Koszykarski Śląsk – meldunek 7: twierdza Wrocław zdobyta, zadebiutował Humphrey, ale obwodowi zagrali fatalnie

Śląsk rozpoczął piątka Kamil Łączyński, Dovoe Joseph, Maciej Wojciechowski, Aleksander Dziewa i Michał Gabiński. To już trzeci kolejny mecz z taką piątką, co pokazuje hierarchię w zespole i styl gry. Być może się to zmieni, bo w składzie po raz pierwszy pojawił się Michael Humphrey i docelowo powinien grać obok Dziewy. Mecz zaczął się nerwowo – najpierw trafił Dziewa po zagraniu z Łączyńskim, ale spudłował w trzech kolejnych akcjach w konfrontacji z Adamem Łapetą. W Kingu mocno zaczął Paweł Kikowski – trafił z osobistych, po indywidualnej akcji i podawał do Bena McCauley’a. Śląsk grał nieskutecznie z daleka, grę przełamał Chrabascz, ale drużyna zdobyła sześć punktów w prawie siedem pierwszych minut – tyle samo co McCauley. Pod koniec zobaczyliśmy dobre zagranie tyłem do kosza Chrabascza i klasykę kontrataków Śląska – przyspieszenie z piłką coast to coast Wojciechowskiego. W drugiej kwarcie szybko Olek Dziewa poprosił o zmianę, trudno się 21-latkowi broniło Łapetę i McCauley’a, a w jego miejsce pojawił się Humphrey. W pierwszej akcji obronnej wyszedł pomagać koledze, ale nie wrócił w porę za przeciwnikiem i nie dostał pomocy pod koszem, tak jak z Dąbrowa Górniczą mieliśmy problem z grą pod bronioną tablicą. Najlepszy strzelec wrocławian, Joseph swoje pierwsze punkty zdobył pod koniec drugiej kwarty z trudnej pozycji, chwilę poniżej trafił ponownie, poprawił Wojciechowski i mieliśmy na zegarze rekordową przewagę 36-27. Niestety rywale trafili kolejnych pięć punktów i na przerwę schodziliśmy z prowadzeniem 36-32. Druga kwarta wygrana 21-15, była dużo lepsza niż pierwsza. Do przerwy Wojciechowski zdobył 12 punktów, 9 Chrabascz, a 7 Dorn grając w swoim tylu na sile. Dla przeciwników 10 punktów zdobył Cleveland Melvin, a 8 McCauley. Na minus postawa naszych liderów – Aleksander Dziewa trafił 1/7 z gry i miał cztery zbiórki, Kamil Łączyński nie miał punktu i zaliczył jedną asystę.

Trzecia kwarta była popisem gości, którzy grali zbilansowanym atakiem – trafiał kolejno Kikowski, Dustin Ware, Thomas Davis i McCauley. My odpowiedzieliśmy przez ten okres trójkami Josepha, Chrabascza i Gabińskiego, po której wynik brzmiał 47-48 dla gości. Od tego momentu przegraliśmy cztery ostatnie minuty kwarty 2-13 po niecelnych rzutach i bledach kozłowania (Dorn i Custer). Co ciekawe, całą kwartę na ławce przesiedział Adam Łapeta, a wrocławianie grając pod koszem Humphreyem, Gabińskim i Hrabasczem (dwójką z ich) przegrywali zbiórkę i obronę. W czwartej kwarcie bardzo dobre momenty miał Dorn, jak się okaże najlepszy zawodnik wrocławian, który rzucił pierwsze sześć punktów (w kwarcie 13), nie tylko wejściami na siłę, ale i rzutami z półdystansu. Nie potrafiliśmy zatrzymać przeciwników w obronie, znowu szalał Kikowski (w meczu 24 punkty) trafiający z każdej pozycji. Szczytem słabej gry wrocławian było nietrafienie Łączyńskiego (po przechwycie) kosza sam na sam, zresztą nasz kadrowicz pierwsze punkty zdobył na dwie minuty przed końcem meczu! Druga połowa to momentami festiwal rzutów słabych, niewykreowanych. Były momenty, gdy po dwóch kolejnych trafieniach można było nadrabiać straty, ale kończyło się to rzutami nieprzygotowanymi.
Wynik trzymał Kikowski, który utrzymywał mniej więcej 10 punktowe prowadzenie (maksymalnie 15) oraz Cleveland Melvin (19 pkt., 9 zb.), którego faulowaliśmy aż siedem razy.

