Na kłopoty Anwilu Almeida, ale to nie koniec roszad w zespole Dejana Mihevca

Anwil Włocławek słabo rozpoczął sezon 2020/21. W beznadziejnym stylu przegrał mecz o superpuchar ze Stelmetem 66-75 oraz zanotowali bilans 1-2 po porażkach z Pszczółka Startem Lublin i Treflem Sopot (11-27 w ostatniej akcji). Po poprzednim sezonie, gdy rozczarowało wszystkich trzecie miejsce w przedwcześnie zakończonym sezonie , w klubie doszło do rewolucji kadrowej. Nie było kontynuacji, bo nawet trener Igor Milicić po pięciu latach i zdobyciu dwóch tytułów mistrza Polski nie zdecydował się przedłużać umowy z klubem, a zespół po raz kolejny stracił swój trzon:

Po sezonie 2018/19: Jarosław Zyskowski, Michał Michalak, Kamil Łączyński, Josip Sobin, Ivan Almeida, Aaron Broussard

Po sezonie 2019/20: Michał Sokołowski, Ricky Ledo, Chase Simon, Chris Dowe, Rolands Freimanis, Shawn Jones

Nowe twarze zawodzą, o ile nie można mieć większych pretensji do Deishuana Bookera, o tyle brakowało strzelca i podkoszowego, nie ma też pewności, kto zostanie do końca sezonu. Od dwóch lat dywagacje o pozycji numer dwa skupiają się na nazwisku Ivan Almeida. Legenda klubu w sezonie 2018/19 powrócił w trakcie sezonu i wygrał swoje drugie mistrzostwo i drugi tytuł MVP. To ciekawe, legenda Almeidy jest tak wielka, że gdy w poprzednim sezonie słabo (szczególnie w TBL) spisywali się liderzy Ricky Ledo i Tony Wroten, Almeida wg głosów kibiców mógł zastąpić jednego z nich, a niekiedy obu.

Anwil musi szybko zaskoczyć, bo kolejne porażki spowodują kolejne roszady w tym trenerską. Trener Dejan Mihevc jest bardzo krytykowany, a zastąpić Milicicia nie będzie łatwo, zwłaszcza w kontekście. W dodatku trenował on wcześniej Polski Cukier Toruń, czyli bezpośrednich rywali, gdy trener Milicic zdobywał drugie mistrzostwo. Almeida na pewno doda swojemu zespołowi wiele jakości, a w play-offs dorzuci coś extra. Tak było dwa razy i będzie teraz. Problemem jest skład obok niego, bo jest on słabszy niż w poprzednich sezonach. Kabowerdeńczyk podpisany został na dwa lata, co zaskoczyło chyba bardziej niż prognozowany przez kibiców jego powrót. Ciśnienie we Włocławku jest tak wielkie, że nie ma planu B, a na początku sezonu wydaje się, że strata do Stelmetu jest większą niż MVP. Będzie ciekawie.

Śląsk basket #4 Ramljak blokując rywala w ostatniej akcji dał zwycięstwo w Stargardzie #plkpl

W trzeciej kolejce Śląsk przyjechał do Stargardu na mecz z drużyną Jacka Winnickiego, który w przeszłości związany był z klubem gości jako asystent i trener. Śląsk do meczu przystąpił bez Kacpra Gordona, który jest mistrzostwach Polski u18, a w Spójni brakuje Mateusza Kostrzewskiego, z uwagi na kontuzje odniesioną w Sopocie w poprzedniej kolejce. Pierwsza piątka Śląska to Strahinja Jovanović, Garrett Nevels, Ivan Ramljak, Michal Gabiński, Akos Keller.

