Polska wygrała mecz (z Bośnią i Hercegowiną)

Po porażce w fatalnym stylu z Holandią, trzy dni później Polska zagrała na wyjeździe z Bośnia i Hercegowiną. Jeśli myślimy, że przeciwko nam zagrają Edin Dzeko i Miralem Pjanić, to nic z tych rzeczy – oni podobnie jak Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek nie zagrali od pierwszej minuty, a zawodnik AS Roma jako jedyny z tego kwartetu dopiero pod koniec meczu pojawił się na boisku. Przez pierwsze 30 minut to nie przeszkadzało gospodarzom, aby w pełni kontrolować mecz i strzelić gola. Po rzucie karnym za faul Bednarka, można powiedzieć dyskusyjnym, ale kto dzisiaj naiwnie kładzie ręce na barkach rywala, gdy ten sam lub z pomocą naszego kadrowicza się przewraca? karny ewidentny.

Faktem jest, że Brzęczek po raz pierwszy wygrał z rywalem, gdy ten strzelił gola jako pierwszy. Jeszcze w pierwszej połowie wyrównał po różnym Kamila Grosickiego – Kamil Glik. A w drugiej połowie po podaniu Macieja Rybusa wynik ustalił asystent Grosicki. Ten sam Rybus, który nie wyszedł z Holandią, gdyż selekcjoner wolał prawego obrońcę na lewej stronie. Ten sam, który nie jest ulubieńcem selekcjonera, w odróżnieniu do kontuzjowanego Arkadiusza Recy. Bramka i asysta Kamila Grosickiego oznaczają, że lata lecą a kadra nadal jest na barkach tych samych zawodników Adama Nawałki. To niestety nie wystawia dobrej oceny Brzęczkowi, bo o zwycięstwie zdecydowali doświadczeni, by nie powiedzieć „starzy”, a powołani „młodzi” Walukiewicz i Karbownik nie wyszli w obu meczach nawet na minutę. Powtórzę pytanie po meczu z Holandią – to sparing czy mecz kluczowy? Dla selekcjonera ewidentnie to drugie, gdyż po meczu Holandia nikt nie zostawił na nim suchej nitki.

Czy grał o posadę? W przypadku kolejnego blamażu tak. Ciśnienie nałożone na Prezesa PZPN Zbigniewa Bońka jest ogromne, zwłaszcza, że ten broni w ciemno swojego podopiecznego. OK, zachowuje się zgodnie z kanonami i wyjaśnia sprawy w czterech ścianach, ale jeden i drugi wiele zyskałby, gdyby na konferencjach powiedział, jak jest. Czyli odpowiednio – Brzęczek to nie był dobry wybór i sondujemy następców, a drugi – testujemy zawodników, albo gramy o punkty, ile się da. Przecież takie zwycięstwa jak wczoraj zmieniają optykę, dają jakiś pozytyw, a na końcu i tak wynik oceni jednego i drugiego. Zbigniew Boniek miał świetna pierwszą kadencję, sprawił w krótkim czasie, że PZPN nie kojarzy się z chamskimi przyśpiewkami na trybunach. Uporządkował finanse, zrewolucjonizował marketing np. przed meczem z Holandią zaprezentowano nowe koszulki, które sprytnie rozesłano do czołowych dziennikarzy, którzy je ubrali i chwalili. Dla porównania jego poprzednik Grzegorz Lato miał ciekawy pomysł z logiem PZPN na strojach, ale koncertowo go zepsuł i dał kolejny pretekst do wyśmiewania. Druga kadencja to nie tylko gra o cash flow i dotowanie słabo zarządzanych prywatnych klubów w imię funkcjonowania. To gra o wynik, ten był przy Adamie Nawałce, u którego podobnie jak u Bońka pierwsza połowa kadencji była wyraźnie lepsza od drugiej. Boniek selekcjonera wybrał sobie sam. Przepraszam, nam. Jednoosobowo zdecydował, że nie został nim Piotr Stokowiec, który był podobno największym rywalem za granicy, tylko Wuja będzie trenerem. Nie za sukcesy i doświadczenie, ale za charyzmę i dobrą karierę w latach 90-tych.
Wspomniani Glik, Grosicki i Rybus to najwięksi wygrani meczu. Podobnie jak Kamil Jóźwiak, który na ten moment wyprzedza Sebastiana Szymańskiego. Jacek Góralski zagrał lepiej niż Grzegorz Krychowiak, który oba mecze miał zaskakująco słabe. Góralski w hierarchii powinien wskoczyć przed ulubieńcem selekcjonera Mateuszem Klichem. Zaskakująco słabo po dobrym występie z Holandią zagrał Piotr Zieliński, a przed wszystkim winny sprokurowania karnego Jan Bednarek. Znowu słabo Tomasz Kędziora, nie rozumiem tego, że Bereszyński nie grał na swojej naturalnej pozycji, tylko siedział na ławce. Ale poza narzekaniem, były pozytywy – wygrywaliśmy pojedynki, wychodziliśmy na pozycje, strzelaliśmy na bramkę. Mecz zwłaszcza w drugiej połowie mógł się podobać, choć do oklasków daleko. Niby selekcja trwa, ale na czołowych pozycjach dalej Ci sami zawodnicy. Plusem jest także to, że Bośnia i Hercegowina to potencjalny nasz rywal (jeśli wygra baraże) na euro. Może i na docelowej imprezie z nimi wygramy, bo przypomina mi się mecz na wodzie z Ekwadorem – siedem miesięcy przed wielkim turniejem. zwyciężyliśmy po bramkach Tomasza Kłosa, Euzebiusza Smolarka i Sebastiana Mili 3-0, by finalnie przegrać 0-2. Kto by tam pamiętał o wcześniejszym zwycięstwie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s