Znowu było widać w Śląsku brak zagrywek, indywidualne akcje, brak zawodnika, który zabezpieczy obręcz. Wprowadzony przez trenera Mindaugasa Budzinauskasa McCauley (15 punktów i 8 zbiórek) był bardziej mobilny od Łapety, trafiał z dystansu, co także pokazało słabość naszych wysokich. Oczywiście, mamy nowy zespół po awansie z pierwszej ligi, głównie młodych zawodników, ale po runie 2-13 byli oni pogodzeni z porażką. Słabo grał Łączyński (4 pkt., 4 as.), Wojciechowski zdobył po przerwie dwa punkty, Custer żadnego, a Joseph grając prawie 28 minut zdobył 10 punktów i cztery straty, a przecież jest kreowany na lidera i najbardziej doświadczonym zawodnikiem. Bez zmian personalnych nie ma możliwości grania o najlepszą ósemkę; przykład Stali Ostrów jest radykalny (zmieniono trenera Jacka Winnickiego i zwolniono połowę składu), ale bez combo-guarda i twardego środkowego Śląsk (mamy drugą najsłabszą zbiórkę w lidze, jedynie przed HydroTruckiem) będzie częściej przegrywać niż wygrywać. 11 asyst na 73 zdobyte punkty, tylko 38% z gry (28/73) wobec słabo dysponowanych za trzy rywali (2/14) skończyło się przegraną dziesięcioma punktami u siebie.

Śląsk Wrocław – King Szczecin 73:83
Śląsk: Torin Dorn 22 (1), Maciej Wojciechowski 14 (1), Andrew Chrabascz 12 (1), Devoe Joseph 10 (2), Aleksander Dziewa 6, Kamil Łączyński 4, Michał Gabiński 3 (1), Michael Humphrey 2, Clayton Custer 0

Relacje z pozostałych spotkań Śląska:

Koszykarski Śląsk – meldunek 6: z Dąbrowy Górniczej na tarczy

Koszykarski Śląsk – meldunek 5: ostre rzucanie na inaguracje (z Hydrotruckiem)

Koszykarski Śląsk – meldunek 4: co wiemy po memoriale Adama Wójcika

Koszykarski Śląsk – meldunek 3: dwa sparingi z Pardubicami i trzech debiutantów

Koszykarski Śląsk – meldunek 2: sparingi ze Spójnią i Stalą

Koszykarski Śląsk – meldunek 1: nowy trener, nowy lider i pierwsi Amerykanie

Koszykarski Śląsk – meldunek 6: z Dąbrowy Górniczej na tarczy

Drugi mecz sezonu regularnego Śląsk zaczął piątką: Kamil Łączyński, Devoe Joseph, Mathieu Wojciechowski, Aleksander Dziewa i Michał Gabiński, Dla Wojciechowskiego i Gabińskiego był to powrót do Dąbrowy Górniczej, w której grali w poprzednim sezonie. Dąbrowa Górnicza podobnie jak Śląsk, rozpoczęła sezon od zwycięstwa – po dogrywce zwyciężyli GTK Gliwice, a w meczu zdobyli 105 punktów tracąc 102. To zapowiadało nam ostre strzelanie i dobre widowisko. Na początku było słabo – przeciwnicy grali indywidualnie, trafiali dużo rzutów z daleka – nawet z dziewięciu metrów, było widać, ze Gabiński nie potrafi przejmować po zasłonach, za dużo daje miejsca, z kolei gdy wychodzi na obwód, nikt je przejmuje i są łatwe punkty. Jego zmiennik, Andrew Chrabaszcz dobrze broni pod tablicą, jednak nie potrafi rozegrać pick-and-rolla (nie ścina pod kosz), a taką akcje rozegrał choćby Clayton Custer z Gabińskim. Pomysł z rozciąganiem gry widać było od początku, co prawda Łączyński potrafi sobie wykreować pozycję, ale szuka partnerów na sile. Był moment, kiedy co trzy posiadania Śląsk mógł rzucać za trzy punkty wysokimi, którzy oddawali piłkę kolegom, a czasem Aleksander Dziewa wchodził dynamicznie pod kosz, co zwykle kończyło się punktami lub faulem przeciwnika. Niestety zarówno Gabiński jak i Chrabaszcz, nie dają mu zasłon przy wejściach, często stoją wtedy pasywnie na obwodzie, co przekreśla szanse na zbiórkę w ataku. Z drugiej strony Maciej Wojciechowski znakomicie czuje się w szybkich wejściach, więc podkoszowi rozciągając grę, robią mu miejsce. W pierwszej kwarcie Robert Johnson zanotował 9 pkt., 3 zb. i 3 as. i był wyraźnie lepszy od kryjącego go Devoe Josepha, który podobnie jak koledzy zagrali słabo. Znakiem rozpoznawczym była nieudana akcja Śląska czterech na dwóch z kontrataku, po której przeciwnicy zdobyli siedem punktów z rzędu. Na szczęście dla Wrocławian, w tym fragmencie lider gospodarzy Dominic Artis nie zdobył punktu, grał samolubnie, w przeciwieństwie do pierwszego meczu z GTK, kiedy zaliczył 32 punkty, 7 asyst i 4 zbiórki. MKS cały czas zdobywała punkty po rzutach z dystansu (8/11 za trzy w pierwszej połowie, nawet 20-letni Konrad Dawdo trafił dwukrotnie), zdecydowanie za dużo miejsca zostawiali na obwodzie wysocy, którzy przejmując zawodnika po zasłonie dawali za dużo miejsca – Chrabaszcz lepiej radzi sobie przy obronie obręczy, niż trójki, a zgodnie z taktyką trenera Andrzeja Adamka dwóch z trzech wysokich gra zawsze, przy dobrze dysponowanych rywalach Śląsk stracił w pierwszej połowie 49 punktów. W drugiej kwarcie zaczęli zdobywać punkty Amerykanie – Joseph trafiał z dystansu, a Torin Dorn zagrał kilka skutecznych akcji na siłę – obecność tej dwójki oznacza siedzenie na ławce Wojciechowskiego – obecnie nie ma pomysłu na tą trójkę razem na parkiecie. Po raz kolejny okazało się, że Custer to raczej dwójka niż jedynka, bo podwajany traci piłkę na rozegraniu, a z kolei wykreowany trafia za trzy punkty. Połowę przespał Łączyński, bo 3 punkty zdobyte efektownym step back oraz dwie asysty to za mało. Ogółem mało otwartych pozycji, mało zespołowej gry – Śląsk przegrał połowę 44-49.

