Cztery mecze – trzy porażki, nie skreślajmy jeszcze Liverpoolu

Zaczęło się od Ligi Mistrzów, gdzie w pierwszym meczu 1/8 finału, już w czwartej minucie po rzucie wolnym i zamieszaniu, piłka spada pod nogi Saula Nigueza, który pokonał Alissona Beckera. Maszyna, która rozwalcowuje rywali w Premier League zawiodła. Mylił się Salah, który jedynie strzelił bramkę z ewidentnego spalonego (oczywiście nie mogła zostać uznana). The Reds bili głową w mur i o ile przed meczem mówiono, że Atletico należy do niewygodnych rywali, to same zwycięstwa i jeden remis w 26 meczach Premier League jasno wskazywał faworyta.

Zresztą kolejny mecz ligowy z West Hamem zakończył się tak, jak wiele innych – Liverpool odrobił stratę i z 1-2 zrobili 3-2. Kosmiczna liczba zwycięstw (26 z 27) i pogoń za Invincibles, czyli Arsenalem z sezonu 2003/04, a w dalszej perspektywie obrona Ligi Mistrzów, której poza Realem 2016-2018 obronił wcześniej Milan w czasach prehistorycznych (1989-1990) – takie były marzenia Jürgena Kloppa.

Jak wiemy, The Reds Invincibles nie zostaną, Watford rozjechał ich aż 3-0! Bohaterem został Senegalczyk Ismaila Sarr, który przed sezonem przyszedł za 30 mln euro z Rennes. Przyćmił swojego rodaka Sadio Mane strzelając dwie bramki i przy trzeciej asystując. Przy pierwszej bramce Doucoure podał do niego w uliczkę na wyprzedzenie, w drugiej wyprzedził Virgila van Dijka, który nie mógł nadążyć. Przy trzeciej bramce Trent Alexander-Arnold popełnił błąd pod swoim polem karnym i do piłki dopadł Sarr, który wycofał ją do Troy’a Deeney’a. Zaskakujące, że bramki padły po błędach obrońców, którzy przez cały sezon uważani byli za najlepszych.

Kolejna porażkę Liverpool odniósł w FA Cup z Chelsea. Klopp próbuje rotować składem, choć zwykle w pewnym momencie na boisku pojawiają się gwiazdy – Salah, Firmino i Mane. Dobrze dysponowana Chelsea wygrała podobnie jak Wadford 3-0, w najmniej ważnych rozgrywkach, ale sam udział w takim meczu Mane, Fabinho, Robertsona czy van Dijka przez 90 minut, pokazuje, że niemiecki trener nie potrafi odpuścić. Podobnie wyglądały grudniowe mecze z Monterrey i Flamengo (mecz z dogrywką trwał 120 min).

Ogromne obciążenia wielu zawodników przez cały sezon wychodzą w najważniejszym momencie. Oczywiście, Premier League jest już wygrana, bo po porażce z Watfordem przewaga nad Manchesterem City wynosi 22 punkty, a Pep Guardiola już w styczniu mówił, że przegrał rywalizację i musi skupić się na grze w Europie. Niestety w Lidze Mistrzów coraz więcej jest głosów, że to Atletico wygra dwumecz, a dodatkowo dzisiaj gruchnęła wiadomość o kontuzji Alissona, który nie zagra w meczach z Bournemouth i Atletico. Porażka w pierwszym meczu 0-1 w kontekście choćby wyeliminowania rok temu w półfinale Barcelony po przegranej 0-3, nie pozwala mi nie skreślać Liverpoolu. Jeszcze nie teraz.

Pożegnanie Kobego Bryanta

Niesamowite są zdjęcia i video ze Staples Center, gdzie pożegnali koszykarza bliscy, przyjaciele, koledzy i rywale. Świat stracił ikonę nie tylko sportu, bo wiele rzeczy, które robił Kobe Bryant poza parkietem było doskonałych. W transmisji video, które na koncie twitterowym ESPN śledziło 1,2 mln widzów wspominała go żona, która cytatami o niespełnionym marzeniu zestarzenia się razem i troszczeniu się Gigi w niebie, a ona zajmie się pozostałą trójką dziewczynek chwyta za serce. Michael Jordan płakał jak bóbr, a nigdy nie był znany z roli wielkiego mówcy (raczej mało mówił, po prostu robił, jak hasło przewodnie Nike). Wielki koncern też wypuścili dwuminutowy spot, w którym w fenomenalny sposób uchwycił karierę Bryanta tekstem i migawkami audio, bo wszystko inne mamy we wspomnieniach.

