7 ostatnich wpisów

KOSZYKÓWKA

  1. Z archiwum FIBA – Niemcy vs Hiszpania z 2005
  2. Z archiwum FIBA – Hiszpania vs Francja z 2015
  3. Z archiwum FIBA – USA vs Portoryko z 2007 roku

PIŁKA NOŻNA

  1. Jak dobra jest reprezentacja Niemiec?
  2. Cztery mecze – trzy porażki, nie skreślajmy jeszcze Liverpoolu

POZOSTAŁE

  1. Trzy lata temu odszedł od nas Paweł Zarzeczny
  2. Wspaniała Jędrzejczyk z Weili musi dostać rewanż

Z archiwum FIBA – Niemcy vs Hiszpania z 2005

Carlos Jimenez z Estudiantes i Patrick Femerling z Panathinaikosu zaczęli rzutem sędziowskim mecz półfinał mistrzostw Europy 2005, czyli spotkanie Niemcy Hiszpania. Drużyny wyszły na parkiet w następujących piątkach:

Niemcy: Pascal Roller, Demond Greene, Marco Pesic, Dirk Nowitzki, Patrick Femerling.
Hiszpania: Jose Calderon, Juan Carlos Navarro, Carlos Jimenez, Felipe Reyes, Jorge Garbajosa.

Pierwsze punkty błyskawicznie zdobył Felipe Reyes po podaniu Jose Calderona. Jednak ja włączyłem ten mecz aby pooglądać 27 letniego Dirka Nowitzkiego, najlepszego zawodnika w NBA z Europy. Zastanawiałem się kto będzie go kryć, bo Pau Gasol komentował mecz dla hiszpańskiej TVE, być może grający w masce Jose Garbajosa. Pierwsze punkty zdobył gwiazdor Barcelony Juan Carlos Navarro layupem po ścięciu z lewej strony. To był wtedy znaczący zawodnik, jednak nie zrobił kariery w NBA i nie będzie po latach wymieniany jednym tchem z najlepszymi. Marco Pesic trafił trójkę, a też byłem ciekaw jakich ma partnerów Dirk. Jego pierwsze punkty bardzo łatwo zdobyte przy Navarro, różnica centymetrów. Przyznam, że nie pamiętałem jak lekko poruszał się z piłką Nowitzki. Dynamicznie wszedł na kosz Garbajosa. Nie pamiętałem także jak szybki był 24-letni Calderon, ale jak mógłbym, jeśli mecz odbywał się przed jego pierwszym spotkaniem w NBA. Tymczasem 213 cm Nowitzkiego wychodzące po zasłonię i oddające rzut z półdystansu, to nadal robi wrażenie. Wysocy Hiszpanie to nie byli wirtuozi, Garbajosa grał poprawnie i cwaniacko, co można powiedzieć także o Jimenezie oraz Reyesie. To Navarro był liderem grającym nieszablonowo. Niemcy wykorzystywali zasłony do przejmowania Dirka przez młodszego rywala, choć w pierwszej kwarcie to nie wychodziło. W Hiszpanii pojawił się zapomniany Fran Vazquez numer 11 tamtego draftu, który pierwsze punkty zdobył alleupem od Navarro. Co ciekawe, Calderona zmienił Carlos Cabezas, który był mistrzem świata 2006 i Europy 2009, ale z perspektywy jego rywali na pozycję rozgrywająego – Calderona, Ricky`iego Rubio i Sergio Rodrigueza anonimowy. Pierwsza kwarta wygrana przez Hiszpanię 23-16, ale nie było w niej fajerwerków.

Femerling to prawdziwy gigant mierzący 215 cm, ale potrafi także dostrzec swoich partnerów. Podwojony asystuje przy trafieniu Wucherera. Navarro wchodzi w obronę jak chce, a dopiero wchodził w swój prime za rok, gdy przez pięć kolejnych sezonów (z przerwą na epizodzie w Memphis) był w pierwszej piątce Euroligi. Garbajosa wiele widzi, odgrywa do partnerów, jest bardzo inteligentnym podkoszowym, ale ma problemy z Femerlingiem. Dwa kolejne błędy faworytów – Rudy Fernández kroki, Garbajosa strata. Z kolei Nowitzki gdy dostaje piłkę jest nie do zatrzymania – pompka i trójka, a w zasadzie dwie i z 21-30 już 27-30 w 25 sekund, w tym momencie Dirk ma 11 punktów. Poprawia Garrett i prawie remis, głównie za sprawa 6/13 za trzy naszych sąsiadów. Niemcy też świetnie na ten moment dzielą się piłką – realizator pokazał przewagę 9-3 w asystach, ale  więcej indywidualności jest po stronie Hiszpanii, to jednocześnie więcej jest gry 1:1. Hiszpanie nie trafiają trojek, a głównie w ten sposób próbują w ten sposób rozwiązywać akcje. U Niemców Roller trafia za trzy, ale zachęcony nie trafia w kolejnej akcji wymuszony rzut za trzy i w końcówce za dwa. Hiszpania prowadzi 35-34, ale w drugiej połowie trafiała głównie z osobistych. Hiszpanii dominują zbiórkę 22-10 do tego stopnia, że Niemcy nie maja na swoim koncie zbiorki w ataku.