Druga połowa zaczęła się bardzo dobrze, widać było, że Łączyński chce grać z Dziewą, a w obronie zaczęliśmy odcinać strzelców, choć przebudził się Artis. Odpowiedział Łączyński rzutem za trzy z rogu boiska i dwójką przed Artisem, podobnie jak Joseph zaczął grać jak lider i także trafił z mocnym kryciem. Śląsk zaczął gonić wynik, pomogły w tym trzy faule Bryce`a Douviera i posadzenie go na ławce. Dalej świetnie grał Dziewa, który zbierał, blokował, przechwycił – imponująco jak na debiutancki sezon w Tauron Basket Lidze. Gdy Wojciechowski trafił za trzy, było 67-65 dla WKS, a po wejściu Custera nawet 69-65. Jednak po dwóch głupich stratach Śląska, kwarta skończyła się wynikiem 69-72. Wspomniany Artis na koniec trzeciej kwarty miał 6 punktów i 3 asysty, w porównaniu do meczu GTK czy sezonu 2017–2018 (grał do stycznia) w barwach Czarnych – średnio 15 pkt., 5 zb., i 6 as. słabo. Czwartą kwartę otworzył Łączyński rzutem za trzy, ale przebudził się Artis trafiając dwa razy za trzy punkty. Czwarta kwarta to był koncert gry tego zawodnika, potrafił zabrać piłkę Josephowi, zdobył osiem punktów z rzędu, co oznaczało dużą kontrolę gry. Joseph zmniejszył prowadzenie trójką na pięć punktów, przebudził się także Wojciechowski, który imponuje grając w kontraktach, ale np. za rzadko rzuca za trzy punkty. Gry Joseph w obronie zabrał piłkę Artisowi, z ośmiu punktów przewagi zrobiło się trzy. Gdy chwilę później trzecią trójkę w meczu Bryce Douvier (20 pkt. w meczu), na tablicy wyników było 84-88 i niespełna cztery minuty do końca. Widać było, że Gabiński nie nadaje się na długie granie i pod koniec nie ma siły , zmienił go Dziewa, który zdobył (jak się okaże) osiem z ostatnich dziesięciu punktów Sląska, świetnie wyglądając w pick and rollach z Łączyńskim i Wojciechowskim. Gdy wynik brzmiał 92-94 piłkę stracił Artis (18 pkt. w meczu), którą przechwycił.. Dziewa i od razu podał do Dorna, który chciał zagrać kontratak z Josephem, ale podał wprost w ręce Tavariusa Shine`a na 12 sekund do końca. Sfrustrowany Wojciechowski faulował niesportowo Shine`a (15 pkt. w meczu) i po dwóch trafionych rzutach dalej piłka była po stronie MKS. Po dwóch celnych Roberta Johnsona (20 pkt. w meczu), w odpowiedzi Dziewa ustalił wynik na 94-98.

MKS Dąbrowa Górnicza – Śląsk Wrocław 98:94
Śląsk: Devoe Joseph 18 (4), Aleksander Dziewa 18, Maciej Wojciechowski 14 (1), Kamil Łączyński 13 (3), Clayton Custer 11 (2), Torin Dorn 9, Michał Gabiński 6, Jakub Musiał 3 (1), Andrew Chrabascz 2

Relacje z pozostałych spotkań Śląska:

Koszykarski Śląsk – meldunek 5: ostre rzucanie na inaguracje (z Hydrotruckiem)

Koszykarski Śląsk – meldunek 4: co wiemy po memoriale Adama Wójcika

Koszykarski Śląsk – meldunek 3: dwa sparingi z Pardubicami i trzech debiutantów

Koszykarski Śląsk – meldunek 2: sparingi ze Spójnią i Stalą

Koszykarski Śląsk – meldunek 1: nowy trener, nowy lider i pierwsi Amerykanie

Koszykarski Śląsk – meldunek 5: ostre rzucanie na inaguracje (z Hydrotruckiem)

