Sięgnąć po najlepszą koszykówkę, czyli iść na mecz CSKA Moskwa

Udział Stelmetu Zielona Góra w lidze VTB jest mocno krytykowany przez niedzielnych kibiców i niezrozumiały dla kogoś, kto sięga po koszykówkę od święta. Jak można wybrać grę w „lidze rosyjskiej” zamiast europejskich pucharów? Jak można grać w innej lidze? Niestety złą robotę robią rozgrywki piłki nożnej – niby klarowne, ale po głębszej analizie równie dziwne. W piłce klubowej co etap następuje losowanie, show, a przecież zawsze te same drużyny są uprzywilejowane – niezależnie czy dzielimy kasą, a czy losujemy rozgrywki ćwierćfinałowe. A, że w Lidze Mistrzów rywalizują nie mistrzowie to już nikomu nie przeszkadza, bo przecież to są najlepsze drużyny. Różnica w Polsce, w popularności obu dyscyplin nie była nigdy tak wielka, choć mowa o dwóch najpopularniejszych grach zespołowych na świecie. Kibic przyzwyczajony do formatu liga + puchary nie rozumie szans wynikających z rywalizacji w innym formacie.

To czego boimy się w piłce nożnej, w koszykówce występuje niemal od 20 lat – najlepsze kluby grają razem, zjednoczyły się pod jedną banderą bez udziału światowej/europejskiej federacji. W Polsce ten fakt akurat powinniśmy pamiętać, bo znajdujący się u szczytu wielkości i popularności Śląsk Wrocław trafił do Suproligi, zamiast do Euroligi. Mała różnica w nazwie, ale właśnie od tamtego sezonu mieliśmy przełom w europejskiej koszykówce. Różnie on wyglądał, był moment, że FIBA nawet akceptowała te rozgrywki, ale dzisiaj daleko jest do jakichkolwiek porozumień. Przedstawiciele Euroligi przez 20 lat budowali niezależną markę i know-how, eksperymentowali z formatem rozgrywek, dzikimi kartami oraz ilością uczestników. Obecnie Euroliga jest najsilniejsza w historii zarówno organizacyjnie jak i sportowo, co potwierdzają transfery przed sezonem z NBA. Do Europy przychodzą zawodnicy przed 30-tką, a nie koszykarscy emeryci. NBA w tym czasie ewoluowała w stronę small-ball oraz wysokich graczy rzucających za trzy punkty, więc docelowo miejsce najlepszych wysokich bez rzutu – będzie w Europie. Bo tutaj koszykówka przypomina tę zza oceanu sprzed 20-30 lat i kibic doceniając kulturę gry, zespołowa obronę oraz znakomite zagrywki, doceni Euroligę. Również dla kibica rodzimej koszykówki, bliżej nam co oczywiste do europejskiego grania. Wracając do samej Euroligi, zmiana systemu rozgrywek z pucharowego przez rundę grupową i finałową, do obecnego – pełnoprawnej ligi z stałymi uczestnikami i zaproszeniami, to kolejny progres w rozgrywkach. Tak wielki, że zdyskwalifikowany w Grecji Olympiakos Pireus nie gra w tamtejszej ekstraklasie, tylko w drugiej lidze rezerwami, a to co najlepsze desygnuje na Europę. Wypisz wymaluj zalążek wartościowania Europy ponad rozgrywki krajowe, czyli to, czego boją się w.. piłce nożnej. Tam najbogatsze kluby (czasem jak Barcelona, Real czy Bayern te same) z zazdrością patrzą na wypracowany przez lata format i mają apetyty na odłączenie się od UEFA. W piłce ręcznej poszli krok dalej, bo rozgrywki pucharowej grają w weekendy a w tygodniu gra liga.

