezasłużenie) w szóste. Dalej pamięta się Mistrzostwa Świata ale to nie ten rok.
12. Nikt zagranicą nie ogląda Bundesligi i gdyby nie Robert, Polacy także by jej nie oglądali. Ci, co wspomną o polskiej tradycji Bundesligi odsyłam do Serie A – przez lata nie oglądaliśmy w niej naszego rodaka, a potencjalne starcie Napoli – Milan z Polakami w składzie, ogląda tylu kibiców, co El Clásico.
13. Dusan Tadić był do pewnego momentu najlepszym piłkarzem Ligi Mistrzów, wyrzucał kolejno Real (trzykrotnego zdobywcę) i Juventus (który go kupił). Z Królewskim w rewanżu zanotował bramkę i dwie asysty, a gra w małym (w porównaniu do gigantów) klubie Europy + fenomenalny w dobrej lidze 28 bramek i 14 asyst.
14. Messi – przekreślanie całego sezonu przez rewanżowy półfinał z Liverpoolem jest niesprawiedliwe dla kosmity. Ma 32 lata i regularnie notuje 1,5 punktu w klasyfikacji kanadyjskiej, w fazie pucharowej LM zdobył sześć bramek (po dwie w każdym dwumeczu).
15. Kevin De Bruyne gra niesamowitą piłkę na wyspach – najlepszą w Premier League na jesień. Dlaczego to pomijamy? Bo dziennikarze w podsumowaniu roku oceniają jedynie wiosnę?
16. Im bliżej końca roku, tym bardziej się zastanawiam, kiedy najważniejszym zawodnikiem defensywy Liverpoolu zostanie Trent Alexander-Arnold. Obstawiam już za rok.

Dlatego moim zdaniem tak powinna wyglądać czołowa dziesiątka:

1. Leo Messi (Hiszpania / FC Barcelona)
2. Cristiano Ronaldo (Portugalia / Juventus FC)
3. Sadio Mane (Senegal / Liverpool FC)
4. Raheem Sterling (Anglia / Manchester City)
5. Alisson Becker (Brazylia / Liverpool FC)
6. Virgil van Dijk (Holandia / Liverpool FC)
7. Robert Lewandowski (Polska / Bayern Monachium)
8. Kevin De Bruyne (Belgia / Manchester City)
9. Harry Kane (Anglia / Tottenham Hotspur)
10. Riyad Mahrez (Algieria / Manchester City)