Inauguracja sezonu Tauron Basket Liga 2019/20 miała miejsce we Wrocławskiej Orbicie, mieście szczególnym dla koszykówki w Polsce – mowa przecież o 17-krotnym mistrzu Polski, który po trzech latach wraca do najwyższej klasy rozgrywkowej. Mecz transmitowała telewizja Polsat, która w tym sezonie na kanwie sukcesu koszykarzy, będzie miała po cztery transmisje (TUTAJ). Śląsk przystępował do spotkania niepewny swoich umiejętności – w sparingach było rożnie przegrywali z Pardubicami (TUTAJ), Ostrowem (TUTAJ), a w Memoriale Adama Wojcika dwukrotnie ulegli rywalom (TUTAJ). Od Memoriału minęło cztery dni, a trener Andrzej Adamek do gry przeciwko Hydrotruckowi Radom desygnował zupełnie nowa piątkę – Kamil Łączyński, Devoe Joseph, Maciej Wojciechowski, Aleksander Dziewa i Michał Gabiński. Piątka eksperymentalna, na ławce został m.in. Torin Dorn, lider zespołu w sparingach, a w piątce wystąpił Devoe Joseph, który dotychczas najbardziej zawodził. Zaczęło się bardzo mocno, Śląsk grał niczym w transie – 80% skuteczności z gry i 59 punktów w pierwszej połowie – nikt z 1948 kibiców nie marzył nawet o takiej grze Wrocławian. Śląsk grał koncertowo – trafiał za trzy (w całym meczu 11/20) dominował na tablicach (31 vs 21), co nie zmieniło się także po przerwie. Odpalił Michał Gabiński, który wykorzystując pasywna grę w obronie i brak obrońcy na obwodzie, trafił dwie trojki i dwie prawie trojki, taz za trzy trafił nawet Andrew Chrabascz, co pokazuje, ile WKS miał miejsca. Wśród przeciwników jedynym zagrożeniem był Obie Trotter – 21 punktów z tego 5/7 za trzy, 5 asyst, a po przerwie dołączył do niego Carl Lindbom autor 22 punktów z tego 3/4 za trzy. Śląsk w drugiej połowie dalej dominował i trafiał, co prawda Kamil Łączyński grał mało (do przerwy najlepszy zawodnik), a Clayton Custer miał problemy z wyprowadzeniem piłki (5 strat w 17 minut), jednak ciężar zdobywania punktów wzięli na siebie – Dorn i Joseph. W sumie aż siedmiu zawodników Śląska trafiło dziesięć i więcej punktów. Śląskowi wychodziło w tym meczu wszystko, czasem trafia się mecz, w którym siedzi wszystko – 89% za jeden, 77% za dwa i 55% za trzy. Świetnie zagrali także Aleksander Dziewa oraz Maciej Wojciechowski, a Torin Dorn zaliczył double-double. Na minus – rozgrywanie Custera, kontuzja kolana w czwartej kwarcie Chrabascza i zaledwie sześc zbiorek w ataku (6 vs 10). Pasywnie w obronie graliśmy przy rzutach z daleka, być może to rozluźnienie, bo największe prowadzenie wynosiło w tym meczu 27 punktów. Finalnie Śląsk stracił 95 punktowi z drużyną, która w tym sezonie nie będzie bić się o play-offy, dlatego ostrożnie należy podchodzić do szans w tym sezonie. Dodam, ze Michael Humphrey w dalszym ciągu nie gra, choć pod koniec mecz trener Adamek dał pograć Tomaszowi Żeleźniak i Jakubowi Musiałowi.

Śląsk Wrocław – Hydrotruck Radom 111:95
Śląsk: Devoe Joseph 18 (3), Torin Dorn 17, Aleksander Dziewa 16, Maciej Wojciechowski 15 (2), Kamil Łączyński 15 (2), Michał Gabiński 12 (2), Andrew Chrabascz 10 (1), Clayton Custer 5 (1), Michał Jodłowski 3, Tomasz Żeleźniak 0, Jakub Musiał 0.