Właśnie w tak ekskluzywnych warunkach i elitarnej lidze występuje CSKA Moskwa, aktualny obrońca trofeum. Dzisiaj na grę w tych rozgrywkach żaden polski klub nie ma szans, ostatni raz Stelmet Zielona Góra grał nich w sezonie 2015/16, czyli czasach przed reformą – wygrał dwa spotkania z dziesięciu i odpadł z rozgrywek. Dzisiaj format 18 drużynowy to gwarantowane 34 spotkania (!) i to w zamkniętej lidze. Dlatego nie może dziwić decyzja właściciela klubu Janusza Jasińskiego, który już drugi sezon zgłosił się do ligi VTB, czyli ligi stworzonej w 2008, która w założeniu miała skupiać najlepsze drużyny Europy wschodniej. W praktyce to mistrzostwa Rosji, jak się zwykle mawia o tej lidze. W Polsce nie ma ona najlepszego PR, z uwagi na sezon 2010/11, kiedy Asseco Prokom Gdynia grając w Lidze VTB opuścił rundę zasadniczą w Polskiej Lidze Koszykówki, a do play-off przystąpił i tak rozstawiony z numerem jeden. W przeszłości w lidze VTB występował także (dwukrotnie) Turów Zgorzelec, dlatego tym bardziej dziwią głosy kibiców niedzielnych. Poza Euroligą nie ma dobrej alternatywy, jest co prawda koszykarska Liga Mistrzów, ale jest nią dla słabszych federacji (występuje w niej Anwil), jest liga EuroCup, czyli zaplecze Euroligi z drużynami pokroju Unicaja Malaga czy Virtus Bolonia. Dlatego jeśli istnieje szansa na mecze z CSKA Moskwa, Chimki Moskwa czy Zenitem St. Petersburg zdecydowanie popieram właściciela Stelmetu i prezesa sieci Intermarché. Grajmy z najlepszymi, uczmy się i bawmy koszykówką. Dla zawodników, sponsorów czy kibiców nie ma nic lepszego niż mecze z potentatami.

W niedzielne popołudnie do hali CRS w Zielonej Górze przyjechał, jak wspomniałem klub z Moskwy, w dodatku w pierwszym składzie. Zagrały wszystkie gwiazdy oprócz Darruna Hilliarda i Kosty Koufosa, ale ich nieobecność nie miała wpływu na grę. Zachwycać się można było zarówno ofensywą jak i defensywą, znakomicie grali indywidualnie jak i dzieląc się piłką. Gdy w trzy akcje Will Clyburn w trzeciej kwarcie zdobył osiem punktów z rzędu, widać było formę z ostatniego Final Four, gdzie był MVP. Mike James tym razem zagrał spokojnie, oddawał piłkę kolegom, ale on się wystrzelał w ostatnim meczu Euroligi z Khimki Moskwa rzucając 18 punktów w pierwszej kwarcie. Wynik 64-104 oddaje różnice pomiędzy dwoma klubami, Stelmet jest na etapie przejściowym, po tłustych latach przyjął wariant oszczędnościowy w odróżnieniu do lat poprzednich, CSKA chcieliby po raz pierwszy od sezonu 2012/13 obronić trofeum, wtedy jako ostatni dokonał tego Olympiakos Pireus. CSKA nie odpuścili nawet, gdy mecz był wygrany, mówi o tym wynik ostatniej kwarty 36-15, do tego 75 punktów rezerwowych. Trener Dimitrios Itoudis niesamowicie rotował składem, co chwilę wchodzili nowi zawodnicy, którzy lepiej biegał, rzucali i bronili od każdego z gospodarzy. Oprócz 17/34 za trzy punkty imponowała mi defensywa gości – Stelmet nie miał wolnych pozycji, miał 16 strat i chwilami był bezradny pod koszem rywali, gdzie nie było miejsca na penetracje do linii. Kredowany lidera Drew Gordon nie radził sobie z podkoszowymi rywali – Kyle Hines z imponującym dosiężnym zbierał, blokował i wsadzał piłkę, podobnie jak równie skoczny Joel Bolomboy, a dwie akcje mierzącego 214 cm Johannesa Voigtmanna po zmianie krycia były symbolem tego meczu. Niemca przejął w obronie.. Łukasz Koszarek mierzący 187 cm i oto duży zagrał z małym, niczym CSKA ze Stelmetem. Wśród gospodarzy warto wyróżnić Jarosława Zyskowskiego, który w pierwszej połowie rzucił 10 punktów oraz Przemysława Zamojskiego za kilka akcji w obronie choćby Daniela Hacketta. Święto koszykówki oglądało na żywo niemal 3 tysiące ludzi, a poziom jaki zaprezentowali goście jest tak wysoki, że wyżej jest już tylko NBA.

Stelmet Enea BC Zielona Góra – CSKA Moskwa 64:104
Stelmet: Jarosław Zyskowski 15 (1), Ivica Radić 11, Joe Thomasson 10 (1), Tony Meier 7 (1), Przemysław Zamojski 6 (1), Ludvig Hakanson 6 (2), Marcel Ponitka 6, Drew Gordon 3, Łukasz Koszarek 0.
CSKA: Will Clyburn 20 (4), Joel Bolomboy 12 (2), Mike James 12 (3), Johannes Voigtmann 11 (1), Ivan Ukhov 8 (1), Janis Strelnieks 8 (2), Mikhail Kulagin 6 (2), Andrey Vorontsevich 6 (1), Nikita Kurbanov 5, Semen Antonov 5 (1), Kyle Hines 6, Daniel Hackett 5.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s