Navarro kontynuuje wejścia na kosz, Greene nie radzi sobie z nim faulując po raz trzeci kilka sekund po rozpoczęciu drugiej polowy. Młody Fran Vazquez skutecznie się przepycha, biega do kontrataku i z perspektywy czasu był dużym talentem. U Niemców kolejne trafienie zalicza Pesic, już osiem punktów tym fragmencie gry, ale niepotrzebnie pochwalony w kolejnej akcji nie potrafi trafić layupa. Drugą trójkę trafia Roller i jest 39-40, ale po chwile dobija Vazquez. Dwie kolejne akcje Calderon wymusza przewinienia Niemców, naprawdę bardzo dynamicznie wchodził na kosz. Hiszpania dominuje pod tablicami – w połowie trzeciej kwarty Niemcy dalej nie maja zbiorki ofensywnej (!), a dwa kolejne rzuty za trzy Navarro kończą się zbiorkami w ataku, a wejście pod kosz Navarro i niecelny layup kończy się nieudaną dobitką Vazqueza i kolejna zbiórką. Navarro jest faulowany przez sfrustrowanego Femerlinga. Na tablicy pojawia się statystyka rzutów wolnych – 3/7 Niemcy, 16/24 Hiszpanie. Demirel nie potrafi wyjść z połowy naciskany przez Calderona. Hiszpanie prowadza 48-39, ale trafia Dirk trójkę nad Garbajosą i poprawia Femerling obsłużony przez Demirela. Demirel znajduje także Rollera w rogu po ładnej akcji zespołowej. Faul niesportowy Jimeneza nad wychodzącym po zbiórce w obronie Dirku Nowitzkim, no i pierwsza zbiórka ofensywna Niemców (Dirk), po której za trzy trafia Demirel. Niemcy prowadzą 52-50! Ale Calderon ucisza rywali trojką. Mamy pojedynek akcje w akcje Vazqueza z Femerlingiem, a Calderon ofensywnym wejściem pod kosz ustala wynik 57-54 dla Mistrzów Świata.

Ostatnia kwartę Niemcy zaczynają od czwartego faulu Damonda Greene ’a, ale trener Dirk Bauermann (ten sam, który trenował naszą kadrę kilka lat później na Mistrzostwach Europy 2013) zostawia go na boisku i ten trafia trójkę na remis. W tym momencie siedmiu zawodników niemieckich ma na koncie trafioną trójkę. Roller obsługuje Stephena Arigbabu, zbiera i błyskawicznie wymusza faul na Cabezasie. Nowitzki trafia kolejna trójkę nad Garbajosą mając rękę rywala na twarzy. Trener Hiszpanii zmienia Garbajosę na Reyesa, ale Dirk trafia z półdystansu swój 21 punkt na sześć minut do końca. Za chwile w inny sposób z odchylenia, od razu po złapaniu piłki trafia nad Reyesem i jeszcze raz z kontrataku. Hiszpania stoi. Niemcy prowadza 68-59. Hiszpanie odpowiadają punktami Calderona, Garbajosy i osobistymi Navarro, ale Niemcy trafiają Wuchererem. Navarro wchodzi i trafia, ma już 21 punktów i przechwytuje piłkę na 90 min przed końcem, będąc znowu faulowanym. 72-69 dla Niemiec. Znowu podanie w ręce rywali i znowu trafia Navarro, który samodzielnie zniwelował przewagę mając 25 punktów. Mniej niż minuta, jeden punkt przewagi i piłka od Rollera do Nowitzkiego. Ten (znakomicie kryty) oddaje partnerom, a bardzo wymuszony rzut Rollera jest niecelny. Zbierają Hiszpanie i Navarro trafia layupa. Hiszpanie prowadzą na 15 sekund przed końcem. Jedno posiadanie od finału Mistrzostw Europy. Ponownie akcja Rollera do Dirka, choć to nie akcja, to po prostu podanie piłki, a Dirk mając przed sobą Garbajosę trafia przez ręce! Czas. Trzy sekundy do końca, Hiszpanie zaczynają spod swojego kosza, błyskawicznie Calderon przemierzył 3/4 boiska, ale nie trafił za trzy. Niemcy w finale! Niemcy ostatecznie przegrali zbiórkę 22-39 (3 ofensywne zbiorki), ale Hiszpanie zagrali katastrofalnie za trzy 2/19 – 0/5 Navarro, 1/5 Calderon, 0/6 Garbajosa. Warto odnotować zaledwie pięć asyst Hiszpanii przez cały mecz.

Niemcy – Hiszpania 74-73 (16-23, 18-12, 20-22, 20-16).

Niemcy: Dirk Nowitzki 27 (7 zb., 5/10 za 3), Pascal Roller 9 (3/5 za 3), Marco Pesic 8, Patrick Femerling 7, Denis Wucherer 6, Mitrat Demirel 5 (6 as.), Robert Garrett 4, Demond Greene 3, Sven Schultze 3, Stephen Arigbabu 2, Eyinmisan Nikagbatse, Robert Maras.

Hiszpania: Juan Carlos Navarro 27 (15/16 z osobistych), Fran Vazquez 15, Jose Calderon 10, Carlos Jimenez 7 (9 zb.), Felipe Reyes 5 (6 zb.,), Jorge Garbajosa 4 (6 zb.), Carlos Cabezas 4, Inaki De Miguel 1, Rudy Fernandez.

Trzy lata temu odszedł od nas Paweł Zarzeczny

Trzy lata temu odszedł od nas Pawel Zarzeczny, niezwykle oryginalny dziennikarz, który w ostatnich latach swojego życia bawił nas barwnymi opowiadaniami w programie „One Man Show”. Codziennie na kanale Weszło opowiadał o tym co się dzieje w piłce, choć często sprowadzał dyskusje na tematy życiowe. Zarzucano mu, że przeinacza fakty, że zmyśla, niepotrzebnie prowokuje, ale robił to w sposób ciekawy, barwny. Słychać było w jego wypowiedziach, że jest wykształcony i niezwykle oczytany, choć najbardziej pasowałoby mu błyskotliwy. Można powiedzieć także, że chamski i bezczelny. Jednym imponował, drugich wkurzał. Ci drudzy chętnie dementowali jego wypowiedzi, używając Twittera do wskazywania pomyłek, ale był także przedmiotem wyzwisk od świń. Zarzeczny tym się nie przejmował, bo wychodził z założenia, że najważniejsze, aby się o nim mówiło. To jedna z najważniejszych maksym, które głosił w programie.