Trener Winnicki zdecydował się dwóch środkowych Baylee `a Steele ‘a i Omariego Gudula, a trener Oliver Vidin wystawił w pierwszej piątce po raz pierwszy Chorwata w miejsce Maksymiliana Zagórskiego i ten w pierwszej akcji trafił za trzy punkty. W kolejnych nie trafiają Gabiński i Nevels, ale to pokazuje jak chce grać trener Vidin – bazuje na rzutach z dystansu, a jeśli nie idzie, to dwie kolejne akcje zagrali indywidualnie za dwa punkty Nevels i Jovanović. Odpowiada, najpierw pod koszem a potem trójką, a potem efektownie wsadem Steele. 11-9 dla gospodarzy z czego aż 9 punktów Steele ‘a, który w kolejnej ofensywnej akcji zbiera piłkę z tablicy. Vidin szybko zmienia Gabińskiego i Jovanovicia. w Śląsku punktuje Keller, grają na niego zagrywki i radzi sobie w ataku z Gudulem. Bardzo dobrą akcje wejściem do linii zaprezentował Ramljak, ostatecznie piłka się wykręciła, ale efektownie wyglądało zagranie zawodnika 203 z pełną dynamiką. Dziewa znowu nerwowo, nie trafia trójki, nie potrafi także 1/1 zagrać z Kacprem Młynarskim. Śląsk minimalnie prowadzi, głównie za sprawą gry na tablicach – w osiem minut zebrał siedem zbiórek w ataku. Trener sporo rotuje, ale tylko w obrębie doświadczonych zawodników, pojawia się Stewart, wspomniany Dziewa i dopiero pod koniec kwarty wszedł Maksymilian Zagórski. Mamy problem ze zdobywaniem punktów (6/19) i kwarta kończy się wynikiem 15-15. Nadrabiamy zbiórkami, aż 4 piłki w ataku zebrał Akos Keller.

W drugiej kwarcie Dziewa poradził sobie w obronie z Młynarskim, daje także dobra zasłonę na wejście pod kosz Jovanovicia, czyli jego firmowe zagranie. Mamy także kontrę 2/1, w której dobija Zagórski, trafiając swoje pierwsze punkty w TBL. Kolejna kontra i kolejne punkty tym razem piłka ładnie chodziła pomiędzy trójką zawodników. Akcje zaczął dobrą obroną na Tomaszu Śniegu Jakub Musiał, który wszedł chwile wcześniej, gdy po zdobył punkty wejściem na kosz. Trafia Ramljak z dystansu, w kolejnej akcji zabiera piłkę z tablicy i znowu trafia z kontry – reprezentant Chorwacji stworzony jest do takiej gry (TUTAJ) i Śląsk prowadzi 23-17. Dużo kontr to dużo zmian w ekipie Śląska, trener dobrze rotuje składem, który biega. Do tego Ramljak gra na 3 i 4, a Nevels 2 i 3. Podobają mi się nieoczywiste zmiany a nie środkowy za środkowego. Pierwsze punkty w 17 minucie zdobył rzutem z dystansu Dziewa, w kolejnej akcji zebrał po sobie i ponownie trafił. Trudno mu się wchodzi ofensywnie w sezon, co było widać zwłaszcza w meczu ze Stelmetem (3 pkt.). Stargard gra słabo, często traci piłkę, daje miejsce na wejścia Jovanoviciowi, nie funkcjonuje rzut z dystansu (1/8 za trzy) no przegrywa zbiórki (17-28). Śląsk do przerwy prowadzi 27-36, a najlepsi Keller 8 pkt., 8 zb. i Ramljak również 8 pkt.

Druga połowę po przechwycie otworzył Ramljak, który głównie w taki sposób zdobywa punkty, które wynikają z obrony. W wyjściowej piątce w miejsce Jovanovicia wyszedł Musiał i trafia trójkę, dopiero trzecią w meczu dla gości. Do porównania grający z ławki Filip Matczak też trafia dopiero pierwszy rzut z gry, a przecież jest w obrębie zainteresowań Mike`a Taylora. Ale popełnia dwa błędy w obronie zostawiając za dużo miejsce wcześniej Musiałowi, a w kolejnej akcji Nevelsa. Śląskowi zaczyna siedzieć, bo trafił także Ramljak i jest już 50-32. Bardzo mi się podoba gra nowego nabytku, gra schowany a zdobywa sporo punktów. U przeciwników jedynie Steele coś gra, w dodatku zbiera i blokuje. W Śląsku słabo gra Stewart, jest bez punktu (0/6) i zalicza czwarty faul, a błyszczy Ramljak (na ten moment 5 przechwytów), najlepszy zawodnik meczu. Pod koniec kwarty wiatr w żagle dostali gospodarze wymuszając straty, a za trzy punkty efektownie trafił Kacper Młynarski w ostatniej sekundzie i „tylko” 59-50 dla Śląska. Tylko, bo przewaga maksymalnie wynosiła 20 punktów.