Wielki sportowiec ale także mąż i ojciec, po zakończeniu kariery oddał się rodzinie, która tak go wspierała przez 20 lat gry na parkietach NBA. Nie da się bez zaplecza rodzinnego, spokojnej głowy i poukładania spraw ważnych być tym, kim był Kobe. Jego największą rysą jako zawodnika, to rozpad duetu z Shaquille O’Nealem ale poprzedzony było głośną sprawą o gwałt (który ostatecznie został zmieniony na dobrowolne współżycie) na pracownicy hotelu, która ostatecznie wycofała zarzuty. Podobnie jak później żona Vanessa wycofała wniosek o rozwód. Bryant momentalnie z idola stał się znienawidzonym, rozkapryszonym gościem, który po odejściu Diesela, wypadł nawet z play-off.

Miłość, jaką później otaczał rodzinę, niesamowite obrazki jego i Gigi, które obiegły internet chwilę po śmierci, a sam Kobe jak to powiedział ostatnio Dwayne Wade przy ceremonii zastrzeżenia swojej koszulki, był dla jego pokolenia superbohaterem. Vanessa na ceremonii określiła go mianem MVP tatusiów swoich córek, a Shaq MVP nieba. Kobe był naprawdę kimś wyjątkowym.

Nie było mi z nim po drodze, jako wielki fan Shaqa uważałem go najpierw za przereklamowanego nastolatka, a potem co najwyzej Robinem Batmana. W konflikcie z Shaqiem, stałem po stronie starszego, kibicowałem mu też w wyprawie na Pluton
(wolał grać gdziekolwiek, byle nie w Lakers). A wcześniej, gdy Kobe zdobywał 81 punktów – drwiłem, że oddaje niezliczoną ilość rzutów, że Toronto słabo broni i że to nic nie znaczy. Dopiero mistrzostwo poprzedzone przegranymi finałami z Celtics zmieniło moje postrzeganie o Kobe (ale tylko trochę, bo to zawsze Kobe). Zbiegło się to narodzeniem social mediów jakie znamy, dzięki czemu coraz bardziej widoczne było pojęcie „mentalność Mamby”. Ogromna praca na treningach i wręcz chorobliwe dążenie do doskonałości, doprowadziło Bryanta na szczyt rok po roku. W końcu był MVP jako lider. Wspomniałem o rysie, bo wydaje się, że Lakers z tym duetem powinni mieć i dziewięć tytułów, a nie trzy plus dwa z Pau Gasolem i Lamarem Odomem. Starzejący się Shaq i przejmujący pierwszeństwo Bryant – tego dzisiaj życzyliby sobie wszyscy.

Oczywiście oprócz cofnięcia czasu i samej katastrofy w Calabasas. Dziewięć osób zginęło w locie helikoptera, który zawoził córkę zawodnika na trening. To był sposób na oszczędzanie czasu na dojazdy, aby czas poświęcić rodzinie, a co prorocze – z Vanessą umówili się, że razem nie będą latać. Ponad 300 mln dolarów zarobionych na parkiecie, dużo więcej na inwestycjach poza, wspaniała rodzina, Oskar.. Pieniądze szczęścia nie dają, nie wrócą rodziny 41-letniego idola, któremu honor oddali wszyscy, a który swoją postawa nie tylko jako zawodnik na to absolutnie zasłużył. Ikona. Kobe Bryant #8 #24

  • 5× mistrz (2000–2002, 2009, 2010),
  • 2× MVP finałów (2009, 2010),
  • 1x MVP sezonu regularnego (2008),
  • 18× uczestnik meczu gwiazd (1998, 2000–2016),
  • 4× MVP meczu gwiazd (2002, 2007, 2009, 2011),
  • 11× pierwsza piątka (2002–2004, 2006–2013),
  • 2× druga piątka (2000, 2001),
  • 2× trzecia piątka (1999, 2005),
  • 9× pierwsza drużyna obrońców (2000, 2003, 2004, 2006–2011),
  • 3× druga drużyna obrońców (2001, 2002, 2012),
  • 2× król strzelców (2006, 2007).