Pamiętam, że wiele razy mówił, że dziennikarze piszą banałami, bo kogo interesuje, że pies pogryzie człowieka? News jest wtedy, gdy człowiek pogryzie psa. Potrafił w programie Stan Futbolu prowokować gości, którzy często pod wpływem emocji powiedzieli coś, co chętnie szło do Twittera. Trudno uwierzyć, że wtedy Twitter raczkował, a na YouTube nie było Michała Pola i Romana Kołtonia. Większość dziennikarzy pracowało w telewizjach lub w Przeglądzie Sportowym, a Stan Futbolu leciał w Sport Klubie. Dziennikarze wtedy zamknięci w ramach redakcyjnych opisywali mecze, wyniki. On już wtedy twierdził, że to wszyscy wiedzą, że tak się gazet nie robi.

Szkoda, że nie ma Pawła Zarzecznego z nami z wielu powodów. Pomijając najważniejsze, to dzisiaj przyszły zupełnie inne czasy w social mediach. Wyobrażacie sobie dzisiaj Zarzecznego w Kanale Sportowym? Przecież on kilka lat temu zjadał konkurencje swoimi monologami. Był bohaterem 500 odcinków OMS w formacie on i widz, czasem wspomagany Karolem, z którym w zabawny sposób dyskutował jak z kolegą. Jak wielu z nas rozmawia z kolegami – czasem szyderczo, czasem przekomarzając się, szydząc, a czasem po prostu szczerze?

Przez kilka lat przysłuchiwałem się tym rozmowom codziennie po pracy. Nie było pakietów internetowych, nie było YouTube Premium, więc słuchałem ich dopiero w domu, często do kotleta. Pamiętam, że wiele razy zatrzymywałem suwak i w drugim pokoju puszczałem żonie jego myśli, które często kwitowała, że ma racje. Miał zupełnie inny światopogląd, czasem przerysowany, ale na pewno różny niż poklepywanie się po plecach w programach telewizyjnych.

Pawel imał się kilku zadań, pod koniec był bohaterem OMS, pisał na weszlo.com co poniedziałek teksty, był prowadzącym programu „Bul Głowy”, w którym można było z nim porozmawiać. Wiele lat przed Kanałem Sportowym! Jego poniedziałkowe teksty często były chaotyczne, aż dziwne, że wychodziły z jego klawiatury. Bo pisać to on umiał jak mało kto, ale żył własnym życiem, często pogrożonym w nałogu. Bywały treści także genialne, do przesłania ludziom dalej, niekoniecznie związanym ze sportem, które chętnie publikowałem na Facebooku.

Pamiętam 500 odcinek, który nakręcił przed Stadionem Narodowym z gościnnym udziałem Zbigniewa Bonka i Przemysława Rudzkiego. Pamiętam także szok, gdy następnego dnia rano rozeszły się wieści o jego śmierci. Pierwszy raz poczułem, że odszedł mi ktoś bliski, kogo nie znałem. Było mi bardzo przykro, bo dzieliłem z nim prywatny czas, w którym mnie zarazem bawił i uczył. Tak, Pawel Zarzeczny nauczył mnie kilku rzeczy. Pokazywał inną perspektywę czytając „Superaka” w przeglądzie prasy, gdzie omawiał zwykłe ludzkie historie, czasem absurdalne, jak to w brukowcu. Prowokować ciekawe rozmowy, które po zakończeniu zostają nam w głowie. Prawdopodobnie wtedy pomyślałem, że warto założyć bloga i zaciekawiać znajomych swoimi rozkminami.

Z archiwum FIBA – Hiszpania vs Francja z 2015

Półfinał mistrzostw Europy 2015 Hiszpania Francja to drugi mecz, który oglądałem z profilu FIBA a YouTube. W ciemno można wymienić zawodników, którzy tam wystąpili, a ponieważ stawką meczu był finał, zapowiadały się nie lada emocje. Wyjściowe piątki to dzisiaj legendy światowej koszykówki:

Hiszpania – Sergio Llull, Pau Ribas, Rudy Fernández, Nikola Mirotić, Pau Gasol
Francja – Tony Parker, Nicolas Batum, Nando De Colo, Boris Diaw, Rudy Gobert

Zaczyna 35-letni Gasol z rzutu z dystansu nad Gobertem, a w kolejnej akcji rewanżuje się francuz. Dalej dwójkowa akcja zawodników Chicago Bulls Gasola z Miroticiem. Francja gra inaczej niskimi zawodnikami i odpowiada wejściami Parkera i De Colo. Hiszpanie pudłują za trzy, francuzi grają indywidualnie jeden na jeden. Po dalekiej trójce przez ręce De Colo jest 11-6 dla Francji, a zawodnik CSKA rzucili już 7 pkt. Mamy fragment z dużą ilością nerwów, ale także mamy dużo obrony. Felipe Reyes wchodzi za Miroticia, Michael Gelabale za De Colo, któremu krwawi po mocnym faulu Ribasa łokieć. Pau Gasol w akcji jeden na jeden blokuje Rudy Goberta, ale w ataku Hiszpanie mają problem ze zdobywaniem punktów – sześć w siedem minut to słaby. Trener Sergio Scariolo próbuje rotować, a na parkiecie pojawiają się Sergio Rodriguez i Víctor Claver. Nadal punktuje jedynie Gasol mając 6 z 8 koszy swojej drużyny. Mamy w dwóch kolejnych akcjach dwie straty Tony Parkera przy Rodriguezie, którego nazwisko cały czas skanduje publika. W tym momencie znakomicie Parkera odcina od podań Llull – poziom NBA. Ale wchodzi z ławki Evan Fournier i trafia trójkę. Lepiej gra zespół Francji i zasłużenie wygrywa pierwsza kwartę 17-20, bo wprowadzony Rodriguez trafia równo z końcową syreną z dziewięciu metrów i zmniejsza prowadzenie. 

