Maciej Lampe debiutuje w #plkpl i wygrywa z Anwilem Włocławek

Maciej Lampe, jeden z najlepszych zawodników w historii polskiej koszykówki zadebiutował w wieku 35 lat na parkietach Tauron Basket Ligi w barwach Kinga Szczecin w meczu przeciwko Anwilowi Włocławek. Jego przyjazd to spore wydarzenie, wcześniej spędził m.in. trzy sezony w NBA, jest pierwszym Polakiem wybranym w drafcie, wiele lat grał w najlepszych ligach Europy i zawsze był pierwszoplanową postacią w kadrze, choć z różnym efektem. Ostatni raz widzieliśmy Lampego w eliminacjach do Mistrzostw Świata 2019, gdzie pełnił rolę pierwszego środkowego. Przed ostatnim meczem zdecydował się na leczenie kontuzjowanego kolana w Niemczech, a nie kadrę w roli widza. Wtedy krytykowany za rezygnację, ale gdy opadł kurz i mamy konflikt kapitana kadry Adama Waczyńskiego z prezesem Radosławem Piesiewicz sytuacja wygląda inaczej.

Oczekiwania Kinga i całej TBL wobec Macieja Lampe są ogromne. To maszynka do zdobywania punktów – mierzący 212 cm powinien dominować na tablicach, a także na linii za trzy. Pierwsza trójkę trafił w trzeciej minucie na parkiecie. Bardzo dobrze wyglądał fizycznie i radził sobie w ataku i obronie z atletą jakim jest Shawn Jones. W Chinach, gdzie grał w ostatnich latach świetnie się odnajdywał w ofensywnej grze, w lidze, gdzie drużyny mogą zatrudniać jedynie dwóch obcokrajowców i najczęściej byli to zawodnicy z przeszłością w NBA. I właśnie Lampe tak był wszędzie traktowany, rzadko występował w rolach drugoplanowych.

W tym sezonie w lidze pojawiali się zawodnicy z dobrym CV choćby Victor Rudd (były zawodnik CSKA Moskwa i Maccabi Tel Awiw), D.J. Cooper (MVP ligi francuskiej z 2017 roku), Jerome Dyson (MVP Final Four izraelskiej ligi 2017) ale nie takim jak nowy gracz Kinga. W debiucie jest aktywny w ataku i chętnie stawia zasłony. Dwa razy nie trafia po obrocie plecami, ale potrafi np. przy zmianie krycia wybić piłkę Almeidzie oraz trafić z dalekiego dystansu. Niestety Jones w połowie meczu zszedł z kontuzją, a Lampe do przerwy rzucił 12 punktów z linijką 3/3 za 1, 3/5 za 2 i 1/1 za 3. Do tego trzy faule grając 7,5 minuty co najlepiej pokazuje jakie ma możliwości oraz potrzebuje wejścia do regularnej gry.

King do przerwy ma trzech zawodników z podwójnymi zdobyczami Cleveland Melvina, Mateusza Zębskiego i Lampe. To pokazuje spory potencjał ofensywny siódmej drużyny ligi. Świetnie chodzi piłka po obwodzie, jeden z dwójki rozgrywających Tookie Brown (drugim jest Dustin Ware) podaje do Lampe na akcje 2+1, a później najbardziej utytułowany zawodnik gości oddaje do wolnego Melvina na trójkę. Lampe chętnie gra z nowymi partnerami, w pierwsze dziesięć minut notując 15 pkt 3 zb. i 2 as. Minusem jest czwarty faul w okolicach połowy trzeciej kwarty, mógłby też więcej zbierać, ale jeśli King prowadzi 16 punktami, a duet podkoszowy Ivica Radić i Shawn Jones zdobyli w tym momencie dwa punkty (w łącznie 25 min) kto by narzekał.

Anwil w tym czasie gra słabo i nerwowo traci piłkę. Nowy trener Przemysław Frasunkiewicz po słabym debiucie i przegranej 13 punktami z Treflem Sopot, musi przełknąć gorzką pigułkę. Anwil ma problemy z presją Kinga , a zawodnicy nie dzieła się piłką (w pierwszej kwarcie zaledwie jedną asysta Anwilu przy 17 punktach). Taki sam problem miał Jesus Ramirez, który wygrał w debiucie ze Spójnią, a z Anwilem grał po raz drugi. King jest w zupełnie innym miejscu – jest siódmy, przyszli do zespołu Zach Thomas i Lampe, chwilę wcześniej Brown, Ware i Wojciech Czerlonko, co oznacza walkę o wysokie cele. A przecież 6 grudnia, czyli miesiąc temu King przegrywał szósty z siedmiu ostatnich meczów.

Obecnie Cleveland Melvin wygląda na zawodnika sprzed dwóch lat, gdy był w pierwszej piątce ligi, w barwach MKS Dąbrowa Górnicza. King wygrał zdecydowanie trzy kwarty. Lampe decyduje się na trzeci trudny rzut z odchylenia, ale w drugiej połowie nie trafiał rzutów z dystansu. Anwil zaskakująco odrobił maksymalnie 20 punktową stratę za sprawą Rotneia Clarke do minus cztery i to bez Almeidy na boisku. To spora, bo poprzedni trenerzy zawsze wystawiali swojego gwiazdora, a nowy trener zostawia skład, który odrabia punkty. King w czwartej kwarcie stanął, w siedem minut trafił tylko z kontry Ware. Potem proste punkty trafili Brown i Zębski. Końcówka bez Lampego, a King gra pod koszem z Melvinem i Mateuszem Bartoszem. Anwil nie trafił ważnych trójek i nie był w stanie zmniejszyć straty do jednego posiadania aż do 48 sekundy do końca meczu. Wtedy Walerij Lichodiej, który wcześniej zablokował Bartosza trafił i wchodzi na końcówkę Lampe. Na koniec mamy po jednym trafionym osobistym Almeidy i Melvina, a w ostatniej akcji Clarke nie trafia trójki na remis. Mimo fatalnej czwartej kwarty przegranej 7-17 King wygrał spotkanie.

Po meczu w wywiadzie dla Tomasza Jankowskiego z Polsatu Sport Lampe podkreślił, że wybrał dobrą organizacje, dobrych partnerów, hiszpańskiego trenera, a kluczowa była dla niego opcja odejścia do klubu z Azji. Dotychczas zagrał trzy treningi z zespołem, trenował dwa miesiące i ma w planach pograć dwa-trzy lata i zakończyć karierę w Szwecji, gdzie się wychował.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s