Koszykarski Śląsk – meldunek 4: co wiemy po memoriale Adama Wójcika

Koszykarski Śląsk – meldunek 3: dwa sparingi z Pardubicami i trzech debiutantów

Koszykarski Śląsk – meldunek 2: sparingi ze Spójnią i Stalą

Koszykarski Śląsk – meldunek 1: nowy trener, nowy lider i pierwsi Amerykanie

Koszykarski Śląsk – meldunek 4: co wiemy po memoriale Adama Wójcika

Drugi memoriał imienia Adama Wójcika zaczął się z wielką pompą, bo imprezę otworzyła wdowa Krystyna Wójcik i Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk, mieliśmy także przemówienie Macieja Zielińskiego i Lidera PO Grzegorza Schetyny, tort z okazji 80 urodzin Mieczysława Łopatki, a imprezę prowadził Waldemar Kasta, który przedstawiał drużyny i na koniec oczywiście Śląsk. Kibice zobaczyli wiele nowych twarzy, w porównaniu do poprzedniego sezonu, bo wcześniejsze sparingi były zamknięte dla publiczności, chwilę wcześniej brawa otrzymali reprezentanci Polski Adam Hrycaniuk (Arka) i Kamil Łączyński (Śląsk), ale wszystko przyćmił fenomenalny film ze wspomnieniami Adama Wójcika. Dla kibiców to był czas szczególny i z perspektywy całego memoriału, było to fenomenalne. Chwilę później do wyszli zawodnicy.
Bardzo szybko okazało się, że przeciwnicy Śląska, czyli Filou Oostende, to nie są ogórki, tylko mistrzowie Belgii, lepszej ligi niż nasza. Świadczy o tym choćby transfer najlepszego polskiego zawodnika Mateusza Ponitki, który kilka lat temu zamienił Asseco Prokom Gdynia na Telenet Oostende, aby dalej się rozwijać, a przecież mógł zostać w kraju w zasadzie w dowolnej drużynie. Dzisiaj Telenet to Filii Oostende, czyli znakomicie zbilansowana drużyna, co widać było pod koszem, gdzie Shevon Thompson (213 cm) i Amar Sylla (206 cm) dominowali pod tablicami. Brak zbiorek był aż nadto widoczny, nie radziliśmy sobie na tablicy – ani Dziewa, Gabiński ani Chrabascz . Po raz kolejny nie zagrał Humprey i ale nie mam przekonania czy będzie on zawodnikiem, który zabezpieczy nasza tablice. Marzy mi się zawodnik pokroju Shawna Kinga, który grając dwa sezony w Stali Ostrów zabezpieczał obie tablice. Wydaje mi się, że to będzie problemem Śląska, bo o ile trener Andrzej Adamek rotował składem sprawdzając różne ustawienia, to nawet dość wysoka piątką na druga połowę niedzielnego meczu z Arką: Łączynski, Dorn, Wojciechowski, Chrabascz, Dziewa nie dala jakości pod tablicami. Wracając do piątku, to słabszy dzień miał lider belgów Braian Angola, ale Belgowie mieli jeszcze Jeana-Marca Mwemę, który dziurawił nasz kosz. Śląsk grał inaczej w porównaniu do sparingów, przede wszystkim zaskoczeniem była pierwsza piątka: Clayton Custer, Devoe Joseph, Maciej Wojciechowski, Andrew Chrabascz i Aleksander Dziewa. Nie wiem jaka jest hierarchia, ale brak Łączyńskiego oraz najlepszego w sparingach Torina Dorna zaskoczył mocno kibiców. Łączyński zaczął nerwowo, nie trafił dwóch rzutów jednak w swoim stylu, z nóżki, trafił niemal z połowy boiska buzzer beatera, czym znakomicie przywitał się z publicznością w hali Orbita. Wojciechowski nie trafiał z daleka, ale pokazał w obu meczach ze w szybkiej grze, kontratakach i dynamicznych wejściach jest w czołówce polskich zawodników. Nie trafiał także Joseph, co zaskakuje, bo CV ma bogate (Turcja, Francja, Eurocup, reprezentacja Kanady) i miał być pierwszym strzelcem. W mojej ocenie, w dwóch meczach memoriałowych zawiódł najbardziej i mecz z Radomiem powinien być ostatnim testem przydatności. Gra Śląska miała wiele nerwowości, mieliśmy sporo niedokładnych podań, ale w pewnym momencie nie wytrzymał Łączyński i otrzymał przewinienie techniczne. Wiele przed nim – Śląsk to nie Anwil i trochę zajmie zgranie, a także powrót do wielu przegranych meczów. Łąka pokazał także kilka zagrań w ataku, zaliczył dwa przechwyty i przez chwile wyglądał jak lider, zwłaszcza przy rzucie z polowy, a także najlepszej akcji wrocławian, czyli jego dogrania alley-oop do Macieja Wojciechowskiego. Na wyróżnienie zasłużyli także Dorn, który z ławki dal duże wsparcie oraz Dziewa, potrafiący zaskoczyć przeciwników rzutem z daleka. Na Belgów to było za mało, choć przeciwnicy przewagę wypracowali dopiero w drugiej połowie za sprawą duetu: Amar Sylla, Jean-Marc Mwema. Niestety dla Śląska, rezerwowi przeciwników – młodzi Belgowie okazali się lepsi niż ich rywale i tutaj też jest dużo pracy przed trenerem Adamkiem. Mi zaimponował 17 letni Keye van der Vuurst de Vries, który ćwiczył Norberta Kulona, dwukrotnie zabierając mu piłkę.

Śląsk Wrocław – BC Filou Oostende 70:83
Śląsk: Dorn 15, Dziewa 14 (1), Wojciechowski 13 (2), Joseph 9 (1), Chrabascz 6, Custer 4 (1), Łączyński 3 (1), Jodłowski 2, Kulon 2, Gabiński 2, Musiał 0