Nowym zawodnikiem z ławki jest Pietrus, ale po zbiórce w ataku szybko zostaje zmieniony za Diawa, który gra na parkiecie z De Colo (wrócił z zabandażowanym łokciem), Fournierem, Gelabale i Joffrey ’m Lauvergne. Nieźle. Podobnie jak obrona Fouriera na Llullu jeden na jeden, a w akcji rewanżowej po drugiej stronie parkietu Rodriguez faulował De Colo. Po trójce Llulla mamy remis po 22, a na ławce od początku kwarty siedzą Pau Gasol i Tony Parker, którzy pewnie na plakatach reklamowali ten mecz. Mieliśmy także dyskusyjną sytuację – czy był blok Diawa czy niedolot Miroticia, ostatecznie niedolot, ale dzisiaj Hiszpan z serbskim pochodzeniem nie dałby się zrobić na taki rzut. Wtedy był surowy i widać jak wielki zrobił progres w NBA, obserwując jego zmagania w tym sezonie w Eurolidze. Chwilę później na parkiecie pojawili się liderzy z plakatu. Parker zdobywa pierwsze punkty w meczu w połowie drugiej kwarty, a przecież to MVP turnieju sprzed dwóch lat, gigant Europejskiej koszykówki. Mirotić dostaje mega bloka od Goberta który pokazuje niczym Dikembe Mutombo „Not in my house”. Dalej punktują Parker z Gasolem, a w pojedynku liderów jest 4-13, w meczu 31-27. Czyli połowę punktów dla Hiszpanii zdobył Gasol. Chwilę później wynik się zmienia i po trójce Fernandeza prowadzi Hiszpania. Mamy także fenomenalny fragment w obronie – w jednej akcji Batum dostaje czapę od Fernandeza i Felipe Reyesa, a po kontrze Hiszpanów Gasola niesamowicie broni Diaw i sfrustrowany Pau fauluje Goberta. Kosz za kosz, a wynik chwilę przed końcem ustala Gobert na 33-32. W ostatniej akcji Parker decyduje się na daleki rzut z końcowa syrena i dostaje zablokowany przez Reyesa. 

Trzecią kwartę otwiera Batum rzutem za trzy, a na ekranie realizator pokazuje, jak dominują na tablicach francuzi 27-15 (11-5 w ataku), którzy niemal każdy rzut próbują i mogą dobić. Scariolo ma w tym elemencie spory problem, który jest niwelowany trójkami jak choćby Miroticia albo zagraniami 1 na 1 Gasola, który potrafi wysokim lobem trafić nad Gobertem i w połowie trzeciej kwarty ma 15 punktów. W kolejnej akcji Mirotić nie radzi sobie z Diawem. Zrezygnowany w obronie stawia ruchomą zasłonę nad Diawem i sędziowie ogłaszają jego trzeci faul. Wchodzi Reyes, Parker trafia trójkę, a następnie faulowany Gobert mający już 11 zbiórek trafia dwa osobiste i mamy najwyższe prowadzenie Francji 46-39. Publiczność szaleje. Gasol dość sprytnie wymusza dwa faule Goberta w akcji po akcji i tym samym wymusza zmianę za Goberta. Wchodzi Lauvergne i trafia z półdystansu już w pierwszej akcji po zmianie, poprawia trójką i jest 51-40. Mieliśmy także gwizdek sędziego, gdy jeden na jeden mijał Lauvergne, ale przed obrotem do linii nie zrobił kozła, co sędziowie ocenili jako kroki. Ach te problemy z przepisami FIBA vs NBA. Pau Gasol jako jedyny punktował z osobistych dla gości, w tym momencie miał 21 punktów z tego 10/12 z osobistych, ale gdy zszedł na chwilę w ostatniej akcji, Lauvergne trafił spod kosza i Francja prowadziła 56-48.

Gasol odpoczywa, więc Scariolo wystawia pod kosz co ma najlepszego (albo najwyższego): Reyesa, Miroticia i Clavera. Musi zacząć wygrywać zbiórki. Trener Francji po zejściu Diawa gra Lauvergne i Gobertem, a Parker, Batum i wspominany Diaw zbierają siły na ławce. Hiszpanie bez Marca Gasola, Ricky’ego Rubio, Jose Calderona, Juana Carlosa Navarro i Serge ‘a Ibaki – lista nieobecności w reprezentacji Hiszpanii jest długa, ale ciągle są w grze o finał. Francja ma De Colo, który rzuca trójkę i ma 14 punktów na koncie, bo trafia kolejne punkty lekko odpychając Reyesa. Jest najlepszy u gospodarzy, u przeciwników wchodzi Gasol na 6,5 min do końca i wyniku 52-61. Gasol w pierwszej akcji nabiera na zwód Goberta, a ten notuje trzecie przewinienie. Gobert w porównaniu do 2020 był bardzo surowy i nabierał się niemal na każdy zwód Hiszpana, w dodatku ten nadal trafiał osobiste. Zawodnik Utah Jazz w kontrataku wpada się na ustawionego bez ruchu Ribasa i po czwartym faulu na boisko za niego wchodzi Lauvergne, który przepychając się w walce o pozycje z Gasolem notuje także czwarte przewinienie. Gasol dalej trafia – 14/16 z osobistych i 27 punktów. Francuzi mają spory problem z faulami, bo po wejściu na kosz Rodrigueza trzeci faul notuje Batum, a faulowany na cztery minuty przed końcem od razu staje na linii osobistych i jest 58-61. Zaczynamy show Gasola, który wchodzi wsadem z dwutaktu po braku przekazania po zasłonie, blokuje Goberta, a następnie trafia nad nim hakiem. 62-61 dla Hiszpanii! Po osobistych Batuma na prowadzenie wychodzą francuzi. Batum gra fatalnie w tym meczu – 1/5 za 2 1/6 za trzy. Hiszpania gra na Gasola, który trafia nad Gobertem, a Batum myli się w rzucie z odchylenia. Nie trafia także Fernandez, a De Colo wpada na ofensywny faul w Reyesa i na 46 sekund przed końcem Hiszpania prowadzi jednym punktem i ma posiadanie. Piłkę dostaje od razu Gasol – nie trafia, ale zbiera! Wchodzi Rodriguez na koniec akcji i trafia za dwa. Trzy punkty Hiszpanii to największe ich prowadzenie w meczu, a do końca 16,4 sekundy. Błyskawiczne wybicie po przerwie na żądanie trenera Vincenta Colleta i Batum trafia trójkę z rogu! Ratuje gospodarzy i mamy remis. 14 sekund i piłka od razu do Gasola. Blokuje go Gobert i aut dla Francji. Z boku wybija Diaw, a Batum rzuca za krótko z połowy. Dogrywka! 66-66.