Nastolatek przyćmiewa prawdziwe gwiazdy #ErlingHåland

Po losowaniu LM mieliśmy kilka ciekawych par, w tym prawdziwy mega hit Manchesteru City z Realem Madryt, ale wobec piłkarskich szachów, jakie wiedzieliśmy w ostatnich latach w meczach wagi ciężkiej, prawdziwe fajerwerki miały być w parze Borussii Dortmund z PSG. To jest nowa para, bo trudno jeden dwumecz z 2010 uznawać ich za starych znajomych, ale bardzo ekscytująca. Najofensywniejsza piłka w Bundeslidze przeciwko najofensywniejszej z Ligue 1. A na boisku pojedynek nowych z uznanymi gwiazdami futbolu – Erling Håland, Jadon Sancho vs Kylian Mbappé i Neymar. Trudno dzisiaj Francuza uznawać za nowa gwiazdę, to uznana topowa półka. Czas leci i do gry wchodzą nowi, jak duet z BVB. Niedawny transfer norwega (TUTAJ) był o tyle interesujący, bo mówiliśmy o kimś nowym w piłce, piłkarzu, który nie przestaje strzelać:

vs Eintracht – gol, 78 min,
vs Leverkusen – 90 min,
vs Werder – gol, 45 min,
vs Union Berlin – 2 gole, 76 min,
vs FC Koeln – 2 gole, 26 min,
vs Augsburg – 3 gole, 35 min.

Kilka tygodni później, gdy trzeba dopasować takiego piłkarza do utalentowanej drużyny jest.. jeszcze lepiej. Dodatkowo nowa zasada UEFA umożliwiła mu występ na Signal Iduna Park, mimo gry w Austrii na jesień. Liczby Hålanda imponują, zawodnik strzela bramki w różny sposób, czyli robi.. to samo, co w Salzburgu, tylko w lepszej lidze, z lepszymi rywalami. Jego regularność mnie zachwyca do tego stopnia, że wybierając pomiędzy meczami Atletico z Liverpoolem a BVB z PSG nie miałem wątpliwości, co i kogo oglądać. Każde przyjęcie piłki, zastawienie się, odegranie jest na wysokim poziomie, a przeciwko sobie miał prawdziwego tura Thiago Silve. Piłkarz urodzony w lipcu 2000 już jest piłkarzem z top50, a z każdym miesiącem będzie przesuwać się wyżej w hierarchii, w tempie Mbappé dwa sezony temu.

Pierwsza bramka padła dopiero po przerwie – to przytomne znalezienie się w polu karnym. Egzekutor został uciszony sześć minut później rajdem francuskiego napastnika i perfekcyjnym oddaniem do Neymara. W pucharowych meczach strzelają gwiazdy, a dwie minuty później po asyście 17-letniego Giovanniego Reyna, nie zastanawiając się od razu strzelił Håland. Sposób, w jaki to zrobił było imponujące i choć trudno mówić o narodzinach gwiazdy, to jednak pierwszy występ w fazie pucharowej i dwie bramki. W cieniu Hålanda bardzo dobre zawody rozegrali Sancho, Achraf Hakimi i Emre Can. Właśnie wygrany środek boiska był decydujący, bo zmniejszył liczbę akcji rywali nastawionych trio Neymar, Mbappe, Di Maria.

PSG na drugą bramkę Borussii już nie odpowiedziało, a w końcówce skompromitowali się dwoma żółtymi kartkami, które wykluczają z rewanżu Meuniera (nie wiedział, że będzie po kartce pauzował) i Verrattiego (dyskutował z arbitrem w 89 minucie). Z gwiazdozbioru rezerwowych: Cavani, Draxler, Icardi i Sarabia, na boisko wszedł tylko ten ostatni. To wywoła na pewno niezadowolenie i w konsekwencji odejście zawodników, dla których wobec braku rywalizacji we Francji, liczą się cztery mecze na wiosnę. Ambicje są oczywiście większe, ale ćwierćfinał to bieżący rekord klubu posiadającego w/w gwiazdy. Efektowna gra na krajowym podwórku – pokaz siły, zwycięstwami 6-1 z Dijon czy 5-0 z Montpellier, któryś to już raz nie przełożył się na Europę. W dodatku wybuchają skandale jak publikowanie na Instagramie filmu przez brata Kimpempe, w którym nazywa Thomasa Tuchela sk.., a Neymar obwinia klub, że jest oszczędzany. Jeśli na Parc des Princes PSG nie odwróci losów i znowu wywali się na 1/8, rozpocznie się transferowa saga z Mbappé i Neymarem.