W drugim meczu turnieju ostrzyliśmy sobie apetyty na pojedynek Oostende z Arką Gdynia przede wszystkim, aby zweryfikować poziom turnieju i to, gdzie jest Śląsk. Do końca trzeciej kwarty było równo, nawet Arka osiągała kilku punktowe prowadzenie. Josh Bostic kontra Jean-Marc Mwema to miał być pojedynek dnia, liczyliśmy także na przebudzenie MVP belgijskiej ligi Braiana Angola, no i na naszego Adama Hrycaniuka, który z zadaniowca po mistrzostwach urósł do rangi twarzy TBL. W czwartej kwarcie stało się coś dziwnego, niewytłumaczalnego. Mająca na boisku swoich najlepszych zawodników Arka nie trafiała z prostych pozycji oraz traciła proste piłki, co bezwzględnie wykorzystywało Oostende. 6-26 brzmiał wynik tej kwarty, nie było emocji, raczej nerwowość i pokrzykiwanie na siebie. Oostende wygrało turniej i przyznam, że z przyjemnością zobaczę ich za rok, bo przyjechali w pełnym składzie, walczyli i grali zespołowo. Chciałbym, aby tak grał nasz Śląsk. Żałuję, że publiczność nie dopisała, może było 150 widzów na trybunach, w przeciwieństwie do prawie pełnej hali na meczy Śląsk – Oostende. Dyscyplina potrzebuję trochę zaufania i nawet w takim koszykarskim mieście wiele jest pracy, aby zachęcić do przychodzenia na Śląsk. Na pewno nie pomógł fakt, że sobotni mecz zaczął się o 17.00, a o 20.00 mieliśmy derby Dolnego Śląska z Zagłębiem Lubin, na których byli ponad 20 tysięcy kibiców.

W ostatnim dniu turnieju zagrały drużyny, które wcześniej przegrały swoje mecze. O dziwo przegrana Wrocławian 13 punktami w pierwszym dniu nie wyglądała tak źle w porównaniu do 68-90. Zaczął świetnie Aleksander Dziewa i to rzutami z daleka, czym potwierdził ogromne uzasadnione zainteresowanie m.in. Mike’a Taylora (hashtag na twitterze #dziewawatch). Niestety wkradła się nieporadność w ataku gospodarzy, notowaliśmy straty i do poziomu dostosował się niestety także Kamil Łączyński. Na początku spotkania na kolejne punkty gości, Śląsk potrafił odpowiedzieć tylko akcjami Dziewy i wejściami Wojciechowskiego, nie wychodziły zagrywki i rzuty z dystansu, w przeciwieństwie choćby do Bartłomieja Wołoszyna, który regularnie trafiał za trzy punkty. Goście zagrali bez swojego najlepszego zawodnika (Josh Bostić tylko trenował rzuty na rozgrzewce) ale kontrolowali cały mecz, w drugiej połowie prowadząc nawet 20 punktami. Kibice byli zniechęceni, bo przez trzy kwarty żaden z obcokrajowców nie wziął na siebie gry i należy się zastanowić, czy Śląsk nie powinien zrobić wzmocnień, a także opuszczać halę przed końcowym gwizdkiem. Wiadomo, budżet nie jest z gumy, ale Devoe Joseph w żadnym meczu sparingowym nie odpalił. Torin Dorn w roli zmiennika się nie sprawdza, to zawodnik szukający wejść pod kosz, a Clayton Custer to ani jedynka bo słabo kreuje, ani dwójką z racji parametrów. Ten ostatni przebudził się w ostatniej kwarcie, najpierw podając alley-oop do Macieja Wojciechowskiego, a potem trafiając kilka rzutów, sprawiając dobre wrażenie na koniec. Ostatecznie Arka wygrała ponownie 13 punktami, a MVP turnieju został Amar Sylla zawodnik Oostende, niesamowity talent (z parametrami 2.05m, 86 kg), który na pewno zagra w NBA.

Śląsk Wrocław – Asseco Arka Gdynia 65:78

Koszykarski Śląsk – meldunek 3: dwa sparingi z Pardubicami i trzech debiutantów

Koszykarski Śląsk – meldunek 2: sparingi ze Spójnią i Stalą

Koszykarski Śląsk – meldunek 1: nowy trener, nowy lider i pierwsi Amerykanie

Koszykarski Śląsk – meldunek 3: dwa sparingi z Pardubicami i trzech debiutantów

Za nami dwa sparingi z BK JIP Pardubice, w których zadebiutowali przed wrocławską publicznością nowi zawodnicy – Maciej Wojciechowski, Devoe Joseph i Andrew Chrabascz, a na parkiecie nie pojawił się krytykowany Kadeem Batts, który dwa dni pózniej został zwolniony. Pierwsze połowy obu spotkań zaczęły się podobnie – Śląsk szybko obejmował prowadzenie grając piątką: Clayton Custer, Jakub Musial, Torin Dorn, Maciej Wojciechowski, Aleksander Dziewa. W spotkaniu piątkowym, Śląsk nie potrafił poradzić sobie ze swietnie dysponowanymi rywalami, którzy w drugiej połowie raz po raz trafiali za trzy punkty. Do przerwy znakomicie zagrał Torin Dorn, który w całym spotkaniu rzucił 23 punkty. Zaliczył także niesamowite minięcie do lini, po którym z impetem wsadził piłkę. Jeśli będzie tak grał w meczach ligowych, będzie ulubieńcem kibiców.

Śląsk Wrocław – BK JIP Pardubice 81:87
Śląsk: Dorn 23, Wojciechowski 14 , Dziewa 9, Joseph 7, Kulon 6, Żeleźniak 6, Musiał 6, Chrabascz 6, Custer 2, Jodłowski 0.