Zaczynamy od szybkich punktów Rodrigueza, wyrównuje Diaw dla którego to dopiero czwarte punkty w meczu. Przewagę powiększa Parker (3/12 z gry), odpada Llull (2/6 z gry). Kosz za koszem, ale Francja traci posiadanie po dwóch niecelnych osobistych Parkera. Rudy Fernandez, podobnie jak chwilę później Batum się nie mylą z linii rzutów wolnych. Znowu remis, a po niecelnym rzucie Gasola, pierwszy w kontrze razem z De Colo był Gobert. Hiszpanie nie trafiają, ale zbierają, choć zarówno Reyes jak i Gasol powinni trafić punkty spod kosza. Diaw jest faulowany przez Gasola, który znowu się frustrował, ale Boris trafia tylko raz. W odpowiedzi za piąty faul spada Gobert (8pkt 13 zb.), Gasol trafia osobiste, a gdy Francja gubi piłkę znowu Gasol wsadza ją do kosza. 78-75. Batum rzuca za trzy i jest faulowany na 15,5 sekund do końca mając trzy punkty straty. Nie trafia żadnego wolnego. Hiszpania zbiera i fantastycznie rozciąga grę rzucając między sobą piłkę, a na koniec trafia Gasol. Fenomenalny jest jego występ, zdobył na tym poziomie 40 punktów. Hiszpania w finale i kwalifikuje się do igrzysk 2016.

Hiszpania – Francja 85-80 (17-20, 15-13, 16-23, 18-10, 14-9)

Hiszpania: Pau Gasol 40 (11 zb.), Sergio Rodriguez 15, Sergio Llull 7 (5 as.), Rudy Fernández 7, Nikola Mirotić 7, Felipe Reyes 2 (7 zb.), Victor Claver 2 (6 zb.), Pau Ribas.

Francja: Nicolas Batum 14 (7 zb.), Nando De Colo 14, Joffrey Lauvergne 11, Tony Parker 10 (6 as), Michael Gelabale 10, Rudy Gobert 8 (13 zb.), Boris Diaw 5 (6 zb.), Evan Fournier 3, Florent Piétrus 0.

 

Z archiwum FIBA – USA vs Portoryko z 2007 roku

Z zaciekawieniem włączyłem mecz, który dzisiaj udostępniła FIBA – USA vs Portoryko z 2007 roku. Półfinał mistrzostw Ameryki z LeBronem Jamesem i Carlosem Arroyo mnie zaciekawił, a gdy przed spotkaniem już na parkiecie zobaczyłem piątkę: Jason Kidd, Kobe Bryant, LeBron James, Carmelo Anthony, Dwight Howard wiedziałem, że to jest to. W czasie panującej epidemii Koronawirusa na YouTube pojawia się wiele cennych, nigdy wcześniej nie opublikowanych materiałów i z uwagi na występ niedawno zmarłej legendy Lakers chciałem zobaczyć, jak to wyglądało.

Kobe w roku 2007 był najlepszy w karierze, osiągnął szczytową formę rzucając m.in. cztery razy z rzędu minimum 50 punktów. To nawet w czasach Jamesa Hardena robi wrażenie. LeBron, Howard i Melo byli młodzi, ale bardzo szybko osiągnęli status gwiazd NBA. Przecież tamten mecz był przed dwoma tytułami Kobe z Gasolem, o którym nawet nie marzył w roli partnera, Melo grał w Nuggets, a Kidd w Nets. Kobe od początku pokazywał niesamowite umiejętności. – panowanie nad ciałem w powietrzu i łatwość mijania 1 na 1 z to go zapamiętamy. LeBron bym zupełnie inny, gdy dostał piłkę na obwodzie i miał wolną pozycje to się zastanowił i dopiero rzucił za trzy w dodatku niecelnie. Z kolei wchodząc na kosz już wtedy jako 22 latek dysponował siłą, dzięki której przepychał rywali. Do tego Jason Kidd rzucający z dystansu i trafiający. Mam wrażenie, że dzisiaj się o tym nie pamięta, raczej spogląda się na niego przez pryzmat mistrzostwa w Dallas i emerytury w Knicks. Już w tamtym meczu miał za sobą 13 sezon w lidze, a owe mistrzostwo zdobył w 16 (!). Natomiast jego przegląd gry, dzielenie się piłką, przypominało mi, jak fascynująco się go oglądało.

Pierwsza zmiana amerykanów i za Dwighta Howarda wchodzi Amare Stoudemire. Dwight złapał głupie faule, ale zaimponował (niestety) nieudaną akcja w obronie, gdzie na kosmicznym poziomie zbijał piłkę po rzucie rywali. Przypomniał mi się konkurs wsadów rok później, kiedy w roli supermena sięgał końca tablicy. Amare wtedy był bestią, najlepszym ofensywnie wysokim w grze przodem do kosza, choć z dzisiejszej pozycji jednowymiarowy bez rzutu z dystansu. W 2007 (w grze za dwa punkty) jego dynamika mówiła nam, że będzie wyjątkowy. Nie był, głównie z powodu kontuzji kolan (najpierw lewe potem prawe), ale podobnie jak Kidda nie pamiętajmy go tylko z Knicks, w których po latach razem z Carmelo grali przez jeden sezon (i Tysonem Chandlerem, o którym poniżej). W pierwszej akcji Amare trafił rzut z odchylenia od tablicy. W kolejnej dynamicznie do linii wszedł na kosz. Taki miał potencjał oprócz kończenia akcji pick and roll.