Boniek vs Rokuszewski, czyli starcie w #stanfutbolu zainspirowało mnie do refleksji na temat stanu polskiej piłki

Sobotni odcinek Stanu Futbolu był jednym z najciekawszych tego typu programów w ostatnich latach. Samo zaproszenie do programu Zbigniewa Bońka jest zawsze sporym handicapem, bo Prezes PZPN zwykle dominuje programy i świeci zawsze najmocniej. Ale tym razem zupełnie (dla mnie) nieoczekiwanie trafił na wymagającego rywala. Znane są powszechne sympatię czołowych dziennikarzy z Prezesem PZPN, tym bardziej byłem zaskoczony, że w programie Krzysztofa Stanowskiego, w którym jego goście zwykle otaczani są parasolem ochronnym zaczęło się strzelanie.

Zbigniew Boniek nic nie świadomy odpowiadał na pytania w swoim stylu, nie dawał rozwinąć skrzydeł innym, skakał wielowątkowo, a na trudne pytania odpowiadał celnymi pytaniami. Przyzwyczajony jestem do tego typu scenariuszy, które szczególnie mi nie przeszkadzają. Zawsze mogę przecież wyłączyć. Bonka nie wyłączam, bo od zawsze był jakiś. Charyzmy miał za kilku, dlatego lubię go słuchać. Choć od pewnego czasu zauważyłem, że Polska piłka idzie w bardzo złym kierunku.

W programie znalazł się w końcu ktoś, kto potrafił zapytać i odpowiedzieć. Czekałem na taki scenariusz od dawna, ale szczególnie w Cafe Futbol, częściej mieliśmy poklepywanie Bonka po plecach. Ze najlepszy, że zmienił postrzeganie, że zarabia. Tylko, że te argumenty można było mówić już po roku, dwóch pierwszej kadencji, a nie w ostatnim. Nie przesadzajmy, że w czasach dużej transparentności w mediach, prowadzenie największego sportowego związku lepiej od Grzegorza Laty to sukces. To nie jest sukces, to normalność.

I właśnie Mateusz Rokuszewski, redaktor naczelny weszlo.com był tym, który nie szczypie się w język. Który punktuje i odpowiada. I to bardzo skutecznie, bo wymiana zdań przeniosła się po programie do Twittera via weszlo.com, dzięki wpisowi Jakuba Olkiewicza. Jeśli kilka dni później temat dalej grzeje, musiało się stać coś wyjątkowego.

Roki już na początku poprosił o nieprzerywanie, co było sygnałem, że ktoś chce coś powiedzieć będąc przy jednej scenie z Bońkiem. Potem formowanie tezy o kondycji polskiej piłki, również nie spotkała się z zadowoleniem. Żonglowanie Prezesa nazewnictwem polska piłka i PZPN okazała się mało skuteczna, bo o ile nie mam wątpliwości odnoście sprawnego prowadzenia wielkiej korporacji, to jednak pewne rzeczy zostały ewidentnie zlekceważone, zamiecione pod dywan. I te zganianie na ekstraklasę także jest mało eleganckie, bo jeśli mówimy o liczbie drużyn, reformie ESA37 to chętnie się Zibi wypowiada, ale w kwestii wyników w pucharach to on nic nie może. Pewnie, bezpośrednio nie, ale poziom jest dramatycznie słaby, odpadamy w przedbiegach z piłkarskimi ogórkami i nie gramy w europejskich pucharach. Dudelange wyprzedziło nas o długość, a wszyscy zdolni są wyprzedawani do przeróżnych lig.

Poszło też o MLS, że piłkarze (Przemysław Frankowski, Kacper Przybyłko, Przemysław Tytoń, Adam Buksa, a za chwilę także Jarosław Niezgoda) wybierają Stany Zjednoczone, a nie Europę. Na pewno mając propozycje jak Boniek z Juventusu wybraliby Serię A. Takowych nie mają, więc jadą gdzie lepiej płacą. Skończmy się okłamywać, że piłkarze grają z pasji. Grają dla pieniędzy. A jeśli przy okazji będzie sprawnie działający klub i liga, to chętnie mówią o rozwoju. Dzisiaj pozostawanie w ekstraklasie to cofanie się, co wynika z rezultatów w eliminacjach europejskich pucharów i rankingów.