W sobotnim meczu Śląsk po trzech porażkach z rzędu (Stal Ostrów, GTK Gliwice na wyjezdzie i BK Pardubice) chciał się przełamać przed Memoriałem Adama Wójcika. Do lidera wrocławian, bo tak należy dzisiaj tytułować Torina Dorna, dołączył Jakub Musiał, który koncertowo trafiał trojki (18 punktów, 4/6 za 3) i był to najlepszy jego przedsezonowy mecz. Przebudził się debiutant Devoe Joseph, a znakomita zmianę dal Norbert Kulon. Przed ostatnim trudne czasy, gdyż w meczach przedsezonowych pierwszym rozgrywającym był Clayton Custer, a ze zgrupowania wraca docelowa „jedynka” Kamil Łączyński. Inny kadrowicz, Maciej Wojciechowski miał przebłyski dobrej gry, ale widać, że dopiero dołączył i nie zna się z partnerami. Z kolei zmiennik Battsa Andrew Chrabascz, to zawodnik niższy, mocno zbudowany ale nie jest typowym środkowym i nie dysponuje rzutem z daleka. Inne wnioski, to z Czechami niewidoczny był Aleksander Dziewa, a Custer w roli jedynki nie daje tyle zespołowi po ofensywnej stronie, co na dwójce. Dobra wiadomością jest to, że Michaela Humphrey zaczął w przerwie drugiego meczu trening rzutowy i być może zadebiutuje w piątek na Memoriale.

Śląsk Wrocław – BK JIP Pardubice 83:68
Śląsk: Musiał 18, Kulon 12, Dorn 11, Joseph 11, Wojciechowski 9, Żeleźniak 8, Custer 5, Chrabascz 5, Dziewa 4, Leńczuk 0, Jodłowski 0, Tomczak 0.

Koszykarski Śląsk – meldunek 2: sparingi ze Spójnią i Stalą

Koszykarski Śląsk – meldunek 1: nowy trener, nowy lider i pierwsi Amerykanie

Koszykarski Śląsk – meldunek 2: sparingi ze Spójnią i Stalą

Śląsk Wrocław, który nie wszedł sportowo do EBL, chciałby walczyć w najbliższym sezonie o play-off, bo Śląsk zawsze walczy o play-off nawet, gdy nie pozwala na to kadra i budżety. W tym sezonie w drużynie ma być sporo obcokrajowców, kilka młodych twarzy z pierwszej ligi oraz dwie gwiazdy Kamil Łączyński i Maciej Wojciechowski. W pierwszych otwartych dla kibiców sparingach można było zobaczyć, jak wyglądają zagraniczne gwiazdy oraz jak prezentują się na tle Spójni Stargard i Stali Ostrów Wielkopolski młodzi zawodnicy, którzy pod nieobecność polskich kadrowiczów, dostali sporo minut.

W pierwszym meczu objawiło się dwóch liderów – Torin Dorn zdobył 23 punkty (9/13 z gry), a Clayton Custer 19 punktów (7/9) i pięć asyst. Custer potwierdził to, co o nim pisano przy zakontraktowaniu – ma niesamowitą „klepkę”, a także warunki nie są jego silna strona i ciężko będzie mu w obronie. Z kolei Torin Dorn gra na wysokiej skuteczności bliżej kosza, ma dynamiczne wejścia, dobrze zbiera i jest silny fizycznie (jego ojciec grał w NFL). O miano najlepszego zawodnika rywalizował z Mateuszem Kostrzewskim ze Spójni, który był liderem gości szczególnie w czwartej kwarcie, w której nieoczekiwanie goście mieli zryw i walczyli do końca o zwycięstwo.

Śląsk Wrocław – PGE Spójnia Stargard 80:76
Śląsk: Dorn 23, Custer 19, Dziewa 8, Bats 7, Gabiński 7, Musiał 7, Kulon 6, Jodłowski 3, Leńczuk 0, Zagórski 0.

Następnego dnia do Orbity przyjechała Stal Ostrów i od pierwszej akcji widać było, że Stal w ostatnich sezonach gra o najwyższe cele. Zupełnie inna intensywność akcji w ataku i obronie, latający Przemysław Żołnierewicz, dobrze dzielił się piłką Daniel Szymkiewicz, a z ławki energię wniósł Jarosław Mokros. Stal miała więcej jakości, miała tez najlepszego zawodnika meczu Nikole Jevtovica (21 punktów w 20 minut) i podopieczni Jacka Winnickiego pewnie zwyciężyli 87-62. W Śląsku liderem był ponownie Clayton Custer, z ławki dobrą zmianę dal Michał Gabiński, w obronie niezle radził sobie utalentowany Aleksander Dziewa. Jakub Musiał pudlował za trzy punkty, a Kadeem Batts nic nie wniósł w obu meczach, szczególnie w ataku widać było nieporadność i brak rzutu z dystansu. Moim zdaniem jest na wylocie z drużyny, ale decyzja pewnie zostanie podjęta po powrocie kontuzjowanego Michaela Humphrey’a. Czekamy także na pierwszy mecz Macieja Wojciechowskiego, który w dresach siedział na ławce podczas spotkania ze Stalą.