Nie sprawdzałem składów z tego meczu, sama okładka LeBrona i obecność Bryanta mnie przekonała, ale gdy wszedł w pierwszej kwarcie Chauncey Billups zaniemówiłem. Nie było powtórki z Jordana, gdy blokował Isiaha Thomasa w 1992. Billups i chwilę później Tayshaun Prince byli świeżo po historycznej porażce z LeBronem Jamesem w finale konferencji i jego słynnych 25 punktów z rzędu (29 z 30 ostatnich drużyny). Nie przeszkodziło to powołać ich do składu, co pokazuje, że amerykanie po ostatnich porażkach byli bardzo zmotywowani:

2002 – 6 miejsce, ale po drodze przegrane z Argentyną, z Serbią (ćwierćfinał) i Hiszpanią (o 5 miejsce),
2004 – 3 miejsce, ale po drodze porażki z Portoryko, Litwą i Argentyną (półfinał)
2006 – 3 miejsce, przegrana z Grecją (półfinał)

Portoryko w pierwszej kwarcie dzielnie stawiało opór dzięki duetowi Elías Ayuso i Carlos Arroyo. Jednak dzięki pięciu kolejnym punktom Prince’a (SF o wzroście dzisiejszych centrów) i trójce Kobe Bryanta prowadzenie Amerykanów wynosiło sześć punktów.

Na początku drugiej kwarcie najaktywniejszy był Bryant. Najpierw stracił piłkę w kontrataku 3 na 1, później trafił trójkę, a w kolejnej akcji faulował przy rzucie za trzy Eliasa Ayuso. Kobe nie odpuszczał, wbijał się po penetracji na kosz wiedząc, że będzie faulowany. To z czym Amerykanie sobie nie radzili to penetracje pod kosz niskich Arroyo, Ayuso i młodego José Juan Barea. Przekazywanie po zasłonach kończyło się penetracja pod kosz rywali i punktami lub faulami. W ataku mieli jednak ogromną przewagę fizyczności, a dwa kolejne podania Jamesa do Howarda kończyły się wsadami, które prawie nie urwały obręczy.

Amerykanie sporo faulowali i protestowali niemal po każdym faulu. Spora różnica w przepisach i brak możliwości dotykania zawodników kończyło się gestami niezrozumienia, które wg najnowszych przepisów byłby technicznym przewinieniem. Portoryko nie trafiało z osobistych, a z ich lepszą skutecznością nie byłoby przewagi dziesięciu punktów. Amerykanie grali z LeBronem i Carmelo na skrzydle, a Mike Krzyzewski nie ustawiał Amare z Howardem razem, podobnie grał jedynym rozgrywającym Kiddem lub Billupsem i Kobe lub Reddem na dwójce. W ostatniej bronionej akcji drugiej kwarty znakomicie wymusili błąd 24 sekund, zamykając i podwajając rozgrywających.

Trzecią otworzył Anthony, który był najaktywniejszy wśród Amerykanów w drugiej kwarcie trafiając z kontry, z dystansu czy z odchylenia 1 na 1. Młody Carmelo był bardzo pazerny na punkty i potrafił ja zdobywać na wiele sposobów, choćby dwoma trójkami na początku drugiej połowy i kolejną minutę później. Potrafił wbijać się na kosz nie do zatrzymania niczym czołg LeBron James, który robił to w wieku 22 lat na niesamowitym bezczelnym poziomie. Wtedy wydawało się, że ta dwójka zdominuje ligę, a nawet trójka, bo Dwyane Wade nie wszedł na boisko, a miał na koncie tytuł MVP finałów 2006. LeBron świeżo doprowadził Cavaliers do finału ligi, a do Melo w trakcie sezonu przyszedł Allen Iverson.

Na boisku wśród największych gwiazd szalał jednak Anthony, kolejna trójka, znakomite dogranie od LBJ, który już wtedy chętnie dzielił się piłką. Gdy w jednej z akcji do linii wchodził Kobe Bryant i trafił z faulem, LeBron był pierwszym, który podnosił z parkietu starszego kolegę. Już wtedy była chemia, która przetrwała do obecnych czasów, gdy w jednym z meczów po pogrzebie, w szatni LeBron miał koszulkę Kobego. Wspominałem o przepisach, w jednej z kolejnych akcji LeBron zrobił naskok z dwutaktem a sędziowie bezwzględnie zagwizdali kroki. jedna z najbardziej charakterystycznych akcji obecnej koszykówki, wg zasad FIBA była niezgodna z przepisami. Wtedy jednak zdziwiony LeBron szukał na telebimach powtórki akcji, która dla NBA była przepisowa.