Niestety exodus piłkarzy zbiegł się z zastępczą dyskusją o kształcie ligi. ESA taka, czy śmiaka, dodatkowa runda czy nie. Fajnie, że nie mówimy o dzieleniu punktów. Mam wrażenie, że zastanawiając się latami nad piłkarskimi duperelami, uciekła nam Europa. Cala para w gwizdek. Przecież piłkarz ma przede wszystkim grać. Najlepiej, aby sprawiało mu to przyjemność, bo wtedy entuzjazmem zarazi innych, a w dalszej kolejności także kibiców. Dyskusja kiedy mamy rozpoczynać sezon to kolejna ‚dyskusja żart’. Meczów naszej ligi nie da się oglądać, szlagiery zawodzą, a pojedynki zespołów z dołu tabeli nie interesują nawet koneserów. Rozszerzenie o drużyny klasy Chojniczanki, nie da nic polskiej piłce. Do słabych drużyn dołączą słabsi. A dzisiaj trzeba konkurować o widza z najlepszymi i najlepiej pokazywanymi ligami. A my co pół roku dostarczamy wcale nie najlepszym ligom to, co najlepsze, w zamian wzmacniając się słabymi Słowakami czy innymi oldboyami. Przecież za chwilę transferem przerwy zimowej będzie 36 letni Igor Angulo z Górnika Zabrze do Legii Warszawa.

Boniek się pomylił i ESA37 się nie udała. To akurat mi się bardzo podobało, bo dziennikarze rzadko się mylą, a raczej rzadko przyznają rację. Najbardziej znaczącej osobie w polskiej piłce wyciąga się wszystko, to rzeczywiście słabe. Choć z drugiej strony, rozliczajmy za łatwo idące tezy, które każdy może rzucić. Bardzo przydałoby się to wielu dziennikarzom.

Rokuszewski oprócz samej postawy zaimponował mi także tym, ze jasno deklarował nie pompowanie balonika. Bo na fali sukcesu, pod parasolem można przebimbać pół roku potem euro. Może się uda, a może wytrzymamy krytykę. Byle do października. Wtedy zmieni się kadencja i słabe jest to, że żaden z kandydatów jasno nie zadeklarował chęci bycia prezesem. Zakulisowe gierki, to znamy z naszego piekiełka, zamiast przyjść i mieć plan. Reformować. Tym razem nie wizerunek i wynik finansowy, bo Zbigniew Boniek z ekipą wycisnął maksa w tym temacie i za to wielkie brawa. Teraz czas na pracę u podstaw, zrzucenie garniturów, założenie dresów i trenowanie. Pokazywanie. A na koniec wyprowadzenie z czwartej dziesiątki ligi do drugiej. Chorwacja, Serbia, Grecja – właśnie te ligi zamykają dwudziestkę, to nie są dzisiaj ligowe tuzy, a przecież mamy najlepszą infrastrukturę w Europie. Tak powiedział Boniek, na co szybko odpowiedział Roki, że Niemcy na pewno mają lepsza. I brawo, skończmy z rzucaniem populizmów. Poza tym, jeśli za państwowe, czyli podatników pieniądze nie potrafimy wypełnić stadionów, bo kluby prowadzą ludzie w większości bez pomysłu.. Nie wszystkie, czego dowodem było mistrzostwo Piasta Gliwice. A rok wcześniej byli 14 drużyną ligi, czyli podobno lepszą niż trzecia w pierwszej Chojniczanka. Spieranie się, kto by wygrał, kto z pieniędzmi z telewizji by nie zrobił lepiej nie ma sensu. Ale to także mieliśmy na antenie.

Pieniądze są przejadane niczym w najlepszych ligach. Brakuje inwestycji, znowu pomysłu i kierunku. Symbolem jest Artur Jędrzejczak, któremu co jakiś czas wypomina się ogromne pieniądze w kontrakcie. Jakby to była jego wina, jakby ktoś z pistoletem przy skroni kazał Dyrektorowi/Prezesowi podpisywać kontrakty, na które klubów nie stać. A co, stać! Tylko potem trzeba z czegoś ścinać. Tym symbolem jest podpisywanie ugody, aby utrzymać promocje na kolejny sezon. Przepraszam licencje. Kółko sie zamyka, bo brak licencji to upadek, a to z kolei brak kasy dla piłkarzy. Więc piłkarze podpisują, a kluby wydają. Bo telewizja płaci.