Ostatnia kwartę otworzył rzutem z rogu za trzy Gabiński. Przebudził się Matczak, który trafił za dwa, a potem akcję 3+1 zmniejsza się przewaga. Zupełnie niezrozumiały faul niesportowy Kellera, który spada za faule, a w kolejnej akcji spada Gabiński. Śląsk gra bez środkowych jest pięć punktów przewagi i sześć minut to końca. Dziewa z Ramljakiem muszą do końca pod koszem. Śląsk gra nerwowo, rzuca z nieprzygotowanych pozycji i niepotrzebnie fauluje. Spójnia nie wykorzystuje przewagi wzrostu, a trener Winnicki trzyma na ławce Steele `a. Śląsk ponosi dużą cenę za faule – trafia Matczak, trafia za trzy Młynarski i Stargard nagle prowadzi 3 punktami (!). Odpowiada na remis rzutem za trzy Jovanović. W kolejnej akcji, w końcu nie Wrocławianie nie zaliczają straty i zbierają w obronie, czyli Spójnia nie robi kontrataku, czym odrobiła straty w tej kwarcie. Niestety przy zbiórce w ataku piaty faul popełnia Strahinja. Nevels, Steward, Zagórski, Ramljak i Dziewa – tak gra Śląsk w ostatniej minucie. Garrett Nevels trafił trudny rzut mając na plecach Śniega i goście prowadzą jednym punktem na 18 sekund przed końcem. W ostatniej akcji Ivan Ramljak pod samym koszem zablokował Gudula. Niesamowite zakończenie, Śląsk wygrał mecz!

PGE Spójnia Stargard – Śląsk Wrocław 73-74
Śląsk Wrocław: Ramljak 20, Nevels 13, Jovanović 10, Dziewa 10, Keller 8, Gabiński 8, Musiał 3, Zagórski 2, Stewart 0, Tomczak 0.

Najlepszy zawodnik Śląska:
Ivan Ramljak – 20 pkt., 7 zb., 5 prz., 2 bl.

Bucks szybko odpadli, czyli Antetokounmpo czeka na wzmocnienia i supermaxa

(Prawdopodobny) MVP b2b Giannis Antetokounmpo przez kontuzje kostki zakończył sezon 2019/20. Choć sama kontuzja niewiele w rywalizacji by zmieniła – gdy na początku drugiej kwarty czwartego meczu upadł na parkiet trzymając się za prawy staw skokowy, Bucks przegrywali 0-3, a jak wiadomo, nikt w historii takiego wyniku nie odrobił. Powrót do bańki najlepszej drużyny sezonu regularnego nie okazał się szczęśliwy, a my mamy drugi rok z rzędu pytania o przyszłość Bucks.
Tuż po odpadnięciu z rywalizacji, NBA ogłosiła wyniki piątek najlepszych obrońców, w których znalazło się aż trzech zawodników Bucks – Antetokounmpo (w pierwszej), Eric Bledsoe oraz Brook Lopez (w drugiej). Do tego liderem w jedynym wygranym meczu nr cztery był Khris Middleton trafiając decydujący rzut, co pokazuje, że partnerów Giannis ma odpowiednich. Mówi się, że zabrakło Malcolma Brogdona, ale tak to jest z zespołami idącymi w górę – salary cup nie będzie pozwalał utrzymać wszystkich. I Bucks go odpuścili podpisując przedłużenia z Bledsoe i Lopezem.
Sam Giannis zawiódł w serii z Heat:

mecz nr 1 – 18 pkt., 10 zb., 6/12 z gry,
mecz nr 2 – 29 pkt., 14 zb., 10/18 z gry,
mecz nr 3 – 21 pkt., 16 zb.,7/21 z gry.

Znakomicie kryty notował słabsze linijki niż w sezonie regularnym (29,5 pkt., 52% z gry), w przeciwieństwie choćby do Kawhi Leonarda i LeBrona Jamesa, którzy w play-offs wskakują na wyższy bieg. Klasyfikowanie zawodników w oparciu tylko o sezon regularny sprawia, że nie ma w grze o finał NBA najlepszego zawodnika ligi. Ja w serii Heat Bucks najlepszego zawodnika ligi nie widziałem. W przyszłym sezonie, gdy po kontuzji wróci Kevin Durant, może się okazać ze Giannis zniknie z top3 rankingu najlepszych zawodników, gdyż przeciwnicy Greek Freaka oprócz nieudanych mistrzostw świata 2019, gdzie nie sprawdził się jako lider, mają dwie serię play-offs rok po roku. Zaskakująco sporo argumentów w 16 miesięcy…
Antetokounmpo ma bardzo dobry zespół, który znakomicie broni. Nie grają w stylu Miami Heat, ale doświadczenie powinno być po stronie Bucks. to słowo klucz, bo wokół siebie ma doświadczonych zawodników i poza dwoma wyjątkami jest najmłodszy (1994) w tym towarzystwie.