Amerykanie prowadzili 26 punktami a na zmianę za Jasona Kidda wszedł Chauncey Billups. Na parkiecie nadal byli Kobe, LeBron, Melo i Amare. Żaden drugi skład, Krzyzewski rzucił co ma najlepsze. Dopiero w 27 minucie spotkania za LeBrona wszedł Mike Miller, dzisiaj zapomniany koszykarz, zadaniowiec z Heat LeBrona. W 2007 skończył sezon z najwyższą przeciętną w życiu 18,5 pkt. trafiając 2,9 trójki na mecz. Dzisiaj Harden trafia 4,4 trójki, a w tamtym sezonie najwięcej trafiali trójek w meczu:

1. Ray Allen 3.0,
2. Mike Miller 2.9,
3. Gilbert Arenas 2.8,
4. Raja Bell 2.6,
5. Rashard Lewis 2.5.

Chwilę później Michael Redd zmienił Kobe Bryanta i trafił dwie trójki. Portoryko w trzeciej kwarcie stanęło, nie trafiali prostych rzutów a trudne nie dolatywały do kosza. Pokazywana przez realizatorów skuteczność rzutów za trzy pod koniec trzeciej kwarty wynosiła 59% (13/22) do 30% (6/20). Po chwili na trojkę Arroyo odpowiedział znowu Redd, a chwile później trafił z 8 metrów Miller. Realizator od razu skierował kamerę na klaszczącego Krzyżewskiego a za nim siedzieli asystenci Nate McMillan i Mike D’Antoni. Po osobistych Arroyo, który jako jedyny stanowił zagrożenie penetracją pod kosz, wynik brzmiał 100-70 dla USA.

Krzyzewski wprowadził Derona Williamsa w miejsce Billupsa i już w pierwszej akcji asystował on przy trojce Redda. Na ławce znakomicie bawili się LeBron z Kobe. Redd dołożył kolejną z 9 metrów, a następnie w kontrze podawał za plecami do Amare. Redd wtedy także był w swoim prime będąc piątym strzelcem ligi:

1. Kobe Bryant 31.6 pkt./mecz,
2. Carmelo Anthony 28.9,
3. Gilbert Arenas 28.4,
4. LeBron James 27.3,
5. Michael Redd 26.7.

Amerykanie byli bardzo podrażnieni porażkami sięgając po swoje największe gwiazdy za wyjątkiem Tima Duncana, Kevina Garnetta i Tracego McGradego. Samo posiadanie w składzie Kobe i LeBrona, czyli liderów Redeem Team jest legendarne, dzisiaj porównywane do duetu Magic Johnson/Michael Jordan z 1992 roku. Wielka była siła tamtej drużyny np. na papierze nie widać, jak wyglądali biegający pierwsi do kontry Redd i Amare, czy trafiający za trzy Miller. A przecież mówimy o graczach rezerwowych, którzy zdominowali ostatnią kwartę. Przewaga w połowie czwartej kwarty w trojkach wzrosła 65 (20/31) do 32 (8/25). To oznacza, że w osiem minut amerykanie trafili 7/9 trojek! Pod koniec meczu wszedł na boisko Tyson Chandler, drugi zbierający ligi (za KG przed Howardem) i to także pokazuje jak mieli mocny skład. Na ławce miała miejsce zabawa w najlepsze, realizator pokazywał żarty i uśmiechy Melo, Billupsa i Kobego. W końcówce trafiali za trzy ponownie Miller i Prince, efektowny wsad zaliczył Chandler, a wynik ustalił rzutem za trzy Rick Apodaca.

USA – Portoryko 135-91 (33–27, 24–15, 43–28, 35–21)

USA: Anthony 27 (6/7 za 3), Redd 23 (7/8 za 3), James 19 (9 as), Bryant 15, Miller 14 (4/6 za 3), Prince 10, Howard 9 (6 zb.), Kidd 8, Stoudemire 7, Chandler 3, Billups, Williams (7 as).

Portoryko: Ayuso 22 (5/9 za 3), Arroyo 21 (5 as), Falcon Melendez 12 (8 zb.), Apodaca 12, Reyes 11 (6 zb.).

Wspaniała Jędrzejczyk z Weili musi dostać rewanż

Joanna Jędrzejczyk należy do ścisłego grona najlepszych polskich sportowców od kilku lat, choć jestem pewien, że większość kanapowych kibiców się ze mną nie zgodzi. O tym, jakie sporty są popularne w Polsce wiemy wszyscy – żużel, skoki narciarskie, reprezentacja w piłce niżej. To pokazują sondaże oglądalności oraz wyniki plebiscytu na najlepszego sportowca (TUTAJ). Nie wiem dlaczego trudno nam docenić kogoś, kto robi karierę zza oceanem (podobny case z Agnieszka Radwańska i Marcinem Gortatem), kto właśnie w Stanach jest doceniany na poziomie najlepszego zawodnika w historii w swojej wadze. Tak właśnie pozycjonowana jest Joanna Jędrzejczyk, która od kilku lat ekscytuje fanów MMA na całym świecie, a mi osobiście daje powody do porannej pobudki.

Mało rzeczy mnie porywa w dzisiejszym sporcie. Czuję przesyt transmisji, wywiadów, opinii i dyskusji. Ale od kilu lat niezmienne jest to, że gdy do oktagonu wchodzi JJ nastawiam budzik i przy niedowierzaniu swojej żony wstaje w niedzielę o świcie. W sobotę, gdy oznajmiłem małżonce, że rano wstaję popatrzyła na mnie z niedowierzaniem, bo co jak co – lubię się wyspać. Wychowany na walkach Andrzeja Gołoty, które porywały tłumy, na które czekało się cały noc, to nic wielkiego wstać w nocy na walkę. Choć przyznam, że na żywo oglądam głównie walki z Europy i numerowane main eventy UFC np. Conor McGregor vs Khabib Nurmagomedov czy Jon Jones vs Daniel Cormier. Topy topów, szczyty szczytów i własnie walki Jędrzejczyk są na tym poziomie jak np. jej dwa pojedynki z Rose Namajunas. Jej ofensywny styl mnie zachwyca i szybko przekonałem się do oglądania walk pań, mimo powszechnej niezrozumiałej dla mnie niechęci. Bo tak ofensywnie walczących zawodników oglądać trzeba.

