Cztery miesiące czekaliśmy na wznowienie sezonu NBA, ale o triumfie zadecyduje głowa

Dokładnie 140 dni czekaliśmy na wznowienie sezonu NBA. Były różne warianty wznowienia (TUTAJ), mieliśmy zachorowania gwiazd ligi (m.in. Kevin Durant, Russell Westbrook, Rudy Gobert), rezygnację z gry (m.in. Victor Oladipo, Avery Bradley), mini rynek wolnych agentów (m.in. J.R. Smith, nieobecny ostatecznie DeMarcus Cousins), ale to wszystko za nami. Zaczynamy!
To jednak nie jest gra na nowo, to kontynuacja sezonu, który jedni uznawali za sukces, drudzy za rozczarowanie. Jedni uważali, że to jedyna szansa na mistrzostwo przed ew. rozpadem, inni cierpliwie budowali swoje drużyny na kolejne lata. Wśród tych pierwszych na pewno są Bucks, którzy grali znakomicie, ale gdy przegrają jakąkolwiek serię, prasa zaleje nas plotkami o wymianie Giannisie Antetokounmpo. Dzisiaj faworytami po niego są Warriors za pierwszy pick 2020 i ktoś z dwójki Klay Thompson/ Draymond Green. Pakiet od Nets ze Spencerem Dinwiddie, Carlisem LeVertem i Jarrettem Allenem to kolejna możliwość, podobnie jak Miami Heat w wymianie za debiutantów Tylerem Herro, Duncanem Robinsonem + Bamem Adebayo, aby połączyć siły z Jimmym Butlerem. Bucks nie mogą znowu zakończyć sezon w okolicach 62-20 i nie zagrać w finale. Jesteśmy także ciekawi efektów eksperymentu połączenia sił byłych MVP Jamesa Hardena i Russella Westbrooka, którzy w pojedynczych meczach small-ball potrafią wygrać z każdym, jak i dotkliwie przegrać. 
Bańka kosztowała NBA 150 mln dolarów. Zawodnicy zostali skoszarowani w jednym miejscu, bez podróżowania między miastami, w trzech hotelach wynajętych na wyłączność, czyli w zupełnie innych warunkach niż te, do których się przez lata przyzwyczaili. Zagrają bez kibiców, bez także ich presji, z ostatnim meczem maksymalnie 13 października. Mają tylko trzy godziny na trening, po którym odjeżdżają jednym autobusem. Inny świat. 
Pierwsze osiem meczów, a później rywalizacja w seriach, a w tle największe wyzwanie – wykrzesanie przez ponad dwa miesiące w wielkiej bańce chęci rywalizacji i walka z monotonią Pierwsze mecze to walka o rozstawienie w serii. Drużyny, ze wschodu chcą uniknąć gry z Bucks (1) w półfinale konferencji, a drużyny z zachodu uniknąć Clippers (3) w pierwszej rundzie. Do tego dochodzi rywalizacja pomiędzy Grizzlies z Blazers, Pelicans. Być może także z Kings, Spurs, Suns. Samo posiadanie większej liczby zwycięstw nie wystarczy, bo Grizzlies muszą mieć ponad cztery mecze przewagi (mają 3,5), aby zagrać w meczu play-in. Dziewiąty zespół musi pokonać ósmy dwa razy, ósmy tylko raz. Ewentualne mecze najlepszych debiutantów Ja Moranta z Zionem Williamsonem w takiej serii, względnie decydujące rzuty Damiana Lillarda. Wow to może być przed nami. 
Faworytów do zwycięstwa jest trzech – Giannis, LeBron i Kawhi. To nie tylko pojedynek najlepszych drużyn, ale także walka o zawodnika numer jeden w lidze. Przecież można również zestawić ten pojedynek tak – MVP vs Król vs MVP Finałów. Kibice mówią Lakers, tabele mówią Bucks, ale Kawhi rok temu wygrał mistrzostwo pokonując Bucks i Warriors. Tych ostatnich nie ma w Orlando, bo wcześniej kontuzje zakończyły ich dynastię, a pięć kolejnych wygranych finałów na zachodzie nie osiągnęli nawet Lakers z Magiciem i Kareemem. 
Kontuzje to niestety element sportu i szybko się okaże, jak zawodnicy spędzili ostatnie cztery miesiące. Jeśli markowali trening, w warunkach laboratoryjnych to wyjdzie szybko. Takie warunki sprzyjają doświadczonym zawodnikom, którzy w spokoju będą się przygotowywać do kolejnych meczów i nie będzie im aż tak brakować życia poza parkietem. Ciekawe, że w grupie faworytów nie są drudzy na wschodzie, mistrzowie ligi Toronto Raptors, a także Denver Nuggets, których postawa w meczach sparingowych była komentowana najczęściej. Grafika z Bol Bolem na trójce, Masonem Plumlee na piątce i Nikolą Jokiciem na rozgrywaniu, a do tego energetyczny Michael Porter Jr., mogący grać na kilku pozycjach wygląda bardzo nowatorsko. Wspomniałem wcześniej o Rockets, w dalszej kolejności są Celtics z Tatumem i Sixers z Embidem – w tych drużynach są mocne punkty, ale problemy odpowiednio pod koszem i na obwodzie sprawiają, że nie wymieniamy ich razem z Bucks, co było regułą jeszcze rok temu. Czarnym koniem mogą być młodzi Miami Heat i starzy Jazz, na których będziemy patrzeć z wyjątkową ciekowością. Wkomponowanie w skład Mike’a Conleya w sezonie regularnym się nie udało, dodatkowo w powietrzu wisi konflikt gwiazd, od momentu, kiedy Rudy Gobert zaraził koronawirusem Donovana Mitchella. To także rywalizacja o miano lidera na kolejny sezon. Brak sukcesu oznacza odejście Francuza, a w grze są Warriors z Greenem. Organizacje zawsze w takich sytuacjach stawiają na młodych. 
Osiem meczów przed play-off oprócz walki o rozstawienie będzie przetarciem dla najlepszych. Sprawdzeniem, czy pewne rzeczy działają, uruchomieniem nowych opcji. To nie będzie zwykły sezon, bo samo zamknięcie zmienia układ sił w głowach zawodników.
Categories NBA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s