Donte DiVincenzo 1997,
Pat Connaughton 1993,
Khris Middleton 1991,
Eric Bledsoe 1989,
Brook Lopez 1988,
Ersan İlyasova 1987,
Wesley Matthews, George Hill, Marvin Williams 1986,
Kyle Korver 1981.

Brak Brogdona to drugi problem, a trzeci to rola Middletona jako druga opcja. Oczywiście, w ostatnich 10 latach mieliśmy zwycięskie drużyny bez dominującego drugiego zawodnika (Mavericks’11 i Raptors’19), ale łatwiej grałoby mu się, gdyby niższy zawodnik z rzutem za trzy dominowałby piłkę grając obok Greka. Wyobrażacie sobie parę Lillard i Antetokounmpo? Harden? Doncić? Curry?
Przed nami gorące lato, gdyż w grze będą na pewno Warriors z drugim wyborem w drafcie, pogromcy z Florydy, choć na ich minus może pójść historia Kevina Duranta, który dołączył do zwycięskich rywali w 2016 i kluby z Los Angeles. Antetokounmpo będzie całe lato zaprzeczał, że nigdzie się nie rusza oczekując na tzw. supermaxa, czyli nowe przedłużenie umowy. Manager Bucks Jon Horst będzie musiał się wyjątkowo wykazać, bo pozostałe drużyny z półfinałów konferencji Raptors, Celtics i Heat mają sporo młodych zawodników, a za chwilę do rywalizacji dołączą wspomniani Brooklyn Nets. Pierwszy do odstrzelenia zapewne jest Bledsoe, który zawiódł najbardziej w play-offs – w dwóch meczach z Heat nie zdobył nawet dziesięciu punktów, a skuteczność z serii to 33,3% z gry i 21,4% za trzy. A pomyśleć, że Bucks woleli przedłużyć jego, a nie Brogdona, który w serii z… Heat notował średnio 21,5 punktów i 10 (!) asyst.

7 ostatnich wpisów

KOSZYKÓWKA

  1. Śląsk basket #4 Ramljak blokując rywala w ostatniej akcji dał zwycięstwo w Stargardzie #plkpl
  2. Bucks szybko odpadli, czyli Antetokounmpo czeka na wzmocnienia i supermaxa
  3. Śląsk basket #3 Ivan Ramljak to nieoczekiwane wzmocnienie z Bałkanów, trener Vidin dostaje doświadczonego zawodnika
  4. Śląsk basket #2 Wygrana na inaugurację Baby Śląska, obiecujący debiut obcokrajowców #plkpl
  5. Śląsk basket #1 Spore zmiany przed sezonem, stawiamy na młodzież

PIŁKA NOŻNA

  1. Polska wygrała mecz (z Bośnią i Hercegowiną)
  2. Przegrana z Holandią, czyli Le Cabaret w czterech odsłonach

Polska wygrała mecz (z Bośnią i Hercegowiną)

Po porażce w fatalnym stylu z Holandią, trzy dni później Polska zagrała na wyjeździe z Bośnia i Hercegowiną. Jeśli myślimy, że przeciwko nam zagrają Edin Dzeko i Miralem Pjanić, to nic z tych rzeczy – oni podobnie jak Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek nie zagrali od pierwszej minuty, a zawodnik AS Roma jako jedyny z tego kwartetu dopiero pod koniec meczu pojawił się na boisku. Przez pierwsze 30 minut to nie przeszkadzało gospodarzom, aby w pełni kontrolować mecz i strzelić gola. Po rzucie karnym za faul Bednarka, można powiedzieć dyskusyjnym, ale kto dzisiaj naiwnie kładzie ręce na barkach rywala, gdy ten sam lub z pomocą naszego kadrowicza się przewraca? karny ewidentny.