Jędrzejczyk zbudowała swój pomnik w świecie MMA ogromną pracą, którą widać choćby przy obronie parteru, już nie jest jednowymiarową zawodniczką, choć z racji doświadczenia z boksu tajskiego preferuje stójkę. Po raz pierwszy od dawna polka przystępowała do walki w roli underdoga, głównie dlatego, że Zhang Weili dominowała wszystkie swoje dotychczasowe rywalki sięgając po pas z Jéssicą Andrade (pogromczyni Namajunas). Ale od początku pojedynku Jędrzejczyk wdawała się w wymianę! Nikt wcześniej nie odważył się tak prowadzić walkę z mistrzynią UFC, z uwagi na jej pięknienie silne ręce. Pierwsza runda moim zdaniem wygrana, ale sędziowie wskazywali Weili. W drugiej Chinka poszła po swoje i zwyciężyła, ale w kolejnej ponownie polka prowadziła. Sędziowie rundy mistrzowskie punktowali różnie, bo rundy były niesamowicie wyrównane, więc decydowały pojedyncze ciosy. A być może twarz zawodniczek po zakończeniu pojedynku, bo wielki krwiak na czole Jędrzejczyk, był najczęściej pokazywanym zdjęciem z walki. Piąta runda ponownie dla Weili, choć nawet w końcówce półka miała swoje momenty.

Ostatecznie jedynie druga runda był wygrana przez mistrzynie dla wszystkich sędziów (z kolei jedynie trzecia była jednogłośnie dla JJ). Finalnie dwa werdykty 48-47 i jeden 47-48. A przede wszystkim remisowa ilość ciosów w trzech rundach i określenie pojedynku jako, najlepszy w historii kobiecego MMA, być może także walka roku bez podziału na kobiety i mężczyźni. UFC powinno dać dziewczynom rewanż. Zwłaszcza, że mistrzowie Valentina Shevchenko i McGregor opowiedziało się za Joanną, która w rundzie drugiej i piątej (ostatecznie przegranych) zadała więcej ciosów. Trzeba to wyjaśnić w kolejnym pojedynku.

Jak dobra jest reprezentacja Niemiec?

Wielki klops zafundowali swoim reprezentanci Niemiec kibicom na mundialu w 2018 – nie wyszli z łatwiej grupy przegrywając z Meksykiem i Koreą Południową, a jedyne zwycięstwo odnosząc po fantastycznym strzale z rzutu wolnego Toniego Kroosa w 95 minucie ze Szwecją. Po mundialu selekcjoner przedstawił obszerny raport Joachim Löw (w przeciwieństwie do Adama Nawałki), odstawił kilku zawodników i zaczął rywalizację w nowych rozgrywkach – Lidze Narodów.

W niej Niemcy także się skompromitowali. W dwóch dwumeczach z Francja i Holandia nie wygrali ani razu, a dwa remisy i dwie porażki zepchnęły ich do Ligi Narodów B. Minęły dwa lata i z najwyżej rozstawionej drużyny na świecie odnieśli jedno zwycięstwo w siedmiu meczach. Oczywiście, światowa piłka bez Niemców nie może funkcjonować, więc szybko wymyślono i wprowadzono reformę, dzięki której powiększono grupy do czterech drużyn. My także na tej reformie skorzystaliśmy, choć podobnie jak Niemcy nie wygraliśmy meczu w pierwszej edycji turnieju.

Winnymi została stara gwardia: Mats Hummels, Thomas Müller i Jerome Boateng, z których w marcu zrezygnował Joachim Löw. Doświadczeni piłkarze, mistrzowie świata 2014 mieli ułatwić zmianę pokoleniową, która nie do końca się udała. Należy dodać, w żadnej reprezentacji nie przechodzi ona bezboleśnie. Same eliminacje przeszły gładko – siedem zwycięstw w ośmiu meczach, choć wszyscy zapamiętamy właśnie przegraną z Holandią (2-4) mimo strzelenia pierwszej bramki. Bo ze strzelaniem bramek Niemcy nie mają problemu – w eliminacjach 11 bramek strzelili Estonii, 8 Irlandii Północnej, 6 Białorusi i 5 Holandii. Liderem ataku jest Serge Gnabry, który tworzy ofensywne trio z Marco Reusem i Timo Wernerem. A przed kontuzją, w miejsce ostatniego występował Leroy Sane. Problemem jest defensywa.

Niemcom daleko do wspomnianych Holendrów, którzy grają czwórka: Joel Veltman, Matthijs de Ligt, Virgil van Dijk, Daley Blind, a za nimi Jasper Cillessen, mając w obwodzie choćby Quincy Promesa, Nathana Aké i Patricka van Aanholta. We wspomnianym meczu z Holandią (bądź co bądź, najważniejszym meczu w 2019), nasi sąsiedzi zagrali kwartetem: Matthias Ginter, Jonathan Tah, Niklas Sule, Lukas Klostermann. Szału nie ma.

Niemcy przez lata przyczaili nas do świetnej organizacji, gry w końcówkach i znakomitej obrony. Zwykle przed wielkim turniejem mówi się, że Niemcy to Niemcy, albo że Niemcy to drużyna turniejowa. Obrona z 2014 roku – Benedikt Hoewedes, Mats Hummels, Jerome Boateng, Philipp Lahm wygląda od obecnej o niebo lepiej. Od Mistrzostw Świata 2014 zmieniła się hierarchia w Europie – Francja była w finale euro i mundialu (wygrała), Portugalia wygrała euro i Ligę Narodów, Belgia z najlepszym w historii pokoleniem zdobyła trzecie miejsce na świecie pokonując w meczu pocieszenia młodych Anglików. Te cztery drużyny są poza zasięgiem naszych sąsiadów, których także stawiam nieco niżej niż reprezentacje Hiszpanii. Wychodzi mi ćwierćfinał euro 2020, choć po wyjściu z grupy o dalszych rundach decyduje na równi siła na boisku i szczęście. Wiedza o tym Chorwaci, którzy eliminując Danie i Rosje, awansowali do półfinału ostatniego mundialu. Ci ostatni oddając jeden celny strzał w meczu, wyeliminowali faworyzowanych Hiszpanów z gwiazdami Realu i Barcelony.