Kyrie jest zmotywowany, a Nets z uśmiechem patrzą na przyszłość

Rzadko się zdarza, że zawodnik w meczu otwarcia rzuca 50 punktów:

Wilt Chamberlain 56 (1962)
Michael Jordan 54 (1989
Michael Jordan 54 (1989)
Elgin Baylor 52 (1959)
Michael Jordan 50 (1986)

Nigdy też w historii w debiucie w nowej drużynie zawodnik nie zdobył połowy setki. Tak, Kyrie Irving ma coś do udowodnienia. Po pierwsze, że nadaje się na lidera, a po drugie, że porzucił Celtics. To nie pierwszy raz, gdy musi udowodnić jedno albo drugie, przecież tuż po drafcie wchodził w buty Lebrona w Cleveland, a gdy zażądał wymiany, by iść po swoje, miał być samodzielnym liderem w Celtics. Co ciekawe, nie jest dobrze wspominany w jednej i drugiej drużynie, gdzie psuł różnymi decyzjami, czasem także kontuzjami misternie plany tych organizacji.

I nagle na białym koniu wjeżdża w Brooklyn Nets, gdzie zastąpić ma DeAngelo Russella, gdzie szykują się do podboju ligi za rok. Ten ma być zgrywaniem i przeczekaniem, ale Kyrie w formie z meczu otwarcia będzie ciągnąć drużynę. Mimo swoich decyzji, dotychczas nie był wymieniany bez jego wiedzy, a przecież był elementem plotek. Żył w bance, a później następowało brutalne zderzenie z rzeczywistością. W Nets nie będzie w tym sezonie dużych oczekiwań, głównie play-offy, może druga runda ale bez fajerwerków. Liczą się przed wszystkim Bucks, Sixers i Celtics. Nets z drugiego rzędu są z większą pula drużyn, gdzie każda ma apetyty na play-off: Pacers, Raptors, Magic, Heat, Pistons. Rywale biorąc pod uwagę dotychczasową grę o wysokie cele, niezbyt mocni. Bo dotychczas Kyrie po prostu był w play-off. W Nets trafił na grono młodych zawodników, dla których sam awans w zeszłym sezonie do gier posezonowych był olbrzymim sukcesem. Nie licząc weteranów jak DeAndre Jordan, Kyrie ma być dla nich liderem, przewodnikiem przez karierę i zawodnikiem, do którego trafiają decydujące akcje. Tego chciał Kyrie mniej więcej od Mistrzostw Świata 2014, kiedy został MVP. Jak pokazał pierwszy mecz, nie zawsze będzie mu się udawało – z Minnesotą nie trafił decydującego rzutu w Barclays Center i gospodarze przegrali.

Publiczność była za nim od początku, żywiołowo reagowała przy każdym kontakcie z piłką. Liczą oni, że z Kyrie powróci najlepszy czas z 2002 i 2003, kiedy grali w finale NBA. Tym razem drużyna nie jest oparta o doświadczonych zawodników, których kariera zmierza ku końcowi, jak ta z 2014 (Deron Williams, Shaun Livingston, Joe Johnson, Paul Pierce, Kevin Garnett). Wtedy dotarli do półfinałów konferencji, rok później odpadli w pierwszej rundzie i musieli czekać trzy sezony kolejny awans do play-off, ten z zeszłego sezonu. Dzisiaj Taurean Prince, Caris LeVert, Jarrett Allen, Joe Harris i Spencer Dinwiddie to zawodnicy zdecydowanie przed swoją „górką”, którzy prowadzeni przez Kyrie Irvinga patrzą z uśmiechem w przyszłość. I to nie tylko dlatego, że za rok dołączy do nich Kevin Durant.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s