Nie płaci za to Lechia Gdańsk, którą dwa/trzy lata temu widzieliśmy jako realnego rywala Legii Warszawa. Do lepszej ligi potrzebujemy silnej Legii, Lecha, Lechii, Wisły itd. Kluby mają wygrywać seryjnie, rywalizować, a potem przekładać to na puchary lub na początku eliminacje do pucharów. Dzisiaj jednak z Lechii ucieka Artur Sobiech, dobry ligowiec, po którym na pewno spodziewano się więcej, ale to zawsze ktoś, kto bywał na większych i mniejszych salonach. Z Lechii do drugiej ligi tureckiej! Niestety nie każdy ma oferty z MLS.

Brzęczek nie spełnił oczekiwań kibiców i pewnie Prezesa. Rozumiem, że nie może on krytykować otwarcie selekcjonera, ale ten najbardziej oberwał za zupełnie nietrafione tezy. Zresztą zupełnie niepotrzebne i jak w przypadku Bońka, chętnie wyciągane. A to Błaszczykowski w wywiadzie dla zagranicznych mediów ma mieć miejsce w kadrze, a to Zielińskiemu musi się coś przestawić. Słabi rywale i słabe wyniki, a pierwszy najlepszy mecz to jednak nienajlepsza ocena selekcjonera. Jeśli Prezes uważa, że Izrael, że chcieliśmy zremisować z Austrią to znaczy, że zadowalamy się byle czym. Bo w tym wieku właśnie meczem wizytówką potrafimy odróżnić sensownego selekcjonera (Engel Norwegia, Janas Włochy, Beenhakker Portugalia, Nawałka Niemcy) od przeciętniaka. Dlatego pompowania balonika przez Rokuszewskiego nie będzie. A mit o analizie jednostek treningowych, aby ocenić jakość selekcjonera będzie wyciągany tak samo chętnie, jak tekst o Zielińskim. Brawo Olkiewicz, analogia z brakiem wiedzy na temat wypieku pysznej bułki zaorał system.

Jeszcze ten młodzieżowiec. Dla mnie dobry kierunek, ale słabe rozwiązanie. Prywatnym klubom każemy wystawiać piłkarzy, bo taki regulamin. A potem się dziwimy, że jest jak jest. Ja bym wrzucił połowę kasy z kontraktu telewizyjnego w program typu pro junior system. Połowę! I wtedy panowie prezesi nic nie musicie, ale na starcie dostaniecie połowę. A czy jeden czy dwóch, przecież to niewiele zmieni. Tutaj brawa znowu dla Rokiego, który uważa, że przez to najlepsi juniorzy zamiast być wypożyczani, to kiszą się na ławce, na wypadek, gdyby ten z jedenastki miał kontuzje. Prawdą jest też stwierdzenie, że wystawianie młodzieżowca to okno wystawowe i docelowo właśnie ci piłkarze będą wyjeżdżać regularnie, bo dla wielu klubów na świecie dwa czy trzy miliony to nic w kontekście młodego zdolnego piłkarza. A MLS płaci cztery-pięć milionów euro.

A na koniec o licencji. Upieranie się Prezesa, że Raków Częstochowa zdąży do kolejnego sezonu, a jak nie zdąży to nie będzie grać, było rzeczywiście słabe. Wyrzucenie klubu, który ma pomysł i trenera za brak stadionu vs dopuszczanie klubów, którym się nie płaci, jest dziwne. Raków ma karę za brak prawdziwych dni meczowych, nie może budować w pełni swojej marki w swoim mieście. Wrzućmy po prostu do podziału pieniędzy z telewizji milion za posiadanie stadionu. I tyle. Dużo lepiej to będzie wyglądać niż grożenie palcem jak z procesem licencyjnym, a potem szukanie wymówek. Przez lata przymykanie oczu na pewne rzeczy skutkuje słabym rankingiem i słabym poziomem. Nie wszystko można przykryć na razie średnią reprezentacją.