Faktem jest, że Brzęczek po raz pierwszy wygrał z rywalem, gdy ten strzelił gola jako pierwszy. Jeszcze w pierwszej połowie wyrównał po różnym Kamila Grosickiego – Kamil Glik. A w drugiej połowie po podaniu Macieja Rybusa wynik ustalił asystent Grosicki. Ten sam Rybus, który nie wyszedł z Holandią, gdyż selekcjoner wolał prawego obrońcę na lewej stronie. Ten sam, który nie jest ulubieńcem selekcjonera, w odróżnieniu do kontuzjowanego Arkadiusza Recy. Bramka i asysta Kamila Grosickiego oznaczają, że lata lecą a kadra nadal jest na barkach tych samych zawodników Adama Nawałki. To niestety nie wystawia dobrej oceny Brzęczkowi, bo o zwycięstwie zdecydowali doświadczeni, by nie powiedzieć „starzy”, a powołani „młodzi” Walukiewicz i Karbownik nie wyszli w obu meczach nawet na minutę. Powtórzę pytanie po meczu z Holandią – to sparing czy mecz kluczowy? Dla selekcjonera ewidentnie to drugie, gdyż po meczu Holandia nikt nie zostawił na nim suchej nitki.

Czy grał o posadę? W przypadku kolejnego blamażu tak. Ciśnienie nałożone na Prezesa PZPN Zbigniewa Bońka jest ogromne, zwłaszcza, że ten broni w ciemno swojego podopiecznego. OK, zachowuje się zgodnie z kanonami i wyjaśnia sprawy w czterech ścianach, ale jeden i drugi wiele zyskałby, gdyby na konferencjach powiedział, jak jest. Czyli odpowiednio – Brzęczek to nie był dobry wybór i sondujemy następców, a drugi – testujemy zawodników, albo gramy o punkty, ile się da. Przecież takie zwycięstwa jak wczoraj zmieniają optykę, dają jakiś pozytyw, a na końcu i tak wynik oceni jednego i drugiego. Zbigniew Boniek miał świetna pierwszą kadencję, sprawił w krótkim czasie, że PZPN nie kojarzy się z chamskimi przyśpiewkami na trybunach. Uporządkował finanse, zrewolucjonizował marketing np. przed meczem z Holandią zaprezentowano nowe koszulki, które sprytnie rozesłano do czołowych dziennikarzy, którzy je ubrali i chwalili. Dla porównania jego poprzednik Grzegorz Lato miał ciekawy pomysł z logiem PZPN na strojach, ale koncertowo go zepsuł i dał kolejny pretekst do wyśmiewania. Druga kadencja to nie tylko gra o cash flow i dotowanie słabo zarządzanych prywatnych klubów w imię funkcjonowania. To gra o wynik, ten był przy Adamie Nawałce, u którego podobnie jak u Bońka pierwsza połowa kadencji była wyraźnie lepsza od drugiej. Boniek selekcjonera wybrał sobie sam. Przepraszam, nam. Jednoosobowo zdecydował, że nie został nim Piotr Stokowiec, który był podobno największym rywalem za granicy, tylko Wuja będzie trenerem. Nie za sukcesy i doświadczenie, ale za charyzmę i dobrą karierę w latach 90-tych.
Wspomniani Glik, Grosicki i Rybus to najwięksi wygrani meczu. Podobnie jak Kamil Jóźwiak, który na ten moment wyprzedza Sebastiana Szymańskiego. Jacek Góralski zagrał lepiej niż Grzegorz Krychowiak, który oba mecze miał zaskakująco słabe. Góralski w hierarchii powinien wskoczyć przed ulubieńcem selekcjonera Mateuszem Klichem. Zaskakująco słabo po dobrym występie z Holandią zagrał Piotr Zieliński, a przed wszystkim winny sprokurowania karnego Jan Bednarek. Znowu słabo Tomasz Kędziora, nie rozumiem tego, że Bereszyński nie grał na swojej naturalnej pozycji, tylko siedział na ławce. Ale poza narzekaniem, były pozytywy – wygrywaliśmy pojedynki, wychodziliśmy na pozycje, strzelaliśmy na bramkę. Mecz zwłaszcza w drugiej połowie mógł się podobać, choć do oklasków daleko. Niby selekcja trwa, ale na czołowych pozycjach dalej Ci sami zawodnicy. Plusem jest także to, że Bośnia i Hercegowina to potencjalny nasz rywal (jeśli wygra baraże) na euro. Może i na docelowej imprezie z nimi wygramy, bo przypomina mi się mecz na wodzie z Ekwadorem – siedem miesięcy przed wielkim turniejem. zwyciężyliśmy po bramkach Tomasza Kłosa, Euzebiusza Smolarka i Sebastiana Mili 3-0, by finalnie przegrać 0-2. Kto by tam pamiętał o wcześniejszym zwycięstwie.