Zimny prysznic Mateusza Gamrota, czyli idzie ścieżką Jana Błachowicza

Z zaciekawieniem czekałem na debiut Mateusza Gamrota w UFC. Były posiadacz dwóch pasów KSW w wadze lekkiej (do 70 kg) i piórkowej (do 66 kg) z przytupem zakończył kontrakt z KSW demolując Normana Parke’a, a potem wygrywając pewnie z Marianem Ziółkowskim. Był najlepszym polskim zawodnikiem federacji, jedynym niepokonanym mistrzem. Przez lata oglądając KSW i UFC zastanawiałem się, ile dzieli te federacje. Oczywiście nie na poziomie mistrzowskim, tylko gdzie mistrzowie KSW plasowaliby się w światowym gigancie. To jest zupełnie inny temat – być legendą w kraju czy wyjechać i walczyć od początku o swoje za oceanem. Tą drugą drogą poszedł Jan Błachowicz i odniósł ogromny sukces (TUTAJ), wydawało mi się, że pierwszą pójdzie Gamer. Oczywiście było puszczanie oczka do UFC, ale nigdy nie widomo czy nie jest to gra o kasę czy ambicje sportowe. Tym bardziej, że pod koniec współpracy na linii zawodnik-KSW wrzało, a problemem była interpretacja drugiej walki z Parkiem – no contest to dla KSW walka nieodbyta, dodatkowo przerwana, a dla zawodnika walka odbyta. Gamrot był tak bardzo zmotywowany by odejść, że podciągnął dwie gale post-covidowe, czyli KSW 53 i 54. Dwa pojedynki w 49 dni, a następnie odejście legendy, zawodnika niepokonanego w klatce, czego nie mogą o sobie powiedzieć Mamed Khalidov, Tomasz Narkun czy Michał Materla.

Ponownie po 49 dniach od ostatniej walki mieliśmy debiut Mateusza Gamrota w UFC. Moment legendarny, bo o ile KSW nie chce oddawać swoich mistrzów za ocean, o tyle sportowo tylko tam czekają dla nich wyzwania. W pierwszej walce przeciwnikiem był Gruzin Guram Kutateladze, choć pierwotnie zakontraktowany był Rosjanin Magomedov Mustafaev. Dla Kutateladze to także był debiut w UFC, polscy kibice mogli go kojarzyć z pojedynku na gali FEN w marcu 2015 i przegranej z Pawłem Kiełkiem. Od tamtej pory nie przegrał pokonując kolejno ośmiu przeciwników.

Gamrot zaczął walkę spokojnie, próbował badać przeciwnika, który nastawił się na niskie kopnięcia. Polak z kolei chciał przywitać się z najlepszej strony i sprowadził rywala parteru. Ten odpowiadał mocnymi kopnięciami w brzuch Gamer próbował sprowadzać do parteru przeciwnika, próbował zdobyć pozycje nawet za końcówkę nogi, ale Gruzin umiejętnie się bronił –unikał lub błyskawicznie uciekał z groźnej dla siebie pozycji. Tak naprawdę dopiero w trzeciej rundzie Polak dosiadł przeciwnika, ale ten umiejętnie wstał, choć wariant z próbą obalania dalej był praktykowany. Walka została oceniona jako nie jednogłośną decyzja, czyli jeden sędzia typował 29-28 Gamrot, a dwóch 29-28 Kutateladze. Niespodziewana porażka stała się faktem, choć sama decyzja była mocno dyskusyjna. W wywiadzie po walce Gruzin przyznał Danielowi Cormierowi, że zwycięzcą pojedynku powinien być Gamrot.

Co zadecydowało o porażce? Na pewno debiutujący przeciwnik nie był z gatunku pierwszego lepszego. Był zamotywany i stylowo niewygodny – bazował na kopnięciach i jak się okazało skutecznie bronił się w parterze. Do tego przeciwnik zmienił się dwa tygodnie przed walką i być może najważniejsze – w ciągu 98 dni był to trzeci pojedynek Gamrota. Nie wyciągał bym jakiś dalekich wniosków, Polak nie zapomniał swoich umiejętności grapplerskich, a sędziowie byli podzieleni w kwestii decyzji. Ja bym się skłaniał to 29-28. W UFC nikt Gamrota nie skreśla, nie jest zawodnikiem z znikąd, a dodatkowo zawodnicy dostali bonus za walkę wieczoru. Zresztą aktualny mistrz UFC w wadze półciężkiej Jan Błachowicz zaczynał w UFC od bilansu 1-3, a potem 2-6, by wygrać pas mistrzowski. Wszystko przed Gamerem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s