Śląsk Wrocław – BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski 62:87
WKS Śląsk: Custer 22, Dorn 12, Gabiński 9, Dziewa 8, Musiał 4, Kulon 3, Jodłowski 2, Zagórski 2, Batts 0, Tomczak 0, Leńczuk 0.

Koszykarski Śląsk – meldunek 1: nowy trener, nowy lider i pierwsi Amerykanie

Koszykarski Śląsk – meldunek 1: nowy trener, nowy lider i pierwsi Amerykanie

Od sensacyjnej wiadomości, czyli powrotu do ekstraklasy koszykarzy tylnim wejściem Śląska Wrocław minęło kilka tygodni. W tym czasie poznaliśmy pierwszego trenera (Andrzej Adamek) oraz krajowego lidera na boisku (Mathieu Wojciechowski). Dowiedzieliśmy się także, że Śląsk swoje spotkania będzie grac w hali Orbita, w której grywał juz w tym dziesięcioleciu, a Hala Stulecia (dawniej Ludowa), z którą kojarzy się jednoznacznie największe sukcesy klubu ma zajęty terminarz na dwa lata do przodu.

W zespole ma pozostać trzon kadry, która występowała w drugiej lidze: Norbert Kulon, Aleksander Dziewa, Jakub Musiał, Szymon Tomczak, Tomasz Żeleźniak i Aleksander Leńczuk, uzupełniony trzema Polakami i czterema obcokrajowcami. Pierwszy transfer Polaka, nieco sensacyjny to podpisanie Mathieu Wojciechowskiego. W poprzednim sezonie Energa Basket Ligi notował on średnio 13,6 punktów i 5,7 zbiórek w 28 minut, trafiając 49,8% rzutów z gry. Został wybrany najbardziej energetycznym zawodnikiem całego sezonu EBL. Został nominowany do drugiej piątki rozgrywek i otrzymał tytuł najlepszego polskiego debiutanta. Wojciechowskim interesował się Polski Cukier Toruń, ale ostatecznie wybrał on 17-krotnych mistrzów polski. Drugim zawodnikiem podpisanym jest Michał Gabiński, który występował przed laty we Wrocławiu, a kibice zapamiętali go głównie z postawy w finale Pucharu Polski 2014 w którym zanotował 21 punktów i sześć zbiórek zostając MVP. Kolejne lata to pobyty bez sukcesów w Polfarmexie Kutno i MKS Dąbrowa Górnicza. Kim będzie trzeci polak nie wiadomo, na liście wolnych zawodników są m.in. Kami Łączyński, Michał Michalak, Michał Sokołowski, Jarosław Zyskowski i Krzysztof Sulima, trudno na dzisiaj prorokować, jaki budżet bedą mieli działacze Śląska Wroclaw.

Dzisiaj działacze podpisali umowę z 24-letnim rozgrywającym Claytonem Custerem. Mierzy on 185 cm, waży 84 kg do Europy trafił bezpośrednio po zakończeniu uniwersytetu. Jego największym osiągnięciem było dotarcie z zespołem Loyola Rumblers do Final Four w 2018. Awans do najlepszej czwórki to największy sukces w historii klubu, a Custer w decydującym meczu rzucił 15 punktów i przechwycił dwie piłki. Custer w ostatnim roku notował średnio 11.1 pkt, 2.7 ast, 2 zb i 1.1 prz., zwyciężył w konkursie rzutów za 3 podczas NCAA Final Four w Minneapolis oraz był na listach koszykarskich prospektów: Naismith Trophy Award Watch List i Lou Henson Award Watch List. Nie dostał się do NBA, ale działacze Śląska maja nosa do młodych zawodników – w sezonie 2015/2016 występował we Wrocławiu bezpośrednio po szkole średniej Jarvis Williams i zdobywał średnio 17,2 punktu (najlepsza średnia w całej lidze) i 8,9 zbiórki na mecz. W trakcie rozgrywek odszedł jednak z powodów finansowych do Tureckiego Tofas Bursa.

Drugim podpisanym zawodnikiem jest Kadeem Batts, którego podpisanie to spore ryzyko, bo ten zawodnik nie grał przez ostatnie trzy lata. Dlatego rozsądnie jest zakontraktowanie go na zasadach try-out, czyli będzie można go w każdej chwili zwolnić jest dobrym ruchem klubu. Trzy lata temu był na testach w Stelmecie Zielona Gora, Turowie Zgorzelec, a Rosa Radom nawet podpisała z nim kontrakt, jednak oficjalnie nie przeszedł testów medycznych (a nie oficjalnie lubił sobie zapalić, niekoniecznie papierosa). Jego szczytowym osiągnięciem, był udział w rozgrywkach Ligi Letniej w 2014, w barwach Orlando Magic, notując średnio 9,3 pkt i 5,3 zb. w 19 minut. Podpisał on nawet kontrakt z Magic, ale po miesiącu znalazł się w D-League w zespole Erie BayHawks, notując podobne średnie 9,7 pkt i 5,5 zb. Dzisiaj mając 28 lata po poważnych kontuzjach na nowo probuje odbudować swoja karierę.